02.04.2017

Sto czterdzieści pięć

Layla
Ciche kroki wdarły się do jej podświadomości. Napięła mięśnie, po czym pośpiesznie usiadła, mimowolnie krzywiąc się, kiedy poczuła przybierające na sile zawroty głowy. Wciąż czuła nieprzyjemne pulsowanie w skroniach, chociaż nie miała pewności, co było tego przyczyną – pragnienie, które utrudniało regenerację, czy może wczesna pora. Wiedziała, że zbliża się świt, o ile słońce już nie wzeszło, bez trudu wyczuwając porę dnia, na którą była najbardziej wrażliwa.
Chyba śniła, chociaż nie miała pewności. Początkowo walczyła ze sobą, nie wyobrażając sobie, że mogłaby zasnąć w tym miejscu, na dodatek po tym, jak ją potraktowali, ale ostatecznie zmęczenie okazało się silniejsze. Poczucie bezradności dawało się Layli we znaki, tym samym sprawiając, że czuła się bezbronna i podatna na zranienia, choć i o tym starała się nie myśleć. W zamian próbowała przekonać samą siebie, że nikt w tym miejscu nie miał powodu, żeby ją zabić. Dość jasno dawali jej to do zrozumienia, choć zarazem nie była w stanie zapomnieć, że próbowali do niej strzelać, kiedy uciekała. Później z kolei…
Och, to wciąż do niej nie docierało. Wciąż czuła się zesztywniała, nie wspominając o tym, że ledwo była w stanie powstrzymać się przed instynktownym dotknięciem szyi, by upewnić się, czy metalowa obręcz wciąż tam jest. Początkowo przejmowała się tym, że mogliby traktować ją jak zwierzę, ale teraz zupełnie inna kwestia dawała się wampirzycy we znaki – a mianowicie to, że mogliby zrobić jej krzywdę. Simon miał rację, twierdząc, że takie natężenie nie spowoduje śmierci, skro nie była człowiekiem, ale to niczego nie zmieniało. Na wspomnienie bólu robiło jej się niedobrze, choć zdecydowanie nie zamierzała się do tego przyznawać, całą sobą próbując przekonać się do tego, że okazywanie słabości nie mogło przynieść niczego dobrego.
Jęknęła cicho, kiedy palenie w gardle przybrało na sile. Zaraz po tym poczuła, że jej kły znów się wydłużają, przy okazji raniąc ją w dolną wargę. Czuła nieprzyjemne pulsowanie, coraz bardziej dające się we znaki, chociaż nie sądziła, że to w ogóle możliwe. Nigdy wcześniej nie doprowadziła się do stanu, w którym pragnienie aż do tego stopnia dawałoby jej się we znaki, przez co nie miała pewności, czego tak naprawdę powinna się spodziewać. To, że nie była w najlepszej formie, dodatkowo pogarszało sytuację, przez co Layla naprawdę zaczynała się martwić – i to zarówno o siebie, jak i o pozostałych. Mogła tylko zgadywać, co takiego stało się w domu i w jakie kłopoty mogła wpaść reszta, skoro nawet nie zdawali sobie sprawy z tego, jak prezentowała się sytuacja. W efekcie mogła co najwyżej próbować wierzyć, że wszystko będzie w porządku, ale przy złym samopoczuciu to wcale nie było takie proste.
Pamiętała, że kiedy zaczęła przysypiać, mimowolnie pomyślała o Gabrielu i świecie snów, który był w stanie kontrolować. Potrafiła przedostać się do tamtego miejsca, chociaż panowanie nad aurami nie przychodziło jej aż tak naturalnie jak bratu albo Alessi. Zdążyła przekonać się, że w tym miejscu telepatia na nic jej się nie przyda, ale i tak próbowała z tego skorzystać, w wyuczony przez lata sposób usiłując zwizualizować sobie wszystko to, czego potrzebowała. Śnienie nic nie kosztowało, poza tym mogło być jej ostatnią nadzieją, w co była w stanie wierzyć do momentu, w którym przekonała się, że po prostu wisi w pustce – odcięta od wszystkiego i wszystkich, przez co nie była w stanie przywołać do siebie żadnych, nawet nieznajomych gwiazd.
To była pułapka bez wyjścia, o czym przekonywała się niemalże na każdym kroku.
Mogła tylko zgadywać, dokąd to wszystko zmierzała. Fakt, że nie była tutaj mile widziana, wyraźnie drażniąc Nicka – a więc osobę, która wydawała się mieć najwięcej do powiedzenia – jedynie wszystko utrudniał, dziewczyna zaś mogła co najwyżej zgadywać, czego jeszcze mogła się spodziewać. Wiedziała już, że nie zamierzali jej zabić, ale wcale nie czuła się dzięki temu lepiej. Kto jak kto, ale ona na pewno wiedziała, że istniały rzeczy o wiele grosze od śmierci, jeśli zaś wziąć pod uwagę fakt, że ludzie potrafili być naprawdę okrutni…
Chyba wolała się nad tym nie zastanawiać.
Inną kwestią pozostawało to, że był tutaj Jaques. To wciąż do niej nie docierało, chociaż bardziej oszałamiało ją to, czego ten wampir mógł od niej chcieć. Nie rozumiała ani tego, co nim kierowało, ani tym bardziej zasad współpracy, w którą wszedł z tymi ludźmi. Wiedziała za to, że jak najbardziej mógł jej zaszkodzić, dokładnie jak całe lata temu, kiedy nie widział niczego złego w rozprzestrzenianiu SA i podążaniem za celami, których do tej pory nie była pewna. Chyba nawet nie próbowała się nad tym zastanawiać – nad jego rolą, powodami dla których pomagał Lawrence’owi i wszystkim tym, co dotyczyło tego wampira. Miała wrażenie, że to ważne – i że istniała istotna przyczyna, dla której Jaques znajdował się akurat w tym miejscu – a jednak w żaden sposób nie potrafiła określić, w czym leżał problem.
Przestała o tym myśleć, na powrót koncentrując się na dźwięku, który wyrwał ją z zamyślenia. Poderwanie się do pionu kosztowało ją sporo wysiłku, zresztą tak jak i stanięcie na równe nogi. Przez krótką chwilę chciała podejść bliżej, by móc wyjrzeć na korytarz przed celą i stwierdzić, czego powinna się spodziewać, a jednak nie miała odwagi tego zrobić. Nie miała pojęcia na jakiej zasadzie tak naprawdę działał obręcz, którą nosiła, ale wolała nie ryzykować, że ktoś po raz kolejny spróbuje potraktować ją prądem. Mniej więcej w tamtej chwili uprzytomniła sobie również, że przez cały czas napinała mięśnie i to tak mocno, że doświadczenie samo w sobie okazało się wręcz bolesne. Czuła nieprzyjemne pulsowanie zesztywniałych mięśni i ciała, które wciąż czekało na jakiekolwiek oznaki bólu, by przynajmniej spróbować się przed nimi bronić.
W porządku, pomyślała w niemalże rozgorączkowany sposób. Teraz jest w porządku, poza tym….
– Laylo?
Wypuściła powietrze ze świstem, przez krótką chwilę czując się tak, jakby ktoś zdjął jej z ramion olbrzymi ciężar. Nie przypuszczała, że w ogóle będzie w stanie ucieszyć się z widoku Simona, a jednak faktycznie poczuła ulgę, kiedy to akurat on znalazł się w zasięgu jej wzroku. Co prawda nie ruszyła się z miejsca, woląc trzymać w cieniu, plecami opierając o ścianę, bo ta pomogła jej w utrzymaniu pionu, ale mimo wszystko zdołała się nieznacznie rozluźnić.
Milczała, uważnie obserwując mężczyznę i próbując stwierdzić, czego powinna się po nim spodziewać. Nerwowo zacisnęła usta, chcąc ukryć kły, tym bardziej, że bliskość człowieka i krążącej w jego żyłach krwi skutecznie dawała się dziewczynie we znaki. Była głodna, ale zdecydowanie nie zamierzała dopraszać się o krew, tym bardziej, że absolutnie Simonowi nie ufała. Jasne, miała poczucie, że przy nim jest bezpieczniejsza, skoro dotychczas nie próbował jej skrzywdzić, ale to niczego nie zmieniało. Co więcej, wciąż liczyła się z tym, że mężczyzna nie był sam, nawet jeśli w pobliżu nie czuła nikogo więcej.
– Och, znów nie zamierzasz się do mnie odzywać? – Simon z niedowierzaniem potrząsnął głową. – Nie miałem wpływu na to, że… Dobrze się czujesz? – dodał po chwili wahania.
– A jak ci się wydaje?
Skrzywiła się, samą siebie zaskakując brzmieniem własnego głosu. W gruncie rzeczy to przypominało bardziej warknięcie niż wypowiedziane słowa, ale nie zamierzała się tym przejmować. Chyba sobie z niej żartował, jeśli sądził, że w obecnej sytuacji cokolwiek mogłoby być w porządku. W ogóle nie było, jeszcze przez rozmową z Nickiem, chociaż teraz była świadoma, że sytuacja prezentowała się o wiele gorzej, niż dotychczas przypuszczała.
– Bardzo mi przykro – usłyszała w odpowiedzi i to wystarczyło, żeby zapragnęła parsknąć pozbawionym wesołości śmiechem. O, tak! To na pewno jej pomagało. – Postaram się, żeby to więcej się nie powtórzyło, ale…
Cokolwiek miał jej do powiedzenia, nie zamierzała słuchać. Uciekła wzrokiem gdzieś w bok, z dwojga złego woląc bezmyślnie wpatrywać się w ścianę, byleby tylko nie psuć sobie nerwów zapewnieniami, które niczego nie zmieniały. Wciąż trzęsła się na samo wspomnienie bólu, którego doświadczyła, właściwie sama niepewna czym tak naprawdę im zawiniła. To miał być rodzaj kary za ucieczkę? Wątpiła, tym bardziej, że Nick wydawał się czerpać swego rodzaju chorą satysfakcję z metod, które stosował. O ile dobrze zrozumiała, w jego oczach zdecydowanie nie była z kimś, z kim należałoby dyskutować. Prościej było naprzemiennie wymagać i karać, póki nie wytresowałby jej tak, by uznał to za satysfakcjonujące.
Ta perspektywa miała w sobie coś przerażającego, zwłaszcza kiedy do Layli dotarło, że sytuacja prezentowała się w dokładnie ten sposób. Co prawda to wciąż do niej nie docierało, ale…
– Słyszałaś, co takiego powiedziałem? – zniecierpliwił się Simon, skutecznie wyrywając wampirzycę z zamyślenia.
– Niekoniecznie – stwierdziła zgodnie z prawdą. – Czekam aż w końcu sobie pójdziesz… Jeśli oczywiście nie zamierzasz trochę się nade mną poznęcać w wolnej chwili.
Wiedziała, że to był cios poniżej pasa, ale nie zamierzała się tym przejmować. Wręcz przeciwnie – czuła się wystarczająco rozeźlona, by pozwalać sobie na takie komentarze, wręcz rwąc się do tego, żeby swojego rozmówce zrazić. Jak długo nie zwracali na nią uwagi, była bezpieczna, mając przynajmniej trochę czasu na dojście do siebie i ustalenie, co takiego powinna zrobić. Może przy odrobinie szczęścia miała wpaść na jakiś genialny plan, choć odrobinę bardziej skuteczny od wcześniejszej próby ucieczki. Inną alternatywą było to, by po prostu przeżyć i mieć nadzieję, że wkrótce pojawi się pomoc. Co jak co, ale nie wątpiła ani w swojego rodzeństwo, ani męża, chociaż czuła, że znalezienie jej nie będzie proste.
Usłyszała westchnienie, co jedynie utwierdziło ją w przekonaniu, że Simon nie zamierzał tak po prostu jej zostawić. Uparcie tkwił w tym samym miejscu, lustrując ją wzrokiem, co powoli zaczynało doprowadzać wampirzycę do szału. Nie chodziło już nawet o to, że na swój sposób pozostawał nieznośnie uprzejmy albo że mogłaby być na niego zła za to, że w żaden sposób nie zareagował, kiedy Nick się nad nią pastwił. Bardziej we znaki dawała się Layli jego krew, nie tylko potęgując pragnienie, ale przede wszystkim skutecznie mieszając dziewczynie w głowie.
Przełknęła z trudem, bezskutecznie próbując ukryć podenerwowanie. Miała nadzieję, że Simon uzna jej reakcję za przejaw frustracji albo niechęci, ale w jakimś stopniu czuła, że to nie ma sensu. Podejrzewała, że wygląda jak siódme nieszczęście, a więc dokładnie tak, jak przez cały ten czas się czuła. Co prawda nie była pewna, czy jej wygląd w ogóle miał jakieś znaczenie, ale…
– Bardzo chciałbym cię zostawić, jeśli chcesz odpocząć, ale obawiam się, że nie mogę tego zrobić.
Uniosła brwi, co najmniej zaskoczona brzmieniem tych słów. Cóż, nie miała poczucia, żeby Simonowi taki stan rzeczy sprawiał szczególną przykrość.
– Ponieważ chcesz doprowadzić mnie do szału? – zasugerowała mu, gniewnie mrużąc oczy.
– Absolutnie nie – zreflektował się pośpiesznie. – Po prostu musimy porozmawiać.
– Akurat teraz? – Westchnęła, po czym na krótką chwilę przymknęła oczy. Bolała ją głowa, chociaż to akurat pozostawało najmniejszym problemem. – Świta albo zaraz zacznie, więc…
– Jesteś w stanie to wyczuć? – przerwał jej, nie kryjąc fascynacji.
Bezwiednie zacisnęła dłonie w pieści, co najmniej poirytowana. Lubiła obserwować, kiedy to Rufus popadał w zachwyt nad czymś, co był w stanie zrozumieć chyba tylko i wyłącznie on (ewentualnie Claire), bo to był dość specyficzny stan, zwłaszcza dla tego wampira. Z Simonem sprawy miały się inaczej, a przynajmniej ona w zupełnie odmienny sposób odbierała jego emocje, być może dlatego, że mężczyzna zadawał co najmniej głupie z jej punktu widzenia pytania. Nie rozumiała, dlaczego to wydawało się takie istotne, a tym bardziej z jakiego powodu aż do tego stopnia dawało jej się we znaki, ale to w gruncie rzeczy nie miało znaczenia. Wiedziała jedynie, że nie obraziłaby się, gdyby Simon trzymał się od niej z daleka, jednak nic nie wskazywało na to, by ten miał coś podobnego w planach.
– Oczywiście, że jestem w stanie – rzuciła gniewnym tonem. – Ach… Proszę bardzo, skoro tak bardzo ci na tym zależy. Nie jestem człowiekiem, co zresztą doskonale wiesz. To chyba naturalne, że mogę wyczuć pewne rzeczy, a już zwłaszcza to, kiedy powinnam ruszać się z domu.
– Jesteś sfrustrowana – stwierdził w zamyśleniu. – Nie dziwi mnie to, ale dużo prościej by się nad rozmawiało, gdybyś spróbowała się trochę uspokoić. Szkodzisz sobie, Laylo.
– Na pewno nie tak jak wy.
Mimo wszystko zacisnęła usta, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że słowa Simona stanowiły swego rodzaju ostrzeżenie. Swoją drogą, czy nie w ten sposób ujął to, co jej robili, próbując przekonać Nicka, żeby odpuścił? Że to miało być tylko ostrzeżeniem…?
– Ja nie zamierzam cię skrzywdzić. Metody Nicka… – Simon zamilkł, po czym cicho westchnął. – Ale musisz zacząć ze mną współpracować. Jeśli uzna, że jesteś zbyt oporna, wtedy nie będę miał niczego do powiedzenia.
– Dlaczego? – wypaliła, nie mogąc się powstrzymać.
Simon spojrzał na nią z powątpiewaniem, lekko przekrzywiając głowę. Mogła tylko zgadywać, co w tamtej chwili chodziło mu po głowie.
– Dlaczego próbuję cię chronić? – zapytał i nie czekając na odpowiedź, ciągnął dalej. – Ponieważ nie widzę powodu, dla którego ktokolwiek miałby zadawać ci ból. Nie zrobiłaś niczego złego i… Hm, nic dziwnego, że jesteś przestraszona.
– Nie jestem – obruszyła się, ale to pozostawało jednym wielkim kłamstwem. – Na tę chwilę jestem wściekła. I dopiero to nie powinno być dziwne, skoro mnie więzicie.
Chciała dodać coś jeszcze, ale powstrzymała się, mimo wszystko woląc trzymać nerwy na wodzy. Wciąż miała nieprzyjemne wrażenie, że obręcz na jej gardle pulsuje ciepłem, przez co tym bardziej nie była w stanie jej zignorować. Ostrzeżenie, przemknęło jej przez myśl, chociaż to słowo wzbudzało teraz przede wszystkim najgorsze skojarzenia i uczucia. Czuła, że serce tłucze jej się w piersi, nieprzyjemnie obijając o żebra i zdradzając to, jak bardzo była podenerwowana. Co prawda Simon nie był w stanie ani tego wyczuć, ani usłyszeć, ale i tak poczuła się nieswojo.
– Powiedziałem ci już, że chodzi o bezpieczeństwo – stwierdził niemalże kojącym tonem Simon.
Z niedowierzaniem potrząsnęła głową. Wciąż to powtarzał, a ona już nie próbowała doszukiwać się w tym stwierdzeniu sensu. Nie podobało jej się to, jak na nią spoglądał, co prawda traktując w dość uprzejmy sposób, ale jednak… Cóż, miała wrażenie, że spogląda na nią trochę jak na dziecko, które nie rozumiało, że ktokolwiek chciał jego dobra. Sęk w tym, że chyba w zupełnie różne sposoby pojmowali kwestię bezpieczeństwa i jakiegokolwiek dobra.
Nie odpowiedziała, próbując wrócić do ignorowania go. Tym razem nie miała co liczyć, że zdoła jakkolwiek swojego rozmówcę omamić i skłonić do tego, żeby otworzył drzwi. Straciła swoją szansę, zresztą powtórzenie tego samego błędu absolutnie nie wchodziło w grę. Teraz miała zbyt wiele do stracenia, z kolei cena, którą przyszłoby jej zapłacić, skutecznie utrzymywała Laylę w ryzach. Musiała być ostrożna, nie wspominając o tym, że wciąż nie miała pewności na czym tak naprawdę stoi.
Nie była pewna, jak długo oboje trwali w ciszy. Tkwiła w bezruchu, raz po raz przełykając ślinę, co jednak w najmniejszym nawet stopniu nie umniejszało odczuwanego przez nią pieczenia w gardle. Próbowała zebrać myśli, by łatwiej nad sobą zapanować i móc udawać całkowitą obojętność zarówno na krew, jak i obecność Simona, ale to nie wchodziło w grę. Była świadoma tego, że wciąż ją obserwował, milczący i w jakże irytujący sposób uparty, wyraźnie nie zamierzając tak po prostu się wycofać.
– Ty nie odpuścisz, prawda? – westchnęła, coraz bardziej zniecierpliwiona.
– Jak wspomniałem, niestety nie mogę zostawić cię samej – powtórzył ze spokojem. Ledwo powstrzymała pełen frustracji jęk. – Wierz mi, że lepiej będzie, jeśli to ze mną porozmawiasz. Jestem cierpliwy, ale to nie znaczy, że mamy nieskończenie wiele czasu.
– To ma być groźba? – zapytała z powątpiewaniem, aż nazbyt dobrze rozumiejąc, co takiego jej sugerował.
– Nie utrudniaj, Laylo – skarcił ją. Gdyby nie sytuacja i to, jak bardzo czuła się zmęczona, najpewniej wywróciłaby oczami. – Powiedz mi lepiej, jak się czujesz. Zabieram cię na spacer, więc wolałbym mieć pewność, że wszystko w porządku.
Spojrzała na niego z niedowierzaniem, co najmniej zaskoczona słowami, które padły z jego ust. Otworzyła i zaraz zamknęła usta, początkowo sama niepewna czy przypadkiem się nie przesłyszała, tym bardziej, że słowa Simona brzmiały co najmniej niedorzecznie.
– Wypuszczasz mnie? – wyrwało jej się.
Mężczyzna wzruszył ramionami.
– Można tak powiedzieć, o ile tym razem nie zrobisz niczego głupiego. To, co masz na szyi… Zapamiętaj sobie, że zadziała, jeśli tylko sama opuścić to miejsce albo zbytnio się ode mnie oddalisz. Po prostu sobie tego zaoszczędź, w porządku?
Drgnęła niespokojnie, przez krótką chwilę mając ochotę unieść dłoń do gardła. Nie musiała pytać, żeby zorientować się, że sama próba uszkodzenia obręczy skończyłaby się w co najmniej nieprzyjemny sposób. Nie była pewna, jak tak naprawdę działał ten drobiazg, ale wszystko wskazywało na to, że była od niego uzależniona.
Zacisnęła usta, milcząca i wciąż napięta. Powiedzieć, że jej położenie było marne, stanowiłoby niedopowiedzenie stulecia, ale usiłowała się nad tym nie zastanawiać. W zamian próbowała przekonać samą siebie, że powinna być ostrożna i zwracać uwagę na szczegóły. Właśnie tego uczyła się od dziecka, jeszcze od ojca, bo bez wątpienia musiała przyznać Marco, że w kwestii przetrwania był dobrym nauczycielem. Skoro na razie nie mogła walczyć, pozostało jej obserwować i starać się reagować na to, co działo się wokół niej. Musiała szukać alternatyw – jakichkolwiek szans, które później mogłaby wykorzystać, żeby ponowić próbę ucieczki. Tkwiąc w celi na pewno nie miała być w stanie tego dokonać, więc propozycja Simona dosłownie spadała jej z nieba, nawet jeśli miała co do niej wątpliwości.
– Rozumiemy się?
Z opóźnieniem skinęła głową. Dopiero upewniwszy się, że nie wygląda na zbytnio podekscytowaną, z wolna uniosła głowę, by móc spojrzeć swojemu rozmówcy w oczy. Miała wrażenie, że ten dosłownie przenika ją spojrzeniem, choć to przecież nie było możliwe. Nie sądziła również, by miał szansę choćby wyczuć, co takiego chodziło jej po głowie, tym bardziej, że miała do czynienia wyłącznie ze zwykłym człowiekiem.
– Tak sądzę – powiedziała już na głos, starannie dobierając słowa. – Tylko…
– Co takiego? – zachęcił, a Layla westchnęła. Ponownie przełknęła ślinę, mimowolnie krzywiąc się w odpowiedzi na palenie w gardle.
– Troszeczkę mnie drażnisz, o ile wiesz, co w tym momencie mam na myśli – wyjaśniła lakonicznie.
W oczach Simona doszukała się zrozumienia. Zaraz po tym mężczyzna skinął głową, wyraźnie się nad czymś zastanawiając.
– Postaram się coś z tym zrobić, ale do tego czasu musisz wytrzymać. Po prostu nie próbuj niczego głupiego, a wtedy wszystko będzie w porządku – powtórzył z naciskiem, przesuwając się bliżej drzwi.
Westchnęła, ale nie próbowała protestować, aż nazbyt świadoma, że musi przystać na jego warunki. Tym razem i bez jego prośby usiadła, uważnie obserwując poczytania Simona i próbując określić, czy istniała szansa, by po ostatnim numerze mógł jej zaufać. Wydawał się dość naiwny, ale czuła, że to zaledwie pozory, nie wspominając o tym, że nie była w tym miejscu bezpieczna. Nie była w stanie o tym zapomnieć, o czym zresztą raz po raz przypominała jej obręcz na szyi.
Jak długo tutaj była, mogło wydarzyć się wszystko – i właśnie to pozostawało w zaistniałej sytuacji najgorsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz




After We Fall
stories by Nessa