05.06.2017

Dwieście jeden

Claudia
Warknęła, kiedy ciepłe palce zacisnęły się na jej ramieniu. W następnej sekundzie odwróciła się na pięcie, chyba jedynie cudem nie rzucając Oliverowi do gardła. Gniewnie spojrzała na stojącego przed nią dzieciaka, nerwowo zaciskając dłonie w pięści i przez krótką chwilę mając ochotę porządnie mu przyłożyć. Żartował sobie w niej? Sądziła, że nie podąży za nią zwłaszcza po tym, co dopiero się wydarzyło, zwłaszcza że zaraz po tym zdecydował się zostać z dziewczyną, ale najwyraźniej liczyła na o wiele więcej, niż ostatecznie miała otrzymać.
– Co znowu? – zapytała gniewnie, chociaż zdecydowanie nie liczyła na odpowiedź. – Jesteś nie tylko niemową, ale też masz problemy z logicznym myśleniem? Co z tobą nie tak, skoro do tej pory nie dotarło, że masz dać mi spokój?!
Nawet nie mrugnął, co zresztą było do przewidzenia. Nie rozumiała, czym kierował się ten chłopak, ale niezależnie od tego, jak bardzo go obrażała i co mówiła, on wciąż wydawał się zdecydowany, żeby nie opuszczać jej nawet na krok. Za każdym razem, kiedy wybuchała, jedynie spoglądał na nią w ten przenikliwy, niemalże łagodny sposób, raz po raz wystawiając cierpliwość kobiety na próbę. To miał być jakiś żart? Jeśli tak, to Oliver posiadał jakieś niezrozumiałe dla niej, wyjątkowo chore poczucie humoru. Inaczej nie była w stanie tego wytłumaczyć, teraz z kolei tym bardziej nie miała do tego cierpliwości. W gruncie rzeczy była do tego stopnia wytrącona z równowagi, że chyba jedynie cudem nie rozniosła na kawałeczki połowy miasta, a przynajmniej stojącego przed nią nieśmiertelnego, skoro pozostawał pierwszą osobą, która postanowiła doprowadzić ją do szału.
Jasna cholera, to zdecydowanie nie powinno wyglądać w ten sposób. Do tej pory nie była pewna, co i dlaczego czuła, ale to nie miało znaczenia. Nie chciała przejmować się ani tamtą dziewczyną, ani wilkiem, którego zabiła. Mord już dawno przestał robić na Claudii wrażenie, a gdyby miała przejmować się każdym istnieniem, które zakończyła, najpewniej już dawno postradałaby zmysły. Tak czy inaczej, nie żałowała absolutnie niczego, co zrobiła – a już zwłaszcza ukrócenia wieczności kogoś, kto najpewniej chętnie odwdzięczyłby jej się tym samym. Nie dbała o nikogo i nic prócz siebie, z kolei to, że stanęła w obronie tej dziewczyny, sprowadzało się wyłącznie do instynktu, któremu wampirzyca nauczyła się wierzyć. Już jako dziecko raz po raz słyszała od matki, że powinna, posłusznie się temu podporządkowując, zwłaszcza że to, co mówiła Lily Anne do tej pory Claudii wydawało się świętością. Ona wiedziała, co powinna zrobić… Wiedziała, w jaki sposób przetrwać, a przynajmniej tak zawsze wydawało się kobiecie. To, że ostatecznie zginęła w tak żałośnie ludzki, głupi sposób, wciąż nie mieściło się wampirzycy w głowie.
Och, nieważne. Nie zamierzała zastanawiać się nad błędami, które popełniła Lily Anne, a tym bardziej wracać pamięcią do przeszłości, która już i tak nie miała znaczenia. Liczyło się to, że jej matka uparła dla bękarta, z kolei Claudia… Cóż, tak jak by uratowała jego córkę – i to najpewniej pomimo tego, że nie powinna. Do tej pory nie była pewna, co sądzić o tej dziewczynie i aurze, którą Claire wokół siebie roztaczała. Wszystko wskazywało na to, że mała Prime była niezwykła, ale… Na wrota piekielne, to wydawało się niemożliwe – to, by mogła być w jakimkolwiek stopniu podobna do Lily Anne. Claudia przez cały ten czas sądziła, że była ostatnia, a zdolności jej matki przepadły bezpowrotnie, ale jeśli nie – jeśli to wciąż było gdzieś w ich krwi, linii, która nie chciała wygasnąć…
To, co miała w sobie ta dziewczyna, mogło doprowadzić do grobu je obie, a jednak Claudia ją uratowała. Myśl o tym nie dawała jej spokoju, wręcz doprowadzając wampirzycę do szału, tym bardziej że mimo wszystko nie potrafiła żałować własnych decyzji. Nie brała pod uwagę tego, że w ogóle by mogła, o próbie zawrócenia i usunięcia problemu z drogi nie wspominając. Nie mogła tak po prostu tego zrobić, skoro nie miała pewności i nie wiedziała, dokąd tak naprawdę to wszystko prowadziło. Zwłaszcza jeśli Claire była nieświadoma, bardzo łatwo mogła jej zaszkodzić, niwecząc całe wieki ucieczki Claudii, ale z drugiej strony… Och, ta dziewczyna mogła jej się przydać – być niczym ostatnia deska ratunku, gdyby On jednak się pojawił. Może gdyby zaoferowała mu kogoś innego niż siebie, wtedy…
Zacisnęła usta, po czym w pośpiechu odrzuciła od siebie niechciane myśli. Nerwowo potarła nadgarstki, niemalże czując jak zaciskając się na nich niewidzialne kajdany. Gdyby miała w sobie chociaż trochę miłosierdzia, nie brałaby nawet pod uwagę tego, żeby zafundować jakiejkolwiek innej kobiecie to, czego sama doświadczyła, ale prawda była taka, że już dawno temu coś w niej umarło. Przeżyła wystarczająco wiele, żeby za wszelką cenę pragnąc uciec przed przeszłością – i to również kosztem kogoś innego, jeśli to okazałoby się konieczne. Prawda była taka, że nie istniało już nic, czego Claudia nie zrobiłaby, byleby tylko przeżyć. Przetrwała te wszystkie wieki i nie zamierzała tego zaprzepaścić, a to bardzo łatwo mogło się stać, biorąc pod uwagę okoliczności. Już i tak posunęła się bardzo daleko, musząc zaatakować siostrę królowej, żeby wydostać się z Niebiańskiej Rezydencji, teraz z kolei wszystko komplikowało istnienie Claire. Aura tej dziewczyny mogła zaprzepaścić wszystko, zwłaszcza gdyby podsunęła prześladowcy Claudii trop. Z drugiej strony, to równie dobrze mogło okazać się jej wybawieniem, ale tylko pod warunkiem, że rozegrałaby wszystko właściwie, zapewniając sobie drogę ucieczki.
Musiała to przemyśleć – zastanowić się i wtedy podjąć decyzję. To wszystko wydawało się zdecydowanie zbyt skomplikowane, nie wspominając o tym, jak łatwo mogła popełnić błąd. Wszystko w niej aż krzyczało, że najrozsądniej byłoby uciekać z Seattle, wracając do wcześniejszego trybu życia, zwłaszcza że ten dotychczas zapewniał jej spokój. Uciekała, przenosząc się z miejsca na miejsce, wciąż pozostając w ruchu i przybierając kolejne, niosące ze sobą przynajmniej względne poczucie bezpieczeństwa postacie. To nie było prawdziwe życie, jasne, ale przez całe wieki wystarczyło, jawiąc się jako perspektywa o wiele lepsza od alternatywy, która czekała na nią, gdyby się zatrzymała. Pojawienie się Amelie pozostawało najgorszym, co mogłoby się wydarzyć, na dłuższy czas wytrącając Claudię z rytmu, ale to wciąż nie było czymś, co zaprzepaściłoby wszystko inne. Wciąż miała szansę, którą musiała wykorzystać, a jednak… nie potrafiła.
W Seattle było coś, co ją przyciągało. Być może od samego początku chodziło o tę dziewczynę – o Claire – albo o coś jeszcze innego. W gruncie rzeczy to i tak nie miało znaczenia, przynajmniej dla Claudii. Liczyło się, że nie była w stanie tak po prostu odejść, nieważne jak bardzo niedorzecznym wydawało się to, że miałaby tutaj zostać. Nie rozumiała tego, ale nie potrafiła ot tak sprzeciwić się własnym pragnieniom. Miała to uznać za przeczucie, szansę albo przeznaczenie, które prędzej czy później miało się dopełnić? Nie wiedziała, ale…
Wzdrygnęła się, kiedy ciepłe palce zacisnęły się wokół jej dłoni. W pierwszym odruchu chciała się odsunąć, nie zamierzając pozwolić, żeby Oliver tak po prostu się zbliżył, ale z jakiegoś powodu tego nie zrobiła. W zamian westchnęła przeciągle, coraz bardziej sfrustrowana, chcąc nie chcąc pozwalając, żeby chłopak ujął ją za rękę. W tamtej chwili nie pierwszy raz miała ochotę go zapytać, czego tak naprawdę chciał, ale nie zrobiła tego, w zamian pozwalając, żeby jak gdyby nigdy nic pociągnął ją za sobą. Zabawne, ale chyba naprawdę zdążyła przywyknąć do jego obecności – tego, że był i z sobie tylko znanych powodów próbował ją pocieszać, co najmniej jakby był jej cokolwiek winien.
– Nie rozumiem cię – stwierdziła i również tę wypowiedź wydawała się kierować w pustkę.
Odpowiedział jej wymownym, przenikliwym spojrzeniem, którego już nawet nie próbowała pojąć. Chociaż nie chciała sobie pozwolić na słabość, po raz kolejny przegrała z własnymi emocjami – zwłaszcza tymi, które wzbudzał w niej ten nieśmiertelny samą tylko swoją obecnością. Z braku lepszych pomysłów podążyła za nim, próbując ignorować fakt, że właśnie zachowywała się trochę jak dziecko, które chcąc nie chcąc poddawało się swojemu opiekunowi. Czegokolwiek od niej chciał, jego intencje wydawały się na tyle czyste, że po prostu mu ufała, niezależnie od tego, jak bardzo nierozsądne by się to wydawało.
Milczał, nie trudząc się ani próbą przekazywania czegokolwiek na migi, ani pisaniem karteczki – kolejnej z tych, które tak bardzo ją drażniły. On tylko patrzył, a jednak coś w tym spojrzeniu skutecznie przyprawiło Claudię o dreszcze. Zwłaszcza w przypadku wampira coś podobnego nie powinno mieć miejsca, tym bardziej że nie odczuwała chłodu, a jednak ten dzieciak potrafił sprawić, że czuła się naprawdę nieswojo. Podejrzewała, że to przez fakt, że nie mówił, a ona wciąż nie pojmowała jego intencji, ale to wciąż nie tłumaczyło, dlaczego w przypadku tego nieśmiertelnego ignorowała wszelakie podszepty intuicji i zasady, które przez te wszystkie wieki zapewniały jej przeżycie. Tak po prostu było, a jednak…
Prawda jest taka, że już dawno powinnam cię zabić albo posłać do diabła, pomyślała mimochodem, ostatecznie decydując się zachować wszelakie uwagi dla siebie. Tak było o wiele bezpieczniej, zresztą… jej towarzysz i tak by nie odpowiedział, prawa? Ewentualnie ty powinieneś to zrobić ze mną.
Cóż, nawet jeśli tak było, z jakiegoś powodu wciąż tkwili razem. Co więcej, taki stan rzeczy mimo wszystko jej odpowiadał, chociaż za wszelką cenę nie chciała tego przed samą sobą przyznać – zresztą tak jak i tego, że mogłaby Oliverowi ufać.
Najważniejsze jednak dla Claudii pozostawało to, że pierwszy raz od całych wieków nie czuła się samotna.
Claire
Oddychała szybko i płytko, za wszelką cenę próbując zachować spokój. Czuła, że to wymuszony stan, który częściowo narzucał Rufus, nie pierwszy raz wpływając na jej wolna wolę, ale nie miała mu tego za złe. Wręcz starała się na wszystkie możliwe sposoby uczepić pustki i wrażeniu otępienia – czegokolwiek, co mogłoby odciąć ją od emocji. Wiedziała, że gdzieś tam wciąż czekał ból i cała ta mieszanka uczuć, które wiązały się z przyjęciem do wiadomości tego, co zrobiła Claudia, ale zdecydowanie nie była na to gotowa.
Milczała, skupiając się przede wszystkim na obejmujących ją ramionach. Przez krótką chwilę liczyło się przede wszystkim to, że była bezpieczna, mogąc choć na chwilę odciąć od tego, co wzbudzało w niej czyste przerażenie. Claire czuła, że ucieczka nie prowadziła do niczego dobrego, ale pragnienie, żeby jednak spróbować się zatracić i – chociażby – zasnąć, okazało się o wiele silniejsze. Może gdyby pozwoliła sobie na chwilę słabości i odpłynęła, wtedy mogłaby uwierzyć, że wszystko było złym snem. Biorąc pod uwagę to, co stało się najpierw w domu Marissy, a dopiero później w tamtym zaułku, takie rozwiązanie wydawało się bardzo prawdopodobne. Przynajmniej chciała w to wierzyć, w duchu raz po raz powtarzając sobie, że jeśli zapadłaby się w pustkę, po przebudzeniu przekonałaby się, że coś pomieszała – i że żadna ze złych rzeczy tak naprawdę nie miała miejsca. Może to było dziecinne, ale w tamtej chwili o to nie dbała, za wszelką cenę usiłując znaleźć choćby najbardziej niedorzeczne rozwiązanie.
Początkowo chciała zaprotestować, kiedy ojciec wziął ją na ręce, zamierzając zabrać z daleka od Setha, ale ostatecznie tego nie zrobiła. W zamian bez słowa wtuliła się w wampira, próbując się rozgrzać, zwłaszcza kiedy uprzytomniła sobie, że jest jej zimno. To wydawało się co najmniej bez sensu, skoro dopiero co tuliła się do Setha, tym bardziej że przy chłopaku nigdy nie musiała obawiać się niskiej temperatury. Jego ciało idealnie chroniło ją przed zimnem, ale…
Och, skoro tak, dlaczego wciąż drżała, świadoma przede wszystkim stopniowo przybierającego na sile chłodu?
Mętlik w głowie dawał jej się we znaki, zresztą tak jak i narastające z każdą kolejną sekundą zmęczenie. To, w połączeniu z pragnieniem ucieczki oraz kojącym działaniem znajomym ramion, tym bardziej sprawiło, że Claire zapragnęła zasnąć, w gruncie rzeczy obojętna na to, co mogło się wydarzyć. Nie chciała przejmować się ani Marissą, ani Claudią czy kimkolwiek innym, przez krótką chwilę skupiona przede wszystkim na tym, że Rufus najpewniej zamierzał zabrać ją do domu. To przynajmniej wydawało się dziewczynie sensowne, bo niby gdzie indziej mieliby się udać i…?
– To trochę zły moment na to, żebyś przysypiała, moja mała – stwierdził nieco spiętym tonem wampir.
Wyczuła w jego głosie dość charakterystyczną nutę, której co prawda nie była w stanie zinterpretować, ta jednak wystarczyła, by chcąc nie chcąc zmusiła się do otwarcia oczu. Potrzebowała dłuższej chwili, by spróbować skupić się na jego twarzy, a tym bardziej uświadomić sobie, że nie patrzył na nią. W zamian uważnie lustrował wzrokiem okolicę, być może chcąc upewnić się, że byli bezpieczni. Mogła się tego spodziewać, ale prawda była taka, że już dawno zaczęło być jej wszystko jedno. Nie wiedziała, czy cokolwiek czaiło się w ciemnościach, zbytnio oszołomiona, by zebrać myśli, a co dopiero skoncentrować się na okolicy.
Drgnęła, po czym wyprostowała się i machinalnie objęła Rufusa za szyję, kiedy bez jakiegokolwiek ostrzeżenia przeniósł cały jej ciężar na jedną rękę. Spojrzała na niego z powątpiewaniem, kiedy wyjął telefon, wyraźnie się nad tym czymś zastanawiając. To, że mógłby rozważać kilka rzeczy na raz, a tym bardziej mieć jakiś konkretny plan, wcale nie wydało się Claire dziwne, zwłaszcza że dobrze znała ojca. Podejrzewała, że od samego początku miał jakiś konkretny koncept tego, co zrobić, zresztą w normalnym wypadku zapytałaby go o to, co zamierzał, ale w tamtej chwili było jej wszystko jedno. Chciała spać, ale skoro nie zamierzał pozwolić, żeby zamknęła oczy…
– Jestem… zmęczona – powiedziała w końcu. Jej głos zabrzmiał dziwnie, obco i bardzo pusto, przez co na dłuższą chwilę się zawahała, nie mogąc pozbyć wrażenia, że poszczególne słowa nie należały do niej. – Nic mi nie jest, tato. Nie mnie…
Nie rozumiała, co tak naprawdę go martwiło. Zwykle nie bywał przewrażliwiony, zresztą już pytał ją o to, czy była cała. Podejrzewała, że gdyby nawet uderzyła się w głowę albo zrobiła coś, przez co zachowanie przytomności faktycznie mogłoby okazać się istotne, wampir już dawno by się zorientował. Nie miała pojęcia, dlaczego w ogóle powstrzymywał ją przed snem, ale…
– To wiem. Po prostu mi zaufaj, Claire – rzucił tonem, który chyba z założenia miał być kojący, ale wcale nie poczuła się lepiej. Jedynym, czego była świadoma, pozostawała wszechobecna pusta, która wydała się dziewczynie niewiele lepsza od bólu. Przynajmniej nie czuła, gotowa przysiąc, że wszelakie bodźce dochodziły do niej jakby z oddali, znacznie przytłumione, ale… – Będę miał kilka pytań, ale to za chwilę. Muszę pomyśleć, co z tobą zrobić… – dodał w zamyśleniu, tym samym jeszcze bardziej wytrącając dziewczynę z równowagi.
– Nie rozumiem…
Rzucił jej wymowne, bliżej nieokreślone spojrzenie, nie zamierzając odpowiadać. Najwyraźniej uznał, że i tak była w zbyt złym stanie, by próbować się z nim kłócić, co może i było prawdą, ale coś w świadomości, że nie mówił jej wszystkiego, skutecznie nakłoniło dziewczynę do tego, żeby jednak spróbować zawalczyć. Napięła mięśnie, po czym spróbowała się wyprostować, coraz bardziej zaniepokojona. Mimo wszystko zadziwiająco łatwo przyszło jej skoncentrowanie się na sytuacji – czymkolwiek innym, co tylko nie miało związku z… wydarzeniami z zaułka. Wiedziała, że prawda i związane z nią emocje wciąż czaiły się gdzieś w pobliżu, kładąc cieniem na wszystko inne, ale była w stanie ignorować te uczucia, w duchu raz po raz powtarzając sobie, że to musi poczekać. Gdyby się temu poddała, oszalałaby, a do tego czasu…
Po prostu nie, nakazała sobie stanowczo i chociaż nie sądziła, że to możliwe, coś w tej myśli pozwoliło jej poczuć się lepiej. Uczepiła się tej świadomości, z uporem trzymając czegoś, co dawało jej przynajmniej fałszywe poczucie tego, że powinna się skupić. Cokolwiek się działo, było ważne, niezależnie od tego, czy pozostawało prawdziwe.
– Co się dzieje, tato? – zapytała wprost. Tym razem jej głos zabrzmiał trochę pewniej, chociaż wciąż miała wrażenie, że wygląda i zachowuje się jak siódme nieszczęście. To, że Rufus spoglądał na nią jak na dziecko, również wydało się Claire czymś aż nazbyt oczywistym. – Myślałam, że wracamy do domu i…
– Jasne, jasne… Niedługo na pewno tak – przerwał pośpiesznie wampir. Coś w jego słowach wzbudziło w Claire jeszcze więcej wątpliwości. – Mam do załatwienia jeszcze jedną rzecz, Clairie. To istotne, ale… Cóż, najpierw poszukam ci bezpiecznego miejsca, tak jak mówiłem – wyjaśnił, chociaż nie była pewna, czy faktycznie wspominał o tym wcześniej. W głowie miała pustkę, ledwo będąc w stanie skoncentrować się na poszczególnych słowach. Zmęczenie dawało jej się we znaki, czyniąc wszystko o wiele bardziej skomplikowanym i niejasnym, co najmniej jakby ktoś zwracał się do niej w jakimś innym, obcym języku. – Muszę pomyśleć. Daj mi chwilę, w porządku?
Otworzyła i zaraz zamilkła usta, nawet nie będąc w stanie stwierdzić, czy zrobiła to celowo, czy może w grę kolejny raz wchodził wpływ. W zamian jęknęła, po czym mocniej wtuliła się w obejmującego ją wampira. Czuła się słabo, choć to równie dobrze mogło wiązać się ze zniechęceniem, które wciąż jej towarzyszyło. Zwłaszcza w jego ramionach była mała i bezbronna, świadoma wyłącznie tego, że nic nie wydawało się takie, jak powinno. Chciało jej się płakać, ale i na to nie mogła sobie pozwolić, wiedząc, że gdyby zaczęła, już by się nie powstrzymała. Pragnęła w końcu wrócić do domu i zasnąć, ale i to przynajmniej tymczasowo nie wchodziło w grę, nieważnie jak bardzo by tego chciała. To sprawiało, że czuła się tym bardziej zagubiona i rozbita, bojąc się choćby odezwać w obawie przed tym, że ostatecznie straci kontrolę nad sobą i głosem, jednak decydując się na coś, czego chciała uniknąć.
Prawda jednak była taka, że w tamtej chwili najbardziej potrzebowała Layli – przynajmniej jej – ale mamy też nie było. Kolejny raz, podczas gdy ona…
– Cholera, nie podoba mi się to – usłyszała i tych kilka słów wystarczyło, żeby wyprostowała się niczym struna, w roztargnieniu spoglądając na wyraźnie poirytowanego ojca.
– Co takiego?
Rufus jedynie potrząsnął głową.
– Jak wspomniałem, zabrałbym cię do domu, ale to zajęłoby zbyt wiele czasu. Obawiam się, że będę kogoś potrzebował, a skoro tak… Och, ale może przynajmniej raz te ich dziwne pomysły na coś się przydadzą – mruknął, zwracając się bardziej do siebie niż do niej. Jeśli miała być ze sobą szczera, takie podejście nawet jej nie przeszkadzało.
– Nie rozumiem… – stwierdziła z wahaniem.
Zebranie myśli stanowiło wyzwanie niemal równie wymagające, co i próba zachowania przytomności. Już niczego nie była pewna, z czego Rufus musiał zdawać sobie sprawę, bo rzucił jej łagodne, niemalże troskliwe spojrzenie. Zwłaszcza w jego przypadku takie zachowanie zdecydowanie nie było czymś, czego mogłaby się po nim spodziewać.
– Nic takiego, moja mała. Muszę zadzwonić, w porządku? – Nawet nie czekał na odpowiedź, momentalnie koncentrując się na telefonie. – Spróbuj mi nie zasnąć. Tylko kilka minut… O ile się nie pomyliłem, tam mamy najbliżej, a to jak najbardziej mi odpowiada – dodał, a Claire westchnęła, już nawet nie próbując zastanawiać nad tym, o co znów mogło wampirowi chodzić.
Skinęła głową, po czym bez słowa wtuliła się w wampira, próbując zapanować nad dreszczami. Prawda była taka, że nawet gdyby pozwolił jej zasnąć najpewniej i tak nie byłaby w stanie odpocząć…
Nie po tym, co się wydarzyło…
Nie, skoro dobrze wiedziała, że nie śni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz









After We Fall
stories by Nessa