30.06.2017

Dwieście osiemnaście

Gabriel
Było cicho, ale to mu odpowiadało. Potrzebował chwili spokoju, chociaż zarazem czuł, że powinien stosunkowo szybko wrócić do domu. Nie musiał patrzeć na zegarek, żeby zorientować się, że Renesmee już najpewniej była na miejscu. Przynajmniej miał nadzieję, że w między czasie nie wydarzyło się nic niepokojącego, nawet nie chcąc brać pod uwagę, że dziewczynę mogłoby spotkać cokolwiek złego. Na uczelni była bezpieczna, zresztą od dawna nie wydawała mu się aż tak bezbronna, jak w okresie, kiedy się poznali. Gdyby mógł, najchętniej chodziłby za nią krok w krok, ale nie sądził, żeby mu na to pozwoliła, niezależnie od argumentów, które by przytoczył.
Inną kwestią pozostawało to, że czuł się odpowiedzialny za Claire. Cóż, przynajmniej do pewnego stopnia tak było, z kolei kontrolowanie snów siostrzenicy przychodziło mu równie naturalnie, co i wtedy, kiedy pomagał zasypiać Jocelyne. Podejrzewał, że w przypadku córki Layli trochę go poniosło, czego zresztą był świadom przez wciąż dające mu się we znaki zmęczenie, ale nie potrafił zachować się inaczej. W ostatnim czasie martwiło go zdecydowanie zbyt wiele kwestii, by potrafił skupić się na uspokajaniu kogokolwiek innego.
Powiódł wzrokiem dookoła, sam niepewny, co tak naprawdę pragnął osiągnąć. Już przetrząsali okolicę, na dodatek tak wiele razy, że gdyby mieli coś znaleźć, Layla najpewniej już dawno byłaby w domu. Chciał zachowywać się rozsądnie, ale w naturalny sposób martwił się o bliźniaczkę, z każdym kolejnym dniem niepokojąc się coraz bardziej. Obiecał, że będzie ją chronić i zamierzał się tego trzymać, niezależnie od tego, jak wiele razy Lay zwalniała go z raz złożonego słowa. Zdecydowanie nie zamierzał tak po prostu odpuścić, nie wspominając o tym, że więź nigdy by mu na to nie pozwoliła. Jeśli miał być ze sobą szczery, to właśnie to niepokoiło go najbardziej – to, że pomimo świadomości, iż połączenie z siostrą wciąż istniało, nie potrafił do niej dotrzeć, a tym bardziej jednoznacznie określić, w jak poważne kłopoty się wpakowała. Miał wrażenie, że od Layli oddzielała go gruba ściana, na dodatek taka, o którą raz po raz się obijał, nie będąc wstanie przedostać się na drugą stronę. Dawno nie doświadczył czegoś aż do tego stopnia irytującego, przejmując się niemal równie mocno, co i wtedy, gdy próbować odnaleźć Renesmee. Tym razem nawet nie miał punktu zaczepienia i właśnie to było najbardziej irytujące.
Zatrzymał się, z powątpiewaniem spoglądając na sprawiające wrażenie opustoszałych doki. Byli już tutaj, na dodatek większą grupą, zaś po tym, jakiego zamieszania dokonali Beau i Rufus, tym bardziej nie spodziewał się niczego znaleźć. W gruncie rzeczy sam nie był pewien, czego oczekiwał po przybyciu do tego miejsca, jednak nie mógł powstrzymać się przed samą tylko próbą rozejrzenia po okolicy. Szukał punktu zaczepienia – czegokolwiek, co dałoby mu poczucie, że miał szansę odszukać Laylę, to miejsce zaś pozostawało jednym z nielicznych, które przychodziły mu do głowy. Był jeszcze ten chłopak, którego z jakiegoś powodu zabrał ze sobą Rufus, ale przynajmniej tymczasowo Gabriel nie miał cierpliwości, żeby sprawdzać o kogo chodziło. Już i tak musiał się posilić, a gdyby do tego wszystkiego go poniosło…
Odrzucił od siebie niechciane myśli, łatwo będąc w stanie wyobrazić sobie, jak zareagowałyby Renesmee i Layla, gdyby podejrzewały, co takiego chodziło mu po głowie. Niektóre wspomnienia wciąż pozostawały żywe, zwłaszcza kiedy w grę wchodziło to, jak zachowywał się, pozostając pod wpływem Isobel. Co więcej, nie mógł zaprzeczyć, że pod wieloma względami wpływy, które mu to zapewniało, były przydatne. Wtedy z łatwością mógł pozwolić sobie na wyegzekwowanie tego, czego oczekiwał, niezależnie od tego, czy metody, na które się zdecydował, były słuszne. Podejrzewał, że to niewłaściwe – nie było, co zresztą sam doskonale wiedział – ale w niektórych wypadkach odsunięcie emocji miało sens. Zwłaszcza teraz, kiedy był niemalże zdesperowany, czuł się gotów, by posunąć się naprawdę daleko.
Odrzucił od siebie niechciane myśli, koncentrując się na tym, co podsuwały mu zmysły. Wciąż był w stanie wyczuć oznaki niedawnego pożaru, który zakończył egzystencje wampirzycy, która zaatakowała Renesmee – Marcy, o ile dobrze pamiętał – przy okazji niszcząc jeden z pobliskich magazynów. W pewnym sensie czuł ulgę, a może wręcz swego rodzaju satysfakcję, kiedy myślał o tym, że te tamta kobieta otrzymała to, na co zasłużyła, jednak to w najmniejszym nawet stopniu nie rozwiązywało problemu Layli. Jeśli ta grupka miała jakikolwiek związek z tym, co spotkało jego siostrę…
Och, lepiej, żeby się na niego nie natknęli. Zwłaszcza kiedy chodziło o bezpieczeństwo rodziny, potrafił być niebezpieczny, bliźniaczkę z kolei od zawsze darzył wyjątkowymi względami. Tak po prostu było od samego początku, Gabriel zaś nie potrafił sobie wyobrazić, że ten stan rzeczy miałby ulec zmianie. Co prawda odkąd poznał Renesmee, więź z siostrą zeszła na dalszy plan, wyparta przez coś innego i równie trwałego, to jednak w żaden sposób nie negowało to, jak daleko byłby w stanie posunąć się dla dobra Layli.
Gdzie ty jesteś, sis?, pomyślał nie po raz pierwszy, chociaż już dawno stracił wiarę w to, że kiedykolwiek uda mu się uzyskać choćby po części satysfakcjonującą odpowiedź. Nie słyszała go, równie odległa, co i wtedy, gdy zdarzało jej trzymać się na dystans, najzwyczajniej w świecie nie chcąc pozwolić, by ktokolwiek ją odszukał. Sęk w tym, że Gabriel nie miał wątpliwości, że Layla milczała, bo tak naprawdę nie miała wyboru. Coś było nie tak, kiedy zaś się skoncentrował, miał wrażenie, że wyczuwał jej strach, uczucie to jednak pozostawało zdecydowanie zbyt słabe, by mógł zrobić z niego użytek. Nie miał nawet pewności, czy cokolwiek z tego, czego doświadczał, miało jakikolwiek z rzeczywistością, czy może pozostawało wyłącznie jego wyobrażeniem – czymś, w co chciał wierzyć, by nadać sens poszukiwaniom.
Słodka bogini, wiedziałby, gdyby coś ją dręczyło. Czegokolwiek nie myślałby o Rufusie, nie sądził, by wampir zataił jakiekolwiek istotne kwestie. Łatwo było wyczuć, kiedy ta dwójka się sprzeczała, zresztą Gabriel znał siostrę zbyt dobrze, żeby uwierzyć, że   mogłaby zniknąć tak bez słowa, odkąd na świecie pojawiła się Claire. Zdecydowanie nie zrobiłaby czegoś takiego bez powodu, a przynajmniej Gabriel chciał w to wierzyć. W innym wypadku zdecydowanie musiałby jej przyłożyć, a to bez wątpienia o czym świadczyło. Jeśli to był żart, osobiście zamierzał ją zabić, ale…
Cóż, przecież dobrze wiedział, że to wcale nie było takie proste – i że zdecydowanie miał powody do niepokoju.
Głód dawał mu się we znaki, na dodatek w o wiele większym natężeniu, niż zdążył się przyzwyczaić. To też wydało się Gabrielowi nienaturalne, wzbudzając w nieśmiertelnym jeszcze silniejszy niepokój. Jaka istniała szansa na to, że również ta kwestia miała związek z Laylą? Nawet pomimo czasu, który spędził przy Claire, nie sądził, żeby doprowadził się do stanu, w którym znalezienie sobie tymczasowej ofiary stało się sprawą priorytetową. W grę wchodziło coś więcej, ale nie potrafił tego sprecyzować, a może po prostu nie chciał przyznać, że istniało tak wiele powodów, by musiał martwić się o siostrę.
Wiedział, że Renesmee nawet by się nie zawahała, gdyby zorientował się, czego potrzebował, ale to jedynie utwierdziło go w przekonaniu, że powinien powstrzymać się przed powrotem do domu. Nie udał sobie, co zdarzało się nader rzadko, tym bardziej że zdążył przyzwyczaić się do korzystania z pomocy żony. Co prawda również to starał się ograniczać, nie chcąc doprowadzić do sytuacji, w której wyłącznie jej energia miałaby dla niego znaczenie, ale to nie zmieniało faktu, że lubił momenty, kiedy oddawali się sobie. To było coś bardziej intymnego od seksu czy nawet wymiany krwi, a przynajmniej tak odbierał to za każdym razem, kiedy posuwał się do skorzystania z jej pomocy w pełni świadom swoich kolejnych czynów. To zdecydowanie nie byłoby takie proste, gdyby go poniosło, nie wspominając o tym, że nie chciał doprowadzić do sytuacji, w której skrzywdziłby Nessie. Takie rozwiązanie wydawało się wręcz niepokojąco prawdopodobne, a to zdecydowanie nie było normalne.
Do głód ostatecznie zmusił go do zmiany obiektu zainteresowania. Zrezygnował z przetrząsania doków, aż nazbyt świadom, że nawet najmłodszy, najmniej doświadczony wampir nie zdecydowałby się na powrót do miejsca, gdzie zamordowano jednego z jego towarzyszy. Obawiał się, że działania Rufusa ostatecznie pozbawiły ich możliwości dotarcia do tej grupki nieśmiertelnych, przynajmniej do czasu kolejnej próby ataku albo zwykłego przypadku, który w jakikolwiek sposób skrzyżowałby ich drogi. Tracił czas, a jednak to wcale nie wydawało się aż takie złe, jak mogłoby się wydawać. Wręcz przeciwnie – chciał trzymać się czegokolwiek, co pozwoliłoby mu trwać w choćby złudnym przekonaniu o tym, że wciąż działał.
Dłuższą chwilę jeszcze krążył po okolicy, zanim w końcu zdecydował się ulec pragnieniu. Znalezienie potencjalnej ofiary przyszło mu z łatwością, zwłaszcza w mieście tak dobrze zaludnionym, jak Seattle. W gruncie rzeczy obecność śmiertelników ułatwiała sprawę, sprawiając, że nie musiał zniżać się do zaciągania niewinnej duszyczki do ciemnego zaułka, by tam pozbawić jej tego, co utrzymywało ją przy życiu. W większości przypadków wystarczył mu zwykły spacer, okupiony muśnięciami dziesiątek obcych umysłów, mogących dostarczyć mu tego, czego potrzebował. Co prawda nie lubił dawkować sobie mocy, a tym bardziej mieszać jej ze sobą, wtedy bowiem czuł się tak, jakby energia w nieprzyjemny sposób napierała na niego ze wszystkich stron jednocześnie, potęgując mętlik w głowie, ale taki rozwiązanie wydawało się najlepsze, zwłaszcza w sytuacji, kiedy potrzebował czegoś więcej niż zazwyczaj. Skoro w grę nie wchodziło poddanie się Renesmee, musiał w inny sposób upewnić się, że nie zrobi dziewczynie krzywdy – i to niezależnie od tego, do czego mogłoby między nimi dojść. Na dobry początek musiało wystarczyć, zwłaszcza teraz, kiedy wciąż brał pod uwagę, że również Claire miała go potrzebować.
Nie był pewien, co tak naprawdę podkusiło go, żeby w pewnym momencie przystanąć i raz jeszcze rozejrzeć się po okolicy. Nie od razu wyczuł zapach wampira, na dodatek znajomego, co sprawiło, że mimowolnie napiął mięśnie. Kiedy do tego wszystkiego rozesłał dookoła myśl sondującą, chcąc upewnić się, czy jego podejrzenia były słuszne, poczuł narastające wątpliwości. Wiedział, kto znajdował się w pobliżu i chociaż mógł go zignorować, Gabriel nie potrafił tak po prostu się na to zdobyć. Ostatnim razem uciekł, ale tym razem…
Chwilę jeszcze walczył z samym sobą, zanim ostatecznie uległ instynkt6owi. Bez słowa ruszył w swoją stronę, do pewnego stopnia poirytowany, chociaż nic nie wskazywało na to, żeby jego niechciany towarzysz próbował za nim podążać. Wręcz przeciwnie – to Gabriel zamierzał z własnej woli doprowadzić do spotkania, choć wcale nie był pewny, czy to dobry pomysł. Podły nastrój jedynie pogarszał sytuację, jednak nawet to nie sprawiło, by ot tak postanowił się wycofać.
W pierwszym odruchu zamierzał ukryć swoją obecność, ale w ostatniej chwili zrezygnował tego pomysłu. Cholerna duma, pomyślał mimochodem i w tamtej chwili prawie udało mu się uśmiechnąć. Nie, zdecydowanie nie było mu do śmiechu, ale wszystko wydawało się lepsze od zadręczania czymś, na co i tak nie miał wpływu. Nie był w stanie stwierdzić, czego tak naprawdę oczekiwał, a tym bardziej czego powinien się spodziewać, ale…
Odrzucił od siebie niechciane myśli, skupiony na bodźcach, które podsuwały mu zmysły. Odnalezienie Sage’a przyszło mu z łatwością, tym bardziej że wampir również nie próbował kryć się ze swoją obecnością. Gabriel zacisnął usta, ale ostatecznie zdecydował podkraść się bliżej, w głowie szukając jakichkolwiek sensownych słów. Po tym, jak wyglądało jego ostatnie spotkanie z wampirem, kiedy właściwie przy pierwszej okazji ewakuował się, zmuszając Renesmee do tego samego, trudno było mu wyobrazić sobie jakąkolwiek rozmowę. Jeśli miał być ze sobą szczery, nic z tego, co wiązało się z tamtym okresem w przeszłości, nie napawało go entuzjazmem.
– Kto tam jest? – usłyszał pozornie uprzejmy, ale zdradzający niepokój głos wampira. To był rodzaj ostrzeżenia, które jednak nie zrobiło na Gabrielu najmniejszego znaczenia.
– Tylko ja – stwierdził jak gdyby nigdy nic, ostatecznie podejmując decyzję.
Bez pośpiechu podszedł bliżej, próbując zachowywać się tak, jakby nic szczególnego nie miało miejsca. Co z tego, że ostatnim razem zachował się niemalże jak dzieciak, przy pierwszej okazji rzucając się do ucieczki? Tym razem nie zamierzał tego zrobić, nawet pomimo tego, że Sage wciąż wzbudzał w nim mieszane uczucia.
– Gabriel… – Jego rozmówca nie krył zaskoczenia. Jakby tego było mało – co również nie umknęło jego uwadze – wyraźnie się rozpogodził, wyglądając tak, jakby ulżyło mu na jego widok. – Co za przypadek…
– Seattle nie jest takie duże – zauważył przytomnie Gabriel. – Prędzej czy później musieliśmy na siebie wpaść, skoro wciąż tutaj jesteś.
Chciał, żeby to zabrzmiało neutralnie, ale i tak poczuł się źle. Czuł rezerwę we własnym głosie, chociaż próbował nad tym zapanować, podejrzewając, że Layla nie byłaby zachwycona, gdyby mogła go usłyszeć. Nie miał pojęcia, czy to w ogóle miało sens, zresztą nie chciał o tym myśleć, ale to uczucie nie dawało mu spokoju. Sage miał w sobie coś, co niezmiennie wytrącało go z równowagi, przypominając, że nie był wstanie ochronić siostry w takim stopniu, jak mógłby tego oczekiwać. Chciał tego czy nie, istniał etap, kiedy oboje potrzebowali pomocy, a to… z jakiegoś powodu wydawało się Gabrielowi niewłaściwe. Przecież zapewniał Laylę, że sobie poradzą, a jednak…
To nawet brzmi beznadziejnie, pomyślał i coś ścisnęło go w gardle. Teraz też nie masz pojęcia, gdzie ona jest.
– Cóż, tak… – Sage zamilkł, po czym wzruszył ramionami. – Mam powody, żeby się tutaj kręcić.
W pierwszym odruchu chciał zażyczyć sobie wyjaśnień, ale w ostatniej chwili zmienił zdanie. Czuł, że to nie byłoby uczciwe, tym bardziej że zdecydowanie nie byli sobie niczego winni. Sage nie musiał się przed nim tłumaczyć, tak jak i Gabriel nie widział powodu, dla którego miałby się z czegokolwiek spowiadać. Przecież mimo wszystko nie traktował tego wampira jak wroga, tym bardziej że ten nie próbował go nachodzić.
– Zapewne – rzucił w zamian.
Sage rzucił mu bliżej nieokreślone spojrzenie. Co w wyrazie jego twarzy wzbudziło w Gabrielu wątpliwości, tym bardziej że miał wrażenie, że mężczyzna się nad czymś waha. Miał ochotę posłużyć się telepatią, by łatwiej ocenić sytuację, ale powstrzymał się, nie będąc w stanie ot tak posunąć się aż tak daleko. Miał swoje zasady, mimo wszystko, zresztą próbował przekonać samego siebie, że obecność Sage’a tak naprawdę nie miała znaczenia. To, że na siebie wpadli, również stanowiło najzwyklejszy w świecie przypadek, ale…
– Layla wróciła? – usłyszał i to wystarczyło, żeby drgnął, w pośpiechu przenosząc wzrok na obserwującego go wampira. – Mam wrażenie, że nie, bo jesteś podenerwowany, ale…
– Skąd wiesz, że jej nie ma? – niemalże warknął, natychmiast zdwajając czujność.
Co prawda nie brał pod uwagę, że akurat Sage mógłby mieć jakikolwiek związek z nieobecnością dziewczyny, ale nie mógł powstrzymać się przed zadaniem tego pytania. Obserwował, niemalże gorączkowo zastanawiając nad znaczeniem zachowania nieśmiertelnego. Mógł tylko zgadywać, co takiego w tamtej chwili chodziło wampirowi po głowie, zresztą niezależnie od sytuacji nie byłby w stanie tak po prostu się rozluźnić. Martwiło go zdecydowanie zbyt wiele kwestii, by ot tak mógł sobie na to pozwolić.
– Od Eleny – zapewnił pośpiesznie Sage. – Z Laylą też się widziałem, ale to inna kwestia. Wiem, że nie cieszysz się moim widokiem, ale… – zaczął, Gabriel jednak nie pozwolił mu dokończyć.
– Znasz Elenę? – zapytał, nie kryjąc zaskoczenia. Z drugiej strony, jakie to tak naprawdę miało znaczenie? – Och, zresztą nieważne! Jeśli cokolwiek wiesz o mojej siostrze, po prostu mi powiedz – ponaglił, nie będąc w stanie skoncentrować się na niczym innym.
Początkowo chciał, żeby zabrzmiało to pewnie, niemalże jak ostrzeżenie, chociaż zarazem nie potrafił Sage’a o nic obwinić. Co jak co, ale w jego przypadku był pewien, że nie podniósłby na dziewczynę ręki. Zarzucenie mu czegokolwiek najzwyczajniej w świecie miało się z celem, nie wspominając o tym, że oboje z Laylą zawdzięczali wampirowi naprawdę dużo. Nie zmieniało to jednak faktu, że Gabriel był gotowy uchwycić się niemalże każdego rozwiązania, niezależnie od tego, jaki nieprawdopodobne by się wydawało. Jeśli istniała szansa, że akurat Sage mógłby wiedzieć cokolwiek…
Z tym, że jeden rzut oka na wampira wystarczył, by zrozumiał, że nie ma na co liczyć. Sage sprawiał wrażenie niemniej zmartwionego, co sam Gabriel, a to zdecydowanie nie wróżyło dobrze.
– Wierz mi, że już dawno bym przyszedł, gdybym coś wiedział – stwierdził z powagą Sage. – Co tak naprawdę się stało? Wiem, że mi nie ufasz, ale…
– To nie jest tak, że ci nie ufam – zaoponował machinalnie Gabriel, zanim zdążył ugryźć się w język.
Sage uniósł brwi, wyraźnie zaskoczony. Przez jego twarz przemknął cień, ostatecznie jednak nie skomentował słów Gabriela nawet słowem, w zamian ograniczając się do skinięcia głową.
– W porządku – zreflektował się. – Ale porozmawiaj ze mną, skoro już tutaj jesteś. Nie wiem, co się dzieje, ale chcę pomóc, jasne? Layla jest… – Urwał, po czym energicznie potrząsnął głową. – Komu jak komu, ale tobie nie muszę tego tłumaczyć, prawda?
Westchnął, coraz bardziej zdezorientowany. Owszem, dobrze wiedział, jaki Sage miał stosunek do jego siostry. Co więcej, nie miał wątpliwości, że Layla mu ufała, co również o czymś świadczyło. Przede wszystkim to sprawiło, że nie potrafił pozostać obojętny, nawet pomimo tego, że początkowo takie rozwiązanie wydawało się najprostsze. Wtajemniczanie Sage’a wydawało się stratą czasu, tym bardziej że nie przybliżało ich do znalezienia jakiegokolwiek rozwiązania, ale nie potrafił tak po prostu się wycofać.
– To dłuższa historia, tak sądzę – powiedział w końcu. – Zresztą nie o to chodzi. Prawda jest taka, że stoimy w miejscu.
Skrzywił się, słysząc rozgoryczenie we własnym głosie. To, zwłaszcza w połączeniu z rozdrażnieniem, zdecydowanie nie ułatwiało Gabrielowi zebrania myśli, chociaż za wszelką cenę próbował nad sobą zapanować. Nadmierna emocjonalność nie pomagała, nawet pomimo tego, że Sage milczał, dając mu okazję na uporządkowanie wszystkiego tak, jak mógłby tego oczekiwać.
– Mów mi jeszcze – mruknął z powątpiewaniem wampir. – Podejrzewam, że nie macie teraz do tego głowy, ale ja naprawdę… Och, szczerze mówiąc, od dłuższej chwili wahałem się nad tym, żeby przyjść. Liczyłem na jakieś informacje, zresztą na pewno macie jakiś plan.
– Gdyby to było takie proste…
Mimowolnie pomyślał o rozmowie o kroplach astralnych, którą dopiero co odbyli z inicjatywy Rufusa. Mało kiedy był skłonny uznać którykolwiek z impulsywnych pomysłów wampira za dobry, ale tym razem był w stanie przyjąć dosłownie wszystko, byleby zacząć działać. Więź wydawała się ostatnią deską ratunku, a przynajmniej chciał wierzyć w to, że wciąż istniała. Przecież ją czuł, nie wspominając o tym, że zdecydowanie byłby świadom tego, gdyby doszło do jej przerwania. To byłoby równoznaczne tylko z jednym, ale…
Nie, zdecydowanie nie chciał brać tej możliwości pod uwagę.
– Powinienem wracać. Renesmee się martwi, zresztą mamy teraz trochę problemów… I niekoniecznie mam tu na myśli wyłącznie Laylę – stwierdził w zamyśleniu, zwracając się bardziej do siebie, aniżeli wciąż obserwującego go Sage’a. Chcąc nie chcąc krótko zerknął na wampira, po czym ciągnął dalej, nie dając sobie szansy na rozmyślenie. – Jeśli chcesz, możesz iść ze mną i wtedy porozmawiamy. Szczerze mówiąc, jest mi już naprawdę wszystko jedno – dodał, po czym w pośpiechu ruszył w swoją stronę.
Nie musiał się odwracać, żeby wyczuć, że Sage bez chwili wahania podążył za nim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz




After We Fall
stories by Nessa