3 stycznia 2018

Dwieście pięćdziesiąt dwa

– Co tam?
Wzdrygnęła się i otworzyła oczy. Nie przypomniała sobie, by zasypiała i to na dodatek w takich warunkach – w ciemnościach i na siedząco, opierając się plecami o… pokaźnych rozmiarów, aż nazbyt znajome lustro.
Coś ścisnęło ją w gardle na samo wspomnienie tego, co wydarzyło się ostatnim razem, kiedy śniła coś takiego. W odpowiedzi na brzmienie swojego własnego, przesadnie wręcz entuzjastycznego głosu jedynie wyprostowała się niczym struna, nie mając odwagi choćby się odwrócić. Pod plecami wciąż czuła chłód lustra, zupełnie jakby faktycznie się o nie opierała, zamiast mieć do czynienia z czymś, co w rzeczywistości było wytworem jej wyobraźni.
Po prostu śniła, prawda? Nic z tego, co widziała, nie było prawdziwe, choć naturalnie wiedziała, że telepaci potrafili nawet w ten sposób wyrządzić drugiej osobie krzywdę. Nie zmieniało to jednak faktu, że to, czego doświadczała, nie miało związku z rzeczywistością – i w naturalny sposób nie mogło wpłynąć na to, co działo się w fizycznym świecie.
Milczała, choć podświadomie czuła, że jej odbicie czekało na odpowiedź. To brzmiało równie niedorzecznie, jak i perspektywa rozmowy z samą sobą, ale czyż dopiero co nie ustaliła, że miała do czynienia wyłącznie z wytworem wyobraźni. W takim wypadku wszystko wydawało się równie prawdopodobne, a szukanie logiki w czymś, co nie miało związku z prawdą, było bezcelowe. Co prawda Claire czuła się z tym dziwnie, nie pierwszy raz pozbawiona kontroli nad tym, co działo się wokół niej, ale…
– Zadałam pytanie… Ale w porządku, nie musimy rozmawiać – odezwało się ponownie odbicie. Tak, to zdecydowanie był jej głos, jednak słowa w niczym nie przypominały tego, co sama mogłaby powiedzieć… Chyba. – Kiedyś i tak sama do mnie przyjdziesz, więc…
– O co ci chodzi? – jęknęła, jednak decydując się odezwać.
Na krótką chwilę zapanowała nieprzenikniona, niepokojąca cisza. Claire napięła mięśnie, żałując, że jednak nie zdecydowała się na dalsze trwanie w milczeniu. Może gdyby zdobyła się na coś takiego, mogłaby wymusić przebudzenie – cokolwiek, byleby wyrwać się z tego dziwnego miejsca. Skoro to działo się w jej głowie, a ona wiedziała, że śpi, powinna mieć nad tym kontrolę, prawda? Pojęcie świadomego snu nie było jej obce, choć nie po raz pierwszy praktyka i teoria niekoniecznie szły ze sobą w parze.
– Jesteśmy jedną i tą samą osobą, więc ty mi odpowiedz.
Zacisnęła usta, zdecydowanie nie mając takiego zamiaru. Chwilę jeszcze trwała w bezruchu, walcząc z samą sobą i pustką w głowie. Rzadko czuła się w ten sposób, choć w ostatnim czasie mogło wydarzać się inaczej. Swoją drogą, to poniekąd było winą Rufusa, który już dawno nauczył ją tego, że wszystko dało się logicznie wytłumaczyć. W efekcie czuła się zagubiona za każdym razem, kiedy zdrowy rozsądek zawodził.
Wahała się przez kilka następnych sekund, zanim w końcu zdecydowała się obejrzeć. Na krótką chwilę zesztywniała, napotykając spojrzenie znajomych, błękitnych oczu – swoich własnych, choć w tamtym momencie zdecydowanie nie miała takiego poczucia. Wręcz przeciwnie, bo chociaż z lustra spoglądało na nią jej własne odbicie, Claire i tak gotowa była przysiąc, że spogląda na kogoś całkowicie obcego. Bliźniaczo podobna czy też nie, dziewczyna po drugiej stronie wyglądała na kogoś o wiele bardziej doświadczonego i zdystansowanego, niż ona sama kiedykolwiek była.
Co więcej, Claire wyraźnie wyczuwała w odbiciu coś, czego nawet nie potrafiła sprecyzować. Rodzaj mroku, który niezmiennie wzbudzał w niej wątpliwości, choć zarazem czuła, że doskonale powinna go rozumieć…
– Kiedyś zrozumiesz. – „Druga” Claire uśmiechnęła się blado, niemalże łagodnie. W tamtej chwili wyglądała o wiele bardziej przystępne, wrażenie to jednak minęło równie nagle, co się pojawiło. – Może nawet szybciej, niż mogłoby ci się wydawać – dodała, wymownie wznosząc oczy ku górze.
Claire podążyła za spojrzeniem odbicia, ostatecznie koncentrując się na lustrze. Nie pamiętała, jak wyglądało ostatnim razem, ale nie mogła pozbyć się wrażenia, że tafla prezentowała się dużo gorzej. Wyraźnie widziała zarysowania i pęknięcia, przez krótką chwilę gotowa przysiąc, że niektóre z nich były świeże. To wyglądało tak, jakby lustro w każdym momencie mogło się rozpaść, a gdyby do tego doszło…
Och, nie miała pojęcia, co by się wtedy stało, ale sama myśl o takiej możliwości wzbudzała w niej zarówno niepokój, jak i… swego rodzaju ekscytację.
– To nic złego. Prędzej czy później… – mruknęło w zamyśleniu odbicie. Dziewczyna po drugiej stronie przycisnęła obie dłonie do lustra, jakby badając jego wytrzymałość. Claire miała wątpliwości co do tego, czy powinna ją obserwować, w pamięci wciąż mając to, co zobaczyła po drugiej stronie ostatnim razem – krew i zniszczenie. – Wiesz… On już jest blisko. Czuję go.
„Kto?” – miała ochotę zapytać, ale zanim choćby zdecydowała, czy powinna zadać to pytanie, wszystko wokół zaczęło się rozmywać. Wkrótce po tym wszystko zniknęło, a Claire jednak udało się obudzić.

Usiadła na łóżku, nerwowo wodząc wzrokiem na prawo i lewo, i ledwo łapiąc oddech. Potrzebowała kilku sekund, by uspokoić się na tyle, by uświadomić sobie, co działo się wokół niej. Po pierwsze, wszystko wskazywało na to, że jak najbardziej była bezpieczna, nawet jeśli nie od razu rozpoznała pokój, w którym się znajdowała. A po drugie, choć w głowie wciąż miała mętlik, wspomnienie dopiero co przeżytego snu nie wydawało się czymś aż tak niepokojącym, by odczuwała strach.
Wiedziała o tym, a jednak to właśnie niepokój towarzyszył jej niemalże przez cały czas. Początkowo chciała zrzucić to na świadomość, że jednak przysnęła w apartamentowcu – a więc pod jednym dachem z demonem, o ile oczywiście Rafael gdzieś nie wybył. Co więcej, była w sypialni sama, nie wspominając o tym, że sama nie miała pewności, ile czasu minęło od chwili, w której wyszła z Lucasem z domu. W głowie wciąż miała pustkę, dziwnie roztrzęsiona i rozespana, co zwłaszcza po dziwnym śnie dawało jej się we znaki. Rozmowa, którą odbyła z Rafaelem, również wzbudzała w niej wątpliwości, zwłaszcza że to, czego dowiedziała się o Lily Anne zdecydowanie nie było czym, czego mogłaby się spodziewać.
Przeczesała włosy palcami, chcąc odgarnąć niesforne kosmyki z twarzy. Mimowolnie pomyślała, że może znów powinna pomyśleć o skróceniu loków, chociaż to było jedynie pretekstem do skupienia myśli na jakimkolwiek neutralnym temacie. Przynajmniej próbowała, jednak jej uwaga raz po raz na powrót skupiała się na resztach wciąż dręczącego ją snu – pękającym lustrze, odbiciu i słowach, które wzbudzały w niej tak silny niepokój. To nic nie musiało znaczyć, a jednak…
Och, dlaczego w ogóle aż tak się tym przejmowała? W ostatnim czasie doświadczyła wystarczająco wielu stresujących sytuacji, by koszmary wydawały się czymś w pełni uzasadnionym. To i tak wydawało się lepsze od perspektywy ciągłego przeżywania śmierci Setha. Fakt, że mogłaby rozmawiać ze sobą, wydawał się wręcz błogosławieństwem, biorąc pod uwagę to, o czym mogłaby śnić.
Wiedziała, że tak jest, a jednak wcale nie czuła się dzięki temu pewniej. Wręcz przeciwnie – słowa odbicia nie dawały jej spokoju, dręcząc w równym stopniu, co i wiersze, które czasami pisała. Kto nadchodził? I dlaczego wciąż czuła tak silny niepokój za każdym razem, kiedy przywoływała do siebie to jedno, krótkie zdanie? Dlaczego bała się, że za którymś razem lustro jednak pęknie, tym samym niszcząc jedyną przeszkodę, która oddzielała ją od odbicia? Przecież to wszystko było wyłącznie wytworem jej wyobraźni, a jednak… wydawało się niepokojąco wręcz prawdziwe i istotne.
W tamtej chwili sama nie była pewna, co powinna o tym wszystkim myśleć.
Wyjęła telefon, chcąc sprawdzić godzinę. Zmrużyła oczy w blasku wyświetlacza, po czym ze świstem wypuściła powietrze. Miała jedno nieodebrane połączenie o Lucasa i wiadomość, w której informował ją, że miał do załatwienia kilka „wampirzych” spraw. Nie potrzebowała szczegółów, by wiedzieć, że to najpewniej oznaczało albo polowanie, albo któreś z zobowiązań wobec Dimitra – chociażby to, by jednak zainteresować się Isabeau, choć bardziej prawdopodobnym wydawało się to, że jej ciotka mogłaby osobiście życzyć sobie czyjejkolwiek pomocy. Tak czy inaczej, przyjęła to z ulgą, zwłaszcza że wolała uniknąć konieczności tłumaczenia się ojcu z tego, gdzie i dlaczego była. Skoro przynajmniej tymczasowo to Rufus do niej nie wydzwaniał, mogła założyć, że wszystko w porządku.
Przez chwilę zawahała się, zastanawiając nad tym, czy w takim razie sama nie powinna spróbować zadzwonić i sprawdzić, czy powrót do domu był dobrym pomysłem. Mogła tylko zgadywać, co takiego planował Rufus i dlaczego chciał, by trzymała się z daleka, ale to w gruncie rzeczy nie miało znaczenia. Samotność jej odpowiadała, choć zarazem sprawiała, że Claire zaczynała myśleć o rzeczach, które w innym wypadku zdecydowanie nie przyszłyby jej do głowy. Tak było również tym razem, a wspomnienie snu i związane z nim wątpliwości, bardzo szybko ustąpiły miejsca innej sprawie, którą mimowolnie chciała załatwić.
Claudia.
To nie był pierwszy raz, gdy zaczynała zadawać sobie pytanie o to, co kierowało tamtą wampirzycą. Chociaż była w szoku po tym, jak na jej oczach ta po prostu przetrąciła Setowi kark, nie była w stanie zapomnieć oszołomienia, z jaką Claudia na nią wtedy spoglądała. To oraz kilka lakonicznych słów, które przy okazji wypowiedziała… Znała ją? Dość prawdopodobne, skoro Licavoli wyróżniali się charakterystycznymi rysami twarzy, a Claire w dużej mierze wdała się w Marco, ale i tak nie mogła pozbyć się wrażenia, że chodziło o coś więcej. Chciała o to zapytać, a potem zadać Claudii aż nazbyt oczywiste, od samego początku cisnące jej się na usta pytanie: dlaczego?
Słodka bogini, to było niedorzeczne – sama myśl o tym, że miałaby na własną rękę szukać kogoś, kto na jej oczach zabił kogoś, kogo kochała. Zdążyła popełnić wiele głupstw, chociażby wtedy, gdy jak pierwsza naiwna podążyła za Deanem, darząc go pełnym zaufaniem, co prawie przypłaciła życiem. Cóż, miała wrażenie, że szukanie kobiety, która skutecznie zaszła za skórę jej najbliższych, było czymś porównywalnym pod względem braku rozsądku, ale…
Usiadła na skraju łóżka, coraz bardziej podenerwowana. Sęk w tym, że mimo wszystko chciała tam pójść – do miejsca, gdzie… Cóż, wszystko poszło nie tak. Czuła, że powinna, nawet jeśli to wydawało się pozbawione sensu. Nie poprosiła o to Lucasa, podejrzewając, że prędzej by ja wyśmiał, aniżeli się na to zgodził, ale teraz nie miała przy sobie nikogo, kto mógłby próbować ją powstrzymać.
Nawet jeśli Rafael wciąż przebywał w apartamencie albo gdzieś w pobliżu, nie zwrócił na nią uwagi, kiedy wyszła z sypialni. Mieszkanie wyglądało na opustoszałe, co w jakiś pokrętny sposób wydawało się bardziej niepokojące, niż świadomość, że mógłby zamieszkiwać je demon. Nie spotkała nikogo, schodząc opustoszałą klatką schodową i jednak decydując się wyjść na świeże powietrze. Pomimo późnej pory i nieprzychylnej ludziom temperatury, ulice Seattle jak zwykle okazały się zaludnione – co prawda nie w aż takim stopniu, jak w środku dnia i godzinach szczytu, ale coś w tym stanie rzeczy sprawiło, że Claire poczuła się dużo pewniej. Łatwo było wtopić się w tłum i poczuć przynajmniej względnie bezpiecznie, skoro dookoła znajdowali się spieszący w swoje strony przechodnie.
Zawahała się, próbując odtworzyć w pamięci plan miasta na tyle, na ile to było możliwe. Nie znała metropolii aż tak dobrze, by poruszać się swobodnie po całym Seattle, ale zdążyła zorientować się, w jaki sposób najłatwiej będzie jej dotrzeć w okolice domu Marissy. W dużym stopniu ułatwiła jej to nawigacja w telefonie, ale Claire i tak zawahała się, wciąż mając wątpliwości co do tego, czy postępowała właściwie. Czuła, że nie powinna wracać do tego miejsca – i to nie tyle z obawy przed tym, że ktoś mógłby ją zaatakować, ale przez wzgląd na wiele innych czynników. Po pierwsze, przez krótką chwilę tkwiła w miejscu, zastanawiając się nad tym, czy jednak nie powinna zajrzeć do domu Marissy i sprawdzić, jak sprawy miały się po tym, co się wydarzyło. Po drugie zaś…
Och, nie. Ponowne mieszanie się w życie tych ludzi nie było dobrym pomysłem.
Przez kilka następnych minut bez celu błądziła słabiej oświetlonymi uliczkami, próbując otworzyć w pamięci trasę, którą przebyła, kiedy Rufus kazał jej wyjść z domu. Wtedy nie zwracała uwagi na szczegóły, ale wyostrzone zmysły i tak zrobiły swoje, pozwalając Claire zauważyć o wiele więcej, niż mogłaby się tego spodziewać. Podświadomie po prostu wiedziała, gdzie powinna się udać – i właśnie ta świadomość sprawiła, że po raz kolejny zaczęła odczuwać wątpliwości i potrzebę, by jednak zawrócić.
Właściwie sama nie była pewna, co spodziewała się znaleźć w tamtym zaułku. Wiedziała, że najpewniej nie pozostał tam nawet ślad, ale z jakiegoś powodu czuła się tak, jakby w każdej chwili mogła zobaczyć bezwładne ciało martwego, piaskowego wilka. To wydawało się niedorzeczne, a jednak…
– Niech to szlag… Życie ci niemiłe czy jak?
Odwróciła się tak gwałtownie, że niewiele brakowało, by potknęła się o własne nogi. Serce jak na zawołanie zabiło jej szybciej, tłukąc się w piersi tak mocno, jakby chciało wyrwać się na zewnątrz. Rozszerzonymi oczami spojrzała na skrytą w mroku postać, przez krótką chwilę gotowa przysiąc, że to w rzeczywistości wytwór jej wyobraźni. Sęk w tym, że Claudia naprawdę tam stała – zaledwie kilka metrów od zszokowanej, zastygłe w bezruchu Claire.
Dziewczyna z wolna cofnęła się o krok, sama niepewna, jak powinna się zachować. Jeszcze jakiś czas temu uciekłaby i to wydawało się najnaturalniejszym w świecie, w pełni uzasadnionym wyjściem, ale w tamtej chwili po prostu nie potrafiła się na to zdobyć. Nie potrafiła nawet zmusić się do zastanowienia nad tym, jak bardzo mało prawdopodobne było to, że znów napatoczy się na Claudię. Nie wierzyła w przypadki, a jednak…
– Zresztą nieważne – mruknęła wampirzyca, mierząc Claire bliżej nieokreślonym, przenikliwym spojrzeniem. Jej oczy były niemalże całkowicie czarne, ale trudno było stwierdzić czy to głód, czy może działanie jej daru. – To nie moja sprawa – dodała, wyraźnie zamierzając odejść.
– Zaczekaj!
Claire zareagowała, zanim zdążyła zastanowić się nad tym, czego tak naprawdę chce i czy jej zachowanie miało sens. Tym bardziej zaskoczył ją fakt, że Claudia po prostu zastygła w bezruchu, choć przecież równie dobrze mogła ją zignorować. Chwilę obie tkwił w tych samych miejscach, milcząc i wydając się czekać na reakcje drugiej, co zwłaszcza w panującej ciszy wydało się Claire niemalże przerażające.
– Dlaczego ciągle na ciebie wpadam? – usłyszała i to pytanie na moment wytrąciło ją z równowagi. Odniosła wrażenie, że Claudia nawet nie zarejestrowała tego, że wypowiedziała tych kilka słów na głos.
– Ja… – zaczęła, ale wampirzyca tylko potrząsnęła głową.
– Czego chcesz? – niemalże warknęła, tym razem zwracając się bezpośrednio do Claire. Błyskawicznie odwróciła się w stronę dziewczyny, dosłownie taksując ją wzrokiem. Po wyrazie jej twarzy trudno było stwierdzić, co tak naprawdę sobie myślała, nic jednak nie wskazywało na to, by zamierzała zaatakować. – Jakimś cudem mnie znalazłaś, bo chcesz się zemścić? Czy może za chwilę polecisz do pozostałych, by w końcu mogli mnie dopaść?
Jej słowa sugerowały, że sama nie wierzyła w którykolwiek z zasugerowanych scenariuszy. Sama Claudia nie wydawała się zaniepokojona, co zresztą nie wydawało się w obecnej sytuacji dziwne. Trudno, by doświadczona, zmieniająca wygląd wampirzyca, przestraszyła się na wpół ludzkiej dziewczyny, którą mogła zabić z równą łatwością, co wcześniej Setha.
– Gdybym tego chciała, nie przyszłabym sama – zauważyła cicho Claire. Tylko na tyle było ją w tamtej chwili stać.
Przez bladą twarz Claudii przemknął cień – bardzo szybko, w ledwie zauważalny w panujących dookoła ciemnościach sposób. Mimo wszystko to wystarczyło, by jasno uświadomić dziewczynie, że jednak udało jej się kobietę zaskoczyć.
– Wiec dlaczego?
Nie miała pojęcia, w jaki sposób powinna odpowiedzieć na to pytanie. W pierwszym odruchu co prawda otworzyła usta, ale prawie natychmiast je zamknęła, niezdolna wykrztusić z siebie chociaż słowa. Wciąż drżała, chociaż nie tak intensywnie jak na początku, nie pierwszy raz ogarnięta absurdalnym wręcz poczuciem bezpieczeństwa. Po prostu czuła, że Claudia ją nie skrzywdzić, choć bez wątpienia mogłaby to zrobić.
Milczała, bo to wydawało się najrozsądniejszym posunięciem. Prawda zresztą była taka, że nie miała pojęcia, co powinna powiedzieć. Nawet samej sobie nie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie, w gruncie rzeczy mając poczucie, że do tego miejsca doprowadziła ją bliżej nieokreślona, niezidentyfikowana siła – impuls, którego nie potrafiła sprecyzować. Tutaj już nie chodziło o śmierć Setha, zemstę czy szukanie jakichkolwiek odpowiedzi, ale…
Och, o co? Albo raczej o kogo, bo Claire nagle odniosła wrażenie, że właśnie w ten sposób powinna zadać to pytanie. Co więcej, była gotowa przysiąc, że doskonale zna odpowiedź, choć to wydawało się irracjonalne.
To, że mogłoby chodzić właśnie o Claudię, ale…
– Nie wiem – powiedziała tak cicho, że ledwo mogła samą siebie zrozumieć. – Ale jestem tutaj, bo czuję, że powinnam, chociaż… Czy to, co mówię, ma jakikolwiek sens? – zapytała, chociaż zdecydowanie nie spodziewała się odpowiedzi.
O dziwo, Claudia tylko w zamyśleniu skinęła głową.
– Być może większy niż ci się wydaje – stwierdziła, tym samym wzbudzając w Claire jeszcze silniejsze wątpliwości.
Nie przypominała sobie, by kiedykolwiek wcześniej czuła coś takiego. Sama sytuacja wydawała się co najmniej dziwna – to, że stała sama w pustej uliczce, z własnej woli pragnąc rozmawiać z kimś, kto na jej oczach zabił chłopaka, którego kochała. Ciekawość wydawała się ostatnim, co powinna w tamtej chwili czuć, a jednak to właśnie to uczucie wydawało się przeważać nad strachem. To oraz wrażenie, że Claudia w jakiś niezrozumiały dla niej sposób mogła okazać się osobą, zdolną jej pomóc.
Milczenie miało w sobie coś niepokojącego, wydając przeciągać się w nieskończoność. Claire nie była pewna, jak długo obie trwały w bezruchu, wzajemnie mierząc się wzrokiem i czekając na… Cóż, nie miała pojęcia na co. Wiedziała jedynie, że gdyby w tamtej chwili zmieniła zdanie i zdecydowała się odejść, nie doczekałaby się ani protestów, ani żadnych przeszkód. Była wręcz całkowicie pewna, że Claudia po prostu by jej na to pozwoliła, a po wszystkim najpewniej nawet nie przejęła tym, że mogłaby być zagrożona. Claire nie była pewna czy to dobrze, czy może wręcz przeciwnie, ale…
– Nie musimy stać na mrozie, jeśli nie chcesz – usłyszała i aż wzdrygnęła się, zaskoczona tymi słowami. We wszechogarniającej ciszy brzmiały wręcz nienaturalnie, nie wspominając o tym, że słowa Claudii… wydawały się na swój sposób przyjazne, a przynajmniej bardzo uprzejme. – Jeśli chcesz porozmawiać, proszę bardzo.
Zaraz po tym jak gdyby nigdy nic odwróciła się na pięcie i zdecydowanym, chociaż ludzkim krokiem ruszyła w sobie tylko znanym kierunku. Claire przez jeszcze kilka sekund tkwiła w bezruchu, zdezorientowana bardziej niż do tej pory i zdolna co najwyżej tępo wpatrywać się w miejsce, w którym dopiero co stała kobieta. Potrzebowała kilku kolejnych sekund, by w końcu ruszyć się z miejsca i niemalże biegiem dogonić Claudię, zanim ta zdążyłaby zniknąć jej z oczu. Wampirzyca na moment przystanęła, by obrzucić ją wymownym, przenikliwym spojrzeniem, zanim ostatecznie ruszyła dalej, tym razem narzucając o wiele bardziej konkretne, choć nieprzesadnie obciążające tempo.
– Nie zamierzam nikomu o tobie mówić – rzuciła pod wpływem impulsu Claire. – Ja po prostu…
– Jakby mnie to obchodziło – przerwała chłodno kobieta. – Gdybym się obawiała, już byłabyś martwa, zresztą… Och, ucieczka to coś, co już dawno opanowałam do perfekcji – stwierdziła lakonicznie.
Przez resztę drogi żadna z nich nie odezwała się więcej nawet słowem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz









After We Fall
stories by Nessa