30 sierpnia 2019

Podziękowania

Ah shit, here we go again. Ósmy raz, ósma księga (która?), a ja czuję się równie nieogarnięta, co i wtedy, gdy próbowałam sklecić coś sensownego po skończeniu „Brzasku”, A może nawet bardziej, bo wciąż nie jestem pewna, co się wydarzyło. A tym bardziej jak w ogóle do tego doszło.
Zaręczam, że będzie długo i sentymentalnie, więc wersja skrócona dla osób, które nie mają do mnie cierpliwości. Księga dziewiąta – „Krwawy Księżyc” – wpada 6 października, dokładnie w ósmą rocznicę tego opowiadania (sentymentalna Nessa mode: on). Myślałam o sierpniu, potem o wrześniu, ale zdecydowałam, że potrzebuję oddechu. Tego, urlopu (aktualnie pozdrawiam znad morza) i chwili na zadbanie o pozostałe historie. Miło by było skończyć chociaż „Blank Dream”, chociaż w takie cuda w sumie już nie wierzę. I pewnie skończę oglądając „Lucyfera”.
Epilog tutaj: KLIK. Odsyłam tak na dobry początek, żeby przypadkiem nie wyskoczyć Wam z jakimś niechcianym spojlerem.
To teraz, gdy formalności z głowy, to przejdźmy w końcu do rzeczy. Już czas, który spędziłam na pisanie poprzedniej księgi, okazał się dla mnie ciężki i burzliwy. Miniony rok również przyniósł ze sobą zamieszanie i zmiany, ale w zupełnie innym, jak najbardziej pozytywnym sensie. Wspominam o tym, bo nie wątpię, że pewne kwestie odbiły się również na mojej pisaninie – choćby dość często wypadające pojedyncze dni, w których nie pojawiało się nic. Długość tej księgi również, bo właśnie pobiłam swój rekord; pierwszy raz nie zmieściłam się w tych trzystu pięćdziesięciu wpisach.
Cóż, rzuciłam studia, wraz z początkiem października zaczęłam pracę. I choć początkowo byłam przerażona, teraz uważam, że to najlepsze, co mogłabym zrobić. Wciąż mam czas na pisanie (z siłami  po zmianie bywa różnie, ale coś za coś), a tym bardziej na myślenie. Odnalazłam siebie, spokój i naprawdę dobrze mi z tym, co się wokół mnie dzieje. Przy okazji moje historie wciąż żyją swoim życiem, ale już zdążyłam do tego przywyknąć, zwłaszcza że czuję, że to dobre zmiany. Nie wiem czy wszyscy podzielają moją opinię, ale jak długo sama się w tym odnajduję, tak długo zamierzam wierzyć, że wszystko będzie w porządku.
Ta księga miała być krótsza. Naprawdę, początkowo zakładałam nawet coś zbliżonego gabarytami do „Pełni”, ale… No a potem wyszło jak zawsze, prawda? Pojawiła się Leana, Ulrich doszedł do głosu, a Jaques jakimś cudem odnalazł się w roli opiekuna swojej małej ptaszyny. To i Przedsionek, o którym myślałam długo, a który tak naprawdę nabrał kształtu, kiedy do mojej głowy zawitał Andreas. Wszystkie te postacie po prostu odnalazły się w planie, który miałam od dawna, więc co innego mi pozostało, jak tylko pozwolić im odegrać swoje role?
Na „Łowcę” czekałam długo, chociaż gdy przyszło co do czego, fabuła przeplotła się z wątkiem Charona, którego początkowo chciałam umieścić w kolejnym tomie. Nie wiem czy przyśpieszenie tego było słuszną decyzją, ale potrzebowałam jakiegoś katalizatora, by popchnąć znajomość Claire i Claudii do przodu. Nie zdajecie sobie sprawy, ile czekałam, by doprowadzić ten świat do stanu, który zyskałam aktualnie – Bogini i Ciemność, międzyświaty i istnienie magii… Teraz cieszę się jak dziecko na myśl, co przygotowałam w kolejnym tomie, zwłaszcza że na pewien wątek czekałam równie niecierpliwie, co i na te wszystkie zmiany. Moja mała Claire w końcu będzie mogła zabłysnąć.
Tak naprawdę w tym momencie nie wiem bardzo wielu rzeczy. Nie zdziwię się, jeśli ktoś stwierdzi, że zmiany w tej księdze to za dużo, ale… Cóż, takie po prostu jest Lost in the Time.
Tradycyjnie mam garstkę osób, którym chciałabym bardzo podziękować – i to nie tylko za czytanie. Przy wielu samo to, że są, jest dla mnie czymś nie do opisania.
Gabi – bo jak inaczej? Ty po prostu jesteś – od zawsze, już dobrych sześć lat. A ja z uporem będę powtarzać, że Twoje pojawienie się to najlepsze, co mogło mnie spotkać. Zresztą prawda jest taka, że nawet kiedy nie czytasz, robisz dla mnie więcej niż ktokolwiek. To, że zawsze mogę uderzyć z kolejnym problemem, pomysłem czy fragmentem, a Ty – zamiast zdzielić mnie po głowie – stwierdzasz „pisz”, to po prostu coś cudownego. Dzięki wielkie, młodsza siostro. <3
Shanzi – a więc jedna z najcudowniejszych osób, jakie poznałam. Uwielbiam Cię, wiesz? Nie tylko za rozmowy o LITT, chociaż od tego się zaczęło, a ja wciąż jestem oczarowana tym, że ktokolwiek może kochać tę historię bardziej ode mnie. Jestem wdzięczna za każdą rozmowę i że tak po prostu zyskałam kolejną osobę, którą z czystym sumieniem mogę nazwać przyjaciółką. UwU
Ani – bo zasłużyłaś, bo jestem i dlatego że Cię wielbię, więc nawet nie próbuj mi wmawiać, że mogłoby być inaczej. Inaczej się obrażę, serio. Jako kolejna udowodniłaś mi, że założenie tego bloga było najlepszym pomysłem, na jaki kiedykolwiek wpadłam, bo ludzi, których mi to dało, nie odbierze mi nikt. Chociaż nie zdziwię się, jeśli za którymś razem po prostu mnie walniesz za kolejne „Hej, mam pomysł… I ładny gif!”…
DreamAli – bo choć piszemy sporadycznie, to zawsze prędzej czy później Cię widzę, doceniam i niezmiennie będę wdzięczna za Twoje wsparcie. Swoją drogą, wciąż czekam na coś nowego u Ciebie, więc no. I uroczyście przysięgam więcej Ryana i Jocelyne w przyszłości.
Klaudii – czyli przemiłemu anonimkowi, którego czasem widuję. Dziękuję, że jesteś. I tym bardziej miło mi, że podobają Ci się moje szablony. <3
Dziękuję każdemu, kto choć przez moment przewinął się przez to opowiadanie i komu – być może – choćby jednorazowo poprawiłam humor. Jeśli kogoś pominęłam, najmocniej przepraszam. Wciąż pojawia się Was tutaj tylu, że to po prostu niesamowite. Wielu się nie ujawnia, choć z tak wielką przyjemnością uściskałabym każdego, ech.
Dziękuję Tobie, jeśli dotarłeś do tego miejsca. Zawsze będę wierzyć i powtarzać, że czytelnicy są niczym ciche anioły, które dodają autorowi skrzydeł – i to zwłaszcza wtedy, gdy ten zaczyna we mnie wątpić. Inaczej już dawno by mnie tutaj nie było.
Cóż  mogłabym dodać na koniec? Mam Facebooka, wiec zapraszam: KLIK. Poza tym namiętnie publikuję dodatki do tego opowiadania, a seria „Kroniki Licavolich” to już fakt. Tak więc raz jeszcze zapraszam na: drugi rozdział „Przyjaciela” (to chyba zostanie taką moją świąteczną tradycją),  „Tańczącą w ciemności”, „Zapamiętaj mnie” oraz humorystyczne „Butelka wina byłaby praktyczniejsza”. Och, no i „Rosę”, choć to dopiero raczkujący projekt.
Ach, no i było sentymentalnie! Ostrzegałam, że tak będzie. (Jakby nagły powrót Jaquesa, Dylana czy Drake'a nie był wystarczająco wymowny… No i Lucy. Wiecie, ile czekałam, żeby w końcu ujawnić, kim jest Claryssa?).
Ta seria wciąż się zmienia, tak jak i blog, bo niezmiennie staram się go ulepszyć. Ten rok niejako był czasem zmian, począwszy właśnie od „Kronik Licavolich”, przez moje kolejne eksperymenty z wyglądem, oś czasu (KLIK) czy uporządkowanie zapisu perspektyw i wizerunków postaci. A wciąż mam jeszcze kilka pomysłów, więc… Cóż, wszystko w swoim czasie.
Z mojej strony to tyle. Tradycyjnie garść statystyk (KLIK) i opis kolejnej księgi (KLIK). Tak więc do napisania!
~*~
Absolutnie najlepszy na świecie edit. Pewna przecudowna duszyczka – Thaperia (KLIK) – uraczyła mnie prześlicznym, pierwszym, jaki kiedykolwiek dostałam, fan artem! Raz jeszcze Ci za to dziękuję. Wciąż uwielbiam, zachwycam się i wszystko na raz. <3

A oto Claire Prime we własnej osobie. Idealnie się zbiegło, skoro nadchodząca księga dotyczy właśnie jej. :3

2 komentarze:

  1. Ah shit here we go again in Snoop Dog voice
    Hej!
    Kurczę, aż nie wiem co powiedzieć. ._. To cudowne, że tyle ksiąg już za Tobą, że ta historia jest tak cholernie żywa i... naprawdę wow. Co epilog to mnie chwyta za serce. Niby tylko opowiadanie, w dodatku takie w którym mam kosmiczne zaległości! Ale jak łączy ludzi, prawda? C: Cieszę się, że kolejna księga jest już za Tobą, że pokazujesz nam te historie i... ohhh, ja tu naleawde wrócę, gdy czas będzie bardziej łaskawy. Z tym opowiadaniem zaczęłam swoją przygodę z czytaniem, a przede wszystkim poznałam Ciebie, więc no win win. Chyba obejdzie się bez żartów tych razem.
    Udanych wakacji, dużo weny i... no, ty wiesz, że zawsze życzę Ci dobrze. <3
    Moc uścisków,

    Gabi❤

    OdpowiedzUsuń









After We Fall
stories by Nessa