
Claire
Oliver
okazał się zaskakująco miły, a przynajmniej tak chciała postrzegać jego
zachowanie. Chociaż nie mówił, przewidzenie jego emocji okazało się o wiele
prostsze, niż w przypadku wyraźnie zdystansowanej Claudii. Z drugiej
strony, może po prostu chciała w to wierzyć, bo zdecydowanie prościej było
jej zachować spokój, kiedy trwała w przekonaniu, że ma po swojej stronie
kogoś, kto był względem niej życzliwy.
Nie miała
pojęcia, dlaczego w ogóle zdecydowała się na to, żeby zostać. Siedziała na
skraju łóżka, nerwowo obracając w rękach parujący kubek z czymś, co
być może mogła uznać za herbatę, chociaż nie miała pewności. Przynajmniej
tymczasowo nie zamierzała tego sprawdzać, dobrze pamiętając, jak to skończyło się
ostatnim razem, kiedy przyjęła od kogoś pozornie życzliwego coś do picia. Co
prawda porównywanie Olivera do Briana wydawało się niedorzeczne, ale
przynajmniej pod tym względem Claire chciała być ostrożna.
Jej myśli
wirowały, raz po raz uciekając w kierunku kwestii, których dziewczyna
zdecydowanie nie chciała rozważać. Tak było w przypadku śmierci Setha, bo
to właśnie ta niezmiennie wysuwała się na pierwszy plan. W naturalny
sposób próbowała dopasować zachowanie i słowa Claudii do tego, co się
wydarzyło, by mieć szansę zrozumieć – z tym, że pomimo usilnych starań w głowie
nadal miała pustkę. Jak niby miała się czuć, jeśli to faktycznie była
samoobrona albo…?
– Jesteś
jego córką, prawda? – usłyszała i to jedno pytanie wystarczyło, by wyrwać
ją z zamyślenia. Natychmiast wyprostowała się niczym struna, w roztargnieniu
spoglądając na wpatrzoną w nią kobietę. – Kolejna Prime…
– Znasz
mojego ojca?
To wydawało
się wręcz ironicznie znajome, choć ostatnim razem, kiedy ktoś interesował się
nią przez wzgląd na Rufusa, nie powiedział jej o tym od razu. Mimo
wszystko Claire i tak poczuła się trochę tak, jakby ktoś ją uderzył,
zwłaszcza że wampir w żaden sposób nie sugerował, że mógłby znać Claudię.
Co prawda wyraźnie go irytowała, a po tym, co wydarzyło się z udziałem
króla i Isabeau, wręcz się na nią uwziął, ale…
– Nie. –
Claudia jedynie wzruszyła ramionami. Jej głos zabrzmiał obojętnie, jakby ta
kwestia faktycznie nie miała dla niej większego znaczenia. – To znaczy… Nie
znałam go wcześniej, jeśli to sugerujesz. Dopiero niedawno, jeszcze w Mieście
Nocy, ale to się nie liczy – dodała z przekonaniem, w które Claire z jakiegoś
powodu nie potrafiła uwierzyć. – Jesteś podobna, więc wolałam się upewnić. To
wszystko.
Spojrzała
na wampirzycę z powątpiewaniem, gotowa przysiąc, że ta kłamała jak z nut
– i że w rzeczywistości chodziło o coś więcej. Być może
zaczynała zachowywać się w przewrażliwiony sposób, zwłaszcza w przypadku
kogoś, kto na jej oczach zabił, próbując doszukać się czegokolwiek, co
uzasadniłoby nieufność, ale… Och, podobna do Rufusa? Może pod względem
charakteru, ale Claudia zdecydowanie nie poznała jej na tyle, by móc o tym
zadecydować. Co więcej, wszyscy zwykle bez chwili zastanowienia łączyli ją z Licavolimi,
zwłaszcza że w znacznym stopniu wdała się w Marco.
Nie miała
pojęcia, co powinna o tym sądzić, ale zaczynała mieć wątpliwości.
Ostatecznie nie skomentowała tego nawet słowem, szczerze wątpiąc, by Claudia
powiedziała jej prawdę. W gruncie rzeczy nie chciała tego wiedzieć,
przynajmniej na razie.
– Nie
pijesz?
To było
niewinne, zadane mimochodem pytanie, ale i tak sprawiło, że zaczęła się
denerwować. Z wahaniem spojrzała na wciąż parujący napój, po czym bez
pośpiechu uniosła kubek do ust, pozwalając sobie zaledwie na to, by zamoczyć
usta. Czuła, że herbata jest przynajmniej ciepła, ale i tak dłuższą chwilę
zwlekała, zanim jednak zdecydowała się wziąć łyk – niewielki, ale to i tak
wystarczyło, że poczuła się odrobinę lepiej. Łatwo przychodziło jej ignorowanie
niskiej temperatury, ale w momencie, w którym pojawiła się okazja, by
napić się czegoś ciepłego, dotychczas panujący chłód zaczął dawać jej się we
znaki.
Claudia
prychnęła cicho. Trudno było to nazwać śmiechem, na dodatek szczerym, niemniej
taka reakcja i tak dała Claire do myślenia.
– Aż takie
złe? Nie pamiętam już, jak potrafi smakować dobra herbata… Ale jeśli mam być
szczera, wątpię, by kilka listków w torebce, wypadło jakoś szczególnie
dobrze – wyjaśniła, po czym wzruszyła ramionami. – Trudno teraz o prawdziwą
herbatę, o ziołach nie wspominając… Prawda? Kiedyś wiedza o roślinach
była na wagę złota.
Jej słowa
brzmiały wręcz abstrakcyjnie po tym, jak zachowała się chwilę wcześniej. Tak
przynajmniej odebrała to Claire, nie pojmując w jaki sposób ktoś mógł ją w równym
stopniu niepokoić, co i fascynować. W chwilach, gdy Claudia tak po
prostu nawiązywała do przeszłości, czuła się o wiele pewniej, zwłaszcza że
temat wydawał się niezobowiązujący. Co więcej, nie mogła pozbyć się wrażenia,
że samej wampirzycy taki stan rzeczy był na rękę. Kto wie, może nawet sprawiało
jej to przyjemność, zwłaszcza że zdecydowanie nie wyglądała na kogoś, kto w ostatnim
czasie miał okazję wejść w jakąkolwiek głębszą dyskusję.
– Cóż…
Wiedza o ziołach akurat nie przepadła – przyznała, starannie dobierając słowa.
Jakby nie patrzeć, to stwierdzenie jak najbardziej były prawdziwe.
– Powiedz
mi, że masz na myśli medycynę, a coś rozwalę.
Coś w tych
słowach sprawiło, że przez krótką chwilę miała ochotę parsknąć śmiechem – a przynajmniej
zrobiłaby to, gdyby sytuacja była jakkolwiek inna, a ona mogła cieszyć się
lepszym nastrojem. Jakby nie patrzeć słowa Claudii brzmiały niemalże jak
większość reakcji Isabeau na to, co mówił Rufus, kiedy zdarzało mu się negować
wyjątkowość wierzeń przy których trwały kapłanki.
– Nie –
powiedziała w zamian. – Nie tylko. Moja ciotka zawsze rozróżniała
zastosowania ziół i medycynę, nawet jeśli czasami się ze sobą łączyły.
– Bo to
prawda. – Przez twarz Claudii przemknął cień. – Jeśli w tej chwili masz na
myśli Isabeau, z góry zaznaczam, że nie zamierzam o tym rozmawiać.
Nie zamierzam tłumaczyć się z tego, co zrobiłam.
Zdobyła się
wyłącznie na skinienie głową. Nie żeby spodziewała się czegoś innego, nie
wspominając o tym, że i tak ledwo mogła zdobyć się na zadanie
jakiegokolwiek pytania. Wciąż miała poczucie, że igra z ogniem, w każdej
chwili mogąc doprowadzić do sytuacji, która zadecydowałaby o tym, że nie
opuści tego mieszkania żywa. Co prawda nic nie wskazywało na to, że Claudia
miała zamiar ją skrzywdzić, ale Claire z doświadczenia wiedziała, że
nieśmiertelni potrafili zmieniać zdanie i sposób postępowania ot tak. Zbyt
wiele razy miała okazję zaobserwować to u ojca, by ot tak poczuć się
bezpiecznie – i to zwłaszcza siedząc z kimś, o kim nie wiedziała
niczego.
W
pomieszczeniu po raz kolejny zapadła cisza, tym razem jednak milczenie dawało
jej się we znaki o wiele bardziej niż do tej pory. Chciała jak najszybciej
wyjść, choć zarazem nie była pewna, czy mogła ot tak o to poprosić.
Chwilami była gotowa przysiąc, że Claudia obserwuje ją w przesadnie
dokładny sposób, najpewniej myśląc wtedy o czymś konkretnym, jednak nie
próbowała o to pytać, a tym bardziej zgadywać, co takiego chodziło
wampirzycy po głowie. Czuła, że umyka jej coś istotnego, ale i to
ostatecznie okazało się nieistotne, zwłaszcza że doskonale zdawała sobie sprawę
z tego, że zadawanie pytań nie ma sensu.
Nie w ten
sposób obserwowała sobie tę rozmowę. Nie żeby w ogóle brała na poważnie możliwość
ponownego spotkania z kobietą, która zabiła Setha. Nawet jeśli, bardziej
stosowną reakcją wydawał jej się płacz, krzyk albo nawet rzucenie się Claudii
do gardła, by zapłaciła za wszystko, co zrobiła. W końcu tu nie chodziło
tylko o śmierć Setha, prawda? Wcześniej była Isabeau, której omal nie
doprowadziła do grobu – i to dosłownie, sądząc po tym, co zasugerował
Rufus i potwierdziła sama Isabeau. Claire nie pojmowała, dlaczego w takim
razie nie potrafiła ot tak wampirzycy potępić, czy choćby poczuć względem niej
niechęć, ale… z jakiegoś powodu to po prostu nie było możliwe.
W tamtej
chwili tak naprawdę nie czuła niczego, najzwyczajniej w świecie siedząc i tępo
wpatrując się w przestrzeń.
To wszystko
nie miało sensu, zaczynając od tego, że tutaj była, aż po myśl o tym, że
mogłaby ot tak wyjść. Wiedziała, że przy pierwszej okazji powinna wrócić do
domu i oświadczyć, że Claudia kręciła się po Seattle i że przebywała w tym
konkretnym miejscu, ale choć to wydawało się rozsądnym posunięciem, doskonale
zdawała sobie sprawę z tego, że tego nie zrobi. Całą sobą czuła, że takie
wyjście po prostu nie wchodziło w grę, przynajmniej na razie. Z jakiegoś
powodu pragnęła dowiedzieć się wcześniej, choć i to wydawało się
absurdalne, zwłaszcza że wszystko w niej krzyczało, że powinna trzymać się
od tej kobiety z daleka.
Gdyby byłą
rozsądna, tak by zrobiła. Ba! Zdecydowanie nie siedziałaby w tym
mieszkaniu, powoli sącząc herbatę, którą zaoferował jej ktoś, kto był zdolny do
otrucia wampira. Z opóźnieniem uświadomiła sobie, że wzmianki Claudii o ziołach
i ich zastosowaniu nie były przypadkowe, jedynie potwierdzając to, co
Claire wiedziała wcześniej. Ta kobieta zdecydowanie miała odpowiednią wiedzę, a jednak…
– Ja… –
zaczęła tak cicho, że ledwo mogła samą siebie zrozumieć. W zasadzie w tamtej
chwili z równym powodzeniem mogła ograniczyć się do nic nieznaczącego
ruchu warg. – Muszę iść.
– Jak sobie
życzysz – rzuciła jakby od niechcenia Claudia, bynajmniej nie zaskoczona taką
decyzją. Claire miała raczej wrażenie, że kobieta wręcz zastanawiała się,
dlaczego decyzja o ewakuacji zapadła dopiero teraz. – Ach… Oliver pewnie i tak
za tobą pójdzie, więc raczej nie muszę prosić, by cię odprowadził.
– Nie ma takiej
potrzeby – rzuciła bez przekonania, bynajmniej nie zamierzając protestować.
Dlaczego to
brzmiało niemalże tak, jakby Claudii zależało, by jednak bezpiecznie dotarła do
domu? Skoro nie zamierzała jej zabić, wręcz pozwalając Claire tak po prostu
odejść, chyba powinna być obojętna na to, co stanie się później… Czyż nie?
Chciała o to zapytać, ale i tym razem zrezygnowała, aż nazbyt
świadoma, że i tak nie otrzymałaby odpowiedzi. Naciskanie nie miało sensu,
zresztą już i tak usłyszała wystarczająco wiele, by mieć mętlik w głowie.
Nawet jeśli większość czasu, który spędziła z Claudią, sprowadzał się do
nieprzerwanego milczenia, to w zupełności wystarczyło, by wytrącić Claire z równowagi.
Wciąż czuła
się dziwnie, w pośpiechu schodząc po stromych, pogrążonych w półmroku
stopniach. Sądziła, że poczuje się choć odrobinę lepiej, kiedy w końcu
zostanie sama i będzie mogła odetchnąć, ale nic podobnego nie miało
miejsca. Nerwowo obejrzała się przez ramię, z powątpiewaniem spoglądając
na pogrążoną w ciszy kamienicę i zastanawiając nad tym, jakim cudem w ogóle
pozwoliła sobie na to, żeby tutaj przyjść. Inna sprawa, że Claudia zdecydowanie
nie sprawiała wrażenia kogoś, kto pasowałby do mieszkania w takich warunkach.
W zasadzie z jakiegoś powodu kojarzyła się Claire z zagubioną w czasie
damą, która trafiła do absolutnie obcego miejsca. Te wszystkie wzmianki o przeszłości,
sposób w jaki się poruszała i wysławiała…
W porządku,
to nie był pierwszy raz, kiedy miała do czynienia z istotą nieśmiertelną.
Życie w Mieście Nocy toczyło się w taki sposób, że łatwo było ulec
iluzji, że miejsce to zostało zamrożone w czasie. Być może dzięki temu nie
zwracała aż takiej uwagi na to, że niektórzy mentalnie wciąż trwali w czasach
swojej młodości. Zresztą nikomu nie poświęcała do tej pory aż takiej uwagi, w naturalny
sposób śledząc i analizując zachowanie Claudii, skoro ta mogła w każdej
chwili ją zamordować.
Claire
zadrżała, po czym ciasno oplotła się ramionami. Przez kilka następnych sekund
tkwiła w bezruchu, otoczona płatkami wirującego śniegu. Czuła się
zagubiona i dziwnie roztrzęsiona, zupełnie jakby nagle została wyrwana z dziwnego,
wyjątkowo realnego snu. Sęk w tym, że wszystko, czego doświadczyła, było
jak najbardziej prawdziwe – i z tego właśnie powodu czuła się o wiele
dziwniej, niż gdyby miała do czynienia z fikcją.
Ciche kroki
wyrwały ją z zamyślenia. Podejrzewała, że Oliver już od dłuższej chwili
stał, obserwując i czekając, aż w końcu zostanie zauważony. Kiedy w końcu
przeniosła na niego wzrok, pół-wampir w pośpiechu ruszył się z miejsca,
chwilę później dosłownie materializując u jej boku. Uśmiechał się, do
Claire zaś z opóźnieniem dotarło, że dodatkowo wyciągnął ku niej dłoń,
podając coś, co na pierwszy rzut oka wyglądało na wyrwaną z zeszytu
kartkę. W pierwszym odruchu spojrzała na niego pytająco, mimowolnie zastanawiając
nad tym, czy podobne wrażenie robiła na tych, których nachodziła, by przekazać
świeżo napisane haiku.
Bez słowa
przyjęła papier, momentalnie orientując się, że Oliver zdążył w pośpiechu
zapisać na nim jedno, jedyne słowo. Co prawda w ciemnościach tekst wydawał
się bardzo nieczytelny, ale po dłuższej chwili zdołała odczytać treść.
Dziękuję.
Nieznacznie
potrząsnęła głową, zaskoczona.
– Za co?
W
odpowiedzi jej towarzysz jedynie znacząco postukał się w skroń.
Potrzebowała dłuższej chwili, by zorientować się, co w ten sposób
sugerował i uświadomić sobie, że najpewniej musiała go zawieść.
Gdyby to faktycznie okazało się takie
proste…
– Nie
jestem telepatką – przyznała, siląc się na przepraszający uśmiech. Mimo
wszystko miała wątpliwości co do tego, czy faktycznie wyglądała w tamtej
chwili zachęcająco. – Tylko moja mama to potrafi.
Oliver
westchnął, jednak nie sprawiał wrażenia wyjątkowo sfrustrowanego takim stanem
rzeczy. Być może nawet spodziewał się takiej odpowiedzi, bo jak gdyby nigdy
sięgnął do kieszeni, by wyjąć wyraźnie wysłużony już notes. W pośpiechu
zapisał coś na jednej z pustych stron, po czym wydarł kartkę i zdecydowanym
ruchem wręczył jej kolejną wiadomość. Przyjęła ją, mimowolnie zastanawiając nad
tym, jak dziwnie taki sposób komunikacji musiałby wyglądać dla kogoś, kto
obserwowałby ich z boku.
Claudia.
– Nie
rozumiem…
Kolejny
blady uśmiech i wiadomość – tym razem dłuższa. Pismo Olivera okazało się
wyjątkowo niedbałe, zwłaszcza że się spieszył, ale Claire nie uznała tego za
przeszkodę. Biorąc pod uwagę to, jak często zdarzało jej się rozszyfrowywać
spisane naprędce notatki Rufusa, mogła już chyba uznać się za eksperta.
Rozmawiałaś z nią, chociaż wcale
nie musiałaś. Nie chciałaś, żeby ci się tłumaczyła.
Claire
cicho westchnęła, sama niepewna, jak powinna ustosunkować się do tych słów.
Wątpiła, by Oliver dziękował jej aż tak, gdyby wiedział, że w rzeczywistości
po prostu się bała. Inna sprawa, że jakoś trudno było jej wyobrazić sobie, że
Claudia mogłaby jakkolwiek cieszyć się z tego spotkania. Co prawda wciąż nie
miała pewności, dlaczego kobieta w ogóle zdecydowała się zabrać ją do
siebie, ale to nie miało znaczenia.
– Ja… To
nic takiego – rzuciła bez przekonania. Nawet jeśli Olivera nie
usatysfakcjonowałaby taka odpowiedź, to tak czy inaczej nie powinno jej
obchodzić, prawda? – Ja po prostu… Och, dlaczego ty tutaj jesteś? – wypaliła,
nie mogąc się powstrzymać.
Ta jednak
rzecz w naturalny sposób nie dawała jej spokoju, być może dlatego, że
wcześniej słyszała o tym chłopaku od mamy. Layla nie miała w zwyczaju
ufać każdej nowo napotkanej osobie, choć naturalnie zachowywała się w przyjazny,
otwarty sposób dosłownie względem każdego. Tak czy inaczej, coś w sposobie,
w jaki wyrażała się o Oliverze, sprawiło, że Claire nie potrafiła ot
tak pojąć, dlaczego ostatecznie ten podążył za Claudią. Zwłaszcza biorąc pod
uwagę to, co zrobiła Dimitrowi i Isabeau, zwrócenie się przeciwko osobom,
które zaoferowały mu pomóc i schronienie, wydawało się co najmniej pozbawione
sensu.
Nie od razu
doczekała się reakcji z jego strony. Oliver uciekł wzrokiem gdzieś w bok,
aż zwątpiła w to, czy w ogóle zamierzał odpowiedzieć. Być może nawet
nie powinna być zaskoczona, nie wspominając o odczuwaniu jakiegokolwiek
żalu – w końcu jakby nie patrzeć, sama również nie była z nim w pełni
szczera. Nie musiała być, skoro tak naprawdę byli siebie obcy. Skoro tak, on
również nie był do niczego zobowiązany.
Tym
bardziej zaskoczył ją fakt, że jej towarzysz ostatecznie westchnął i jednak
zaczął pisać. Musiała poczekać na wiadomość o wiele dłużej niż do tej
pory, bynajmniej nie dlatego, że próbował pisać jakkolwiek czytelnie. Claire
miała raczej wrażenie, że Oliver starannie selekcjonował poszczególne słowa,
być może nie chcąc zdradzić zbyt wiele. Dawno nie widziała kogoś, kto z aż
takim rozmysłem zastanawiałby się nad odpowiedzią, a jakby tego było mało…
Wzdrygnęła
się, kiedy wyrwał kartę. W milczeniu przyjęła ją od niego, dopiero po
chwili decydując się spojrzeć na pokrywające papier znaki. Spodziewała się jakiejś
dłuższej wypowiedzi – choćby najbardziej wymijających, lakonicznych wyjaśnień –
dlatego widok zaledwie jednego zdania w znacznym stopniu ją rozczarował.
Dla pewności nawet sprawdziła drugą stronę, chociaż doskonale zdawała sobie
sprawę z tego, że nic tam nie znajdzie.
Czegokolwiek
by nie zrobiła, na papierze widniał tylko jeden, bardzo krótki komunikat.
Bo ja jako jedyny wierzę w Claudię.
Niby jak
miała to rozumieć? W pierwszym odruchu aż otworzyła usta, jednak
ostatecznie nie zdobyła się na wypowiedzenie choćby pojedynczego słowa. W zamian
z wolna skinęła głową, chcąc nie chcąc przystając na coś, czego absolutnie
nie rozumiała. W tamtej chwili w głowie miała jeszcze bardziej dającą
jej się we znaki pustkę, już nawet nie próbując zastanawiać się nad tym, co i dlaczego
Oliver chciał jej w ten sposób przekazać.
Zerknęła na
chłopaka, próbując stwierdzić, co takiego sobie myślał, ale również to okazało
się niemożliwe. Pół-wampir był po prostu spokojny, zupełnie jakby nie działo
się nic wartego uwagi. Nawet jeśli rozczarowała go brakiem jakiejkolwiek
konkretnej reakcji, nie dał tego po sobie poznać, w zamian wydając się
czekać, aż zmieni temat albo podejmie jakąkolwiek inną decyzję. To wystarczyło,
by Claire w pełni uświadomiła sobie, że temat tego, dlaczego w ogóle
podążał za Claudią, był zakończony – i nie zostało jej nic innego, jak
spróbować taki stan rzeczy zaakceptować.
– Skoro
tak… – zaczęła, zwracając się bardziej do siebie niż kogokolwiek innego. –
Muszę iść. Wcale nie musisz za mną iść, więc…
Urwała,
widząc, że Oliver jedynie się uśmiecha. Może i go nie znała, ale coś w tym
geście wystarczyło, żeby zorientowała się, że tak czy inaczej zamierzał
postąpić po swojemu. Nie miała pojęcia czy to dobrze, czy może wręcz
przeciwnie, ale z jakiegoś powodu perspektywa tego, że jednak ktoś miałby
jej towarzyszyć, przyniosła Claire ulgę. Nie chodziło już nawet o to, że z łatwością
mogła sobie wyobrazić, że po tym wszystkim ktoś jednak spróbuje ją zaatakować,
ale z obawy przed tym, że w którymś momencie emocje ostateczne
mogłyby wziąć nad nią górę. Przy Oliverze jednak musiała nad sobą panować, a to
wydawało się właściwe, tym bardziej że nie chciała pozwolić sobie na płacz.
Bez słowa
odwróciła się, by zwolna ruszyć przed siebie. To wystarczyło, zwłaszcza że
chłopak bez chwili wahania podążył za nią. W tamtej chwili po raz pierwszy
zdołała się uśmiechnąć, zwłaszcza że z opóźnieniem uświadomiła sobie aż
nadto istotną rzecz.
– Wiesz jak
dojść stąd do centrum? – zapytała wprost, czując narastające z każdą
kolejną sekundą zażenowanie. Kiedy szła z Claudią, nie zwracała większej uwagi
na to, gdzie prowadziła ją wampirzyca, w gruncie rzeczy wątpiąc w to,
czy ta wiedza w ogóle okaże się potrzebna. – Chyba trochę zbłądziłam… Och,
poza tym będę musiała wytłumaczyć się Lucasowi – dodała mimochodem, w myślach
próbując jakkolwiek uporządkować to, co się wydarzyło.
Nie miała
pojęcia, co powinna powiedzieć przyjacielowi, ale to przynajmniej tymczasowo
nie było istotne. Wciąż nie docierało do niej to, co się wydarzyło, ale jedno
wydawało się aż nazbyt oczywiste: z jakiegoś powodu Claudia wydawała się
nią interesować – i to ze wzajemnością.
Claire nie
miała pojęcia, dokąd to wszystko prowadziło, ale czuła, że za czynami
wampirzycy kryło się coś więcej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz