17.03.2017

Sto trzydzieści

Isabeau
– Layla?!
Gwałtownie poderwała się do pozycji siedzącej. Wyprostowała się, machinalnie przyciskając obie dłonie do ust i bezskutecznie próbując stłumić krzyk. Czuła się dziwnie oszołomiona, przez dłuższą chwilę zdolna co najwyżej bezmyślnie wpatrywać się w przestrzeń i walczyć o złapanie oddechu. Chciała się uspokoić, a jednak wciąż była dziwnie roztrzęsiona, bezskutecznie walcząc z mętlikiem w głowie i wrażeniem, że właśnie wydarzyło się coś niedobrego.
Nerwowym gestem odgarnęła kosmyk ciemnych włosów, zatykając je za ucho. Nachyliła się do przodu, spoglądając kolejno na swoje zaciśnięte w pięści dłonie. Uświadomiła sobie, że wciąż drży, nerwowo napinając mięśnie i próbując zapanować nad plątaniną niespójnych myśli. To sen… Po prostu śniłam, pomyślała gorączkowo, ale z jakiegoś powodu nie była w stanie przekonać do tego stwierdzenia nawet samej siebie. Czuła się trochę tak, jakby ktoś z całej siły zdzielił ją czymś ciężkim po głowie, tym samym wytrącając z równowagi, co zresztą wcale nie było takie trudne, biorąc pod uwagę, że najpewniej chodziło o jej siostrę. Próbowała poskładać niespójne wspomnienia w całość, by móc stwierdzić, co takiego aż do tego stopnia ją wystraszyło, ale nie była w stanie, wręcz zaczynając gubić się w tym, co przez większość czasu chodziło jej po głowie.
Wypuściła powietrze ze świstem, po czym z wolna powiodła wzrokiem po pogrążonej w przyjemnym półmroku sypialni. Dimitra nie było, ale nie uznała tego za oznakę czegoś niewłaściwego, wręcz ciesząc się, że nie widział jej w takim stanie. Już raz się tak obudziła, na dodatek całkiem niedawno, wtedy wołając jego, co ostatecznie skończyło się bardzo źle dla nich oboje. Uczucie déjà vu skutecznie ją oszołomiło, tym samym sprawiając, że Beau poczuła się jeszcze bardzie niespokojna. Gdyby przynajmniej wiedziała, czego powinna się spodziewać, może wszystko stałoby się prostsze, ale w tej sytuacji…
Czy naprawdę śniła? Instynkt podpowiadał jej, że w rzeczywistości chodziło o coś więcej, ale za wszelką cenę nie chciała przyjąć tego do świadomości. Łatwiej było udawać, że to co najwyżej koszmar, który teraz pamiętała jak przez mgłę, a nie coś wartego uwagi. Layla na pewno była bezpieczna, zresztą tak jak zawsze, bo chyba tylko szaleniec spróbowałby skrzywdzić kogoś o takich zdolnościach. Biorąc pod uwagę fakt, że jednego wariata Lay zdążyła poślubić, dość mało prawdopodobnym wydawało się, żeby napotkała na swojej drodze kolejnego – przynajmniej teoretycznie.
A jednak coś było nie tak.
Isabeau czuła to całą sobą, zresztą już od dłuższego czasu. Już wcześniej z jakiegoś powodu siedziała jak na szpilkach, nie wspominając o irytującym bólu głowy, który w pewnym momencie zaczął dawać jej się we znaki. W zasadzie jej samopoczucie musiało na tyle wrzucać się w oczy, że nawet Dimitr zaczął się martwić, przy pierwszej okazji wysyłając ją do łóżka, chociaż od migreny nikt jeszcze nie umarł – i to zwłaszcza wampirzyca. Tak czy inaczej, Beau nie chciała się z nim kłócić, zwłaszcza teraz, kiedy wciąż miała wrażenie, że ich relacja jest zadziwiająco wręcz krucha i świeża. Instynktownie pozwalała mu się sobą opiekować, aż nazbyt dobrze zdając sobie sprawę z tego, jak bardzo to zaufanie było dla Dimitra ważne. Co więcej, sama również tego potrzebowała, nie tyle chcąc w ten sposób wynagrodzić mężowi to, jak łatwo dała zwieść się Claudii, ale przede wszystkim dla samej siebie. Być może to było głupie i na swój sposób żałosne, ale chciała poczuć się bezpiecznie – dokładnie tak jak kiedyś, zanim wszystko zaczęło się sypać.
Nieznacznie potrząsnęła głową, potrzebując dłuższej chwili, żeby skoncentrować się na czymkolwiek. Przed snem przygotowała sobie zioła, o których miała pewność, że były w stanie pomóc na ból głowy, ale wcale nie czuła się lepiej, wciąż mając wrażenie, że umykało jej coś nader ważnego. Wampiry nie chorowały, a jednak czuła się źle, mając ochotę zwinąć się pod przykryciem i zasnąć na jeszcze kilka godzin, w nadziei, że w ten sposób zdoła się wyciszyć. Problem polegał na tym, że takie rozwiązanie zdecydowanie nie wchodziło w grę, Beau zaś całą sobą czuła, że ignorowanie tych objawów nie wchodziło w grę. Śniła o Layli, a przynajmniej tak czuła, a jakby tego było mało, była gotowa przysiąc, że jej siostrę spotkało coś złego. Kiedy wysiliła pamięć, zdołała przywołać do siebie obraz długiego, ciemnego korytarza, którym uciekała, skupiona tylko i wyłącznie na szukaniu wyjścia. Co więcej, wrażenie było takie, jakby ktoś ją gonił, a to zdecydowanie nie wróżyło dobrze.
To tylko sen…
Dlaczego nie była w stanie samej sobie uwierzyć?
Poruszając się trochę jak w transie, Isabeau zdecydowanym ruchem odrzuciła kołdrę, błyskawicznie podrywając się na równe nogi. Krótko powiodła wzrokiem dookoła, przez ułamek sekundy sama niepewna, co powinna zrobić. Ostatecznie zareagowała w absolutnie instynktowny sposób, chwytając za porzuconą na stoliku nocnym komórkę i – nawet nie patrząc na zegarek, a tym bardziej nie trudząc się przeliczaniem, która godzina musiała być w Seattle – pośpiesznie wybrała aż nazbyt znajomy numer. Ręce jej się trzęsły, chociaż sama nie była pewna dlaczego, to zresztą nie miało znaczenia. Musiała po prostu się upewnić, tak dla zasady, żeby ostatecznie nie zwariować przez nadmiar wątpliwości.
Oczekiwała kolejno następujących po sobie sygnałów wołania, te jednak nie nastąpiły. Serce Beau jak na zawołanie zabiło szybciej ze zdenerwowania, kiedy prawie natychmiast poczta głowowa poinformowała ją o możliwości zostawienia wiadomości. Rozłączyła się tak gniewnym ruchem, że chyba jedynie cudem nie roztrzaskała telefonu na kawałeczki, ale również to nie miało dla wampirzycy znaczenia. W milczeniu przycisnęła komórkę do piersi, próbując się uspokoić i zrozumieć, dlaczego czuła się aż do tego stopnia roztrzęsiona.
W porządku, Layla nie odbierała, ale o jeszcze o niczym nie świadczyło. Sama niejednokrotnie wyłączała telefon, kiedy nie chciała, żeby ktokolwiek jej przeszkadzał, zwłaszcza kiedy liczyła na chwilę wytchnienia w ramionach Dimitra. Takie postępowanie nie było niczym dziwnym, a przynajmniej w każdym innym wypadku doszłaby do takich właśnie wniosków.
Nie tym razem. Nie, skoro czuła, że wszystko jest nie tak i powinna działać.
Zawahała się, przez krótką chwilę zastanawiając nad tym, za jak wielką desperatkę uznałby ją Rufus, gdyby dla odmiany zaczęła dobijać się do niego. Ostatecznie odrzuciła tę możliwość, dochodząc do wniosku, że po ostatnich doświadczeniach wampir miał dość powodów, żeby zacząć unikać jakichkolwiek połączeń od niej. Sama do tej pory pamiętała to, jak upokorzyła się, kiedy tak po prostu rozszlochała się podczas rozmowy z jedną z najbardziej irytujących ją osób, jakie w ogóle znała. Tak czy inaczej, rozmowa ze szwagrem mogła pozostać ostatecznością,
Gabriela miała pod szybkim wybieraniem, dzięki czemu nie musiała nawet zastanawiać się nad wybieraniem numeru. Miała wrażenie, że kolejny raz czekała całą wieczność, chociaż zarazem zdawała sobie sprawę z tego, że brat odebrał prawie natychmiast, w przeciwieństwie do bliźniaczki najwyraźniej mając włączony telefon przez cały czas przy sobie.
– Tak, Beau?
Być może zaczynała zachowywać się we wręcz przewrażliwiony sposób, ale to nie miało dla niej znaczenia. Co więcej, wampirzyca była gotowa przysiąc, że w głosie Gabriela pobrzmiewała pełna napięcia, zdradzająca wyraźny niepokój nuta, która z miejsca dała jej do myślenia. Co prawda chłopak brzmiał na opanowanego, ale to nic nie znaczyło, tym bardziej, że od zawsze pozostawał doskonałym aktorem. Z drugiej strony, być może jednak źle wybrała porę, a Gabriel po prostu był zmęczony, ale nie miała pewności, nie wspominając o tym, że w tamtej chwili absolutnie nie dbała o szczegóły.
Przełknęła z trudem, sama również próbując nad sobą zapanować. Z trudem oczyściła gardło na tyle, żeby w końcu zdołać się odezwać:
– Masz gdzieś tam pod ręką Laylę? – wypaliła, w pośpiechu wyrzucając z siebie to jedno, kluczowe pytanie. Z zaskoczeniem przekonała się, że jest gotowa zrobić dosłownie wszystko, byleby jak najszybciej uzyskać odpowiedź. – Jesteś w ogóle w domu? Wiem, że mieliście problem z tą wampirzycą i…
Urwała, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że zaczyna pleść od rzeczy. Jakby tego było mało, odpowiedziało jej przenikliwe, porażające wręcz milczenie, choć również to mogło mieć związek z tym, że w nerwach zbyt szybko się niecierpliwiła. Jakkolwiek by jednak nie było, Beau miała wrażenie, że cisza dosłownie dzwoni jej w uszach, stopniowo doprowadzając do szału. Do głowy nawet przyszła wampirzycy idiotyczna myśl o tym, że Gabriel doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo była podenerwowana, specjalnie wystawiając jej już i tak nadszarpniętą cierpliwość na próbę. To nie miało sensu, ale…
Zacisnęła usta. Zmusiła się do tego, żeby w duchu dla pewności policzyć do pięciu, zanim ostatecznie zdecydowała się ponownie odezwać.
– Gabrielu? – rzuciła naglącym tonem, coraz bardziej zaniepokojona. Z niedowierzaniem potrząsnęła głową, chociaż on nie był w stanie tego zobaczyć. – Gabrielu, do cholery! – wycedziła przez zaciśnięte zęby.
– Widziałaś coś, co cię zaniepokoiło? – usłyszała w końcu, ale wcale nie poczuła się dzięki temu pytaniu lepiej. W głosie brata wyraźnie pobrzmiewało napięcie, a to zdecydowanie nie wróżyło dobrze.
– Pierwsza zadałam ci pytanie – przypomniała mu cierpko, tym razem już nie próbując kryć podenerwowania – i to nie tylko dlatego, że udawanie, iż cokolwiek mogłoby być na swoim miejscu, zdecydowanie nie szło jej dobrze. – Gdzie jest Layla? Chciałam z nią porozmawiać i… Czy coś się stało?
Musiała się dowiedzieć, chociaż wymowne milczenie i coś w tonie brata dość jasno dało jej do zrozumienia, że miała powody do niepokoju. W gruncie rzeczy była wręcz gotowa przysiąc, że trafiła w sedno, przez co tym bardziej zapragnęła Gabrielem potrząsnąć, żeby zmusić go do udzielenia jakichkolwiek wyjaśnień. Musiała się upewnić i to najlepiej tak szybko, jak tylko miało się to okazać możliwe.
– Nie – stwierdził cicho chłopak o chwili, która wydawała się wiecznością. – Nie ma ze mną Layli… I w tym problem.
– O czym ty mówisz? – zapytała natychmiast.
Gabriel cicho westchnął, ale przynajmniej otrząsnął się na tyle, by już bez zbędnego wahania udzielić jej odpowiedzi.
– Mieliśmy małe komplikacje z wampirami, o których wspominałem ci wcześniej. Claire, Beatrycze i Cammy najedli się strachu, ale poza tym nikomu nic się nie stało – przyznał niechętnie. Machinalnie zacisnęła dłonie w pięści, mimo wszystko zaniepokojona. Już nie tylko chodziło o to, że ktokolwiek odważył się zaatakować jej syna, ale też kogokolwiek innego, kto należał do jej rodziny. Coś się działo i już nie miała co do tego wątpliwości. – Tak czy inaczej, Damien i reszta od razu do nich przyjechali, Layla obiecała zając się Liz i… – Znów urwał, tym samym drażniąc ją tym na tyle, że aż na niego warknęła.
– Co znowu? – zniecierpliwiła się.
Z jakiegoś powodu serce zabiło jej jeszcze mocniej i szybciej. Wiedziała już, że coś było nie tak, a jakby tego było mało… Co prawda wciąż nie miała pewności, w czym rzecz, ale to było zaledwie kwestią czasu.
– I tyle. – Przez krótką chwilę miała wrażenie, że głos Gabriela dochodzi do niej jakby z oddali. – Poszła i od tamtej chwili jej nie widzieliśmy. Liz i reszta też nie – dodał spiętym tonem i już nie miała wątpliwości co do tego, że był podenerwowany. Cóż, najdelikatniej rzecz ujmując.
– Layla… Że co proszę?! – Dopiero z opóźnieniem uświadomiła sobie, że w ogóle podniosła głos. Trzęsła się, co również doszło do niej dopiero po kilku następnych sekundach, ale i tym razem zdecydowała się ten stan rzeczy zignorować. – Nasza siostra zaginęła i być może spotkało ją coś złego, a jednak… Gabrielu Licavoli, dlaczego, do cholery, dowiaduję się takich rzeczy jako ostatnia?!
Stwierdzić, że była po prostu zdenerwowana, stanowiłoby niedopowiedzenie stulecia. Właściwie sama nie była pewna, co w największym stopniu wpływało na jej reakcję, ale to nie miało znaczenia. Już wcześniej siedziała jak na szpilkach, walcząc ze zdenerwowaniem, więc ostateczna rezygnacja wydawała się zaledwie kwestią czasu. Wybuch również wydał się Isabeau czymś naturalnym, tym bardziej, że od samego początku podejrzewała, że wydarzy się coś, co ostatecznie doprowadzi ją do szału. Czuła, że coś jest nie tak, teraz z kolei miała na to potwierdzenie.
Poza tym bała się.
Nie przypominała sobie, kiedy ostatnim razem doświadczyła podobnego uczucia, nie zmieniało to jednak faktu, że czuła lęk. To nie było normalne, tym bardziej, że doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że jej rodzeństwo jest silne. Layla na pewno była, poza tym potrafiła walczyć, dysponując umiejętnościami wystarczającymi, żeby mogła o siebie zadbać. Nawet jeśli wpakowała się w kłopoty…
Z tym, że wszystko wydawało się być inne jak zazwyczaj. Nie miała pojęcia, co o tym sądzić, ale jej uczucia mówiły same za siebie. Być może wszystko sprowadzało się do snu, którego doświadczyła, a może świadomości więzi, w którą teraz chcąc nie chcąc była objęta, ale to też pozostawało mało istotne.
Gdzieś za plecami usłyszała, że drzwi sypialni otwierają się, ale nawet nie próbowała się odwracać. Wyczuła, że tuż obok niej dosłownie zmaterializował się ściągnięty krzykami Dimitr, więc tylko potrząsnęła głową, próbując dać mężowi do zrozumienia, żeby przynajmniej tymczasowo trzymał się od niej z daleka. Wciąż ściskała telefon, przyciskając go do ucha i próbując skoncentrować się na prowadzonej rozmowie.
– Nie ma jej od tamtego czasu… Co dalej, Gabrielu? – rzuciła naglącym tonem, coraz bardziej podenerwowana. Próbowała nad sobą panować, ale czuła, że przychodzi jej to z trudem. – Szukaliście? Jasne, Lay lubi znikać, ale…
– Jasne, że tak – przerwał pośpiesznie. – Na pewno była w pobliżu domu Shannon, ale tam trop się urywa. Rufus twierdzi, że się nie pokłócili, a ja wyjątkowo mu wierzę… – Gabriel urwał, po czym westchnął przeciągle. – Nie kłamałby w tej kwestii, zresztą do tej pory jej szuka, chociaż to bez sensu. Jest jeszcze Joce, ale…
– A co ma do tego Joce, na litość bogini? – zniecierpliwiła się.
Tym razem oczami wyobraźni niemalże widziała, jak jej brat się spina.
– Chciała pomóc, więc przy okazji pokazałem jej kilka rzeczy… Wiesz, sprawdzałem telepatycznie – dodał, chociaż to było dla Isabeau aż nazbyt oczywiste. Jasne, że nie chodzi po ulicach, wypytując ludzi albo rozwieszając plakaty. – Nie wiem, co o tym sądzić, ale skończyło się na krzyku i omdleniu… Może to dla niej za dużo, ale mam wrażenie, że czegoś się przestraszyła. Problem w tym, że sama Joce wydaje się tego nie rozumieć – przyznał, te słowa zaś sprawiły, że Isabeau zaczęła niespokojnie krążyć.
Cholera, dlaczego to brzmiało aż tak źle i… zadziwiająco znajomo zarazem? Przecież właśnie doświadczała czegoś niemalże identycznego, wciąż niepewna, co powinna sądzić o zaistniałej sytuacji. Wiedziała jedynie, że nade wszystko martwiła się o siostrę, a to o czymś świadczyło.
Drgnęła, czując muśnięcie chłodnych dłoni na ramionach. Mimo wszystko zdołała się rozluźnić, ostatecznie pozwalając, żeby Dimitr przesunął się na tyle, żeby bez słowa otoczyć ją ramionami.
– Layla? – zapytał zmartwiony, więc tylko skinęła głową.
– Coś jest nie tak – wyjaśniła lakonicznie, chociaż sama nie była pewna do kogo się zwraca: do męża, czy może wciąż obecnego na linii brata. – Co jeszcze, Gabrielu? Joce coś mówiła?
– Nie wiemy niczego – stwierdził z rezerwą chłopak. – A ty? Byłaś spięta zanim ci powiedziałem, więc… Co jest, Beau?
Jedynie potrząsnęła głową, przez dłuższą chwilę nie będąc w stanie odpowiedzieć. Obawiała się tego pytania, nie tyle nie zamierzając mówić o swoich wizjach, co wręcz obawiając się, że nagle okaże się, że jej przypuszczenia wcale nie sprowadzały się do sennych majaków. Chodziło o coś więcej i już nie miała co do tego wątpliwości.
– Wydaje mi się… Och, mam wrażenie, że coś widziałam, chociaż równie dobrze mogłam spać – powiedziała w końcu, nie kryjąc podenerwowania. – Musiałam się upewnić i… Cholera, Gabriel, jestem przerażona. Rozumiesz? To jest Layla, a jednak…
Nie dodała niczego więcej, mając wrażenie, że zaczyna pleść od rzeczy. Wzdrygnęła, kiedy Dimitr bardziej stanowczo zacisnął dłonie na jej ramionach, w następnej sekundzie zachęcając do tego, żeby spojrzała mu w oczy. Jego własne wydawały się wręcz przenikać ją na wskroś, sprawiając, że z miejsca poczuła się co najmniej nieswojo.
– Są jaśniejsze – wyjaśnił cicho, tym samym ostatecznie rozwiewając wszelakie wątpliwości. Wiedziała, że tak jest, podświadomie podejrzewając w czym rzecz, ale i tak poczuła, że coś przewraca jej się w żołądku ze zdenerwowania.
– Więc wizja – mruknęła, zwracając się bardziej do siebie niż kogokolwiek innego.
Na dłuższą chwilę zapanowała cisza, podczas gdy ona już tylko bezradnie wpatrywała się w Dimitra, niezdolna zebrać myśli. Kątem oka zerknęła na telefon, żeby upewnić się, czy Gabriel przypadkiem się nie rozłączył, tak długo trwał w milczeniu.
– Co widziałaś? – zapytał w końcu. – Na pewno coś, co dotyczyło Layli, ale to mi niewiele mówi.
– Mnie też nie – przyznała zgodnie z prawdą, przez krótką chwilę mając ochotę roześmiać się histerycznie. Jakież to było typowe, że jak zwykle wiedziała, ale nie była w stanie nic zrobić! – W zasadzie to czuję, że chodziło o nią. Widziałam… Hm, korytarz. Biegłam korytarzem… I uciekałam przed czymś – dodała, ostrożnie dobierając słowa. Dla lepszej koncentracji zamknęła oczy, próbując za wszelką cenę wysilić pamięć. – Tak mi się przynajmniej wydaje… A potem obudziłam się i wołałam Laylę. Wiedziałam, że coś się stanie i… dalej mam takie wrażenie. – Zamilkła, po czym zamrugała nieco nieprzytomnie. – Co z więzią, Gabrielu? Wiem, że jesteśmy dalej połączeni, zresztą nic nie byłoby w stanie tak po prostu jej zerwać, ale…
– Gdybym był w stanie wykorzystać więź, żeby znaleźć Laylę, już dawno bym to wykorzystał – przerwał jej cierpko. Zaraz po tym westchnął, nie kryjąc rozdrażnienia. – Wybacz, Beau – zreflektował się pośpiesznie. Nie skomentowała jego zachowania nawet słowem, aż nazbyt świadoma tego, że był zmęczony. – Mam wrażenie, że Layla jest gdzieś daleko, chociaż to niemożliwe. To tak, jakby sama się przede mną blokowała, ale… tym razem chodzi o coś innego. – Zamilkł, wyraźnie się nad czymś wahając. – Czy to, co mówię, ma jakikolwiek sens?
– Dobre pytanie… – mruknęła, coraz bardziej podenerwowana. – Zresztą nieważne. Informuj mnie, gdyby coś się działo… Porozmawiamy, kiedy się zobaczymy – dodała i nie czekając na jakąkolwiek reakcję, najzwyczajniej w świecie się rozłączyła.
Odrzuciła telefon na łóżko, mając wrażenie, że i tak nie będzie w stanie utrzymać go w rękach. Dimitr spojrzał na nią z wahaniem, w następnej sekundzie bezceremonialnie biorąc ją w ramiona. Chociaż nie sądziła, że to w ogóle możliwe, natychmiast poczuła się lepiej, przynajmniej do pewnego stopnia.
– Wyjeżdżasz – nie tyle zapytał, co wręcz stwierdził fakt. Otworzyła usta, chcąc się wytłumaczyć, ale nie dał jej po temu okazji. – W porządku. Pojechałbym z tobą, ale miasto… Do czasu, póki nie uporządkuję kilku rzeczy, jestem tutaj uziemiony, ale zobaczymy się później – stwierdził z przekonaniem. – Lilly pewnie jak zwykle pomoże. Potrzebujesz jeszcze czegoś? – zapytał wprost, a Isabeau z niedowierzaniem potrząsnęła głową.
– Zobaczyć się z Marco i Allegrą – stwierdziła, ale nawet nie ruszyła się z miejsca. – Ale na dobry początek możesz mnie przytulić.
Nawet jeśli zaskoczyła go tą prośbą, na dodatek wypowiedzianą dziwnie drżącym, zdradzającym obawy tonem, wampir nie dał niczego po sobie poznać. W następnej sekundzie wylądowała w jego ramionach, przez krótką chwilę czując się jak mała dziewczynka, wciąż dziwnie krucha i roztrzęsiona. Nie rozumiała tych uczuć, tak jak i nie była w stanie stwierdzić, co takiego powinna sądzić o zaistniałej sytuacji. Cokolwiek się działo, nie było normalne, poza tym…
Zamknęła oczy.
Jak długo miała swoje wizje, wszystko wydawało się w porządku. Kiedy bogini zabrała jej brata, nie pozwoliła wcześniej przewidzieć śmierci Aldero i może tak było lepiej.
Może gdyby miała zabrać również Laylę, wtedy też nie pozwoliłaby Beau zobaczyć czegokolwiek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz




After We Fall
stories by Nessa