4 stycznia 2018

Dwieście pięćdziesiąt trzy

Claire
Cisza miała w sobie coś niepokojącego, czyniąc wszystko wokół bardziej nienaturalnym i dziwnym. Claire raz po raz z powątpiewaniem spoglądała na podążającą tuż przed nią wampirzycę, mimowolnie zastanawiając się nad tym, co też podkusiło ją, by w ogóle błądzić po Seattle. Rozsądek podpowiadał jej, że samo wyjście z apartamentowca było złym pomysłem, o jakiejkolwiek formie zaufania wobec Claudii nie wspominając.
A jednak mimo wszystko czuła, że postępuje właściwie – i że z jakiegoś powodu powinna tutaj być. To nie był pierwszy raz, kiedy doświadczała czegoś takiego, mając przy tym poczucie, że doskonale wie co i dlaczego robi. Czyż nie tym samym przeczuciem kierowała się za każdym pisała nowy wiersz, od samego początku wiedząc, komu powinna go przekazać? To samo robiła teraz, choć tym razem nie miała pod ręką żadnej rymowanki – i to nawet takiej, która z miejsca uświadomiłaby ją, że zachowywała się jak skończona idiotka.
Z wahaniem raz jeszcze spojrzała na kroczącą u jej boku kobietę, mimochodem zwracając uwagę na wygląd. Z opóźnieniem uświadomiła sobie, że Claudia prezentowała się inaczej niż w wieczór śmierci Setha, w zasadzie diametralnie różniąc się od kobiety, która majaczyła we wspomnieniach Claire. Nie miała pojęcia, jakim cudem nie zwróciła na to uwagi wcześniej, ale tak właśnie było. Miała przed sobą smukłą, elegancko ubraną blondynkę, którą z pewnością widziała po raz pierwszy raz w życiu. Włosy wampirzycy musiały sięgać co najwyżej łopatek, chociaż trudno było to jednoznacznie stwierdzić, skoro zebrała je w luźny, w pośpiechu związany kucyk. Nawet w jej rysach twarzy i posturze było coś innego, a jednak…
Och, to na pewno była Claudia. Wiedziała to od pierwszej sekundy, odkąd tylko znów usłyszała ten głos. Zresztą doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nieśmiertelna potrafiła na życzenie zmieniać wygląd. Teraz mogła się o tym przekonać, przez co tym bardziej nieprawdopodobne wydawało się, że tutaj była i z taką łatwością natrafiła ponownie na tę kobietę.
Inne sprawa, która nie dawała jej spokoju, wiązała się z zachowaniem samej Claudii. Na pewno wydawała się zaskoczona, ale też nie zachowywała jak ktoś, kto czuje się zaniepokojony perspektywą wytropienia – i to nawet pomimo tego, że Claire zdecydowanie nie próbowała jej śledzić. Być może wszystko sprowadzało się wyłącznie do przypadku i nieprawidłowej oceny sytuacji, ale dziewczyna i tak nie mogła pozbyć się wrażenia, że… Claudia na swój sposób była usatysfakcjonowana takim obrotem spraw. To było tak, jakby po prostu musiały się spotkać, choć takie stwierdzenie samo w sobie wydawało się niedorzeczne.
– Co?
Aż wzdrygnęła się, kiedy kobieta ot tak zdecydowała się odezwać. Claire nawet nie zarejestrowała momentu, kiedy krwiste tęczówki skierowały się na nią, tym samym uświadamiając jej, że sama już od dłuższego czasu w przesadnie dokładny sposób przypatrywała się Claudii.
Nie odpowiedziała, w zamian w pośpiechu uciekając wzrokiem gdzieś w bok. Słodka bogini, wciąż nie miała pojęcia, co tak naprawdę tutaj robiła. Przez myśl nawet przeszło jej, że dała się w jakiś sposób omamić komuś, kto potrafił wpływać na umysł w sposób podobny do tego, który stosowali tlepaci. Czy Claudia też to potrafiła? To wydawało się dość śmiałym stwierdzeniem, ale stanowiłoby idealną wymówką, by wytłumaczyć to, dlaczego zachowywała się jak idiotka.
Trwała w ciszy, niemalże gorączkowo zastanawiając nad ewentualną odpowiedzią. W efekcie omal nie wyszła z siebie, kiedy nagle rozdzwonił się jej telefon, niemalże brutalnie wdzierając się w pełne napicia milczenie. Claire zareagowała instynktownie, w pośpiechu jedynie przelotnie zerkając na wyświetlacz, zanim zdecydowała się wyłączyć urządzenie.
Lucas. Więc już najpewniej zauważył, że wyszła, ale…
– Współczesne czasy bywają naprawdę rozpraszające – stwierdziła cicho Claudia. Nie brzmiała na rozeźloną czy jakkolwiek zaniepokojoną tym, że telefon mógłby jakkolwiek zostać wykorzystany przeciwko niej.
– To prawda – przyznała Claire, niemalże z ulgą przyjmując możliwość uniknięcia konieczności odpowiedzi na zadane pytanie. – Ale wiele nowych rozwiązań jest naprawdę ciekawych – dodała, nie mogąc się powstrzymać.
Naprawdę uważała, że tak jest. Nowoczesna technologia, komputery… To wszystko ją intrygowało, poza tym miała o wiele więcej cierpliwości do urządzeń elektrycznych od ojca. Rufus wydawał się kierować czymś zupełnie innym, stosując metody, które z pewnością okazałyby się prawdziwą rewolucją dla nauki i – jak na ironię – podchodząc z dystansem do tego, co technologia oferowała teraz. W jej przypadku było inaczej, chociaż sama nie była pewna czy to dobrze, czy też nie.
– Ach, tak… – Claudia rzuciła jej przenikliwe, bliżej nieokreślone spojrzenie. – Być może tak jest. Z drugiej strony… Świat zrobił się zbyt głośny i otwarty. Co prawda również ludzie stali się bardziej krótkowzroczni i często nie zauważają tego, co mają pod nosem, niemniej… Kiedy, gdy chciało się pozostać niezauważonym, to nie było trudne. Teraz… Cóż, wystarczy jeden błąd, żeby pożałować.
Mówiła jakby od niechcenia, być może zwracając się bardziej do siebie niż kogokolwiek innego. Przez cały ten czas szła przed siebie, zamyślona i na swój sposób eteryczna, zwłaszcza w otoczeniu wirujących, osiadających na wszystkim dookoła płatków śniegu. Claire nawet nie zarejestrowała momentu, w którym zaczęło padać, początkowo zbyt onieśmielona, teraz zaś zaskoczona tym, że Claudia ot tak mogłaby zacząć zwykłą, intrygującą rozmowę.
Czy naprawdę tak po prostu towarzyszyła tej kobiecie w spacerze opustoszałymi uliczkami, powoli wchodząc dyskusję o różnicach między czasami współczesnymi a tym, co było kiedyś? To brzmiało jak żart, a jednak…
– Właściwe sama nie wiem, dlaczego ci o tym mówię – odezwała się ponownie Claudia, jakby zaskoczona tym, że jednak miała słuchacza. – To i tak nie ma znaczenia… A może to po prostu ja i nikomu niepotrzebna nostalgia. Słyszałam kiedyś, że wampiry mają w zwyczaju mentalnie zastygać w czasach, w których toczyło się ich ludzie życie.
Sama również miała już styczność z tym stwierdzeniem. Co prawda nie miała stuprocentowej pewności co do tego, czy faktycznie było sensowne, ale czuła, że nie wzięło się znikąd. Z drugiej strony, w jakimś stopniu zgadzała się z tym, co mówiła kobieta, nawet jeśli w porównaniu z nią doświadczyła o wiele mniej. Była tego pewna i to bez zastanawiania się nad tym, kiedy i w jakich warunkach Claudia mogłaby zostać przemieniona.
– W zasadzie… czasami też mam takie wrażenie – przyznała, starannie dobierając słowa. Uciekła wzrokiem gdzieś w bok, niezdolna dłużej wpatrywać się w swoją rozmówczynię. Z jakiegoś powodu prowadzenie jakiejkolwiek konwersacji z Claudią było łatwiejsze, kiedy nie zastanawiała się nad tym, kto jej towarzyszy. – W przypadku wierszy, ale…
– Wierszy?
Coś w sposobie, w jaki kobieta jej przerwała, dało Claire do myślenia. To nie brzmiało jak niewinne pytanie albo coś, co mogłaby usłyszeć od kogoś sztucznie próbującego podtrzymać rozmowę.
– Lubię poezję – stwierdziła zgodnie z prawdą. W pamięci jak na zawołanie zamajaczyło jej wspomnienie rozmowy z Deanem, kiedy z podobną niepewnością próbowała zwierzyć się z tego, co fascynowało ją w starych wersjach. Tamte rozmowy zdecydowanie nie skończyły się dobrze, ale z drugiej strony… Teraz była rozsądniejsza, prawda? Nie żeby samo podążanie za Claudią to potwierdzało… – Wiersze, zwłaszcza te dawnych twórców. Nowoczesne nie zawsze mają w sobie… magię.
Claudia spojrzała na nią w bliżej nieokreślony sposób, wydając się nad czymś intensywnie myśleć. Claire wyraźnie czuła, że kobieta ją obserwuje, choć dopiero po dłuższej chwili odważyła się jednak potwierdzić swoje podejrzenia. Po wyrazie twarzy wampirzycy trudno było stwierdzić cokolwiek, począwszy od jej reakcji na te słowa, o jakichkolwiek emocjach czy stosunku do kierunku, który przybrała rozmowa, nie wspominając.
– Magia to również słowo, które już dawno zostało zapomniane – stwierdziła jedynie.
Tym razem Claire nie miała pojęcia, co powinna na to odpowiedzieć. Wampirzyca najwyraźniej tego się spodziewała, bo jedynie wzruszyła ramionami i skupiła się przede wszystkim na swobodnym posuwaniu się naprzód. Dopiero gdy wampirzyca zwolniła, by ostatecznie przystanąć przed nie wyróżniającą się niczym szczególnym kamieniczką w dość nieciekawej okolicy, Claire zdecydowała się rozejrzeć. Nie znała tej części Seattle, ale sądząc po unoszącym się w powietrzu zapachu, gdzieś w pobliżu musiały znajdować się doki. Co prawda wcale nie poczuła się dzięki tej wiedzy pewniej, ale na dobry początek musiało jej to wystarczyć.
Westchnęła w duchu, nie pierwszy raz zastanawiając się nad tym, co tu robiła. Ostatecznie odpuściła sobie szukanie odpowiedzi, dochodząc do wniosku, że ta i tak nie ochroniłaby jej, gdyby sprawy przybrały szczególnie pozytywny dla niej obrót. W zasadzie chyba powinna cieszyć się, że wciąż żyła i mogła rozmawiać, skoro dopiero co niejako pozbyła się swojej jedynej deski ratunku. Podejrzewała, że Lucas miał przy najbliższej okazji ją zabić, ale nie chciała o tym myśleć, zbytnio zainteresowana miejscem, do którego przyprowadziła ją Claudia.
– Zapraszam – rzuciła jakby od niechcenia kobieta. W którymś momencie przemieściła się, by otworzyć wyniszczone już, prowadzące na niewielką klatkę schodową drzwi. – Idź pierwsza. Mieszkam na samej górze… Cóż, najpewniej jako jedyna.
Nie miała pojęcia, jak powinna zinterpretować te słowa i chyba w gruncie rzeczy nie chciała wiedzieć. Przez krótką chwilę nawet chciała upewnić się, czy faktycznie były z Claudią same, ale instynkt podpowiadał jej, że to jak najbardziej prawdopodobne. Było w tej kobiecie coś, co wręcz nie pozostawało wątpliwości co do tego, że potrafiła się ukrywać. Claire czuła, że miała do czynienia z kimś, kto przeżył sporo, być może uciekając się do robienia rzeczy, które dla niej wydawały się czymś niewyobrażalnym. Pod tym względem przypominała jej Rufusa, chociaż Claire sama nie była pewna czy to dobrze.
Poczuła się dziwnie ze świadomością, że tym razem Claudia znajdowała się gdzieś za jej plecami. Mimo wszystko powstrzymała się od odwracania, raz po raz powtarzając sobie w duchu, że gdyby miała zginąć, zdecydowanie nie dotarłaby do tego miejsca. Nie miała pojęcia, co kierowało jej towarzyszką, ale to i tak wydawało się najmniej istotne, skoro nie potrafiła ustalić nawet własnych motywów. W tamtej chwili wszystko wydawało się równie nierealne i niedorzeczne, a przy tym… absolutnie właściwe – i to niezależnie od tego, czy z logicznego punktu widzenia takie stwierdzenie miało sens.
Schody skończyły się nagle, zaś oczom Claire otworzyły się kolejne, tym razem zamknięte drzwi. Przystanęła, wahając się nad tym, czy powinna tak po prostu je otworzyć i wejść jak do siebie, nim jednak zdążyła podjąć decyzję, ktoś zdecydował się ją ubiec – i to bynajmniej nie podążająca tuż za nią Claudia. Claire zastygła w bezruchu, przez kilka sekund tępo wpatrując w uśmiechniętego, choć wyraźnie zdezorientowanego chłopaka. Co prawda widziała go już wcześniej, ale wtedy nie przyszło jej do głowy to, że Oliver i Claudia mogliby mieszkać razem.
– Tak, tak… Mówiłam, że wrócę szybko – mruknęła wampirzyca, wymownie spoglądając na stojącego w progu pół-wampira. – Zaprosiłam ją. Byłbyś taki dobry i zrobił herbatę… Czy co tam czasami kupujesz.
– Ja przecież nie… – zaoponowała natychmiast Claire, ale ani Claudia, ani Oliver nie zwrócili na nią uwagi, zwłaszcza że ten drugi prawie natychmiast zniknął w głębi mieszkania.
W gruncie rzeczy przypominało to raczej małą i zaniedbaną kawalerkę. Poczuła się dziwnie w tym miejscu, być może dlatego, że nawet pomimo kurtki wyraźnie czuła napierający ze wszystkich stron chłód. Najwyraźniej o ogrzewaniu w tym miejscu nie było co marzyć, chociaż w przypadku nieśmiertelnych temperatura odgrywała najmniej istotną rolę. Inna sprawa, że całe mieszkanie sprawiało wrażenie niezamieszkanego, a przynajmniej Claire nie zauważyła żadnych prywatnych rzeczy, które świadczyłyby o tym, że Claudia i Oliver zamierzali zostać tu na dłużej.
– Wybacz warunki. Nie spodziewałam się, że będę przyjmować jakiegokolwiek gościa… – Wampirzyca zamilkła, po czym prychnęła pod nosem. – Oliver jest wyjątkiem, ale przypałętał się do mnie na własne życzenie. Skoro tak, musi znosić to, jak mieszkam.
– To nie wygląda jak mieszkanie, w którym można zatrzymać się na dłużej – zauważyła mimochodem.
Kobieta wzruszyła ramionami.
– Przywykłam do życia w ciągłym ruchu. Dlatego nie mam problemu z tym, że tutaj jesteś – wyjaśniła z rozbrajającą wręcz szczerością. – Ale nie po to tutaj przyszłaś, prawda?
Claire nie odpowiedziała, przez krótką chwilę czując się tak, jakby została przyparta do muru. Wiedziała, że prędzej czy później będzie musiała udzielić odpowiedzi, ale mimo usilnych starań nie potrafiła sensownie wytłumaczyć, co przywiodło ją do tego miejsca. Co więcej, nie mogła pozbyć się wrażenia, że Claudia doskonale zdawała sobie z tego sprawę, w gruncie rzeczy pytając tylko dla zasady.
Nie była pewna, jak długo trwała w ciszy. Tkwiła w miejscu, nerwowo wodząc wzrokiem dookoła i za każdym razem starannie omijając miejsce, w którym stała Claudia. Czuła, że w ten sposób daleko nie zabrnie, ale co innego mogła zrobić? Nie miała pojęcia, zresztą nic nie wskazywało na to, by wampirzyca zamierzała na nią naciskać. Wręcz przeciwnie – ona również milczała, cierpliwie czekając i przynajmniej tymczasowo nie sprawiając wrażenia zniechęconej albo jakoś szczególnie poirytowanej.
– W porządku – usłyszała w końcu. – Mogę powiedzieć to za ciebie, jeśli nie masz odwagi… A przynajmniej tak mi się wydaje.
– Nie rozumiem…
Claudia cicho westchnęła.
– Chodzi o to, co stało się ostatnim razem? Nie widzę żadnego sensownego powodu, dla którego miałabyś tutaj przyjść – przyznała i jak najbardziej brzmiało to sensownie. – Chcesz spytać o to, dlaczego cię wtedy uratowałam? To masz na myśli? Jeśli tak… Cóż, najpewniej tracisz czas, bo nie mam ci niczego ambitnego do powiedzenia. Prawda jest taka, że w tamtej chwili broniłam przede wszystkim siebie.
Claire słuchała tego w milczeniu, co najmniej osłupiała. Nie tego się spodziewała, nie wspominając o tym, że wcale nie chciała rozmawiać o śmierci Setha. Oczywiście, na usta w naturalny sposób cisnęło jej się pytanie „Dlaczego?”, ale ostatecznie nawet je zadała – dokładnie po śmierci Setha – jednak do tej pory nie uzyskała odpowiedzi. Co więcej, nawet na myśl nie przyszło jej, że w rezultacie mogłaby usłyszeć coś takiego.
– Uratować…? – powtórzyła w osłupieniu.
Nie miała pojęcia dlaczego nagle poczuła się tak, jakby ktoś z całej siły zdzielił ją czymś ciężkim po głowie. Owszem, jak przez mgłę pamiętała, że Claudia przesunęła się w taki sposób, jakby chciała osłonić ją własnym ciałem, ale i tak do głowy by jej nie przyszło, że chodziło właśnie o to. Zamknęła oczy, dziwnie roztrzęsiona i z poczuciem, że coś, co już od dłuższego czasu zbierało się w jej wnętrzu, ostatecznie znalazło ujście. Pieczenie pod powiekami tym bardziej wytrąciło ją z równowagi, zwłaszcza że ostatnim, czego potrzebowała, było to, by po raz kolejny się popłakać, na dodatek przy kimś, wobec kogo wolała być ostrożna.
Myśl o tym, że Seth mógłby zginąć w wyniku głupiego nieporozumienia, wydawała się po prostu nie do przyjęcia – i o wiele bardziej bolała, aniżeli perspektywa tego, że został zabity w walce. Jeśli Claudia mówiła prawdę, żywienie do niej jakichkolwiek negatywnych emocji zdecydowanie nie wchodziło grę, przynajmniej jeśli chodziło o to, co wydarzyło się w tamtym zaułku. To wszystko, co się wydarzyło…
Och, to nie miało być tak.
Po prostu nie powinno być, a jednak…
Spuściła głowę, pozwalając by włosy opadły jej na twarz, przynajmniej częściowo ją przysłaniając. W tamtej chwili chciała już tylko wyjść i zacząć płakać.
Claudia
W milczeniu obserwowała stojącą przed nią dziewczynę, próbując zrozumieć… Cóż, w zasadzie wszystko. Obecność Claire w tym mieszkaniu miała w sobie coś abstrakcyjnego, tak jak i to, że dziewczyna już drugi raz na nią wpadła – i że tak chętnie poszła za Claudią, najwyraźniej nie obawiając się tego, że ta mogłaby zrobić jej krzywdę. Co więcej, kobieta nie mogła zaprzeczyć, że sama również zachowywała się irracjonalnie, zaintrygowana osobą, która przecież powinna być jej obojętna. Z drugiej strony, skoro coś je do siebie ciągnęło, być może oznaczało to, że Claudia jednak powinna się pół-wampirzycą zainteresować.
Po prostu… musiała wiedzieć.
Istniało tak wiele pytań, które dręczyły ją od samego początku i na które pragnęła poznać odpowiedzi.
Usłyszała ciche kroki, kiedy do głównej części mieszkania wrócił Oliver. W rękach trzymał dwa parujące kubki z czymś, co być może było herbatą, chociaż Claudia już dawno zapomniała smak tego napoju. Chłopak na dłuższą chwilę przystanął w progu, pytająco spoglądając na sprawiającą wrażenie bliskiej płaczu Claire, by ostatecznie przenieść wzrok na stojącą tuż obok wampirzycę. „Co jej zrobiłaś?” – wydawało się mówić jego spojrzenie, choć naturalnie z oczywistych względów pytanie to nie zostało wypowiedziane na głos.
W końcu co złego, to zawsze ja, prawda?, pomyślała z przekąsem Claudia, ledwo powstrzymując się przed wywróceniem oczami. Bez słowa ruszyła się z miejsca, chwilę bez celu krążąc po pomieszczeniu i czekając na coś, czego nawet nie potrafiła sprecyzować. Wolała milczeć, wciąż niepewna, w jaki sposób powinna zinterpretować zachowanie Claire. Miała wrażenie, że coś ją ominęło, chociaż z drugiej strony…
– Dziękuję – usłyszała, a kiedy obejrzała się przez ramię, przekonała się, że Oliver postanowił wziąć sprawy w swoje ręce.
Mimo wszystko wyczuła wahanie Claire, zanim ta ostatecznie przyjęła od chłopaka zaoferowany jej kubek. Sprawiała wrażenie zagubionej, zaś dodatkowo potęgował to fakt, że stała bezradnie, wyraźnie nie mając pojęcia, co ze sobą zrobić. Podane jej naczynie nerwowo obracała w dłoniach, nie zwracając większej uwagi na jego zawartość.
– Możesz usiąść, jeśli chcesz. Pewnie właśnie to próbuje ci zasugerować Oliver – wyjaśniła usłużnie, decydując się przerwać przeciągającą się ciszę. – Chyba że chcesz sobie iść. Wiesz, gdzie są drzwi, więc… – Zamilkła, po czym nerwowo przygryzła dolną wargę. – Słodka bogini, z tego wszystkiego zdążyłam już zapomnieć, w jaki sposób należy przyjmować gości – mruknęła mimochodem.
Och, kiedyś to zdecydowanie byłoby nie do pomyślenia, zwłaszcza w przypadku kobiety. Wiele zmieniło się przez te lata, ale chyba do tej pory to właśnie od płci pięknej wymagało się więcej. Claudia jak przez mgłę pamiętała czasy, kiedy jeszcze mogła pozwolić sobie na zgrywanie dobrej gospodyni. Kiedy przez większość czasu pozostawało się w ciągłym ruchu, właściwie przez cały czas przenosząc z miejsca na miejsce, dobre maniery szybko się zacierały. W zasadzie to, że w ogóle wpuściła tutaj tę dziewczynę i nie zamierzała jej zabijać, wydawało się zakrawać o prawdziwy cud.
Liczyła się z tym, że Claire może wykorzystać okazję, by jednak się ewakuować. Chyba nawet nie byłaby tym zaskoczona, bez trudu orientując się, że dziewczyna tak naprawdę nie chciała tutaj być. To wydawało się naturalne, a jednak…
Tym bardziej zaskoczył ją fakt, że posłusznie przysiadła na skraju najbliżej stojącego łóżka. Oliver wciąż trzymał się blisko niej i chyba czuła się dzięki temu lepiej, bo nieznacznie się rozluźniła. Co prawda na pierwszy rzut oka Claudii tak czy inaczej przypominała spłoszone zwierzątko, gotowe w każdej chwili rzucić się do ucieczki przed potencjalnym oprawcą, ale skoro z własnej woli zdecydowała się w tym trwać, najpewniej wiedziała, co robi.
Chyba.
Claudia bez słowa zajęła miejsce naprzeciwko, prostując się i krzyżując nogi w łydkach. Do tej pory próbowała nad sobą panować i prowadzić rozmowę tak, by bardziej nie spłoszyć siedzącej przed nią dziewczyny, ale to przychodziło jej z coraz większym trudem. Skoro tutaj była, najwyraźniej tego chciała, a to bez wątpienia o czymś świadczyło. Z tego powodu Claudia powoli przestawała czuć się zobowiązana do zachowywania jakiejkolwiek ostrożności, zwłaszcza że na usta od samego początku cisnęło jej się istotne pytanie – jedno z wielu, ale na początek wydawało się najodpowiedniejsze.
– Jesteś jego córką, prawda? – wyrwało się jej w końcu. Musiała to wiedzieć. – Kolejna Prime…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz









After We Fall
stories by Nessa