25.07.2017

Dwieście dwadzieścia dziewięć

Isabeau
Napięła mięśnie, nagle zaniepokojona. Ktoś ją śledził i nie miała co do tego wątpliwości. To wystarczyło, by zatrzymała się wpół kroku, na krótką chwilę zamierając i nasłuchując. Nie pierwszy raz doświadczała czegoś podobnego, w efekcie mając wielką ochotę wywrócić oczami, mimowolnie zastanawiając się nad tym, dlaczego w ostatnim czasie wszystko wydawało się zmówić przeciwko niej.
– Wychodź – zażądała, dla lepszego efektu zaplatając ramiona na piersi. Wyprostowała się niczym struna, niecierpliwie czekając na jakąkolwiek reakcję ze strony niechcianego towarzysza. – Najlepiej od razu, zanim ci pomogę.
– Rany… Masz gorszy nastrój, sis?
Wzniosła oczy ku górze w niemej prośbie o cierpliwość. Dopiero wtedy zdecydowała się, żeby jednak spojrzeć na Gabriela, za wszystkich sił starając się zachować neutralny wyraz twarzy. Jakby od niechcenia zmierzyła brata wzrokiem, próbując stwierdzić, czego tak naprawdę powinna się po nim spodziewać.
– Zastanawiam się po prostu, dlaczego za mną łazisz. I to na dodatek próbując się ukrywać – oznajmiła zgodnie z prawdą.
Gabriel jedynie się uśmiechnął.
– Gdyby tak było, nie pozwoliłbym, żebyś wyczuła mnie tak szybko – zauważył przytomnie. Chcąc nie chcąc musiała przyznać mu rację, jakoś nie mając wątpliwości co do tego, że w razie potrzeby potrafiłby ukryć swoją obecność – i to nawet przed nią. – Pomyślałem, że dotrzymam ci towarzystwa.
– Zadziwiające, że ty i Marco wpadacie na te same pomysły.
Dopiero w chwili, w której wypowiedziała te słowa, uświadomiła sobie, że być może nieznacznie się zapędziła. Gabriel drgnął, wyraźnie urażony, czego zresztą mogła się spodziewać, decydując się wspomnieć o Marco. Dobrze wiedziała, jak reagował na ojca, nie wspominając o momentach, w których z jakiegokolwiek powodu bywali do siebie porównywani.
– Marco jest gdzieś tutaj? – zapytał pozornie obojętnym tonem Gabriel, jednak wyczuła, że ta perspektywa go martwiła.
– Jasne, że nie – zapewniła pośpiesznie. – Miałam na myśli… coś innego, w porządku? Zresztą nie o to chodzi.
Jeszcze kiedy mówiła, na powrót ruszyła przed siebie, w pośpiechu zagłębiając się w las. Nie musiała się obracać, by wiedzieć, że Gabriel podążył za nią, tym bardziej że brat już ułamek sekundy później zrównał się z nią na ścieżce wystarczająco szerokiej, by swobodnie mogli iść tuż obok siebie. Oboje milczeli i chociaż cisza jak najbardziej była Isabeau na rękę, mimo wszystko zaczęła czuć się niezręcznie.
Zacisnęła usta, coraz bardziej podenerwowana. Czuła, że Gabriel ją obserwuje, jednak to w dalszym stopniu nie tłumaczyło tego, co musiał sobie myśleć. Wiedziała, że to nie musi o niczym świadczyć, a tym bardziej oznaczać, że brat myślał o niej cokolwiek złego, ale…
– Coś nie tak, Beau?
Wypuściła powietrze ze świstem, w pierwszym odruchu nie będąc w stanie odpowiedzieć na jego pytanie. Podejrzewała, że w ten sposób co najwyżej się pogrąża, jednak również to nie miało dla niej najmniejszego nawet znaczenia. Jej myśli raz po raz uciekały do rozmowy z Rufusem, a zwłaszcza tego, czego doświadczyła po rozmowie z wampirem, kiedy już poddała się wizji. Tym razem widzenie było krótkie, choć niemniej intensywne od tego, o którym nie chciała pamiętać – i które jak na złość musiała zachować tylko i wyłącznie dla siebie.
Cholerne obietnice. Właśnie z tego powodu nie lubiła ich składać, coraz częściej dochodząc do wniosku, że z rodziną to tylko na zdjęciach. Wtedy byłoby o wiele prościej, a przynajmniej Beau miała wrażenie, że stosując się do tej zasady, uniknęłaby bardzo wielu problemów.
– A jak ci się wydaje? – rzuciła o wiele ostrzej niż zamierzała. Gabriel wymownie uniósł brwi, ale nie skomentował jej reakcji nawet słowem. – Potrzebowałam chwili spokoju. Swoją drogą, co tutaj robisz, hm? Renesmee…
– Pojechała na uczelnię – przerwał jej spokojnie. – Z Rufusem. Nie wiem, co to oznacza, ale mam złe przeczucia.
– Przez Rufusa?
O dziwo, Gabriel jedynie pokręcił głową.
– Może powinienem, patrząc na to, o czym rozmawialiśmy wczoraj, ale… obawiam się, że ten jeden raz nawet jego wariactwa są dla mnie zrozumiałe – przyznał, a Isabeau prychnęła.
– Jasne. Obaj dla Lay wybylibyście całe Seattle, gdyby przyszła taka potrzeba – zauważyła, potrząsając z niedowierzaniem głową.
– Dziwisz mi się? – obruszył się Gabriel.
Potrząsnęła głową, aż nazbyt świadoma, jak prezentowała się sytuacja. Słodka bogini, znała go przecież, zresztą tak jak i Laylę. Gdyby miała wskazać najbardziej zgrane rodzeństwo, to prócz Alessi i Damiena, wybór byłby oczywisty. To było coś wyjątkowego – relacja, która łączyła bliźnięta, na dodatek powiązane ze sobą w tak wyjątkowy sposób. Kto jak kto, ale Isabeau zdecydowanie wiedziała, jak działała więź, nie wspominając o tym, że rodzeństwa telepatów od samego początku zachowywały się względem siebie w co najmniej wyjątkowy sposób. Sama tego doświadczyła, do tej pory mając wrażenie, że w chwili śmierci Aldero, utraciła cząstkę siebie. Pamiętała ten ból, aż nazbyt świadoma, jak krucha w rzeczywistości pozostawała więź – czy może raczej życie, bo to śmierć niosła ze sobą ból, którego nawet po tych wszystkich wiekach nie potrafiła opisać.
Uciekła wzrokiem gdzieś w bok, nagle podenerwowana. Nie chciała myśleć o tym, co stałoby się, gdyby Layla jednak nie wróciła. Nie brała tego pod uwagę, podświadomie jednak czuła, że takie rozwiązanie jak najbardziej było możliwe. To zresztą stanowiło jeden z powodów, dla których miotała się, coraz bardziej poirytowana perspektywą tkwienia w miejscu. Chciała coś zrobić – cokolwiek, byleby posunąć się chociaż o krok naprzód – jednak w rzeczywsitości pozostawała równie bezradna, co i wszyscy wokół.
– Gabrielu…
Zacisnęła usta, momentalnie zaczynając się wahać. Poczuła się dziwnie, kiedy przeniósł na nią wzrok, wyraźnie czekając na to, co miała mu do powiedzenia. W głowie miała pustkę, gorączkowo próbując uporządkować myśli i odezwać się chociaż słowem, jednak nic z tego, co przychodziło jej do głowy, nie wydawało się wystarczająco sensowne. W duchu odliczała kolejne sekundy, mając nadzieję, że Gabriel jednak dojdzie do wniosku, że powinien odpuścić, ale nic nie wskazywało na to, by zamierzał to zrobić.
– Beau? – rzucił wyraźnie spiętym tonem. – Widziałaś coś…?
– Oczywiście, że nie! – jęknęła, reagując zdecydowanie zbyt szybko, by zabrzmiało to naturalnie.
Ledwo powstrzymała się od przekleństwa, zwłaszcza gdy poczuła na sobie co najmniej zaniepokojone spojrzenie brata. Drgnęła, kiedy jego palce bez jakiegokolwiek ostrzeżenia zacisnęły się wokół jej nadgarstka, zmuszając do tego, żeby się zatrzymała. Niechętnie przystanęła, po czym zwróciła się w jego stronę, pozwalając by chwycił ją za ramiona, zdecydowanym ruchem zmuszając do tego, by spojrzała mu w twarz.
– Co się dzieje? – zapytał wprost. – Nie mów, że nic, bo naprawdę…
– Bawicie się z Marco w psychologów czy jak? – wycedziła przez zaciśnięte zęby. – On też już mnie o to pytał. I chyba zrozumiał, że gdybym miała wam coś do konkretnego do powiedzenia, sama bym z tym do was przyszła.
Gabriel zacisnął usta. Przez jego twarz przemknął cień, ostatecznie jednak udało mu się nad sobą zapanować. Czuła, że ignorowanie wzmianek o ojcu kosztowało go mnóstwo energii, co jedynie utwierdziło ją w przekonaniu, że nie powinna posuwać się aż daleko. Wiedziała, że to cios poniżej pasa, ale z drugiej strony… Och, co innego jej pozostało?
– Nie interesuje mnie, o czym rozmawiałaś z Marco – powiedział w końcu Gabriel, starannie dobierając słowa. – Martwisz mnie, Beau… Wiesz? Nie jestem pewien, co o tym sądzić, ale…
– Sądzić o czym? – przerwała mu zniecierpliwionym tonem. – Martwię się o Laylę, tak? Dokładnie tak jak wy wszyscy. I nie, nie widziałam niczego. Mówisz tak, jakbyś sądził, że mogłabym ukrywać wizje dotyczące mojej własnej siostry.
– Ja przecież nie…
Jedynie potrząsnęła głową.
– Hej, Gabrielu, znasz mnie przecież. Wiesz, że… czasami mam swoje sprawy – powiedziała w końcu. – Przejmuję się wieloma rzeczami, zwłaszcza teraz, kiedy dopiero co porozumiałam się z Dimitrem. Cały czas myślę o tym, że powinnam się na coś przydać też w Mieście Nocy, chociaż to nie ma sensu, skoro Layla jest ważniejsza. Nie mam żadnych wizji, co jest na swój sposób dobre, bo gdybym ją zobaczyła, to mogłoby oznaczać coś niedobrego, ale z drugiej strony… – Zamilkła, czując, że coś nieprzyjemnie ściska ją w gardle. W następnej sekundzie w pośpiechu oswobodziła się z objęć brata, w pośpiechu odsuwając się na bezpieczną odległość. – Och, zapomnij.
Usłyszała westchnienie, ale zmusiła się do tego, żeby je zignorować. W zamian w pośpiechu ruszyła przed siebie, po cichu licząc na to, że Gabriel jednak odpuści, tym bardziej że zdecydowanie nie miała ochoty na ciągnięcie tej rozmowy. Z jej perspektywy była niepotrzebna, zwłaszcza że wiązała się wyłącznie z całą masą zbędnych emocji. Już i tak w ostatnim czasie mieli wystarczająco powodów do niepokoju; kolejne zdecydowanie nie były potrzebne, przynajmniej jej.
Słodka bogini, istniało wiele kwestii, które ją dręczyły. Była zwłaszcza ta jedna, wracająca raz po raz i stopniowo doprowadzająca ją do szału. Obietnica, którą złożyła, mściła się na niej o wiele bardziej, aniżeli Isabeau mogłaby się tego spodziewać, nie niosąc ze sobą niczego dobrego. W efekcie wampirzyca czuła się niemalże jak w potrzasku, nie tylko świadoma, że jej widzenia prędzej czy później i tak miały się spełnić, ale przede wszystkim uwiązana tym, że musiała milczeć. Chciała tego czy nie, aż do samego końca nie miała prawa powiedzieć o tym, co tak naprawdę ją dręczyło.
Zacisnęła usta, coraz bardziej podenerwowana. Dotychczas sądziła, że kwestia zwierzania się zdecydowanie nie jest czymś, co miało z nią jakikolwiek związek, zwłaszcza że w przeszłości doświadczyła dość, by potrafić cierpieć w ciszy. Zdecydowanie nie należała do osób, które potrzebowały wsparcia drugiej osoby, żeby poradzić sobie z problemami… A przynajmniej do tej pory sądziła, że tak właśnie jest – i że nie istnieje żaden powód, dla którego miałaby czuć się źle z powodu milczenia. Zawsze przychodziło jej to naturalnie, a jednak teraz…
W którym momencie zmieniła się aż do tego stopnia? Zastanawiała się nad tym już w chwili, w której przeżywała rzekomą zdradę Dimitra, czując się tak, jakby w każdej chwili mogła rozpaść się na kawałeczki. Nie była pewna kiedy, ale popełniła błąd, którego próbowała unikać przez całe wieki, z uporem trwając w samotności i powtarzając sobie, że nie ma żadnego powodu, dla którego miałaby poddać się emocjom. Wiedziała, że uczucia wiązały się z cierpieniem, będąc niczym kolejny sposób, w jaki ktoś mógłby ją zranić, a jednak nie potrafiła ot tak się od nich odciąć. Rodzina zawsze miała dla niej znaczenie, nie wspominając o tym, że z chwilą, w której otworzyła się na Dimitra na tyle, by zostać jego żoną, zmieniło się wszystko.
– Z nią nie będzie tak, jak z Aldero, Beau – usłyszała i tych kilka słów wystarczyło, żeby wytrącić ją z równowagi.
Przystanęła wpół kroku, chyba jedynie cudem nie potykając się o własne nogi. Gwałtownie zaczerpnęła powietrze do płuc, mimowolnie zaczynając dygotać, choć to zdecydowanie nie miało związku z panującą na zewnątrz temperaturą. Nie od razu pokusiła się o to, by jednak okręcić się na pięcie i spojrzeć na brata. Wciąż ją obserwując, spokojnie stojąc w niewielkim oddaleniu od niej i sprawiając wrażenie co najmniej… zmartwionego.
– Tak… Jasne, że nie będzie – mruknęła, próbując zabrzmieć choć odrobinę bardziej przekonująco. – Skąd pomysł, że akurat tym się przejmuję?
– A nie jest tak? – Gabriel westchnął, wyraźnie sfrustrowany. – To oczywiste, Beau. Nie chcesz rozmawiać o swoich wizjach, bo…
– Dajmy już spokój moim wizjom! – jęknęła, ostatecznie tracąc cierpliwość.
Machinalnie zacisnęła dłonie w pięści, bezskutecznie próbując powstrzymać drżenie. Czuła, że się pogrąża, ale nie dbała o to, przez dłuższą chwilę świadoma wyłącznie wypełniających ją emocji.
– Jak uważasz – zreflektował się pośpiesznie Gabriel. Kolejny raz odniosła wrażenie, że przez jego twarz przemknął cień, przez co tym bardziej zaskoczyło ją tym, że wciąż wydawał się panować nad emocjami. – Ale domyślam się, co cię dręczy. Gdybyś chciała o tym pogadać…
– Rozumiem – przerwała mu chłodno.
Kłamała, ale nie chciała się nad tym zastanawiać. Nie miała pojęcia jakim cudem, ale kilka słów Gabriela wystarczyło, żeby wzbudzić w niej jeszcze wątpliwości. Coraz bardziej miała ochotę na to, żeby najzwyczajniej w świecie odejść, tym samym odcinając się od tego, co najbardziej ją dręczyło. Chciała, żeby brat w końcu dał jej spokój, ale zarazem znała go zdecydowanie zbyt dobrze, by uwierzyć, że wymuszenie na nim podobnej decyzji z ogóle było możliwe. Nie w przypadku Gabriela – a więc kogoś, kto od zawsze próbował opiekować się zarówno nią, jak i Laylą, również wtedy, gdy żadna z nich sobie tego nie życzyła.
– Wszystko będzie w porządku, tak? – odezwał się ponownie, kolejny raz wystawiając nerwy Beau na próbę. Tym razem nie odezwała się nawet słowem, zmuszając się do spokojnego słuchania, choć zdecydowanie nie miała na to ochoty. – Pamiętam, że nie przewidziałaś śmierci Aldero, ale… tym razem nie o to chodzi. To, że nie masz żadnych wizji, to jeszcze nie powód, żebyś o cokolwiek się obwiniła.
– Ty myślisz, że ja…? – zaczęła i prawie natychmiast urwała, ograniczając się do wypuszczenia powietrza ze świstem.
Uciekła wzrokiem gdzieś w bok, coraz bardziej oszołomiona kierunkiem, który przybrała rozmowa. Na swój sposób Gabriel trafił z sedno, a przynajmniej chciała udawać, że tak jest. Łatwiej było przyznać mu rację w kwestii, która poniekąd ją dręczyła i pozostawała… neutralna, przynajmniej jeśli chodziło o rozmowę. Jeśli w ten sposób mogła go uspokoić i sprawić, by przestał drążyć, jak najbardziej była chętna, żeby się na to zgodzić.
Bardziej wyczuła, niż zauważyła, że Gabriel ruszył się z miejsca. Nawet nie drgnęła, kiedy dosłownie zmaterializował się tuż przed nią, stając tak blisko, że była w stanie wyczuć bijące od jego ciała ciepło. Wyraźnie czuła, że dosłownie taksował ją wzrokiem, czekając na jakąkolwiek reakcję i tym samym doprowadzając ją do szału. Znów zaczęła dygotać, coraz bardziej podenerwowana, tym bardziej że jakaś jej cząstka wydawała się świadoma, że nie po raz pierwszy zachowywała się jak suka. Sam kiedyś jej to powiedział, dość jasno dając do zrozumienia, że w niektórych sytuacjach zdecydowanie nie zachowywała się jak ktoś, komu faktycznie zależało na rodzinie. Być może faktycznie tak było, to jednak pozostawało o wiele silniejsze od niej – potrzeba, by uciec przed zranieniem. Tak przynajmniej zachowywała się kiedyś, do czasu aż wszystkie jej przekonania i plany ostatecznie trafił szlag.
– To głupie, ale… jesteś na mnie zły, Gabrielu? – zapytała pod wpływem impulsu.
Z opóźnieniem uprzytomniła sobie, że wypowiedziała te słowa na głos. Zaraz też zapragnęła się wycofać, ale coś ścisnęło ją w gardle, zmuszając do milczenia. Właściwie jakie to miało znaczenie, czy mogła pociągnąć tę rozmowę dalej? Już i tak się zapędziła, pierwszy raz od dawna czując się aż do tego stopnia bezbronna względem swojego rozmówcy. Myśląc o tym i całej sytuacji, wiedziała, że gdyby tylko zdecydowała się złamać dręczącą ją obietnicę, znalazłaby pocieszenie właśnie przy Gabrielu i choć to wydawało się pozbawione sensu, w jakiś pokrętny sposób poczuła się dzięki temu lepiej.
– Nie rozumiem… – Gabriel spojrzał na nią w co najmniej zdezorientowany sposób. – Dlaczego miałbym…?
– Ponieważ jestem nieprzydatna – wypaliła, decydując się na szczerość. Byli sami, a ona już i tak czuła się zmęczona ciągłym udawaniem, że nie dzieje się nic wartego uwagi. – Moje wizje… Mogą nam pomóc albo zepsuć wszystko. Przyjechałam, bo miałam złe przeczucia, jeśli chodzi o Laylę, a jednak mimo to… Nie mogę nic zrobić. A teraz dodatkowo cię martwię. Jaki więc ma sens to, żebym dalej tutaj była?
I tak nie wyobrażała sobie wyjazdu – nie teraz – ale ta jedna kwestia nie dawała jej spokoju. Spodziewała się wielu rzeczy, ale na pewno nie poczucia winy, które tak nagle zaczęło ją dręczyć. To na krótką chwilę wytrąciło wampirzycę z równowagi, przez co w porę nie zareagowała, kiedy Gabriel jak gdyby nigdy nic przesunął się na tyle, by otoczyć ją ramionami. Zesztywniała, kiedy wylądowała w jego objęciach, w pierwszym odruchu chcąc się wyrwać, ale ostatecznie nie będąc w stanie zdobyć się nawet na to. W efekcie mogła tylko stać, pozwalając, żeby brat tulił ją do siebie i próbując przekonywać samą siebie, że w rzeczywistości tego nie potrzebowała – i że istniało dość powodów, by dała Gabrielowi do zrozumienia, że powinien dać jej spokój.
Cóż, nie zrobiła tego. W zamian mimowolnie zaczęła się rozluźniać, wręcz porażona tym, jak dobrze czuła się w objęciach brata. To był jeden z tych nielicznych razów, kiedy poddawała się temu w ciszy, nie próbując żartować czy odsuwać się pod byle pretekstem. Co więcej, to naprawdę wydawało się właściwe, chociaż do tej pory sądziła, że pewne gesty były zarezerwowane tylko i wyłącznie dla Layli. Chyba nawet wolała, kiedy tak było, wciąż nie wyobrażając sobie, że po utracie bliźniaka miałaby otworzyć się aż do tego stopnia na kogokolwiek innego.
– I tak czuję, że jesteś smutna – usłyszała tuż przy uchu. – Nie rozumiem twoich uczuć, Beau. To takie…
– Próbujesz siedzieć mi w głowie? – warknęła, napinając mięśnie.
Gabriel prychnął, wyraźnie urażony.
– Oczywiście, że nie – obruszył się. – To ty przestałaś się przede mną bronić. Nasza więź… Cóż, istnieje. Swoją drogą, dlatego tutaj jestem – dodał, a ona przez krótką chwilę zapragnęła histerycznie się roześmiać.
Och, właśnie tego chciała uniknąć! Nie potrafiła zliczyć, jak długo wzbraniała się przed zbliżeniem się do Layli i Gabriela aż do tego stopnia. To nie powinno mieć miejsca, zwłaszcza że w ten sposób wszyscy zaczynali być równie bezbronni. Teraz sama mogła się przekonać, jak źle na jej brata wpływała nieobecność Lay, nie wspominając o tym, że sama również odchodziła od zmysłów. Co więcej, teraz wiedziała, co mogło się wydarzyć, gdyby wampirzycę spotkało cokolwiek złego i to ją przerażało. Już raz utraciła kogoś ważnego – doświadczyła zerwania więzi i bólu, który nosiła w sobie do tej pory. Gdyby miała przechodzić przez to po raz kolejny…
Pierdolona egoistka, pomyślała i przez krótką chwilę miała ochotę potrząsnąć samą sobą. Drgnęła, po czym spróbowała odsunąć się od Gabriela, ten jednak nie zamierzał jej puścić. Wciąż czuła ciepło jego ciała, jakże znajome i kojące, zresztą tak jak i zapach, który była w stanie rozpoznać dosłownie wszędzie. Co więcej, miała świadomość, że nie pierwszy raz traktował ją tak, jak Laylę, zupełnie jakby sobie na to zasłużyła, a w przeszłości na każdym kroku nie próbowała trzymać bliskich na dystans.
– Nic mi nie jest… Nic mi nie jest, jasne? – wyrzuciła z siebie na wydechu, przez krótką chwilę czując się tak, jakby próbowała przekonać samą siebie. – Jestem po prostu zmęczona.
– Skoro tak uważasz, Beau – usłyszała w odpowiedzi.
Zabrzmiał łagodnie, niemalże pobłażliwie, co jednoznacznie dało wampirzycy do zrozumienia, że jej nie wierzył. Jęknęła w duchu, ale nie próbowała się kłócić, przez dłuższą chwilę skupiona przede wszystkim na obejmujących ją ramionach. Czuła się bezpiecznie i wyjątkowo spokojnie, w końcu znajdując pocieszenie, którego tak bardzo potrzebowała. Co prawda w każdej chwili mogła zadzwonić do Dimitra, ale to zdecydowanie nie było to samo – nie, skoro w jakimś stopniu potrzebowała fizycznego kontaktu z kimś, komu mogła zaufać.
Nie chciała tego przed samą sobą przyznać, ale na swój sposób potrzebowała Gabriela. Zwłaszcza teraz, kiedy byli ze sobą połączeni, dodatkowo zamartwiając się o jedną z osób, za którą oboje oddaliby życie.
– Chwilami przeraża mnie to, że istnieje tak wiele rzeczy, za które powinieneś mnie nienawidzić, Gabrielu – wyszeptała tak cicho, że ledwo mogła zrozumieć samą siebie.
Wiedziała, że usłyszał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz




After We Fall
stories by Nessa