30.07.2017

Dwieście trzydzieści jeden

 Red – „Pieces”
Isabeau
Spuściła wzrok, bezskutecznie próbując zebrać myśli. Mogła zaprzeczyć albo w inny sposób dać Gabrielowi do zrozumienia, że zamierzała skończyć tę rozmowę tak szybko, jak tylko miało być to możliwe, ale nie zrobiła tego, mając wrażenie, że to tak naprawdę nie miało znaczenia. Skoro już tutaj byli, najpewniej powinna doprowadzić sprawy do końca, niezależnie od tego, jak skomplikowane by się to okazało. Czuła, że to właściwe, zwłaszcza że to był jeden z nielicznych razów, kiedy w ogóle chciała się zwierzać.
Słodka bogini, prawda była taka, że tego potrzebowała. Nie myślała o tym wcześniej, ale niezależnie od wszystkiego, wkrótce w szczególności miała potrzebować kogoś bliskiego. To, co w każdej chwili mogło się wydarzyć…
– Jestem taka głupia – stwierdziła pod wpływem impulsu.
Gabriel nie odpowiedział, co samo w sobie wydało jej się dość wymowne. Milczenie oznacza zgodę, tak braciszku?, pomyślała mimowolnie, a gdyby nie sytuacja, być może zdołałaby się uśmiechnąć. Jasne, Gabriel zdecydowanie nie powiedziałby jej tego wprost, ale wiedziała swoje.
Odczekała jeszcze kilka sekund, próbując skoncentrować się na kojącym działaniu ciszy. Czuła się… zadziwiająco spokojnie, choć nie sądziła, że to w ogóle okaże się możliwe. W duchu odliczała kolejne sekundy, próbując wyrównać oddech i doprowadzić się do porządku.
– To takie żałosne… Nie uważasz? Cała ta moja zazdrość… – Wzruszyła ramionami. – Zwłaszcza, że nie powinnam tego czuć. Nie po tym, czego doświadczyłam z Aldero – stwierdziła w zamyśleniu. – Kiedy was znalazłam… Myślałam, że szlag mnie trafi, kiedy widziałam, jak odnosisz się do Layli. Byliście tak cudownie niewinni i podobni do mnie i Aldero, kiedy…
– Jesteś dziś… zadziwiająco sentymentalna, sis – przyznał z wahaniem Gabriel, a ona zaśmiała się nerwowo.
– Doprawdy? Może czasem powinnam. Zresztą wiesz o tym tylko ty, więc chyba mogę sobie na to pozwolić.
Gabriel rzucił jej wymowne spojrzenie, najwyraźniej nie do końca przekonany do takich wyjaśnień, ale zdecydowała się go zignorować. Stała spokojnie, wciąż pozwalając, żeby ją obejmował, aż nazbyt świadoma, że z łatwością mogła doprowadzić do tego, żeby przestał to robić. Wciąż nie miała pewności, co i dlaczego powinna uznać za słuszne. Emocje raz po raz wymykały jej się spod kontroli, sprawiając, że czuła się w sposób, który zdecydowanie nie przypadł wampirzycy do gustu. To była jedna z przyczyn, dla których uciekała, ale w ten sposób również nie była w stanie osiągnąć niczego dobrego. Za każdym razem coś się psuło, przypominając jej o tym, że istniało dość osób na których jednak jej zależało. Co więcej, było za późno, by mogła choć spróbować się zdystansować.
Coś nieprzyjemnie ścisnęło ją w gardle, utrudniając złapanie oddechu. Przełknęła z trudem, dopiero po chwili dochodząc do wniosku, że jest w stanie mówić dalej.
– Pamiętasz, jak was znalazłam, prawda? To nie było trudne, przynajmniej dla mnie… I wierz mi, wahałam się jak cholera, zanim zdecydowałam się ujawnić.
– O ile mnie pamięć nie myli, zmusiłem cię do tego – przypomniał usłużnie Gabriel.
Prychnęła, nie mogąc się powstrzymać. Oczywiście, że musiał jej o tym przypomnieć.
– Tak, ale to ja zadecydowałam o tym, żebyście jednak mnie wyczuli – stwierdziła z uporem. – Wcześniej obserwowałam was kilka godzin, a jednak żadne z was nie…
– Wmawiaj sobie. – Gabriel wywrócił oczami. – Wiedzieliśmy z Lay, że coś jest nie tak. Cały czas wysyłaliśmy sobie mentalne ostrzeżenia, skoro już tak szczerze sobie rozmawiamy.
– Zauważyłabym – obruszyła się, jednak coś w jego uśmiechu sprawiło, że zaczęła się wahać.
– Nie sądzę. Wciąż mamy z Laylą swoją… częstotliwość, że tak się wyrażę. Nikt nie jest w stanie wniknąć w nasze rozmowy, jeśli tego nie chcemy.
Zamrugała nieco nieprzytomnie, nie kryjąc zaskoczenia. Z drugiej strony, chyba mogła się tego spodziewać, zwłaszcza że znała tę dwójkę. Widziała dość, by zorientować się, jak blisko ze sobą byli – i to niezależnie od tego, co działo się w przeszłości.
– Och… Właśnie o tym mówię – wyrzuciła z siebie na wydechu. Westchnęła, po czym potrząsnęła z niedowierzaniem głową, coraz bardziej sfrustrowana. – Ty i Layla. Mało kiedy widuje się coś takiego… I mówię ci to ja – dodała z naciskiem. Kto jak kto, ale ona zdecydowanie miała coś do powiedzenia w kwestii relacji bliźniąt. – Tu już nawet nie chodzi o to, jak zachowuje się Layla, bo oboje wiemy, że ona zaprzyjaźniłaby się z samym diabłem, gdyby jej pozwolił. Wy po prostu…
– Do czego zmierzasz? – zniecierpliwił się Gabriel.
Czuła, że się miota, a jego słowa jedynie to potwierdziły. Z wolna wypuściła powietrze ze świstem, przez krótką chwilę mając ochotę skorzystać z okazji, żeby uciec. Wciąż czuła się jak w potrzasku, a to zdecydowanie nie było normalne – nie dla Isabeau.
– Nie ufałeś mi. Zwłaszcza na początku – podjęła jak gdyby nigdy nic. – Nie zaprzeczaj, bo wiem, jak się na mnie patrzyłeś. Layla uwierzyła mi ot tak, ale ty… Nie żeby mnie to dziwiło. Przecież byłam obca.
– Tylko przez jakiś czas – stwierdził z przekonaniem. Zaraz po tym spoważniał, wyraźnie czymś zaniepokojony. – Słodka bogini, Isabeau, wiesz dobrze, że zrobiłbym dla ciebie równie wiele, co i dla Layli. To ty z uporem robiłaś wszystko, byleby się od nas zdystansować.
Zaśmiała się nerwowo, chociaż zdecydowanie nie było jej do śmiechu. Właśnie w tym leżał problem, chociaż podejrzewała, że Gabriel wciąż nie zdawała sobie z tego sprawy.
– Myślisz, że tego nie wiem? Przecież cały czas rozmawiamy o tym, że uciekałam. – Zamilkła, po czym westchnęła przeciągle. – Ciągle i ciągle, nawet wtedy, gdy to nie ma sensu.
– Naprawdę zaczynasz mnie martwić…
– Przepraszam – zreflektowała się pośpiesznie. – Ja po prostu… Och, wiesz, co w tym wszystkim jest naprawdę głupie? – zapytała pod wpływem impulsu, bynajmniej nie oczekując odpowiedzi. – Że raz po raz zaprzeczam swoim wizjom, chociaż wiem, że niezależnie od wszystkiego się spełnią. Nawet wtedy, kiedy przyszłam ostrzec ciebie i Renesmee… Ciągle szukam. Albo po prostu chciałam w końcu się zatrzymać, a udawanie, że możecie mnie potrzebować, było całkiem dobrym pretekstem. Swoją drogą, to nasze rozdzielenie się też nie miało żadnego sensu, jeśli spojrzeć na to z perspektywy czasu.
Serce zabiło jej szybciej, ledwo tylko wypowiedziała te słowa. Na krótką chwilę zamarła, kątem oka obserwując twarz brata i czekając na jakąkolwiek reakcję. Po cichu liczyła na to, że zrozumie albo przynajmniej zorientuje się, co takiego ją dręczyło – że zrobi cokolwiek, choćby to miało sprowadzać się do zadania jednego, najprostszego nawet pytania, mającego szansę ułatwić jej zadanie. Gdyby zapytał, nie miałaby powodu, żeby odmówić, ale w obecnej sytuacji…
Cisza miała w sobie coś dobijającego, zresztą tak jak i bijący od Gabriela spokój. Gdyby wiedział, zdecydowanie nie zachowywałby się w ten sposób, co samo w sobie dręczyło ją równie mocno, jak i to, co zdecydowała mu się powiedzieć. Milczała na ten temat od lat, udając, że pewne kwestie tak naprawdę nie miały znaczenia, ale to wcale nie było takie proste. Z jakiegoś powodu teraz wróciło, dręcząc ją na równi z więzią i nieobecnością siostry.
– Ja po prostu chciałam was chronić – wyszeptała, przez krótką chwilę mając wrażenie, że w rzeczywsitości próbowała przekonać samą siebie. Przełknęła z trudem, wciąż czując ucisk w gardle i za nic w świecie nie będąc w stanie się go pozbyć. – Cały ten czas…
– Przecież to jest oczywiste – zapewnił pośpiesznie Gabriel. – Beau, co jest? Naprawdę już cię nie rozumiem, sis – przyznał, ale puściła jego słowa mimo uszu.
Zamrugała kilkukrotnie, poirytowana pieczeniem pod powiekami. Zdecydowanie nie należała do osób, które płakały bez wyraźnego powodu, zdecydowanie nie zamierzając aż do tego stopnia obnosić się z emocjami. Nie miała powodów, żeby zachowywać się w te sposób, zwłaszcza że w samotności już zdążyła przeżyć to, co wiązało się z jej ostatnią wizją. Płakała, kiedy nikt nie widział, bo tylko w ten sposób mogła pozwolić sobie na przedwczesną żałobę, nie łamiąc danego słowa. Skoro nikt nie mógł się dowiedzieć, również ona musiała zrobić wszystko, byleby uniknąć niechcianych pytań.
– Moje wizje… Zawsze się sprawdzają – oznajmiła z naciskiem. – Zawsze.
– Tak, już to przerabialiśmy… Dobrze wiem, jak działa twój dar.
Tym razem nie powstrzymała się przed nieco histerycznym chichotem.
– Tak? – Potrząsnęła z niedowierzaniem głową. – Więc dlaczego zaufałeś mi, kiedy powiedziałam, że nie możemy dalej podróżować we trójkę? Dlaczego, skoro niezależnie od tego, co byśmy zrobili, moja wizja i tak by się spełniła?
Tym razem cisza, która zapadła, miała w sobie coś ciężkiego i nieprzeniknionego. Isabeau oddychała szybko i płytko, czując się niemalże tak, jakby przebiegła maraton. Rozumiesz w końcu? Słodka bogini, przecież to proste…, jęknęła w duchu, wciąż jednak nie była w stanie zmusić się do wypowiedzenia tych kilku słów na głos.
Spojrzała na Gabriela, w równym stopniu obawiając się, co i czekając na jego reakcję. Przez krótką chwilę miała ochotę nim potrząsnąć, tym samym zmuszając go do zrobienia… czegokolwiek, ale również na to się nie zdecydowała, w zamian po prostu czekając. Nigdy nie była w tym dobra, zdecydowanie nie należąc do najcierpliwszych osób na ziemi, ale w obecnej sytuacji i tak nie miała wyboru. Co więcej, na swój sposób obawiała się tego, co mogłaby usłyszeć, chociaż przyznanie się strachu zdecydowanie nie wchodziło w grę.
– Isabeau…
Prychnęła, nie mogąc się powstrzymać.
– Nie mów mi, że wciąż nie rozumiesz, bo oboje wiemy, że jest inaczej. Może nie myśleliście o tym z Laylą, zwłaszcza że teraz to i tak nie ma znacznie, ale… Słodka bogini, skłamałam wtedy, tak? Gdyby było inaczej, „złe rzeczy”, które miały nastąpić, jeśli się nie rozdzielimy, zdarzyłyby się tak czy siak. Moje wizje sprawdzają się zawsze, Gabrielu! – oznajmiła z naciskiem, potrząsając z niedowierzaniem głową.
Oddychała szybko i płytko, wciąż podenerwowana. Machinalnie napięła mięśnie, przybierając niemalże pozycję obronną, choć co najmniej irracjonalną wydawała się myśl, że brat mógłby zechcieć ją skrzywdzić. Nie brała tego pod uwagę, choć zarazem czuła, że istniało dość powodów, by jednak zechciał ją uderzyć. Co prawda to zdecydowanie nie pasowało do Gabriela – i to nie tylko dlatego, że była jego siostrą – ale mimo wszystko…
Och, chyba nawet chciała, żeby jej przyłożył. Sytuacja już i tak zaczynała wymykać się spod kontroli, co w najmniejszym nawet stopniu nie było jej na rękę.
– Nie patrz na mnie w ten sposób, dobra? Ja po prostu…
– Po prostu co?
Wzdrygnęła się, niepewna, co powinna sądzić o tonie, którym zadał to pytanie. Nie odpowiedziała od razu, w pierwszej kolejności koncentrując się przede wszystkim na tym, by stać spokojnie i nie wycofać się w pośpiechu. Podejrzewała, że to byłby cios poniżej pasa – sama sugestia tego, że mogłaby wątpić co do tego, jak zareaguje. Nie mogła sobie na to pozwolić, zwłaszcza że powiedziała dość. Czuła, że wystarczy – i że niezależnie od wszystkiego nie była w stanie wycofać tego, co już zdążyła wyjawić.
– Jak wspomniałam, znalazłoby się kilka powodów, byś zaczął mnie nienawidzić – stwierdziła takim tonem, jakby właśnie rozmawiali o pogodzie.
Och, przynajmniej chciała, żeby tak było, raz po raz powtarzając sobie, że to wciąż pozostawało tak proste, jak kiedyś. Odcinanie się od emocji zwykle przychodziło jej ot tak, a jednak tym razem…
Odkąd więź wróciła, wszystko wydawało się o wiele bardziej skomplikowane… A może to po prostu ona na własne życzenie utrudniała, co tylko się dało, myślami wciąż przy wizji i tym, co się z nią związało. Pragnęła się od tego odciąć, póki jeszcze nie było za późno, ale to nie działało w ten sposób. Miała wrażenie, że w którymś momencie się pogubiła i to o wiele bardziej, niż początkowo mogłaby sądzić.
– Możliwe, że teraz się na mnie zdenerwujesz, ale… wciąż pleciesz bez sensu, Beau – oznajmił cicho Gabriel, tym samym skutecznie wytrącając ją z równowagi.
– Przecież słyszałeś, co powiedziałam – obruszyła się. – Kiedy zaczęłam nalegać, żebyśmy się rozdzielili, ja…
– Skłamałaś. Tak, powiedziałaś to przed chwilą. – Zamilkł, wydając się nad czymś intensywnie myśleć. – Ale wciąż nie wyjaśniłaś mi… Dlaczego?
Otworzyła i zaraz zamknęła usta, coraz bardziej niepewna i zdezorientowana. Czy to nie było oczywiste…?
– Bo mnie pokochaliście – oznajmiła z rozbrajającą wręcz szczerością. W tamtej chwili czuła się niemalże jak automat, po prostu wyrzucając z siebie poszczególne słowa i nie zastanawiając się nad ich znaczeniem. Istniało dość kwestii, których zwłaszcza w tamtej chwili nie chciała roztrząsać. – Patrzyłam na ciebie i Laylę, i widziałam… Och, nie rozumiesz? To było coś więcej, niż łączyło mnie i Aldero. Patrzyłam i cholernie się bałam, że w którymś momencie stanie się coś, co skrzywdzi was bardziej niż mogłabym myśleć. Bałam się… – Urwała, po czym zaśmiała się nerwowo. – Jakby nie patrzeć, bałam się właśnie tego, co dzieje się teraz. Chwilami mam ochotę przyłożyć tobie i Rufusowi, zwłaszcza kiedy obaj przestajecie myśleć o wszystkim innym i skupiacie się na Layli. Najgorsze jest to, że dobrze wiem, co się stanie, jeśli… ktokolwiek tknie naszą siostrę. Och, jestem w stanie to sobie wyobrazić, bo już przez to przechodziłam… A teraz dodatkowo wplątałam się w to wszystko z więzią. – Wzięła kilka głębszych wdechów, próbując się uspokoić. – Oboje wiemy, że to połączenie jest równie cudowne, co i przeklęte. Zwłaszcza przeklęte.
Znów zamilkła, tym razem na zdecydowanie dłuższą chwilę. Wpatrywała się w Gabriela, w duchu wręcz modląc się o to, żeby zrobił… cokolwiek. Każda reakcja wydawała się lepsza od trwania w ciszy i bezmyślnego wpatrywania w siebie nawzajem, zwłaszcza w obecnej sytuacji. Nie potrafiła nawet stwierdzić, czy stojący przed nią nieśmiertelny był zły, czy może po prostu oszołomiony, czego co prawda mogła się po nim spodziewać – dobrze wiedziała, że potrafił przybrać jakże irytującą, nieprzeniknioną maskę – ale i tak doprowadzało ją do szału.
Uświadomiła sobie, że się trzęsie, ale zdecydowała się to zignorować, raz po raz powtarzając sobie, że to i tak nie miało znaczenia. Chciała w to uwierzyć, wciąż ot tak nie będąc w stanie przyjąć do wiadomości, że jednak pozwoliła sobie na powiedzenie tego wszystkiego. Emocje wręcz ją przytłaczały, czyniąc bezbronną, chociaż sądziła, że więcej nie pozwoli sobie na taki stan. Sęk w tym, że to nie było takie proste – nie teraz, kiedy wszystko wokół wydawało się walić i komplikować, a ona dodatkowo miała do utrzymania tak istotny sekret. Nie przypominała sobie, by kiedykolwiek wcześniej czuła aż tak silną potrzebę, żeby porozmawiać z kimkolwiek, zwłaszcza Gabrielem – i to akurat teraz, kiedy nie mogła sobie na to pozwolić.
Słodka bogini, to nawet brzmiało żałośnie. Trwając w ciszy i myśląc o tym, co pod wpływem impulsu mu powiedziała, czuła się co najmniej jak nieporadne dziecko. To nie powinno mieć miejsca, a przynajmniej przez te wszystkie lata udawało jej się trwać w przekonaniu, że ta jedna kwestia nie miała znaczenia. Skłamała, zmuszając ich do czegoś, na co zdecydowanie by się nie zdobyli, zwłaszcza że Gabriel i Layla właściwie nie odstępowali się na krok. Pamiętała, jak bardzo ją to oszałamiało – raz po raz, kiedy widziała, jak ta dwójka zachowywała się względem siebie. To było czyste, cudownie niewinne i tak silne, że wręcz przytłaczało, a jakby tego było mało, bardzo łatwo mogła stać się częścią tej relacji. Wtedy uciekła, uparcie odmawiając przyjęcia opieki brata i tworzenia kolejnej więzi, zbytnio oszołomiona tym, jak niewiele trzeba było, żeby mogli skrzywdzić siebie nawzajem.
Teraz to wszystko wydawało się pozbawione sensu. Nie tylko znów trzymali się blisko siebie, ale też ostatecznie byli ze sobą połączeni – i to dokładnie w ten sposób, którego tak bardzo się obawiała. Nie planowała tego, tak jak i wielu innych rzeczy, które ostatecznie zrobiła na opak. Co więcej, sama już nie była pewna czy to dobrze, czy może wręcz przeciwne, tym bardziej że w pewnym momencie odcinanie się od emocji i rodziny przestało mieć rację bytu. Z chwilą, w której wróciła do Miasta Nocy, ostatecznie zrezygnowała z ciągłej ucieczki, chcąc nie chcąc otwierając się na to, co przez tyle czasu uważała za najgorsze przekleństwo.
W którymś momencie wszystko uległo zmianie, a ona wylądowała tutaj.
Wciąż o tym myślała, kiedy kolejny raz wylądowała w znajomych, ciepłych objęciach. Zesztywniała, po czym spojrzała na Gabriela tak, jakby widziała go po raz pierwszy, mimowolnie zastanawiając się nad tym, dlaczego raz po raz musiał jej to robić. Otworzyła usta, przez krótką chwilę mając ochotę o to zapytać, ale ostatecznie nie wydobyła z siebie nawet najcichszego dźwięku, trwając w bezruchu i skupiając się przede wszystkim na próbach wyrównania oddechu. Zamrugała kilkukrotnie, nie zamierzając pozwolić sobie na płacz, zwłaszcza że to wydawało się całkowicie bez sensu. Nigdy sama z siebie nie okazywała słabości przy innych, jeśli zaś chodziło o Gabriela…
– Przestań w końcu obwiniać się o wszystko – usłyszała tuż przy uchu i to wystarczyło, by jeszcze bardziej namieszać jej w głowie.
– Co…?
Gabriel jedynie westchnął.
– Po prostu przestań – powtórzył z naciskiem. – To po pierwsze. Po drugie, nie ma niczego złego w tym, że zadręczasz się Laylą i… Och, wciąż mam wrażenie, że jest coś jeszcze, Beau. Spowiadając mi się z przeszłości nie sprawisz, że przestanę zauważać to, co mam pod nosem, sis.
– Ja wcale nie… – zaczęła, ale i tym razem nie pozwolił jej dokończyć.
– Nie mów mi, jeśli nie chcesz tego robić. Cokolwiek to jest… – Zamilkł, po czym nieznacznie potrząsnął głową. – Cokolwiek sobie myślisz, znam cię. Wiem, że zawsze trzymałaś się na dystans… Ale jednocześnie wiem, że byłabyś pierwsza, żeby zabić za tych, na których ci zależy. Zabawny paradoks, skoro tak często zachowujesz się tak, jakby na niczym ci nie zależało.
Zacisnęła usta, uparcie milcząc. Gabriel najwyraźniej spodziewał się takiej reakcji, bo w zamian przygarnął ją bardziej stanowczo, wyraźnie nie zamierzając poluzować uścisku. Zamknęła oczy, za wszelką cenę próbując się rozluźnić, zwłaszcza że bliskość brata wydawała się pod każdym możliwym względem właściwa. Potrzebowała tego, ale…
Och, to wciąż nie miało sensu. Po tym, co mu powiedziała, nie miało sensu.
– Czasami naprawdę mam ochotę cię zabić, Beau – przyznał cicho Gabriel, kolejny raz wręcz porażając ją tym, z jaką wprawą orientował się, co takiego działo się w jej głowie.
– Wzajemnie – rzuciła zaczepnym tonem, to jednak nie zrobiło na nim najmniejszego wrażenia.
– Ustalmy sobie jedną rzecz, jasne? I nie mam tu na myśli tego, że jesteś dla mnie równie ważna, co i Layla… Cokolwiek byś zrobiła, wciąż jesteś moją siostrą, Beau. – Zamilkł, być może czekając na jakąkolwiek reakcję z jej strony, ale nie zdobyła się nawet na otwarcie ust. Wciąż zaciskała powieki, mając wrażenie, że milczenie będzie najlepszą odpowiedzią, jak mogłaby Gabrielowi zaoferować. – Chcę, żebyś w końcu zrozumiała, że cokolwiek się wydarzy, nie będzie twoją winą. Niezależnie od tego, czy wcześniej to zobaczysz, czy też nie.
– Ja przecież nic… – obruszyła się, jednak Gabriel nie pozwolił sobie przerwać.
– Twoje wizje nie oznaczają, że jesteś za cokolwiek odpowiedzialna, Isabeau. Mam wrażenie, że zapominasz o tym raz po raz, zwłaszcza kiedy chodzi o którekolwiek z nas – stwierdził z powagą.
Wypuściła powietrze ze świstem, wciąż oszołomiona. Jakby tego było mało, uświadomiła sobie, że Gabriel trafił w sedno – i to niezależnie od tego, co oboje wiedzieli. Zdawała sobie sprawę, że niezależnie od tego, co i w jakich okolicznościach widziała, zawsze miało się spełnić, ale mimo wszystko czuła się winna.
Gdyby odcięcie się od tego faktycznie okazało się takie proste, być może wszystko stałoby się łatwiejsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz









After We Fall
stories by Nessa