02.06.2017

Sto dziewięćdziesiąt osiem

Claire
Kobieta z wolna podeszła bliżej, stając wystarczająco blisko, by Claire mogła jej się przyjrzeć. Była wysoka i ciemnowłosa, w mroku zaś dziewczyna nie potrafiła jednoznacznie stwierdzić, czy miała do czynienia z brunetką, czy szatynką. Wiedziała jedynie, że zdecydowanie widziała nieznajomą po raz pierwszy, a sama tylko bliskość wampirzycy wystarczyła, żeby wzbudzić w niej wątpliwości. Najbardziej zaniepokoił ją fakt, że nieśmiertelna dosłownie przenikała ją wzrokiem, wpatrując nań tak uważnie, że Claire momentalnie zapragnęła zniknąć jej z oczu. To nie było normalne, nie wspominając o tym, że za żadne skarby nie potrafiła określić intencji kobiety, świadoma co najwyżej tego, że ta wydawała się zaskoczona.
Wampirzyca podejrzliwie zmrużyła oczy. Wciąż milczała, uparcie wpatrując się w Claire i wydając się nad czymś intensywnie myśleć. To, że dziewczyna mogłaby być zaniepokojona, dosłownie wtulając w ścianę, by trzymać się od potencjalnego przeciwnika na dystans, wyraźnie nie robiło na przybyszce wrażenia. W zasadzie konsternacja na twarzy nieśmiertelnej jasno dała pół-wampirzycy do zrozumienia, że przybyszka nie zwracała uwagi na targające nią emocje. Przynajmniej nic nie wskazywało na to, żeby była przejęta reakcją Claire, dziewczynie zaś trudno było jednoznacznie stwierdzić czy to dobrze, czy może wręcz przeciwnie. W gruncie rzeczy nie wiedziała niczego, skupiona przede wszystkim na utrzymaniu dystansu pomiędzy sobą a całkowicie obcą jej wampirzycą.
Na pewno nie miała do czynienia z kimś znajomym, ale to okazało się pocieszające. Biorąc pod uwagę fakt, że w ostatnim czasie polowały na nich wampiry, które widziała pierwszy raz na oczy, konfrontacja z kolejnym intruzem mogła skończyć się w dosłownie każdy, również niepokojący sposób. To jedynie utwierdziło Claire w przekonaniu, że popełniła błąd, decydując się gdziekolwiek zatrzymać, ale co mogła zrobić? Teraz nawet czekanie na Setha wydawało się nie mieć sensu, bo gdyby stojąca przed nią wampirzyca spróbowała ją skrzywdzić albo od razu zabić, nikt by jej nie powstrzymał. Nie, skoro w grę wchodziły sekundy, bo wystarczyłby jeden konkretny ruch, żeby doprowadzić sprawy do końca.
Z tym, że nic nie wskazywało, żeby kobieta miała taki zamiar. Milczała, ograniczając się do biernej obserwacji, ale nic ponadto. W efekcie Claire miała wrażenie, że czas ciągnął się w nieskończoność, co samo w sobie okazało się co najmniej nieprzyjemnym doświadczeniem. Cóż, nie miała wyboru, zresztą wszystko wydawało się lepsze, jeśli tylko zapewniłoby jej przeżyciem. W duchu odliczała kolejne sekundy, próbując zachować spokój i chociaż odrobinę się uspokoić. Strach był czymś naturalnym, ale nie mogła pozwolić sobie na nadmierną słabość, bo wtedy co najwyżej sprowokowałaby stojącą przed nią kobietę do ataku. Gdyby sobie na to pozwoliła…
Po prostu stój i czekaj, warknęła na siebie w duchu. Gdyby chciała cię skrzywdzić, zrobiłaby to na samym wstępie… Prawda?
Chciała przekonać samą siebie, że to miało sens, ale z jakiegoś powodu nie potrafiła w to uwierzyć. Nie mogła, zresztą spojrzenie nieśmiertelnej było zbyt wymowne i przenikliwe, by Claire uwierzyła, że to zwykły przypadek, że wampirzyca przyszła akuratniej. Obserwowała, próbując zrozumieć, dlaczego czuła się tak dziwnie, zupełnie jakby ta kobieta pozostawała kimś, kogo powinna znać. Zrozumiała to nagle, w oszołomieniu uprzytomniając sobie, że czuła z nieznajomą coś, co była w stanie określić wyłącznie mianem… swego rodzaju więzi, chociaż to wydawało się bez sensu. Jak mogłoby, skoro widziały się po raz pierwszy, nie wspominając o tym, że samo tylko spojrzenie rubinowych tęczówek wystarczyło, żeby przyprawić ją o dreszcze.
Była przewrażliwiona, co w połączeniu ze strachem dawało co najmniej dziwny, irracjonalny efekt. W inny sposób nie potrafiła tego wytłumaczyć, a może po prostu nie chciała, przytłoczona nadmiarem bodźców i informacji. Po tym, jak uciekła z domu Marissy, rozpamiętując wszystko to, co powiedział jej Rufus, trudno był choćby próbować koncentrować się na czymkolwiek innym, o uwierzeniu w przypadek nie wspominając. W końcu jaka istniała szansa, że akurat teraz i to akurat w pobliżu domu Issie, mogłaby trafić na przypadkowego nomadę, którego co najwyżej interesowałoby ewentualne towarzystwo?
– To nie ma sensu…
Drgnęła, słysząc melodyjny, skonsternowany głos. Nieznajoma dosłownie wyjęła jej to stwierdzenie z ust, tym samym wzbudzając w Claire jeszcze więcej wątpliwości. Dziewczyna wyprostowała się niczym struna, niespokojnie obserwując swoją rozmówczynię i próbując zrozumieć, dlaczego ta wpatrywała się w nią aż tak dziwnie. W spojrzeniu kobiety nie było złości czy głodu, ale przede wszystkim oszołomienie, zupełnie jakby wyczuwała i rozumiała coś, czego Claire mogła co najwyżej się domyślać.
Machinalnie mocniej przywarła do ściany, żałując, że nie potrafiła się w nią wtopić. W tamtej chwili nie pogardziłaby zdolnościami Camerona, potrafiącego ot tak stać się niewidzialnym, co zdecydowanie ułatwiłoby ucieczkę. Co prawda wciąż mogła spróbować rzucić się do biegu, zwłaszcza że wampirzyca znajdowała się w odległości wystarczającej, by Claire mogła przy odrobinie szczęścia ją wyminąć, ale ostatecznie dziewczyna nie zdobyła się na aż tak wielkie ryzyko. W zamian bezwiednie zacisnęła dłonie w pięści, uparcie tkwiąc w bezruchu i wręcz modląc się, żeby nieznajoma straciła zainteresowanie – wycofała się albo… zrobiła cokolwiek innego, byleby tylko przestać w tak niepokojący sposób się na nią patrzeć.
Nic podobnego nie miało miejsca. Omal nie wyszła z siebie, kiedy w zamian wampirzyca podeszła jeszcze bliżej, nagle materializując się tak blisko, że Claire była w stanie wyczuć bijący od jej ciała chłód. W tamtej chwili oddech przyśpieszył jej się w stopniu wystarczającym, by nagle zwątpiła, czy w ogóle będzie w stanie swobodnie zaczerpnąć powietrza. Niespokojnie zmierzyła wzrokiem bladą twarz przybyszki, koncentrując się przede wszystkim na lśniących, rubinowych tęczówkach, niemalże spodziewając się, że te nagle przybiorą wygląd żarzącego się węgla. Obawiała się tego, wręcz będąc w stanie wyobrazić sobie, że wampirzyca traci kontrolę, a potem – kierowana głodem – jednak rzuca jej się do gardła. Na samą myśl robiło jej się gorąco, nie wspominając o tym, że wręcz musiała powstrzymywać się od zbyt gwałtownego ruchu albo uniesienia dłoni do szyi.
Z tym, że nic nie wskazywało, żeby nieśmiertelna zainteresowana była jej krwią. Chodziło o coś innego, a sądząc po spokojnym zachowaniu i tym, że tęczówki wampirzycy wciąż pozostawały niezmiennie czerwone, najwyraźniej chodziła po świecie wystarczająco długo, żeby w pełni kontrolować pragnienie. Claire nie była pewna czy to dobrze, czy może wręcz przeciwnie, ale obserwując tę kobietę, stopniowo zaczynała dochodzić do wniosku, że chyba jednak wolałaby, gdyby chodziło o coś tak prymitywnego, jak polowanie.
– Jak masz na imię?
Otworzyła i zaraz zamknęła usta, co najmniej wytrącona pytaniem, które padło z ust nieśmiertelnej. Jej głos brzmiał łagodnie, a przynajmniej takie wrażenie sprawiał, bo w przypadku wampirów niczego nie mogła być tak naprawdę pewna. Co więcej, zdecydowanie nie tego się spodziewała, nagle zaczynając wątpić, czy w ogóle powinna odpowiadać. Dlaczego ktoś obcy miałby prowadzić rozmowę akurat w ten sposób, zwłaszcza jeśli jej nie znał?
Wciąż milczała, niezdolna wykrztusić z siebie chociażby słowa. Oddychała szybko i płytko, jednocześnie mocno zaciskając dłonie w pięści. Czuła się niemalże jak w łazience, czekając aż mrowienie w ramieniu ustanie i będzie mogła skoncentrować się na czymkolwiek innym. W głowie miała pustkę, ale za wszelką cenę próbowała ignorować to uczucie, w zamian raz po raz powtarzając sobie, że powinna zachować czujność. Co prawda na to wydawało się trochę za późno, skoro już zdążyła wpakować się w kłopoty, ale nie chciała się nad tym zastanawiać, zbytnio obawiając się wniosków, które ostatecznie mogłaby wyciągnąć.
Słodka bogini, to nie powinno być tak. Nie powinno, ale…
– Nie patrz na mnie w ten sposób, tylko odpowiedz. Jak masz na imię? – ponowiła pytanie kobieta, tym razem wyraźnie zniecierpliwiona. – Hej, mówię do ciebie! – dodała, po czym dla lepszego efektu ujęła dziewczynę pod brodę, zmuszając do spojrzenia sobie w oczy.
– Claire – wyrzuciła z siebie na wydechu. Nie miała innego wyboru, nie wspominając o tym, że wolała nie ryzykować kłamstwa. Wampiry zwykle próbowały wyczuć o wiele więcej, niż istoty bardziej śmiertelne, zresztą prowokowanie kogoś o czerwonych oczach nigdy nie było dobrym pomysłem. – Jestem Claire, ale…
Urwała, sama niepewna, co jeszcze mogłaby powiedzieć. Wampirzycy najwyraźniej i tak było wszystko jedno, bo uzyskawszy odpowiedź, dosłownie wyprostowała się niczym struna, w następnej sekundzie gwałtownie zwiększając dzielącą ją od dziewczyny odległość. Na twarzy wciąż malowała się konsternacja, ostatecznie przechodząc w coś, co Claire była w stanie uznać wyłącznie jako swego rodzaju niedowierzanie, zupełnie jakby samą swoją obecnością zaprzeczała temu, co z założenia powinno być oczywiste.
Claire… – powtórzyła w końcu kobieta. – Ale to przecież… nie ma sensu – stwierdziła po raz kolejny. Nieznacznie potrząsnęła głową, wyraźnie próbując odrzucić od siebie jakąś myśl. – Twoja aura… Ty cała…
Aura? Wiedziała, o czym mówiła ta kobieta, tym bardziej że niemal na każdym kroku miała do czynienia z telepatami. Czyżby nieznajoma również należała do tego grona? Nie miała pojęcia, to zresztą wydawało się najmniej istotne, przynajmniej w tamtej chwili Niespokojnie obserwowała wampirzycę, kiedy ta nerwowo krążyła tam i z powrotem, myśląc sobie coś, co ostatecznie zdecydowała się zachować dla siebie. Nawet po wyrazie jej twarzy trudno było jednoznacznie stwierdzić, co takiego chodziło wampirzycy po głowie, co również okazało się problematyczne. Tak przynajmniej sądziła Claire, z każdą kolejną sekundą utwierdzając się w przekonaniu, że coś było nie tak – i że najwyraźniej miała z tym jakiś związek, chociaż nie miała pojęcia dlaczego.
Bała się poruszyć czy choćby głębiej odetchnąć, nie chcąc ryzykować, że znów ściągnie na siebie uwagę przybyszki. Wolała, żeby nieśmiertelna trzymała się od niej na dystans, zwłaszcza że nadal nie potrafiła przewidzieć jej intencji. Miała przez reakcję wampirzycy rozumieć, że ta ją znała? Być może, choć i to nie okazało się na tyle jasne, by pozwolić Claire na wyciagnięcie jakichkolwiek konkretnych wniosków. W gruncie rzeczy niczego już nie rozumiała, nie mogąc cieszyć się nawet tak podstawową wiedzą, jak znajomość imienia potencjalnej przeciwniczki. Oczywiście mogła spróbować o to zapytać, ale wątpiła, żeby uzyskała odpowiedź, nie wspominając już o tym, że w ten sposób jak nic ściągnęłaby na siebie niepotrzebną uwagę. O wiele prościej było milczeć i grać na zwłokę, w duchu modląc się o pojawienie kogokolwiek. Nie wiedziała, ile czasu minęło od chwili, w której opuściła dom Marissy, ale miała wrażenie, że wystarczająco dużo, by mogła liczyć na pojawienie się przynajmniej Rufusa. Miała wręcz ochotę go zawołać, chociaż takie rozwiązanie zdecydowanie nie wchodziło w grę, przynajmniej na razie. Wątpiła, żeby wampirzyca tak po prostu zignorowała nagłe nawoływanie o pomoc, zresztą tak długo, jak wciąż trzymała się na dystans…
Kobieta nagle zesztywniała, prostując się niczym struna i spoglądając w głąb opustoszałej uliczki. Claire również się spięła, po czym również podążyła wzrokiem w odpowiednim kierunku, przez krótką chwilę mając nadzieję dostrzec jakąkolwiek znajomą osobę – przynajmniej ojca, bo wciąż miała wątpliwości co do tego, czy Seth był na tyle blisko, żeby pojawić się w porę. Tym większe rozczarowanie poczuła, kiedy zorientowała się, że widzi obcego chłopaka – pół-wampira, jak nagle sobie uświadomiła – który z wolna podszedł bliżej, bez chwili wahania skracając dystans dzielący go od obcej Claire wampirzycy.
– Ach… Mówiłam ci, żebyś za mną nie lazł! – obruszyła się kobieta, potrząsając z niedowierzaniem głową. Najwyraźniej się znali, co w najmniejszym nawet stopniu nie poprawiło Claire humoru. – Skoro już musiałeś przyjść, poczekaj na mnie… gdziekolwiek, dobra? Muszę… coś załatwić – dodała i jej głos mimo wszystko zabrzmiał łagodnie, nawet jeśli słowa wydawały się brzmieć co najmniej niepokojąco.
Załatwić? Nie, to zdecydowanie nie brzmiało pocieszająco, jawiąc bardziej jako wyrok, chociaż wrażenie to równie dobrze mogło potwierdzać fakt przewrażliwienia. Zwłaszcza w obecnej sytuacji Claire nie była już niczego pewna, coraz bardziej osaczona i zdezorientowana sytuacją. Jeśli wcześniej czuła się zagrożona, pojawienie się kolejnej obcej osoby jedynie spotęgowało to wrażenie, wręcz popychając dziewczynę do ucieczki. Może gdyby wykorzystała okazję, mogłaby rzucić się do biegu, tym samym zyskując przynajmniej chwilową przewagę. Gdyby dostała się do głównej drogi, być może zniechęciłaby wampirzycę do próby pogoni, a potem…
Z tym, że kobieta wciąż ją obserwowała, bardziej czujna, aniżeli mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Claire czuła to wyraźnie, gotowa przysiąc, że nieznajoma koncentrowała się na niej nawet wtedy, gdy zwracała się do swojego na wpół ludzkiego towarzysza. To skutecznie przekreśliło plany ucieczki, zmuszając dziewczynę do dalszego tkwienia w miejscu. Tak było rozsądniej, przynajmniej na razie, choć równie dobrze mogło okazać się, że tak naprawdę wręcz prosiła się o nieszczęście.
O bogini, dlaczego jako jedyna z kuzynostwa nie była telepatką? Gdyby przynajmniej mogła się bronić, może wszystko stałoby się prostsze, ale przynajmniej tymczasowo mogła co najwyżej czekać i modlić się o pojawienie… Cóż, kogokolwiek życzliwego.
Kątem oka wychwyciła ruch, kiedy pół-wampir wykonał jakiś dziwny gest dłońmi, wyraźnie zwracając się do wampirzycy. Kobieta westchnęła, po czym potrząsnęła głową, bardziej rozdrażniona niż do tej pory.
– Przypominam ci po raz kolejny, że nie znam migowego, Oliver – oznajmiła chłodno. – Rany… Czego ty wciąż ode mnie chcesz, co?
Nie odpowiedział, co zresztą było do przewidzenia. Zrozumienie pojawiło się nagle, a Claire aż gwałtownie zaczerpnęła powietrza do płuc, kiedy dotarło do niej, kim jest ten chłopak. Nie miała okazji spotkać tego dziwnego pół-wampira, który nie mówił i o którym wspominała jej mama, ale to nie przeszkadzało w rozpoznaniu go. W końcu po świecie nie kręciło się szczególnie wielu nieśmiertelnych, którzy wyróżnialiby się od swoich pobratymców w akurat taki sposób. Istniało naprawdę niewiele chorób, które potrafiły wpłynąć na hybrydy, nie wspominając o tym, że jakiekolwiek inne defekty wydawały się czymś dla tych istot nienaturalnym. Cóż, najwyraźniej się myliła, a gatunek, do którego należała, skrywał o wiele więcej tajemnic, niż do tej pory mogłaby przypuszczać, to jednak wydało się dziewczynie najmniej istotne.
Więc miała do czynienia z kimś z Miasta Nocy. Nie była pewna czy to dobrze, czy źle, a już na pewno nie czuła się lepiej. Niespokojnie obserwowała, raz po raz zastanawiając nad tym, czego powinna się spodziewać. Mama sugerowała, że Oliver był kimś miłym, komu najpewniej mogłaby zaufać, ale… Och, to nie było takie proste. Co więcej, wciąż pozostawała ta wampirzyca, która na dodatek miała jakieś plany względem niej. To przynajmniej zasugerowała, wręcz nakłaniając chłopaka do odejścia.
Nie idź. O bogini, po prostu nie idź, bo…
Nie potrafiła dokończyć, a tym bardziej wypowiedzieć tych słów na głos. Uparcie milczała, w duchu odliczając kolejne sekundy i czekając na coś, co pozostawało dla niej zagadką. Niespokojnie wodziła wzrokiem to w stronę Olivera, to znów wampirzycy, skupiając się przede wszystkim na tej drugiej, bo to właśnie ta wzbudzała w niej silniejszy niepokój. Pomyślała, że mogła spróbować się wtrącić i wprost zapytać, kto i czego od niej chciał, ale nie była w stanie wykrztusić z siebie chociaż słowa. Słodka bogini, tak naprawdę nie musiała tego wiedzieć, w zamian co najwyżej marząc o przynajmniej chwilowym spokoju. Pragnęła uciec gdzieś, gdzie poczułaby się bezpieczniej, zdecydowanie nie zamierzając tkwić w tym zaułku i zdawać na intencje nieznajomych. Ta wampirzyca wzbudzała w niej zbyt wiele wątpliwości, których za żadne skarby Claire nie potrafiła sprecyzować.
W nerwach prawie przegapiła moment, w którym Oliver się przemieścił. Nie zwracała uwagi na to, co robił chłopak, przez co tym bardziej zaskoczył ją moment, w którym wyciągnął do wampirzycy dłoń, podając coś, co ostatecznie okazało się zwykłą kartką papieru. Wyraźnie usłyszała westchnienie poirytowanej kobiety, ta jednak nie próbowała ani protestować, ani ignorować reakcji Olivera. Krótko zerknęła na notatę, po czym wywróciła oczami, wyraźnie podenerwowana.
– Tak, tak… Zaczynasz mnie wkurzać, wiesz? – stwierdziła z rozdrażnieniem kobieta. – Jesteś moim ojcem czy jak? – zadrwiła, a Oliver w odpowiedzi zaszczycił ją kolejną kartką. Tym razem Claire zdążyła zarejestrować mały notes w jego dłoniach, w którym chłopak w pośpiechu zapisywał jakieś słowa, ostatecznie wyrywając stronę, by móc przekazać ją wampirzycy. – Jaja sobie ze mnie robisz, prawda?
Odpowiedziało jej wymowne milczenie, co zresztą było do przewidzenia. Z gardła nieśmiertelnej wyrwał się zdławiony jęk, jednoznacznie świadczący o tym, że nie była zachwycona tym, co miał jej do przekazania chłopak.
Kobieta westchnęła, po czym odrzuciła od siebie zapisaną kartkę. Oliver nawet nie drgnął, bynajmniej nie sprawiając wrażenia urażonego takim zachowaniem. Do Claire w niejakim oszołomieniu dotarło, że być może doświadczał go na co dzień, chociaż zarazem nie potrafiła sobie tego wyobrazić. Nie pojmowała, dlaczego w takim razie wciąż trwał przy tej kobiecie, skoro ta wyraźnie go nie tolerowała, ale nie chciała się nad tym zastanawiać. W gruncie rzeczy ten problem nie należał do niej, najmniej istotny ze wszystkich, przynajmniej biorąc pod uwagę sytuację, w której się znalazła.
– Claudia i Claudia… Szlag, nie potrafisz mówić, ale prawie jestem w stanie wyobrazić sobie to twoje zrzędzenie – rzuciła z irytacją wampirzyca. Przeczesała włosy palcami, odrzucając ciemne pasma na plecy. – Nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak bardzo mnie to irytuje – stwierdziła chłodno kobieta i być może dodała coś jeszcze, ale Claire nie była w stanie skoncentrować się na kolejnych słowach.
Nie, skoro w końcu zrozumiała. Zesztywniała cała, przez krótką chwilę czując się tak, jakby ktoś ją uderzył. Jej oczy rozszerzyły się nieznacznie, kiedy spojrzała na – jak nagle do niej dotarło, bo to zdecydowanie nie mógł być przypadek – Claudię. Stwórczyni Dimitra jak gdyby nigdy nic stała tuż przed nią, być może pod inną postacią, chociaż Claire nie miała porównania, skoro tak naprawdę pierwszy raz widziała nieśmiertelną na oczy. Jakby tego było mało, wampirzyca, która prawie że zabiła Isabeau, wcześniej fundując królowej tak wiele bólu, spokojnie stała tuż obok niej, na dodatek wyraźnie czegoś oczekując. To nie miało sensu, skoro nie powinny mieć ze sobą żadnego związku, ale przecież równie nienormalna wydawała się obecność tej kobiety akurat w tym miejscu. Czuła się coraz bardziej oszołomiona, niczego już nie rozumiejąc i nawet nie widząc sposobu na to, żeby ten stan rzeczy uległ zmianie.
Uświadomiła sobie, że napięła mięśnie, machinalnie pochylając się do przodu. Być może to nie było rozsądne, ale nie dbała o to, reagując w całkowicie podświadomy, pozbawiony kontroli sposób. Z jakiegoś powodu miała wrażenie, że istniał dość istotny powód, dla którego Claudia przyszła akurat teraz, na dodatek do niej – z tym, że mimo usilnych starań nie potrafiła stwierdzić w czym rzecz.
– Dlaczego…? – wyrwało jej się i tym samym na powrót zwróciła na siebie uwagę wampirzycy, ale również tym nie potrafiła należycie się przejąć.
– Dobre pytanie, wiesz? – stwierdziła po chwili namysłu kobieta, ostatecznie tracąc zainteresowanie Oliverem. W zamian skupiła się już tylko na Claire, znów przesuwając bliżej dziewczyny. – Nie patrz na mnie w taki przerażony sposób, bo jeszcze nie zrobiłam niczego głupiego. Ja po prostu…
Nie było jej dane dokończyć. Z chwilą, w której coś poruszyło się w ciemnościach, obie zamarły – i Claudia, i Claire. Pół-wampirzyca z trudem skoncentrowała wzrok na ciemnym kształcie, który przyczaił się gdzieś w mroku, cicho warcząc i wyraźnie rwąc się do tego, żeby zaatakować. Ulga, którą w tamtej chwili poczuła, była nie do opisania, tym bardziej że już miała pewność, iż granie na zwłokę się opłaciło.
Chociaż nie sądziła, że to się uda, Setowi jednak udało się do niej dotrzeć. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz




After We Fall
stories by Nessa