21 września 2018

Sto dwanaście

Layla
Z bijącym sercem wypadła na korytarz. W pośpiechu przebiegła dobrych kilka metrów, zanim w końcu zdecydowała się zatrzymać. Przytrzymała się ściany, po czym nachyliła do przodu, wciąż roztrzęsiona. Raz po raz chwytała powietrze, świadoma wyłącznie mętliku w głowie.
Właściwie sama nie była pewna, czego się spodziewała. Już po słowach Gabriela zorientowała się, że z kryształem musiało być coś nie tak, chociaż wtedy żadne z nich nie potrafiło tego określić. Teraz sama nie czuła się nawet po części pewniejsza co do tego, co właśnie zobaczyła, ale nie podobało jej się to. Nie sądziła, że można czuć obrzydzenie do jakiegokolwiek przedmiotu, ale w tym wypadku po prostu tak było. Nie chciała na niego patrzeć, a tym bardziej pozwolić sobie na przebywanie w jednym pomieszczeniu.
Nie wyobrażała sobie, że przedmiot może być jakkolwiek „zły”, ale wszystko w niej krzyczało, że właśnie to określenie wchodziło w grę. Był… niewłaściwy. Pod każdym względem, chociaż im dłużej o tym myślała, tym bardziej czuła się jak dziecko, nieudolnie próbujące wytłumaczyć coś, co samo w sobie nie miało sensu. Podejrzewała, że Rufus wyśmiałby ją, gdyby zasugerowała, w czym tak naprawdę leżał problem, ale nawet nie próbowała się nad tym zastanawiać. Chciała wierzyć, że co najwyżej była przewrażliwiona, co do dodatkowo potęgowała świadomość, w jakim miejscu się znalazła, ale i to wyjaśnienie nie wydało się Layli właściwe.
Nie, w tym wszystkim chodziło o ten przedmiot. Nie miała pewności, na czym tak naprawdę polegał defekt – tej dziwnej, mętnej barwie czy może licznych naroślach, zakłócających harmonię kształtów – ale to wydawało się najmniej istotne. Liczyło się, że ten konkretny przedmiot był niebezpieczny. Sposób, w jaki się przy niczym czuła, jedynie to potwierdzał.
Och, Gabrielu…
Westchnęła przeciągle, po czym skupiła się na wyrównaniu oddech. Próbowała skupić się na sobie i odczuciach, nad którymi nade wszystko chciała zapanować, ale to okazało się trudniejsze, niż mogłaby podejrzewać. Wciąż czuła się dziwnie, z uporem tkwiąc w miejscu i chwiejąc się na nogach. Z czasem emocje zaczęły opadać, a Layla poczuła się lepiej, ale wciąż nie była w stanie stwierdzić, że cokolwiek wróciło do normy. Miała wrażenie, że w każdej chwili sprawy mogły wymknąć się spod kontroli, choć zarazem nie potrafiła określić w jaki sposób.
Nerwowo obejrzała się przez ramię, nasłuchując. Miała nadzieję, że Rufus pojawi się wkrótce, ale wymowna cisza i to, że za nią nie poszedł, wydawało się dość wymowne. Zupełnie jakby spodziewał się, że prędzej czy później mogłaby spanikować i rzucić się do ucieczki. Zacisnęła usta, sama niepewna, co sądzić o spokoju, z jakim to wszystko przyjmował. Z jednej strony czuła, że sprawa tak naprawdę go nie dotyczyła – nie był telepatą, więc tym bardziej nie był w stanie wyczuć tego, co i ona – ale z drugiej strony…
Wyprostowała się, w końcu zmuszając się do ruchu. Miała ochotę po niego wrócić i wręcz zacząć błagać, by zostawili kryształ w spokoju. Nie miała pojęcia, czego oczekiwał po przyjściu tutaj, ale w tamtej chwili była pewna, że kręcenie się po tych korytarzach nie było dobrym pomysłem. Poczucie pogrzebania żywcem, które towarzyszyło jej od chwili zejścia do podziemia, dodatkowo pogarszało sytuację, z każdą kolejną minutą dając się Layli we znaki.
To nie powinno wyglądać w ten sposób. Przynajmniej to podsuwał jej instynkt, na każdym kroku dając wampirzycy do zrozumienia, że tracili czas. Mieli coś zrobić, by pomóc Renesmee, a jednak…
Wzdrygnęła się, nagle zaniepokojona. Nerwowo powiodła wzrokiem dookoła, niepewna, co zadecydowało o tym, że w ułamku sekundy poczuła się jeszcze bardziej zdenerwowana. Była wręcz gotowa przysiąc, że w korytarzu pojawił się ktoś więcej, chociaż nic konkretnego na to nie wskazywało. Wciąż była sama, w ciemnościach nie będąc w stanie wypatrzeć niczego, co świadczyłoby o czyjejkolwiek obecności.
– Rufus? – rzuciła spiętym tonem. Zrobiła kilka kroków w głąb korytarza, kierując się ku sali z kryształem. – Gabrielu?
Właściwie sama nie była pewna, co sprawiło, że pomyślała o tym drugim. Podświadomie wciąż próbowała odszukać brata, skupiając się na więzi i tylko czekając, aż bliźniak popełniłby błąd. Co prawda szansa na odszukanie go w miejscu, które blokowało jej zdolności na wszystkie możliwe sposoby, graniczyło z cudem, ale Layla i tak miała nadzieję.
Odpowiedziała jej cisza, czego co prawda się spodziewała, ale i tak poczuła się nieswojo. Chociaż wciąż nie miała ochoty wracać, przyśpieszyła, chcąc nie chcąc zmierzając ku pomieszczeniu, które w takim pośpiechu opuściła.
– Tu jesteś. – Omal nie wyszła z siebie, kiedy Rufus dosłownie zmaterializował się tuż przed nią. Zesztywniała, z wrażenia omal na niego nie wpadając. Jedynie to, że w porę pochwycił ją za ramiona, pozwoliło jej uniknąć zderzenia. – Nic ci nie jest?
– Nie. Skończyłeś już?
Spojrzał na nią z powątpiewaniem, co utwierdziło ją w przekonaniu, że jej nie uwierzył, ale przynajmniej nie skomentował tego nawet słowem. Z ulgą przyjęła fakt, że skinął głową; jak długo żadne z nich nie musiało tam wracać, wszystko wydawało się w porządku.
– Spodziewałem się… czegoś innego – przyznał w zamyśleniu wampir, ostrożnie dobierając słowa. – Gdyby nie twoja reakcja, nie powiedziałbym, że ten kryształ jakkolwiek różnic się od innych. Pomijając to, że jest dość spory – dodał, zakładając ramiona na piersi.
– Chyba nie sugerujesz mi teraz, że wątpisz w jego działanie, co? – obruszyła się.
– Oczywiście, że nie. Widziałem dość – zreflektował się pośpiesznie. – Ale ciebie przeraża. Wytłumacz mi to.
Ze świstem wypuściła powietrze, niezdolna wykrztusić z siebie chociażby słowa. Potrząsnęła głową, wciąż walcząc ze sobą i dającymi jej się we znaki emocjami. Nie chciała, żeby uznał ją za histeryczkę, a tak bez wątpienia by się stało, gdyby wprost powiedziała mu, czego doświadczyła w tamtym pokoju.
– Ja… Za chwilę – rzuciła wymijając. Wzrokiem wciąż czujnie wodziła dookoła. – Możemy już iść? Duszę się tutaj.
– W porządku.
Czuła, że wciąż ją obserwował, ale trudno było jej stwierdzić, co takiego sobie myślał. Już dawno zdążyła się przywyknąć do takiego zachowania w jego przypadku, ale i tak niezmiennie czuła się zagubiona. Z drugiej strony, wolała już próbować rozważać zachowanie i emocje Rufusa, niż próbować mierzyć się z własnymi.
Przez dłuższą chwilę szli w milczeniu, ona już nawet nie zastanawiając się nad tym, co działo się wokół niej. Tym razem to Rufus prowadził, nie pozostawiając jej innego wyboru, jak tylko spróbować dotrzymać mu kroku.
– Widziałeś go, prawda? – zapytała w końcu. Spojrzał na nią w niemalże pobłażliwy sposób, ale zdecydowała się to zignorować. – O to, że był duży, też mi chodzi. Wystarczy odłamek, by zrobiło się niebezpiecznie, a to…
– Bo najpewniej jest tam z myślą o większej grupie – stwierdził w zamyśleniu, jak gdyby nigdy nic wchodząc jej w słowo. – Przynamniej to wydaje mi się sensowne. Aczkolwiek po kimś, kto próbował eksperymentować z wampirami i demonami, spodziewam się wszystkiego.
Zacisnęła usta, mimowolnie skupiając na jego słowach. Brzmiały sensownie, a przy tym o wiele bardziej świadomie niż wyjaśnienia, których udzielił jej Simon. Kiedy próbowała znaleźć sens działań tych ludzi, nie była w stanie uwierzyć, że w ogóle zastanawiali się nad tym, co mogło się wyrazić. Biorąc pod uwagę to, że jej nie słuchali, nie byłaby zaskoczona, gdyby mimo oczywistych konsekwencji zdecydowali się skorzystać z takiego kryształu.
Jak dużo w takim wypadku wiedzieli? Miała wrażenie, że większość informacji mieli od Jaquesa, co przez wzgląd na swobodę, jaką się cieszył, wydawało się sensowne. W pamięci wciąż  miała każdą rozmowę, którą przeprowadzili, chociaż przez zmęczenie nie zapamiętała wszystkiego tak dobrze, by w pełni wampira zrozumieć. Zdążyła za to zauważyć, że był zdesperowany – i to na tyle, by być może sugerować łowcom zrobienie czegoś, co prędzej czy później doprowadziłoby do tragedii.
Desperat i szaleniec. Ciekawa mieszanka, pomyślała mimochodem. Mogła tylko zgadywać, jakie było ostateczne przeznaczenie kryształu, zwłaszcza że do tej pory nic nie wskazywało na to, by ktokolwiek próbował eksperymentować z telepatią. Gdyby było inaczej, jak nic próbowaliby wciągnąć w to również ją, a jednak nie przypominała sobie, by Simon choć słowem napomniał o kumulowaniu mocy. Na pewno wiedział jak ją ograniczyć, ale dotychczas działanie w drugą stronę nie wchodziło w grę. Brała jeszcze pod uwagę to, że najzwyczajniej w świecie nie spędziła w tym miejscu dość czasu, by poznać wszystkie projekty, ale nawet jeśli tak było, nie zmieniało to faktu, że czułą się zdezorientowana.
– Ten kryształ i tak nie nadawałby się do kumulowania mocy – oznajmiła z przekonaniem, z opóźnieniem uprzytomniając sobie, że wypowiedziała te słowa na głos.
– Uważasz, że jest zbyt potężny nawet dla grupy? – zapytał natychmiast Rufus.
Potrząsnęła głową.
– Jest… niewłaściwy – przyznała w końcu, decydując się nazwać sprawy po imieniu. Mimo usilnych starań nie była w stanie znaleźć odpowiedniejszych słów na opisanie tego, co czuła. – Chodzi mi o wygląd. On… obrzydza mnie.
Zamilkła, oczekując na jakąkolwiek reakcję, która świadczyłaby, że jednak go rozbawiła. Spodziewała się złośliwej uwagi, prychnięcia albo wybuchu śmiechu, ale nic podobnego nie miało miejsca. W zamian Rufus po prostu się w nią wpatrywał, wydając się intensywnie nad czymś myśleć.
– Rozumiem – stwierdził jak gdyby nigdy nic. – Dziękuję, że mi to powiedziałaś.
Otworzyła i zaraz zamknęła usta. Rufus, który na dodatek za cokolwiek by dziękował, zdecydowanie nie był codziennym zjawiskiem, nawet gdy chodziło o nią. Rzuciła mu skonsternowane spojrzenie, czekając na jakiekolwiek wyjaśnienia, ale szybko nabrała pewności, że nie miała na co liczyć. Najgorsze w tym wszystkim było to, że naprawdę mogła się tego po nim spodziewać.
Bez słowa ruszyła za mężem, by dotrzymać mu kroku. W pośpiechu się z nim zrównała, wciąż pełna wątpliwości.
– Masz jakieś pomysły? – zapytała natychmiast. Zmiana tematu wydała się najsensowniejszym, co mogłaby zrobić. – Dalej nie wiemy, co zrobić z Renesmee. Chciałeś tutaj przyjechać, ale dalej nie wiem, na czym stoimy.
– Na niczym – przyznał niechętnie. Layla westchnęła, nie kryjąc rozczarowania. – Przynajmniej na razie. Isabeau lepiej się na tym zna, tak? Może warto, żebyś jej powiedziała, co sądzisz o tym krysztale.
– I naprawdę przyjechaliśmy tutaj tylko po to, żeby go pooglądać? – zapytała z niedowierzaniem.
Wzruszył ramionami. Nie pojmowała, jakim cudem mógł być tak spokojny, podczas gdy ona odchodziła od zmysłów.
– Jak mówiłem, skoro nie wiemy, na czym stoimy, zawsze warto zacząć od początku – wyjaśnił takim tonem, jakby właśnie rozmawiali o pogodzie. – Skoro upieracie się, że wszystko sprowadza się do tego kryształu, oczywiste, że warto skupić się na nim. – Zamilkł, z zaciekawieniem spoglądając na Laylę. – Kryształ kumuluje i wyzwala energię. Wzmacnia ją, więc efekty są bardziej imponujące, niż działanie przeciętnego telepaty. Ale ten konkretny egzemplarz jest za duży i… niewłaściwy – dodał, nie odrywając od niej wzroku – a skoro twój brat był sam, nadmiar mocy skumulował się na nim. Śmiem twierdzić, gdyby tego nie przeżył, gdyby nie wtrąciła się Renesmee.
– Jeśli chciałeś mnie w ten sposób pocieszyć…
– Nie przerywaj mi, kiedy próbuję myśleć – zniecierpliwił się. Layla prychnęła, uświadamiając sobie, że najpewniej był a dobrej drodze, by w ogóle zapomnieć o jej obecności. Cała uwagę skupiał wyłącznie na wypowiadanych przez siebie słowach. – Kropla astralna zakłóciła proces i stąd cale zamieszanie. Coś jak nagłe spięcie, jeśli wiesz, co takiego mam na myśli.
Nie odpowiedziała, wiedząc, że i tak nie pytał jej o zdanie. W tamtej chwili mogła co najwyżej za nim iść i przytakiwać, choć i tego nawet by nie zauważył. Jakby tego było mało, wciąż zadziwiał ją sposobem, w jaki do tego wszystkiego podchodził. Chociaż nie sądziła, że to w ogóle możliwe, najwyraźniej również to był w stanie w sposób, który przypominał jej aż nazbyt znajomy, naukowy bełkot. Miała wrażenie, że zawsze to robił – sprowadzał wszystko do zasad, które znał, a potem analizował. I chociaż chwilami miała ochotę nim potrząsnąć, zwłaszcza gdy zaczynał mówić do niej tak, jakby posługiwał się jakimś innym językiem, mimo wszystko sądziła, że to niezwykłe.
Oboje przez dłuższą chwile milczeli, każde pogrążone we własnych myślach. Layla mimowolnie wzdrygnęła się, kiedy wampir bez jakiegokolwiek ostrzeżenia przystanął, w roztargnieniu chwytając ją za rękę.
– Wracając do twojego brata, dalej uważam, że miał szczęście – oznajmił spiętym tonem. – Oboje wiemy, że nie nadaje się do wykorzystywania aż takiej mocy. Podejrzewam, że to, jak szybko ją wykorzystuje, było tutaj kluczowe – stwierdził w zamyśleniu. Layla otworzyła usta, chcąc uświadomić mu, że omawianie potencjalnej śmierci Gabriela, zwłaszcza w sytuacji, w której nie miała pojęcia, co się z nim działo, było ostatnim, co chciała robić, jednak nie miała po temu okazji. – Teraz dochodzi do tego w jeszcze krótszym czasie, prawda?
To pytanie ją zaskoczyło. Już od jakiegoś czasu przejmowała się tą kwestią, jednak dopiero gdy Rufus powiedział o tym w tak bezpośredni sposób, nabrała pewności, że w grę nie wchodziło wyłącznie jej przewrażliwienie.
– Zauważyłeś to – wyrzuciła z siebie na wydechu.
Rufus rzucił jej niemalże urażone spojrzenie.
– Oczywiście, że tak. To akurat oczywiste – obruszył się. – Chociaż twój brat najwyraźniej woli udawać, że nie ma żadnego problemu.
– Obaj zawsze to robicie – wymamrotała, ale w żaden sposób nie zareagował na jej słowa.
O tym mówię, pomyślała w przekąsem, wznosząc oczy ku górze.
– Pomyślałem o tym, kiedy okazało się, że Renesmee ma wpływ na Jocelyne. Tak sobie gdybam, ale skoro to wszystko zaczęło się od kryształu… Źle z nim, odkąd to się stało – stwierdził, a Layla przez moment zapragnęła się histerycznie roześmiać.
– Delikatnie rzecz ujmując – przyznała niechętnie. – Pokłóciliśmy się właśnie o to, że źle wyglądał.
– Tak czy siak, to zastanawiające. To, co dzieje się z Renesmee, tym bardziej.
Tym razem spięła się, z trudem powstrzymując sfrustrowany jęk. Gdyby miała opisać sytuację, zdecydowanie nie użyłaby do tego takich słów.
– Zastanawiające? – powtórzyła z niedowierzaniem. – Nie mam pojęcia, co dzieje się z moim bratem, a bratowa za moment może całkiem zniknąć. W tym nie ma nic interesującego – jęknęła, potrząsając z niedowierzaniem głową. – Po to tu przyszliśmy, pamiętasz? Bo Nessie kończy się czas.
– Albo niekoniecznie – stwierdził, kolejny raz zachowując tak, jakby nie usłyszał jej słów.
– O czym ty znowu…?
Uciszył ją samym tylko spojrzeniem. Jego palce bardziej stanowczo zacisnęły się wokół jej dłoni. Natychmiast zamilkła, sama niepewna, w jaki sposób powinna zareagować na jego zachowanie. Kiedy Rufus zaczynał zachowywać się w ten sposób, była skłonna spodziewać się po nim dosłownie wszystkiego.
– Później porozmawiamy – oznajmił, jak gdyby nigdy nic ciągnąc ją za sobą. – Wracamy. Mam pewien pomysł, ale za to zawsze możesz zabić mnie w domu.
Coś w jego tonie jasno dało jej do zrozumienia, że nie miała innego wyboru, jak tylko spróbować mu zaufać.
Gabriel
To nie powinno wyglądać w ten sposób. Nie powinien bez celu pałętać się po Seattle, bez konkretnego celu. Tym bardziej nie powinien tracić czasu, skoro ten już od kilku dni uciekał mu między palcami, wydając się nieuchronnie prowadzić do tragedii.
Nie powinien pozwolić jej odejść, niezależnie od tego, kim była.
Nic z tego, co robił, nie miało sensu. Kimkolwiek była kobieta, którą zostawił samą sobie, zdecydowanie nie była jego żoną. Aż za dobrze pamiętał moment, w którym nabrał pewności, że Nessie wciąż błądziła w świecie snów, najpewniej nieświadoma, że wydarzyło się cokolwiek niewłaściwego. Pamiętał jej zaskoczone spojrzenie i pocałunek, przy którym zdradził o wiele więcej, niż początkowo zamierzał. Nie chciał, żeby z jakiegokolwiek powodu się bała, ale w jej oczach widział wyłącznie lęk, kiedy tak po prostu zdecydował się wrócić do rzeczywistości.
Powinien poszukać tej istoty. Ruszyć za kobietą, która z jakiegoś powodu przejęła ciało, które nie należało do niej. Takie rozwiązanie wydawało się w pełni sensowne i naturalne – to, że zamiast bezsensownie błądzić, uciekając przed wszystkim i wszystkimi, powinien jak najszybciej odszukać intruza. Z oczywistych względów nie mógłby jej skrzywdzić, w zamian skupiając na doprowadzeniu do domu, gdzie wszyscy mogliby zastanowić się nad tym, co robić dalej. Możliwe, że sama zainteresowana mogłaby w tym pomóc, zwłaszcza że Gabriel bez większego problemu zdołałby zmusić ją do mówienia – i to niezależnie od tego czy chciałaby, czy też nie.
I właśnie w tym leżał największy problem.
Nie ufał sobie i własnym odruchom. Już samo to, że nie od razu zorientował się, że nie ma do czynienia z Renesmee, nie dawało mu spokoju. Odkąd wieź zniknęła, czuł się zagubiony. Działa na oślep i bez zastanowienia, raz po raz pozwalając, by emocje przejęły nad nim kontrolę. Jakby tego było mało, nie zawahał się przed skrzywdzeniem własnej żony, nawet jeśli w jej ciele czaiło się coś nadnaturalnego. Jakkolwiek by nie było, na swój sposób wciąż miał do czynienia z Nessie – z jej krwią, postacią i życiem, które z taką łatwością mógłby zakończyć.
Mógł tylko zgadywać, co wydarzyłoby się, gdyby wypił za dużo. Poniosło go i wcale nie chodziło o to, że miał do czynienia z potencjalnym wrogiem. Kiedy ją zaatakował, nie zastanawiał się  nad tym, kogo miał przed sobą. Nie miał wątpliwości, że gdyby na jego drodze stanęła prawdziwa Renesmee, nic by się nie zmieniło. To, że ta najpewniej nie próbowałaby z nim walczyć, w zamian za wszelką cenę próbując pomóc, jedynie wszystko pogarszała. Wystarczyłaby chwila nieuwagi, by miał ją na sumieniu, a to nigdy nie powinno mieć miejsca. Już i tak utknęła gdzieś na granicy, uwieziona między życiem a śmiercią, a to wszystko z prostego powodu.
Z jego winy.
Być może zabił ją już tamtego dnia, a teraz tylko odwlekali nieuniknione.
Zatrzymał się, niespokojnie wodząc wzrokiem na prawo i lewo. Nie miał pojęcia, gdzie się znajdował, ale to nie miało żadnego znaczenia. To zresztą nie byłby pierwszy raz, gdyby umknęło mu to, co robił. Po tym, jak już w Chianni odkrył, że w jego ramionach spoczywała martwa kobieta, spodziewał się po sobie dosłownie wszystkiego. Najwyraźniej wariował, niezdolny zrobić cokolwiek, by powstrzymać ten proces.
Oddychał szybko i płytko, co najmniej jakby przebiegł maraton. Nie miał pewności, ile czasu minęło od momentu, w którym zdecydował się wyjść z domu, ale to również nie było istotne. Rozsądek podpowiadał mu, że powinien wrócić, nie wspominając o tym, że już wcześniej słyszał mentalne nawoływania Jocelyne i Layli, ale nie potrafił się na to zdobyć. Myśl, że dodatkowo mógłby skrzywdzić którąkolwiek z nich, dodatkowo go dobijała.
Nie chciał, żeby to wyglądało w ten sposób. Wszystko zbyt mocno się skomplikowało, a wciąż mogło być gorzej, choć tego nawet nie chciał brać pod uwagę. Zresztą wciąż miał coś do zrobienia, a skoro tak…
Z trudem powstrzymał cisnące mu się na usta przekleństwo. Nie był w stanie się skoncentrować, chociaż próbował w sensowny sposób uporządkować myśli. Wciąż mieszały się ze sobą, równie zniekształcone i mgliste, co i decyzje, które podejmował – i to nie do końca świadomie. Miał wrażenie, że był na dobrej drodze, żeby zwariować, a to wciąż był zaledwie początek.
Coś poruszyło się w głębi uliczki, którą zmierzał. Gabriel zesztywniał, prostując niczym struna i machinalnie przybierając pozycję ochronną. Zamarł w bezruchu, gotów do ataku, chociaż rozsądek podpowiadał mu, że nie miał powodu, by czuć się w ten sposób.
Gdzieś w zasięgu jego wzroku pojawiła się znajoma postać. Rubinowe tęczówki zalśniły w mroku.
– Gabrielu?








After We Fall
stories by Nessa