26.07.2017

Dwieście trzydzieści

Isabeau
– Beau…?
Napięła mięśnie, nie kryjąc zdenerwowania. W pierwszym odruchu spróbowała się odsunąć, gotowa jak zwykle wycofać się w chwili, kiedy sprawy zaczęły zbytnio się komplikować, a jednak tym razem nie potrafiła się na to zdobyć. W zamian była w stanie co najwyżej tkwić w bezruchu, w duchu klnąc na to, jak bardzo bezradna się w tamtej chwili czuła. Nie w ten sposób wyobrażała sobie tę rozmowę, poza tym…
Wypuściła powietrze ze świstem, próbując się uspokoić. Wciąż czuła bliskość Gabriela, na dodatek równie wyraźnie, co i targające nim emocje. Wręcz poraziło ją to, że miała do nich dostęp – tak po prostu, zupełnie jakby taki stan rzeczy w ich przypadku był czymś równie normalnym, co i oddychanie. Nie przypominała sobie, kiedy ostatnim razem doświadczyła czegoś podobnego, nie chcąc nawet zastanawiać się nad tym, co działo się, kiedy jeszcze żył Aldero. Wtedy takie sytuacje były czymś oczywiste, tak jak i chęć zwierzania się jedynej osobie, której aż do tego stopnia ufała, ale to było dawno, a przez ostatnie wieki zmieniło się dosłownie wszystko.
Gabriel nie naciskał, czekając i wciąż tuląc ją do siebie. W tamtej chwili zapragnęła go uderzyć, mimowolnie zastanawiając się nad tym, czy aż tak oczywistym było to, że mogłaby potrzebować pocieszenia. Jasne, dobrze wiedziała, że zabiłby za nią, gdyby tylko przyszła taka potrzeba – oboje chronili się na wszystkie możliwe sposoby – ale to jednak było coś innego, niż relacja, która łączyła go z Laylą. Przynajmniej Isabeau chciała, żeby tak było, przez większość czasu powtarzając sobie, że nie potrzebowała, żeby na każdym kroku okazywano jej, że mogłaby być ważna. To byłoby niebezpieczne, o czym zresztą zdążyła się przekonać – i to na dodatek więcej niż raz, również ostatnio, kiedy przekonała się, jak bardzo zdążyła zapędzić się w krąg uczuć, którymi wzajemnie darzyli się z Dimitrem. Kiedyś zdecydowanie nie pozwoliłaby sobie na coś takiego, teraz jednak zdecydowanie nie było czasu na zastanawianie się nad czymś, na co i tak już nie miała wpływu.
– Hej, co miałaś na myśli? – odezwał się ponownie Gabriel, wyraźnie nie zamierzając tak po prostu odpuścić. – Zachowujesz się… dziwnie.
– Czyli tak jak zawsze, nie? – rzuciła zaczepnym tonem, ale również żarty szły jej – najdelikatniej rzecz ujmując – marnie.
– Oboje wiemy, że nie – zniecierpliwił się jej towarzysz. Zawahał się, przez krótką chwilę ograniczając się do zlustrowania wtulonej w niego Isabeau wzrokiem. Coś w tym spojrzeniu sprawiło, że poczuła się jeszcze bardziej nieswojo. – To przez Laylę? Wciąż mi czegoś nie mówisz, ale…
Urwał, po czym w końcu ją puścił, pozwalając, by odsunęła się na bezpieczną odległość. Założyła ramiona na piersiach, nie mając co zrobić z rękami i próbując przynajmniej udawać, że nie czuła się aż do tego stopnia roztrzęsiona, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.
– Może – rzuciła wymijająco.
Gabriel jęknął, nie kryjąc frustracji. Jedynie wzruszyła ramionami, mając nadzieję, że w ten sposób zniechęci go do zadawania jakichkolwiek pytań. Nie czuła się najlepiej, wytrącona z równowagi zarówno kierunkiem, który przybrała ich rozmowa, jak i emocjami, które była w stanie wyczuć. Miała wrażenie, że w ostatnim czasie więź, którą przypadkiem wytworzyli kilka lat temu, stopniowo narasta, zupełnie jakby wraz z niedawnym załamaniem, jednocześnie otworzyła się na uczucia, przed którymi przez tyle czasu próbowała uciec.
Zawahała się, coraz bardziej zdezorientowana. Istniało dość powodów, by mogła czuć się rozbita, tym bardziej że o najważniejszym z nich i tak nie mogła nikomu powiedzieć. Nie brała tego wcześniej pod uwagę, ale prawda była taka, że w stopniu większym niż do tej pory rozumiała, jak niewiele brakowało, żeby po raz kolejny wszyscy doświadczyli czegoś co najmniej okropnego. Gdyby coś stało się Layli… To ją dręczyło, mieszając w głowie w równym stopniu, co i brak jakichkolwiek konkretnych wizji. W normalnym wypadku uznałaby, że brak jakichkolwiek oznak tego, co miało wydarzyć się w przyszłości, jak najbardziej był korzystny, zwłaszcza że widywała wyłącznie złe rzeczy, ale…
Och, chodziło przecież o jej siostrę.
Kiedy umierał Aldero, bogini nie pozwoliła na to, żeby dowiedziała się wcześniej, więc w tym wypadku mogła spodziewać się dokładnie tego samego.
Jeśli miała być ze sobą szczera, absolutnie nie chciała dowiedzieć się, jaka jest prawda.
– Co się dzieje, Beau? Przecież czuję, że… Och, na litość bogini, a ty nawet się przede mną nie bronisz – zauważył Gabriel, tym samym uprzytomniając jej, że od dłuższej chwili tkwiła w bezruchu, bezmyślnie się w niego wpatrując.
– Ja wcale nie…
– Przynajmniej nie kłam, w porządku? – przerwał zniecierpliwionym tonem.
Jedynie pokręciła głową. Gdyby tylko chciała, mogłaby skłamać, niezależnie od tego, czy zdawałby sobie z tego sprawę, ale… to wydawało się niewłaściwe. W gruncie rzeczy w tamtej chwili dostrzegała bardzo wiele rzeczy, które takie były.
– Jak sobie chcesz – dała za wygraną.
Nie dodała niczego więcej, dochodząc do wniosku, że milczenie będzie najodpowiedniejszym rozwiązaniem. Co prawda nie tłumaczyło niczego, a już na pewno nie niosło ze sobą odpowiedzi na te z pytań, które dręczyły ją najbardziej, ale… wydawało się bezpieczne. Zwykle w taki sposób je odbierała, zwłaszcza kiedy koncentrowała się na tym, żeby zapanować nad emocjami. Chciała tego, na wszystkie sposoby próbując odciąć się od Gabriela, niezależnie od tego, co sam zainteresowany mógł sobie o tym pomyśleć.
Zacisnęła usta, ledwo powstrzymując się przed przygryzieniem dolnej wargi aż do krwi. Słodka bogini, dlaczego to musiało być aż do tego stopnia skomplikowane? Kiedy nie myślała o więzi, wszystko wydawało się o wiele prostsze, tym bardziej że przez lata nie czuła żadnej różnicy, zupełnie nieświadoma, że tworząc krąg przeciwko Isobel, jednocześnie trwale połączyła się z rodzeństwem. Sama więź zdecydowanie nie była czymś, do czego mogłaby się przyzwyczaić, jak przez mgłę pamiętając jak to było, kiedy jeszcze mogła cieszyć się obecnością bliźniaka. Z drugiej strony, być może po prostu nie chciała sobie tego przypominać, świadoma wyłącznie bólu, który pozostał jej po tym, jak więź zniknęła. Od tego i tak nie mogła odciąć się ostatecznie, co najwyżej przyzwyczajona do obecności tych uczuć – i to na tyle, by mogła bez przeszkód odepchnąć je gdzieś na bok, tym samym zapewniając sobie względny spokój.
Tym razem było inaczej, a Isabeau uświadomiła sobie, że w kwestii więzi, która łączyła ją z Gabrielem, pozostawała absolutnie bezbronna i nieporadna. Zdążyła zapomnieć jak to jest, kiedy dzieliło się z kimś uczucia, nie wspominając o próbie ukrycia czegokolwiek przed kimś, kto znał ją o wiele lepiej, aniżeli mogłaby sobie tego życzyć. Ceniła sobie prywatność, a jednak wszystko wskazywało na to, że już nie miała na co liczyć, poniekąd na własne życzenie. Ta świadomość sprawiała, że czuła się zagubiona bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, przez krótką chwilę mając ochotę oświadczyć Gabrielowi, że jeśli natychmiast sobie nie pójdzie, oficjalnie trafi ją szlag.
– Przejmuję się Laylą… Tak, to chcesz wiedzieć? – wyrzuciła z siebie na wydechu, zanim zdążyła zastanowić się nad tym, co robi. Mówiła szybko, chcąc jak najszybciej przerwać ciszę, kiedy okazało się, że ta wydaje się być o wiele cięższa do zniesienia, niż mogłaby sobie tego życzyć. – Mówiłam już o tym. Wydaje mi się, że powiedziałam ci wszystko…
… co mogłam, dopowiedziała w myślach, ale nawet to nie sprawiało, że kłamstwo stało się jakkolwiek bardziej znośne. W tamtej chwili sama nie była pewna, czego tak naprawdę chciała, a tym bardziej jak powinna zachować się względem Gabriela. Wpatrywała się w brata, przez krótką chwilę koncentrując się przede wszystkim na jego twarzy, by stwierdzić, czego powinna się po nim spodziewać. Sęk w tym, że niezależnie od wszystkiego, twarz jej rozmówcy pozostawała obojętna – przynajmniej na pierwszy rzut oka, tym samym nie dając jej okazji na wyciągnięcie jakichkolwiek sensownych wniosków.
– Ach, tak…
Uniosła brwi, coraz bardziej zdezorientowana. Niby co powinna o tym myśleć? Wystarczyło, że miała świadomość, że jej nie wierzył – nie do końca, najpewniej podejrzewając, że wciąż coś ukrywała. Cóż, jakby nie patrzeć sama dała mu to do zrozumienia, ale…
Niech cię diabli, braciszku.
Uśmiechnął się, samym tym gestem wzbudzając w Isabeau jeszcze więcej wątpliwości. Wiedziała, że nie miał prawa wiedzieć, co takiego chodziło jej po głowie, zdecydowanie nie należąc do osób, która mogłaby naruszyć prywatność bliskiej osoby bez zaproszenia, ale i tak poczuła się nieswojo. To było tak, jakby wiedział o wiele więcej, niż chciała mu zdradzić, co samo w sobie nie powinno mieć miejsca.
– Dlaczego za każdym razem próbujesz być tą silniejszą, co Isabeau?
– Ponieważ jestem silna – obruszyła się. – Masz jeszcze jakieś głupie pytania?
Pokręcił głową, choć to zdecydowanie nie było odpowiedzią na jej pytanie. Mogła tylko zgadywać, co takiego sobie myślał, wciąż nienaturalnie wręcz spokojny i skupiony na czymś, czego nie potrafiła sprecyzować. To sprawiło, że poczuła się jeszcze bardziej zdezorientowana, bezskutecznie próbując sens w czymś, co wydawało się całkowicie go pozbawione.
– Co głupiego jest w tym, że mogłabyś się szczerze martwić? – odezwał się ponownie, tym razem skutecznie wytrącając ją z równowagi.
– Wzięło ci się na jakieś filozoficzne gadki czy jak? – zniecierpliwiła się. – Naprawdę zaczynasz mnie denerwować, Gabrielu.
Jeszcze kiedy mówiła, spróbowała odwrócić się na pięcie, by w końcu odejść. Chociaż wciąż czuła, że powinna powiedzieć mu więcej, ostatecznie zapragnęła się z tego wycofać, jak najszybciej chcąc znaleźć się z daleka od osoby, która uniemożliwiała jej zebranie myśli. W jakimś stopniu pragnęła, żeby w końcu coś się stało – cokolwiek, co pozwoliłoby jej tkwić w impasie i czekać na coś, co dopiero miało nastąpić. Co prawda zdawała sobie sprawę z tego, że w ten sposób jedynie przyśpieszyłaby spełnienie wizji, ale z drugiej strony… Pewne rzeczy tak czy inaczej miały się wydarzyć, prawda? W gruncie rzeczy czekanie na nie stanowiło większą torturę, niż przyjęcie do wiadomości zmian, które prędzej czy później i tak miały nastąpić.
Sądziła, że tym razem Gabriel da jej spokój, ale nic podobnego nie miało miejsca. Aż zachłystnęła się powietrzem, kiedy zmaterializował się tuż za nią, bezceremonialnie obejmując ją w pasie. Jęknęła, kiedy tak po prostu ją przytulił, najwyraźniej biorąc sobie za punkt honoru doprowadzenie jej do szału. Tak przynajmniej się czuła, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że brat robił dosłownie wszystko, byleby wystawić jej nerwy na próbę.
– Na litość bogini, puść mnie, bo naprawdę… – zaczęła, jednak jej słowa nie zrobiły na Gabrielu nawet najmniejszego wrażenia.
– Martwię się o ciebie, Beau – stwierdził z wręcz rozbrajającą szczerością.
– Niby dlaczego? – żachnęła się. Parsknęła śmiechem, próbując zabrzmieć na co najmniej obojętną na to, co się działo, jednak wyraźnie czuła, że to nie miało najmniejszego sensu. – Jestem tutaj, tak? Tak tylko ci przypomnę, że to Layli nie ma, więc…
– Przestań – zniecierpliwił się Gabriel. – Tak, nie ma jej. A moja druga siostra zachowuje się dziwnie. Naprawdę tak trudno przyjąć ci do wiadomości, że mógłbym się przejmować?
– Twoja druga siostra ma się dobrze, Gabrielu – wycedziła przez zaciśnięte zęby.
Odpowiedziała je długa, wymowna cisza. Chociaż mogła skorzystać z okazji, żeby jednak oswobodzić się z uścisku brata, ostatecznie się na to nie zdobyła.
– Tak, właśnie widzę… – Z jakiegoś powodu zabrzmiało to jak kłamstwo. – Zawsze wmawiasz nam, że jest dobrze.
Coś w jego słowach sprawiło, że zawahała się, niepewna co do tego, jak powinna zareagować. Słodka bogini, co powinna sądzić o jego tonie? W normalnym wypadku zbyłaby go śmiechem albo w inny sposób zakończyła rozmowę, zbywając zarówno jego, jak i obawy, które nim targały, ale tym razem…
– Bo to prawda – powiedziała z naciskiem. – Przecież widzisz, że jestem cała. To wszystko.
Znów odpowiedziała jej cisza, tym razem wręcz doprowadzając wampirzycę do szału. Czuła się dziwnie, wręcz przytłoczona kierunkiem, który przybrała rozmowa. To zdecydowanie nie powinno mieć miejsca, a przynajmniej Isabeau nie przypominała sobie, kiedy ostatnim razem doświadczyła czegoś tak… intensywnego. Czym innym były momenty, w których to Dimitr próbował się o nią troszczyć, niezależnie od tego, czego potrzebowała. W innych wypadkach jakiekolwiek oznaki wylewności zdecydowanie nie były czymś, co mogłaby ująć za normalne.
– Czuję… zupełnie coś innego. Wybacz mi, proszę, ale dla mnie to oczywiste, że coś cię dręczy. – Gabriel zawahał się, po czym westchnął przeciągle. – Przywykłem do tego, że czasami Layla potrzebowała wsparcia… A może po prostu jestem przewrażliwiony.
Otworzyła i zaraz zamknęła usta, bardziej niż wcześniej mając wątpliwości co do tego, co powinna powiedzieć. Więc chodziło o więź? Mogła się tego spodziewać, a jednak z jakiegoś powodu i tak poczuła się dziwnie. W porządku, więc teraz byli bliżej. Co więcej, Gabriel od zawsze troszczył się o nią i Laylę, ale…
– Jest okej – stwierdziła, zwracając się bardziej do siebie niż kogokolwiek innego. – Nie musisz… Słodka bogini, Gabriel – jęknęła, sama niepewna czy powinna się śmiać, czy może od razu mu przyłożyć.
– Obawiam się, że będziesz musiała mnie znosić, kiedy jesteśmy połączeni – stwierdził ze spokojem.
Ze świstem wypuściła powietrze. Do tej pory nie zwracała na to uwagi, ale im dłużej o tym rozmawiali, tym intensywnie dostrzegała kolejne kwestie. Co więcej, wciąż nie miała pojęcia, co powinna o nich sądzić, a tym bardziej w jaki sposób powinna się zachować.
Gdyby chodziło tylko o więź, mogłaby to zignorować. Chciała przynajmniej udawać, że tak jest i wciąż miała kontrolę nad sytuacją. Gabriel zawsze był troskliwy, próbując opiekować się nią i Laylą nawet w chwilach, kiedy żadna z nich tego nie potrzebowała. Zwłaszcza w przypadku bliźniaczki przychodziło mu to z łatwością, poniekąd dzięki łączącej ich relacji, ale też charakteru Lay. Różniły się od siebie, Beau zresztą wciąż miała poczucie, że pozostawała tą młodszą i… na swój sposób obcą. Nigdy nie wchodziła pomiędzy nich, trzymając się na dystans, co zresztą pozostawało dla niej o wiele wygodniejsze.
Istniało dość powodów, żeby nie chciała w tym trwać, ale…
– Broniłaś się przed nami tyle czasu… – Gabriel parsknął nieco nerwowym śmiechem. – Wybacz, że to mówię, ale jesteś pod tym względem beznadziejnym przypadkiem, Isabeau.
– Jakiś ty miły – zadrwiła.
Jedynie wzruszył ramionami.
– Niemniej, co i ty.
Zacisnęła usta, ledwo powstrzymując się od rzuceniem czegoś złośliwego. Nie chciała się kłócić, przynajmniej na razie, w gruncie rzeczy sama niepewna, czego tak naprawdę potrzebowała. Chociaż próbowała o tym nie myśleć, prawda była taka, że w objęciach Gabriela czuła się dobrze, aż nazbyt dobrze rozumiejąc, dlaczego Layla aż tak otwarcie okazywała bliźniakowi uczucia. Byli ze sobą połączeni, wspólnie przeżywając te najbardziej intensywne emocje, podczas gdy ona…
Och, teraz była tego częścią – z tym, że wciąż nie miała pewności, czy faktycznie tego chciała.
– To nie powinno tak wyglądać – stwierdziła w zamyśleniu.
– Co takiego? – Gabriel zawahał się, być może licząc na odpowiedź. – Czasami cię nie rozumiem, sis. Zawsze tak było, chociaż wydawało mi się, że ostatnio zmądrzałaś.
– Skąd taki pomysł? – obruszyła się, dopiero po chwili w pełni uświadamiając sobie sens słów Gabriel. – Chwila… Obrażasz mnie? – dodała, ale brat nawet nie zwrócił na to uwagi.
– Ty i Dimitr… I wydajesz się szczęśliwa, wiesz? To znaczy… – Gabriel zamilkł, po czym wzruszył ramionami. – Nie zrozum mnie źle, ale długo nie wyglądałaś na kogoś szczęśliwego. Nie raz zastanawialiśmy się nad tym z Laylą… Wciąż łatwo mi wyobrazić sobie, jak uciekasz, Beau. Bądźmy szczerzy – zawsze to robiłaś, prawda? Póki nie wyszłaś za Dimitra, to było tak, jakbyś ciągle uciekała… Nawet przede mną i Laylą – stwierdził z rozbrajającą wręcz szczerością. – Popraw mnie, jeśli się pomyliłem, skoro już tak szczerze sobie rozmawiamy.
W tamtej chwili poczuła się niemalże jak w potrzasku. Spodziewała się wielu rzeczy, ale zdecydowanie nie czegoś takiego, zwłaszcza że w najmniejszym nawet stopniu nie miała ochoty na zwierzenia. To było niebezpieczne, szczególnie teraz, kiedy miała tajemnicę, którą za wszelką cenę chciała zachować. Wiedziała, że w ostatnim czasie zdecydowanie nie tryskała entuzjazmem, zachowując się jak ktoś, kto miał poważny problem, ale do tej pory nie zdawała sobie sprawy, że mogło być to aż do tego stopnia wyraźne. Więź komplikowała wszystko, szczególnie w przypadku kogoś, kto z łatwością o niej zapominał, przyzwyczajony do działania w pojedynkę.
Problem polegał na tym, że Gabriel miał rację. Przecież o tym wiedziała – o tym, że ciągle uciekała, podświadomie trzymając się z daleka od wszystkiego, co wiązało się z uczuciami, tym samym mogąc ją zranić. Pamiętała te wszystkie lata, kiedy była sama, wmawiając sobie, że tego chciała. Uciekała przed Miastem Nocy, Drake’em i prawdą, którą poznała zdecydowanie zbyt późno. Wiedziała, że gdyby wieki temu zachowała się inaczej, wszystko byłoby inne, łącznie z nią, a ona… Cóż, być może nie żałowała by bardzo wielu decyzji, które teraz dawały jej się we znaki.
Gabriel nie naciskał, co przyjęła z ulgą. Uświadomiła sobie, że wciąż nerwowo napina mięśnie, na dodatek tak mocno, że okazało się to niemalże bolesne. Spróbowała się rozluźnić, w myśleć czegokolwiek, co pozwoliłoby jej zyskać na czasie, to jednak okazało się niemożliwe. Nie, skoro w głowie miała pustkę, wręcz nie wyobrażając sobie, że kolejny raz miałaby uciec. W końcu byli sami, z kolei Gabriel…
Och, wystarczyło, że oboje martwili się o Laylę. Nie chciała dodatkowo komplikować sytuacji, zachowując się w sposób, który jej sugerował. Nie mogła pozbyć się wrażenia, że już od dłuższego czasu potrzebowali szczerej rozmowy. Miała wrażenie, że wisiało to nad nimi od dłuższego czasu, kumulując się zwłaszcza po tym, jak cudem odzyskała uczucia. Dobrze pamiętała, kto ją uspokajał, kiedy płakała jak dziecko, porażona tym, co zrobiła Allegrze, nie wspominając o tym, że Gabriel do tej pory nie wspomniał o tamtej sytuacji nawet słowem. Nie pierwszy raz miała wrażenie, że wszyscy wokół zachowywali się o wiele bardziej łaskawie niż powinni, a jakby tego było mało, sama w najmniejszym nawet stopniu nie okazywała im wdzięczności.
– Wiesz… Chyba na swój sposób zawsze będę jej tego zazdrościć – powiedziała cicho. – Albo po prostu jestem głupia, bo wiem, że to nie ma sensu.
– Nie rozumiem… – przyznał, a Beau zaśmiała się nieco nerwowo.
– Jasne, że nie – stwierdziła ze spokojem. – Mówię o Layli. I waszej więzi – dodała, podchwyciwszy jego zdezorientowane spojrzenie. – Zawsze was obserwowałam i zazdrościłam, chociaż jednocześnie po prostu mnie przerażaliście. Może dlatego później spoglądałam przez palce na Alessię i Damiena… – Wzruszyła ramionami. – Myślałam, że jestem przewrażliwiona. Zresztą w przypadku Layli nigdy nie chodziło ci o… Och, mówię od rzeczy, prawda?
Znów się zaśmiała, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że z każdą kolejną sekundą jedynie pogarszała sytuację. Słodka bogini, jakim cudem w ogóle dała się w to wplątać? W tamtej chwili faktycznie chciała uciec, ale nie potrafiła, nie mogła zresztą zaprzeczyć, że wypowiedziane słowa na swój sposób przynosiły jej ulgę. Możliwe, że powinna mu o tym powiedzieć – tych wątpliwościach, które nigdy nie miały racji bytu. Teraz to wiedziała, ale kiedyś…
Uciekła wzrokiem gdzieś w bok, nagle przygnębiona. Kiedyś zrobiła coś, czego żałowała do tej pory, choć bardzo długo nawet nie próbowała o tym myśleć. Do tej pory nie miała pewności, czy mogła uznać to za błąd, ale z drugiej strony… Cóż, biorąc uwagę to, jak często zdarzało jej się mylić, być może powinna wziąć to pod uwagę.
– Wciąż nie wiem, co masz na myśli – stwierdził cicho Gabriel. – Beau… Jest coś, co jednak chcesz mi powiedzieć?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz




After We Fall
stories by Nessa