15.03.2017

Sto dwadzieścia osiem

Layla
Czekanie miało w sobie coś przytłaczającego. Czas wydawał się ciągnąć w nieskończoność, a może to po prostu ona wyczerpała pokłady cierpliwości przy próbie rozmowy z tamtym mężczyzną. Tak czy inaczej, początkowo przede wszystkim siedziała, próbując doprowadzić się do porządku, co jednak wcale nie okazało się takie proste. Nie była pewna, czy to pragnienie, czy może obecne w ścianach srebro (musiało tam być, skoro znalazła się w potrzasku), ale nie była w stanie zregenerować się tak szybko, jak powinna. Lepiej poczuła się dopiero później, mimochodem dochodząc do wniosku, że to najpewniej zasługa nadejścia wieczoru, co w najmniejszym nawet stopniu nie poprawiło wampirzycy nastroju. Skoro na zewnątrz zrobiło się ciemno, ile czasu w takim razie spędziła w tym miejscu? Nie wiedziała, ale podejrzewała, że wystarczająco długo, żeby mieć dość i – czego była absolutnie pewna – wytrącić z równowagi kilka zaniepokojonych jej nieobecnością osób.
Pomijając Rufusa, podejrzewała, że Gabriel jak nic dostanie nerwicy. Fakt, że nawet nie była w stanie się z nim porozumieć, mając wrażenie, że ich więź została w znacznym stopniu zatarta, niczego nie ułatwiał, wręcz wzbudzając w wampirzycy wątpliwości. Oczywiście, że przyjdzie. Zawsze przychodzi, pomyślała nie po raz pierwszy, ale nie była pewna czy to dobrze, czy może wręcz przeciwnie. Znała swojego bliźniaka i chyba właśnie to stanowiło najbardziej poważny problem, przynajmniej z perspektywy Layli. Mogła sobie wyobrazić, jak wiele byłby w stanie zrobić, żeby ją odnaleźć, to z kolei… Cóż, wcale nie wróżyło dobrze. Nie miała pojęcia, gdzie się znajduje, a tym bardziej czy to miejsce jest bezpieczne, więc tym bardziej wolała nie ryzykować, że mógłby tutaj wparować jej rozdrażniony brat. Problem polegał na tym, że dla niej i Beau Gabriel zrobiłby wszystko, nie zastanawiając się nad ewentualnymi konsekwencjami.
Odrzuciła od siebie przygnębiające myśli, próbując skupić się na tym, co działo się wokół niej. W pewnym momencie znalazła w sobie dość siły, żeby zacząć niespokojnie krążyć, co ostatecznie utwierdziło ją w przekonaniu o zachodzie słońca. Mimowolnie doszła do wniosku, że to mogło okazać się zbawienne, tym bardziej, że ciąż musiała znaleźć sposób na to, żeby się stąd wydostać. Przez przeszkloną ścianę nie widziała zbyt wiele – jedynie pogrążony w ciemnościach korytarz, którego rozmiarów i tak nie była w stanie określić, również wtedy, gdy przyświecała sobie płomieniami. Zastanawiała się nawet, czy ogień miałby szansę przedrzeć się przez szkło, ale instynkt podpowiadał jej, że próba wykorzystania żywiołu w ten sposób nie była najlepszym pomysłem. Nie miała pojęcia, czy opór brał się z obecności srebra i złych doświadczeń z telepatią, ale wolała nie ryzykować, przynajmniej na razie. Przecież prędzej czy później ktoś musiał do niej przyjść, a wtedy miałaby szansę dowiedzieć się czegoś więcej, by sensowniej zaplanować ucieczkę. Przecież nie mogli jej tutaj trzymać w nieskończoność, na dodatek bez jakichkolwiek informacji.
Nerwowo zacisnęła dłonie w pieści, nie mogąc się powstrzymać. Nie miała pojęcia, czy robili jej to specjalnie, ale nerwy już i tak miała w strzępach. Nawet jeśli zdawali sobie sprawę z tego, kim była, co zresztą dość jasno dał do zrozumienia mężczyzna z którym rozmawiała wcześniej, najwyraźniej nie zdawali sobie sprawy z tego, że z wampirem takim jak ona lepiej było nie igrać. Layla jak przez mgłę pamiętała, kiedy ostatni raz straciła nad sobą panowanie w tak spektakularny sposób, jak czasami zdarzało się Rufusowi. Och, to na pewno miało związek z hotelem, w którym znalazła Claire i ochroniła ją przed jedną z najgorszych rzeczy, jakie mogły spotkać kobietę. Później była jeszcze Claudia, ale nawet ona nie wytrąciła Layli z równowagi aż tak bardzo, jak tamte wilkołaki. Tak czy inaczej, rzadko puszczały jej nerwy, ale jeśli miałaby spędzić tutaj choć kilka godzin dłużej, na dodatek bez krwi…
Przełknęła z trudem, krzywiąc się, kiedy poczuła, że jej kły znowu się wydłużają. Machinalnie przyłożyła dłoń do ust, po czym przystanęła, próbując skoncentrować się na tyle, żeby odzyskać panowanie nad własnym ciałem. Jeszcze trochę. Przecież nic się nie dzieje, pomyślała w niemalże rozgorączkowany sposób, ale z równym powodzeniem mogłaby rozmawiać z zamkniętymi drzwiami przed sobą, prosząc je o to, żeby łaskawie pozwoliły jej wyjść na zewnątrz. Teraz tym bardziej żałowała, że nie posiliła się przed wyjściem z domu, ale skąd mogła wiedzieć, że chęć pomocy Damienowi w pilnowaniu Liz skończy się w ten sposób? W gruncie rzeczy spodziewała się naprawdę wielu rzeczy, łącznie z koniecznością pokazania bratu dziewczyny albo któremuś z członków Volturi, gdzie jest ich miejsce, ale to… To, co się działo, zdecydowanie przekraczało jej zdolności pojmowania.
Cholera, to byli ludzie, a przynajmniej takie wnioski wyciągnęła po rozmowie z tamtym mężczyzną. Nie miała pojęcia, co tak naprawdę to oznaczało dla niej, przez co czuła się tym bardziej oszołomiona – i to zwłaszcza tym, że miejsce, w którym się znajdowała, wydawało się idealnie przystosowane do przetrzymywania w nim wampirów, a może nawet innych istot nieśmiertelnych.
Wypuściła powietrze ze świstem, próbując się uspokoić. Średnio pomogło, więc znów zaczęła krąży, choć to było problematyczne, jeśli wziąć pod uwagę rozmiary tej… celi, o ile to określenie miało jakikolwiek sens. Próbowała się pilnować, próbując zachować ludzkie tempo nie tyle z obawy, że ktokolwiek ją zauważy – w końcu wiedzieli już, że nie byłą człowiekiem – ale przede wszystkim z obawy, że do tego wszystkiego wyląduje na ścianie. Wolała się trzymać od nich z daleka, instynktownie starając się unikać tego, co ograniczało jej zmysły. To było przyzwyczajenie, które nabyła jeszcze w Mieście Nocy, zresztą zignorowanie reakcji, które samoistnie wymuszało na niej ciało, zdecydowanie nie wchodziło w grę.
Musiała się stąd wydostać. Wszystko sprowadzało się właśnie do tego, a przynajmniej miała nadzieję, że gdyby tylko zdołała wyjść poza celę, wtedy miałaby wystarczająco duże pole manewru. Była szybsza i silniejsza, przynajmniej zazwyczaj, kiedy nie znajdowała się pod wpływem srebra. Gdyby tylko zdołała znaleźć sposób na wydostanie się z tego małego pomieszczenia, a potem zareagowała wystarczająco szybko, zanim ktokolwiek znowu spróbowałby ją oszołomić… Hm, gdyby w ogóle wiedziała, jakim cudem udało się to wcześniej, jeszcze w tamtym zaułku. Pamiętała ten dziwny, przeszywający dźwięk i ból głowy, którego doświadczyła, ale to tak naprawdę niczego nie tłumaczyło. Co więcej, mogło okazać się problematyczne, bo skoro zadziałało na nią raz, w każdej chwili mogło się powtórzyć. Ta świadomość wręcz porażała, skutecznie doprowadzając Laylę do szału, tym bardziej, że dziewczyna za żadne skarby nie była w stanie określić, czego tak naprawdę mogła spodziewać się po tym miejscu i tych, którzy za nie odpowiadali. Zbyt wiele rzeczy mogło okazać się przeszkodzą w ucieczce, nie wspominając o licznych niewiadomych, których nie mogła tak po prostu zignorować. Miała wręcz wrażenie, że szczątkowy plan, który – taką przynajmniej miała nadzieję – zdążyła ułożyć, sypał się na jej oczach i to na dodatek przed znalezieniem okazji na jego realizację.
– Hm… Naprawdę jesteście dużo bardziej ruchliwy po zachodzie słońca.
Ledwo powstrzymała sfrustrowany, co najmniej oszołomiony jęk, słysząc znajomy już głos za plecami. Wyprostowała się niczym struna, po czym błyskawicznie odwróciła, samej sobie nie potrafiąc wytłumaczyć, dlaczego kolejny raz nie zarejestrowała nadejścia kogokolwiek. Z niedowierzaniem i nieskrywaną irytacją spojrzała na stojącego po drugiej stronie szyby mężczyznę – dokładnie tego samego, który przyszedł do niej ostatnim razem, tak jak i wtedy obserwując wampirzycę z nieskrywanym wręcz zaciekawieniem.
– To ty – wycedziła przez zaciśnięte zęby. Tym razem nie dała sobie czasu na wątpliwości, bez chwili wahania pochodząc tak blisko, że prawie dotykała szyby. – Nareszcie. Jak długo jeszcze będziemy to szaleństwo ciągnąć? – zapytała gniewnie, nawet nie próbując ukrywać podenerwowania.
Spojrzał na nią z zaciekawieniem, bynajmniej nieporuszony jej słowami, a tym bardziej tym, że mogłaby być podenerwowana. Wręcz przeciwnie – zachowywał się trochę tak, jakby właśnie takiej reakcji od samego początku się spodziewał, co również wydało się Layli śmieszne. Cudownie, więc dawał jej prawo do zdenerwowania!
– Lepiej się czujesz? – zapytał w zamach odpowiedzi. Uniosła brwi, w tamtej chwili lepiej niż zazwyczaj rozumiejąc, dlaczego Rufus tak bardzo irytował się, kiedy odpowiadała mu pytaniem na pytanie.
– Wiesz co? Zamieńmy się – zaproponowała przesadnie wręcz słodkim tonem. Podejrzewała, że Isabeau zachowałaby się w dokładnie ten sam sposób, zwykle nie szczędząc sobie sarkazmu, zwłaszcza kiedy ktoś próbował ją denerwować. – Zostawię cię na kilka godzin w zamknięciu i bez żadnych wyjaśnień, a potem powiesz mi, czy czujesz się dobrze.
– Cóż… Denerwujesz się, a od dłuższego czasu jesteś na nogach, dlaczego zakładam, że jest lepiej – stwierdził ze stoickim wręcz spokojem mężczyzna.
Layla drgnęła, machinalnie napinając już i tak zesztywniałe mięśnie. Wiedział, co takiego robiła przez cały ten czas? Mimowolnie rozejrzała się dookoła, w pustej na pierwszy rzut oka celi próbując doszukać się kamer. Żadne inne wyjaśnienie nie przychodziło jej do głowy, tym bardziej, że nie była otępiała aż na tyle, żeby przez długie godziny nie zorientować się, że ktokolwiek mógłby stać w korytarzu i ją obserwować.
– O co tutaj chodzi? – zapytała, nie zamierzając ot tak dać za wygraną i pozwolić, żeby dalej ją zbywał. – Obserwujesz mnie, tak? Po co, skoro wiesz kim jesteś? – drążyła, decydując się postawić sprawę jasno.
Chciała sprowokować jakąkolwiek rozmowę, niezależnie od możliwych konsekwencji. Jeśli jej podejrzenia w kwestii kamer były prawdziwe, tym bardziej mogła założyć, że wiedział jakimi możliwościami dysponowała. W tamtej chwili pożałowała, że w ogóle przywoływała ogień, tym samym skutecznie pozbawiając się elementu zaskoczenia. Żywioł wciąż pozostawał znaczącym atutem, poza tym jego obecność sprawiała, że czuła się choć odrobinę lepiej, ale i tak miała wątpliwości. Im mniej o niej wiedzieli, tym lepiej, a jednak…
– Jesteś bardzo niecierpliwa, Laylo – usłyszała i w tamtej chwili zapragnęła roześmiać się w nieco histeryczny sposób.
– Och, przeciwnie… Przynajmniej zazwyczaj jestem bardzo cierpliwie. – Gniewnie zmrużyła oczy. Inaczej sprawy się mają, kiedy ktoś próbuje mnie więzić, pomyślała mimochodem, ale powstrzymała się przed dodaniem tych słów na głos. – Skąd znasz moje imię? – niemalże zażądała, kolejny raz zaniepokojona tym faktem.
Nie było możliwości, żeby sama mu je podała, tym bardziej, że większość czasu spędziła nieprzytomna, a później praktycznie nie rozmawiali. To znaczyło, że dowiedział się tego w inny sposób, co wydało się wampirzycy co najmniej niepokojące. Jasne, w ostatnim czasie mieli dość problemów, by doszła do wniosku, że Seattle jest niebezpieczne, zwłaszcza dla niej i jej bliskich, ale to nadal niczego nie tłumaczyło, przynajmniej na razie. Gdyby przynajmniej mogła stwierdzić, czy miała z tym mężczyzną jakikolwiek związek i czego powinna się po nim spodziewać…
– Za chwilę – zapewnił po raz kolejny, a Layla poczuła, że ma ochotę go uderzyć. Ile razy jeszcze miała to usłyszeć. – Powiedziałem ci już, że mamy czas.
– Na co? – Z niedowierzaniem potrząsnęła głową. – Zresztą nieważne! Może ty masz czas, ale mnie tak trochę – uśmiechnęła się gorzko – śpieszy się do domu – dodała, a mężczyzna przekrzywił głowę, spoglądając na nią z zaciekawieniem.
– Tak… Twój dom – powtórzył, starannie dobierając słowa. – Porozmawiajmy o tym – zaproponował, kolejny raz wytrącając wampirzycę z równowagi.
Jak niby miała to rozumieć? Co więcej, podejrzewała, że chyba całkiem już zgłupiał, skoro uważał, że zamierzała z czegokolwiek mu się zwierzać. Dopiero wtedy do głowy przyszło jej, że fakt, iż znalazła się tutaj, mógł zostać starannie zaplanowany i prowadzić do czegoś więcej, chociaż zarazem nie potrafiła sobie tego wyobrazić. Chciał od niej informacji? Możliwe, co nie zmieniało tego, że musiałaby upaść na głowę, żeby tak po prostu dyskutować z nim na tematy, których oczekiwał.
– Trochę zbyt osobisty temat, biorąc pod uwagę to, że nawet cię nie znam – zauważyła chmurnie, tym samym sprawiając, że się uśmiechnął.
– Skoro tak sprawiasz sprawę… Możesz mówić mi Simon – zaproponował, a ona spojrzała na niego z niedowierzaniem.
– Powiedziałabym, że mi miło, ale chwilowo absolutnie tak nie jest.
Och, była bardzo cierpliwa, ale to wydawało się czymś ponad jej możliwości. Jeśli sądził, że przedstawienie się jakkolwiek rozwiązywało problem, naprawdę zgłupiał, choć przynajmniej tymczasowo nie zamierzała mu tego mówić.
Obrzuciła Simona (Nie, wcale nie czuła się lepiej ze świadomością tego, jak powinna się do niego zwracać.) wymownym, rozdrażnionym spojrzeniem, po czym bez pośpiechu odsunęła się od szyby. Nie miała większego problemu z tym, żeby zwrócić się do niego plecami, tym bardziej, że trudno było jej potraktować człowieka jak poważne zagrożenie. Była świadoma tego, że ją obserwował, ale stanowczo to uczucie zignorowała, w zamian na wszystkie możliwe sposoby próbując okazać frustrację. Jeśli sądził, że zamierzała tak po prostu z nim rozmawiać, skoro sam niczego nie tłumaczył, mylił się.
– Och, Laylo… – westchnął, ale nawet nie drgnęła. – Próbuję być uprzejmy. To naprawdę takie złe, że chciałbym, żebyś poświęciła mi chwilę?
To nie jest koncert życzeń… Moje przynajmniej się nie spełniają, pomyślała mimochodem, coraz bardziej poirytowana. Nie odezwała się nawet słowem, choć podejrzewała, że ryzykowała, wystawiając jego nerwy na próbę. Prawda była taka, że miał ją w garści, przynajmniej teoretycznie, tymczasowo stanowiąc jej jedyne źródło informacji. Gdyby uznał, że próba rozmowy z nią nie ma sensu, mógłby zniknąć na kilka kolejnych godzin, a to zdecydowanie nie było wampirzycy na rękę.
Mimo wszystko zignorowała te uczucia, siląc się na spokój i wciąż z uporem ignorując swojego towarzysza. W duchu odliczała kolejne sekundy, świadoma przede wszystkim tego, że Simon wciąż ją obserwował, najwyraźniej nie zamierzając przestać.
– Nie zamierzasz się do mnie odzywać? – zapytał w końcu, najwyraźniej mając dość przeciągającej się ciszy. – Bardzo mi przykro, jeśli cię uraziłem… Ale mam tylko kilka prostych pytań – zapewnił, starannie dobierając słowa. Na krótką chwilę zamilkł, być może spodziewając się jakiejś pozytywnej reakcji z jej strony, jednak nic podobnego nie miało miejsca. – Nie jesteś tutaj sama, prawda? Mówisz o domu, a więc… o rodzinie? – zasugerował łagodnie, a Layla mimowolnie się skrzywiła. W tamtej chwili pomyślała, że to dobrze, iż nie był w stanie dostrzec wyrazu jej twarzy.
– Jak możesz oczekiwać ode mnie odpowiedzi, skoro traktujesz mnie w ten sposób? – zaryzykowała po chwili wahania.
Nie, zdecydowanie nie zamierzała mu się spowiadać, niezależnie od tego, czego oczekiwał. Najważniejsze pozostawało to, że skoro był taki uprzejmy i zależało mu na odpowiedziach, być może mogła to wykorzystać. Nie miała pewności, czy mogła choć próbować wykorzystać zdolności, żeby namieszać mu w głowie, ale to nie znaczyło, że powinna przestać próbować. Co więcej, gdyby w jakikolwiek sposób przekonała go, żeby zaufać jej na tyle, by otworzyć drzwi…
– Możliwe, że to faktycznie błąd z mojej strony – usłyszała i to wystarczyło, żeby serce zabiło jej szybciej.
Nie od razu zdecydowała się odwrócić w jego stronę, wcześniej wręcz musząc zmuszać się, żeby zachować spokój. Potrzebowała kilku sekund, żeby zapanować nad sobą na tyle, by dojść do wniosku, że zwrócenie się twarzą do mężczyzny ma jakikolwiek sens. Też bądź uprzejma, pomyślała i uczepiwszy się tej myśli, z wolna obejrzała się, żeby na niego spojrzeć.
Wciąż tkwił w tym samym miejscu, na pierwszy rzut oka spokojny i rozluźniony. Zdecydowanie nie zachowywał się jak ktoś, kto widział wampira po raz pierwszy, co również dało jej do myślenia. Czy to znaczyło, że nie była pierwsza? Być może, ale wcale nie poczuła się dzięki temu lepiej. Nie, skoro nadal nie była w stanie poznać odpowiedzi na dręczące ją pytania.
– Trzymasz mnie w zamknięciu, każesz czekać, a teraz oczekujesz, że będę odpowiadać na osobiste pytania, chociaż sam niczego mi nie tłumaczysz. Dlaczego miałabym zachowywać się inaczej? – drążyła, starannie dobierając słowa.
– Przepraszam, jeśli poczułaś się urażona.
Wypuściła powietrze ze świstem, co najmniej rozbrojona jego zachowaniem. Gdyby sytuacja była inna, może nawet mogłaby go polubić. Tylko teoretycznie, bo sprawy miały się w zdecydowanie zbyt abstrakcyjny, co najmniej szalony sposób. Tak czy inaczej, wciąż niczego nie rozumiała, a jakby tego było mało…
– W porządku – rzuciła po dłuższej chwili wahania. Sama nie była pewna, jakim cudem zdołała wysilić się na blady uśmiech. Uważnie obserwowała twarz mężczyzny, próbując stwierdzić, czy jej działania przynosiły jakikolwiek skutek, ale to było trudne, tym bardziej, że mogła co najwyżej zgadywać, w jakim nastroju był jej rozmówca. – Można powiedzieć, że trochę źle zaczęliśmy, ale… – Wzruszyła ramionami. – Nigdy nie byłam szczególnie pamiętliwa.
– Mam przez to rozumieć, że ze mną porozmawiasz? – rzucił z powątpiewaniem Simon, nie odrywając od niej wzroku.
I tym razem musiała wysilić się na blady uśmiech. Podeszła do szyby, po czym położyła obie dłonie na gładkiej powierzchni, jednocześnie siląc się na spokoju. Wiedziała, że teraz tym bardziej powinna się postarać, żeby wszystkiego nie zepsuć.
– Dlaczego nie? – dała za wygarną, chociaż to zdecydowanie nie miało być takie proste. Spojrzała swojemu rozmówcy w oczy, w duchu modląc się o to, żeby nie był wtajemniczony na tyle, by nabrać podejrzeń. Gdyby do tego wszystkiego potrafiła stwierdzić, czy jej działania miały prawo przynieść oczekiwane skutki… – Ale nie w ten sposób. Nie lubię rozmawiać przez zamknięte drzwi, nawet jeśli mogę zobaczyć rozmówcę – oznajmiła i w tamtej chwili musiała wręcz powstrzymywać się przed tym, żeby dla pewności nie skrzyżować placów.
Podejrzewała, że wymuszenie aż tak lekkomyślnej reakcji, jak sugestia otworzenia drzwi, graniczyło z cudem, ale chciała przynajmniej spróbować. Czuła, że Simon wpatruje się w nią wręcz jak urażony, co dało jej nadzieję na to, że nawet jeśli srebro tłumiło telepatyczne zdolności i zmysły, nie było w stanie w pełni ograniczyć zdolności, którymi dysponowała jako nowy wampir. Mieszanie w głowie zawsze przychodziło jej o tyle prościej, że jako telepatka była do podobnych prób przyzwyczajona, uznając tę stronę wampiryzmu jako coś równie naturalnego, jak konieczność pica krwi albo oddychanie. Mimo wszystko pozwalała sobie na to rzadko, najczęściej wtedy, kiedy sprawy wymykały się spod kontroli albo pojawiały się komplikacje, a więc… w sytuacjach takich jak ta, a przynajmniej sądziła, że w tym momencie podobne praktyki były jak najbardziej uzasadnione. Gdyby tylko miała gwarancję, że to ma szansę zadziałać albo…
Miała wrażenie, że minęła cała wieczność, zanim milczący przez dłuższą chwilę Simon zdecydował się odezwać.
– Nie mogę tak po prostu cię wypuścić – oznajmił, a Layla ledwo stłumiła sfrustrowany jęk.
– Wiec ja nie będę w stanie z tobą porozmawiać – stwierdziła z uporem.
Znów chciała się odwrócić, ale powstrzymało ją coś w spojrzeniu wciąż obserwującego ją mężczyzny. Przez dłuższą chwilę wydawał się walczyć sam ze sobą, zanim z niedowierzaniem potrząsnął głową, wydając się łamać.
– Ja… Mogę co najwyżej wejść do środka – zasugerował w końcu. Uniosła brwi, bo taka sugestia była jedną z ostatnich, jakiej się spodziewała. Jeśli miała być szczera, to brzmiało trochę jak szaleństwo, biorąc pod uwagę fakt, że z równym powodzeniem mogła skoczyć mu do gardła. – Wtedy porozmawiamy w cztery oczy… Czy takie rozwiązanie ci odpowiada? – zapytał, a ona chcąc nie chcąc wzruszyła ramionami.
– Na pewno brzmi lepiej niż rozmowa przez ścianę – stwierdziła po chwili zastanowienia, próbując wysilić się na blady uśmiech.
Simon z wolna skinął głową, wyraźnie spięty. Layla obserwowała go, cierpliwie czekając aż zdecyduje się wejść do środka i mimowolnie zastanawiając nad tym, czy będzie miała szansę wykorzystać okazję, żeby przemknąć tuż obok niego, by wydostać się na korytarz.
– W porządku… Ale najpierw cofnij się i usiądź – zadecydował.
Nie miała większego wyboru, jak tylko usłuchać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz




After We Fall
stories by Nessa