24.05.2017

Sto osiemdziesiąt dziewięć

Alessia
Wystarczył jeden rzut oka, by zorientować się, że Carlisle był podenerwowany. Alessia była w stanie to wyczuć czy to w jego postawie, czy znów w sposobie, w jaki odprowadził Elenę wzrokiem. Sama również spojrzała w ślad za kuzynką, niemniej zaintrygowana, zwłaszcza po tym, jak dziewczyna tak po prostu rozkleiła się w ramionach Damiena. Spodziewała się wielu rzeczy, ale na pewno nie tego, że akurat najmłodsza Cullenówna będzie szukać pocieszenia u jej brata, a skoro do tego doszło… Cóż, coś zdecydowanie musiało być na rzeczy – i to o wiele bardziej znaczącego niż kłótnia z mężem.
– Nie wiecie, co się stało? – zapytała cicho Esme, tym samym skutecznie wyrywając Ali z zamyślenia. – Pomijając, że Elena ma… No cóż, skrzydła.
– Robiła to już wcześniej – stwierdził Carlisle, przenosząc wzrok na żonę. – Rafael próbował to na niej wymóc i… Hm, najwyraźniej mu się udało – dodał w zamyśleniu i przez krótką chwilę wydawał się tym co najmniej zafascynowany. – Sam już nie jestem pewien, co o tym sądzić… Ale najważniejsze jest to, że Elena wróciła, tak?
– Oczywiście.
Esme drgnęła, wyraźnie zaniepokojona myślą, że mogłoby być inaczej. Ali wolała nie zastanawiać się nad tym, jak ta kobieta zareagowała, kiedy na jej oczach sama Isobel pokusiła się o zabicie dziewczyny. W zasadzie sama do tej pory błogosławiła fakt, że nie była przy tym obecna, nawet jeśli koniec końców wszystko wróciło do normy… Cóż, teoretycznie, bo zmartwychwstanie Eleny zdecydowanie nie było normalne.
Na dłuższą chwilę zapanowała cisza, która z miejsca sprawiła, że Alessia poczuła się co najmniej nieswojo. Z wahaniem spojrzała na brata, nagle zaczynając wątpić w to, czy to był najlepszym moment na jakiekolwiek odwiedziny. Damien jedynie wzruszył ramionami, myślami wydając się być gdzieś daleko, zresztą jak od chwili, w której zdecydowali się tutaj przyjść. Wciąż nie wytłumaczył jej w czym rzecz, uparcie milcząc i ograniczając się wyłącznie do lakonicznego stwierdzenia, że Elena mogła znać odpowiedź na dręczące go pytania. Ali sama była ciekawa, co takiego stało się w pokoju Liz, ale patrząc na to, co działo się teraz, szczerze wątpiła, żeby akurat ta dziewczyna była priorytetem.
– Przyszliście razem… Widzieliście, co się stało? – Pytanie Carlisle’a skutecznie wyrwało ją z zamyślenia, więc poderwała głowę, by móc na wampira spojrzeć.
– Pewnie to, co powiedziała… O Hunterze i tak dalej – stwierdziła, zakładając ramiona na piersiach. – Swoją drogą, to nie wygląda dobrze. Hunter to największy dupek z nich wszystkich – dodała z rozbrajającą wręcz szczerością.
– Ali…
Jedynie wywróciła oczami. Zupełnie jakby język, którym się posługiwała, był w tym wszystkim najważniejszy!
– Mówię poważnie – obruszyła się. – Rafael zawsze trzymał ich w ryzach, ale to Hunter był od brudnej roboty. Jeśli Isobel zależało na cierpieniu ofiar albo… bardziej brutalnym rozwiązaniu spraw – przyznała niechętnie – to zawsze padało na niego. To znaczy… No, wszystkie demony są niebezpieczne, ale to Hunter najbardziej zapadł mi w pamięć. Rafael zawsze był bardziej wyrachowany i… – Urwała, po czym nieznacznie potrząsnęła głową, zwłaszcza podchwyciwszy przerażone spojrzenie Esme. Cóż, może mówienie w ten sposób o niekonieczni chcianym zięciu faktycznie nie było najlepszym pomysłem. – Nieważne. Wiecie, co mam na myśli.
– To, że podczas gdy reszta wykonywała rozkazy, Hunterowi niesienie bólu dodatkowo sprawiało przyjemność – podsunął usłużnie Damien. – No i jest ważny, tak jak i Mira. Powiedziałbym, że reszta to tylko pionki, a już zwłaszcza ci, którzy nie przybrali ludzkiej formy.
– Tak… Raczej o to mi chodziło – powiedziała, po czym wzruszyła ramionami. – Dzięki, braciszku.
Mimowolnie pomyślała o tym, jak wiele razy sama wpadała kłopoty, również wtedy, gdy zdarzało jej się podpaść demonom. Pamiętała zwłaszcza tego jednego, którego imienia nawet nie zdążyła poznać, a który okazał się zbyt śmiały i całkowicie obojętny na to, że wówczas pozostawała wierna Isobel. Gdyby nie Lawrence, sprawy mogłyby skończyć się naprawdę różnie, co jedynie utwierdziło Alessię w przekonaniu, że demony były niebezpieczne – i to najdelikatniej rzecz ujmując. Dobrze pamiętała krzyki i deszcz krwi, kiedy te istoty mordowały przy każdej możliwej okazji. Tak czy inaczej, nie mogła zaprzeczyć, że jak w przypadku większości chodziło o rozkazy albo instynkt, Rafael, Miriam czy raczej Hunter wydawali się kierować czymś innym, na swój sposób o wiele bardziej… charakterystyczni.
– Hunter już wcześniej był problemem. Mam wrażenie, że Elena nie powiedziała nam wszystkiego, ale to może zaczekać – stwierdził w zamyśleniu Carlisle. Ali odniosła wrażenie, że zachowanie spokoju kosztowało go o wiele więcej energii, aniżeli był skłonny przyznać. – To może zaczekać… Czy coś się stało? – zapytał wprost, w pośpiechu zmieniając temat.
– Chyba… Nie wiem. – Wzruszyła ramionami, początkowo sama niepewna, czy dokładanie sobie problemów ma jakikolwiek sens. Ostatecznie doszła do wniosku, że i tak nie mieli wyboru, zwłaszcza że Damien od chwili wyjścia z domu Shannon wydawał się co najmniej zdeterminowany. – Liz i Damien mają… problemy łóżkowe? – wypaliła, a chłopak aż się zapowietrzył, zwracając w jej stronę tak gwałtownie, że dla pewności cofnęła się o krok, woląc trzymać się na bezpieczną odległość.
– Poszłaś ze mną, żeby mnie dobić? – wycedził przez zaciśnięte zęby. Sama nie była pewna, jakim cudem zdołała wysilić się na blady uśmiech.
– Raczej dlatego, że się martwię – stwierdziła przepraszającym tonem. – Już się zamykam.
Mruknął coś w odpowiedzi, wyraźnie nie czując się lepiej dzięki jej deklaracji. Podejrzewała, że gdyby wzrok mógł zabijać, już dawno miałby ją na sumieniu, a to bez wątpienia o czymś świadczyło. Kto jak kto, ale Damien był bardziej cierpliwy – przynajmniej w większości przypadków, ale najwyraźniej sprawy miały się inaczej, kiedy chodziło o Elizabeth. Mogła się tego spodziewać, tym bardziej że na własnej skórze mogła doświadczyć troski, którą otaczał każdego, kto był dla niego ważny. Od samego początku wiedziała, że jego wybranka będzie mogła czuć się bezpieczna, wręcz modląc się o to, żeby dziewczyna kiedyś się pojawiła – i to zwłaszcza po tym, jak ich relacje chyba jedynie cudem unormowały się przed powrotem Isobel.
Damien tego potrzebował, co do tego nie miała najmniejszych wątpliwości. Sęk w tym, że żadne z nich nie przewidziało, że ostateczny wybór padnie na córkę łowców, na dodatek prześladowaną przez brata. Po czymś takim to, że Liz mogłaby się dystansować, wydawało się czymś naturalnym, ale…
– Damienie Licavoli, jeśli sądzisz, że będę ci udzielać porad sercowych, to chyba całkiem już oszalałeś – padło od strony schodów i to wystarczyło, żeby wyrwać Alessię z zamyślenia.
Elena wyglądała na dużo spokojniejszą, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Co prawda wciąż była blada, a wokół jej oczu dało się dostrzec czerwone ślady, świadczące o tym, że niedawno płakała, niemniej wyglądała dużo lepiej. W krótkim czasie zdążyła się przebrać, poza tym najwyraźniej postanowiła ukryć skrzydła, dzięki czemu wydawała się o wiele normalniejsza. Co prawda Alessia nie była pewna, czy w przypadku jej kuzynki to słowo w ogóle miało rację bytu, zwłaszcza przez wzgląd na urodę dziewczyny, ale na pewno łatwiej było skoncentrować się na kimś, kto nie wyglądał jak zagubiony anioł, który zbłądził w drodze do nieba.
– Nie śmiałbym – obruszył się Damien. Wydawał się poirytowany, poza tym – Alessia była gotowa to przysiąc – wyraźnie się zarumienił. – Chodzi o coś innego, ale najpierw musielibyście dać mi w końcu dojść do słowa.
Dziewczyna wywróciła oczami, ale przynajmniej powstrzymała się od komentarza. Wciąż wydawała się przygnębiona, chociaż dość dobrze wychodziło jej udawanie, że wszystko jest w porządku. Elena zawsze była dobrą aktorką, a przynajmniej to przez lata zdążyła zaobserwować Alessia, nieraz mając okazję zaobserwować, jak jej kuzynka dosłownie owijała sobie innych wokół palca – a już zwłaszcza mężczyzn. Cóż, najwyraźniej nawet śmierć nie była w stanie niczego pod tym względem zmienić, ale to było do przewidzenia. Kto jak kto, ale Elena od zawsze pozostawała charakterem zbyt silnym, by ot tak złagodnieć.
– Lepiej się czujesz, kochanie? – zapytał Carlisle, niemalże troskliwie spoglądając na córkę.
Elena jedynie potrząsnęła głową.
– Dam sobie radę – stwierdziła lakonicznie. – Potem pogadamy o Hunterze, skoro już musimy – dodała, bez trudu orientując się, że przemilczenie tej jednej kwestii nie wchodziło w grę.
– Oczywiście, że musimy – zareagowała natychmiast Esme. – Ja też czułam krew. Eleno…
– Och, to było tylko zadraśnięcie – uspokoiła matkę dziewczyna. – Możecie zapytać Damiena, jeśli mi nie wierzycie. Powiedzmy, że… demony nie są zbyt subtelne – dodała wymijająco.
Było coś dziwnego w sposobie, w jaki wypowiedziała te słowa. Takie wrażenie przynajmniej odniosła Alessia, chociaż zarazem sama nie była pewna, jak powinna interpretować słowa i ton kuzynki. Mogła co najwyżej zgadywać, co takiego w tamtej chwili chodziło Elenie po głowie, tym bardziej że nic nie wskazywało na to, by dziewczyna zamierzała wnikać w szczegóły.
Elena przemieściła się, dosłownie materializując przed Damienem. Alessia wcześniej nie przywiązywała aż takiej wagi ani do ruchów, ani do wyglądu kuzynki od chwili, w której ta wróciła do życia, a jednak w tamtej chwili dotarło do niej kilka istotnych szczegółów. Miała wrażenie, że zarówno w tonie, jak i prezencji kuzynki dostrzega coś nowego – rodzaj charyzmy, której do tej pory nie był świadoma. Również sama Elena wydawała się inna, bardziej smukła, pełna gracji i… na swój sposób eteryczna, choć wrażenie to równie dobrze mogło mieć związek ze skrzydłami, które Ali wciąż miała w pamięci. Nie miała nawet pewności, czy którakolwiek z ewentualnych zmian była istotna, zwłaszcza że widywała kuzynkę na tyle rzadko, by zaobserwowanie jakichkolwiek zmian w jej zachowaniu okazało się niemożliwe.
Kątem oka zauważyła, że przez twarz Damiena przemknął cień – ledwo zauważalny, ale znała brata zbyt dobrze, by tak po prostu przeoczyć taki szczegół. Ostatecznie chłopak nie odezwał się nawet słowem, ale była gotowa przysiąc, że miał swoją teorię na temat tego, co faktycznie spotkało Elenę. Sama nie była pewna dlaczego do głowy przyszło jej, że dziewczyna kłamała, ale to nie miało znaczenia. Że niby Rafael mógłby zrobić coś takiego…?, pomyślała z niedowierzeniem i prawie natychmiast odrzuciła od siebie taką możliwość. Nie, to nie miało sensu, ale…
– Więc co z Liz? – odezwała się ponownie Elena, w pośpiechu zmieniając temat. – Dalej nie wiem, ale jak tak was słucham, to serio zaczynam się martwić.
– Nic jej nie jest. – Damien westchnął, po czym chcąc nie chcąc ciągnął dalej. – Widziałem ją kilka godzin temu i… Ehm…
– Poniosło ich – wtrąciła Alessia. Tym razem spojrzał na nią gniewnie, wydając z siebie ciche, ostrzegawcze warknięcie, ale i to nie zrobiło na dziewczynie wrażenia. – No co? Sam mi się przyznałeś – zauważyła przytomnie.
– I tylko tyle zapamiętałaś z tego, co ci powiedziałem? Alessia…
– O czymkolwiek planujecie rozmawiać, przestańcie! – Elena wyrzuciła obie ręce ku górze w poddańczym geście. – Dobra, nie jestem aż taka głupia. Jak znam życie, rudy nie zaliczył i teraz się żali. Gdzie ten wielki problem, bo jak na razie nie widzę nic niezwykłego? – zapytała zniecierpliwionym tonem, a Alessia prawie się zakrztusiła, nieudolnie próbując powstrzymać się od śmiechu.
– Elena…
Dziewczyna nawet nie zareagowała, słysząc ostrzegawczy ton matki. Nigdy nie była szczególnie uprzejma, ale tym razem Alessia była w stanie zrozumieć to, że mogłaby nie mieć nastroju. Co prawda wciąż nie była pewna, co tak naprawdę się wydarzyło, ale…
– I właśnie dlatego mam cię za dzieciaka – stwierdził przesadnie wręcz opanowanym tonem Damien. – Tak się z tobą rozmawia.
– To cudownie – odparowała bez większego zainteresowania Elena. – Dzięki ci i tak dalej, ale nie mam cierpliwości do głupot. Jestem… zmęczona.
Ali była niemalże pewna, że Damien powie coś co najmniej złośliwego, wyraźnie podenerwowany, ale nic podobnego nie miało miejsca. W zamian coś w spojrzeniu chłopaka złagodniało, chociaż widać było, że spokój kosztował go coraz więcej energii. Cokolwiek sobie myślał, zachował wszelakie uwagi dla siebie, co wyraźni było Elenie na rękę. Ali była wręcz gotowa przysiąc, że Damien na swój sposób dziewczynie współczuł, jakby podejrzewał coś, czego ona sama mogła co najwyżej się domyślać.
– Kiedy byliśmy na balu… Był taki moment, kiedy Aldero musiał wyjść z tobą na zewnątrz – oznajmił wprost, a brwi Eleny powędrowały ku górze.
– A co to ma do rzeczy? – rzuciła spiętym tonem, uciekając wzrokiem gdzieś w bok.
– Może wiele – nie dawał za wygraną Damien. – Kiedy byłem z Liz… W pewnym momencie po prostu miałem ochotę się na nią rzucić. Wiesz, co mam na myśli? Nie, tu wcale nie chodzi o to, że nas poniosło – dodał, pośpiesznie wyrzucając z siebie kolejne słowa. Wciąż wydawał się zażenowany, ale ostatecznie skupił się przede wszystkim na Elizabeth i tym, co go dręczyło. – To było… bardziej niespodziewane, bardziej gwałtowne. Zupełnie jakby Liz miała w sobie coś, co…
– … co cię prowokowało? – dopowiedziała cicho Elena, tym samym skutecznie zwracając na siebie uwagę.
Hm, Damien miał racje…, pomyślała mimochodem Alessia. Wciąż nie była pewna, co tak naprawdę się działo, ale reakcja kuzynki wystarczyła, żeby szybko zorientowała się, że dziewczyna najpewniej doskonale rozumiała, co takiego miał na myśli Uzdrowiciel. Co prawda to nadal niczego nie wyjaśniało, ale…
– O czym mówicie? – zapytał z wahaniem Carlisle, jednak decydując się wtrącić.
– Dobre pytanie – stwierdził cicho Damien. – Po prostu tak się zastanawiam… Liz jest inna i to już od jakiegoś czasu. Nie wiem, co o tym myśleć, ale to naprawdę nie daje mi spokoju. Dlatego zastanawiam się, czy Elena… też poczuła to co ja, czy może szukam dziury w całym – wyjaśnił po chwili zastanowienia.
– Nie wiem. Szczerze powiedziawszy, już niczego nie jestem pewna, Damien. – Dziewczyna skrzywiła się, po czym z wolna wycofała w stronę schodów. Wydawała się zmęczona, jednak trudno było jednoznacznie stwierdzić, czy targające nią emocje w znacznym stopniu wiązały się z przyjaciółką, czy może… czymś zupełnie innym. – Ale pamiętam, że… drażniła mnie nie tyle Liz, co jej naszyjnik. Na imprezie miała na szyi dziwny wisiorek…
– Wisiorek?
Elena wzruszyła ramionami.
– Powiedziałabym ci więcej, bo akurat dobrą biżuterię rozpoznam wszędzie, ale na tamten nie mogłam patrzeć. Wtedy o tym nie myślałam, ale… – Urwała, po czym wzruszyła ramionami. – Wciąż piję krew, a Rafa ciągle mi mówił, że dopiero wróciłam i jestem wrażliwa. Myślałam, że to przez ludzi… No i wszyłam z Aldero, a potem sam wiesz, co się stało. Więcej jej się nie przyglądałam, ale jestem gotowa przysiąc, że to przez ten wisiorek.
– Więc może chodzi o srebro – zasugerował natychmiast Carlisle. – Nie sądzę, żeby jakakolwiek biżuteria… Na pewno chodziło o to?
– Mówię tyle, ile wiem – zniecierpliwiła się Elena. – Srebro też bym teraz wyczuła, tato. Może nawet bardziej niż wcześniej, ale mniejsza o to. Najwyraźniej coś jest nie tak z Liz, ale… jakie to tak naprawdę ma teraz znaczeni? Najprościej i tak byłoby ją zapytać, o ile chciałaby rozmawiać – powiedziała, ale bez przekonania, zupełnie jakby było jej wszystko jedno.
– Nie sądzę, żeby chciała rozmawiać… Hm, chyba trochę ją nastraszyłem – przyznał niechętnie Damien. – Wiemy za to, że coś jest na rzeczy.
– Jej rodzina to łowcy, nie? To samo w sobie coś sugeruje – zauważyła przytomnie Alessia. – A swoją drogą… Jak to tak naprawdę wygląda, co Damien? Chodzi mi o łowców i tak dalej. To znaczy… Nikt świadom tego, jak silne są wampiry, nie pobiegłby na nie polować. Kiedyś może i próbowano, ale teraz? Biegają z osinowy kołkami czy jak? – zapytała, bo ta jedna kwestia nie dawała jej spokoju.
Dzięki Isabeau znała historię wystarczająco dobrze, by zauważyć, że nikt nigdy nie wspominał o ludziach, którzy polowaliby na istoty nieśmiertelne. W gruncie rzeczy śmiertelnicy w znacznym stopniu byli pomijani, co zresztą było do przewidzenia, skoro wampiry często traktowały ich jako ewentualny posiłek i nic ponadto. Tak czy inaczej, Alessia nie była w stanie sobie wyobrazić zorganizowanej grupy, która faktycznie polowałaby na nieśmiertelnych, prowokowała ich, a jednak zdołała przetrwać lata, dekady a może nawet całe wieki. Skoro tradycja sięgała pokoleń, wyraźnie związana z Elizabeth i jej bliskimi, w grę musiało wchodzić coś więcej, a jednak… na pierwszy rzut oka to po prostu nie miało sensu.
– Nie sądzę, żeby to działało w ten sposób, Ali – zapewnił ją pośpiesznie Carlisle. Pamiętała, że jako człowiek faktycznie zajmował się polowaniami, zresztą tak jak i Lawrence, chociaż nigdy nie wnikała w szczegóły. – Ludzie byli przesądni, fakt, ale nikt nie odważyłby się zaatakować wampira w pojedynkę. Oczywiście istniały legendy o kołkach, bieżącej wodzie i tym, co powinno działać na wampiry, ale… Cóż, długo nikt w to nie wierzył. Przygotowaliśmy się wystarczająco długo, żeby wiedzieć, czego się spodziewać i gdzie szukać – wyjaśnił, po czym zawahał się na dłuższą chwilę. – Teraz trochę się zmieniło, zwłaszcza kiedy pojawiły się inne wampiry, ale wtedy… Sami rozumiecie. Poza tym wtedy istnienie hybryd również pozostawało jedynie czymś, co czasem przewijało się przez plotki na temat inkubów.
– To zabawne, bo babcia Liz przy pierwszym spotkaniu mierzyła do mnie z kuszy – stwierdził cicho Damien. – I wydawała się wyjątkowo pewna tego, że to zadziała. Mam wrażenie, że od początku wiedziała kim jestem… Och, no i Elena.
– Nina celowała do ciebie z kuszy? – powtórzyła z niedowierzeniem dziewczyna. Jej oczy rozszerzyły się nieznacznie, zdradzając zaskoczenie. Alessia również drgnęła, przez krótką chwilę sama niepewna tego, czy powinna zacząć się śmiać, czy może martwić. – Uwielbiam tę kobietę… To znaczy uwielbiałam. – Elena zamilkła, wyraźnie przygnębiona. – Wiecie, co mam na myśli.
– Tak czy inaczej, łowcy o których mowa są inni. No i Liz… – Damien zawahał się na dłuższą chwilę. – Myślałem, że coś wiesz. To twoja przyjaciółka, więc…
– Wiem tyle, co i ty albo nawet mniej – przerwała mu spiętym tonem Elena. – Mało rozmawiamy, zwłaszcza w ostatnim czasie. Wiem, że Liz była przygnębiona, a jak ją znam, to pewnie próbowała się dowiedzieć czegoś więcej… O ile miała siłę po tym, co zrobił Jason. Informacje o łowcach zaskoczyły ją równie mocno, co nas wszystkich – dodała, wyraźnie zniecierpliwiona. – Nie wiem, co się tutaj dzieje, ale nie podoba mi się to. Z Liz też nie zamierzam rozmawiać, jeśli o to chciałeś prosić, bo ona i tak niczego mi nie powie. Gdyby chciała, sama przyszłaby się zwierzać… Tak było zawsze. – Wzruszyła ramionami. – Coś jeszcze, czy mogę w końcu iść do siebie?
Nikt nie odpowiedział, co Elena ostatecznie musiała uznać za przyzwolenie, żeby się wycofać. Zniknęła na piętrze, zresztą tak jak i Esme, która w pośpiechu podążyła za nią, wyraźnie zmartwiona. Alessia nie była pewna, czy wampirzyca miała jakiekolwiek szanse na to, żeby dotrzeć do córki, ale nie była zaskoczona tym, że ta mogłaby próbować. Kto jak kto, ale babcia zawsze przejmowała się o wiele bardziej niż powinna, nie wspominając o tym, że chodziło o jej dziecko.
Carlisle odprowadził obie nieśmiertelne wzrokiem, ale sam nie ruszył się z miejsca. Wydawał się zmęczony, choć w przypadku wampira to zdecydowanie nie powinno być możliwe, przynajmniej w sensie psychicznym.
– Pierwszy raz słyszę o klanach łowców, zwłaszcza takich jak rodzina Liz. To, o czym rozmawialiście z Elena… – Wampir zawahał się na dłuższą chwilę. – Może powinniśmy spróbować poszukać informacji na własną rękę. Ostatnio dużo się dzieje, ale jeśli to dla ciebie ważne…
– Albo – wypaliła pod wpływem impulsu Alessia – możemy zapytać Rufusa. Nawet jeśli nie wie, to pewnie coś wymyśli, byleby tylko się do tego nie przyznać – stwierdziła z przekonaniem.
Cóż, o ile wujek w pierwszej kolejności nie spróbowałby ich zabić, to zdecydowanie miało szansę zadziałać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz




After We Fall
stories by Nessa