03.06.2017

Sto dziewięćdziesiąt dziewięć

 Broken Iris – „Broken Inside”
Claudia
Napięła mięśnie, szykując się do obrony. To był impuls, nad którym nie była w stanie zapanować, nie wspominając o tym, że nawet nie chciała. Gniewnie wpatrywała się w przestrzeń, wyraźnie widząc duży, przyczajony w ciemnościach kształt – olbrzymiego wilka, jak nagle sobie uświadomiła. To wystarczyło, żeby wytrącić już i tak podenerwowaną Claudię z równowagi, sprawiając, że przestała kierować się zdrowym rozsądkiem. Z chwilą, w której do głosu doszedł instynkt, ostatecznie skupiła się na walce i – choć do tego za żadne skarby nie chciała się przyznawać – strachu, który jak na zawołanie przysłonił wszystko inne.
Niemożliwe. To po prostu nie jest możliwe, żeby…, zaoponował cichy głosik w jej głowie. Potrzebowała dłuższej chwili, żeby zorientować się, że jak najbardziej nie miała do czynienia z kimś, kogo tak dobrze pamiętała z przeszłości. Chociaż ostatni raz widziała tego mężczyznę jako człowiek, wspomnienia wcale nie zatarły się wraz z przemianą w wampirzycę. Claudia dobrze pamiętała, świadoma, że musi uciekać – zawsze, niezależnie od tego, czego tak naprawdę chciała. Choć od czasu jej transformacji minęły całe wieki, niektóre kwestie się nie zmieniły. Wciąż trwała w ciągłym napięciu, zwłaszcza teraz zmuszona do przenoszenia się z miejsca na miejsce. Po tym jak Amelie i Isobel ją oszukały, tym bardziej musiała liczyć się z tym, że mogła liczyć tylko i wyłącznie na siebie.
Spróbowała się rozluźnić, raz po raz powtarzając sobie, że nie ma do czynienia ze swoim prześladowcą. To nawet nie był wilkołak, ale zwykły zmiennokształtny, który – o ironio – najwyraźniej przeistaczał się akurat w wilka. W milczeniu wpatrywała się w pokaźnych rozmiarów, piaskowego basiora, mimowolnie zastanawiając nad tym, czego powinna się po nim spodziewać. Nie była żałosną nowo narodzoną wampirzycą, która wierzyłaby, że rzucenie się na obcego nieśmiertelnego z pięściami, byłoby najlepszym pomysłem. Zbyt długo chodziła po ziemi, by wciąż poddawać się tak żałosnym, nieprzemyślanym odruchom. Zawsze należało zachowywać czujność, nawet w sytuacjach, które na pierwszy rzut oka wydawały się bardzo proste, jeśli nie oczywiste.
Mimo wszystko nie zarejestrowała tego, że jakkolwiek się poruszyła. Z opóźnieniem dotarło do niej, że zmieniła położenie, machinalnie ustawiając się w taki sposób, żeby móc osłonić sobą Claire. To było niczym impuls, któremu nie potrafiła się sprzeciwić, niezależnie od tego, kim była ta dziewczyna. Cholera, czy Claryssa wspominała coś na temat tego, że Prime miał córkę…? Możliwe, chociaż skupienie się na niekończącej się paplaninie wampirzycy było czymś, co wykraczało poza zdolności Claudii. Ta jedna kwestia nie dawała jej spokoju, tak jak i to, dlaczego ostatecznie znalazła się w tym miejscu. Ta dziewczyna… Kimkolwiek była, przyciągała ją – jej bliskość i aura, którą Claudia byłaby w stanie rozpoznać wszędzie, chociaż to było przecież niemożliwe. Nie mogło być, skoro jej matka…
Nie, nie chciała się nad tym zastanawiać. Zwłaszcza teraz, kiedy do czynienia miała z o wiele poważniejszym problemem, który teraz musiała rozwiązać.
Gniewnie zmrużyła oczy, próbując zapanować nad strachem. To nie był ten, którego tak bardzo się obawiała. Wbrew temu, co mogłoby się stać po wszystkim, co zmuszona była zrobić w Mieście Nocy, najwyraźniej wciąż mogła cieszyć się przynajmniej względnym bezpieczeństwem. Chociaż czuła, że wszystko uległo zmianie, a ona balansowała gdzieś na granicy ujawnienia, na które nie mogła sobie pozwolić. W zasadzie sama nie była pewna, dlaczego wciąż tkwiła w Seattle, ale to też nie było istotne. Gdyby nie Oliver, pewnie już dawno by się wyniosła, podejmując nieskończony bieg, w którym trwała te wszystkie wieki.
Odrzuciła od siebie niechciane myśli, bez trudu orientując się, że przyczajony w ciemnościach wilk się przesunął. Usłyszała głośny, ostrzegawczy charkot, który bardziej ją rozdrażnił niż faktycznie zaniepokoił. Kiedy dobrze się zastanowiła, doszła do wniosku, że wcale nie ma do czynienia z kimś szczególnie niebezpiecznym. Przez wieki spotykała istoty, które zdecydowanie mogłyby zrobić jej krzywdę. Co prawda nie oznaczało to, że ten zmiennokształtny nie był w stanie zabić wampira, ale Claudia zdecydowanie nie zamierzała pozwolić mu na to, żeby się do niej zbliżył. Fakt, że miała przed sobą wilka, jedynie jeszcze bardziej drażnił wyostrzone zmysły wampirzycy, pobudzając w niej wspomnienia, przed którymi tak bardzo chciała uciec – przeszłość, która do tej pory kładła się cieniem na wszystko inne.
Wyczuła ruch, więc chcąc nie chcąc zerknęła na Olivera. Pół-wampir znalazł się na tyle blisko, by jak gdyby nigdy nic móc wziąć ją za rękę, co skutecznie wytrąciło Claudię z równowagi. Aż uniosła brwi, zadziwiona aż taką odwagą (albo raczej głupotą) ze strony tego chłopaka. Czego oczekiwał? Że zabawi się w jakiegoś chorego bohatera, zmuszając ją do ucieczki? Zacisnęła usta, po czym stanowczo wyszarpnęła dłoń, mimowolnie zastanawiając się nad tym, czy gdyby porządnie przyłożyła tej irytującej istocie, w końcu zyskałaby święty spokój. Nie rozumiała, dlaczego Oliver z takim uporem za nią podążał, to zresztą nie miało dla niej większego znaczenia. Nie, skoro ją drażnił, a jedynym, czego tak naprawdę potrzebowała, pozostawało to, by trzymał się na dystans i przestał ją denerwować.
– Znikaj stąd – wycedziła przez zaciśnięte zęby. – Ja mam tutaj jeszcze coś do załatwienia.
Chciała dodać coś jeszcze, ale nie miała po temu okazji. Usłyszała gniewne warknięcie, które wyrwało się dotychczas biernemu, groźnie szczerzącymi kły wilkowi. Do głowy przyszło jej jedynie to, że w którymś momencie musiała popełnić błąd, w następnej sekundzie zaś wszystko potoczyło się bardzo szybko.
Zmiennokształtny ruszył się z miejsca, wyraźnie planując rzucić się do ataku. Co więcej, jego celem zdecydowanie była Claudia, to jednak nie zrobiło na wampirzycy najmniejszego nawet wrażenia. Przemieściła się bez choćby cienia wahania, machinalnie uskakując na bok, by przepuścić przeciwnika. W następnej sekundzie sama zaatakowała od tyłu, ledwo tylko uświadomiła sobie, że tym samym dopuściła zwierzę do wciąż skulonej pod ścianą Claire. To było niczym impuls, nad którego znaczeniem nawet nie chciała się zastanawiać – po prostu musiała to zrobić, nie wyobrażając sobie, że akurat przy niej tej dziewczynie mógłby spaść włos z głowy. Kimkolwiek by nie była, Claudia musiała ją chronić, a więc…
NIE!
Wrzask, który nagle wyrwał się z gardła pół-wampirzycy, dosłownie ogłuszał, to jednak nie powstrzymało przygotowanej do ataku wampirzycy. W jednej chwili tkwiła w bezruchu, przyczajona tuż za plecami nie do końca świadomego zagrożenia wilka, w następnej sekundzie dosłownie materializując się tuż za nim. Wszystko trwało zaledwie chwilę, sprowadzając się do jednego, zdecydowanego ruchu – momentu, w którym Claudii udało się zacisnąć dłonie na szyi stworzenia, by zaraz po tym bezceremonialnie przetrącić mu kark.
To była tylko sekunda, jeden ruch i krótki, jakby przytłumiony trzask. W następnej chwili cielsko zmiennokształtnego ciężko osunęło się na bruk, ale to nie miało dla Claudii żadnego znaczenia. Wampirzyca w pośpiechu wycofała się, próbując zrozumieć, dlaczego znów usłyszała krzyk, który… Och, nie, to było coś więcej – rozdzierający szloch, którego zdecydowanie się nie spodziewała. W milczeniu przeniosła wzrok na Claire, która bez jakiegokolwiek ostrzeżenia opadła na kolana, trzęsąc się i dosłownie dławiąc łzami. Płakała, chociaż to wydawało się bez sensu, przez krótką chwilę samym tylko zachowaniem wytrącając zdezorientowaną wampirzycę z równowagi. Tak nie zachowywał się ktoś po prostu wystraszony – bynajmniej nie tym, że na jego oczach dokonano mordu. To również nie był płacz ulgi, Claudia zresztą wątpiła, żeby nawet najbardziej delikatna nieśmiertelna pozostawała aż tak wrażliwa na śmierć. Chodziło o coś innego, co nawet była w stanie zrozumieć, ale…
Cofnęła się o krok, machinalnie zaciskając dłonie w pięści. Zacisnęła powieki, przez krótką chwilę będąc w stanie wyobrazić sobie siebie samą – całe wieki temu, kiedy jeszcze jako człowiek doświadczyła czegoś, co prześladowało ją do tej pory. Czy tak wtedy wyglądała? Być może, ale nie chciała tego pamiętać. Nie chciała zastanawiać się nad momentem, w którym ktoś dosłownie wyrwał jej serce, tym samym rozpoczynając coś, co ostatecznie doprowadziło ją do tego miejsca. A jednak pamiętała swój szloch, własne roztrzęsienie i… pustkę, której doświadczyła wkrótce po tym. Od tamtej chwili było już tylko gorzej, w miarę jak stopniowo odbierano jej to, co mogła określić wyłącznie mianem „człowieczeństwa” – tak długo, aż nie pozostało już nic innego.
Nie pozostało już nic…
Gwałtownie zaczerpnęła powietrza, bezskutecznie próbując nad sobą zapanować. Z opóźnieniem dotarło do niej, że być może popełniła błąd, ale jakie to właściwie miało znaczenie? Pustymi oczami, całkowicie wyprana z jakichkolwiek emocji, spojrzała na wciąż szlochającą pół-wampirzycę, próbując zrozumieć, dlaczego ta dosłownie rzuciła się na piaskowego wilka, tuląc się do niego i płacząc coraz bardziej, w miarę jak dochodziło do niej to, co się wydarzyło. Chyba nawet przez łzy nieskładnie szeptała coś, w czym Claudia ostatecznie rozpoznała imię. „Seth, Seth, Seth…” – nieprzerwane i brzmiące jak jakaś cholerna modlitwa albo mantra, która powinna móc cokolwiek zmienić. Cóż, nie mogła, Claudia zresztą nie chciała przejmować się tym, co właśnie się wydarzyło. To nie była jej sprawa, zresztą jak i nie w jej gestii leżało to, żeby przejmować się tą dziewczyną.
– Żebyś ty tylko wiedziała… – mruknęła pod nosem, nie mogąc się powstrzymać.
Claire nawet na nią nie spojrzała, ale to nie miało znaczenia. Ciemne włosy opadły dziewczynie na twarz, klejąc się do wilgotnych policzków i mieszając z jasną sierścią zmiennokształtnego. Claudia spoglądała na to w obojętny, beznamiętny sposób, nie chcąc zastanawiać się nad znaczeniem tego, co zrobiła. Popełniła błąd czy też nie… Zresztą czy to było ważne? Zrobiła dokładnie to, co musiała i nic ponadto.
Odrzuciła włosy na plecy, prostując się niczym struna. Raz jeszcze spojrzała na zapłakaną dziewczynę, po czym wzruszyła ramionami. Gdyby wiedziała… Ale może już rozumiała, choć jeszcze nie była tego świadoma. Claudia już dawno doszła do wniosku, że cierpienie było wpisane w nieśmiertelność – może nawet było jej ceną. Sama tego doświadczyła, przez wieki mając okazję obserwować dość, by ostatecznie stracić wiarę w sens człowieczeństwa. Jeśli chciało się mieć szansę na przeżycie, należało jak najszybciej pozbyć się złudzeń co do tego, czy odczuwanie miało sens.
Może gdyby sama ostatecznie przywykła do samotności i przestała szukać czegoś, co nie istniało, już dawno poczułaby się lepiej z tym, jak wyglądał jej los.
Machinalnie spojrzała na Olivera, przekonując się, że ten przystanął blisko Claire, wpatrując się w dziewczynę niemalże troskliwie, zupełnie jakby chciał do niej podejść i ją pocieszyć. Właśnie to czyni nas słabymi… Czyż nie to czyni nas słabymi?, pomyślała mimochodem, ale zachowała tę uwagę dla siebie. To była sprawa tego chłopaka, co i dlaczego robił, Claudia zresztą nie miała nic przeciwko temu, żeby w końcu zostawił ją w spokoju. Jeśli chciał tu zostać i bawić się w pocieszyciela…
Zabawne, bo chociaż pragnęła uwierzyć w to całą sobą, mimo wszystko obejrzała się przez ramię, po cichu licząc na to, że Oliver za nią pójdzie. Chyba się do tego przyzwyczaiła, ale…
Nie, to po prostu nie miało sensu.
Wkrótce po tym ostatecznie odrzuciła od siebie niechciane myśli i nie odwracając się więcej ani razu, po prostu odeszła.
Claire
To się nie dzieje. Nie dzieje…
Niespójne myśli krążyły w jej głowie, próbując zaprzeczyć czemuś, co – zdaniem Claire – nie miało racji bytu. Oddychała szybko i płytko, koncentrując się przede wszystkim na bijącym od ciała wilka cieple, raz po raz wmawiając sobie, że coś pomyliła. Musiała, prawda? Inne rozwiązanie nie wchodziło w grę. Po prostu nie mogło, ale…
Z tym, że jeśli tak było, nie powinna czuć aż tak ogromnego bólu. Nie rozumiała, dlaczego w takim razie klęczała na ziemi, płakała i czuła się tak, jakby ktoś z całe siły uderzył ją w brzuch. Dosłownie krztusiła się łzami, trzęsąc się na całym ciele i nie będąc w stanie nawet utrzymać równowagi. Być może coś mówiła, ale również to działo się jakby poza nią, tym bardziej że gardło miała ściśnięte tak bardzo, że nawet zdławiony jęk wydawał się wyzwaniem. W głowie miała pustkę, a może po prostu za wszelką cenę próbowała odrzucić od siebie wspomnienie czegoś, co przecież nie mogło mieć racji bytu. To przynajmniej próbowała sobie wmówić, raz po raz powtarzając sobie, że to nieprawda – i że niektóre rzeczy nie miały prawda się wydarzyć.
Z tym, że przecież wiedziała. Wyraźnie widziała, że Claudia… Słyszała to, a teraz…
Być może wiedziała od samego początku – całe dni, a może nawet tygodnie, bo nie potrafiła stwierdzić, jak wiele czasu minęło od tamtego snu – koszmaru, który prześladował ją aż do tej pory. Teraz miała wrażenie, że znalazła się w samym środku tego szaleństwa, wciąż niedowierzając temu, czego doświadczyła. Wyparcie wydawało się naturalne, a Claire podświadomie wiedziała, że tak naprawdę nie miało sensu, jedynie potęgując ból, który miała poczuć z chwilą, w której ostatecznie dopuściłaby do siebie prawdę, ale nie chciała się tym przejmować. Ona po prostu w tym trwała, za wszelką cenę próbując utrzymać względnie bezpieczną otoczkę, która broniła jej przed prawdą – tylko tymczasowo, ale musiało wystarczyć.
Wiedziała, że powinna coś zrobić – zachować czujność, tym bardziej że wciąż pozostawała w niebezpieczeństwie – ale nie potrafiła się na to zdobyć. Nie była w stanie nawet drgnąć, bezmyślnie tkwiąc w bezruchu i spazmatycznie chwytając oddech. To nie miało sensu, tym bardziej że Seth… Słodka bogini, przyszedł dla niej, chociaż wcale nie musiał. Od samego początku robił rzeczy, które nie powinny mieć racji bytu – przynajmniej teoretycznie, bo wiedziała przecież, jak działało wpojenie. To było coś, co zdecydowanie nie powinno się wydarzyć, niezależnie od tego, co powtarzał ten chłopak. Nie był jej niczego winien, od samego początku dając z siebie o wiele więcej, aniżeli musiał. Cierpliwie czekał, kiedy próbowała go odpychać, a jakby tego było mało…
To nie powinno się wydarzyć.
A ona wiedziała.
Śmierć zbiera żniwo na twoich oczach…
… na moich oczach…
Mniej więcej wtedy w pełni do niej dotarło, chociaż wcale nie chciała sobie na to pozwolić. Aż zachłystnęła się powietrzem, nagle prostując niczym struna. Otworzyła oczy i zaraz tego pożałowała, bo on wciąż przy niej leżał – pod postacią wilka, w całkowitym bezruchu, niczym porzucona zabawka albo coś równie pozbawionego znaczenia. Kiedy widziała go w ramionach Claudii, zanim ostatecznie osunął się na ziemię, tak to właśnie wyglądało – tak, jakby wampirzyca trzymała szmacianą lalkę, która po chwili przestała być jej potrzebna. Ot tak go zabiła, zachowując się przy tym w sposób, który sugerował, że w przeszłości już wielokrotnie postępowała w ten sposób – i że to tak naprawdę nie miało znaczenia.
Usłyszała zdławiony jęk, z opóźnieniem uświadamiając sobie, że dźwięk wyrwał się z jej gardła. Płakała, wręcz mając ochotę zwijać się z bólu albo krzyczeć – zrobić cokolwiek, byleby zapanować nad sposobem, w jaki się czuła. Chciała to z siebie wyrzucić w nadziei, że w ten sposób pozbędzie się wypełniających ją emocji – a już zwłaszcza bólu, którego nie powinna czuć w aż takim natężeniu, skoro nie był prawdziwy. To wszystko nie miało sensu, wciąż jawiąc się Claire jako zły sen, z którego nade wszystko pragnęła się wybudzić – z tym, że i tego nie potrafiła. Tkwiła w bezruchu, klęcząc nad trupem, co samo w sobie wydawało się zbyt przerażające, by mogło mieć związek z rzeczywistością. Walczyła z niechcianymi myślami, na wszystkie możliwe sposoby odpychając od siebie emocje, to jednak na dłuższą metę nie miało sensu. Prawda gdzieś tam była, uparcie powracając i raniąc, może nawet bardziej niż gdyby przyjęła ją od razu.
Wyczuła ruch, ale nie zwróciła na to najmniejszej uwagi. Jeśli to była Claudia… Och, jakie to właściwie miało znaczenie? Jeśli wciąż tutaj była i chciała zabić również ją, to próba ucieczki i tak nie wchodziła w grę. Od samego początku wydawało się oczywistym, że ta nieśmiertelna kierowała się sobie tylko znanymi pragnieniami – czymś, czego Claire nie potrafiła i nie chciała zrozumieć. Nie wiedziała, co takiego przyciągnęło tę kobietę aż do tego miejsca, a tym bardziej popchnęło do zainteresowania się nią, ale to nie było ważne. W tamtej chwili nie liczyło się nawet irracjonalne wraże nie, że przy ataku na Setha, Claudia zachowywała się tak, jakby pragnęła ją ochronić. Cóż, może tak było, ale w tym też musiała mieć jakiś cel – chociażby to, że nie chciała pozwolić, żeby ktokolwiek odebrał jej przyjemność z uśmiercenia upatrzonej sobie wcześniej ofiary.
Zupełnie jakby to miało jakiekolwiek znaczenie…!
Cała zesztywniała, kiedy ciepłe palce musnęły jej policzek. To właśnie jakże odmienna od wampirzego dotyku temperatura skłoniła ją do poderwania głowy. Zaraz po tym zamarła, tępo wpatrując się w klęczącego tuż obok niej Olivera, sama niepewna, czego powinna spodziewać się po tym chłopaku. Przez krótką chwilę miała ochotę go zapytać, dlaczego tutaj był i z jakiego powodu kręcił się właśnie przy Claudii. Jaki to miało sens, skoro w Mieście Nocy został przywitany ciepło, mama zaś sugerowała, że był miły. Ostatecznie nie odezwała się nawet słowem, jedynie bezradnie potrząsając głową, niezdolna wykrztusić z siebie nawet słowa. Milczała, wpatrując się w twarz klęczącego przy niej pół-wampira i już nie próbując choćby określać jego intencji. To nie miało sensu, zresztą wydawało się zbędne, skoro chłopak milczał, po prostu ją obserwując. Co prawda była w stanie doszukać się w jego spojrzeniu czegoś, co od biedy mogła uznać za troskę albo nieme przeprosiny, ale jakie to właściwie miało znaczenie, skoro i tka nie było w stanie niczego zmienić? Nic nie mogło sprawić, by cokolwiek stało się łatwiejsze.
Zadrżała, kiedy Oliver westchnął i jak gdyby nigdy nic pogłaskał ją po policzku. Co prawda to nie sprawiło, że poczuła się jakkolwiek lepiej, ale coś w tym geście dało jej do myślenia. Przez krótką chwilę miała wręcz wrażenie, że chłopak za chwile pokusi się o to, żeby ją objąć albo zrobi cokolwiek innego, co można by uznać za pocieszający gest, ale ostatecznie się na to nie zdobył. W zamian krótko obejrzał się, tym samym uświadamiając Claire, że Claudii nigdzie nie było – po prostu odeszła, zupełnie jakby zabicie Setha było wszystkim, co miała w tym miejscu do zrobienia. Zadała ból i to wystarczyło, pozwalając jej odejść w spokoju. To samo w sobie brzmiało niedorzecznie, a jednak…
– Dlaczego? – wyrwało jej się.
Właściwie sama nie była pewna, o co tak naprawdę pytała. O intencje Claudii? Jego własne? A może po prostu o to, dlaczego trzymał się przy tej kobiecie, wyraźnie zamierzając podążyć za nią? Nie wiedziała i nie chciała tego zrozumieć. Wiedziała zresztą, że i tak nie otrzyma odpowiedzi – i to wcale nie z powodu tego, że kucający przy niej chłopak nie był w stanie wyrzucić z siebie choćby słowa.
Oliver jedynie nieznacznie potrząsnął głową. Raz jeszcze musnął palcami jej policzek, po czym jak gdyby nigdy poderwał się na równe nogi. Nie powstrzymała go, obojętnie spoglądając na to, że podążył za Claudią, wcześniej jeszcze kilkukrotnie oglądając się przez ramie i rzucając jej przepraszające spojrzenia. To było tak, jakby błagał ją o zrozumienie czegoś, co najzwyczajniej w świecie nie miało sensu. Jak w takim wypadku miałaby tego dokonać, skoro…?
Spuściła wzrok, pozwalając, by włosy na powrót opadły jej na twarz, częściowo ją przysłaniając.
Dookoła na powrót zapanowała przeszywająca, nieprzenikniona cisza, którą ostatecznie przerwał cichy szloch.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz




After We Fall
stories by Nessa