11.06.2017

Dwieście pięć

Elena
Otworzyła oczy, jednocześnie podrywając się do pozycji siedzącej. To było niczym impuls – nagłe i wystarczająco gwałtowne, by zareagowała w całkowicie bezwiedny, niekontrolowany sposób. Wzrokiem nerwowo powiodła dookoła, po czym wypuściła powietrze ze świstem, uświadamiając sobie, że leżała na łóżku w swoim pokoju. Z jakiegoś powodu taki stan rzeczy wydał się dziewczynie niewłaściwe, zupełnie jakby coś, co nie powinno mieć miejsca. Nie powinna tutaj być, choć przecież zarazem tu przynależała, prawda? Sama wróciła do domu, a skoro tak…
Spuściła wzrok, nagle przygnębiona. Jasne włosy opadły Elenie na twarz, częściowo ją przysłaniając. Nerwowym ruchem odgarnęła je na bok, ostatecznie wplatając palce w loki i jakby od niechcenia bawiąc się kosmykami. Oddychała szybko i płytko, niezdolna stwierdzić, czy cokolwiek jej się śniło. Być może, ale nawet jeśli tak było, nie pamiętała tego. Cóż, tak może i było lepiej, tym bardziej że dobrze wiedziała, że w snach nie mogła być w pełni spokojna – nie w takim stopniu, jak mogłaby tego oczekiwać. Rafael jasno dał do zrozumienia, że wcale nie potrzebował doprowadzić do osobistego spotkania, by mieć szansę z nią porozmawiać. Chyba właśnie tego w tym wszystkim najbardziej się obawiała, chociaż naturalnie nie zamierzała się do tego przyznawać.
Palce zacisnęła na krawędzi kołdry, wzmagając uścisk do tego stopnia, że doświadczenie okazało się niemalże bolesne. Weź się w garść, warknęła na siebie w duchu, ale to wcale nie sprawiło, że poczuła się jakkolwiek lepiej. Wręcz przeciwnie – w żołądku wciąż czuła nieprzyjemny ucisk, nad którym w żaden sposób nie była w stanie zapanować. Jakby tego było mało, w głowie miała mętlik, już nawet nie próbując porządkować myśli. Czuła się pusta i przygnębiona, ale to wydawało się czymś, co jak najbardziej mogła przewidzieć. Machinalnie uniosła dłoń, by móc przesunąć palcami po policzku, po czym prawie natychmiast zabrała rękę, ponownie zaciskając ją w pięść. Z uporem odsuwała niechciane wspomnienia, po raz kolejny powtarzając sobie, że ostatnie wydarzenia i tak nie miały znaczenia – nie, skoro się od nich odcięła – to jednak brzmiało jak jedno, wielkie kłamstwo.
Z powątpiewaniem powiodła wzrokiem dookoła, chcąc upewnić się, że pokój wyglądał tak, jak powinien. Właściwie sama nie była pewna, co próbowała odnaleźć albo na czym polegała swego rodzaju „norma”, której oczekiwała, ale nie chciała się nad tym zastanawiać. Liczyło się, że teraz była tutaj i dobrze wiedziała, czego tak naprawdę potrzebowała… Cóż, teoretycznie, a przynajmniej próbowała wmówić sobie, że chodziło o święty spokój. Potrzebowała czasu, żeby wszystko przemyśleć i jakkolwiek się uspokoić, chociaż i to szło jej dość marnie. Trudno, żeby mogła oczekiwać jakichkolwiek efektów, skoro przynajmniej tymczasowo uciekała przed problemem, czując się trochę jak zagubione dziecko we mgle. Z drugiej strony, co innego mogła zrobić, skoro nie chciała nikomu mówić, że własny mąż podniósł na nią rękę? To była sprawa między nią a Rafaelem, na dodatek rozwiązana, bo z chwilą, w której zdecydował się ją uderzyć, ostatecznie stracił jakiekolwiek prawa względem jej osoby. To było oczywiste, a jednak… cholernie bolało, do Eleny zaś wciąż nie docierało to, w jaki sposób to wszystko się potoczyło.
Warknęła cicho, po czym poderwała się na równe nogi. Stanęła na środku pokoju, przez krótką chwilę mając ochotę się miotać, niezdolna tak po prostu ustać w miejscu. Spuściła ramiona, przez krótką chwilę mając nadzieję, że jednak zdoła się rozluźnić, ale wciąż zaciskała palce. Ciało wręcz drżało jej od nadmiaru emocji, napięte do tego stopnia, że to aż bolało. Z drugiej strony, być może cierpienie miało związek z czymś zgoła odmiennym, ale nie chciała się nad tym zastanawiać. Istniało zdecydowanie zbyt wiele różnych kwestii, których z różnych powodów nie chciała analizować…
Jakkolwiek by nie było, tym razem siedziała w sypialni sama. To nie był pierwszy raz, kiedy musiała trzymać Rafaela na dystans, próbując uzmysłowić mu coś, co najwyraźniej nie było dla demona jasne. Szukała jakiegokolwiek rozwiązania, a to wydawało się jedynym, które przychodziło jej do głowy. Było dokładnie tak, jak mu powiedziała – nie zamierzała tkwić w czymś, o czym przecież wiedziała, że nie miało racji bytu. Potrafiła znieść naprawdę wiele, ale tym razem demon przekroczył wszelakie granice. Nie chodziło o to, czy sobie zasłużyła, bo naprawdę mogła zrozumieć, dlaczego się zdenerwował. Być może nie powinna za nim lecieć, skoro nakazał jej zawrócić, ale z drugiej strony… Słodka bogini, nie towarzyszyła mu to, żeby móc słuchać rozkazów! Była jego żoną, nie podwładną, a to bez wątpienia o czymś świadczyło. Wiedziała, że przez całe wieki przywykł do czegoś innego, ale to nie znaczyło, że miała tolerować coś takiego. Spodziewała się naprawdę wielu rzeczy, biorąc pod uwagę, że prędzej czy później jednak wydarzy się coś, przez co będzie miała ochotę demona zabić, ale takiego rozwiązania nie brała pod uwagę. Nie sądziła, że w ogóle mógłby sobie na to pozwolić, nawet jeśli w przeszłości denerwował się w sposób wystarczająco spektakularny, by miała wrażenie, że gdyby zaszła taka potrzeba, posunąłby się o krok dalej.
Cóż, teraz to zrobił. A ona nie potrafiła tak po prostu przejść z tym do porządku dziennego, niezależnie od tego, czy żałował. Chwilami szczerze wątpiła w to, czy faktycznie to potrafił, czy może w tym wszystkim chodziło o zatrzymanie jej przy sobie. Podejrzewała, że ktoś, kto do tej pory nie zaznał ludzkich emocji, wciąż ucząc się zachowania, które dla niej pozostawało oczywiste, sam nie potrafił stwierdzić, czego tak naprawdę oczekiwał.
To teraz nie ma znaczenia, prawda? Rafaela tutaj nie ma, więc…
Zacisnęła usta, po czym energicznie potrząsnęła głowa, by łatwiej odrzucić od siebie niechciane myśli. Nawet gdyby był, co by mu powiedziała? Przynajmniej na razie nie chciała go widzieć, podejrzewając, że mogliby co najwyżej pogorszyć sytuację, zamiast jakkolwiek rozwiązać problem. To wydawało się zbyt świeże, Elena zresztą wiedziała, że oboje byli zbyt uparci i dumni, by ot tak zacząć dążyć do jakiegokolwiek porozumienia. W efekcie nie pozostało jej nic innego, jak tylko trwać w tym, a przed bliskimi udawać, że nic szczególnego się nie wydarzyło. W gruncie rzeczy to była prawda, bo przecież nie zachowywała się jak ostatnia naiwna, trwając przy mężczyźnie, który w każdej chwili mógł zrobić jej krzywdę. Problem polegał na tym, że nie miała do czynienia z nadpobudliwym człowiekiem, któremu wydawało się, że przemocą rozwiąże wszelakie problemy. Próbowała wiązać się z naczelnym demonem, który przez wieki (czy może raczej tysiąclecia) przyzwyczajał się do czegoś, co dla niej pozostawało czymś nie do pojęcia. Nie mogła ot tak zmienić świata, w którym żył, chociaż próbowała – z tym, że to najwyraźniej nie wystarczyło.
Sama nie była pewna, co musiałaby zrobić, żeby wystarczyło…
Jej uwagę przekuł subtelny, aczkolwiek wyraźny dla niej ruch, przez co odwróciła się na pięcie, przybierając pozycję obronną. To był instynkt i zarazem dowód na to, że najwyraźniej zaczynała być przewrażliwiona, co zaobserwowała z chwilą, w której pojęła, że zaniepokoiła się własnym, lustrzanym odbiciem. Wypuściła powietrze ze świstem, w pierwszym odruchu sama niepewna czy powinna się śmiać, czy może płakać. Mimo wszystko potrzebowała kilku następnych sekund, żeby się rozluźnić, wciąż nie mogąc pozbyć się wrażenia, że coś nieustannie ją obserwowało. Podejrzewała, że to wyłącznie jej wyobraźnia, chociaż zarazem nie miała pewności; nie mogła mieć, skoro dobrze wiedziała, że demony potrafiły zachowywać się w naprawdę trudny do zaakceptowania, co najwyżej irytujący sposób. Nie miała gwarancji, że jeden uparty nie kręcił się gdzieś w pobliżu albo właśnie po raz kolejny nie zakrzywiał rzeczywistości, by przymusić ją do rozmowy, na którą zdecydowanie nie miała ochoty.
– Lepiej dla ciebie, Rafa, żebyś tego nie robił – mruknęła pod nosem.
Wciąż wpatrywała się we własne odbicie, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że właśnie była na dobrej drodze, żeby zrobić z siebie idiotkę. Trudno było inaczej określić fakt, że rozmawiała ze sobą, ale z drugiej strony… Cóż, to wydawało się o wiele bardziej sensowne, aniżeli to, że mogłaby umrzeć i powrócić.
Dziewczyna w lustrze zacisnęła usta, ledwo tylko Elena zdecydowała się zamilknąć. Obserwując siebie, miała wrażenie, że wygląda co najmniej marnie – i to najdelikatniej rzecz ujmując. Była wręcz nienaturalnie blada, wrażenie to zaś potęgował fakt, że miała na sobie jedynie białą koszulę nocną. Odrzuciła blond włosy na plecy, pozwalając im opaść na ramiona, po czym z wolna wyprostowała się, wciąż wpatrzona w odbicie. Nie była zaskoczona odkryciem, że skrzydła zniknęła, najpewniej na krótko przed tym, jak położyła się spać. Prędzej czy później musiało do tego dość, ale i tak poczuła niewytłumaczalny smutek, zresztą nie po raz pierwszy w takiej sytuacji. Chciała tego czy nie, zmieniła się – i była tego coraz bardziej świadoma. To, że potrafiła przywołać do siebie skrzydła, a tym bardziej wzbić się w powietrze, jednoznacznie o tym świadczył.
Najgorsze w tym wszystkim pozostawało to, że nie miała pojęcia, kim tak naprawę była. To wciąż pozostawało dla niej zagadką, tylko po części wyjaśnioną przez Rafaela. Jasne, powtarzał, że teraz byli do siebie podobni i ona też to czuła, ale… Och, to wciąż nie wydawało się właściwą odpowiedzią. Nie była demonem, chociaż w jakiś pokrętny, niezrozumiały dla niej sposób, pozostawali ze sobą powiązani. Czuła to całą sobą, nie tylko w związku z tym, że Rafael niezależnie od wszystkiego był dla niej kimś ważnym. Kochała go, ale zarazem obawiała się, że w tym jednym wypadku uczucia mogły okazać się problematyczne. Szukała złotego środka tam, gdzie najwyraźniej go nie było, szczerze obawiając się, że w którymś momencie zbytnio się zagalopuje, tym samym pozwalając sobie na coś, czego absolutnie nie chciała. Gdyby tęsknota okazała się zbyt silna, a ona odpuściła, wszystko to, co mu powiedziała, straciłoby na znaczeniu, tym samym nie zmieniając niczego.
Wypuściła powietrze ze świstem, coraz bardziej sfrustrowana. Chciała przekonać samą siebie, że to się nie stanie, bo najzwyczajniej w świecie nie zamierzała na to pozwolić, ale to brzmiało jak wierutne kłamstwo. Właśnie to również sprawiło, że ostatecznie odwróciła się na pięcie, niemalże gniewnym krokiem ruszając w stronę drzwi. Wyszła na korytarz, aż nazbyt świadoma, że i tak nie miała być w stanie ponownie zasnąć, niezależnie od tego, jak bardzo b się starała. Nie pierwszy raz czuła się całkowicie bezradna, będąc w stanie co najwyżej krążyć bez celu i szukać jakiegokolwiek wyjścia. Nie miała co ze sobą zrobić, a jakby tego było mało…
– Elena?
Wyprostowała się niczym struna, słysząc znajomy głos. Właściwie sama nie była pewna, dlaczego wcześniej nie zwróciła uwagi na to, czy ktokolwiek prócz niej znajdował się na korytarzu. Tak czy inaczej, natychmiast zwróciła się ku Rosalie, po wyrazie twarzy i spojrzeniu wampirzycy usiłując stwierdzić, czego tak naprawdę powinna się po niej spodziewać. Zabawne, ale jakiś czas temu bez chwili wahania poszłaby właśnie do tej ze swoich sióstr, zwłaszcza gdyby miała problem związany z czymś, czego nie mogła powiedzieć Liz. Przez ostatnie miesiące zmieniło się dość, począwszy od tego, że w którymś momencie przestała ufać Rose, z kolei Elizabeth pozostawała niedostępna z innego powodu niż ten, że mogłaby nie być wtajemniczona w niektóre dość istotne kwestie. Ta świadomość na swój sposób bolała, będąc niczym kolejny, materialny dowód na to, że świat stanął na głowie – i że najpewniej nadal się zmieniał.
Zawahała się, w głowie szukając jakiegoś sensownego sposobu na to, żeby odpowiedzieć. Chciała jakkolwiek uspokoić Rosalie i tym samym uniknąć konieczności rozmowy, a jednak nie była w stanie wykrztusić z siebie słowa, zdolna co najwyżej tępo wpatrywać się w wampirzycę. Wiedziała, że milczała zdecydowanie zbyt długo, by w ogóle mieć szansę uniknąć odpowiedzi, to jednak nie wydawało się dziewczynie aż tak istotne, jak początkowo zakładała. Z zaskoczeniem przekonała się, że tak naprawdę jest jej wszystko jedno i że wręcz potrzebowała kogoś, kto zwróciłby na nią uwagę. Po tym, jak wypłakiwała sobie oczy akurat w ramionach Damiena, już nic nie miało być w stanie tak naprawdę ją zdziwić – a przynajmniej nie tej nocy.
Nie odezwała się nawet słowem, to jednak nie było potrzebne. Rosalie dała jej niecałą minutę, zanim zdecydowała się ruszyć z miejsca, błyskawicznie pokonując dzielącą ją od Eleny odległość. Dziewczyna napięła mięśnie, w pierwszym odruchu mając ochotę się odsunąć, ale i tego nie zrobiła, zwłaszcza gdy Rose jak gdyby nigdy nic otoczyła ją ramionami. W zamian po prostu wtuliła się w siostrę, obojętna na bijący od jej ramion chłód, po chwili odkrywając, że jednak jest w stanie się rozluźnić. To było dziwne, ale prawdziwe, Elena zaś z zaskoczeniem przekonała się, że chyba za tym tęskniła, zresztą tak jak i za wieloma innymi kwestiami, które kiedyś wydawały jej się czymś wręcz nieznośnie normalnym.
– Chcesz porozmawiać? – usłyszała tuż przy uchu i mimowolnie zadrżała, kiedy chłodny, słodki oddech owiał jej policzek.
– Niekoniecznie, zwłaszcza jeśli gdzieś tam jest Emmett – stwierdziła zgodnie z prawdą, wymownie zerkając na sypialnię z której wyszła Rose.
Nie dbała o to, czy wampir przypadkiem będzie w stanie ją usłyszeć. W zasadzie nie przejmowała się naprawdę wieloma kwestiami, tym bardziej że nic nie mogło sprawić, żeby bliscy się od niej odwrócili. Cóż, tyle przynajmniej zdążyła wywnioskować, zresztą wszyscy dobrze wiedzieli, jaka była. W gruncie rzeczy nie zachowywała się mniej nieuprzejmie niż zazwyczaj, nie wspominając o tym, że jakakolwiek szczera rozmowa przy Emmetcie zdecydowanie nie wchodziła w grę. Jak uwielbiała tego ze swoich braci, tak prędzej zrobiłaby mu krzywdę, niż pozwoliła, by próbował ją pocieszać.
Cóż, inną kwestią pozostawała ewentualna reakcja na to, co zrobił Rafael. Chyba mogła sobie to wyobrazić i to wystarczyło, żeby tym bardziej zapragnęła milczeć. Nie, zdecydowanie nie martwiła się o demona, ale przede wszystkim o pierwszą osobę, która spróbowałaby wtrącać się w ich prywatne sprawy. Biorąc pod uwagę fakt, że faceci mieli w zwyczaju załatwiać sprawy w dość… brutalny sposób, a Emmett w szczególności bywał porywczy, wolała nie ryzykować. Nie, skoro Rafa wielokrotnie dał jej do zrozumienia, że poza nią nie liczył się nikt inny, łącznie z tymi, którzy pozostawali dla niej ważni.
– Kręci się gdzieś z Jasperem i Edwardem. Wiesz, ostatnio woląc mieć oko na okolicę – wyjaśniła pośpiesznie Rosalie. Elena wyprostowała się, odchylając w ramionach siostry na tyle, by móc spojrzeć wampirzycy w twarz. – Alice nie jest w stanie powiedzieć nam niczego konkretnego, więc… Sama rozumiesz.
– Tak… Chyba – przyznała, nie kryjąc wątpliwości. – Volturi i tak dalej…
– Zwłaszcza to – zgodziła się niechętnie Rosalie. – Nikt nie powie mi, że to nie jest problemem. Zwłaszcza po tym, co…
Urwała, po czym nieznacznie potrząsnęła głową, chcąc odrzucić od siebie niechciane myśli. Elena nie musiała pytać, co takiego kobieta miała na myśli, tym bardziej że w pewnym momencie bardziej stanowczo przygarnęła ją do siebie, być może nawet nie zdają sobie sprawy z tego, co robiła.
– Jestem tutaj – oznajmiła z naciskiem. – Zresztą podczas balu to była Isobel. Jej już nie ma w Volterze.
– Ale kręci się w okolicy, a my zamierzamy przyjąć pod dach delegację z Włoch. To naprawdę takie dziwne, że mi się to nie podoba?
– Oczywiście, że nie – zreflektowała się pośpiesznie Elena.
Jeśli miała być ze sobą szczera, również się przejmowała, chociaż kwestia Aro i reszty dotychczas zmanipulowanych przez Isobel wampirów paradoksalnie nie wydawała się najistotniejsza. Z drugiej strony, być może to ona miała dość powodów, by obawiać się kogokolwiek innego, a już zwłaszcza królowej albo Huntera. Volturi pozostawali wyłącznie narzędziem, a skoro tak…
Zamilkła, woląc nie ciągnąc tematu, którego tak naprawdę nie rozumiała. Tak było o wiele prościej, a przynajmniej tak sądziła, nie pierwszy raz skupiając się na ucieczce. W milczeniu tuliła się do Rosalie, pozwalając, żeby ta raz po raz przeczesywała jej włosy palcami. To było przyjemne i znajome, poza tym ostatecznie pozwoliło się dziewczynie rozluźnić – co prawda nie aż w takim stopniu, jak mogłaby tego oczekiwać, ale na dobry początek wystarczyło. Czuła się trochę jak dziecko, ale to też było dobre, choć na chwilę dając Elenie to, czego potrzebowała. Nie pamiętała już, kiedy ostatnim razem była tak blisko z Rose, na dodatek nie musząc wampirzycy niczego tłumaczyć, a jednak pomimo tego mając poczucie, że ta rozumiała.
– Więc? – odezwała się ponownie Rosalie, starannie dobierając słowa. Zabrzmiała zaskakująco łagodnie, wręcz troskliwie, co nie zdarzało jej się często. – Chcesz porozmawiać? Wiem, że coś się stało.
– Pokłóciłam się z Rafaelem… Ale to chyba wiesz, prawda? – mruknęła, z uporem unikając wnikania w szczegóły. Miała ochotę to zrobić, ale dobrze wiedziała, że w ten sposób nie osiągnęłaby niczego dobrego.
Nawet jeśli Rosalie podejrzewała, że w grę wchodziło coś więcej, zostawiła tę kwestię dla siebie. Elena na krótką chwilę zamarła, niemalże spodziewając się uwag, które jednak nie przypadną jej do gustu, ale nic podobnego nie miało miejsca. Rose milczała i to wydawało się właściwe, tym bardziej że nigdy nie przepadała za demonem. Elena na każdym kroku czuła, że siostra zdecydowanie nie akceptowała kogoś, kto przez tyle czasu pozostawał aż tak blisko Isobel. Nie ukrywała tego, zresztą tak jak i większości swoich antypatii, w większości związanych z mieszkańcami Miasta Nocy. W efekcie dziewczyna jakoś nie miała wątpliwości co do tego, że gdyby tylko pojawiła się możliwość odcięcia od tych istot, Rosalie nie wahałaby się ani chwili, tak jak i od samego początku popierała pomysł wyjazdu od Seattle.
Cóż, zwłaszcza teraz mogła to zrozumieć, chociaż zarazem nie spoglądała na sytuację w taki sposób, jak Rose. Teraz wszystko było inne, ale postanowiła zachować tę kwestię dla siebie, tym bardziej że siostra wcale nie oczekiwała wyjaśnień. To była przyjemna, na swój sposób kojąca odmiana – rodzaj impasu, którego potrzebowała i który do pewnego stopnia podniósł ją na duchu. Rose już wcześniej próbowała się zreflektować, wyraźnie żałując tego, jak sprawy miały się od chwili, w której zagroziła Elizabeth. Co prawda Elena wciąż nie potrafiła ot tak tego zapomnieć, ale z drugiej strony… To był jednorazowy incydent, tak? Błąd, który mógł popełnić dosłownie każdy i który wcale nie musiał wszystkiego przekreślać. Nade wszystko nie chciała, by miał aż tak silny wpływ, wręcz rwąc się do tego, żeby zapanować nad sytuacją. Musiała, ale do tego potrzebna była odrobina zaufania z jej strony – nie tak silnego, jak na samym początku, ale…
Och, prawda była taka, że tego chciała. I że tęskniła o wiele bardziej, niż do tej pory mogłaby podejrzewać. To uczucie przez krótką chwilę wydawało się przysłaniać wszystkie inne, łącznie z tymi, które wyzwalało wspomnienie tego, co zrobił Rafael. Elena nie była pewna czy to dobrze, czy może wręcz przeciwnie, ale nade wszystko pragnęła się temu poddać.
– Elenko…?
Nie lubiła, kiedy Rose zwracała się do niej w ten sposób, ale z jakiegoś powodu nie poczuła się źle słysząc tę wersję swojego imienia. W zamian z wolna wyprostowała się, po czym zmusiła, by raz jeszcze spojrzeć wampirzycy w oczy – w znajome, miodowe tęczówki, które na swój sposób wciąż wydawały się wiązać z jakże upragnionym poczuciem bezpieczeństwa.
– Wszystko w porządku. Po prostu… Posiedzisz przy mnie? – wypaliła, nie mogąc się powstrzymać. – Proszę.
Rosalie jedynie skinęła głową. Na dobry początek musiało wystarczyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz




After We Fall
stories by Nessa