10.04.2017

Sto pięćdziesiąt trzy

Lucas
Miał wrażenie, że Rufus zabije go przy pierwszej okazji. W zasadzie był tego absolutnie pewien, ale nie potrafił zachować się inaczej i tak po prostu odmówić Claire. Tęsknił za nią, dziewczyna zresztą wydawała się wystarczająco przygnębiona i zdeterminowana, by chcąc nie chcąc musiał jej ustąpić. Obawiał się, że gdyby postąpił inaczej, pół-wampirzyca tak czy inaczej znalazłaby sposób, żeby postawić na swoim, być może udając się do domu Gabriela i Renesmee na własną rękę, a to zdecydowanie nie skończyłoby się dobrze.
Z uwagą obserwował Claire, wciąż nie będąc w stanie oswoić się z myślą, że ta znajdowała się tuż obok. Zdążył się za nią stęsknić o wiele bardziej, niż do tej pory sądził, zwłaszcza mając ją przy sobie świadom tego, jak bardzo potrzebował jej bliskości. Będąc u Rosalee prościej przychodziło mu udawanie, że to tak naprawdę nie ma znaczenia, być może dlatego, że wtedy mógł wmówić sobie, że dziewczynie nie groziło niebezpieczeństwo. Teraz wszystko się zmieniło, a Lucas tym bardziej czuł się za Claire odpowiedzialny, gotów zrobić… w zasadzie cokolwiek, byleby nabrać pewności, że nie spotka ją nic złego. Jeśli to oznaczało, że miał pozwolić, żeby zobaczyła się z młodą, dopiero co przemienioną wampirzycą, podczas tego spotkania robiąc za jej ochroniarza, to w porządku – jak najbardziej mógł na to przystać.
Oboje milczeli, ale nie odebrał tego jako coś niewłaściwego. Przy Claire milczenie zawsze było proste, a przynajmniej nigdy nie miał wrażenia, by którekolwiek z nich musiało zmuszać się do wspólnego przebywania albo trwania w ciszy. Taki stan rzeczy jak najbardziej wydawał się wampirowi znośny, wręcz pożądany, choć zarazem nie mógł pozbyć się wrażenia, że istniało bardzo wiele kwestii, o których powinni porozmawiać. Takie uczucie towarzyszyło mu nie raz, w zasadzie odkąd tylko sięgał pamięcią, dzięki czemu tym prościej przychodziło mu ignorowanie tego uczucia. Jasne, że istniały sprawy, które chciał poruszyć – i zarazem nie wyobrażał sobie, że tak po prostu miałby to zrobić. Nie, kiedy w grę wchodziłyby uczucia, tym bardziej że Claire… niekoniecznie wydawała się pewne rzeczy rozumieć. W zasadzie wątpił, by choć podejrzewała, co takiego przez te wszystkie lata chodziło mu po głowie, traktując go raczej jak dobrego przyjaciela albo brata.
Cholera, to byłoby nawet urocze, gdyby ograniczenie się do niezobowiązującej znajomości faktycznie pozostawało tym, czego naprawdę chciał.
Wciąż o tym myślał, nie po raz pierwszy bijąc się z myślami i próbując zdecydować, co takiego powinien zrobić. Matt twierdził, że zachowywał się jak idiota, ale to przecież nie było takie proste. Sprawy z Claire bywały co najmniej problematyczne, nie tyle przez wzgląd na jej ojca, choć nie sądził, że kiedykolwiek uzna Rufusa na nieistotny problem. Jakkolwiek by jednak nie było, największe wątpliwości wzbudzała w nim właśnie Clairie – pod wieloma względami o wiele inteligentniejsza od niego, ale za to z absolutnym brakiem zrozumienia emocji. Z drugiej strony, być może sam tworzył sobie problemy, początkowo wmawiając sobie, że zwlekał przez sytuację – obecność Isobel i to, co z niej wynikało. Później udawał, że każde z nich potrzebowało czasu na oswojenie się z sytuacją, a już zwłaszcza dziewczyna, która dopiero co cudem odzyskała rodzinę. Chciał dać jej czas, żeby przywykła do nowego stanu rzeczy, z kolei teraz…
Och, tym razem po raz kolejny wszystko było nie tak. Całym sobą czuł, że Claire była przygnębiona – i to najdelikatniej rzecz ujmując, bo gdyby miał sprecyzować własne odczucia, powiedziałby raczej, że czuła czyste przerażenie, nie tylko zamartwiając nieobecnością Layli, ale również obwiniając o coś, na co tak naprawdę nie miała wpływu. Wciąż nie poznał Marissy, ale po zachowaniu swojej podopiecznej czuł, że ta była dla niej ważna. Nie przypominał sobie, by Claire kiedykolwiek przyjaźniła się z kimkolwiek innym prócz niego, właściwie nie mając okazji znaleźć się w miejscu, które pozwoliłoby jej na zawarcie jakichkolwiek znajomości, więc tym bardziej mógł wyczuć, że sytuacja była poważna. Och, to również nie oddawało pełnej powagi sytuacji, ale na pewno mogło być dobrym powodem, dla którego o wiele rozsądniejszym wydawało się to, by jednak zwlekać z pewnymi wyznaniami.
Będziesz tak czekać w nieskończoność, pomyślał mimochodem, przez krótką chwilę mając ochotę wybuchnąć pozbawionym wesołości, co najmniej histerycznym śmiechem. Zabawne, ale nawet jego podświadomość brzmiała jak złośliwe przytyki Matta, a to bez wątpienia o czymś świadczył – chociażby o tym, że wampir miał rację, choć Lucas naturalnie nie zamierzał wprost tego przyznać.
Odrzucił od siebie niechciane myśli, na powrót przenosząc wzrok na Claire. Mimo wszystko miał wrażenie, że dziewczyna w znaczący sposób zmieniła się przez ostatnie tygodnie, przynajmniej na pierwszy rzut oka wyglądając na bardziej zdecydowaną albo… zdesperowaną, chociaż to w tamtej chwili nie miało znaczenia. Przez krótką chwilę obserwował jej profil, wsłuchując się w przyśpieszone bicie serca i tym sam mogąc zauważyć, że była coraz bardziej spięta. Co prawda starała się tego nie okazywać, ale…
– Hej, wszystko w porządku? – rzucił, nie mogąc się powstrzymać. Dziewczyna drgnęła, po czym przeniosła na niego wzrok, wyraźnie zdezorientowana. – Wyglądasz tak, jakbyś za chwilę miała wyjść z siebie i stanąć obok – przyznał zgodnie z prawdą.
– Nic mi nie jest – zapewniła, ale musiałby być głuchy i ślepy, żeby uwierzyć w jawne kłamstwo.
Nie skomentował jej zachowania nawet słowem, w zamian bez pośpiechu przesuwając się w taki sposób, by uspokajającym gestem móc chwycić dziewczynę za rękę. Nie wyrwała mu się, jak zwykle zresztą pozwalając na to, żeby jej dotykał. To było naturalne – wzajemna bliskość, przytulanie i niewinne gesty, które dla niego znaczyły o wiele więcej, niż Claire mogłaby podejrzewać. Zwłaszcza w takich chwilach pragnął czegoś więcej, jednocześnie aż nazbyt pewny, że łącząca ich relacja była wręcz zadziwiająco krucha i łatwa do zniszczenia. Sama Claire taka była – po prostu delikatna i niegotowa na nic więcej, a przynajmniej Lucas zawsze spoglądał na nią w taki właśnie sposób. Chwilami zastanawiał się, czy przypadkiem nie popełniał takim myśleniem błędu, ale to było od niego o wiele silniejsze, nie dając wampirowi szansy na ruszenie się z miejsca, niezależnie od tego, jak bardzo by tego chciał.
– Jasne… – Wysilił się na blady, przynajmniej z założenia kojący uśmiech. Po wyrazie twarzy dziewczyny trudno było stwierdzić, czy jego starania przynosiły jakikolwiek skutek, ale usiłował o tym nie myśleć, w zamian z uporem udając, że wszystko było w porządku. – Matt pewnie już jest na miejscu. Z twoją przyjaciółką… Po prostu będzie w porządku – stwierdził, chociaż to brzmiało jak nic nieznaczące słowa; zwykłe frazesy, które tak naprawdę nie gwarantowały niczego.
– Tak… Bo to przecież takie łatwe – rzuciła z powątpiewaniem, nie kryjąc sceptycyzmu.
Wampir jedynie westchnął.
– Teraz i tak niewiele możemy zrobić – zauważył przytomnie. Chciał ją pocieszył, ale jednocześnie czuł, że pod tym względem o wiele lepiej będzie postawić na szczerość. – Co nie znaczy, że nie może być w porządku – dodał pośpiesznie.
– Boję się tego, jak zareaguje na mój widok – przyznała z wahaniem Claire. Miał wrażenie, że starannie analizowała każde kolejne słowo, być może obawiając się, że mógłby zechcieć zawrócić, gdyby powiedziała za dużo.
Ja z kolei boję się twojego ojca… Na pewno się ucieszy, jeśli ktoś mu powie, że zabrałem cię na wycieczkę do nowo narodzonej, nie?
Zacisnął usta, woląc zachować złośliwości dla siebie. Zwykle powstrzymywał się przy Claire od sarkazmu, w obecnej sytuacji tym bardziej woląc trzymać język za zębami. Już i tak była zmartwiona, nie tylko słowami, ale przede wszystkim zachowaniem komunikując, że obawiała się tego, co mogłoby nastąpić – i to nie tylko w związku ze spotkaniem z Marissą. Dobijanie jej w choćby najbardziej niewinny, niekoniecznie świadomy sposób, zdecydowanie nie wchodziło w grę.
– Wiesz dobrze, że nie dam cię skrzywdzić – zapewnił, a Claire poruszyła się niespokojnie.
– Nie to miałam na myśli – obruszyła się.
– Ale o tym też powinna pamiętać – stwierdził zgodnie z prawdą. – To wampirzyca. Pragnienie nie działa na zasadzie sentymentów, chociaż…
– Wiem dobrze, w jaki sposób działa instynkt – przerwała mu cierpko. Uniósł brwi, co najmniej zaskoczony jej tonem, jednak i tego zdecydował się nie komentować, zwłaszcza, że Claire prawie natychmiast wydała z siebie przeciągłe westchnienie, wyraźnie zmęczona sytuacją. – Przepraszam. Ja po prostu… Nie jestem głupia, w porządku? Nie wierzę w to, że Issie w cudowny sposób zyska samokontrolę, kiedy mnie zobaczy, zresztą…
Urwała, po czym wzruszyła ramionami. Wyglądała na przygnębioną – i to najdelikatniej rzecz ujmując – czego zresztą był świadom już właściwie od chwili, w które dołączył do niej w sypialni. Po raz kolejny w najzupełniej machinalny sposób przygarnął ją do siebie, pozwalając żeby ufnie się w niego wtuliła. Kiedy przystanęli, przez myśl przeszło mu, że bezmyślne tkwienie w samym środku ciemnego lasu nie jest najszczęśliwszym pomysłem, biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, ale prawie natychmiast odrzucił od siebie tę myśl. Byli blisko celu, zresztą wyczułby, gdyby w okolicy znajdował się jakikolwiek intruz… A przynajmniej miał taką nadzieję, całym sobą zdając się na wyostrzone zmysły oraz instynkt, który w przeszłości wielokrotnie go ratował.
– Okej… Jak wspomniałem, będzie dobrze – powtórzył z uporem, wplatając palce w ciemne włosy Claire. Czuł przyjemną słodycz jej krwi, jakże charakterystyczną i znajomą, zwłaszcza dla kogoś, kto znał ją praktycznie od dziecka. Co prawda wyczuwał jeszcze jedną, dziwną nutę, która kojarzyła mu się z lasem, piżmem albo jeszcze czymś innym i nie do końca przyjemnym dla kogoś o wrażliwym węchu, ale z drugiej strony… Och, jakie to właściwie miało znaczenie? – Wiesz, że nie musimy tam iść, jeśli nie chcesz? Jesteś bardzo spięta, a my… Cóż, wampiry to czują. Nie sądzę, żeby ta twoja przyjaciółka chciała, żebyś aż tak zadręczała się z jej powodu.
– Łatwo ci mówić… – Po tonie Claire trudno było stwierdzić, co tak naprawdę myślała o całej sytuacji. – Ja… Nie, nie chcę wracać – wrzuciła z siebie na wydechu, prostując się niczym struna. Pozwolił, żeby wyślizgnęła się z jego uścisku, ale wciąż trzymał ją za rękę. – Poradzę sobie. Potrzebuję po prostu chwili, żeby nad sobą zapanować.
Skinął głową, aż nazbyt świadom, że ten czas jak najbardziej miał się jej przydać. Dla pewności raz jeszcze rozejrzał się dookoła, ale wyraźnie czuł, że byli z Claire sami, jeśli oczywiście nie liczyć sposobu, w jaki las na co dzień tętnił życiem. Nie zmieniało to jednak faktu, że byli bezpieczni, a przynajmniej Lucas nie wyobrażał sobie, że cokolwiek istotnego mogłoby mu umknąć.
Claire zastygła w bezruchu, milcząca i przez dłuższą chwilę skoncentrowana przede wszystkim na oddychaniu. Był w stanie zauważyć, że się trzęsła, wyraźnie zaniepokojona nadchodzącym spotkaniem, ale tym razem nie skomentował tego nawet słowem, podejrzewając w jaki sposób by zareagowała. Nie miał pewności, czy postępował słusznie, zgadzając się żeby aż tak ryzykowała, ale to w tamtej chwili już i tak nie miało znaczenia. Byli zbyt blisko celu, zaś zachowanie dziewczyny dość jednoznacznie dało mu do zrozumienia, że niezależnie od wszystkiego nie zamierzała się wycofać. Nie był pewien czy to dobrze, czy może wręcz przeciwnie, ale i nad tym wolał się nie zastanawiać. Być może to zachodziło na egoizm, ale liczyło się dla niego przede wszystkim to, czego chciała Claire… A skoro sprowadzało się do to podjęcia ryzyka, czemu nie?
– Dziękuję.
Z opóźnieniem przeniósł wzrok na dziewczynę, co najmniej zaskoczony jej słowami. Ich spojrzenia się spotkały – lśniące, błękitne tęczówki i jego własne, intensywnie czerwone. Nawet nie drgnęła, przyzwyczajona zarówno do tego widoku, jak i bliskości kogoś, kto okazyjnie mógłby pić ludzką krew.
– Jeszcze nic nie zrobiłem – zauważył przytomnie, ale Claire tylko potrząsnęła głową.
– Ale nie zamknąłeś mnie w pokoju – powiedziała, po czym wysiliła się na blady uśmiech. – Nie wiem czy przekonałabym do tego samego Setha. To znaczy… Mam wrażenie, że on nie zgodziłby się, żebym spotkała się z Issie – dodała po chwili zastanowienia.
– Oczywiście, że ja… – Urwał, dopiero po chwili przyswajając sobie jej pełną wypowiedź. – Chwila… Kim jest Seth?
Claire nie odpowiedziała od razu, co z miejsca dało mu do myślenia. Kiedy do tego wszystkiego – był wręcz skłonny to przysiąc! – zmieszała się i zarumieniła, Lucas nabrał pewności, że coś było na rzeczy. Co więcej, całym sobą czuł, że to, co dziewczyna miała mu do zakomunikowania, zdecydowanie nie przypadnie mu do gustu.
– To… trochę skomplikowane – przyznała, ostrożnie dobierając słowa. – Pamiętasz, że Nessie przyjaźniła się ze zmiennokształtnymi, prawda?
– No… Pamiętam, że trochę się denerwowałaś, kiedy tamta dwójka biegała po tunelach – powiedział po chwili zastanowienia.
Pamiętał Jacoba i Shelby, chociaż nie miał z nimi szczególnie dużo do czynienia. Najbardziej jednak zapamiętał fakt, że gdyby nie krew tej drugiej, Claire najpewniej nie przeżyłaby spotkania z wilkołakami w hotelu. Jakkolwiek by jednak nie było, w pamięci miał również to, że dziewczyna dosłownie wpadła w histerię za każdym razem, kiedy w zasięgu jej wzroku pojawiało się coś, co choć trochę przypominało te istoty. Co więcej, to nadal nie wyjaśniało sensu pytań, które mu zadawała, tym samym wzbudzając w wampirze jeszcze silniejsze wątpliwości.
Dziewczyna cicho westchnęła, po czym przeczesała palcami ciemne włosy. Wyglądała na zmartwioną, co w zasadzie nie było niczym nowym, przynajmniej w ciągu ostatnich godzin.
– Zmiennokształtni… Cóż, mówiłam, że trochę się zmieniło – przypomniała mu cicho. Uniósł brwi, jednocześnie rzucając jej naglące spojrzenie, tym bardziej, że wciąż nie tłumaczyła mu najważniejszego. – Już… mniej się boję.
– To chyba dobrze, prawda?
Wzruszyła ramionami.
– Chyba tak, chociaż tata nie był zachwycony tym, jak do tego doszło. To znaczy… Omal nie dostałam zawału, kiedy Nessie przyjmowała gości i okazało się, że są… No, sam wiesz. – Zamilkła, wydając zastanawiać się nad tym ile powinna mu powiedzieć. Skinął głową, próbując dać jej do zrozumienia, że wszystko rozumie… Przynajmniej teoretycznie. – Z tego, co zrozumiałam, dziadek Renesmee spotyka się z kobietą, która ma związek ze zmiennokształtnymi. Planują ślub. – Wysiliła się na blady uśmiech. – Nie do końca świadoma integracja międzygatunkowa.
– Wszystko pięknie, ale dalej nie powiedziałaś mi kim jest Seth – przypomniał, nie mogąc się powstrzymać.
Claire rzuciła mu przelotne, niepewne spojrzenie.
– Synem tej kobiety – powiedziała w końcu, a on zapragnął nerwowo się roześmiać. Dlaczego miał wrażenie, że to wciąż nie wszystko?
– I…?
Tym razem już nie miał najmniejszych wątpliwości co do tego, że się zarumieniła. Był w stanie to zauważyć nawet w panujących dookoła ciemnościach, choć naturalnie zostawił te spostrzeżenia dla siebie.
– Można powiedzieć, że się spotykamy – wypaliła tak szybko, że początkowo ledwo był w stanie ją zrozumieć.
Otworzył i zaraz zamknął usta, dziwnie oszołomiony. Początkowo nie zrozumiał, a może po prostu nie chciał, to jednak nie miało znaczenia. Liczyło się przede wszystkim to, że chwilę później poczuł się dosłownie tak, jakby ktoś zdzielił go czymś ciężkim po głowie, chyba jedynie cudem nie ścinając z nóg. Spodziewał się naprawdę wielu rzeczy, ale na pewno nie czegoś takiego i…?
– Co?! – wyrwało mu się.
Jego głos zabrzmiał dziwnie, wręcz nienaturalnie wysoki i piskliwy. Do tej pory nie przypuszczał nawet, że będzie w stanie wydać z siebie podobny dźwięk, jednak to zeszło gdzieś na dalszy plan. Czuł, że Claire go obserwowała, wciąż spięta, a teraz do tego wszystkiego wyraźnie zaskoczona – czy to jego reakcją, czy też tym, że dosłownie zatoczył się, wpadając na najbliższe drzewo. Instynktownie przytrzymał się pnia, chociaż prawda była taka, że miał ochotę porządnie w niego uderzyć, najpewniej tym samym kończąc życie dającego mu oparcie drzewa. Sam nie był pewien, w jaki sposób udało mu się przed tym powstrzymać, ale niejako nie miał wyboru, tym bardziej, że wtedy zdecydowanie nie wytłumaczyłby dziewczynie swojej reakcji.
Och, byłoby bardzo miło, gdyby przynajmniej sobie potrafił ją uzasadnić, ale…
– Lucas? – Głos Claire doszedł go jakby z oddali. Czuł, że wciąż mu się przypatrywała, wyraźnie zmartwiona. – Powiedziałam coś nie tak? Ja…
– Co…? Nie… – zapewnił pośpiesznie, z opóźnieniem jednak będąc w stanie wyrzucić z siebie przynajmniej tych kilka słów. – Jasne, że nie. Po prostu mnie zaskoczyłaś i… – Zaśmiał się nerwowo, w całkowicie pozbawiony wesołości sposób. – Ehm… Mogłabyś powtórzyć, proszę?
– Nabijasz się ze mnie? – zapytała spiętym tonem, kolejny raz wytrącając go z równowagi.
Nie miał pojęcia, dlaczego akurat to przyszło jej do głowy, a tym bardziej dlaczego brzmiała na aż tak bardzo zaniepokojoną. W innym wypadku poczułby ulgę, po tonie Claire poznając, że nade wszystko zależało jej na jego opinii, ale w tamtej chwili nie potrafił się ani skoncentrować, ani tym bardziej zdobyć na odpowiedź, która wydałaby się właściwa. Prawda była taka, że miał ochotę przygarnąć ją do siebie, porządnie potrząsnąć, a potem poprosić, żeby oznajmiła, że to wyłącznie marny żart – że naigrywała się z niego i…
Z tym, że to była Claire, a jej poczucie humoru wyglądało zupełnie inaczej. Pomijając to, czy w ogóle je miała (chwilami miał wątpliwości, chociaż nigdy nie powiedział tego wprost), zdecydowanie nie próbowałaby kłamać w tak istotnej kwestii. Fakt, że wyglądała na tak zmieszaną, że chyba jedynie cudem w ogóle była w stanie się odezwać, również okazał się dość wymowny, a jakby tego było mało… Cholera, sam również nie ułatwiał – z tym, że zachowanie spokoju i udawanie, że nie widzi najmniejszego problemu w zaistniałej sytuacji, jawiło się Lucasowi jak jakiś marny żart.
– Jasne, że nie. Ale… Co proszę? – Z niedowierzaniem pokręcił głową. Czuł, że zaczyna bredzić od rzeczy, ale nie mógł się powstrzymać, zbyt oszołomiony, by zdobyć się na jakąkolwiek, choć po części normalną rozmowę. – Claire, jak…?
– To… skomplikowane – przyznała, po czym wzruszyła ramionami. – Sama się jeszcze w tym gubię.
– Ale on…
Dziewczyna westchnęła.
– Przemienia się w wilka. Tak, też byłam zszokowana, ale… teraz czuję się z tym lepiej. A to chyba dobrze, że w końcu poradziłam sobie po tym jak Dean… Prawda? – zauważyła przytomnie, rzucając mu niemalże błagalne spojrzenie.
Otworzył i zaraz zamknął usta, sam niepewny, co takiego powinien powiedzieć, żeby nie zrobić z siebie idioty. Co prawda miał wrażenie, że już na to za późno, ale mimo wszystko…
– Oczywiście – wykrztusił w końcu, z trudem przymuszając się do bladego uśmiechu. – Ja po prostu… Hej, mogę zapytać cię o coś osobistego? – wypalił, chociaż nie miał pojęcia, czy faktycznie chciał poznać odpowiedź.
– Tak sądzę. – Claire podejrzliwie zmrużyła oczy. – Jakiś dziwny jesteś – zauważyła mimochodem, a Lucas zapragnął uderzyć głową w najbliższe drzewo, aż nazbyt świadom tego, że zachowywał się w co najmniej niedorzeczny sposób.
– Wydaje ci się – zapewnił, choć i to zabrzmiało jak kłamstwo. – Zresztą nie o to chodzi. Ty… Jesteś teraz szczęśliwa, nie? Oczywiście pomijając to… Sama wiesz.
– Zrozumiałam. – Wciąż uważnie się w niego wpatrywała, ale ostatecznie nie skomentowała sytuacji nawet słowem. – Tak… Tak sądzę. Seth do niczego mnie nie zmusza, a ja… raczej jestem szczęśliwa – dodała w zamyśleniu.
– I… kochasz go?
O dziwo, Claire wyraźnie się zawahała.
– Nie wiem – przyznała w końcu, nagle jeszcze bardziej zmieszana. – Dziwne, prawda? Ale nie mam pojęcia kiedy i jak… Wiem jedynie, że jest dla mnie ważny – powiedziała i coś w tych słowach sprawiło, że Lucas poczuł się jeszcze gorzej.
Od samego początku wiedział, że zwlekanie nie było najlepszym pomysłem, a jednak wciąż czekał…
Teraz z kolei miał wrażenie, że tak naprawdę przez te wszystkie lata na własne życzenie marnował czas.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz




After We Fall
stories by Nessa