Layla
Ból głowy dawał jej się we
znaki, przez co nie od razu zdecydowała się otworzyć oczy. Potrzebowała
dłuższej chwili, żeby zebrać myśli i zrozumieć, co tak naprawdę się
wydarzyło – z tym, że nawet kiedy już to do niej dotarło, Layla wciąż ie
była w stanie uwierzyć w to, co miało miejsce. W efekcie
pomyślała, że w rzeczywistości wszystko było niemającym związku z rzeczywistością,
pokręconym snem, który na pewno dało się jakoś sensownie wytłumaczyć.
Przez dłuższą chwilę walczyła z samą sobą, niezdolna
skoncentrować się na nikim ani niczym konkretnym. Weź
się w garść!, warknęła na siebie w duchu, ale to nie było nawet
po części tak proste, jak mogłaby tego oczekiwać. Miała wrażenie, że nic nie ma
sensu, a poszczególne wspomnienia mieszają się ze sobą, tworząc nie do
końca jasną dla niej całość. Dopiero później zaczęła zwracać uwagę na to, co
podpowiadały jej zmysły, w pierwszej kolejności zauważając przede
wszystkim to, że czuła się okropnie obolała. Pamiętała upadek i uderzenie
mocy, ale…
– Już jest przytomna – doszło ją jakby z oddali, ale to
wystarczyło, żeby w ułamku sekundy zmienić dosłownie wszystko.
Zrozumienie pojawiło się nagle, chociaż chwilę wcześniej za
wszelką cenę próbowała od siebie odsunąć przyczynę tego, jak zakończyła się jej
ucieczka. Chciała wmawiać sobie, że coś źle zrozumiała i w rzeczywistości
oberwała rykoszetem od własnego ciosu. Czuła, że to naciągana teoria, ale do
chwili, w której usłyszała ten głos była
bliska tego, żeby jednak uwierzyć, że miała wyjątkowego wręcz pecha.
Cóż, jakby nie patrzeć, tak właśnie było. Już wcześniej czuła
się zdezorientowana, ale teraz… Och, musiała się przynajmniej upewnić,
niezależnie od tego, jak bardzo szokujące mogły okazać się ostateczne wnioski.
Jej ciało wciąż protestowało, stanowczo odmawiając współpracy,
ale tym razem nie zwróciła na niedogodności najmniejszej nawet uwagi. Nie miało
dla niej również znaczenia, że kolejny raz ktoś ją obserwował, a ona
najpewniej wróciła do punktu wyjścia – a więc do małej, ciasnej celi, z której
dopiero co wyrwała się Simonowi. Już nie miała wątpliwości, że w grę
wchodziła większa grupa, jednak i to zeszło gdzieś na dalszy plan, wyparte
przez coś zgoła innego.
Albo raczej kogoś.
Obraz zamazał się wampirzycy przed oczami, ale nie na tyle,
by zrezygnowała z prób zobaczenia czegokolwiek. Skrzywiła się, po czym
zamrugała nieco nieprzytomnie, mimochodem uświadamiając sobie, że kolejny raz
leżała na czymś zimnym i niewygodnym. Potrzebowała dłuższej chwili, żeby
zrozumieć, że tym razem nikt nie próbował obchodzić się z nią w szczególnie
delikatny sposób, o czym świadczyło chociażby to, że wylądowała na
podłodze. W gruncie rzeczy nie czyniło to Layli różnicy, zresztą teraz
przynajmniej rozumiała, dlaczego czuła się aż do tego stopnia obolała.
Nieśmiertelna czy nie, to jeszcze nie znaczyło, że pozostawała obojętna na
miotanie na prawo i lewo, nie wspominając o skutkach bliskiego
spotkania z telepatyczną mocą.
Wzięła kilka głębszych wdechów, żeby się uspokoić. Aż nazbyt
dobrze zdawała sobie sprawę z tego, że gdyby moc wymknęła jej się spod
kontroli akurat tutaj, nie skończyłoby się w szczególnie dobry sposób.
Wręcz przeciwnie – sama zdążyła już przekonać się, że na tak małej powierzchni,
doświadczenie mogło okazać się co najmniej boleśnie. W pewnym momencie
nawet nabrała ochoty, żeby dla pewności musnąć palcami tył głowy i sprawdzić,
czy wciąż krwawiła, ale ostateczne się na to nie zdecydowała. Już i tak
była gotowa przysiąc, że jej ciało ważył tonę, raz po raz odmawiając jej
posłuszeństwa, a skoro tak…
Usłyszała jakich ruch, jednoznacznie świadczący o czyjejś
obecności. Ktokolwiek ją obserwował, znajdował się poza zasięgiem jej wzroku,
najpewniej po drugiej stronie przeszklonej ściany, tak jak wcześniej Simon.
Serce Layli jak na zawołanie zabiło mocniej, zdradzając narastające z każdą
kolejną sekundą zdenerwowanie, zwłaszcza kiedy znów pomyślała o głosie,
który słyszała chwilę wcześniej. To wciąż nie powinno być możliwe, ale… Och, w przeszłości
myślała w ten sposób wielokrotnie i jak do tej pory ani razu nie
skończyło się to dobrze. Chyba nawet zdążyła przywyknąć do myśli, że tak
naprawdę niczego nie mogła być pewną, chociaż stwierdzenie samo w sobie
nie należało do pocieszających.
Wciąż o tym myślała, kiedy ostatecznie podjęła decyzję. Spróbowała
usiąść, ale to okazało się złym pomysłem, przynajmniej w pierwszej chwili,
kiedy znów pociemniało jej przed oczami. Przez myśl przeszło jej, że najpewniej
znowu próbowali ją czymś odurzyć, korzystając z tego, że była
nieprzytomna, ale prawie natychmiast odrzuciła od siebie taką możliwość. To nie
wyjaśniło, dlaczego czuła się aż do ego stopnia obolała, a tym bardziej z jakiego
powodu miała problem z tym, żeby choćby przekrzywić głowę, ;ledwo tylko
spróbowała się poruszyć. Skrzywiła się mimowolnie, po czym machinalnie uniosła
dłoń do gardła, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że coś nieprzyjemnie owijało się
wokół jej szyi, nim jednak zdążyła podjąć jakąkolwiek decyzję, kolejny raz
usłyszała znajomy głos.
– Nie ruszał bym tego na twoim miejscu.
To
wystarczyło, żeby wytrącić ją z równowagi. Momentalnie zapomniała o dziwnym
wrażeniu, w zamian wręcz zmuszając się do spojrzenia na postać, która
znajdowała się dosłownie na wyciągnięcie ręki – dokładnie po drugiej stronie
szyby, tam, gdzie od samego początku spodziewała się ją dojrzeć. Chociaż
podświadomie przygotowywała się na to, kogo zobaczy, a pierwszy szok
przeczyła w chwili, w której nieśmiertelny cisnął nią przez korytarz,
udaremniając ucieczkę, to i tak odniosła wrażenie, że ktoś z całej
siły kopnął ją w brzuch, tym samym skutecznie pozbawiając tchu.
To ty…, przypomniała sobie własne słowa, ledwo będąc w stanie
powstrzymać się przed ponownym ich wypowiedzeniem. Przez krótką chwilę była w stanie
co najwyżej z niedowierzaniem spoglądać na stojącego po drugiej stronie
mężczyznę, próbując przekonać samą siebie, że to niemożliwe. Nie miała
pewności, ile czasu tak naprawdę minęło od ich ostatniego spotkania, a jednak
teraz wyraźnie go widziała, spokojnie obserwującego ją z bezpiecznej
pozycji i uśmiechającego się w pozbawiony wesołości, co najmniej
drapieżny sposób.
To nie było możliwe, ale…
A jednak Jaques Delacrue wydawał się tego nie rozumieć, jak
najbardziej obecny i prawdziwy w takim stopniu, jak tylko było to
możliwe. Layla otworzyła i zaraz zamknęła usta, coraz bardziej
oszołomiona. Chciała coś powiedzieć, ale w głowie miała pustkę, niezdolna
wykrztusić z siebie chociaż słowa. Ostatecznie wydała z siebie nieco
zdławiony, co najmniej żałosny jęk, chociaż i to okazało się złym
pomysłem, zwłaszcza kiedy nieśmiertelny uśmiechnął się w pozbawiony
wesołości, drapieżny sposób. Sądziła, że za chwile powie coś złośliwego, tym
bardziej, że wyglądał na chętnego, żeby zacząć się nad nią pastwić, ale z sobie
tylko znanych powodów powstrzymał się, ograniczając wyłącznie do biernej
obserwacji.
Gdzieś
jakby z oddali doszły ją szybkie, zmierzające ku nim kroki. Wciąż
obserwując milczącego wampira (była pewna, że on również zdążył przejść
przemianę), z pewnym wysiłkiem okręciła się w taki sposób, żeby
wylądować na kolanach. Poruszanie wciąż przychodziło jej z trudem, ale
była na tyle zdesperowana, by po dłuższej chwili – podpierając się przy tym
ściany, by przypadkiem nie upaść – zdołać stanąć na nogach. Czuła, że się
trzęsie, gotowa przysiąc, że niewiele brakuje, żeby na powrót wylądowała na
posadzce, ale nie zamierzała pozwolić sobie na słabość. Zwłaszcza teraz, kiedy w grę
wchodził ktokolwiek kto w choć niewielkim stopniu był do niej podobny,
musiała przynajmniej spróbować zachować czujność.
Chociaż miała problem ze skoncentrowaniem się na jakimkolwiek
punkcie, a już zwłaszcza na własnych zmysłach, zdołała wychwycić, że
korytarzem przemieszczały się przynajmniej dwie osoby. Chwilę później w zasięgu
jej wzroku pojawił się człowiek. Byłą tego była pewna, bo sam dźwięk bijącego
serca wystarczył, żeby Layla poczuła znajome już wibrowanie w kłach.
Wysunęły się chwilę później, raniąc ją w dolną wargę i nie chcąc tak
po prostu schować, choć za wszelką cenę próbowała je do tego zmusić.
Mocnej zacisnęła usta, próbując zrobić wszystko, byleby nie
wyglądać jak najmniej szkodliwie. Jakaś jej cząstka miała ochotę warczeć,
krzyczeć i dać wszystkim wokół do zrozumienia, że zdecydowanie nie podobał
jej się sposób, w jaki była traktowana, ale instynkt podpowiadał Layli, że
to nie byłoby najrozsądniejszym posunięciem. Nie była pewna, skąd brało się to
przeświadczenie, ale przynajmniej początkowo zamierzała zachowywać się
pokojowo, przynajmniej na tyle, na ile miało być to możliwe. Nerwy już teraz
miała w strzępkach, co w połączeniu ze zmęczeniem coraz bardziej
dawało się dziewczynie we znaki, ale przynajmniej do pewnego stopnia próbowała
to uczucie ignorować. W zamian z uporem wmawiała sobie, że ma szansę
wszystko wytłumaczyć, tym bardziej, że wszystko wciąż wyglądało jak jedna
wielka pomyłka.
Zmrużyła oczy, pomimo obecności Jaquesa decydując się skoncentrować
na nowo przybyłym mężczyźnie. Gdyby miała zgadywać, dałaby mu najwyżej
czterdzieści lat, choć również w przypadku ludzi wiek potrafił być mylący.
Mimochodem zauważyła, że wyglądał zadziwiająco wręcz dobrze, o wiele
postawniejszy i bardziej zadbany od Simona. Na sobie miał czarny,
elegancki garnitur, co nadawało mu wygląd biznesmena, który właśnie przyszedł
na istotne, dawno już umówione spotkanie. Gdyby nie to, że nawet z odległości
widać było, że ledwo panował nad nerwami, a na wstępie obrzucił ją co
najmniej zdegustowanym spojrzeniem, może nawet uwierzyłaby, że miała przed sobą
kogoś, z kim mogłaby próbować dyskutować.
– Jak bardzo jest niebezpieczna? – rzucił na wstępie,
zwracając się bezpośrednio do Jaquesa. Layla ledwo powstrzymała się od prychnięcia,
porażona tym, że mężczyzna potraktował ją dosłownie jak powietrze.
– Bardzo – rzucił jakby od niechcenia wampir. – Chociaż teraz
nic nie zrobi… Teoretycznie, bo – co już wam powiedziałem – dziewczyna potrafi
kontrolować ogień.
Aż się zapowietrzyła, momentalnie zaczynając rozumieć,
dlaczego Simon wydawał się taki świadomy, kiedy przyszedł z nią
porozmawiać. Już wcześniej odniosła wrażenie, że musiał widzieć wampira albo
przynajmniej kogoś choć po części do niej podobnego. Jakby tego było mało, znał
jej imię, co najpewniej różniej powiedział wszystkim Jaques. Z jakiegoś
powodu świadomość źródła informacji, z którego wszyscy wokół czerpali,
przyniosła jej częściowe ukojenie, to jednak nie wystarczyło, żeby Layla
poczuła się jakkolwiek pewniej.
Na ułamek sekundy zacisnęła dłonie w pięści, próbując
skoncentrować się na wypełniającym jej ciało cieple. Ogień wciąż gdzieś tam
był, przytłumiony tak jak wszystko to, co była w stanie wyczuć zmysłami,
ale jednak obecny. To też dodało dziewczynie pewności siebie, przynajmniej
tymczasowo stanowiąc jedyne źródło pocieszenia. Żywioł był niczym wierny
przyjaciel, który nie opuszczał jej na krok, niosąc choćby szczątkowe ukojenie w nawet
najgorszym z możliwych momentów.
Layla zawahała się, po czym z wolna zrobiła kilka
niepewnych kroków naprzód. Obserwowała stojących po drugiej stronie szyby
mężczyzn, ostatecznie podchodząc na tyle blisko, by móc dotknąć gładkiej
powierzchni.
– Ehm… Przepraszam, ale… – zaczęła, chcąc zwrócić na siebie
uwagę i jednak się wtrącić, ale nie miała nawet okazji na dokończenie
myśli.
– Ani słowa.
Natychmiast zamilkła, co najmniej zaskoczona gniewnym tonem,
którym zwracał się do niej nieznajomy mężczyzna. Coś w jego zachowaniu
wytrąciło ją z równowagi na tyle, że w pierwszym odruchu mimowolnie
usłuchała, ze swego rodzaju niedowierzaniem wpatrując się w swojego
nieuprzejmego rozmówcę.
– Ja… Że co proszę? – wykrztusiła z siebie z opóźnieniem.
– Ktoś mi w końcu wytłumaczy, co tutaj się dzieje czy nie?! –
zniecierpliwiła się, finalnie jednak tracąc cierpliwość.
Chyba sobie
żartowali, jeśli sądzili, że zamierzała spokojnie czekać na rozwój wydarzeń.
Była coraz bardziej podenerwowana, co w połączeniu z głodem i wciąż
odczuwanymi wątpliwościami sprawiło, że ledwo była w stanie nad sobą
zapanować. Jakby tego było mało, wyraźnie poczuła, że jej kły znowu się wydłużają,
przez co nawet gdyby chciała, nie byłaby w stanie ich powstrzymać.
Instynktownie przybrała pozycję obronną, ostrzegawczo spoglądając na
obserwującą ją dwójkę i nade wszystko pragnąć pokazać im wszystkim, co
sądziła o całej zaistniałej sytuacji. Cokolwiek się działo, nie było
normalne, ona zaś zdecydowanie nie miała ochoty brać udziału w tej farsie.
Była świadoma przede wszystkim spojrzenia obcego mężczyzny.
Zauważyła, że napiął mięśnie, machinalnie przeczesując ciemne włosy palcami.
Kiedy przyjrzała się dokładniej, była w stanie dostrzec pierwsze ślady
siwizny, tym wyraźniejsze na tle niemalże idealnej czerni. Również oczy
śmiertelnika były ciemne – brązowe i zdradzające przede wszystkim niechęć,
co ją zaskoczyło. Mogła zrozumieć strach, może nawet irytację, ale nie
przypominała sobie, czy ktokolwiek wcześniej spoglądał na nią z aż taką
niechęcią.
Skrzywiła się, po czym – wiedziona przede wszystkim
instynktem – spróbowała uciec wzrokiem gdzieś w bok, nie będąc w stanie
tak po prostu znosić tego spojrzenia. Sama próba ruchu skutecznie przypomniała
jej o dziwnym wrażeniu, którego doznała już wcześniej, ledwo tylko
spróbowała poruszyć głową. Tym razem nikt nie powstrzymał jej, kiedy pod
wpływem impulsu uniosła dłoń do gardła, by przekonać się, że do skóry
przylegało coś zimnego twardego, trochę jak metalowa obręcz, chociaż nie mogła
mieć pewności. Z jakiegoś powodu poczuła się jeszcze bardziej
podenerwowana, mogąc tylko zgadywać, z czym miała do czynienia. Wiedziała
jedynie, że gdyby w grę wchodziło srebro, już dawno poczułaby jego
działanie, woląc nawet nie zastanawiać się, jak bardzo „nieprzyjemny” okazałby
się bezpośredni kontakt z choćby najmniejszą ilością tego kruszcu. Zaczęła
gorączkowo szukać w głowie jakiegokolwiek wyjaśnienia dla tego, czego właśnie
doświadczała, próbując sobie przypomnieć, czy Rufus kiedykolwiek wspominał o jakichkolwiek
innych związkach, które można by wykorzystać, żeby unieruchomić wampira, ale w głowie
miała kompletną pustkę.
Oddech
dziewczyny przyśpieszył, zdradzając narastający z każdą kolejną sekundą
niepokój. Czuła, że działo się coś niedobrego, choć w obecnej sytuacji
Layli trudno było spodziewać się czegokolwiek innego. Wciąż oszołomiona, w pośpiechu
przesunęła palcami po zimnej powierzchni, próbując na przylegającym do jej szyi
materiale znaleźć cokolwiek, co mogłaby uznać za zapięcie. Wystarczyło, że
nigdy nie przepadała za biżuterią, a już zwłaszcza za zbyt krótkimi
łańcuszkami, które sprawiały, że miała irracjonalne wrażenie, że coś zaraz
spróbuje ją udusić.
– Nick! Hej, Nick, tylko bez przesady! – Inny znajomy głos
wyrwał Laylę z zamyślenia. Chociaż wciąż zdezorientowana, zdołała choć na
moment stracić zainteresowanie obręczą, w zamian spoglądając na
zmierzającą korytarzem postać. Simon wyglądał na zaniepokojonego, co zmartwiło
również ją, chociaż sama nie była pewna dlaczego. – Tylko nie przesadzaj. Ona
nie…
– Ty już nawet nie próbuj się tłumaczyć! Prawie ci uciekło,
kretynie – przerwał szorstko mężczyzna. Layla drgnęła, co najmniej porażona
jego słowami. Uciekło…? – Powinieneś się
cieszyć, że wszyscy żyją, bo gdyby było inaczej… – Mężczyzna urwał, po czym z niedowierzaniem
pokręcił głową.
– Layla na pewno nikogo by nie skrzywdziła. Po prostu się
wystraszyła – stwierdził s uporem Simon, chociaż z chwilą, w której zdecydowała
się uciec, zdecydowanie nie chodziło o strach. Wciąż miała wrażenie, że
mówili o niej jak o jakimś dzikim, nieoswojonym zwierzęciu, które tak
naprawdę nie zdawał sobie sprawy z tego, co się dzieje. – Poza tym to
dzięki mnie tutaj jest. Nie możesz…
– Nie próbuj mi wmawiać, co mogę, a czego nie – uciął
stanowczo Nick i to wystarczyło, żeby ostatecznie uciąć jakiekolwiek
decyzje.
Przysłuchiwała
im się z niedowierzaniem i narastającymi stopniowo wątpliwościami.
Wzrokiem nerwowo wodziła to w lewo, to znów w prawo, niespokojnie
obserwując rozmawiającą dwójkę, o ile ich wymianę zdań można było określić
mianem jakiejkolwiek konwersacji. Miała raczej wrażenie, że byli na dobrej
drodze, żeby się pokłócić – oraz że Simon znajdował się na z góry skazanej
na niepowodzenie pozycji.
Jej spojrzenie uciekło ku milczącemu, biernie obserwującego
sytuację Jaquesowi. Stał na uboczu, milcząc i po prosu słuchając, zupełnie
jakby sytuacja nie miała w sobie niczego wartego uwagi. Layla mogła tylko
zgadywać, co tutaj robił, a tym bardziej dlaczego postanowił powstrzymać
ją przed ucieczką. W gruncie rzeczy chyba nawet nie chciała tego wiedzieć,
mając wrażenie, że prawda okaże się co najmniej oszałamiająca, zresztą tak jak i to,
co jeszcze miało czekać ją w tym miejscu. Nie chciała tego przed samą sobą
przyznać, ale naprawdę zaczynała się bać, nie będąc w stanie choćby po
części przewidzieć, czego powinna się spodziewać. To właśnie niepewność okazała
się najgorsza, wzbudzając w wampirzycy dość wątpliwości, by ta poczuła się
osaczona.
Zacisnęła
usta, coraz bardziej niespokojna. Pulsowanie w kłach bezustannie dawało
jej się we znaki, przez co już nawet nie była w stanie nieprzyjemnego
uczucia zignorować. Próbowała zebrać myśli, żeby mieć szansę wymyślić cokolwiek
sensownego, ale w głowie miała pustkę. W efekcie zaczęła żałować
nawet tego, że ze swojej pozycji nie była w stanie porozumieć się z Jaquesem,
choćby tylko po to, żeby zacząć wyklinać na niego w myślach albo
bezpośrednio jego zapytać, czego tak naprawdę od niej chciał. Gdyby mogła
chociaż tyle…
– Nie
obchodzi mnie, co takiego chodzi ci po głowie, Simon. Sprowadziłeś to tutaj, więc lepiej dla ciebie, żeby
nikt z tego powodu nie ucierpiał. Już miałeś swoją szansę, żeby załatwić
sprawy po swojemu i sam widziałeś jak to się skończyło, więc nie próbuj
opowiadać mi głupstw – rzucił spiętym tonem Nick, nawet nie próbując udawać, że
wciąż jest w stanie zachować choćby cień cierpliwości. – Gdyby pokojowa
rozmowa była możliwa, nie mielibyśmy żadnego problemu. Ten wampir – podjął, kładąc nacisk na to jedno, jedyne słowo, przez co
zabrzmiało tak, że nawet Layla się wzdrygnęła – ma w tej chwili ochotę co
najwyżej rzucić się komuś do gardła, więc…
– Wcale
nie! – zaoponowała machinalnie, nie mogąc się powstrzymać.
Miała dość
tego, że wciąż rozmawiali od niej w trzeciej osobie, tym bardziej, że
stała tuż obok, aż nazbyt świadoma sytuacji… A przynajmniej w takim
stopniu, w jakim było to możliwe, skoro nikt nie raczył jej niczego wyjaśnić.
Znów przesunęła się bliżej, napierając na przeszkloną szybę, chociaż nic nie
wskazywało na to, żeby miała być w stanie ją rozbić. Podejrzewała, że to
byłoby za proste, chociaż wciąż nie była w stanie wyjaśnić, co tak
naprawdę mogłoby posłużyć za zabezpieczenie. Cóż, na pewno była w klatce
Faradaya, ale…
Oddychała
szybko i płytko, wciąż zaniepokojona. Z opóźnieniem uprzytomniła
sobie, że drży od nadmiaru emocji i ciągłego napięcia. Jej ciało wciąż odmawiało
współpracy, aż rwąc się do ucieczki albo walki, nawet pomimo tego, że nie miała
najmniejszych choćby szans, zbyt osłabiona, żeby mieć szansę na ucieczkę. Jakby
tego było mało, głód wciąż dawał się dziewczynie we znaki, tym samym wydając
się wręcz zaprzeczać temu, do czego próbowała przekonać swoich rozmówców.
Wolała nie zastanawiać się, jak w takim wypadku musiały wyglądać jej oczy,
co najmniej zaniepokojona perspektywą, w której te zaczęłyby jarzyć się
czerwienią. Gdyby sytuacja była inna, zdecydowanie nie czułaby potrzeby, żeby
kogokolwiek przekonywać o swojej nieszkodliwości, ale miała wrażenie, że w tym
wypadku takie posunięcie pozostawało jak najbardziej istotne – i że
wszystko popsuła, będąc raczej na dobrej drodze do tego, żeby pokazać się ze
strony zdesperowanej frustratki. Teoretycznie miała po temu powody, tym
bardziej, że ją więzili, wątpiła jednak, żeby takie usprawiedliwienie miało
rację bytu w rozmowie z tymi mężczyznami – a już zwłaszcza Nickiem.
Jakby na
potwierdzenie tych przypuszczeń poczuła na sobie przenikliwe spojrzenie
ciemnych oczu. Coś w wyrazie twarzy i postawie tego mężczyzny
sprawiło, że momentalnie zapragnęła się wycofać, nie mogąc pozbyć się wrażenia,
że popełniła olbrzymi błąd, kiedy zdecydowała się zwrócić na siebie jego uwagę.
– Dobrze –
stwierdził cicho, a dziewczyna zaczęła się wahać. – W takim razie
porozmawiamy po mojemu…
Cokolwiek
kryło się za tymi słowami, miała wrażenie, że zdecydowanie nie będzie dobre.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz