15.02.2017

Sto

Elena
– Boisz się czegoś?
Było coś prowokującego w uśmiechu, który posłał jej Rafael. Spojrzała na niego z powątpiewaniem, ale nie odpowiedziała, próbując sprawiać wrażenie o wiele pewniejszej, niż w rzeczywistości. Tym razem wszystko miało być inne, a przynajmniej ona tego chciała.
– Nie – oznajmiła po chwili wahania, próbując przekonać samą siebie, że tak jest w istocie. – Niekoniecznie… – poprawiła się po chwili. – Po prostu ci ufam… Chyba.
– Zwłaszcza to ostatnie zabrzmiało bardzo zachęcająco – stwierdził, ale nie wydał jej się rozeźlony.
Wydała z siebie przeciągłe westchnienie, sama niepewna, czego i dlaczego powinna się po nim spodziewać. Stali w samym środku lasu, co zapewniało zarówno prywatność, jak i cisze, której oboje tak bardzo potrzebowali. Elena zawahała się, raz po raz nerwowo rozglądając się dookoła, chociaż i tak nie miała być w stanie w ten sposób niczego osiągnąć. Trudno jej było stwierdzić, czego tak naprawdę wypatrywała, tym bardziej, że jakoś nie miała wątpliwości, że poza nią i Rafaelem w okolicy nie ma żywej duszy, może pomijając leśne żyjątka, choć i te wolały trzymać się na dystans.
Z uwagą obserwowała demona, mimo wszystko spodziewając się tego, że potraktuje ją w dokładnie ten sam sposób, co ostatnim razem – poderwie do góry, a potem zostawi samą sobie, mając nadzieję, że w stresie zdoła zrobić to, czego od niej oczekiwał. To sprawiło, że mimowolnie wzdrygnęła się, kiedy stanął naprzeciwko niej, bez słowa biorąc ją za ręce. Z powątpiewaniem spojrzała na ich splecione ze sobą dłonie, mimowolnie rozluźniając się za sprawą bijącego od ciała Rafaela ciepła. To było przyjemne, tak jak i poczucie, że nieśmiertelny był spokojny. Co więcej, była gotowa przysiąc, że to jedna z tych chwili, w której oboje czuli się dobrze, skupieni na wzajemnej bliskości i ciszy, która… po prostu była dobra.
– Pozwól mi się poprowadzić, w porządku? – zasugerował demon.
Przekrzywiła głowę, niepewna jak powinna zinterpretować jego słowa. Tym razem przynajmniej nie musiała obawiać się niechcianej widowni, choć dość ironicznym wydawało się, że mogłaby mieć coś przeciwko trwania w centrum zainteresowania. Uśmiechnęła się blado, próbując sprawiać wrażenie w pełni świadomej sytuacji i tego, co działo się wokół niej, ale miała wrażenie, że idzie jej to dość marnie. Co więcej, była gotowa przysiąc, że Rafa jest w stanie wyczuć jej faktyczne emocje, a także fałsz w zachowaniu, ale zarazem nie miała pewności.
– Nie wiem, co powinnam zrobić – przyznała zgodnie z prawdą, starannie dobierając słowa. Darowała sobie złośliwości, po cichu licząc na to, że Rafa zdecyduje się na to samo. – Jasne, chciałabym latać, ale… – Urwała, po czym bezradnie wzruszyła ramionami. Niby co miała mu powiedzieć?
– Ale? – zachęcił, spoglądając na nią w niemalże łagodny sposób. – Zresztą tutaj nie chodzi tylko o skrzydła, Eleno.
– A o co? – zniecierpliwiła się, potrząsając z niedowierzaniem głową. – Wydawało mi się, że o to chodzi w lataniu. Masz skrzydła i ich używasz.
O dziwo, demon tylko się uśmiechnął – w znajomy, pobłażliwy sposób, który z miejsca doprowadził ją do szału. Nabijasz się ze mnie?, pomyślała, ale nie zadała tego pytania na głos, zbyt skupiona na tym, co działo się wokół niej, żeby się rozpraszać. Kiedy ćwiczyli wcześniej, chodziło właśnie o koncentracje i choć do tej pory nie miała pojęcia, jakich efektów powinna oczekiwać, chciała uwierzyć, że Rafael miał swoje powody, sugerując jej takie, a nie inne rozwiązanie.
– Bardzo… uogólniasz, ale nie jestem zaskoczony. Podejrzewam, że dla kogoś, kto całe życie spędził na ziemi, to wygląda w taki właśnie sposób – przyznał Rafa po chwili zastanowienia. Poczuła swego rodzaju ulgę, kiedy przekonała się, że nie zachowywał się tak, jakby robiła z siebie idiotkę, nie potrafiąc zrozumieć czegoś, co dotychczas było dla niej obce. – Próbowałem ci wcześniej tłumaczyć, pamiętasz? Dla mnie skrzydła są tym, co dla ciebie używanie rąk albo oddychanie – przypomniał, a ona westchnęła.
– Trudno mi skupić się na czymś, czego nie widzę – zauważyła przytomnie, po czym dla podkreślenia swoich obejrzała się na swoje plecy.
Kolejny uśmiech miał w sobie cos kojącego, chociaż nie sądziła, że demon będzie w stanie wzbudzić w niej takie emocje. Nie zaprotestowała, kiedy przygarnął ją do siebie, obejmując ramionami i wplatając palce w jej włosy. Mimowolnie zadrżała, kiedy przesunął dłonią wzdłuż jej kręgosłupa, kreśląc biegnąca pod skórą wypukłość. Dopiero po chwili przeniósł dłonie wyżej, muskając przestrzeń pomiędzy łopatkami – bardzo delikatnie, ale to wystarczyło, żeby poczuła rozchodzące się po całym ciele mrowienie. Wrażenie było takie, jakby poraził ją prąd, ale sama nie była pewna czy to bardziej dziwne, czy może przede wszystkim niezwykle przyjemne.
– Cóż… Ja je widzę – stwierdził, a ona zesztywniała. Zaraz po tym błyskawicznie poderwała głowę, by móc zlustrować wzrokiem jego twarz.
– Żartujesz sobie ze mnie? – zapytała z wahaniem, chociaż zdecydowanie nie sprawiał wrażenia kogoś, kto próbował się z niej naigrywać.
Jeszcze zanim udzielił jej odpowiedzi, wyczuła, że sprawy mają się trochę inaczej. Przymknęła oczy, pozwalając, żeby gładził ją po plecach i niezmiennie przyprawiał o dreszcze, dotykając w sposób, który jak najbardziej Elenie odpowiadał. W tamtej chwili pożałowała, że nie byli zamknięci w sypialni, bo wtedy mogłaby się pokusić o coś więcej, wciąż próbując nakłonić Rafaela do zachowania, które bardziej pasowałoby do męża względem świeżo poślubionej małżonki.
– Och, na litość bogini, Elena… Naprawdę uważasz, że nie wiem do czego służą ci te wszystkie sugestie i skąpe stroje? – zapytał nieoczekiwanie, a dziewczyna drgnęła, co najmniej zaskoczona jego pytaniem.
– Ja… Co takiego?
Zdążyła zapomnieć, że dostrzegał dużo więcej, niż mogłaby sobie tego życzyć, wyczuwając dosłownie wszystko – jej obawy, pragnienia, lęki… Rozczarowania. W pamięci wciąż miała ich rozmowę, w której przyznał, że potrafił manipulować rzeczywistością, naginając ją do swoich potrzeb. To było niczym telepatia albo coś więcej, więc mogła podejrzewać, że potrafił przeniknąć jej umysł. Kto wie, może robił to od zawsze, chociaż do tej pory nie przyznawał się do tego w tak otwarty sposób, by wcześniej zwróciła na taką możliwość uwagę. Teoretycznie była mu za to wdzięczna, tym bardziej, że wcześniej przez całe lata możliwość „czytania w myślach” doprowadzała ją do szału, ale z drugiej strony… być może lepiej czułaby się, gdyby wiedziała, jak daleko sięgały jego zdolności – i kiedy tak naprawdę powinna na siebie uważać. Cóż, kiedy w grę wchodziły zdolności Edwarda, nie miała najmniejszych wątpliwości, ale Rafael wciąż pozostawał dla niej jedną, wielką zagadką.
Demon rzucił jej bliżej nieokreślone, przenikliwe spojrzenie. Po wyrazie jego twarzy nie była w stanie stwierdzić, czy był zdenerwowana, czy może rozbawiony, to zresztą nie miało dla niej większego znaczenia. Było coś niepokojącego w przeciągającej się ciszy, choć to równie dobrze mogło wiązać się z tym, jak bardzo czuła się zniecierpliwiona. Czekanie nigdy nie było jej mocną stroną, ale teraz, zwłaszcza po jego słowach…
– Myśl sobie, co tylko zechcesz, ale musiałbym być głupi, żeby nie dostrzec pożądania. To, jak często mnie kusisz… – zaczął w końcu, ale nie pozwoliła mu dokończyć.
– A przynajmniej działa? – zapytała, nie mogąc się powstrzymać.
Jedynie wywrócił oczami, bynajmniej nie trudząc się odpowiedzią. Wydęła usta, przez krótką chwilę mając ochotę naciskać, ale demon nie dał jej po temu okazji.
– Nieważne – stwierdził z przekonaniem, którego ona nie czuła. Żartował sobie? Jasne, że to było istotne, zwłaszcza, że była jego żoną! – Zdajesz sobie sprawę z tego, co cię uratowało, Eleno?
Uniosła brwi, początkowo sama niepewna, jak powinna zinterpretować jego słowa. To nie był pierwszy raz, kiedy tak po prostu mieszał jej w głowie, dążąc do czegoś, czego celu mogła co najwyżej się domyślać. Nie była w stanie zaprzeczyć, że taki stan rzeczy doprowadzał ją do szału, ale tym razem niezależnie od wszystkiego nie chciała się z nim kłócić. Czuła, że tym razem w grę wchodziło coś nader ważnego – jedna z tych rozmów, które musieli odbyć, chociaż do tej pory nie mieli po temu okazji, w jej rodzinnym domu nie będąc w stanie cieszyć się choćby odrobiną prywatności.
– Podejrzewam, że ty – powiedziała, bo to wydawało się oczywiste. – I twoja krew… Cały czas mówiłeś mi właśnie o tym, prawda? – zauważyła przytomnie. – Cokolwiek się wydarzyło, jestem teraz do ciebie podobna, więc naprawdę nie rozumiem…
– Masz rację – przerwał w niemalże łagodny sposób. – Jesteś… A moja krew odegrała tutaj istotną rolę, co już ustaliliśmy. Co nie zmienia faktu, że ostatnio zadowoliłaś się inną – dodał, po czym lekko przekrzywił głowę, zupełnie jakby spojrzenie na nią pod innym kątem mogło pozwolić na wyciągnięcie jakichś dodatkowych, istotnych wniosków.
Wypuściła powietrze ze świstem, nagle zmieszana. Nie rozmawiała z nim o Aldero i tym, jak miały się relacje jej i kuzyna od dnia balu, ale to wydawało się mało istotne. Nie zamierzała też zaprzeczać, tym bardziej, że wiedziała, iż Rafael będzie w stanie wyczuć choćby najmniejszą zmianę w jej zapachu.
– Sami z Mirą mnie do tego namawialiście, prawda? – Wzruszyła ramionami. Zdecydowanie nie czuła się z tego powodu winna. – Nie mogłam ciągle uzależniać się od ciebie i twojej krewi. Wiesz dlaczego – dodała z naciskiem, widząc, że wygląda na chętnego, żeby zaprotestować.
– W istocie – przyznał, choć nie sprawiał szczególnie zadowolonego z takiego stanu rzeczy. – Co prawda to kwestia dyskusyjna – dodał, a ona prychnęła – ale nie o to teraz chodzi. Moja krew… – Zamilkł, po czym z niedowierzaniem potrząsnął głową. – Oddałem ci więcej, niż mogłabyś sądzić. Dla ciebie rozbiłem duszę, ale to również nie ma znaczenia. Do pewnych rzeczy po prostu musiało dojść… A ja nie żałuję niczego – przyznał i to wystarczyło, żeby coś ścisnęło ją w gardle.
– Rozbiłeś duszę… – powtórzyła, ostrożnie dobierając słowa. To stwierdzenie niezmiennie ją niepokoiło, w równym stopniu niezwykłe, co i na swój sposób przerażające. – Wciąż nie wiem, co powinnam o tym myśleć. To brzmi tak…
– Jak? – Rafael spojrzał na nią z zaciekawieniem. – Ostatecznie? Poniekąd tak jest, ale – jak już ustaliliśmy – to naprawdę nie ma znaczenia.
– A co to niby ma znaczyć? – przerwała mu, coraz bardziej zdezorientowana.
Kolejny raz nie doczekała się odpowiedzi. Zacisnęła usta, po czym delikatnie acz stanowczo oswobodziła się z jego uścisku, cofając o krok, by mieć okazję spojrzeć mu w twarz. Założyła ramiona na piersiach, chociaż dobrze wiedziała, że takie zachowanie od dawna nie robiło na Rafaelu wrażenia, bardziej go bawiąc niż nakłaniając do zmiany postępowania. Może i częściej traktował ją jak kogoś równego sobie, ale prawda była taka, że w ostateczności kontrolę nad sytuacją tak czy inaczej zachowywał on – i to niezależnie od tego, czy była z tego powodu zadowolona, czy może wręcz przeciwnie.
– To nie jest coś, czym powinnaś się przejmować, Eleno. Oddałem ci kawałek swojej nieśmiertelności… Nie przywykłem robić tego dla przypadkowych osób, więc nie musisz obawiać się, czy jesteś mi obojętna – stwierdził niemalże pogodnym tonem. Uniosła brwi, wręcz porażona jego spokojnym, niemalże pogodnym tonem głosu. – To będzie miało swoje konsekwencje i to najpewniej dla nas oboje, ale jestem na to gotów – oznajmił, a ona zapragnęła roześmiać się w co najmniej histeryczny sposób.
– Ale ja nie jestem! – obruszyła się. – Mam skrzydła. Nazywasz mnie jakimś cholernym aniołem albo światłem, a ja nie mam pojęcia, co to oznacza i… Uważasz, że to w porządku? – zapytała z niedowierzaniem, nie kryjąc narastającej z każdą kolejną sekundą frustracji.
Cały spokój, który odczuwała do tej pory, zniknął równie nagle, co wcześniej się pojawił. Mocno zacisnęła dłonie w pięści, próbując zapanować nad drżeniem i własnym ciałem, chociaż miała wrażenie, że to prowadzi donikąd. Co więcej, całą sobą czuła, że choćby przez resztę wieczności taksowała demona wzrokiem, nie zmusiłaby go, żeby zaczął żałować tego, co się wydarzyło. Nie miała pewności, dlaczego to takie ważne i co oznacza, ale…
– Mam na myśli dokładnie to, co mam na myśli – stwierdził ze spokojem Rafael. – Jesteś aniołem. Czego w tym nie zrozumiałaś?
– Wszystkiego – niemalże wycedziła przez zaciśnięte zęby.
Och, mogła przewidzieć, że w rzeczywistości sytuacja jest wręcz dziecinnie prosta! Była aniołem, światłem, chorea wie, kim jeszcze – przecież słyszała to na każdym kroku, prawda? Teraz wystarczyło zapamiętać i przywyknąć do tych określeń, bo przecież pozostawały takie oczywiste, a reszta problemów w magiczny sposób rozwiązałaby się sama. W końcu… czemu nie, prawda? Przecież to pozostawało najoczywistszą rzeczą na świecie, ona zaś nie miała powodów do niepokoju.
Nie była pewna, jak długo tym razem trwali w ciszy. Wciąż trzymała się na dystans, chcąc łatwiej obserwować Rafaela i pokazać mu, że tym razem nie pozwoli zaserwować sobie mało zadowalających, nic nieznaczących wyjaśnień, ale podświadomie czuła, że to prowadziło donikąd – zresztą jak zawsze, bo prędzej czy później demon i tak stawiał na swoim. Co więcej, nie pierwszy raz miała wrażenie, że faktycznie powinna pewne rzeczy rozumieć, może nawet lepiej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. To było niczym jakaś zapomniana, ukryta w jej wnętrzu cząstka; wspomnienie, do którego z jakiegoś powodu nie była w stanie sięgnąć. Och, może gdyby potrafiła tego dokonać, wszystko stałoby się prostsze, ale…
– Wracając do naszej rozmowy… Oddałem ci cząstkę siebie, a ty do mnie wróciłaś – odezwał się cicho Rafa, starannie dobierając słowa. Miała wrażenie, że starannie analizował każdą kolejną wypowiedź, gest czy choćby sposób zaczerpnięcia oddechu, chociaż nie sądziła, że to w ogóle możliwe. – To wszystko, czego mógłbym pragnąć, chociaż sam nie wierzę, że to mówię… Wiesz dobrze, że nie jestem przyzwyczajony do takich emocji – dodał, po czym z uwaga zmierzył Elenę wzrokiem. – Ale zrobiłem to, więc – na wrota piekielne – przynajmniej spróbuj docenić to, że ryzykuję swoją nieśmiertelność. Już zaryzykowałem.
– O czym ty, do cholery, mówisz?! – zniecierpliwiła się, ostatecznie tracąc cierpliwość. – Zaryzykowałeś nieśmiertelność? To brzmi tak, jakbyś…
– Mógł umrzeć? – podsunął usłużnie. – Mniej więcej. To wciąż nie jest proste, ale… Cóż, wampiry również można zabić. Każdego z nas.
Otworzyła i zaraz zamknęła usta, coraz bardziej zdezorientowana. Dla pewności odsunęła się o kolejny krok, unosząc dłonie do skroni i energicznie je pocierając, kiedy doszła do wniosku, że bardzo niewiele brakuje, żeby doświadczyła wyjątkowo uciążliwego bólu głowy. Nie była w stanie jednoznacznie stwierdzić, jak się czuła, ale to nie miało na dłuższą metę znaczenia, tym bardziej, że i tak nie mogła się skupić.
– Chwila… Po kolei, bo przecież to nie ma sensu – wyrzuciła z siebie na wydechu, coraz bardziej podenerwowana. – Mówisz o śmierci, ale… Rafa, do diabła, uratowałam cię, pamiętasz? Nie tak dawno temu wyjęłam ci kawał szyby z pleców. Nie powiesz mi, że tak bardzo byś się tym przejmował, gdybyś nie mógł umrzeć.
– W tym świecie – poprawił z porażającym wręcz spokojem. Uniosła brwi, coraz bardziej zdezorientowana. – Część z nas nawet nie ma ciał, a jednak istniejemy… Nie jesteśmy w stanie umrzeć, o ile nasz ojciec sobie tego nie zażyczy – wyjaśnił, starannie dobierając słowa. – Gdyby to ciało mnie zawiodło, mógłbym istnieć… Tutaj, póki nie znalazłbym sposobu na powrót. Albo w moim świecie, chociaż ojciec nie ucieszyłby się na mój widok, skoro miałem cię pilnować. Ale teraz…
Być może mówił coś jeszcze, ale właściwie go nie słuchała. Odsunęła się w pośpiechu, dla pewności odwracając do demona plecami, żeby nie był w stanie dostrzec jej twarzy. Dłoń przycisnęła do ust, chociaż wcale nie była aż tak roztrzęsiona, jak mogłaby się tego spodziewać. Jeśli miała być ze sobą szczera, w jakimś stopniu się tego spodziewała, przeczuwając dokąd to wszystko zmierza. Naprawdę wiedziała, a jednak…
Nie tyle zobaczyła, co wyczuła ruch za plecami, kiedy demon znalazł się przy niej. W pierwszym odruchu chciała się odsunąć, ale nie zrobiła tego, pozwalając, żeby jak gdyby nigdy nic otoczył ją od tyłu ramionami. Przestań, pomyślała, ale nawet wtedy nie zaprotestowała, w zamian lekko odchylając głowę, kiedy ciepłe wargi musnęły jej odsłonięte gardło. Serce dziewczyny zabiło szybciej, przez krótką chwilę waląc tak mocno, jakby chciało wyrwać się na zewnątrz i gdzieś uciec, chociaż przecież dobrze wiedziała, że takie rozwiązanie jest czymś niemożliwym.
– Ty po prostu… – Wypuściła powietrze ze świstem. – Jesteś niemożliwy! Poza tym… To Amelie cię do tego namówiła? Wiem, że pomagała ci, kiedy ja…
– Skądże znowu. Amelie nie miała nic wspólnego z naszym ślubem – oznajmił, a ona jęknęła.
– Więc to przez to? – zapytała z niedowierzaniem. Musnęła palcami obrączkę, przez krótką chwilę mając wrażenie, że pierścionek dosłownie pulsuje ciepłem, paląc jej skórę. – Już wtedy wiedziałeś, że zrobimy coś takiego? Cudownie! Jak zwykle dowiaduję się o wszystkim ostatnia – prychnęła, ale również tym razem jej wybuch nie zrobił na demonie najmniejszego nawet wrażenia.
– Bądźmy szczerzy… Czy to takie złe? Przecież pewne rzeczy i tak miałyby miejsce. Wszystkie wieszczki o tym mówiły, więc… – Urwał, po czym raz jeszcze musnął wargami jej szyję. Skrzywiła się, coraz bardziej mając ochotę odsunąć, byleby tylko przestał ją rozpraszać. – Żałujesz czegoś, Eleno?
Aż zagotowało się w niej odpowiedzi za to pytanie, tym bardziej, że to wydawało się niczym cios poniżej pasa. Czy żałowała? Pytał, jakby nie wiedział, jaka była odpowiedź! Problem polegał na tym, że jak gdyby nigdy nic próbował ten stan rzeczy wykorzystać, a to zdecydowanie nie miało przypaść dziewczynie do gustu.
– Możesz przestać? – skrzywiła się, ale w odpowiedzi doczekała się tylko melodyjnego śmiechu.
– Dlaczego? Przecież oboje wiemy, że tak naprawdę niczego nie żałujesz… Zresztą tak jak i ja – dodał z przekonaniem, które tak bardzo ją drażniło. Najgorsze w tym wszystko wydało się dziewczynie to, że najpewniej miał rację. – Chyba, że się mylę… Chciałabyś cokolwiek zmienić? – zasugerował, a ona jęknęła.
– Zależy co – stwierdziła z rezerwą. – Gdybym wiedziała, co myślisz, byłoby miło. Zwłaszcza, kiedy jesteśmy w sypialni, bo wtedy…
– Ach, ty wciąż o tym, lilan – westchnął i – była gotowa przysiąc – w tamtej chwili najpewniej wywrócił oczami.
– Dziwisz mi się? – żachnęła się. Z dwojga złego wolała skupiać się na tym, niż nad jego wcześniejszego słowami. – Jestem kobietą. Mamy to do siebie, że lubimy mieć pewność, czy podobamy się facetom… A już zwłaszcza takim, których mamy za męża – dodała, nie mogąc się powstrzymać.
– Wątpisz w to, czy jesteś dla mnie atrakcyjna? – zapytał z powątpiewaniem. – Znowu wracamy do pożądania… Co takiego jest w tym temacie, że tak lubisz go męczyć?
– A jestem atrakcyjna?
Usłyszała pełne frustracji sapniecie, które jasno dało jej do zrozumienia, że jednak zdołała wytrącić Rafaela z równowagi. Kiedy obejrzała się przez ramię, przekonała się, że spoglądał na nią w co najmniej poirytowany sposób, ale nie zamierzała tak po prostu się wycofać. Skoro uparł się na poważne rozmowy, ona równie dobrze mogła poruszyć kwestię, która z jej perspektywy pozostawała równie istotna.
– Och, na litość bogini… Jestem w stanie na ciebie patrzeć i to sprawia mi przyjemność. Tak samo podoba mi się to, że mogę cię dotykać – podjął, a jego dłonie po raz kolejny przesunęły się po jej plecach – i całować. To nie jest wystarczająca jasna odpowiedź? – rzucił z powątpiewaniem, a ona zapragnęła się roześmiać.
To mogłoby być całkiem urocze, gdyby akurat miała do tego cierpliwość. Ta jego niewinność w niektórych kwestiach ją rozbrajała, ale z drugiej strony…
– To żadna odpowiedź – obruszyła się, potrząsając z niedowierzaniem głową. – Kocham cię, Rafa, ale w tym momencie uważam za idiotę… Jesteśmy małżeństwem, ale wciąż nie wyjaśniłeś mi najważniejszego – stwierdziła, po czym wyrzuciła z siebie to, co przez cały ten czas dręczyło ją najbardziej: – Dlaczego, do diabła, nie chcesz się ze mną kochać?

1 komentarz:

  1. Pierwsza setka za nami, co niezmiennie mnie cieszy. Za każdym razem mi dziwnie, kiedy docieram do takiego etapu. Za każdym razem też wszystkie te rozdziały pisze mi się z niezwykłą przyjemnością, którą – mam nadzieję – chociaż po części odczuwacie przy czytaniu ^^
    Dziękuję wszystkim, którzy są, bo to dla mnie bardzo ważne. Mam też nadzieję, że zbytnio nie namieszałam, chociaż chwilami mam takie wrażenie… Ale zaręczam, że wszystkie wątki znajdą swoje rozwiązanie i złączą się w – mam nadzieję – logiczną całość.
    Na koniec dodam, że pokusiłam się o coś nowego, dlatego serdecznie zapraszam na Blank Dream.
    Pozdrawiam!
    Nessa.

    OdpowiedzUsuń









After We Fall
stories by Nessa