31.01.2017

Osiemdziesiąt pięć

Elena
To było niczym sen, przynajmniej z jej perspektywy. W zasadzie sama nie była pewna, jakim cudem w ogóle była w stanie skoncentrować się na czymś tak przyziemnym, jak bal maturalny. Jeszcze jakiś czas temu, sama możliwość wzięcia udziału w podobnym wydarzeniu, znalazłaby się w centrum zainteresowania Eleny, na długo przed nadejściem właściwego dnia. Była w stanie sobie wyobrazić, jak rozmawia na ten temat z Elizabeth, większość czasu poświęcając przede wszystkim kwestii doboru sukienki czy makijażu – wszystkiego, co miałoby okazać się niezbędne, by z odpowiedniej chwili przyćmiła wszystkich innych.
Teraz wszystko było inne, chociaż sama nie była pewna, co takiego miało wpływ na to, że czuła się w tak odmienny sposób. Może chodziło o sam fakt śmierci, a może o Rafaela, który już na początku znajomości dał jej do zrozumienia, że uważa ją za irytującą, zapatrzoną w siebie dziewczynę, dla której najważniejsza była uroda. Cóż, nie mogła zaprzeczyć, że tak było, ale teraz… Miała wrażenie, że wszystko się zmieniło. Chciała traktować możliwość powrotu do szkoły, jako sposób na przywrócenie przynajmniej względne równowagi, ale to wydawało się niemożliwe. To wszystko wydawało się wręcz porażająco przyziemne – element życia, które kiedyś było dla niej wszystkim, a teraz wydawało się czymś tak odległym, jakby przytrafiło się komuś innemu.
Właściwie sama nie była pewna, co takiego podkusiło ją, żeby jednak udawać, że wszystko jest w porządku. To było niczym impuls, a może po prostu egoistyczna zachcianka, która wydawała się jak najbardziej w jej stylu. Z drugiej strony, może chciała w ten sposób udowodnić samej sobie, że wróciła, a to, że śmierć na swój sposób ją zmieniła, tak naprawdę nie miało znaczenia. Wciąż była Eleną, tak? Nadal tutaj przynależała, poza tym jakoś nie miała wątpliwości, że w razie potrzeby byłaby zdolna do tego, żeby czarować wszystkich wokół. Chyba nawet trochę za tym tęskniła – za pożądliwymi spojrzeniami i poczuciem kontroli nad sytuacją, którymi mogła się cieszyć, kiedy tylko znajdowała się w towarzystwie płci przeciwnej. Rafael wymagał od niej czegoś innego, zresztą nie wyobrażała sobie zainteresowania jakimkolwiek innym mężczyzna, ale czy to znaczyło, że nie mogła się zabawić?
Hm, kiedyś to naprawdę było dla niej zabawą. Teraz jawiło się raczej jako manipulacja, choć i tego nie była w stanie w jakiś szczególny sposób potępić. Może i nie była święta, ale istniały rzeczy o wiele gorsze, aniżeli płytka nastolatka, trwająca w przekonaniu, że jak najbardziej zasłużyła na wszystko to, co najlepsze.
Rafael oczywiście spojrzał na nią jak na kogoś, kto przybył z innej planety, kiedy jakby od niechcenia zapytała go, czy przypadkiem nie zamierzał jej towarzyszyć. Nie była zaskoczona taką reakcją, zresztą zdecydowanie nie widziała go w towarzystwie dzieciaków, które uczęszczały do liceum – i to niezależnie od tego, czy aktualnie je kończyły, czy też nie. Podejrzewała, że czułaby się niemniej dziwne, co i na imprezie u Jessiki, gdzie zobaczyła Rafaela w towarzystwie Miriam, kiedy oboje za nią podążali. Wydawali się tak bardzo oderwani od rzeczywistości i niepasujący do zwykłej, skupiającej ludzi uroczystości, że chwilami wręcz zastanawiała się, jakim cudem nikt z obecnych nie zauważył, że coś jest nie tak. Niezależnie od wszystkiego, musiała liczyć się z tym, że pójdzie sama, ale nie czuła się z tego powodu jakoś szczególnie przygnębiona. Kiedyś brak partnera jawiłby się jako tragedia, ale tym razem nie miała nawet pewności, czy w ogóle chciała spędzić wieczór w towarzystwie ludzi.
W ostatnim czasie sama nie wiedziała, czego tak naprawdę chciała.
Było coś kojącego w możliwości spędzenia kilku godzin z Liz, dokładnie tak, jak niezliczone wieczory wcześniej, kiedy wszystko wydawało się być na swoim miejscu. To było znajome, przynajmniej do pewnego stopnia, bo Elenie bardzo łatwo przyszło doszukanie się w zachowaniu Elizabeth czegoś co najmniej niepokojącego – a więc smutku, który ta jak najbardziej miała prawo odczuwać. Doświadczyła tego już w dzień ślubu, kiedy przyjaciółka pomagała jej się przygotować, pomimo licznych kłamstw i wszystkiego, co zaszło, po prostu trwając obok. Teraz też była, ale choć sytuacja wydawała się o wiele normalniejsza, niż przy pośpiesznie przygotowanej ceremonii, wszystko paradoksalnie wydawało się bardziej skomplikowane.
– Coś jest nie tak? – zapytała w pewnym momencie Elena, nie mogąc się powstrzymać. W milczeniu wpatrywała się w Liz, próbując przewidzieć, co takiego tej musiało chodzić po głowie.
– Nie wiem. – Odpowiedź przyjaciółki ją zaskoczyła, choć zarazem była dość prawdopodobna. Czasami trudno było stwierdzić, czy cokolwiek, co działo się dookoła, miało chociaż odrobinę sensu. – Ale za to mogę powiedzieć ci jedno: kiedyś naprawdę cię zabiję.
Te słowa ją zaskoczyły, przynajmniej w pierwszym odruchu, bo wkrótce po tym – sama niepewna kiedy i jak – po prostu wylądowały w swoich objęciach. Nie rozmawiała z Liz o tym, co miało miejsce w Volterze, sądząc, że to w gruncie rzeczy zbędne – przynajmniej teoretycznie, bo była w stanie wyobrazić sobie, co takiego mogła przechodzić dziewczyna, którą traktowała jak siostrę. Nie chciała już nawet zastanawiać się, jak musiało to wyglądać na krótko po tym, jak Elizabeth straciła właściwie wszystkich tych, których kochała, zmuszona nie tylko mierzyć się ze świadomością istnienia wampirów, ale przede wszystkim uciekać przed własnym, podobno zmarłym bratem.
Więcej właściwie nie rozmawiały, chcąc nie chcąc decydując się dołączyć do Aldero i Camerona. Elena mimowolnie spięła się na widok kuzyna, nie pierwszy raz zastanawiając się nad tym, jak powinna rozumieć ich relacje. Próbowała o tym nie myśleć, w duchu ciesząc się, że przynajmniej nie mieli przesiadywać sami w samochodzie, bo prędzej oszalałaby, niż niosła pełną napięcia ciszę, której w ostatnim czasie doświadczała w towarzystwie Al’a. To też spieprzyła i doskonale zdawała sobie z tego sprawę, bardziej niż wcześniej świadoma, że w pięknym stylu raniła wszystkich wokół. Nie miała pewności, co takiego zadecydowało o tym, że zaczęła zwracać na to uwagę akurat teraz, ale…
Odrzuciła niechciane myśli, w pełni chcąc skupić się na nadchodzącym wieczorze. Wiedziała, że Rafael nie był zachwycony tym, że gdziekolwiek się wybierała, nie wspominając o spojrzeniu, którym odprowadził ją, kiedy pojawiła się w rzucającej się w oczy, intensywnie czerwonej sukience, ale przynajmniej nie próbował jej powstrzymywać. Przed wyjściem spojrzała jeszcze na niego znacząco, uśmiechając się w zaczepny sposób, chociaż już dawno zwątpiła w to, czy własny mąż poświęci jej należytą uwagę. Chwilami miała ochotę mu przyłożyć, by jakkolwiek zmusić go do należytego zainteresowania, ale podejrzewała, że nawet gdyby przyszła do niego całkiem naga, prędzej usłyszałaby, że powinna się ubrać, bo zmarznie, niż… cokolwiek innego.
Ten facet był niesamowity.
I chociaż nade wszystko go kochała, chwilami doprowadzał ją tym do szału.
Była zaskoczona, kiedy Aldero lakonicznie stwierdził, że muszą jeszcze podjechać po Claire i Marissę. Nie sądziła, że po ostatniej imprezie, jej kuzynka w ogóle zdecyduje się gdziekolwiek ruszyć, ale najwyraźniej Issie miała większy dar przekonywania, niż raczyła przyznać. Nie zmieniało to jednak faktu, że po raz kolejny wybierali się gdzieś większą grupą, co teoretycznie powinno zapewnić wszystkim wokół bezpieczeństwo, ale w Elenie z jakiegoś powodu wzbudzało niepokój. Teoretycznie nic złego nie powinno się stać, podczas szkolnego balu, ale z drugiej strony… to samo była skłonna powiedzieć na temat imprezy u Jessiki, a ta ostatecznie i tak skończyła się, jak skończyła.
Inną kwestią pozostawała obecność Volturi, ale nad tym nie chciała rozwodzić się wcale. Sama wzmianka o rodzinie królewskiej wzbudzała w niej wątpliwości, choć to nie te wampiry miały związek z tym, co ją spotkało. Wszystko tak czy inaczej sprowadzało się do Isobel, chociaż Elenie trudno było stwierdzić, czy po współpracy z Włochami, mogli uwierzyć, że ich pojawienie się w Seattle, było przypadkowe. Coś wyraźnie wisiało w powietrzu i czuła to całą sobą, choć w żaden sposób nie potrafiła określić, w czym rzecz. To było nawet gorsze od biernego wyczekiwania własnej śmierci, podczas gdy miała tylko świadomość tego, że w każdej chwili mogło spotkać ją coś niedobrego – prędzej albo później. Wątpliwości nie ustępowały nawet na moment, czyniąc wszystko jeszcze bardziej nienaturalnym i dziwnym, niż do tej pory, co zwolna zaczynało doprowadzać ją do szaleństwa – i to pomimo raz po raz powtarzanego sobie zapewnienia, że tym razem nie wydarzy się nic niedobrego.
Zdołała nieznacznie się rozluźnić, kiedy znaleźli się na terenie szkoły. Z powątpiewaniem spojrzała na znajomy budynek, w którym mieściło się liceum – miejsce, którego próg przekraczała tak wiele razy, a jednak w tamtej chwili jawiło jej się jako absolutnie obce. Nerwowo wygładziła sukienkę, z uwagą wpatrując się w ozdobione balonikami wejście, jednoznacznie sugerujące uczniom, gdzie powinni się udać. Spoglądając na parking, była w stanie dostrzec dziesiątki samochodów, chociaż w normalne dni o tak późnej porze trudno było uświadczyć obecności kogokolwiek, łącznie z personelem. To było do przewidzenia, tym bardziej, że bal zawsze jawił się jako wydarzenie, którego wszyscy wyczekiwali – coś ważnego, będącego niczym swoiste pożegnanie, chociaż do zakończenia roku wciąż pozostało kilka miesięcy.
Jeszcze jakiś czas temu pomyślałaby, że ten wieczór będzie w stanie cokolwiek zmienić. Teraz już wiedziała, że wcale nie trzeba było uroczystej otoczki, by coś takiego miało miejsce.
I jeśli miała być ze sobą szczera, chwilami tęskniła za przeszłością.
– Wszystko w porządku? – usłyszała i to wystarczyło, żeby wyrwać Elenę z zamyślenia.
Zamrugała nieco nieprzytomnie, z opóźnieniem uprzytomniając sobie, że wciąż tkwi w samochodzie, bezmyślnie wpatrując w okno. Kolejnego szoku doznała, kiedy przekonała się, że została z Aldero sama – i że chłopak wyraźnie czekał na to, żeby w końcu ruszyła się z miejsca. Natychmiast napięła mięśnie, po czym uporała się z drzwiczkami, chcąc jak najszybciej wydostać się na zewnątrz i nie stawiać ich w kolejnej niekomfortowej sytuacji. Problem polegał na tym, że mogło być już za późno, choć zarazem wcale nie miała poczucia, że kuzyn spogląda na nią w jakiś szczególnie niechętny sposób. Wręcz przeciwnie – wydawał się spokojny, chociaż to równie dobrze mogło być wyłącznie jej wrażeniem.
– Jasne – powiedziała z opóźnieniem, bez choćby cienia przekonania co do prawdziwości własnych słów. Wypuściła powietrze ze świstem, nie pierwszy raz mając wrażenie, że robi z siebie idiotkę. – Zamyśliłam się. Ja po prostu…
– Elena? – przerwał jej niemalże łagodnym tonem.
Posłusznie zamilkła, w zamian już tylko się w niego wpatrując. Próbowała stwierdzić, co takiego sobie myślał, ale to okazało się co najmniej skomplikowane.
– Co? – zapytała w końcu, nie będąc w stanie tkwić w ciszy dłużej, aniżeli było to konieczne. Sama nie była pewna, kiedy właściwie odczuli się tego, by przy sobie milczeć.
– Po prostu wyluzuj, co? – zaproponował Aldero, po raz kolejny ją zaskakując. – Nie zachowuj się przy mnie tak, jakbyś sądziła, że mam cię za wroga… To niekoniecznie przyjemne, jeśli wiesz, co takiego mam na myśli – dodał i wysilił się na uśmiech, ale wyszło mu to dość marnie.
Otworzyła i zaraz zamknęła usta, sama niepewna tego, co powinna sądzić o jego słowach. Inną kwestią pozostawało to, jak faktycznie się czuła w towarzystwie Aldero. Wciąż nie była pewna, co powinna mu powiedzieć, nie wspominając o tym, że dotychczas nie zwracała uwagi na to, jak zachowywała się względem niego. Miała wrażenie, że przez cały ten czas po prostu się unikali, bo tak było dla wszystkich wygodniej, ale z drugiej strony… Cóż, może o wiele bardziej trafnym stwierdzeniem byłoby, że to ona podświadomie przed nim uciekała, nie chcąc prowokować rozmowy, która mogłaby skończyć dosłownie w każdy z możliwych sposób.
Zawahała się, dla zyskania na czasie raz jeszcze spoglądając na opustoszały parking. Zauważyła, że reszta towarzystwa zdążyła się oddalić, nie zauważając, a może po prostu nie chcąc, że tymczasowo ich z nimi nie było. Elena przygryzła dolną wargę, mimowolnie zaczynając zastanawiać się nad tym, czy to był specjalnie przemyślany wybieg, który miał zmusić ją i Aldero do rozmowy, ale nawet jeśli tak było, nie miała do nikogo pretensji. Wręcz przeciwnie – na swój sposób chyba tego chciała, z kolei jeśli miała być ze sobą szczera…
– Elena? – Aldero nie dawał za wygraną. Aż wzdrygnęła się, kiedy nagle zmaterializował się tuż naprzeciwko niej. – Jeśli nie chcesz rozmawiać albo on ci tego zabrania, zrozumiem, ale…
– O czym ty mówisz? – przerwała mu, nie mogąc się powstrzymać.
Wampir tylko wzruszył ramionami, po czym uśmiechnął się w pozbawiony wesołości sposób.
– Nie wiem. Może próbuję zwrócić na siebie uwagę – stwierdził z rozbrajającą wręcz szczerością. – Chcę tylko pogadać, tym bardziej, że w ostatnim czasie… No i teraz jesteśmy sami – dodał, bo już otworzyła usta, chcąc przypomnieć mu, że niejako mieszkali w jednym domu.
– Jeśli specjalnie czekałeś na to, żeby nigdzie w pobliżu nie był Rafaela… – Zamilkła, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że stwierdzenie samo w sobie zabrzmiało co najmniej źle. Nie chciała prowokować kłótni, a tak bez wątpienia byłoby, gdyby znów poruszyła temat jego relacji z demonem, o ile ta w ogóle istniała. Miała wrażenie, że ta dwójka pozabijałaby się przy pierwszej możliwej okazji, jeśli tylko dać im po temu możliwość. – Nieważne. W porządku, możemy rozmawiać – powiedziała, ostrożnie dobierając słowa. Problem polegał na tym, że zdecydowanie nie była własnych słów pewna.
– Aha… Dobra, to świetnie – mruknął nieco nerwowo Aldero, a potem najzwyczajniej w świecie zamilkł, sprawiając, że poczuła się jeszcze bardziej nieswojo.
Cudownie, właśnie o tym marzyła! Chciała akurat tego wieczora siedzieć w samochodzie kuzyna, spoglądając na niego z równą intensywnością, co i on na nią, i zastanawiając się nad tym, czy w ogóle potrafili jeszcze rozmawiać. Miała wrażenie, że to jego skrzywdziła w najbardziej dotkliwy sposób, nie tylko swoją śmiercią, ale już wcześniej – i że robiła to nadal, zwłaszcza teraz, kiedy mógł widywać ją i Rafaela właściwie na co dzień. W głowie nie po raz pierwszy rozbrzmiewały jego słowa – ten aż nazbyt dobrze pamiętany przez nią moment, w którym wprost powiedział jej to, co czuł. Pamiętała również każdą rozmowę z Miriam i Rafą, który widzieli w tym idealną okazję na rozwiązanie ewentualnego „problemu” z krwią, chociaż o tym Elena nawet nie chciała myśleć, niezmiennie przekonując samą siebie, że wykorzystywanie Al'a w jakikolwiek sposób, byłoby najgorszym, na co mogłaby sobie pozwolić.
Cholera, to nie miało być tak. Nigdy nie pragnęła znaleźć się w takiej sytuacji, mimo usilnych starań nie będąc w stanie znaleźć satysfakcjonującego wszystkich wyjścia. Zastanawiała się, czy gdy nie pojawienie się Rafaela, relacje między nią a Aldero miałyby szansę zmienić się, kiedy poznałaby prawdę, ale to wydawało się mało istotne. Dlaczego miałoby, skoro gdybaniem i tak nie była w stanie zmienić niczego? Co więcej, nigdy nie patrzyła na niego inaczej, niż na członka rodziny – kuzyna, który w równym stopniu ją irytował, co i sprawiał, że czuła się naprawdę dobrze, częściej niż przy kimkolwiek innym bywając sobą. Był trochę jak brat, a przynajmniej tak sądziła, nie wspominając już o tym, że gdyby była dobrą siostrą, zdecydowanie nie sprawiłaby mu aż tyle bólu – i to nie tylko jemu.
– Tęsknię za tobą…
Początkowo nie była nawet świadoma tego, że wypowiedziała tych kilka słów na głos. Dopiero po chwili pojawiło się zrozumienie, a Elena mimowolnie napięła mięśnie, nagle zaniepokojona. Chciała dodać coś jeszcze – przeprosić, wycofać się albo zrobić cokolwiek – ale zanim zdążyła choćby zastanowić się nad znaczeniem własnych słów i pragnień, ciepłe palce delikatnie owinęły się wokół jej własnych. Zesztywniała, mimo obaw nie mając poczucia, by w tym geście było cokolwiek, co mogłaby uznać za niewłaściwe. Wręcz przeciwnie, choć to równie dobrze mogło być wyłącznie jej wrażeniem, tym bardziej, że tak bardzo chciała w jakiś cudowny sposób to poukładać, niezależnie od tego, czy miało okazać się możliwe.
– Więc w czym problem? – zapytał ze spokojem Aldero, starannie dobierając słowa. – Tęsknisz, a jednak przede mną uciekasz, bo…?
– Serio pytasz? – przerwała mu, potrząsając z niedowierzaniem głową.
Co takiego miała mu powiedzieć? Pamiętała przecież, jak spoglądał na nią, kiedy rozmawiała z rodzicami dzień po ślubie, w żywe oczy kłamiąc na temat tego, gdzie była. To wydawało się aż nazbyt oczywiste, że miał do niej żal, z kolei teraz…
Nerwowo przygryzła dolną wargę. Gdyby przynajmniej wiedziała, czego tak naprawdę chciała, wszystko stałoby się prostsze.
– Zresztą to już i tak nie ma znaczenia – odezwała się po chwili wahania, z uporem unikając spoglądania mu w oczy. – Jest… Ze mną w porządku, tak? Nie ma żadnego powodu, dla którego powinieneś się o mnie martwić, tym bardziej, że wróciłam i…
– Właśnie. Wróciłaś – przerwał zniecierpliwionym tonem, tym samym skutecznie wytrącając dziewczynę z równowagi. – Zaraz po tym, jak umarłaś na oczach wszystkich i… Szlag, Elena, myślisz, że co ja wtedy poczułem? Te nasze kłótnie naprawdę przestały mieć jakiekolwiek znaczenie – oznajmił z powaga i coś w jego tonie sprawiło, że z miejsca zrozumiała, że mówił jak najbardziej poważnie.
Spojrzała na niego w oszołomieniu, nie pierwszy raz zastanawiając się nad tym, co i dlaczego powinna zrobić albo powiedzieć. Z uporem nie chciała zastanawiać się nad tym, jak bardzo skrzywdziła wszystkich wokół, poniekąd woląc udawać, że wypłakała wystarczająco wiele, by móc pozwolić sobie na zapomnienie. Pragnęła udawać, że skoro znów tutaj była, wszystko tak czy inaczej wróciło do normy, ale to wcale nie musiało być takie proste. Wręcz przeciwnie – im dłużej się nad tym zastanawiała, tym pełniejsza wątpliwości była.
– Przepraszam.
Tylko to przyszło jej do głowy – jedno słowo, które wydawało się równie nieznaczące, co i to, że mogłoby być jej przykro z powodu tego, że tak po prostu pozwoliła się zabić. Uciekła wzrokiem gdzieś w bok, po raz kolejny zresztą, chociaż czuła, że to nie jest uczciwe. Usłyszała, że Aldero wzdycha przeciągle, w następnej sekundzie – nie czekając na jakąkolwiek jej reakcję, a już zwłaszcza protesty – ujmując twarz pół-wampirzycy w obie dłonie. Zesztywniała, po czym spróbowała się odsunąć, kiedy zachęcił ją do tego, żeby na niego spojrzała, dosłownie porażając przenikliwością spojrzenia lśniących, ciemnych oczu.
– Daj spokój. Już dałaś mi do zrozumienia, że mam cię nie całować – rzucił zaczepnym tonem Aldero. Prychnęła, po części zaskoczona tym, że z taką łatwością zorientował się, czego mogłaby się po nim spodziewać. – Przecież tylko rozmawiamy… A ja też za tobą tęsknię, Eleno. To chyba oczywiste, zwłaszcza po tym, co się wydarzyło – dodał, a ona cicho jęknęła, nie kryjąc niepokoju.
– Aldero…
Potrząsnął głową.
– Nie mam na myśli nic złego… Po prostu ciebie – oznajmił z przekonaniem, nie odrywając od niej wzroku. – Rany, Elena, nie rób nam tego na każdym kroku, co? Jesteśmy tutaj i byłoby dobrze, gdybyś się uśmiechnęła – stwierdził, kolejny raz wytrącając ją z równowagi.
– Że co proszę? – zniecierpliwiła się. Miała coraz większy problem z tym, żeby nadążyć za nim i tokiem jego rozumowania. – Aldero, proszę. Ja naprawdę nie mam siły na podchody, więc…
– To trochę kiepsko, skoro jak zwykle będziesz błyszczeć. To cała ty, prawda? Kto jak kto, ale jakoś nie mam wątpliwości co do tego, że ten wieczór będzie twój… Zresztą tak jak i zawsze – stwierdził, po czym uśmiechnął się w nieco roztargniony sposób. Obserwowała go w milczeniu, kiedy jak gdyby nigdy nic podniósł się, w następnej sekundzie zachęcająco wyciągając ku niej rękę. – Możesz albo dalej się zadręczać, albo mi zaufać. Chodź i po prostu się zabawmy.
Spojrzała na niego w oszołomieniu, przez kilka następnych sekund wciąż zastanawiając się nad tym, czego powinna się po nim spodziewać. W głowie miała pustkę, a jakby tego było mało…
A potem po prostu przestała myśleć i chwyciła go za rękę, dochodząc do wniosku, że tak naprawdę jest jej wszystko jedno. Co więcej, chciała mu zaufać – tak jak kiedyś, kiedy nie miała poczucia, że każda podjęta decyzja może okazać się krzywdząca.
I to wydawało się dobre.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz




After We Fall
stories by Nessa