17.05.2017

Sto osiemdziesiąt dwa

Alessia
Zorientowała się, że coś jest nie tak, już w chwili, w której zauważyła Damiena. Zawahała się, przez dłuższą chwilę obserwując brata i próbując zrozumieć, dlaczego wyglądał na chętnego, żeby kogoś zabić. Widziała, że był zdenerwowany, poza tym wyleciał z domu Shannon tak szybko, jakby się za nim paliło. To wystarczyło, żeby wzbudzić w Alessi wątpliwości, kiedy zaś do tego wszystkiego doszły uczucia wywołane ich więzią – jakże odmienne od tych, które odbierała dopiero co…
– Damien?!
Właściwie nie musiała podnosić głosu, żeby zwrócić na siebie uwagę bliźniaka. Mimo wszystko zapanowanie nad nerwami okazało się trudne, tym bardziej że tak bardzo się o niego martwiła. Czuła, że coś jest nie tak, choć do tej pory próbowała przekonywać samą siebie, że w grę wchodził wyłącznie wytwór jej wyobraźni. Być może coś pomyliła, ale szczerze wątpiła, żeby tak było. Od samego początku miała wrażenie, że z jego spotkania z Liz nie wyjdzie nic dobrego, ale oczywiście nic nie mówiła – i to nie tylko dlatego, że Damien najpewniej by nie usłuchał. Kiedy chodziło o tę dziewczynę, bywał równie uparty i zdeterminowany co i tata, gdy w grę wchodziło bezpieczeństwo mamy. Co więcej, przecież dobrze wiedziała, że to dla jej bliźniaka równie ważna osoba, co i dla niej Ariel, więc próba wyperswadowania mu czegokolwiek, byłaby raczej hipokryzją, nie wspominając o tym, że najpewniej nie przyniosłaby żadnych efektów.
Poczuła na sobie przenikliwe spojrzenie znajomych czekoladowych oczu. Wkrótce po tym chłopak dosłownie zmaterializował się tuż przy niej, co przyjęła z ulgą, skoro mogła mu się przyjrzeć. Dla pewności uważnie zmierzyła Damiena wzrokiem, po wyrazie jego twarzy próbując stwierdzić, czego tak naprawdę powinna się spodziewać. Był podenerwowany, kiedy zaś spojrzała mu w oczy, z zaskoczeniem doszukała się w jego spojrzeniu przede wszystkim… porażającego wręcz głodu, co wytrąciło ją z równowagi bardziej niż cokolwiek innego.
– Co się stało? – zapytała, czując narastający z każdą kolejną sekundą niepokój. Pomimo obaw przesunęła się bliżej bliźniaka, stając tuż naprzeciwko niego i zastanawiając się nad tym, czy chwycenie go za ramiona, byłoby rozsądnym posunięciem.  – Damien…
– Co tutaj robisz? – przerwał, wyraźnie rozeźlony.
Otworzyła i zaraz zamknęła usta, sama niepewna, co powinna myśleć o takiej reakcji. W normalnym wypadku sama świadomość tego, że chłopak byłby zły, na dodatek na nią, natychmiast by ją ubodła, ale tym razem wszystko wydawało się inne. Alessia zawahała się, po czym dla pewności cofnęła się o krok, uderzając plecami o ścianę jednego z pobliskich budynków. Oboje stali w wąskiej, opustoszałej uliczce, skąd swobodnie można było obserwować dom Shannon i Nigela, jednocześnie minimalizując ryzyko zauważenia przez ewentualnych przechodniów.
– To teraz nie jest istotne – stwierdziła zgodnie z prawdą. – Damien, co się stało? Przecież widzę, że…
– Daj mi chwilę.
Tych kilka słów wystarczyło, żeby zamknąć jej usta. Zawahała się, po czym chcąc nie chcąc skinęła głową, na dłuższą metę zdolna co najwyżej niespokojnie obserwować poczynania brata. Napięcie dosłownie od niego biło, jedynie utwierdzając Alessię w przekonaniu, że coś było nie tak, chociaż nadal nie potrafiła tego sprecyzować. Damien rzadko sprawiał wrażenie kogoś, kto najchętniej zabiłby pierwszą osobę, która wpadnie mu w ręce, a to zdecydowanie o czymś świadczyło. Nie wyobrażała sobie również tego, żeby akurat on miał problemy z głodem, zwłaszcza przez wzgląd na Liz dbając o coś tak istotnego jak regularne polowania. Cokolwiek się wydarzyło, wzbudzało w niej wątpliwości, doprowadzając do szału w równym stopniu, co i przeciągająca się cisza.
Nie była pewna, jak długo oboje trwali w milczeniu. Niespokojnie obserwowała bliźniaka, kiedy bez słowa zaczął krążyć tam i z powrotem, wyraźnie próbując się uspokoić. Oddychał szybko i płytko, być może bojąc się zaczerpnąć powietrza, by nie ryzykować utraty kontroli przez ślady ludzkiej krwi. Jakby nie patrzeć, oboje znajdowali się w środku miasta, na dodatek w dzielnicy mieszkalnej, gdzie natknięcie się na człowieka stanowiło dziecinną igraszkę. Skoro tak, a Damien najwyraźniej obawiał się, że mógłby kogoś skrzywdzić, coś zdecydowanie było na rzeczy.
– Braciszku, do cholery… – nie wytrzymała, coraz bardziej zniecierpliwiona.
Westchnął, ale przynajmniej przeniósł na nią wzrok. Nie była pewna, czy minuty, które spędzili w milczeniu, jakkolwiek pomogły, ale to nie miało znaczenia. Czuła, że powinna go stąd zabrać, a potem wypytać o szczegóły tego, co się działo. Musieli porozmawiać, a przynajmniej Alessia nie zamierzała tak po prostu odpuścić, gotowa zrobić wszystko, byleby poznać szczegóły. Damien znał ją, więc tym bardziej musiał zdawać sobie sprawę z tego, czego powinien się spodziewać… Cóż, zakładała, że tak jest i że w związku z tym nie zamierzał jej głupio zwodzić, niezależnie od sytuacji.
– Zaparkowałem niedaleko – stwierdził w końcu chłopak, w końcu decydując wziąć się w garść. Skinęła głową, ale i tak obserwowała go niespokojnie, mając wrażenie, że w każdej chwili sprawy będą mogły się skomplikować.
– W porządku. W takim razie porozmawiamy po drodze –– zadecydowała, jak gdyby nigdy nic ruszając się z miejsca.
Podążył za nią, co przyjęła z ulga, tym bardziej że zachowywał się we względnie normalny sposób. Co prawda nadal był spięty, a coś w wyrazie jego twarzy sprawiło, że Ali przez krótką chwilę miała ochotę zapytać, czy nie potrzebował jej pomocy, a konkretnie krwi, ale powstrzymała się. To najwyraźniej musiało zaczekać, zresztą Damien zwykle bywał zbyt dumny, żeby pozwolić sobie na taką pomoc. To też miał po tacie, a przynajmniej tak sądziła, nie wspominając o tym, że jako Uzdrowiciel najwyraźniej wychodził z założenia, że to on powinien pomagać, a nie odwrotnie.
– Dalej nie powiedziałaś mi, co tutaj robisz – usłyszała spięty głos tuż za plecami.
– Najwyraźniej się troszczę – stwierdziła ze spokojem. – Bo mam powody, prawda?
– To nie jest odpowiedź – obruszył się, ale nie brzmiał na rozeźlonego. Gdyby miała zgadywać, powiedziałaby raczej, że był zmęczony. – Przyszłaś tutaj za mną? – dodał, a Alessia wysiliła się na blady uśmiech.
– Cały czas wszyscy powtarzają, żeby nie chodzić nigdzie w pojedynkę, prawda? To było mój obowiązek – oznajmiła nieznoszącym sprzeciwu tonem.
Damien westchnął. Chociaż nie widziała jego twarzy, była wręcz gotowa przysiąc, że wywrócił oczami.
– To ja wziąłem pod opiekę ciebie – przypomniał usłużnie, ale te słowa nie zrobiły na Alessi najmniejszego nawet wrażenia.
– Może, ale takie rzeczy działają w obie strony. Też czuję, kiedy coś złego dzieje się z tobą, więc… – Urwała, po czym wzruszyła ramionami. – Och, to ja jestem tutaj kapłanką, tak? Na takich sprawach znam się lepiej od ciebie, Święty Damienie.
Podejrzewała, że to wierutne kłamstwo, ale mogła przynajmniej próbować się dowartościować. W końcu zawsze była tą lepsiejszą, tak? Chciała przynajmniej założyć, że sprawy były takie proste, jak mogłaby tego oczekiwać – i że przesadnie pewny ton wystarczył, żeby rozwiązać wszelakie problemy. Isabeau czy Allegra zawsze sprawiły wrażenie kogoś, kogo nie da się tak po prostu zagiąć, tym samym wzbudzając szacunek nawet w tych, którzy niekoniecznie je akceptowali. Skoro tak, mogła udawać, że zna zwyczaje oraz historię o wiele lepiej od Damiena, nawet jeśli w rzeczywistości sprawy najpewniej miały się w całkowicie odmienny sposób.
Cokolwiek o takim stanie rzeczy sądził jej brat, zdecydował się zachować wszelakie uwagi dla siebie. Przyjęła to z ulgą, bynajmniej nie czując się źle z tym, że po raz kolejny mógłby jej ustępować. Tak było za każdym razem, zresztą w tamtej chwili Damien wydawał się przejęty czymś zgoła odmiennym, aniżeli kłóceniem się o to, jak naprawdę miały się sprawy z więzią i rytuałem przez który przeszli blisko wiek wcześniej.
– Może to głupie pytanie – odezwała się po chwili wahania Alessia – ale musze się upewnić. Czy Liz…?
– Nie zrobiłem jej niczego – zapewnił pośpiesznie, a dziewczyna skrzywiła się mimowolnie, porażona wydźwiękiem tych słów.
– Nie to miałam…
Damien bez trudu najpierw się z nią zrównał, a później wyprzedził, tym samym zmuszając Alessię do zatrzymania się. Uświadomiła sobie, że stoją tuż obok zaparkowanego auta, ale nawet nie drgnęła, nie zamierzając wsiadać do środka. Damien zresztą też, bo tylko oparł się o dach, pochylając do przodu i intensywnie nad czymś myśląc. Gdyby nie to, że wciąż nerwowo napinał mięśnie, doszłaby do wniosku, że już wszystko wróciło do normy, a on był po prostu zmęczony.
– W porządku – stwierdził cicho. Zaraz po tym z niedowierzaniem potrząsnął głową. – Przecież wiem, jak wyglądałem – dodał, mimowolnie krzywiąc się w odpowiedzi na własne słowa. – Gdybym szybko nie wyszedł, to kto wie czy ja… – Urwał, po czym energicznie potrząsnął głową. – Jedźmy stąd, okej?
Przytaknęła z braku lepszych perspektyw, po czym w pośpiechu zajęła miejsce po stronie pasażera. Plusem całej sytuacji bez wątpienia pozostawało to, że przynajmniej nie musiała wracać do domu pieszo, ale to wydawało się niczym w porównaniu z wątpliwościami, które przez cały ten czas ją dręczyły. Coś było nie tak, a ona za wszelką cenę zamierzała dowiedzieć się w czym rzecz, niezależnie od nastawienia Damiena. Czuła, że próbował ją zwodzić, odwlekając kolejność rozmowy w czasie, ale nie protestowała, pozwalając mu na takie zachowanie. Skoro tego potrzebował, tym bardziej nie istniał żaden powód, dla którego miałaby na niego naciskać. Jednocześnie próbowała wyobrazić sobie, w jaki sposób Damien zachowałby się względem niej, gdyby nagle zamienili się rolami. Była pewna, że nie poganiałby jej, dając czas na zebranie myśli i dojście do siebie. Co szcwięcej, to jak zwykle wystarczyłoby, żeby sprowokować ją do mówienia – ta swoboda i zaufanie, którym bliźniaka darzyła. To, jak powinna postąpić, wydawało się wręcz dziecinnie proste, a jednak…
Cóż, problem polegał na tym, że nigdy nie była cierpliwa – a przynajmniej nie w takim stopniu jak Damien.
Zacisnęła usta, musząc wręcz zmuszać się do milczenia. Na dłuższą chwilę wbiła wzrok w szybę po swojej stronie, obserwując umykający za oknem krajobraz. Brat nie zwlekał z odpaleniem silnika i włączeniem się do ruchu, w krótkim czasie zostawiając za sobą ulicę przy której leżał dom Shannon. Alessia nie była pewna, co tak naprawdę się wydarzyło, ale czuła, że sprawy skomplikowały się w dość znaczący, co najmniej niepokojący sposób.
– Damien? – rzuciła łagodnie, kolejny raz próbując zwrócić na siebie uwagę chłopaka.
Nie odrywał wzroku od drogi, przesadnie wręcz skupiony na pokonywaniu kolejnych skrzyżowań, ale przynajmniej nie próbował jej ignorować. Zauważyła, że krótko na nią spojrzał, w niemalże błagalny sposób, jasno dając Alessi do zrozumienia, że nie miałby nic przeciwko, gdyby milczała i dała mu chwilę na dojście do siebie. Uniosła brwi, bez trudu dostrzegając, jak bardzo Damien był spięty i podenerwowany. Widziała to zarówno w sposobie, w jaki nerwowo zaciskał dłonie na kierownicy, jak i samym spojrzeniu – skupionym i nadal zdradzającym pragnienie. To właśnie drugie z uczuć skutecznie przykuło uwagę Alessi, ostatecznie utwierdzając dziewczynę w przekonaniu, że powinna coś zrobić – i to najlepiej tak szybko, jak to miało okazać się możliwe.
Coś jest nie tak…, pomyślała, chociaż to jedno wydawało się aż nazbyt oczywiste. Znów skupiła się na sytuacji na drodze, obserwując kolejne mijane budynki i próbują stwierdzić, jak daleko od bezpiecznych obrzeży się znajdowali. Jakimś cudem zdołała milczeć aż do momentu, w którym w końcu zdołali opuścić zakorkowane główne ulice miasta i przedostać się na znajome, zalesione tereny. Wiedziała, że teraz powrót jest tylko kwestią czasu, ale wcale nie poczuła się dzięki temu lepiej, świadoma tylko i wyłącznie tego, że z Damienem działo się coś nie do końca dobrego – i że w związku z tym powinna mu pomóc.
– Zatrzymaj samochód – zażądała krótko, kiedy tylko nabrała pewności, że znajdują się na tyle daleko od centrum miasta, by ryzyko napotkania jakiegokolwiek obcego samochodu wydawało się dość niewielkie. Te okolice pozostawały dość słabo zaludnione, na czym zresztą od samego początku im zależał.
– Co takiego…?
Ali wywróciła oczami.
– Przecież słyszałeś – obruszyła się. – Damien, do cholery, zatrzymaj się i w końcu porozmawiajmy.
Mimo wszystko nie sądziła, że usłucha, gotowa kłócić się i bez powodzenia przekonywać go aż do momentu, w którym dojechaliby do domu. Wiedziała, że wtedy na pewno musiałby wszystko opowiedzieć, zwłaszcza, że rodzice również mieli zauważyć, że coś jest nie tak, ale czuła się zbytnio zniecierpliwiona, żeby czekać. Chodziło o jej brata, Damien zresztą wyglądał źle, co również nie dawało Alessi spokoju. Skoro tak, czuła się wręcz zobowiązana, żeby wymóc na nim wyjaśnienia, niezależnie od tego, czego tak naprawdę chciał sam zainteresowany.
Tym bardziej zaskoczyło Alessię to, że Damien bez choćby słowa protestu zjechał na pobocze. Uniosła brwi, początkowo niedowierzając temu, że samochód się zatrzymać – tak po prostu, zupełnie jakby nic wartego uwagi nie miało miejsca. Wyprostowała się na swoim miejscu, jednocześnie przenosząc wzrok na brata. Wciąż miała wrażenie, że coś jest nie tak, przez co tym bardziej chciała z nim porozmawiać. Co więcej, wcale nie bała się, że Damien mógłby ją skrzywdzić, aż nazbyt świadoma, że nie byłby w stanie tego dokonać. W gruncie rzeczy obawiała się, że przekonanie go do przyjęcia pomocy z jej strony, miało okazać się cholernie problematyczne.
– Wszystko gra? – zapytała, chociaż to wydawało się głupie. Cóż, mogła zaobserwować, że nic nie było takie, jakie powinno.
– Niekoniecznie – mruknął, opierając czoło o kierownicę.
Zawahała się, przez dłuższą chwilę biernie go obserwując. Gdyby miała do czynienia z kimkolwiek innym, byłaby poważnie zmartwiona, ale z Damienem mimo wszystko sprawy miały się inaczej. Był Uzdrowicielem, więc dość ironiczne wydawało się to, że akurat on mógłby mieć jakiekolwiek problemy ze zdrowiem… Cóż, przynajmniej nie takie, z którymi nie byłby w stanie sobie poradzić. Wiedziała, że dzieje się coś co najmniej niepokojącego, ale wciąż nie była pewna w czym rzecz.
– Ty… pokłóciłeś się z Liz? – zaryzykowała w końcu, starannie dobierając słowa.
Nawet się nie zawahał.
– Nie… To zdecydowanie nie była kłótnia – oznajmił z przekonaniem. Zaraz po tym parsknął nieco wymuszonym, nerwowym śmiechem. – Mało rozmawialiśmy.
– Taak… To chyba mogłam poczuć – przyznała, zanim zdążyła ugryźć się w język.
Spojrzał na nią z zaciekawieniem, bynajmniej nie rozeźlony. W tamtej chwili wydawał się nawet zbyt oszołomiony, by być w stanie się zawstydzić, niezależnie od tego, czy istniały po temu powody. Z drugiej strony, oboje od dziecka byli przyzwyczajani do tego, że jako bliźnięta łączyła je więź – i to na tyle intensywna i specyficzna, by pojęcie intymności zaczęło być dość… kłopotliwe, jeśli nie nauczyć się kontrolować emocji.
– Fakt, zapomniałem o tobie – powiedział po chwili zastanowienia, uśmiechając się blado.
– Dziękuję bardzo! – Wywróciła oczami. – Nie powiem, to było ciekawe. Tym bardziej nie rozumiem, co się… – zaczęła, ale tym razem Damien nie pozwolił jej dokończyć.
– Dobre pytanie, nie? – Potrząsnął z niedowierzaniem głową. – A tak swoją drogą, to ty z Arielem też wieczorami nie grasz w karty, więc… ani słowa – dodał niemalże uprzejmym tonem.
Otworzyła i zaraz zamknęła usta, ostatecznie decydując się na milczenie. Och, mogła to przewidzieć, ale zdecydowanie nie o więzi z bratem myślała, kiedy przebywała z Arielem. Teraz to i tak nie miało znaczenia, skoro kontaktowała się z chłopakiem sporadycznie, świadoma wyłącznie zagrożenia, które czekało na niego w Lille. To była kwestia, którą tymczasowo wolała zostawić dla siebie, tym bardziej że ta niczego nie wnosiła, przynajmniej w porównaniu z tym, co działo się z Damienem.
– Dalej nie powiedziałeś mi, co jest nie tak – przypomniała mu z uporem. – Wyleciałeś od Liz jak oparzony. Nie wnikam, co tam robiliście, ale wyglądasz źle i… No, sam rozumiesz.
Wciąż czekała, nie zamierzając tak po prostu odpuścić. Jeszcze kiedy mówiła, z wolna przesunęła się bliżej, chociaż właściwie sama nie była pewna, co chciała w ten sposób osiągnąć. Och, nakłonić go do tego, żeby się z niej napił? Na pewno by pomogło, skoro wszystko sprowadzał się do głodu, ale to nadal niczego nie tłumaczyło. Damien nie miał pięciu lat, a tym bardziej nie był na tyle nieodpowiedzialny, żeby popędzić do ludzkiej dziewczyny, jeśli dręczyło go pragnienie. Coś musiało się stać w pokoju, ale…
– Sam nie wiem… Rany, Ali, jakbym mógł ci to wytłumaczyć, zrobiłbym to – usłyszała i to wystarczyło, żeby do tego wszystkiego poczuła wyrzuty sumienia. Może i nie powinna naciskać, ale co innego jej pozostało. – Byłem z Liz… A potem właściwie musiałem wyjść, żeby nie rzucić jej się do gardła – stwierdził, krzywiąc się mimowolnie. – Uprzedzając pytanie: nie, to nigdy wcześniej nie miało miejsca. W ostatnim czasie… byliśmy ze sobą wystarczająco blisko, żebym wiedział jak na nią reaguję.
– Więc o co chodzi? Damien… – Zamilkła, widząc jego minę. – Dalej źle się czujesz?
– Głód to niekoniecznie złe samopoczucie, Ali – zauważył przytomnie.
– Dla mnie tak. Zwłaszcza kiedy potrzebuję energii, ale ty… – Przeczesała włosy palcami, ostatecznie odgarniając je na bok. Jeden z niesfornych kosmyków nawinęła na palec, próbując zając czymś ręce. – Mogę ci jakoś pomóc. Gdybyś chciał… – zaczęła, ale Damien tylko potrząsnął głową.
– Jesteśmy blisko domu. Mamy krew w lodówce – przypominał, więc chcąc nie chcąc odpuściła.
– I co teraz?
Chciała zrozumieć, ale to wydawało się niemożliwe. Skoro sam Damien nie wiedział na czym stoją, tym bardziej miała powody do niepokoju. Wszystko w niej aż krzyczało, że coś jest nie tak – i że kwestia tego, co wydarzyło się w pokoju Liz, musiała być czymś więcej, aniżeli tylko zwykłym przypadkiem. Damien też temu nie zaprzeczał, a przecież na pewno wiedziałby, gdyby w grę wchodziło zwykłe zaniedbanie. Znała go wystarczająco dobrze, żeby wiedzieć, w jaki sposób zachowałby się w takim wypadku.
– Na razie chcę wrócić do domu. Może później o tym pomyślę, chociaż… – Urwał i zawahał się nad dłuższą chwilę. – Ale to nie ma sensu – stwierdził, tym samym wprawiając Alessię w jeszcze silniejszą konsternację.
– Co takiego? – zniecierpliwiła się.
Chłopak nie odpowiedział, myślami wydając się być gdzieś daleko. O czymkolwiek myślał, wyraźnie wytrąciło go z równowagi, co również nie było normalne.
– Muszę porozmawiać z Eleną – oznajmił nagle, a Alessia omal się nie zakrztusiła. Znała relacje tej dwójki wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że z własnej woli mało kiedy decydowali się do siebie zbliżyć.
– Z Eleną…?
Damien westchnął, po czym w końcu przeniósł na nią wzrok.
– Coś mi się przypomniało, ale to za chwilę. Możesz pojechać ze mną, ale – na litość bogini – Ali… Proszę cię, daj mi pomyśleć, w porządku? – wyrzucił z siebie na wydechu. – Teraz i tak potrzebuję krwi. Och, no i wina. Mam wrażenie, że wyjątkowo muszę się napić – stwierdził, a Alessia prychnęła.
– Przed spotkaniem z Eleną? Na pewno – rzuciła zaczepnym tonem, bezskutecznie próbując rozładować napięcie.
Uśmiechnął się w odpowiedzi na jej słowa, ale było w tym coś wymuszonego, co oczywiście nie uszło uwadze dziewczyny. Jej też zdecydowanie nie było do śmiechu, nie tylko dlatego, że w głowie miała pustkę. Cokolwiek się działo, nie było normalne, a skoro Damien chciał się widzieć z Eleną…
O bogini, co znowu się dzieje?, pomyślała mimochodem, ale oczywiście nie otrzymała odpowiedzi. W tej sytuacji mogła co najwyżej zaufać bratu, w gruncie rzeczy nie mając w związku z tą kwestią niczego do powiedzenia. Nie była z tego zadowolona, ale skoro spotkanie z Eleną pozostawało jedynym rozwiązaniem, którym wydawali się dysponować, chcąc nie chcąc musiała się na to zdecydować i poczekać na efekty.
Jakkolwiek by jednak nie było, jednego czuła się pewna: zdecydowanie robiło się ciekawie…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz









After We Fall
stories by Nessa