– Co tam?
Wzdrygnęła się i otworzyła oczy. Nie
przypomniała sobie, by zasypiała i to na dodatek w takich warunkach –
w ciemnościach i na siedząco, opierając się plecami o… pokaźnych
rozmiarów, aż nazbyt znajome lustro.
Coś ścisnęło ją w gardle na samo wspomnienie
tego, co wydarzyło się ostatnim razem, kiedy śniła coś takiego. W odpowiedzi
na brzmienie swojego własnego, przesadnie wręcz entuzjastycznego głosu jedynie
wyprostowała się niczym struna, nie mając odwagi choćby się odwrócić. Pod
plecami wciąż czuła chłód lustra, zupełnie jakby faktycznie się o nie
opierała, zamiast mieć do czynienia z czymś, co w rzeczywistości było
wytworem jej wyobraźni.
Po prostu śniła, prawda? Nic z tego, co
widziała, nie było prawdziwe, choć naturalnie wiedziała, że telepaci potrafili
nawet w ten sposób wyrządzić drugiej osobie krzywdę. Nie zmieniało to
jednak faktu, że to, czego doświadczała, nie miało związku z rzeczywistością
– i w naturalny sposób nie mogło wpłynąć na to, co działo się w fizycznym
świecie.
Milczała, choć podświadomie czuła, że jej
odbicie czekało na odpowiedź. To brzmiało równie niedorzecznie, jak i perspektywa
rozmowy z samą sobą, ale czyż dopiero co nie ustaliła, że miała do
czynienia wyłącznie z wytworem wyobraźni. W takim wypadku wszystko
wydawało się równie prawdopodobne, a szukanie logiki w czymś, co nie
miało związku z prawdą, było bezcelowe. Co prawda Claire czuła się z tym
dziwnie, nie pierwszy raz pozbawiona kontroli nad tym, co działo się wokół
niej, ale…
– Zadałam pytanie… Ale w porządku, nie
musimy rozmawiać – odezwało się ponownie odbicie. Tak, to zdecydowanie był jej
głos, jednak słowa w niczym nie przypominały tego, co sama mogłaby
powiedzieć… Chyba. – Kiedyś i tak sama do mnie przyjdziesz, więc…
– O co ci chodzi? – jęknęła, jednak
decydując się odezwać.
Na krótką chwilę zapanowała nieprzenikniona,
niepokojąca cisza. Claire napięła mięśnie, żałując, że jednak nie zdecydowała
się na dalsze trwanie w milczeniu. Może gdyby zdobyła się na coś takiego,
mogłaby wymusić przebudzenie – cokolwiek, byleby wyrwać się z tego
dziwnego miejsca. Skoro to działo się w jej głowie, a ona wiedziała,
że śpi, powinna mieć nad tym kontrolę, prawda? Pojęcie świadomego snu nie było
jej obce, choć nie po raz pierwszy praktyka i teoria niekoniecznie szły ze
sobą w parze.
– Jesteśmy jedną i tą samą osobą, więc
ty mi odpowiedz.
Zacisnęła usta, zdecydowanie nie mając
takiego zamiaru. Chwilę jeszcze trwała w bezruchu, walcząc z samą
sobą i pustką w głowie. Rzadko czuła się w ten sposób, choć w ostatnim
czasie mogło wydarzać się inaczej. Swoją drogą, to poniekąd było winą Rufusa,
który już dawno nauczył ją tego, że wszystko dało się logicznie wytłumaczyć. W efekcie
czuła się zagubiona za każdym razem, kiedy zdrowy rozsądek zawodził.
Wahała się przez kilka następnych sekund,
zanim w końcu zdecydowała się obejrzeć. Na krótką chwilę zesztywniała,
napotykając spojrzenie znajomych, błękitnych oczu – swoich własnych, choć w tamtym
momencie zdecydowanie nie miała takiego poczucia. Wręcz przeciwnie, bo chociaż z lustra
spoglądało na nią jej własne odbicie, Claire i tak gotowa była przysiąc,
że spogląda na kogoś całkowicie obcego. Bliźniaczo podobna czy też nie,
dziewczyna po drugiej stronie wyglądała na kogoś o wiele bardziej
doświadczonego i zdystansowanego, niż ona sama kiedykolwiek była.
Co więcej, Claire wyraźnie wyczuwała w odbiciu
coś, czego nawet nie potrafiła sprecyzować. Rodzaj mroku, który niezmiennie
wzbudzał w niej wątpliwości, choć zarazem czuła, że doskonale powinna go
rozumieć…
– Kiedyś zrozumiesz. – „Druga” Claire
uśmiechnęła się blado, niemalże łagodnie. W tamtej chwili wyglądała o wiele
bardziej przystępne, wrażenie to jednak minęło równie nagle, co się pojawiło. –
Może nawet szybciej, niż mogłoby ci się wydawać – dodała, wymownie wznosząc
oczy ku górze.
Claire podążyła za spojrzeniem odbicia,
ostatecznie koncentrując się na lustrze. Nie pamiętała, jak wyglądało ostatnim
razem, ale nie mogła pozbyć się wrażenia, że tafla prezentowała się dużo
gorzej. Wyraźnie widziała zarysowania i pęknięcia, przez krótką chwilę
gotowa przysiąc, że niektóre z nich były świeże. To wyglądało tak, jakby
lustro w każdym momencie mogło się rozpaść, a gdyby do tego doszło…
Och, nie miała pojęcia, co by się wtedy
stało, ale sama myśl o takiej możliwości wzbudzała w niej zarówno
niepokój, jak i… swego rodzaju ekscytację.
– To nic złego. Prędzej czy później… –
mruknęło w zamyśleniu odbicie. Dziewczyna po drugiej stronie przycisnęła
obie dłonie do lustra, jakby badając jego wytrzymałość. Claire miała
wątpliwości co do tego, czy powinna ją obserwować, w pamięci wciąż mając
to, co zobaczyła po drugiej stronie ostatnim razem – krew i zniszczenie. –
Wiesz… On już jest blisko. Czuję go.
„Kto?” – miała ochotę zapytać, ale zanim
choćby zdecydowała, czy powinna zadać to pytanie, wszystko wokół zaczęło się
rozmywać. Wkrótce po tym wszystko zniknęło, a Claire jednak udało się
obudzić.
Usiadła na łóżku, nerwowo
wodząc wzrokiem na prawo i lewo, i ledwo łapiąc oddech. Potrzebowała
kilku sekund, by uspokoić się na tyle, by uświadomić sobie, co działo się wokół
niej. Po pierwsze, wszystko wskazywało na to, że jak najbardziej była
bezpieczna, nawet jeśli nie od razu rozpoznała pokój, w którym się
znajdowała. A po drugie, choć w głowie wciąż miała mętlik,
wspomnienie dopiero co przeżytego snu nie wydawało się czymś aż tak
niepokojącym, by odczuwała strach.
Wiedziała o tym,
a jednak to właśnie niepokój towarzyszył jej niemalże przez cały czas.
Początkowo chciała zrzucić to na świadomość, że jednak przysnęła w apartamentowcu
– a więc pod jednym dachem z demonem, o ile oczywiście Rafael
gdzieś nie wybył. Co więcej, była w sypialni sama, nie wspominając o tym,
że sama nie miała pewności, ile czasu minęło od chwili, w której wyszła z Lucasem
z domu. W głowie wciąż miała pustkę, dziwnie roztrzęsiona i rozespana,
co zwłaszcza po dziwnym śnie dawało jej się we znaki. Rozmowa, którą odbyła z Rafaelem,
również wzbudzała w niej wątpliwości, zwłaszcza że to, czego dowiedziała
się o Lily Anne zdecydowanie nie było czym, czego mogłaby się spodziewać.
Przeczesała
włosy palcami, chcąc odgarnąć niesforne kosmyki z twarzy. Mimowolnie
pomyślała, że może znów powinna pomyśleć o skróceniu loków, chociaż to
było jedynie pretekstem do skupienia myśli na jakimkolwiek neutralnym temacie. Przynajmniej
próbowała, jednak jej uwaga raz po raz na powrót skupiała się na resztach wciąż
dręczącego ją snu – pękającym lustrze, odbiciu i słowach, które wzbudzały w niej
tak silny niepokój. To nic nie musiało znaczyć, a jednak…
Och,
dlaczego w ogóle aż tak się tym przejmowała? W ostatnim czasie
doświadczyła wystarczająco wielu stresujących sytuacji, by koszmary wydawały
się czymś w pełni uzasadnionym. To i tak wydawało się lepsze od
perspektywy ciągłego przeżywania śmierci Setha. Fakt, że mogłaby rozmawiać ze
sobą, wydawał się wręcz błogosławieństwem, biorąc pod uwagę to, o czym
mogłaby śnić.
Wiedziała,
że tak jest, a jednak wcale nie czuła się dzięki temu pewniej. Wręcz
przeciwnie – słowa odbicia nie dawały jej spokoju, dręcząc w równym
stopniu, co i wiersze, które czasami pisała. Kto nadchodził? I dlaczego
wciąż czuła tak silny niepokój za każdym razem, kiedy przywoływała do siebie to
jedno, krótkie zdanie? Dlaczego bała się, że za którymś razem lustro jednak
pęknie, tym samym niszcząc jedyną przeszkodę, która oddzielała ją od odbicia?
Przecież to wszystko było wyłącznie wytworem jej wyobraźni, a jednak…
wydawało się niepokojąco wręcz prawdziwe i istotne.
W tamtej
chwili sama nie była pewna, co powinna o tym wszystkim myśleć.
Wyjęła
telefon, chcąc sprawdzić godzinę. Zmrużyła oczy w blasku wyświetlacza, po
czym ze świstem wypuściła powietrze. Miała jedno nieodebrane połączenie o Lucasa
i wiadomość, w której informował ją, że miał do załatwienia kilka
„wampirzych” spraw. Nie potrzebowała szczegółów, by wiedzieć, że to najpewniej
oznaczało albo polowanie, albo któreś z zobowiązań wobec Dimitra –
chociażby to, by jednak zainteresować się Isabeau, choć bardziej prawdopodobnym
wydawało się to, że jej ciotka mogłaby osobiście życzyć sobie czyjejkolwiek
pomocy. Tak czy inaczej, przyjęła to z ulgą, zwłaszcza że wolała uniknąć
konieczności tłumaczenia się ojcu z tego, gdzie i dlaczego była.
Skoro przynajmniej tymczasowo to Rufus do niej nie wydzwaniał, mogła założyć,
że wszystko w porządku.
Przez
chwilę zawahała się, zastanawiając nad tym, czy w takim razie sama nie
powinna spróbować zadzwonić i sprawdzić, czy powrót do domu był dobrym
pomysłem. Mogła tylko zgadywać, co takiego planował Rufus i dlaczego
chciał, by trzymała się z daleka, ale to w gruncie rzeczy nie miało
znaczenia. Samotność jej odpowiadała, choć zarazem sprawiała, że Claire
zaczynała myśleć o rzeczach, które w innym wypadku zdecydowanie nie
przyszłyby jej do głowy. Tak było również tym razem, a wspomnienie snu i związane
z nim wątpliwości, bardzo szybko ustąpiły miejsca innej sprawie, którą
mimowolnie chciała załatwić.
Claudia.
To nie był
pierwszy raz, gdy zaczynała zadawać sobie pytanie o to, co kierowało tamtą
wampirzycą. Chociaż była w szoku po tym, jak na jej oczach ta po prostu
przetrąciła Setowi kark, nie była w stanie zapomnieć oszołomienia, z jaką
Claudia na nią wtedy spoglądała. To oraz kilka lakonicznych słów, które przy
okazji wypowiedziała… Znała ją? Dość prawdopodobne, skoro Licavoli wyróżniali
się charakterystycznymi rysami twarzy, a Claire w dużej mierze wdała
się w Marco, ale i tak nie mogła pozbyć się wrażenia, że chodziło o coś
więcej. Chciała o to zapytać, a potem zadać Claudii aż nazbyt
oczywiste, od samego początku cisnące jej się na usta pytanie: dlaczego?
Słodka
bogini, to było niedorzeczne – sama myśl o tym, że miałaby na własną rękę
szukać kogoś, kto na jej oczach zabił kogoś, kogo kochała. Zdążyła popełnić
wiele głupstw, chociażby wtedy, gdy jak pierwsza naiwna podążyła za Deanem,
darząc go pełnym zaufaniem, co prawie przypłaciła życiem. Cóż, miała wrażenie,
że szukanie kobiety, która skutecznie zaszła za skórę jej najbliższych, było
czymś porównywalnym pod względem braku rozsądku, ale…
Usiadła na
skraju łóżka, coraz bardziej podenerwowana. Sęk w tym, że mimo wszystko
chciała tam pójść – do miejsca, gdzie… Cóż, wszystko poszło nie tak. Czuła, że
powinna, nawet jeśli to wydawało się pozbawione sensu. Nie poprosiła o to
Lucasa, podejrzewając, że prędzej by ja wyśmiał, aniżeli się na to zgodził, ale
teraz nie miała przy sobie nikogo, kto mógłby próbować ją powstrzymać.
Nawet jeśli
Rafael wciąż przebywał w apartamencie albo gdzieś w pobliżu, nie
zwrócił na nią uwagi, kiedy wyszła z sypialni. Mieszkanie wyglądało na
opustoszałe, co w jakiś pokrętny sposób wydawało się bardziej niepokojące,
niż świadomość, że mógłby zamieszkiwać je demon. Nie spotkała nikogo, schodząc
opustoszałą klatką schodową i jednak decydując się wyjść na świeże
powietrze. Pomimo późnej pory i nieprzychylnej ludziom temperatury, ulice
Seattle jak zwykle okazały się zaludnione – co prawda nie w aż takim
stopniu, jak w środku dnia i godzinach szczytu, ale coś w tym
stanie rzeczy sprawiło, że Claire poczuła się dużo pewniej. Łatwo było wtopić
się w tłum i poczuć przynajmniej względnie bezpiecznie, skoro dookoła
znajdowali się spieszący w swoje strony przechodnie.
Zawahała
się, próbując odtworzyć w pamięci plan miasta na tyle, na ile to było
możliwe. Nie znała metropolii aż tak dobrze, by poruszać się swobodnie po całym
Seattle, ale zdążyła zorientować się, w jaki sposób najłatwiej będzie jej
dotrzeć w okolice domu Marissy. W dużym stopniu ułatwiła jej to
nawigacja w telefonie, ale Claire i tak zawahała się, wciąż mając
wątpliwości co do tego, czy postępowała właściwie. Czuła, że nie powinna wracać
do tego miejsca – i to nie tyle z obawy przed tym, że ktoś mógłby ją
zaatakować, ale przez wzgląd na wiele innych czynników. Po pierwsze, przez
krótką chwilę tkwiła w miejscu, zastanawiając się nad tym, czy jednak nie
powinna zajrzeć do domu Marissy i sprawdzić, jak sprawy miały się po tym,
co się wydarzyło. Po drugie zaś…
Och, nie.
Ponowne mieszanie się w życie tych ludzi nie było dobrym pomysłem.
Przez kilka
następnych minut bez celu błądziła słabiej oświetlonymi uliczkami, próbując
otworzyć w pamięci trasę, którą przebyła, kiedy Rufus kazał jej wyjść z domu.
Wtedy nie zwracała uwagi na szczegóły, ale wyostrzone zmysły i tak zrobiły
swoje, pozwalając Claire zauważyć o wiele więcej, niż mogłaby się tego
spodziewać. Podświadomie po prostu wiedziała, gdzie powinna się udać – i właśnie
ta świadomość sprawiła, że po raz kolejny zaczęła odczuwać wątpliwości i potrzebę,
by jednak zawrócić.
Właściwie
sama nie była pewna, co spodziewała się znaleźć w tamtym zaułku.
Wiedziała, że najpewniej nie pozostał tam nawet ślad, ale z jakiegoś
powodu czuła się tak, jakby w każdej chwili mogła zobaczyć bezwładne ciało
martwego, piaskowego wilka. To wydawało się niedorzeczne, a jednak…
– Niech to
szlag… Życie ci niemiłe czy jak?
Odwróciła
się tak gwałtownie, że niewiele brakowało, by potknęła się o własne nogi.
Serce jak na zawołanie zabiło jej szybciej, tłukąc się w piersi tak mocno,
jakby chciało wyrwać się na zewnątrz. Rozszerzonymi oczami spojrzała na skrytą w mroku
postać, przez krótką chwilę gotowa przysiąc, że to w rzeczywistości wytwór
jej wyobraźni. Sęk w tym, że Claudia naprawdę tam stała – zaledwie kilka
metrów od zszokowanej, zastygłe w bezruchu Claire.
Dziewczyna z wolna
cofnęła się o krok, sama niepewna, jak powinna się zachować. Jeszcze jakiś
czas temu uciekłaby i to wydawało się najnaturalniejszym w świecie, w pełni
uzasadnionym wyjściem, ale w tamtej chwili po prostu nie potrafiła się na
to zdobyć. Nie potrafiła nawet zmusić się do zastanowienia nad tym, jak bardzo
mało prawdopodobne było to, że znów napatoczy się na Claudię. Nie wierzyła w przypadki,
a jednak…
– Zresztą
nieważne – mruknęła wampirzyca, mierząc Claire bliżej nieokreślonym,
przenikliwym spojrzeniem. Jej oczy były niemalże całkowicie czarne, ale trudno
było stwierdzić czy to głód, czy może działanie jej daru. – To nie moja sprawa
– dodała, wyraźnie zamierzając odejść.
– Zaczekaj!
Claire
zareagowała, zanim zdążyła zastanowić się nad tym, czego tak naprawdę chce i czy
jej zachowanie miało sens. Tym bardziej zaskoczył ją fakt, że Claudia po prostu
zastygła w bezruchu, choć przecież równie dobrze mogła ją zignorować.
Chwilę obie tkwił w tych samych miejscach, milcząc i wydając się
czekać na reakcje drugiej, co zwłaszcza w panującej ciszy wydało się
Claire niemalże przerażające.
– Dlaczego
ciągle na ciebie wpadam? – usłyszała i to pytanie na moment wytrąciło ją z równowagi.
Odniosła wrażenie, że Claudia nawet nie zarejestrowała tego, że wypowiedziała
tych kilka słów na głos.
– Ja… –
zaczęła, ale wampirzyca tylko potrząsnęła głową.
– Czego
chcesz? – niemalże warknęła, tym razem zwracając się bezpośrednio do Claire.
Błyskawicznie odwróciła się w stronę dziewczyny, dosłownie taksując ją
wzrokiem. Po wyrazie jej twarzy trudno było stwierdzić, co tak naprawdę sobie
myślała, nic jednak nie wskazywało na to, by zamierzała zaatakować. – Jakimś
cudem mnie znalazłaś, bo chcesz się zemścić? Czy może za chwilę polecisz do
pozostałych, by w końcu mogli mnie dopaść?
Jej słowa
sugerowały, że sama nie wierzyła w którykolwiek z zasugerowanych
scenariuszy. Sama Claudia nie wydawała się zaniepokojona, co zresztą nie
wydawało się w obecnej sytuacji dziwne. Trudno, by doświadczona,
zmieniająca wygląd wampirzyca, przestraszyła się na wpół ludzkiej dziewczyny,
którą mogła zabić z równą łatwością, co wcześniej Setha.
– Gdybym
tego chciała, nie przyszłabym sama – zauważyła cicho Claire. Tylko na tyle było
ją w tamtej chwili stać.
Przez bladą
twarz Claudii przemknął cień – bardzo szybko, w ledwie zauważalny w panujących
dookoła ciemnościach sposób. Mimo wszystko to wystarczyło, by jasno uświadomić
dziewczynie, że jednak udało jej się kobietę zaskoczyć.
– Wiec dlaczego?
Nie miała
pojęcia, w jaki sposób powinna odpowiedzieć na to pytanie. W pierwszym
odruchu co prawda otworzyła usta, ale prawie natychmiast je zamknęła, niezdolna
wykrztusić z siebie chociaż słowa. Wciąż drżała, chociaż nie tak
intensywnie jak na początku, nie pierwszy raz ogarnięta absurdalnym wręcz
poczuciem bezpieczeństwa. Po prostu czuła, że Claudia ją nie skrzywdzić, choć
bez wątpienia mogłaby to zrobić.
Milczała,
bo to wydawało się najrozsądniejszym posunięciem. Prawda zresztą była taka, że
nie miała pojęcia, co powinna powiedzieć. Nawet samej sobie nie potrafiła
odpowiedzieć na to pytanie, w gruncie rzeczy mając poczucie, że do tego
miejsca doprowadziła ją bliżej nieokreślona, niezidentyfikowana siła – impuls,
którego nie potrafiła sprecyzować. Tutaj już nie chodziło o śmierć Setha,
zemstę czy szukanie jakichkolwiek odpowiedzi, ale…
Och, o co?
Albo raczej o kogo, bo Claire nagle odniosła wrażenie,
że właśnie w ten sposób powinna zadać to pytanie. Co więcej, była gotowa
przysiąc, że doskonale zna odpowiedź, choć to wydawało się irracjonalne.
To, że
mogłoby chodzić właśnie o Claudię, ale…
– Nie wiem
– powiedziała tak cicho, że ledwo mogła samą siebie zrozumieć. – Ale jestem
tutaj, bo czuję, że powinnam, chociaż… Czy to, co mówię, ma jakikolwiek sens? –
zapytała, chociaż zdecydowanie nie spodziewała się odpowiedzi.
O dziwo,
Claudia tylko w zamyśleniu skinęła głową.
– Być może
większy niż ci się wydaje – stwierdziła, tym samym wzbudzając w Claire
jeszcze silniejsze wątpliwości.
Nie
przypominała sobie, by kiedykolwiek wcześniej czuła coś takiego. Sama sytuacja
wydawała się co najmniej dziwna – to, że stała sama w pustej uliczce, z własnej
woli pragnąc rozmawiać z kimś, kto na jej oczach zabił chłopaka, którego
kochała. Ciekawość wydawała się ostatnim, co powinna w tamtej chwili czuć,
a jednak to właśnie to uczucie wydawało się przeważać nad strachem. To
oraz wrażenie, że Claudia w jakiś niezrozumiały dla niej sposób mogła
okazać się osobą, zdolną jej pomóc.
Milczenie
miało w sobie coś niepokojącego, wydając przeciągać się w nieskończoność.
Claire nie była pewna, jak długo obie trwały w bezruchu, wzajemnie mierząc
się wzrokiem i czekając na… Cóż, nie miała pojęcia na co. Wiedziała
jedynie, że gdyby w tamtej chwili zmieniła zdanie i zdecydowała się
odejść, nie doczekałaby się ani protestów, ani żadnych przeszkód. Była wręcz
całkowicie pewna, że Claudia po prostu by jej na to pozwoliła, a po
wszystkim najpewniej nawet nie przejęła tym, że mogłaby być zagrożona. Claire
nie była pewna czy to dobrze, czy może wręcz przeciwnie, ale…
– Nie
musimy stać na mrozie, jeśli nie chcesz – usłyszała i aż wzdrygnęła się,
zaskoczona tymi słowami. We wszechogarniającej ciszy brzmiały wręcz
nienaturalnie, nie wspominając o tym, że słowa Claudii… wydawały się na
swój sposób przyjazne, a przynajmniej bardzo uprzejme. – Jeśli chcesz
porozmawiać, proszę bardzo.
Zaraz po
tym jak gdyby nigdy nic odwróciła się na pięcie i zdecydowanym, chociaż
ludzkim krokiem ruszyła w sobie tylko znanym kierunku. Claire przez
jeszcze kilka sekund tkwiła w bezruchu, zdezorientowana bardziej niż do
tej pory i zdolna co najwyżej tępo wpatrywać się w miejsce, w którym
dopiero co stała kobieta. Potrzebowała kilku kolejnych sekund, by w końcu
ruszyć się z miejsca i niemalże biegiem dogonić Claudię, zanim ta
zdążyłaby zniknąć jej z oczu. Wampirzyca na moment przystanęła, by
obrzucić ją wymownym, przenikliwym spojrzeniem, zanim ostatecznie ruszyła
dalej, tym razem narzucając o wiele bardziej konkretne, choć nieprzesadnie
obciążające tempo.
– Nie
zamierzam nikomu o tobie mówić – rzuciła pod wpływem impulsu Claire. – Ja
po prostu…
– Jakby
mnie to obchodziło – przerwała chłodno kobieta. – Gdybym się obawiała, już
byłabyś martwa, zresztą… Och, ucieczka to coś, co już dawno opanowałam do
perfekcji – stwierdziła lakonicznie.
Przez
resztę drogi żadna z nich nie odezwała się więcej nawet słowem.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz