
Claire
Cisza miała w sobie coś
niepokojącego, czyniąc wszystko wokół bardziej nienaturalnym i dziwnym.
Claire raz po raz z powątpiewaniem spoglądała na podążającą tuż przed nią
wampirzycę, mimowolnie zastanawiając się nad tym, co też podkusiło ją, by w ogóle
błądzić po Seattle. Rozsądek podpowiadał jej, że samo wyjście z apartamentowca
było złym pomysłem, o jakiejkolwiek formie zaufania wobec Claudii nie
wspominając.
A jednak
mimo wszystko czuła, że postępuje właściwie – i że z jakiegoś powodu
powinna tutaj być. To nie był pierwszy raz, kiedy doświadczała czegoś takiego,
mając przy tym poczucie, że doskonale wie co i dlaczego robi. Czyż nie tym
samym przeczuciem kierowała się za każdym pisała nowy wiersz, od samego
początku wiedząc, komu powinna go przekazać? To samo robiła teraz, choć tym
razem nie miała pod ręką żadnej rymowanki – i to nawet takiej, która z miejsca
uświadomiłaby ją, że zachowywała się jak skończona idiotka.
Z wahaniem
raz jeszcze spojrzała na kroczącą u jej boku kobietę, mimochodem zwracając
uwagę na wygląd. Z opóźnieniem uświadomiła sobie, że Claudia prezentowała
się inaczej niż w wieczór śmierci Setha, w zasadzie diametralnie
różniąc się od kobiety, która majaczyła we wspomnieniach Claire. Nie miała
pojęcia, jakim cudem nie zwróciła na to uwagi wcześniej, ale tak właśnie było.
Miała przed sobą smukłą, elegancko ubraną blondynkę, którą z pewnością
widziała po raz pierwszy raz w życiu. Włosy wampirzycy musiały sięgać co najwyżej
łopatek, chociaż trudno było to jednoznacznie stwierdzić, skoro zebrała je w luźny,
w pośpiechu związany kucyk. Nawet w jej rysach twarzy i posturze
było coś innego, a jednak…
Och, to na
pewno była Claudia. Wiedziała to od pierwszej sekundy, odkąd tylko znów
usłyszała ten głos. Zresztą doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że
nieśmiertelna potrafiła na życzenie zmieniać wygląd. Teraz mogła się o tym
przekonać, przez co tym bardziej nieprawdopodobne wydawało się, że tutaj była i z taką
łatwością natrafiła ponownie na tę kobietę.
Inne
sprawa, która nie dawała jej spokoju, wiązała się z zachowaniem samej
Claudii. Na pewno wydawała się zaskoczona, ale też nie zachowywała jak ktoś,
kto czuje się zaniepokojony perspektywą wytropienia – i to nawet pomimo
tego, że Claire zdecydowanie nie próbowała jej śledzić. Być może wszystko
sprowadzało się wyłącznie do przypadku i nieprawidłowej oceny sytuacji,
ale dziewczyna i tak nie mogła pozbyć się wrażenia, że… Claudia na swój
sposób była usatysfakcjonowana takim obrotem spraw. To było tak, jakby po
prostu musiały się spotkać, choć takie stwierdzenie samo w sobie wydawało
się niedorzeczne.
– Co?
Aż
wzdrygnęła się, kiedy kobieta ot tak zdecydowała się odezwać. Claire nawet nie
zarejestrowała momentu, kiedy krwiste tęczówki skierowały się na nią, tym samym
uświadamiając jej, że sama już od dłuższego czasu w przesadnie dokładny
sposób przypatrywała się Claudii.
Nie
odpowiedziała, w zamian w pośpiechu uciekając wzrokiem gdzieś w bok.
Słodka bogini, wciąż nie miała pojęcia, co tak naprawdę tutaj robiła. Przez
myśl nawet przeszło jej, że dała się w jakiś sposób omamić komuś, kto
potrafił wpływać na umysł w sposób podobny do tego, który stosowali
tlepaci. Czy Claudia też to potrafiła? To wydawało się dość śmiałym
stwierdzeniem, ale stanowiłoby idealną wymówką, by wytłumaczyć to, dlaczego
zachowywała się jak idiotka.
Trwała w ciszy,
niemalże gorączkowo zastanawiając nad ewentualną odpowiedzią. W efekcie omal
nie wyszła z siebie, kiedy nagle rozdzwonił się jej telefon, niemalże
brutalnie wdzierając się w pełne napicia milczenie. Claire zareagowała
instynktownie, w pośpiechu jedynie przelotnie zerkając na wyświetlacz,
zanim zdecydowała się wyłączyć urządzenie.
Lucas. Więc
już najpewniej zauważył, że wyszła, ale…
–
Współczesne czasy bywają naprawdę rozpraszające – stwierdziła cicho Claudia.
Nie brzmiała na rozeźloną czy jakkolwiek zaniepokojoną tym, że telefon mógłby
jakkolwiek zostać wykorzystany przeciwko niej.
– To prawda
– przyznała Claire, niemalże z ulgą przyjmując możliwość uniknięcia konieczności
odpowiedzi na zadane pytanie. – Ale wiele nowych rozwiązań jest naprawdę
ciekawych – dodała, nie mogąc się powstrzymać.
Naprawdę
uważała, że tak jest. Nowoczesna technologia, komputery… To wszystko ją
intrygowało, poza tym miała o wiele więcej cierpliwości do urządzeń elektrycznych
od ojca. Rufus wydawał się kierować czymś zupełnie innym, stosując metody,
które z pewnością okazałyby się prawdziwą rewolucją dla nauki i – jak
na ironię – podchodząc z dystansem do tego, co technologia oferowała
teraz. W jej przypadku było inaczej, chociaż sama nie była pewna czy to
dobrze, czy też nie.
– Ach, tak…
– Claudia rzuciła jej przenikliwe, bliżej nieokreślone spojrzenie. – Być może
tak jest. Z drugiej strony… Świat zrobił się zbyt głośny i otwarty.
Co prawda również ludzie stali się bardziej krótkowzroczni i często nie
zauważają tego, co mają pod nosem, niemniej… Kiedy, gdy chciało się pozostać
niezauważonym, to nie było trudne. Teraz… Cóż, wystarczy jeden błąd, żeby
pożałować.
Mówiła
jakby od niechcenia, być może zwracając się bardziej do siebie niż kogokolwiek
innego. Przez cały ten czas szła przed siebie, zamyślona i na swój sposób eteryczna,
zwłaszcza w otoczeniu wirujących, osiadających na wszystkim dookoła
płatków śniegu. Claire nawet nie zarejestrowała momentu, w którym zaczęło padać,
początkowo zbyt onieśmielona, teraz zaś zaskoczona tym, że Claudia ot tak
mogłaby zacząć zwykłą, intrygującą rozmowę.
Czy
naprawdę tak po prostu towarzyszyła tej kobiecie w spacerze opustoszałymi
uliczkami, powoli wchodząc dyskusję o różnicach między czasami
współczesnymi a tym, co było kiedyś? To brzmiało jak żart, a jednak…
– Właściwe
sama nie wiem, dlaczego ci o tym mówię – odezwała się ponownie Claudia,
jakby zaskoczona tym, że jednak miała słuchacza. – To i tak nie ma
znaczenia… A może to po prostu ja i nikomu niepotrzebna nostalgia.
Słyszałam kiedyś, że wampiry mają w zwyczaju mentalnie
zastygać w czasach, w których toczyło się ich ludzie życie.
Sama
również miała już styczność z tym stwierdzeniem. Co prawda nie miała
stuprocentowej pewności co do tego, czy faktycznie było sensowne, ale czuła, że
nie wzięło się znikąd. Z drugiej strony, w jakimś stopniu zgadzała
się z tym, co mówiła kobieta, nawet jeśli w porównaniu z nią
doświadczyła o wiele mniej. Była tego pewna i to bez zastanawiania
się nad tym, kiedy i w jakich warunkach Claudia mogłaby zostać
przemieniona.
– W zasadzie…
czasami też mam takie wrażenie – przyznała, starannie dobierając słowa. Uciekła
wzrokiem gdzieś w bok, niezdolna dłużej wpatrywać się w swoją
rozmówczynię. Z jakiegoś powodu prowadzenie jakiejkolwiek konwersacji z Claudią
było łatwiejsze, kiedy nie zastanawiała się nad tym, kto jej towarzyszy. – W przypadku
wierszy, ale…
– Wierszy?
Coś w sposobie,
w jaki kobieta jej przerwała, dało Claire do myślenia. To nie brzmiało jak
niewinne pytanie albo coś, co mogłaby usłyszeć od kogoś sztucznie próbującego
podtrzymać rozmowę.
– Lubię
poezję – stwierdziła zgodnie z prawdą. W pamięci jak na zawołanie
zamajaczyło jej wspomnienie rozmowy z Deanem, kiedy z podobną
niepewnością próbowała zwierzyć się z tego, co fascynowało ją w starych
wersjach. Tamte rozmowy zdecydowanie nie skończyły się dobrze, ale z drugiej
strony… Teraz była rozsądniejsza, prawda? Nie żeby samo podążanie za Claudią to
potwierdzało… – Wiersze, zwłaszcza te dawnych twórców. Nowoczesne nie zawsze
mają w sobie… magię.
Claudia
spojrzała na nią w bliżej nieokreślony sposób, wydając się nad czymś
intensywnie myśleć. Claire wyraźnie czuła, że kobieta ją obserwuje, choć dopiero
po dłuższej chwili odważyła się jednak potwierdzić swoje podejrzenia. Po
wyrazie twarzy wampirzycy trudno było stwierdzić cokolwiek, począwszy od jej
reakcji na te słowa, o jakichkolwiek emocjach czy stosunku do kierunku,
który przybrała rozmowa, nie wspominając.
– Magia to
również słowo, które już dawno zostało zapomniane – stwierdziła jedynie.
Tym razem
Claire nie miała pojęcia, co powinna na to odpowiedzieć. Wampirzyca
najwyraźniej tego się spodziewała, bo jedynie wzruszyła ramionami i skupiła
się przede wszystkim na swobodnym posuwaniu się naprzód. Dopiero gdy wampirzyca
zwolniła, by ostatecznie przystanąć przed nie wyróżniającą się niczym
szczególnym kamieniczką w dość nieciekawej okolicy, Claire zdecydowała się
rozejrzeć. Nie znała tej części Seattle, ale sądząc po unoszącym się w powietrzu
zapachu, gdzieś w pobliżu musiały znajdować się doki. Co prawda wcale nie
poczuła się dzięki tej wiedzy pewniej, ale na dobry początek musiało jej to
wystarczyć.
Westchnęła w duchu,
nie pierwszy raz zastanawiając się nad tym, co tu robiła. Ostatecznie odpuściła
sobie szukanie odpowiedzi, dochodząc do wniosku, że ta i tak nie
ochroniłaby jej, gdyby sprawy przybrały szczególnie pozytywny dla niej obrót. W zasadzie
chyba powinna cieszyć się, że wciąż żyła i mogła rozmawiać, skoro dopiero
co niejako pozbyła się swojej jedynej deski ratunku. Podejrzewała, że Lucas
miał przy najbliższej okazji ją zabić, ale nie chciała o tym myśleć,
zbytnio zainteresowana miejscem, do którego przyprowadziła ją Claudia.
– Zapraszam
– rzuciła jakby od niechcenia kobieta. W którymś momencie przemieściła
się, by otworzyć wyniszczone już, prowadzące na niewielką klatkę schodową
drzwi. – Idź pierwsza. Mieszkam na samej górze… Cóż, najpewniej jako jedyna.
Nie miała
pojęcia, jak powinna zinterpretować te słowa i chyba w gruncie rzeczy
nie chciała wiedzieć. Przez krótką chwilę nawet chciała upewnić się, czy
faktycznie były z Claudią same, ale instynkt podpowiadał jej, że to jak
najbardziej prawdopodobne. Było w tej kobiecie coś, co wręcz nie
pozostawało wątpliwości co do tego, że potrafiła się ukrywać. Claire czuła, że
miała do czynienia z kimś, kto przeżył sporo, być może uciekając się do
robienia rzeczy, które dla niej wydawały się czymś niewyobrażalnym. Pod tym
względem przypominała jej Rufusa, chociaż Claire sama nie była pewna czy to
dobrze.
Poczuła się
dziwnie ze świadomością, że tym razem Claudia znajdowała się gdzieś za jej
plecami. Mimo wszystko powstrzymała się od odwracania, raz po raz powtarzając sobie
w duchu, że gdyby miała zginąć, zdecydowanie nie dotarłaby do tego
miejsca. Nie miała pojęcia, co kierowało jej towarzyszką, ale to i tak
wydawało się najmniej istotne, skoro nie potrafiła ustalić nawet własnych
motywów. W tamtej chwili wszystko wydawało się równie nierealne i niedorzeczne,
a przy tym… absolutnie właściwe – i to niezależnie od tego, czy z logicznego
punktu widzenia takie stwierdzenie miało sens.
Schody
skończyły się nagle, zaś oczom Claire otworzyły się kolejne, tym razem zamknięte
drzwi. Przystanęła, wahając się nad tym, czy powinna tak po prostu je otworzyć i wejść
jak do siebie, nim jednak zdążyła podjąć decyzję, ktoś zdecydował się ją ubiec –
i to bynajmniej nie podążająca tuż za nią Claudia. Claire zastygła w bezruchu,
przez kilka sekund tępo wpatrując w uśmiechniętego, choć wyraźnie
zdezorientowanego chłopaka. Co prawda widziała go już wcześniej, ale wtedy nie
przyszło jej do głowy to, że Oliver i Claudia mogliby mieszkać razem.
– Tak, tak…
Mówiłam, że wrócę szybko – mruknęła wampirzyca, wymownie spoglądając na
stojącego w progu pół-wampira. – Zaprosiłam ją. Byłbyś taki dobry i zrobił
herbatę… Czy co tam czasami kupujesz.
– Ja
przecież nie… – zaoponowała natychmiast Claire, ale ani Claudia, ani Oliver nie
zwrócili na nią uwagi, zwłaszcza że ten drugi prawie natychmiast zniknął w głębi
mieszkania.
W gruncie
rzeczy przypominało to raczej małą i zaniedbaną kawalerkę. Poczuła się
dziwnie w tym miejscu, być może dlatego, że nawet pomimo kurtki wyraźnie
czuła napierający ze wszystkich stron chłód. Najwyraźniej o ogrzewaniu w tym
miejscu nie było co marzyć, chociaż w przypadku nieśmiertelnych
temperatura odgrywała najmniej istotną rolę. Inna sprawa, że całe mieszkanie
sprawiało wrażenie niezamieszkanego, a przynajmniej Claire nie zauważyła
żadnych prywatnych rzeczy, które świadczyłyby o tym, że Claudia i Oliver
zamierzali zostać tu na dłużej.
– Wybacz
warunki. Nie spodziewałam się, że będę przyjmować jakiegokolwiek gościa… –
Wampirzyca zamilkła, po czym prychnęła pod nosem. – Oliver jest wyjątkiem, ale
przypałętał się do mnie na własne życzenie. Skoro tak, musi znosić to, jak
mieszkam.
– To nie
wygląda jak mieszkanie, w którym można zatrzymać się na dłużej – zauważyła
mimochodem.
Kobieta
wzruszyła ramionami.
–
Przywykłam do życia w ciągłym ruchu. Dlatego nie mam problemu z tym,
że tutaj jesteś – wyjaśniła z rozbrajającą wręcz szczerością. – Ale nie po
to tutaj przyszłaś, prawda?
Claire nie
odpowiedziała, przez krótką chwilę czując się tak, jakby została przyparta do
muru. Wiedziała, że prędzej czy później będzie musiała udzielić odpowiedzi, ale
mimo usilnych starań nie potrafiła sensownie wytłumaczyć, co przywiodło ją do
tego miejsca. Co więcej, nie mogła pozbyć się wrażenia, że Claudia doskonale
zdawała sobie z tego sprawę, w gruncie rzeczy pytając tylko dla
zasady.
Nie była
pewna, jak długo trwała w ciszy. Tkwiła w miejscu, nerwowo wodząc
wzrokiem dookoła i za każdym razem starannie omijając miejsce, w którym
stała Claudia. Czuła, że w ten sposób daleko nie zabrnie, ale co innego
mogła zrobić? Nie miała pojęcia, zresztą nic nie wskazywało na to, by
wampirzyca zamierzała na nią naciskać. Wręcz przeciwnie – ona również milczała,
cierpliwie czekając i przynajmniej tymczasowo nie sprawiając wrażenia
zniechęconej albo jakoś szczególnie poirytowanej.
– W porządku
– usłyszała w końcu. – Mogę powiedzieć to za ciebie, jeśli nie masz
odwagi… A przynajmniej tak mi się wydaje.
– Nie
rozumiem…
Claudia
cicho westchnęła.
– Chodzi o to,
co stało się ostatnim razem? Nie widzę żadnego sensownego powodu, dla którego
miałabyś tutaj przyjść – przyznała i jak najbardziej brzmiało to
sensownie. – Chcesz spytać o to, dlaczego cię wtedy uratowałam? To masz na
myśli? Jeśli tak… Cóż, najpewniej tracisz czas, bo nie mam ci niczego ambitnego
do powiedzenia. Prawda jest taka, że w tamtej chwili broniłam przede
wszystkim siebie.
Claire
słuchała tego w milczeniu, co najmniej osłupiała. Nie tego się
spodziewała, nie wspominając o tym, że wcale nie chciała rozmawiać o śmierci
Setha. Oczywiście, na usta w naturalny sposób cisnęło jej się pytanie „Dlaczego?”,
ale ostatecznie nawet je zadała – dokładnie po śmierci Setha – jednak do tej
pory nie uzyskała odpowiedzi. Co więcej, nawet na myśl nie przyszło jej, że w rezultacie
mogłaby usłyszeć coś takiego.
– Uratować…?
– powtórzyła w osłupieniu.
Nie miała
pojęcia dlaczego nagle poczuła się tak, jakby ktoś z całej siły zdzielił
ją czymś ciężkim po głowie. Owszem, jak przez mgłę pamiętała, że Claudia przesunęła
się w taki sposób, jakby chciała osłonić ją własnym ciałem, ale i tak
do głowy by jej nie przyszło, że chodziło właśnie o to. Zamknęła oczy,
dziwnie roztrzęsiona i z poczuciem, że coś, co już od dłuższego czasu
zbierało się w jej wnętrzu, ostatecznie znalazło ujście. Pieczenie pod
powiekami tym bardziej wytrąciło ją z równowagi, zwłaszcza że ostatnim,
czego potrzebowała, było to, by po raz kolejny się popłakać, na dodatek przy
kimś, wobec kogo wolała być ostrożna.
Myśl o tym,
że Seth mógłby zginąć w wyniku głupiego nieporozumienia, wydawała się po
prostu nie do przyjęcia – i o wiele bardziej bolała, aniżeli
perspektywa tego, że został zabity w walce. Jeśli Claudia mówiła prawdę,
żywienie do niej jakichkolwiek negatywnych emocji zdecydowanie nie wchodziło
grę, przynajmniej jeśli chodziło o to, co wydarzyło się w tamtym
zaułku. To wszystko, co się wydarzyło…
Och, to nie
miało być tak.
Po prostu
nie powinno być, a jednak…
Spuściła
głowę, pozwalając by włosy opadły jej na twarz, przynajmniej częściowo ją
przysłaniając. W tamtej chwili chciała już tylko wyjść i zacząć
płakać.

Claudia
W milczeniu obserwowała
stojącą przed nią dziewczynę, próbując zrozumieć… Cóż, w zasadzie
wszystko. Obecność Claire w tym mieszkaniu miała w sobie coś
abstrakcyjnego, tak jak i to, że dziewczyna już drugi raz na nią wpadła – i że
tak chętnie poszła za Claudią, najwyraźniej nie obawiając się tego, że ta
mogłaby zrobić jej krzywdę. Co więcej, kobieta nie mogła zaprzeczyć, że sama
również zachowywała się irracjonalnie, zaintrygowana osobą, która przecież
powinna być jej obojętna. Z drugiej strony, skoro coś je do siebie
ciągnęło, być może oznaczało to, że Claudia jednak powinna się pół-wampirzycą
zainteresować.
Po prostu…
musiała wiedzieć.
Istniało
tak wiele pytań, które dręczyły ją od samego początku i na które pragnęła
poznać odpowiedzi.
Usłyszała
ciche kroki, kiedy do głównej części mieszkania wrócił Oliver. W rękach
trzymał dwa parujące kubki z czymś, co być może było herbatą, chociaż
Claudia już dawno zapomniała smak tego napoju. Chłopak na dłuższą chwilę
przystanął w progu, pytająco spoglądając na sprawiającą wrażenie bliskiej
płaczu Claire, by ostatecznie przenieść wzrok na stojącą tuż obok wampirzycę. „Co
jej zrobiłaś?” – wydawało się mówić jego spojrzenie, choć naturalnie z oczywistych
względów pytanie to nie zostało wypowiedziane na głos.
W końcu co złego, to zawsze ja, prawda?,
pomyślała z przekąsem Claudia, ledwo powstrzymując się przed wywróceniem
oczami. Bez słowa ruszyła się z miejsca, chwilę bez celu krążąc po
pomieszczeniu i czekając na coś, czego nawet nie potrafiła sprecyzować.
Wolała milczeć, wciąż niepewna, w jaki sposób powinna zinterpretować
zachowanie Claire. Miała wrażenie, że coś ją ominęło, chociaż z drugiej
strony…
– Dziękuję –
usłyszała, a kiedy obejrzała się przez ramię, przekonała się, że Oliver
postanowił wziąć sprawy w swoje ręce.
Mimo
wszystko wyczuła wahanie Claire, zanim ta ostatecznie przyjęła od chłopaka
zaoferowany jej kubek. Sprawiała wrażenie zagubionej, zaś dodatkowo potęgował
to fakt, że stała bezradnie, wyraźnie nie mając pojęcia, co ze sobą zrobić.
Podane jej naczynie nerwowo obracała w dłoniach, nie zwracając większej
uwagi na jego zawartość.
– Możesz usiąść,
jeśli chcesz. Pewnie właśnie to próbuje ci zasugerować Oliver – wyjaśniła usłużnie,
decydując się przerwać przeciągającą się ciszę. – Chyba że chcesz sobie iść.
Wiesz, gdzie są drzwi, więc… – Zamilkła, po czym nerwowo przygryzła dolną
wargę. – Słodka bogini, z tego wszystkiego zdążyłam już zapomnieć, w jaki
sposób należy przyjmować gości – mruknęła mimochodem.
Och, kiedyś
to zdecydowanie byłoby nie do pomyślenia, zwłaszcza w przypadku kobiety.
Wiele zmieniło się przez te lata, ale chyba do tej pory to właśnie od płci
pięknej wymagało się więcej. Claudia jak przez mgłę pamiętała czasy, kiedy
jeszcze mogła pozwolić sobie na zgrywanie dobrej gospodyni. Kiedy przez
większość czasu pozostawało się w ciągłym ruchu, właściwie przez cały czas
przenosząc z miejsca na miejsce, dobre maniery szybko się zacierały. W zasadzie
to, że w ogóle wpuściła tutaj tę dziewczynę i nie zamierzała jej
zabijać, wydawało się zakrawać o prawdziwy cud.
Liczyła się
z tym, że Claire może wykorzystać okazję, by jednak się ewakuować. Chyba
nawet nie byłaby tym zaskoczona, bez trudu orientując się, że dziewczyna tak naprawdę
nie chciała tutaj być. To wydawało się naturalne, a jednak…
Tym
bardziej zaskoczył ją fakt, że posłusznie przysiadła na skraju najbliżej
stojącego łóżka. Oliver wciąż trzymał się blisko niej i chyba czuła się
dzięki temu lepiej, bo nieznacznie się rozluźniła. Co prawda na pierwszy rzut
oka Claudii tak czy inaczej przypominała spłoszone zwierzątko, gotowe w każdej
chwili rzucić się do ucieczki przed potencjalnym oprawcą, ale skoro z własnej
woli zdecydowała się w tym trwać, najpewniej wiedziała, co robi.
Chyba.
Claudia bez
słowa zajęła miejsce naprzeciwko, prostując się i krzyżując nogi w łydkach.
Do tej pory próbowała nad sobą panować i prowadzić rozmowę tak, by
bardziej nie spłoszyć siedzącej przed nią dziewczyny, ale to przychodziło jej z coraz
większym trudem. Skoro tutaj była, najwyraźniej tego chciała, a to bez
wątpienia o czymś świadczyło. Z tego powodu Claudia powoli
przestawała czuć się zobowiązana do zachowywania jakiejkolwiek ostrożności,
zwłaszcza że na usta od samego początku cisnęło jej się istotne pytanie – jedno
z wielu, ale na początek wydawało się najodpowiedniejsze.
– Jesteś
jego córką, prawda? – wyrwało się jej w końcu. Musiała to wiedzieć. –
Kolejna Prime…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz