5 stycznia 2018

Dwieście pięćdziesiąt cztery

Claire
Oliver okazał się zaskakująco miły, a przynajmniej tak chciała postrzegać jego zachowanie. Chociaż nie mówił, przewidzenie jego emocji okazało się o wiele prostsze, niż w przypadku wyraźnie zdystansowanej Claudii. Z drugiej strony, może po prostu chciała w to wierzyć, bo zdecydowanie prościej było jej zachować spokój, kiedy trwała w przekonaniu, że ma po swojej stronie kogoś, kto był względem niej życzliwy.
Nie miała pojęcia, dlaczego w ogóle zdecydowała się na to, żeby zostać. Siedziała na skraju łóżka, nerwowo obracając w rękach parujący kubek z czymś, co być może mogła uznać za herbatę, chociaż nie miała pewności. Przynajmniej tymczasowo nie zamierzała tego sprawdzać, dobrze pamiętając, jak to skończyło się ostatnim razem, kiedy przyjęła od kogoś pozornie życzliwego coś do picia. Co prawda porównywanie Olivera do Briana wydawało się niedorzeczne, ale przynajmniej pod tym względem Claire chciała być ostrożna.
Jej myśli wirowały, raz po raz uciekając w kierunku kwestii, których dziewczyna zdecydowanie nie chciała rozważać. Tak było w przypadku śmierci Setha, bo to właśnie ta niezmiennie wysuwała się na pierwszy plan. W naturalny sposób próbowała dopasować zachowanie i słowa Claudii do tego, co się wydarzyło, by mieć szansę zrozumieć – z tym, że pomimo usilnych starań w głowie nadal miała pustkę. Jak niby miała się czuć, jeśli to faktycznie była samoobrona albo…?
– Jesteś jego córką, prawda? – usłyszała i to jedno pytanie wystarczyło, by wyrwać ją z zamyślenia. Natychmiast wyprostowała się niczym struna, w roztargnieniu spoglądając na wpatrzoną w nią kobietę. – Kolejna Prime…
– Znasz mojego ojca?
To wydawało się wręcz ironicznie znajome, choć ostatnim razem, kiedy ktoś interesował się nią przez wzgląd na Rufusa, nie powiedział jej o tym od razu. Mimo wszystko Claire i tak poczuła się trochę tak, jakby ktoś ją uderzył, zwłaszcza że wampir w żaden sposób nie sugerował, że mógłby znać Claudię. Co prawda wyraźnie go irytowała, a po tym, co wydarzyło się z udziałem króla i Isabeau, wręcz się na nią uwziął, ale…
– Nie. – Claudia jedynie wzruszyła ramionami. Jej głos zabrzmiał obojętnie, jakby ta kwestia faktycznie nie miała dla niej większego znaczenia. – To znaczy… Nie znałam go wcześniej, jeśli to sugerujesz. Dopiero niedawno, jeszcze w Mieście Nocy, ale to się nie liczy – dodała z przekonaniem, w które Claire z jakiegoś powodu nie potrafiła uwierzyć. – Jesteś podobna, więc wolałam się upewnić. To wszystko.
Spojrzała na wampirzycę z powątpiewaniem, gotowa przysiąc, że ta kłamała jak z nut – i że w rzeczywistości chodziło o coś więcej. Być może zaczynała zachowywać się w przewrażliwiony sposób, zwłaszcza w przypadku kogoś, kto na jej oczach zabił, próbując doszukać się czegokolwiek, co uzasadniłoby nieufność, ale… Och, podobna do Rufusa? Może pod względem charakteru, ale Claudia zdecydowanie nie poznała jej na tyle, by móc o tym zadecydować. Co więcej, wszyscy zwykle bez chwili zastanowienia łączyli ją z Licavolimi, zwłaszcza że w znacznym stopniu wdała się w Marco.
Nie miała pojęcia, co powinna o tym sądzić, ale zaczynała mieć wątpliwości. Ostatecznie nie skomentowała tego nawet słowem, szczerze wątpiąc, by Claudia powiedziała jej prawdę. W gruncie rzeczy nie chciała tego wiedzieć, przynajmniej na razie.
– Nie pijesz?
To było niewinne, zadane mimochodem pytanie, ale i tak sprawiło, że zaczęła się denerwować. Z wahaniem spojrzała na wciąż parujący napój, po czym bez pośpiechu uniosła kubek do ust, pozwalając sobie zaledwie na to, by zamoczyć usta. Czuła, że herbata jest przynajmniej ciepła, ale i tak dłuższą chwilę zwlekała, zanim jednak zdecydowała się wziąć łyk – niewielki, ale to i tak wystarczyło, że poczuła się odrobinę lepiej. Łatwo przychodziło jej ignorowanie niskiej temperatury, ale w momencie, w którym pojawiła się okazja, by napić się czegoś ciepłego, dotychczas panujący chłód zaczął dawać jej się we znaki.
Claudia prychnęła cicho. Trudno było to nazwać śmiechem, na dodatek szczerym, niemniej taka reakcja i tak dała Claire do myślenia.
– Aż takie złe? Nie pamiętam już, jak potrafi smakować dobra herbata… Ale jeśli mam być szczera, wątpię, by kilka listków w torebce, wypadło jakoś szczególnie dobrze – wyjaśniła, po czym wzruszyła ramionami. – Trudno teraz o prawdziwą herbatę, o ziołach nie wspominając… Prawda? Kiedyś wiedza o roślinach była na wagę złota.
Jej słowa brzmiały wręcz abstrakcyjnie po tym, jak zachowała się chwilę wcześniej. Tak przynajmniej odebrała to Claire, nie pojmując w jaki sposób ktoś mógł ją w równym stopniu niepokoić, co i fascynować. W chwilach, gdy Claudia tak po prostu nawiązywała do przeszłości, czuła się o wiele pewniej, zwłaszcza że temat wydawał się niezobowiązujący. Co więcej, nie mogła pozbyć się wrażenia, że samej wampirzycy taki stan rzeczy był na rękę. Kto wie, może nawet sprawiało jej to przyjemność, zwłaszcza że zdecydowanie nie wyglądała na kogoś, kto w ostatnim czasie miał okazję wejść w jakąkolwiek głębszą dyskusję.
– Cóż… Wiedza o ziołach akurat nie przepadła – przyznała, starannie dobierając słowa. Jakby nie patrzeć, to stwierdzenie jak najbardziej były prawdziwe.
– Powiedz mi, że masz na myśli medycynę, a coś rozwalę.
Coś w tych słowach sprawiło, że przez krótką chwilę miała ochotę parsknąć śmiechem – a przynajmniej zrobiłaby to, gdyby sytuacja była jakkolwiek inna, a ona mogła cieszyć się lepszym nastrojem. Jakby nie patrzeć słowa Claudii brzmiały niemalże jak większość reakcji Isabeau na to, co mówił Rufus, kiedy zdarzało mu się negować wyjątkowość wierzeń przy których trwały kapłanki.
– Nie – powiedziała w zamian. – Nie tylko. Moja ciotka zawsze rozróżniała zastosowania ziół i medycynę, nawet jeśli czasami się ze sobą łączyły.
– Bo to prawda. – Przez twarz Claudii przemknął cień. – Jeśli w tej chwili masz na myśli Isabeau, z góry zaznaczam, że nie zamierzam o tym rozmawiać. Nie zamierzam tłumaczyć się z tego, co zrobiłam.
Zdobyła się wyłącznie na skinienie głową. Nie żeby spodziewała się czegoś innego, nie wspominając o tym, że i tak ledwo mogła zdobyć się na zadanie jakiegokolwiek pytania. Wciąż miała poczucie, że igra z ogniem, w każdej chwili mogąc doprowadzić do sytuacji, która zadecydowałaby o tym, że nie opuści tego mieszkania żywa. Co prawda nic nie wskazywało na to, że Claudia miała zamiar ją skrzywdzić, ale Claire z doświadczenia wiedziała, że nieśmiertelni potrafili zmieniać zdanie i sposób postępowania ot tak. Zbyt wiele razy miała okazję zaobserwować to u ojca, by ot tak poczuć się bezpiecznie – i to zwłaszcza siedząc z kimś, o kim nie wiedziała niczego.
W pomieszczeniu po raz kolejny zapadła cisza, tym razem jednak milczenie dawało jej się we znaki o wiele bardziej niż do tej pory. Chciała jak najszybciej wyjść, choć zarazem nie była pewna, czy mogła ot tak o to poprosić. Chwilami była gotowa przysiąc, że Claudia obserwuje ją w przesadnie dokładny sposób, najpewniej myśląc wtedy o czymś konkretnym, jednak nie próbowała o to pytać, a tym bardziej zgadywać, co takiego chodziło wampirzycy po głowie. Czuła, że umyka jej coś istotnego, ale i to ostatecznie okazało się nieistotne, zwłaszcza że doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że zadawanie pytań nie ma sensu.
Nie w ten sposób obserwowała sobie tę rozmowę. Nie żeby w ogóle brała na poważnie możliwość ponownego spotkania z kobietą, która zabiła Setha. Nawet jeśli, bardziej stosowną reakcją wydawał jej się płacz, krzyk albo nawet rzucenie się Claudii do gardła, by zapłaciła za wszystko, co zrobiła. W końcu tu nie chodziło tylko o śmierć Setha, prawda? Wcześniej była Isabeau, której omal nie doprowadziła do grobu – i to dosłownie, sądząc po tym, co zasugerował Rufus i potwierdziła sama Isabeau. Claire nie pojmowała, dlaczego w takim razie nie potrafiła ot tak wampirzycy potępić, czy choćby poczuć względem niej niechęć, ale… z jakiegoś powodu to po prostu nie było możliwe.
W tamtej chwili tak naprawdę nie czuła niczego, najzwyczajniej w świecie siedząc i tępo wpatrując się w przestrzeń.
To wszystko nie miało sensu, zaczynając od tego, że tutaj była, aż po myśl o tym, że mogłaby ot tak wyjść. Wiedziała, że przy pierwszej okazji powinna wrócić do domu i oświadczyć, że Claudia kręciła się po Seattle i że przebywała w tym konkretnym miejscu, ale choć to wydawało się rozsądnym posunięciem, doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że tego nie zrobi. Całą sobą czuła, że takie wyjście po prostu nie wchodziło w grę, przynajmniej na razie. Z jakiegoś powodu pragnęła dowiedzieć się wcześniej, choć i to wydawało się absurdalne, zwłaszcza że wszystko w niej krzyczało, że powinna trzymać się od tej kobiety z daleka.
Gdyby byłą rozsądna, tak by zrobiła. Ba! Zdecydowanie nie siedziałaby w tym mieszkaniu, powoli sącząc herbatę, którą zaoferował jej ktoś, kto był zdolny do otrucia wampira. Z opóźnieniem uświadomiła sobie, że wzmianki Claudii o ziołach i ich zastosowaniu nie były przypadkowe, jedynie potwierdzając to, co Claire wiedziała wcześniej. Ta kobieta zdecydowanie miała odpowiednią wiedzę, a jednak…
– Ja… – zaczęła tak cicho, że ledwo mogła samą siebie zrozumieć. W zasadzie w tamtej chwili z równym powodzeniem mogła ograniczyć się do nic nieznaczącego ruchu warg. – Muszę iść.
– Jak sobie życzysz – rzuciła jakby od niechcenia Claudia, bynajmniej nie zaskoczona taką decyzją. Claire miała raczej wrażenie, że kobieta wręcz zastanawiała się, dlaczego decyzja o ewakuacji zapadła dopiero teraz. – Ach… Oliver pewnie i tak za tobą pójdzie, więc raczej nie muszę prosić, by cię odprowadził.
– Nie ma takiej potrzeby – rzuciła bez przekonania, bynajmniej nie zamierzając protestować.
Dlaczego to brzmiało niemalże tak, jakby Claudii zależało, by jednak bezpiecznie dotarła do domu? Skoro nie zamierzała jej zabić, wręcz pozwalając Claire tak po prostu odejść, chyba powinna być obojętna na to, co stanie się później… Czyż nie? Chciała o to zapytać, ale i tym razem zrezygnowała, aż nazbyt świadoma, że i tak nie otrzymałaby odpowiedzi. Naciskanie nie miało sensu, zresztą już i tak usłyszała wystarczająco wiele, by mieć mętlik w głowie. Nawet jeśli większość czasu, który spędziła z Claudią, sprowadzał się do nieprzerwanego milczenia, to w zupełności wystarczyło, by wytrącić Claire z równowagi.
Wciąż czuła się dziwnie, w pośpiechu schodząc po stromych, pogrążonych w półmroku stopniach. Sądziła, że poczuje się choć odrobinę lepiej, kiedy w końcu zostanie sama i będzie mogła odetchnąć, ale nic podobnego nie miało miejsca. Nerwowo obejrzała się przez ramię, z powątpiewaniem spoglądając na pogrążoną w ciszy kamienicę i zastanawiając nad tym, jakim cudem w ogóle pozwoliła sobie na to, żeby tutaj przyjść. Inna sprawa, że Claudia zdecydowanie nie sprawiała wrażenia kogoś, kto pasowałby do mieszkania w takich warunkach. W zasadzie z jakiegoś powodu kojarzyła się Claire z zagubioną w czasie damą, która trafiła do absolutnie obcego miejsca. Te wszystkie wzmianki o przeszłości, sposób w jaki się poruszała i wysławiała…
W porządku, to nie był pierwszy raz, kiedy miała do czynienia z istotą nieśmiertelną. Życie w Mieście Nocy toczyło się w taki sposób, że łatwo było ulec iluzji, że miejsce to zostało zamrożone w czasie. Być może dzięki temu nie zwracała aż takiej uwagi na to, że niektórzy mentalnie wciąż trwali w czasach swojej młodości. Zresztą nikomu nie poświęcała do tej pory aż takiej uwagi, w naturalny sposób śledząc i analizując zachowanie Claudii, skoro ta mogła w każdej chwili ją zamordować.
Claire zadrżała, po czym ciasno oplotła się ramionami. Przez kilka następnych sekund tkwiła w bezruchu, otoczona płatkami wirującego śniegu. Czuła się zagubiona i dziwnie roztrzęsiona, zupełnie jakby nagle została wyrwana z dziwnego, wyjątkowo realnego snu. Sęk w tym, że wszystko, czego doświadczyła, było jak najbardziej prawdziwe – i z tego właśnie powodu czuła się o wiele dziwniej, niż gdyby miała do czynienia z fikcją.
Ciche kroki wyrwały ją z zamyślenia. Podejrzewała, że Oliver już od dłuższej chwili stał, obserwując i czekając, aż w końcu zostanie zauważony. Kiedy w końcu przeniosła na niego wzrok, pół-wampir w pośpiechu ruszył się z miejsca, chwilę później dosłownie materializując u jej boku. Uśmiechał się, do Claire zaś z opóźnieniem dotarło, że dodatkowo wyciągnął ku niej dłoń, podając coś, co na pierwszy rzut oka wyglądało na wyrwaną z zeszytu kartkę. W pierwszym odruchu spojrzała na niego pytająco, mimowolnie zastanawiając nad tym, czy podobne wrażenie robiła na tych, których nachodziła, by przekazać świeżo napisane haiku.
Bez słowa przyjęła papier, momentalnie orientując się, że Oliver zdążył w pośpiechu zapisać na nim jedno, jedyne słowo. Co prawda w ciemnościach tekst wydawał się bardzo nieczytelny, ale po dłuższej chwili zdołała odczytać treść.
Dziękuję.
Nieznacznie potrząsnęła głową, zaskoczona.
– Za co?
W odpowiedzi jej towarzysz jedynie znacząco postukał się w skroń. Potrzebowała dłuższej chwili, by zorientować się, co w ten sposób sugerował i uświadomić sobie, że najpewniej musiała go zawieść.
Gdyby to faktycznie okazało się takie proste…
– Nie jestem telepatką – przyznała, siląc się na przepraszający uśmiech. Mimo wszystko miała wątpliwości co do tego, czy faktycznie wyglądała w tamtej chwili zachęcająco. – Tylko moja mama to potrafi.
Oliver westchnął, jednak nie sprawiał wrażenia wyjątkowo sfrustrowanego takim stanem rzeczy. Być może nawet spodziewał się takiej odpowiedzi, bo jak gdyby nigdy sięgnął do kieszeni, by wyjąć wyraźnie wysłużony już notes. W pośpiechu zapisał coś na jednej z pustych stron, po czym wydarł kartkę i zdecydowanym ruchem wręczył jej kolejną wiadomość. Przyjęła ją, mimowolnie zastanawiając nad tym, jak dziwnie taki sposób komunikacji musiałby wyglądać dla kogoś, kto obserwowałby ich z boku.
Claudia.
– Nie rozumiem…
Kolejny blady uśmiech i wiadomość – tym razem dłuższa. Pismo Olivera okazało się wyjątkowo niedbałe, zwłaszcza że się spieszył, ale Claire nie uznała tego za przeszkodę. Biorąc pod uwagę to, jak często zdarzało jej się rozszyfrowywać spisane naprędce notatki Rufusa, mogła już chyba uznać się za eksperta.
Rozmawiałaś z nią, chociaż wcale nie musiałaś. Nie chciałaś, żeby ci się tłumaczyła.
Claire cicho westchnęła, sama niepewna, jak powinna ustosunkować się do tych słów. Wątpiła, by Oliver dziękował jej aż tak, gdyby wiedział, że w rzeczywistości po prostu się bała. Inna sprawa, że jakoś trudno było jej wyobrazić sobie, że Claudia mogłaby jakkolwiek cieszyć się z tego spotkania. Co prawda wciąż nie miała pewności, dlaczego kobieta w ogóle zdecydowała się zabrać ją do siebie, ale to nie miało znaczenia.
– Ja… To nic takiego – rzuciła bez przekonania. Nawet jeśli Olivera nie usatysfakcjonowałaby taka odpowiedź, to tak czy inaczej nie powinno jej obchodzić, prawda? – Ja po prostu… Och, dlaczego ty tutaj jesteś? – wypaliła, nie mogąc się powstrzymać.
Ta jednak rzecz w naturalny sposób nie dawała jej spokoju, być może dlatego, że wcześniej słyszała o tym chłopaku od mamy. Layla nie miała w zwyczaju ufać każdej nowo napotkanej osobie, choć naturalnie zachowywała się w przyjazny, otwarty sposób dosłownie względem każdego. Tak czy inaczej, coś w sposobie, w jaki wyrażała się o Oliverze, sprawiło, że Claire nie potrafiła ot tak pojąć, dlaczego ostatecznie ten podążył za Claudią. Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, co zrobiła Dimitrowi i Isabeau, zwrócenie się przeciwko osobom, które zaoferowały mu pomóc i schronienie, wydawało się co najmniej pozbawione sensu.
Nie od razu doczekała się reakcji z jego strony. Oliver uciekł wzrokiem gdzieś w bok, aż zwątpiła w to, czy w ogóle zamierzał odpowiedzieć. Być może nawet nie powinna być zaskoczona, nie wspominając o odczuwaniu jakiegokolwiek żalu – w końcu jakby nie patrzeć, sama również nie była z nim w pełni szczera. Nie musiała być, skoro tak naprawdę byli siebie obcy. Skoro tak, on również nie był do niczego zobowiązany.
Tym bardziej zaskoczył ją fakt, że jej towarzysz ostatecznie westchnął i jednak zaczął pisać. Musiała poczekać na wiadomość o wiele dłużej niż do tej pory, bynajmniej nie dlatego, że próbował pisać jakkolwiek czytelnie. Claire miała raczej wrażenie, że Oliver starannie selekcjonował poszczególne słowa, być może nie chcąc zdradzić zbyt wiele. Dawno nie widziała kogoś, kto z aż takim rozmysłem zastanawiałby się nad odpowiedzią, a jakby tego było mało…
Wzdrygnęła się, kiedy wyrwał kartę. W milczeniu przyjęła ją od niego, dopiero po chwili decydując się spojrzeć na pokrywające papier znaki. Spodziewała się jakiejś dłuższej wypowiedzi – choćby najbardziej wymijających, lakonicznych wyjaśnień – dlatego widok zaledwie jednego zdania w znacznym stopniu ją rozczarował. Dla pewności nawet sprawdziła drugą stronę, chociaż doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nic tam nie znajdzie.
Czegokolwiek by nie zrobiła, na papierze widniał tylko jeden, bardzo krótki komunikat.
Bo ja jako jedyny wierzę w Claudię.
Niby jak miała to rozumieć? W pierwszym odruchu aż otworzyła usta, jednak ostatecznie nie zdobyła się na wypowiedzenie choćby pojedynczego słowa. W zamian z wolna skinęła głową, chcąc nie chcąc przystając na coś, czego absolutnie nie rozumiała. W tamtej chwili w głowie miała jeszcze bardziej dającą jej się we znaki pustkę, już nawet nie próbując zastanawiać się nad tym, co i dlaczego Oliver chciał jej w ten sposób przekazać.
Zerknęła na chłopaka, próbując stwierdzić, co takiego sobie myślał, ale również to okazało się niemożliwe. Pół-wampir był po prostu spokojny, zupełnie jakby nie działo się nic wartego uwagi. Nawet jeśli rozczarowała go brakiem jakiejkolwiek konkretnej reakcji, nie dał tego po sobie poznać, w zamian wydając się czekać, aż zmieni temat albo podejmie jakąkolwiek inną decyzję. To wystarczyło, by Claire w pełni uświadomiła sobie, że temat tego, dlaczego w ogóle podążał za Claudią, był zakończony – i nie zostało jej nic innego, jak spróbować taki stan rzeczy zaakceptować.
– Skoro tak… – zaczęła, zwracając się bardziej do siebie niż kogokolwiek innego. – Muszę iść. Wcale nie musisz za mną iść, więc…
Urwała, widząc, że Oliver jedynie się uśmiecha. Może i go nie znała, ale coś w tym geście wystarczyło, żeby zorientowała się, że tak czy inaczej zamierzał postąpić po swojemu. Nie miała pojęcia czy to dobrze, czy może wręcz przeciwnie, ale z jakiegoś powodu perspektywa tego, że jednak ktoś miałby jej towarzyszyć, przyniosła Claire ulgę. Nie chodziło już nawet o to, że z łatwością mogła sobie wyobrazić, że po tym wszystkim ktoś jednak spróbuje ją zaatakować, ale z obawy przed tym, że w którymś momencie emocje ostateczne mogłyby wziąć nad nią górę. Przy Oliverze jednak musiała nad sobą panować, a to wydawało się właściwe, tym bardziej że nie chciała pozwolić sobie na płacz.
Bez słowa odwróciła się, by zwolna ruszyć przed siebie. To wystarczyło, zwłaszcza że chłopak bez chwili wahania podążył za nią. W tamtej chwili po raz pierwszy zdołała się uśmiechnąć, zwłaszcza że z opóźnieniem uświadomiła sobie aż nadto istotną rzecz.
– Wiesz jak dojść stąd do centrum? – zapytała wprost, czując narastające z każdą kolejną sekundą zażenowanie. Kiedy szła z Claudią, nie zwracała większej uwagi na to, gdzie prowadziła ją wampirzyca, w gruncie rzeczy wątpiąc w to, czy ta wiedza w ogóle okaże się potrzebna. – Chyba trochę zbłądziłam… Och, poza tym będę musiała wytłumaczyć się Lucasowi – dodała mimochodem, w myślach próbując jakkolwiek uporządkować to, co się wydarzyło.
Nie miała pojęcia, co powinna powiedzieć przyjacielowi, ale to przynajmniej tymczasowo nie było istotne. Wciąż nie docierało do niej to, co się wydarzyło, ale jedno wydawało się aż nazbyt oczywiste: z jakiegoś powodu Claudia wydawała się nią interesować – i to ze wzajemnością.
Claire nie miała pojęcia, dokąd to wszystko prowadziło, ale czuła, że za czynami wampirzycy kryło się coś więcej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz









After We Fall
stories by Nessa