19.05.2017

Sto osiemdziesiąt cztery

Elena
Zawahała się, nagle zaniepokojona. Z obawą spojrzała w dół, krótką chwilę obserwując przemykające ulicą samochody i przechadzających się chodnikami ludzi. Co prawda z wysokości na której się znajdowali, wszystko wokół wydawało się inne i na swój sposób niepokojące, ale starała się o tym nie myśleć. Upadek i tak nie zrobiłby jej krzywdy, a przynajmniej zakładała, że istoty nieśmiertelnej nie da się zabić w ten sposób. Potrzebowała czegoś więcej, żeby zrobić sobie krzywdę, co jednak nie znaczyło, że miała ochotę na bliskie spotkanie z ziemią.
Westchnęła, po czym nieznacznie potrząsnęła głową. Wiedziała, że Rafael uważnie ją obserwuje, co prawda milcząc, ale to wcale nie sprawiało, że czuła się jakkolwiek lepiej. Wręcz przeciwnie – tym bardziej obawiała się, że zrobi coś, przez co kolejny raz miał uznać ją za idiotkę.
– Nie wiem, czy pamiętam – przyznała zgodnie z prawdą, po czym nerwowo przygryzła dolną wargę.
– Jak się lata? – Demon nawet nie czekał na odpowiedź. – Nie sądzę, żeby coś takiego dało się zapomnieć.
Cóż, miał rację, bo dobrze pamiętała każdorazowy lot w jego ramionach. Pomijając to, w jaki sposób skończył się ich pierwszy pocałunek, trudno było wyrzucić z pamięci uczucia, które towarzyszyły jej za każdym razem, kiedy odrywała się od ziemi. Tym bardziej nie potrafiłaby zapomnieć tego jednego razu tamtej nocy – w gruncie rzeczy jej pierwszego samodzielnego lotu, którym uhonorowali to, że chwilę wcześniej w końcu oddali się sobie nawzajem. Pragnęła to powtórzyć, na samo wspomnienie czując, że zaczyna jej się robić gorąco, a serce jak na zawołanie przyśpiesza bieg.
– Nie to miałam na myśli – stwierdziła i zawahała się na dłuższą chwilę. – Martwi mnie bardziej to, czy… będę potrafiła je przywołać.
Kiedy trwała w jego ramionach w tamtym lesie, nie miała co do tego wątpliwości, ale teraz… Te uczucia osłabły, jawiąc się Elenie jako coś wyjątkowego, ale przy tym jednak znajdującego się gdzieś poza jej zasięgiem. Czegokolwiek by nie pragnęła, nie miała pewności, czy i tym razem miała z taką łatwością wpłynąć na swoje ciało. Za każdym razem, kiedy skrzydła odchodziły, czuła niewyobrażalny wręcz smutek, niezmiennie zaczynając przejmować tym, że z jakiegoś powodu pewnego razu nie wrócą – po prostu odejdą, nie dając jej szansy na oswojenie się z umiejętnościami, które zyskała. Gdyby do tego doszło…
Mimowolnie zadrżała, bynajmniej nie za sprawą chłodu, chociaż właśnie to usiłowała sobie wmówić. W rzeczywistości się bała, jednak miała wątpliwości co do tego, czy Rafa w ogóle miał być w stanie to zrozumieć. Na pewno próbował, ale pod wieloma względami ich sposoby spoglądania na rzeczywistość się różniły i to na dodatek w dość znaczący sposób. Teraz po raz kolejny miała okazję się o tym przekonać, dostrzegając rozbieżności, o których wcześniej nie miała pojęcia. Wciąż nie była pewna, co takiego powinna zrobić w związku z zaistniałym stanem rzeczy, ale przynajmniej tymczasowo nie chciała się tym przejmować.
Nie zarejestrowała momentu, w którym Rafael ruszył się z miejsca, dosłownie materializując tuż za nią. Na krótką chwilę zesztywniała, kiedy jego dłonie wylądowały na jej biodrach, tym samym przyprawiając dziewczynę o dreszcze. Tak było niemal za każdym razem, kiedy jej dotykał, nieważne jak często sobie na to pozwalali. Raz po raz była świadoma więzi, która się między nimi wytworzyła. Tak przynajmniej to odbierała, czując, że w grę wchodzi coś wyjątkowego, nawet jeśli zarazem nie potrafiła tego nazwać. Och, poza tym nie potrafiła zliczyć, jak często miała ochotę Rafę zabić, to zresztą zwykle okazywało się nic nieznaczącym pragnieniem, które finalnie i tak nie miało racji bytu.
W chwili, w której ciepłe wargi musnęły jej odsłonięty kark, zdecydowanie nie miała ochoty zrobić mu krzywdy. Drgnęła i chciała się odwrócić, w pierwszym odruchu pragnąc wpaść Rafaelowi w ramiona, a potem zapomnieć o wszystkim i wszystkich, najzwyczajniej w świecie poddając się chwili, ale zdołała się powstrzymać. W zamian po prostu tkwiła na balkonie, poddając się kolejnym pocałunkom i czując narastające z każdą kolejną sekundą podekscytowanie. Tamta noc była niezwykła, a gdyby mogli ją powtórzyć…
– Mówisz, że martwisz się o krzywda? – usłyszała tuż przy uchu i to wystarczyło, żeby wytrącić ją z równowagi.
– Skrzydła… – powtórzyła tępo, początkowo sama niepewna, co takiego miał na myśli. Potrzebowała dłuższej chwili, żeby zapanować nad emocjami i przynajmniej spróbować mu odpowiedzieć. – No tak, skrzydła…
Brawo, Eleno! To na pewno zabrzmiało wyjątkowo błyskotliwie!
Chociaż nie widziała twarzy Rafy, była gotowa przysiąc, że się uśmiechnął – i to na dodatek w ten cholernie irytujący, cyniczny sposób.
– To powinno przyjść naturalnie – stwierdził ze spokojem Rafa, jak gdyby nigdy nic podejmując temat. Znów zaczęła drżeć, kiedy jego dłonie przesunęły się wyżej, kreśląc kształt talii. – Kto wie, może znów będę w stanie ci pomóc…
Być może mówił coś jeszcze, ale już właściwie nie słuchała, niezdolna skupić się na poszczególnych słowach. Zamknęła oczy, żeby ułatwić sobie zadanie, po czym z wolna spuściła głowę. Loki opadły jej na twarz, częściowo ją przysłaniając, ale nie widziała powodu, dla którego miałaby je odgarnąć. Pozwalała, żeby luźno muskały jej policzki, co samo w sobie okazało się równie przyjemne, co i dotyk Rafy. Z wolna rozluźniła się, w znacznym stopniu uspokajając i mimowolnie zastanawiając nad tym, jak to miało skończyć się tym razem. Nie, zdecydowanie nie miała nic przeciwko temu, żeby znów wylądowali w sypialni, ale z drugiej strony, przynajmniej tymczasowo apartament nie był najlepszym miejscem na takie ekscesy. Obawiała się, że w każdej chwili mógł pojawić się Sage, o powrocie Lawrence’a albo Beatrycze nie wspominając. Aż takie ryzyko absolutnie nie było czymś, co miała ochotę podjąć, nie chcąc nawet zastanawiać nad tym, że miałaby komukolwiek tłumaczyć się z tego, co robiła z własnym mężem.
Cholera, prawda była taka, że sama nie wiedziała, czego tak naprawdę chciała. Jakby tego było mało, czuła się gotowa wręcz przysiąc, że Rafa dobrze o tym wiedział i na wszystkie możliwe sposoby próbował ten stan rzeczy wykorzystać.
– Rafa… – zaczęła i zawahała się. Co tak naprawdę chciała albo powinna mu powiedzieć?
Nie zareagował, w zamian obejmując ją w bardziej stanowczy sposób. Tym razem okręciła się w jego ramionach w taki sposób, by ich warze znalazły się na jednakowym poziomie. Gdyby tylko zechciała, mogłaby nachylić się i w końcu go pocałować – zrobić cokolwiek, zależnie od tego, na co miałaby ochotę. Co więcej, czego czuła się aż nazbyt świadoma, taki stan rzeczy działał również w drugą stronę, Elena z kolei aż rwała się do tego, żeby to wykorzystać. Wystarczyło, żeby któreś z nich się zdecydowało – jeden ruch, który mógłby zadecydować dosłownie o wszystkim, chociaż nie była pewna, czy to miało sens.
Każde z nich mogło to wykorzystać, a jednak żadne nawet nie drgnęło. W zamian po prostu na siebie patrzyli, ona dodatkowo oszołomiona samym tylko spojrzeniem znajomych, niebieskich oczu. Nie była pewna, co i dlaczego czuła, ale to nie miało znaczenia, przynajmniej w tamtej chwili.
– Po prostu je do siebie przywołaj – zasugerował ze spokojem demon. – Wiesz jak. Tego się nie zapomina.
Otworzyła i zaraz zamknęła usta, w ostatniej chwili rezygnując z protestów. Potrzebowała dłuższej chwili, żeby zebrać myśli i raz jeszcze zamknąć oczy, w nadziei na to, że dzięki temu wszystko stanie się dużo prostsze. W głowie nadal miała pustkę, ale nie na tyle, by zapomnieć, co tak naprawdę chciała osiągnąć. Te skrzydła… Przecież pamiętała jak wyglądały, nie wspominając o tym, że dobrze wiedziała, co takiego czuła za każdym razem, kiedy się pojawiały. Należały do niej; były jej cząstką, niczym dodatkowa kończyna, a przynajmniej Elena tak to sobie wyobrażała. Co więcej, zdecydowanie nie brała pod uwagę tego, że tak po prostu mogłyby ją opuścić, niezależnie od tego, co mogłoby się wydarzyć.
Nie była pewna, ile czasu tym razem zajęło tym razem zajęło jej odtworzenie w myślach tego uczucia. Nie otworzyła oczu, ale wiedziała, że coś się zmieniło – czuła to całą sobą, świadoma tego, że coś się stało, w równym stopniu, co i oddychania. Wyczuła, że Rafa bardziej stanowczo przyciągnął ją do siebie, kiedy zaś zatrzepotała powiekami, by móc na niego spojrzeć, przekonała się, że demon się uśmiechał. Ten widok niezmiennie ją zadziwiał, jawiąc jako coś co najmniej niezwykłego, bo w przypadku demona taki gest zdecydowanie nie był czymś, co widywała na co dzień – i to zwłaszcza szczery, nie zdradzający choćby cienia złośliwości czy cynizmu. To wystarczyło, żeby zorientowała się, że osiągnęła cel, ale i tak odwróciła głowę, by móc przyjrzeć się delikatnym, białym skrzydłom.
– Dokładnie tak – usłyszała tuż przy uchu. – Z czasem będzie coraz prościej.
– To brzmi tak, jakbym miała się przyzwyczaić – stwierdziła, a Rafael spojrzał na nią z zaciekawieniem.
– Co w tym złego?
Jedynie potrząsnęła głową.
– Jak można przywyknąć do czegoś tak niezwykłego? – zapytała wprost, bo ta jedna kwestia nie dawała jej spokoju.
W tamtej chwili nie chciała zastanawiać się nad tym, kim była i co się z tym wiązało. Wcześniej próbowała się wielokrotnie nad tą kwestią rozwodzić, ale na dłuższą metę to nie miało znaczenia. Widziała, że z chwilą powrotu po śmierci wydarzyło się coś co najmniej nienaturalnego – i że się zmieniła, stając Światłem, o którym wszyscy tak często wspominali przy wzmiankach o upadku Isobel. Z tego zresztą powodu interesowała się nią Ciemność, a wampirzą królowa planowała zabić, ale to nadal niczego nie tłumaczyło. Elena nie rozumiała zwłaszcza kwestii związanej z tym, że mogłaby być wyjątkowa. Czuła się dziwnie za każdym razem, kiedy Rafa nazywał ją aniołem, jednocześnie powtarzając, że pod wieloma względami byli do siebie podobni. Miała przez to rozumieć, że tak to działało? Anioł i demon, tak jak i światło i ciemność? To nie miało sensu, ale z drugiej strony…
Wszelakie myśli uleciały z głowy dziewczyny w chwili, w której poczuła muśnięcie ciepłych warg na ustach. Natychmiast odwzajemniła pocałunek, nawet się nie wahając i reagując trochę jak automat. W pośpiechu nachyliła się, chcąc znaleźć jeszcze bliżej demona, chociaż nie była pewna, czy to w ogóle możliwe. Wciąż ją obejmował, a jego dłonie ostatecznie wylądowały na jej plecach, przy okazji muskając włosy – delikatni, dokładnie tak jak lubiła. Mimowolnie zadrżała, czując przyjemne, rozchodzące się po całym ciele dreszcze. W tamtej chwili wszystko to, co nie wiązało się ze wzajemną bliskością, przestało mieć jakiekolwiek znaczenie, zaś Elena skoncentrowała się wyłącznie na kolejnych pocałunkach. To było przyjemne – i to najdelikatniej rzecz ujmując, skoro z miejsca skojarzyło jej się ze wszystkim, co zaszło między nią a Rafą w lesie.
Chciała to powtórzyć – tak po prostu, tym razem w o wiele bardziej sprzyjającym warunkach. Wciąż myśli sami, a sypialnia znajdowała się dosłownie na wyciągnięcie ręki, więc…
Ale wtedy Rafael jak gdyby nigdy nic ją od siebie odsunął. W pośpiechu wzięła  kilka głębszych wdechów, oddychając szybko i płytko, przez nadmiar emocji mając problem z tym, żeby zaczerpnąć tchu. W niejakim oszołomieniu, wręcz z pretensją spojrzała na swojego towarzysza, przez krótką chwilę mając ochotę na niego warknąć, kiedy zauważyła majaczący na jego ustach uśmieszek.
– Mieliśmy lecieć – przypomniał usłużnie, a Elena prychnęła, mimowolnie zaczynając zastanawiać nad tym, czy gdyby porządnie mu przyłożyła, wciąż miałby na to ochotę.
– Nie wiem jak ty, ale ja już teraz czuję się jakbym latała – stwierdziła, to jednak nie zrobiło na Rafie najmniejszego nawet wrażenia.
– To nie to samo – oznajmił ze spokojem.
Och, świetnie – więc jednak latanie było lepsze od wspólnego spędzania czasu? Gdyby nie to, że podejrzewała, iż jak zwykle się z nią droczył, pewnie nawet poczułaby się urażona. Jakkolwiek by jednak nie było, nie skomentowała zaistniałej sytuacji nawet słowem, chcąc nie chcąc decydując się mu podporządkować. W gruncie rzeczy była podekscytowana myślą o tym, że mieliby ponownie wzbić się w powietrze – tak po prostu, dokładnie jak za pierwszym razem. Tamte wspomnienia jawiły się jej trochę jak cudowny sen – czysta abstrakcja, niezwykle przyjemna, ale jednak nieprawdziwa. Może gdyby to powtórzyła, w końcu uwierzyłaby, że naprawdę stała się kimś więcej, niż tylko zwykłym pół-wampirem.
Nie zaprotestowała, kiedy Rafael ujął ją za rękę. Jeszcze jakiś czas temu wziąłby ją na ręce, niezależnie od tego, czy chciałaby mu na to pozwolić, jednak tym razem wszystko wyglądało inaczej. Mimo wszystko nie zawahała się, kiedy z wolna podprowadził ją bliżej krawędzi, zatrzymując się na tyle blisko, by mogła swobodni wyjrzeć przez barierkę. Coś ścisnęło ją w gardle, kiedy raz jeszcze utwierdziła się w przekonaniu jak wysoko się znajdowali, tym bardziej że ostatnim razem startowali z bezpiecznej ziemi. Gdyby coś poszło nie tak, nie musiałaby się obawiać upadku, ale w tej sytuacji…
– Poprowadzę cię – stwierdził cicho demon, zupełnie jakby czytał jej w myślach. Rzuciła mu pełne powątpiewania spojrzenie, wciąż zaniepokojona. – Trochę zaufania, lilan.
– Jeśli spadnę, przysięgam, że cię zabiję – wycedziła przez zaciśnięte zęby.
Skwitował groźbę jedynie cynicznym uśmieszkiem, który jasno dał dziewczynie do zrozumienia, że jak zwykle bardziej go bawiła, zamiast robić faktyczne wrażenie. Mocniej zacisnęła palce wokół jego dłoni, tak mocno, że pewnie gdyby był człowiekiem, już dawno przez przypadek połamałaby mu palce. Jasne, wierzyła, że nie pozwoliłby jej upaść (a przynajmniej tak długo, jak wcześniej nie próbowałaby go zaskoczyć pocałunkiem), ale i tak czuła się co najmniej zaniepokojona. Kwestia posiadania skrzydeł wciąż do niej nie docierała, przez co raz po raz przyłapywała się na tym, że sprawdzała, czy te faktycznie wciąż były na swoim miejscu.
Daj spokój. Już to robiliście, warknęła na siebie w duchu. Musiała wziąć się w garść i skoncentrować, chociaż to wcale nie było takie proste.  Pamiętasz jak się lata…
Pamiętała? W pierwszym odruchu pragnęła zaprzeczyć, gotowa kłócić się z samą sobą, ale w ostatniej chwili zdołała się powstrzymać. Spokój pojawił się nagle, spływając na nią w niezwykle łagodny, wręcz naturalny sposób. Z wolna spuściła głowę, po czym wyrównała oddech, jakimś cudem będąc w stanie rozluźnić napięte do granic możliwości mięśnie. Gdyby nie to, że taka myśl wydawała się czymś nieprawdopodobnym, a ona i Rafael wciąż przebywali w apartamencie sami, pomyślałaby, że tymczasowe rozluźnienie, to sprawka Jaspera, jednak takie rozwiązanie zdecydowanie nie wchodziło w grę.
Prawda była taka, że nic nie mogło pójść źle. Pamiętała wszystko, aż nazbyt świadoma tego, co i dlaczego potrafiła zrobić. Musiała tylko się rozluźnić, zaufać sobie i Rafaelowi, a potem poddać się instynktom – nic więcej nie było jej w tamtej chwili trzeba.
– Elena?
Jedynie się uśmiechnęła, przynajmniej próbując sprawiać wrażenie kogoś, kto dobrze wie i dlaczego robi. Krótko spojrzała na Rafaela, przy okazji przekonując się, że spoglądał na nią z błyskiem w oczach. Coś w wyrazie jego twarzy dało dziewczynie do zrozumienia, że był podekscytowany, zupełnie jakby nagle dostrzegł w niej coś, na co nie zwracał uwagi wcześniej. Mogła tylko zgadywać, co tak naprawdę to oznaczało, że nie chciała się tym przejmować, świadoma wyłącznie potrzeby, żeby w końcu wzbić się w powietrze.
Zanim zdążyła zastanowić się nad tym, co robi, jako pierwsza podjęła decyzję. Każdy kolejny ruch przyszedł dziewczynie równie naturalnie, co i oddychanie albo chodzenie – całkowicie poza jej świadomością, ale nie uznała tego za coś niewłaściwego. W tamtej chwili wyraźnie czuła obecność skrzydeł, nie wspominając o tym, że dobrze wiedziała, w jaki sposób powinna je wykorzystać. Wiem, jak się lata, pomyślała i to wystarczyło, żeby zdołała wzbić się w powietrze – tak po prostu, podświadomie wiedząc, kiedy i w jaki sposób powinna rozłożyć skrzydła, by w najbardziej sprzyjający sposób wykorzystać powietrze. Usłyszała szelest i to wystarczyło, żeby zorientowała się, że Rafael wciąż był obok. Nadal mocno trzymała go za rękę, chociaż już nie po to, żeby mieć pewność, że w razie potrzeby demon spełni obietnicę i w porę ją złapie. Nie bała się upadku, wręcz nie wyobrażając sobie, że mogłaby zrobić coś źle. To po prostu nie wchodziło w grę, skoro latanie jak najbardziej stanowiło coś naturalnego dla kogoś takiego jak ona. Z jakiego innego powodu zostałaby obdarowana skrzydłami i wiedzą o tym, w jaki sposób powinna je wykorzystać?
To twoja sprawka, bogini?, pomyślała mimochodem, chociaż wcześniej tak rzadko zwracała się do Selene. Nie była nawet pewna, w co tak naprawdę wierzy, z jednej strony wychowując się w Mieście Nocy i mając do czynienia z panującymi tam wierzeniami, a z drugiej mając okazję poznać poglądy ojca. Ją samą nigdy nie ciągnęło do którejkolwiek religii, a jednak w tamtej chwili to o bogini księżyca pomyślała w pierwszej kolejności. Dlaczego mam wrażenie, że…?
Nie dokończyła, ale to wydawało się niepotrzebne. Przymknęła oczy, przez krótką chwilę świadoma jedynie niezwykłego uczucia, które towarzyszyło jej przy wznoszeniu. Czuła chłód nocnego powietrza, ale również to było przyjemne, zaś temperatura w najmniejszym nawet stopniu nie dawała się dziewczynie we znaki. Liczył się tylko ten lot, a także poczucie tego, że robiła dokładnie to, do czego została stworzona. Fakt, że Rafael również był gdzieś obok, mocno trzymając ją za rękę, jedynie dodawał Elenie pewności siebie, czyniąc doznania jeszcze bardziej intensywnymi i niezwykłymi.
Jakby tego było mało, przez krótką chwilę czuła się wręcz gotowa przysiąc, że słyszy śmiech – melodyjny, pełen ciepła i bez wątpienia należący do kobiety. To było tak, jakby dźwięk rozbrzmiewał gdzieś w jej głowie, sprawiając, że po całym jej ciele raz po raz rozchodziły się fale przyjemnego ciepła. Zerknęła na Rafaela, ale ten wydawał się absolutnie nieświadomy tego, czego właśnie doświadczała, to jednak nie wydało się Elenie niepokojące. Ten dźwięk… To było coś intymnego, przeznaczonego wyłącznie dla niej, a przy tym bardzo, ale to bardzo etery, co samo w sobie wydało się dziewczynie… po prostu niezwykłe.
Cokolwiek się działo, było dobre, tym bardziej że sprawiło, że z miejsca poczuła się dużo lepiej. Nie musiała nawet tego rozumieć, by dojść do takiego wniosku.
Wciąż o tym myślała, kiedy coś wyraźnie uległo zmianie. Usłyszała ciche przekleństwo i to wystarczyło, żeby wytrącić ją z równowagi. Natychmiast poderwała głowę, po czym w pośpiechu przeniosła wzrok na Rafaela, z zaskoczeniem przekonując się, że ten wyglądał na co najmniej rozeźlonego. Otworzyła usta, nim jednak zdążyła zadać jakiekolwiek pytanie, demon energicznie potrząsnął głową. To i jego spojrzenie wystarczyły, żeby skutecznie wymóc na Elenie milczenie, jednocześnie podsycając odczuwane przez dziewczynę napięcie. Cała lekkość i satysfakcja, które do tej pory odczuwała, w ułamku sekundy zniknęły, pozostawiając wyłącznie narastający z każdą kolejną sekundą niepokój.
– Co…? – zaczęła, nie mogąc znieść ciszy, Rafa jednak nie pozwolił jej dość do głosu.
– W tej chwili wracaj do apartamentu – nie tyle poprosił, co wręcz zażądał. Lakoniczność oraz ton jego wypowiedzi wystarczyły, by ostatecznie wytrącić Elenę z równowagi. – Czekaj tam na mnie, lilan. Ja mam coś do załatwienia – stwierdził, jasno dając jej do zrozumienia, że nie brał pod uwagę żadnych protestów.
– Ale… – zaczęła spiętym tonem, ale i to nie przyniosło oczekiwanego rezultatu.
Nawet na nią nie spojrzał, o jakichkolwiek dodatkowych wyjaśnieniach nie wspominając. Zanim zdążyła chociaż spróbować powiedzieć coś jeszcze, Rafael w pośpiechu oswobodził dłoń z jej uścisku. Zaraz po tym zniknął jej z oczu, zostawiając zaskoczoną dziewczynę samą, kiedy podążył w sobie tylko znanym kierunku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz




After We Fall
stories by Nessa