19 stycznia 2019

Dwieście dwanaście

Alessia
Nie była pewna, co tak naprawdę przymusiło ją do otwarcia oczu – ból głowy czy przenikliwy chłód. Najpewniej oba, choć to wydało się Alessi najmniej istotne. Przez chwilę tkwiła w bezruchu, świadoma wyłącznie napierającej ze wszystkich stron ciemności. Potrzebowała czasu, by uporządkować mętlik w głowie i przytomnieć sobie, co tak naprawdę się wydarzyło.
Uroczystości, Charon, Ariel… To mogłoby być złym snem, gdyby kiedykolwiek pozwoliła sobie na koszmary.
Wzdrygnęła się, nagle co najmniej przerażona. Otworzyła oczy szerzej, gdy w końcu przypomniała sobie to, co najważniejsze – tamtą wąską uliczkę i moment, w którym…
– Ariel – wyrwało jej się.
Natychmiast spróbowała poderwać się na równe nogi. Na dłuższą chwilę wszelakie niedogodności zeszły na dalszy plan, pozbawione jakiegokolwiek znaczenia. Pragnęła biec – w jakikolwiek sposób zacząć działać – ale to okazało się o wiele trudniejsze, niż mogłaby przypuszczać. Aż syknęła, gdy ciało odmówiło jej posłuszeństwa, zdecydowanie nie chcąc współpracować w sposób, którego Alessia mogłaby oczekiwać. Dopiero wtedy też dotarło do niej, że od samego początku trwała w dość dziwnej pozycji, nie tylko nie będąc w stanie oswobodzić rąk, ale na dodatek nie mając innego wyjścia, jak tylko trzymać je nad głową.
Jęknęła, nie tyle z bólu, co zaskoczenia. Wciąż nerwowo napinając mięśnie, powiodła wzrokiem dookoła, by zrozumieć, co tak naprawdę działo się wokół niej. Po kolei…, nakazała sobie stanowczo, ale dostosowanie się do własnych rad okazało się równie trudne, co i dalsze trwanie w tej samej pozycji. Kiedy poderwała głowę, próbując zrozumieć, dlaczego nie była w stanie oswobodzić rąk, przekonała się, że tkwiła pod ścianą, z nadgarstkami skrępowanymi czymś, co wyglądało jak łańcuch. Szarpnęła się, choć podświadomie czuła, że to nie miało sensu – tylko idiota spróbowałby ją unieruchomić zwykłym metalem, który mogłaby zerwać. W grę jak nic musiało wchodzić srebro, chociaż próbowała o tym nie myśleć. I tak czuła się zbyt rozproszona, by przywołać moc i to sprawdzić.
Sam łańcuch przytwierdzono do ściany w co najmniej niewygodnym miejscu. Znajdował się na tyle nisko, że nie była w stanie w pełni się wyprostować i stanąć na nogi, ale jednocześnie zbyt wysoko, by zdołała usiąść. Metalowe obręcze nieprzyjemnie wpijały się w jej nadgarstki, co mimo wszystko uznała za niepokojące. Nie była wrażliwa na srebro aż tak jak niektóre wampiry, ale obcowanie z kruszcem i tak nie było dobrym pomysłem. Czuła, że powinna tkwić w miejscu, by się nie poranić, ale jednocześnie takie rozwiązanie nie wchodziło w grę. Wszystko w niej aż rwało się do walki, ucieczki, a przede wszystkim sprawdzenia, co działo się w mieście.
Ariel…
Zacisnęła usta, z trudem tłumiąc jęk. Coś ścisnęło ją w gardle, gdy raz jeszcze pomyślała o wszystkim, co się wydarzyło. Chciała przekonać samą siebie, że wspomnienia nakładały się na siebie, a obrazy w jej głowie nie były prawdziwe – nie w takim stopniu, jak mógłby podsuwać jej umysł – ale dobrze wiedziała, że to nieprawda. Charon idealnie trafił, kiedy wycelował w Ariela kuszą. Pamiętała moment, w którym chłopak wylądował na ścianie, krew i to, co poczuła, gdy uprzytomniła sobie, że bełty były posrebrzane. Zwłaszcza w przypadku wilkołaka taki strzał musiał być zabójczy.
Gwałtownie zaczerpnęła powietrza do płuc. Nogi na moment odmówiły jej posłuszeństwa, przez co na kilka sekund zawisła na łańcuchach, nie będąc w stanie tak po prostu osunąć się na ziemię. Natychmiast spróbowała odzyskać równowagę, gdy srebro znów zaczęło wpijać się w jej nadgarstki. Poczuła zapach krwi i to uprzytomniło jej, że jednak musiała poprzecinać skórę, ale prawie nie zwróciła na to uwagi. Co prawda ręce zaczynały ją boleć, zwłaszcza od trwania w jednej pozycji i powstrzymujących swobodny przepływ krwi obręczy, ale to zeszło gdzieś na dalszy plan. W tamtej chwili miała o wiele poważniejsze zmartwienia niż rozważanie tego, kto i dlaczego zaprojektował to miejsce akurat w taki sposób.
Serce zabiło jej szybciej ze zdenerwowania. Chociaż wszystko w niej aż rwało się do biegu i tego, by jednak zacząć się szarpać, w panice szukając sposobu na ucieczkę, chcąc nie chcąc zamarła w bezruchu. Próbowała zapanować nad emocjami i skupić się na tym, co najważniejsze, ale to również okazało się trudne. Czujnie wodziła wzrokiem na prawo i lewo, w mroku próbując wypatrzeć jakiekolwiek szczegóły pomieszczenia. Jej oczy i tak potrzebowały zadziwiająco dużo czasu, by przywyknąć do ciemności i w końcu pozwolić jej coś zauważyć. Miała wrażenie, że to również wpływ srebra, tym bardziej że przecież była nieśmiertelna. W szoku nie była w stanie stwierdzić tego w pełni, ale i tak była gotowa przysiąc, że jej zmysły działały z opóźnieniem, mniej wyczulone niż zazwyczaj.
Zadrżała, gdy do głosu mimo wszystko doszedł chłód. Na sobie wciąż miała czarną sukienkę, którą pożyczyła jej Isabeau, a która najpewniej nie nadawała się do niczego. Alessia czuła krew i to nie tylko swoją, ale również ludzką, którą nasiąknął materiał, kiedy Charon zabił towarzyszącą jej podczas uroczystości śmiertelniczkę. Co prawda w mroku i na czarnej sukni nie była w stanie dostrzec plam posoki, ale wystarczyło, że ją czuła. Co więcej, choć zapach był przytłumiony i jakby odległy, w zupełności wystarczył, by Ali jak na zawołanie poczuła nieprzyjemne pieczenie w gardle.
Przełknęła z trudem. Musiała się wydostać i to jak najszybciej. Głód był sprawą drugorzędną, choć podejrzewała, że jedynie kwestią czasu był moment, w którym palenie w przełyku miało stać się jeszcze bardziej uciążliwe. Był jeszcze jeden rodzaj pragnienia, ale o nim wolała nie myśleć. Srebro i tak uniemożliwiało jej skorzystanie z telepatii, więc – przynajmniej na razie – nadmierna utrata energii nie była aż taka problematyczna.
Ale tkwienie w tym miejscu było. Nie miała pojęcia, czego chciał Charon, a tym bardziej dlaczego jej nie zabił, jednak jego decyzja nie wróżyła niczego dobrego. Nie wyobrażała sobie nie tylko tego, że miałby ją więzić, ale przede wszystkim bierności w sytuacji, w której dosłownie odchodziła od zmysłów. Nie myślała o Arielu, z uporem odsuwając od siebie wnioski, które momentalnie przychodziły jej do głowy. Gdyby sobie na to pozwoliła, nie byłaby w stanie skupić się na niczym innym; zebranie myśli już i tak wydawało się graniczyć z cudem, zresztą jak i opanowanie narastającego stopniowo strachu.
I gniewu, bo to, co się wydarzyło, zdecydowanie nie powinno mieć miejsca. Nie tego chciała, zwłaszcza w dniu uroczystości, w noc, którą pragnęła traktować jak swoiste oczyszczenie i…
Głośny zgrzyt skutecznie wyrwał ją z zamyślenia. Natychmiast poderwała głowę, mrużąc oczy w nadziei, że dzięki temu jednak dostrzeże coś w ciemnościach. Wcześniej nie zauważyła drzwi, przez panujący dookoła mrok nie będąc w stanie wypatrzeć nawet poszczególnych skrajów pomieszczenia. Dlaczego to wydaje się znajome?, przeszło jej przez myśl, nagle gotowa przysiąc, że już wcześniej była w tym pokoju – albo przynajmniej miejscu o podobnym układzie. Z jakiegoś powodu nie zaskoczyło jej miejsce, w którym ulokowano wejście, chociaż nie była pewna dlaczego.
Wszelakie myśl uleciały z jej głowy, gdy w ciemnościach wyraźnie coś się poruszyło. Zdołała wypatrzeć sylwetkę Charona i to wystarczyło, by zapragnęła rzucić mu się do gardła, ale wciąż nie była w stanie się ruszyć. Zaraz po tym jej uwagę przykuło coś innego, zwłaszcza gdy usłyszała zdławiony dziewczęcy pisk – i to na dodatek taki, który nie należał do niej.
– Pod ścianę. I nawet nie myśl o tym, by coś kombinować, bo połamię ci nogi – rzucił chłodno Charon. Dziewczyna jęknęła, ale usłuchała, niezgrabnie i – wciąż się przy tym potykając – przemknęła we wskazane jej miejsce. – Przyprowadziłem ci towarzystwo.
Ostatnie słowa zabrzmiały niemalże pogodnie. Alessia nie odpowiedziała, nie będąc w stanie wykrztusić z siebie choćby najkrótszej, sensownej wypowiedzi. Rozszerzonymi oczyma wpatrywała się w wilkołaka, próbując przekonać samą siebie, że całe wiązanki przekleństw, które cisnęły jej się na usta, były złym pomysłem. Coś w tym mężczyźnie od początku przyprawiało ją o dreszcze, a w tamtej chwili strach dodatkowo przybrał na sile – zwłaszcza, gdy lśniące oczy nieśmiertelnego zwróciły się ku niej. Wtedy również do Alessi dotarło, że jego tęczówki dosłownie lśniły w mroku.
Coś w groźbie, która padła pod adresem dziewczyny, również wytrąciło Ali z równowagi. Nie mogła pozbyć się przeświadczenia, że to coś więcej, niż czcze gadanie. Co prawda próbowała przekonać samą siebie, że wilkołak po prostu próbował wymóc posłuszeństwo, ale…
– Czego chcesz?
Nie mogła powstrzymać się przed zadaniem tego pytania. Chciała zrozumieć, niezależnie od konsekwencji i tego, że być może prowokując Charona do działania, skracała pozostały jej czas. Jakoś nie miała wątpliwości, że nieśmiertelny nie bez powodu utrzymywał ją przy życiu. Wciąż pamiętała z jaką precyzją zabijał, wymierzając kolejne strzały z kuszy – w większości zabójcze, choć wciąż wmawiała sobie, że Arielowi udało się przeżyć. Nie chciała nawet brać pod uwagę innego scenariusza, ale mimo wszystko…
Nie.
Jakkolwiek by nie było, Charon nie należał do osób, które po prostu lubiły mieszać. W jego przypadku to było coś więcej, o czym zdążyła się już przekonać. To, co zostało z Lille, mówiło samo za siebie, nie wspominając o tym, co wydarzyło się w dzielnicy wilkołaków. Prędzej czy później zamierzał zabić również ją, najpewniej z chwilą, w której ostatecznie dostałby to, czego przez cały ten czas chciał.
Nie otrzymała odpowiedzi. Nieśmiertelny jedynie spojrzał na nią z zaciekawieniem, przez dłuższą chwilę tkwiąc w progu. Dopiero po chwili ruszył w jej stronę – bez pośpiechu, w pełni ludzkim krokiem – czym wytrącił Alessię z równowagi nawet bardziej, niż gdyby bez ostrzeżenia zmaterializował się tuż przed nią.
– Wszystko w swoim czasie – stwierdził w zamyśleniu, uważnie mierząc ją wzrokiem. – Na razie niech wystarczy ci zapewnienie, że czeka nas niezapomniany wieczór.
Kolejny dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa. Spróbowała nad sobą zapanować, nie chcąc po sobie poznać, że była przerażona, ale czuła, że wyszło jej to marnie. Ten mężczyzna wiedział. Poznała to po jego spojrzeniu i uśmiechu, który wykrzywił wargi Charona. Wpatrywała się w nią i wszystko w nim aż krzyczało, że doskonale bawił się, świadom przerażenia, które w niej wzbudzał.
Jego słowa tym bardziej nie wróżyły niczego dobrego. Nie żeby podejrzewała, że zdąży zapomnieć o wszystkim, co wydarzyło się podczas ceremonii. Wieczór już teraz był niezapomniany, chociaż to nadal ją przerażało.
Myśl, że mogłoby być jeszcze gorzej, tym bardziej.
Słyszała przyśpieszony oddech, ale nie była w stanie stwierdzić czy należał do niej, czy może skulonej w kącie dziewczyny. Próbując ignorować spojrzenie Charona, Alessia z wahaniem spojrzała na „towarzyszkę”, dopiero w tamtej chwili zwracając uwagę na zapach jej krwi. Miała do czynienia z człowiekiem, na dodatek znajomym, choć to uprzytomniła sobie po kilku kolejnych sekundach.
O mój Boże…
Nie była pewna, kiedy ostatnim razem widziała Chloe. Działo się zdecydowanie zbyt dużo, by mogła poświęcić Miasto Nocy tyle czasu, ile mogłaby oczekiwać – czy to będąc w Lille albo Seattle, czy też po powrocie, gdy praktycznie nie mogła ruszyć się nigdzie sama. Tak czy inaczej, wszyscy znali przybraną córkę Bliss Devile. Alessia do tej pory nie była pewna, dlaczego ciotka Aldero i Cammy’ego zdecydowała się zostać w Mieście Nocy po odejściu Isobel, ale to nie było ważne. Liczyło się, że znała Chloe, a jej obecność dodatkowo uprzytomniła jej, gdzie najpewniej się znajdowały.
Oczywiście, że znała to pomieszczenie! Miała już wątpliwą przyjemność, by zapoznać się z zakamarkami domu Devile’ów, gdy wraz z bratem i kuzynostwem omal nie zginęła przez bezsensowny rytuał Aquy. W tym samym miejscu blisko wiek później zamknął ją Rufus, przy okazji sprawiając, że odzyskała wspomnienia. Różnica polegała na tym, że w żadnym z tych przypadków nikomu nie przyszło do głowy, by ją krępować, choć jak znała wujka, to za którymś razem mogłaby go do tego sprowokować.
Z tym, że nawet sfrustrowany Rufus nigdy nie spojrzał na nią tak, jak robił to Charon.
– Znacie się? – Głos wilkołaka wyrwał ją z zamyślenia. Zamrugała, dopiero po chwili uprzytomniając sobie, że pytał ją o Chloe. Wciąż spoglądała w stronę dziewczynki, chociaż w którymś momencie przestała o niej myśleć. – Po cichu na to liczę – dodał, a Alessia aż się wzdrygnęła, zwłaszcza gdy poczuła ciepły, wilgotny oddech na policzku. Charon śmierdział krwią.
– To jest dziecko – oznajmiła spiętym tonem. – Ma dwanaście lat. Na litość bogini…
– Bogini była jakaś mało łaskawa w ostatnim czasie. Chyba że dla mnie – stwierdził, uśmiechając się szelmowsko. Wciąż dosłownie taksował ją wzrokiem. – A jej wiek – dodał, wymownie spoglądając na Chloe – jakoś mnie nie interesuje. Chociaż nie powiem, mogłaby być ciut dojrzalsza…
Jeszcze kiedy mówił, wyciągnął rękę. Alessia szarpnęła się, gdy jak gdyby nigdy nic musnął palcami jej biodro. W tamtej chwili pojęła, co sugerował i to wystarczyło, by momentalnie zrobiło jej się niedobrze. Gdyby chodziło tylko o nią, byłoby źle, ale skoro miał czelność spoglądać w ten sposób na dziecko…
Jedynie się uśmiechnął – drapieżnie, w sposób, który jeszcze bardziej ją obrzydził. Momentalnie zapragnęła zetrzeć mu ten uśmieszek z twarzy (najlepiej pięścią), ale nie była w stanie się ruszyć.
– Z tobą jest lepiej. Nie powiem, wszystkie kapłanki są wyjątkowo urodziwe… Wyginacie się w tych bajecznych strojach i sprawia wam to przyjemność, prawda? – Powiódł dłonią wyżej, uważnie śledząc krzywiznę jej ciała. Mocniej przywarła do ściany, ale to niewiele pomogło. – Jaka szkoda, że masz w sobie wampirze geny. Byłbym bardziej łaskawy, gdybym mógł mieć z ciebie choć trochę pożytku.
Splunęła mu w twarz. To był impuls, którego momentalnie pożałowała, ale nic nie mogła poradzić na to, że nie potrafiła puścić jego słów mimo uszu. Słuchała, niedowierzała i coraz bardziej traciła cierpliwość, niezdolna przypomnieć sobie, by kiedykolwiek spotkała się z kimś aż do tego stopnia przerażającym. Wilkołaki były ordynarne, ale sądziła, że przez lata zdążyła do tego przywyknąć, zwłaszcza odkąd Ariel zaczął trzymać sobie podobnych w ryzach. Z Charonem jednak było inaczej i to niepokoiło ją bardziej od głupot, które czasami robili ci, których poznała w Lille.
Mimo wszystko nie była zaskoczona tym, że natychmiast doczekała się reakcji na to, co zrobiła. Aż zachłysnęła się powietrzem, kiedy oberwała w twarz – i to na tyle mocno, by głową uderzyć o ścianę za plecami. Na moment pociemniało jej przed oczami, ale tym razem nie straciła przytomności. Znów zawisła na łańcuchach, kiedy nogi odmówiły jej posłuszeństwa. Syknęła, tym razem mając problem z tym, by się podnieść. W zamian chcąc nie chcąc uwiesiła się na obręczach, próbując ignorować to, że znów zaczęły wpijać jej się w nadgarstki.
Gdzieś za plecami Charona Chloe cicho jęknęła.
– Mała dziwka.
Nawet się nie skrzywiła – nie przez jego słowa. Wciąż czuła palenie w policzku, zresztą jak i krew w ustach. Przełknęła z trudem, robiąc wszystko, by zachować spokój, choć to okazało się o wiele trudniejsze niż do tej pory. Raz po raz napinała mięśnie, walcząc o odzyskanie równowagi, jednak i to okazało się bezskuteczne.
Zyskała przynajmniej tyle, że Charon się wycofał. Wciąż obserwowała go nieufnie, w duchu błogosławiąc wyłącznie to, że przestał jej dotykać. Pod tym względem wytrącenie go z równowagi, było warte nawet tego, by oberwać.
Spuściła wzrok. Pozwoliła, by włosy opadły jej na twarz, chociaż zarazem wiedziała, że w ten sposób przecież w magiczny sposób nie ukryje się przed Charonem. Mężczyzna wciąż ją obserwował, śledząc każdy krok i intensywnie nad czymś myśląc.
– Śmierdzisz strachem. Zabawne, że w tym wszystkim jesteś dalej taka butna, ale wiesz co? Podoba mi się to. – Charon parsknął pozbawionym wesołości śmiechem. – Chyba właśnie tego spodziewałem się po kimś na tyle głupim, by igrać z naturą. Wampiry zawsze mnie zadziwiały.
Nie odpowiedziała, chociaż jego słowa dały jej do myślenia. Więc jednak o to chodziło? O jej związek z Arielem, skoro na pierwszy rzut oka należeli do dwóch zupełnie różnych światów? Miała przed sobą kolejnego Yvesa, który za wszelką cenę próbował zaprowadzić porządek – i to najpewniej nie tyle przez myśl o dobru rasy, ale własnej chorej satysfakcji? To mogłoby wiele wyjaśnić, ale zarazem wydawało jej się całkowicie bezsensowne.
To wszystko nie miało sensu, a może to po prostu ona nie była w stanie go dostrzec. Mimo wszystko miała wrażenie, że Charon wysilił się bardziej niż ktoś, komu zależało przede wszystkim na zakończeniu niezdrowego w jego przekonaniu związku. Gdyby chciał tylko tego, najpewniej zabiłby ją jeszcze w Lille, a nawet jeśli nie, przez cały ten czas mógł wielokrotnie skrzywdzić Ariela. Z kolei teraz…
Mężczyzna westchnął przeciągle. Zmrużył oczy, wciąż z uwagą przypatrując się Alessi.
– Porozmawiamy, co? – zaproponował, raptownie poważniejąc. Coś w jego słowach sprawiło, że poczuła się jeszcze bardziej nieswojo. – Odpowiedz mi szczerze, a może okaże się łaskawy… Na ile to możliwe po tym, co już zrobiłaś.
Chyba śnisz…
Tyle że te słowa nie przeszły jej przez gardło. Nie potrafiła przemóc się do tego, by zacząć się rzucać, podświadomie czując, że to nie przyniosłoby niczego dobrego.
– Czego chciałeś od mojej siostry? – zapytała w zamian.
Charon przesunął się i przez moment pomyślała, że znów ją uderzy. Nie zrobił tego, ale zauważyła, że uśmiechnął się, kiedy instynktownie skuliła się pod ścianą.
– Tak sądziłem, że to nie ciebie goniłem… Chociaż pachniecie podobnie – stwierdził i parsknął śmiechem. – Ją mógłbym polubić. Chyba bliżej jej do człowieka, co?
Tych kilka słów wystarczyło, żeby zapragnęła skoczyć mu do gardła. Już kiedy przyprowadził Chloe, zaczęła mieć problemy z tym, by spokojnie obserwować sytuację. Gdy na domiar złego zaczął wspominać o Joce, ostatecznie straciła cierpliwość. Drgnęła, bliska tego, by zacząć na niego warczeć i kląć na czym świat stoi, ale to okazało się równie bezsensowne, co i wcześniejsze próby trzymania się od Charona z daleka. Jedynie zadzwoniła łańcuchami, przy okazji sprawiając, że obręcze w bardziej nieprzyjemny sposób zacisnęły się wokół jej przegubów.
– Gdybyś coś jej zrobił… – wycedziła przez zaciśnięte zęby.
Nie miała pojęcia, jak powinna dokończyć groźbę. I tak nie miała po temu okazji, bo Charon zagłuszył ją wybuchem śmiechu. Alessia nie potrafiła stwierdzić, czy bardziej ją to frustrowało, czy może jednak przyprawiało o dreszcze.
– To byś mnie zabiła, tak jak ja tego szczeniaka? – podpowiedział usłużnie. Zesztywniała, przez moment czując się gorzej niż w momencie, w którym ją uderzył. – Czy może królową? Tyle słyszałem o dowódczyni straży, a kiedy przyszło co do czego… Cóż, kołek w serce wystarczył.
– Ty nie…
Gwałtownie zaczerpnęła powietrza. Jej oczy rozszerzyły się w geście niedowierzania, gdy dotarło do niej, co takiego sugerował. Znów się zachwiała, oczami wyobraźni widząc jedynie moment, w którym tamta nieznajoma kobieta osunęła się na ziemię, trafiona bełtem z kuszy. Tak jak Ariel.
I – co właśnie sugerował jej Charon – również Isabeau. W normalnym wypadku jedynie by to wampirzycę unieruchomiło, ale skoro w grę wchodziło srebro…
Nie.
Zacisnęła powieki. Nie chciała mu wierzyć, ale nie była w stanie tak po prostu odsunąć od siebie myśli o tym, że mógłby mówić prawdę. Przecież widziała, że udało mu się dosięgnąć Ariela – ot tak, bez cienia szansy na ucieczkę. Przecież nawet nie miała pojęcia, co wydarzyło się na placu, kiedy rzuciła się do ucieczki.
Charon niemalże z czułością pogładził ją po policzku. Nie zarejestrowała momentu, w którym znów znalazł się tak blisko.
– Oj, biedactwo ty moje… – westchnął. – To teraz sobie porozmawiamy…








After We Fall
stories by Nessa