08.07.2016

Dwieście czterdzieści trzy

Elena
Lawrence wyglądał na opanowanego – przynajmniej na pierwszy rzut oka. Elena nie miała pewności, co takiego ten wampir miał w sobie, ale za każdym razem, kiedy go widziała, nie mogła nadziwić się temu, jak niewiele potrzebował, żeby zapanować nad emocjami. Obserwował, uśmiechał się cynicznie i to sprawiało, że sama nie była pewna, jak powinna odbierać jego zachowanie czy prośbę z którą zwrócił się do Miry.
Sama zainteresowana spojrzała na byłego pastora z powątpiewaniem, sprawiając wrażenie kogoś, kto wciąż wahał się nad tym, jak powinien zareagować: wybuchnąć śmiechem, posłuchać czy może od razu zrobić komuś krzywdę. Najmniej istotne było już nawet to, że ta dwójka mogłaby się znać, tym bardziej, że Elena już zdążyła się zorientować, że jej dziadek nie należał do świętych, w niczym nie przypominając opanowanego syna. Ale mimo wszystko Lawrence po raz kolejny wydawał się o nią troszczyć, a w ten sposób zdecydowanie nie zachowywał się ktoś, kogo mogłaby uważać za złego, nawet jeśli nie mogła zaprzeczyć, że przeszłość nieśmiertelnego pozostawiała wiele do życzenia. Wciąż nie znała szczegółów, tym bardziej, że rodzice nie byli chętni mówić o tym z członków rodziny, ona z kolei zbytnio obawiała się tego, że przynajmniej powie za dużo, gdyby spróbowała z nimi o tym porozmawiać.
Och, jakie to właściwie miało znaczenie? Zarówno ona, jak i jej kuzynostwo, zawdzięczali L. dość, by mogło się to okazać kłopotliwe. Co więcej, po ostatniej rozmowie sama doszła do wniosku, że unikanie go i próbowanie udawać, że mogłaby darzyć go nienawiścią czy jakąkolwiek formą niechęci, najzwyczajniej w świecie nie wchodzi w grę. Chciał szansy, a ona zamierzała mu ją dać, chociaż do tej pory… szło jej to dość opornie – i to bynajmniej nie dlatego, że tego nie chciała. Po prostu trudno było zdecydować się na jakiekolwiek spotkanie, skoro cały wolny czas poświęcała Rafaelowi, bezwiednie ignorując wszystkich wokół. Teraz mogła to naprawić, zaczynając od spotkania z Liz, ale zdecydowanie nie wyobrażała sobie tego w taki sposób.
– On tak na poważnie? – zapytała Mira, rzucając Elenie konspiracyjne, niemalże przyjazne spojrzenie, które w jakimś stopniu ją zaskoczyło. Czasami sama nie była pewna czy demonica naprawdę ją tolerowała, czy może robiła to wyłącznie przez wzgląd na Rafaela. – Jakie to urocze! – zadrwiła.
– Mogłabyś przestać? – zniecierpliwiła się.
To nie było zabawne, przynajmniej z jej perspektywy. Co prawda Lawrence nie wzbudzał w niej niepokoju, ale to jeszcze nie znaczyło, że miała ochotę się przed kimkolwiek tłumaczyć. Swoją drogą… Jak bardzo poirytowany byłby Rafael, gdyby coś stało się jego siostrze?
I naprawdę wierzysz w to, że to Miriam byłaby najbardziej poszkodowana?, pomyślała z powątpiewaniem, chociaż to wcale nie musiało być takie oczywiste. Wiedziała, że L. potrafił walczyć i to może nawet niewiele gorzej od skrzydlatej nieśmiertelnej. Inną kwestią pozostawało to, że niekoniecznie była zachwyconą perspektywą tego, że ta dwójka mogłaby rzucić się sobie do gardeł, na dodatek na jej oczach.
– Nie wiem, jak to się dzieje, że zawsze spotykam cię w takie sytuacji… Naprawdę Eleno. – Lawrence wywrócił oczami. – Lubisz wpadać w kłopoty?
– Kto tu jest kłopotem, bo nie bardzo rozumiem? – obruszyła się Mira. – Wiedziałam, że to się dobrze nie skończy. Nie dość, że chronię ci tyłek, do którego bardzo chętnie sama bym ci nakopała, to jeszcze jak zwykle ktoś ma do mnie o to pretensje – jęknęła, wyrzucając obie ręce ku górze w poddańczym geście.
Nie dodała niczego więcej, nagle zaczynając krążyć w prawo i w lewo, najwyraźniej niezdolna do tego, żeby ustać w miejscu. Czarne skrzydła kołysały się łagodnie, wciąż zachwycając i sprawiając, że demonica wyglądała na chętną do tego, żeby przy pierwszej możliwej okazji po prostu wzbić się w powietrze i uciec. Mimowolnie Elena pomyślała o tym, że wcale nie miałaby nic przeciwko, tym bardziej, że ryzykowanie kłótni czy jakiejkolwiek formy konfliktu, było ostatnim, czego tak najbardziej potrzebowała.
Wzdrygnęła się, kiedy Lawrence nagle zmaterializował się u jej boku, jak gdyby nigdy chwytając ją za nadgarstek. Rzuciła mu wymowne spojrzenie, w ostatniej chwili powstrzymując się przed zapytaniem, czy dobrze się czuł. Niech to szlag, czy naprawdę wyglądała jak dziecko, które potrzebowało natychmiastowej pomocy…? Cóż, chyba nawet nie chciała poznać odpowiedzi na to pytanie, tym bardziej, że z perspektywy L. (A w zasadzie z perspektywy każdego, kto myślał logicznie i zdawał sobie sprawę z tego, kim była Miriam.) prowadzenie się z demonami musiało być oznaką nieopisanej wręcz głupoty. Swoją drogą, skoro ta dwójka się znała i wyraźnie nie pałała do siebie sympatią, Elena w naturalny sposób zaczęła podejrzewać, że Lawrence mógł wiedzieć o wiele więcej, aniżeli mogłaby podejrzewać – i to nie tylko na temat demonów, ale może samej Isobel.
Spojrzała na wampira z powątpiewaniem, przez kilka następnych sekund niepewna tego, co powinna zrobić. Czasami sama nie była pewna, jak powinna traktować wampira – nie po raptem dwóch spotkaniach, względem których do tej pory miała mieszane uczucia. Troszczył się? Cóż, to na pewno, chociaż momentami wydawało jej się co najmniej nieprawdopodobne, skoro należał do tych osób, które trudno było obdarzyć choć odrobiną sympatii – nie tak od razu. Och, a myślisz, że po kim masz charakterek?, zadrwiła jej podświadomość, przypominając o tym, czego sama była już od dłuższego czasu świadoma, ale i to nie poprawiło jej nastroju.
Spróbowała zabrać rękę, ale zrezygnowała, kiedy w odpowiedzi na jej starania, wampir spojrzał na nią w co najmniej pobłażliwy sposób – jak na głupiutkie dziecko, którego należało szczególnie pilnować zwłaszcza na ruchliwej ulicy, by przypadkiem w przypływie euforii nie wpakowało się pod nadjeżdżający samochód. Rafa byłby zachwycony!, pomyślała z przekąsem, bo coś w zachowaniu Lawrence'a momentalnie skojarzyło jej się z tym, jak demon kiedyś postawił ją w kącie. Kiedy do tego wszystkiego zauważyła wymowny uśmieszek Miriam, doszła do wniosku, że kobieta musiała myśleć tym samym, najpewniej świetnie się bawiąc. To jeszcze bardziej ją rozdrażniło, bo ostatnim, czego potrzebowała, było wyśmianie przez dwie pozornie wrogie sobie istoty.
O bogini, cierpliwości…
– Ehm… Mira, nie masz nic lepszego do roboty? – wycedziła przez zaciśnięte zęby. – Chyba mamy do pogadania – dodała, a Lawrence prychnął.
– Myślisz?
Puściła jego słowa mimo uszu, w zamian wbijając wzrok w demonicę.
– Nic mnie nie zeżre w ciągu najbliższych kilku minut – dodała, chociaż zdawała sobie sprawę z tego, że nieśmiertelnej tak naprawdę było wszystko jedno. Co więcej, mówiła jej i Rafie o interwencji Lawrence'a na imprezie u Jessiki, więc ta tym bardziej musiała zdawać sobie sprawę z tego, że ochrona przed wampirem jest zbędna.
– Jasne, że nie, ale to… całkiem zabawne. – Mira wywróciła oczami, ale przynajmniej rozłożyła skrzydła. – Jakby co, powiem Rafie, że umarłaś na swoje życzenie.
Dzięki, łaskawco!, pomyślała z niedowierzaniem, mimo wszystko rozluźniając się, kiedy nieśmiertelna zdecydowała się oddalić. Sama nie była pewna, czy jest bardziej zażenowana, poirytowana, czy może i jedno, i drugie. Chociaż na własne życzenie zdecydowała się porozmawiać z Lawrence'm, prawda była taka, że miała ochotę okazać wampirowi iść w cholerę, tym bardziej, że w teorii chyba nie musiała mu się z niczego tłumaczyć. Z drugiej jednak strony… Czy po ostatnim razie nie była mu winna chociaż tyle?
Słodka bogini, jak bardzo złe było to, że Lawrence mógłby zastać ją w towarzystwie demona, na dodatek tego konkretnego? Nie miała pojęcia, co takiego powinna mu powiedzieć, zwłaszcza po imprezie i jego interwencji, która niejako wplątała go w to wszystko. Chyba w teorii powinna była zaniepokoić się tym, że znowu znalazła się w tak niekomfortowej sytuacji, ale to, co czuła, w niczym nie przypominała paniki, której doświadczyła, kiedy to Aldero przyłapał ją na pocałunkach z Rafaelem. To wydało jej się przynajmniej po części zrozumiałe, jeśli wziąć pod uwagę to, że wampir nie był aż tak bliski jej rodzinie, a na pewno nie miał polecieć do jej bliskich ze skargą, ale z drugiej strony…
Nie pojmowała tego, ale czuła się przy Lawrence'ie bezpieczna – tak po prostu, chociaż nawet nie przypuszczała, że to możliwe. Od samego początku coś ją do niego ciągnęło, przez co pomimo złośliwości i tego, że byli na dobrej drodze do tego, żeby zacząć na siebie warczeć, nawet się nie zawahała przed tym, żeby poprosić go o pomoc. Nie pojmowała tego, ale instynkt podpowiadał jej, że to właściwe – dopuszczenie go do siebie bez względu na przeszłość i to, co mogła usłyszeć od członków rodziny. Od zawsze zdarzało jej się postępować w sposób całkowicie odmienny do tego, czego od niej oczekiwano, więc i tym razem nie próbowała słuchać innych, ale samej siebie. Gdyby było inaczej, pewnie uciekłaby, kiedy tylko znalazła Rafaela w tamtym lesie, o ile w ogóle poszłaby za krukiem, a to… mogłoby się skończyć naprawdę różnie.
– No i co się tak patrzysz? – westchnął Lawrence, uprzytomniając jej, że już od dłuższego czasu trwała w bezruchu, bezmyślnie przypatrując się jego twarzy.
Wzdrygnęła się, po czym wzruszyła ramionami, bezskutecznie próbując się zreflektować. Gratuluję. Właśnie po raz kolejny zrobiłaś z siebie idiotkę, pomyślała mimochodem, ledwo powstrzymując się przed poirytowanym prychnięciem.
– Wcale nie wyglądasz tak staro, jak mogłoby się wydawać – wypaliła, a wampir parsknął niekontrolowanym, nieco histerycznym śmiechem.
– Jasna cholera, Elena! – Puścił ją, po czym odsunął się nieznacznie, potrząsając z niedowierzaniem głową. – Boże, dziewczyno…
Nie odpowiedziała, po prostu obserwując go w milczeniu i zastanawiając się nad tym, czy powinna obrazić się za to, że właśnie ją wyśmiał. Nie w ten sposób wyobrażała sobie tę rozmowę, nie wspominając już o tym, że w ogóle kiedykolwiek przyjdzie jej się tłumaczyć właśnie przed Lawrence'm. To nie było normalne, ale z drugiej strony… Co z tego, co działo się wokół niej, w ogóle takie było.
– Co tutaj robisz? – zapytała, siląc się na cierpliwość. Jedyne logiczne pytanie, które przyszło jej do głowy, zabrzmiało dziwnie w sytuacji, w której już i tak miała wrażenie, że robi wszystko na opak. – Śledzisz mnie czy jak?
– Sprawdzam, czy jeszcze żyjesz – odpowiedział z rozbrajającą wręcz szczerością. – Słyszałem o tym i owym. Nie dziwi mnie to, że mogłabyś przestać się odzywać, ale pewne sprawy mogłyby okazać się… dość niepokojące. – Zacisnął usta. – Wiesz, kto to był? – zapytał nagle.
– Że Miriam? – upewniła się.
L. uniósł brwi.
– Więc wiesz – dopowiedział sobie, nawet nie czekając na odpowiedź. – Jasna cholera…
Skrzywiła się, nie tyle słysząc przekleństwo, co powoli zaczynając gubić się we własnych przemyśleniach. Sam Lawrence niczego jej nie ułatwiał, zachowując się tak, jakby dostrzegał o wiele więcej niż mogłaby sobie tego życzyć. Ba! Nagle zaczęła być bliska tego, żeby przysiąc, że wampir wiedział o demonach, o niej i… wszystkim innym.
– O co ci chodzi? – zniecierpliwiła się, mimo obaw decydując się postawić sprawy jasno. – Co takiego słyszałeś, L? Ja nic nie…
– Bajerować to my, ale nie nas – przerwał jej zniecierpliwionym tonem. Drgnęła, kiedy wbił w nią parę lśniących, krwistoczerwonych tęczówek – tych, które tak bardzo ją niepokoiły, skoro z wyglądu do tego stopnia przypominał jej ojca. W milczeniu obserwowała, jak nerwowym gestem przeczesał jasne włosy palcami. – Jak wie się, gdzie i czego szukać, można dowiedzieć się bardzo dużo. Trudno też nie zauważyć, że jakiekolwiek demony mogłyby kręcić się po Seattle.
– Więc wiesz o Rafie i Mirze – nie tyle zapytała, co stwierdziła najbardziej z oczywistych faktów.
Lawrence spojrzał na nią w co najmniej skonsternowany sposób.
– Nie jestem pewien, co takiego powinienem myśleć o tym, że skracasz ich imiona – wymamrotał, chyba wciąż nie dopuszczając do siebie tego, że dopiero co obecna przy nich demonica w istocie nie zamierzała jej skrzywdzić. – W coś ty się wpakowała, co Eleno? – dodał po chwili, a ona zawahała się na moment.
– Skąd pomysł, że mam kłopoty?
Tym razem dostrzegła w jego oczach narastającą z każdą kolejną sekundą irytację. Zanim zdążyła odezwać się choć słowem, wampir niecierpliwie chwycił ją za ramię i szarpnięciem przyciągnął do siebie.
– Przestań zwodzić mnie głupimi pytaniami, dobra? Nie masz przed sobą idioty, jeśli jeszcze tego nie zauważyłaś – oznajmił nieznoszącym sprzeciwu tonem. Jego rubinowe tęczówki pociemniały, uprzytomniając jej, że był naprawdę podenerwowany. – Uważasz, że nie dostrzegłem niczego dziwnego w tym, co działo się podczas tej imprezy? A teraz widzę cię z demonami, choć nikt nie widział ich od dobrych kilku lat. Za dużo tych przypadków z tobą w roli głównej, bym doszedł do wniosku, że masz co najwyżej cholernego pecha, więc nie próbuj mnie okłamywać, jeśli łaska – dodał z naciskiem.
– Ja… – Z wahaniem otworzyła, po czym zamknęła usta. Niech to szlag. – Niby dlaczego miałabym się przed tobą tłumaczyć? – wypaliła w końcu.
Prawie natychmiast pożałowała tego pytania, mimowolnie zaczynając wahać się nad tym, czy drażnienie Lawrence'a było słuszne. Dlaczego? Chociażby z tego powodu, że nie był Aldero, którym mogłaby choć w niewielkim stopniu manipulować i powstrzymać go przed zniszczeniem wszystkiego jedną rozmową z Cullenami. L. może i nie był dobrze widziany w jej domu, ale nie sądziła, żeby to powstrzymało go przed spotkaniem z jej rodzicami, gdyby wyjątkowo chciał jej zaszkodzić. Co więcej, szczerze wątpiła w to, żeby ktokolwiek uznał wampira za kłamcę, gdyby zaczął opowiadać o demonach, tym bardziej, że te już raz zaatakowały dom, z kolei ona… Cóż, znikała tak często, że najbliżsi pewnie już i tak zastanawiali się nad tym, co działo się z nią w tym czasie.
Z tym, że Lawrence nawet słowem nie zająknął się na temat któregokolwiek z tych rozwiązań. W zamian założył ramiona na torsie i spojrzał na nią w tak uważny sposób, że aż poczuła się nieswojo.
– Nie uratowałem cię po raz pierwszy, bo mi się nudziło… Żadnego z was – oznajmił wprost. – Wierz sobie w co tylko zechcesz, ale o rodzinę troszczyłem się zawsze.
– Gorzej ci? – rzuciła z powątpiewaniem. – W apartamentowcu ulatnia się gaz czy…? Hm, czy wampir w ogóle może się zatruć?
– Z tobą nie da się rozmawiać na spokojnie, prawda? – L. wywrócił oczami. – Okej, więc inaczej: powiesz mi sama czy inaczej mam to od ciebie wyciągnąć?
Och, teraz to zabrzmiało bardziej jak on, a przynajmniej tak jej się wydawało. Byli do siebie podobni, co zresztą sam już zauważył, więc podejrzewała, że dla żadnego z nich te ckliwe gadki nie były przyjemne.
– To zależy – powiedziała w końcu, nie kryjąc narastających w niej z każdą kolejną sekundą wątpliwości. – Wpierw powiedz mi, co sam tak naprawdę wiesz. Nie było cię tyle lat, a teraz… Och, poza tym jesteś z Mirą po imieniu.
– Tak jak i ty – zauważył przytomnie. Zaraz po tym westchnął przeciągle i wzruszył ramionami. – Naprawdę tak niewiele powiedzieli ci o mnie i świecie? Boże, mój syn jest albo za dobry, albo po prostu głupi… Albo jedno i drugie – dodał po chwili wahania, a Elena prychnęła z niedowierzaniem. – Wiesz, co działo się w Mieście Nocy lata temu? – zapytał wprost.
W pierwszym odruchu pomyślała o tym, żeby go okłamać i zaprzeczyć – ot tak, by przekonać się w jaki sposób by zareagował. Po tonie Lawrence'a bez trudu poznała, że chyba szlag by go trafił, gdyby okazało się, że nie poznała historii miejsca, w którym spędziła kilka lat. Dopiero po chwili doszła do wniosku, że zarówno to, jak i odwlekanie jakiejkolwiek rozmowy, najzwyczajniej w świecie nie miało sensu, zwłaszcza w takiej sytuacji – nie, skoro wampir z takim uporem utrzymywał, że jest po jej stronie.
– O Isobel ? – powiedziała cicho.
Na jego twarzy odmalowała się dziwna mieszanka ulgi i napięcia.
– Tak – rzucił niemalże łagodnym tonem. – O Isobel, jej kwartecie i… No cóż, demonach – dodał, kiwając wymownie w stronę miejsca, gdzie chwilę wcześniej stała Miriam.
W tamtej chwili z powodzeniem mogła odegrać całą komedię, udając przerażoną, niewtajemniczoną w szczegóły albo zwiedzioną przez złą demonicę, która miała względem niej złe zamiary, ale nie zrobiła tego.
W zamian jeszcze przez kilka sekund wpatrywała się w Lawrence'a, by po chwili wypalić:
– Isobel wydała na mnie wyrok.
Reakcja była natychmiastowa, L. zresztą zdołał ją zaskoczyć, choć w teorii była gotowa dosłownie na wszystko. Aż wzdrygnęła się, kiedy chwycił ją za ramię, potrząsając w taki sposób, że pewnie gdyby jej nie przytrzymał, wylądowałaby na ziemi.
– Co takiego?! – wybuchnął, nagle po prostu podnosząc wzrok. – O czym ty…? – zaczął, ale przerwała mu zdławionym jękiem, który wyrwał się z jej ust.
– Najpierw mnie puść – zażądała, spoglądając mu w oczy.
Sądziła, że nie posłucha albo w nerwach po prostu zignoruje jej słowa, ale nic podobnego nie miało miejsca. Mimo wszystko usłuchał od razu, prostując się niczym struna i odsuwając od niej o krok. Wciąż wydawał się podenerwowany, ale udało mu się nad sobą zapanować, choć miała wrażenie, że również to przychodziło mu z trudem.
– Wybacz mi – zreflektował się i zabrzmiało to szczerze. – Nie rozumiem tylko, co… I jak rozumiem, oczywiście nawet słowem nie zająknęłaś się o tym w domu, prawda? – wypalił, mrużąc podejrzliwie oczy.
– W zasadzie…
Lawrence jęknął, po czym na moment przysłonił oczy dłonią. Wydawał się nad czymś intensywnie myśleć, całym sobą wręcz błagając opatrzność o odrobinę cierpliwości.
– Dlaczego? – zapytał w końcu. – Elena, do cholery… Nie wiem, co królowa ma akurat do ciebie, ale… Szlag, chyba, że to ma być jakaś kara. Jeśli tak, lepiej nie mogła trafić. Z rodziną najlepiej na zdjęciach i tak dalej, ale… – Gwałtownie urwał, uprzytomniając sobie, że spojrzała na niego pytająco, coraz bardziej zdezorientowana. – Nieważne. Nieważne, skoro ty… Jak możesz wiedzieć o tym wszystkim i spokojnie spacerować sobie z Miriam po lesie?!
– Czy mógłbyś w końcu przestać się na mnie wydzierać i dać mi się wypowiedzieć? – zniecierpliwiła się. – Miriam… Ona mnie nie skrzywdzi. Nie może – dodała z naciskiem.
Coś w jej tonie musiało go zaintrygować, bo rzucił jej pełne rezerwy, zaintrygowane spojrzenie, którego nie była w stanie tak po prostu zignorować.
– Czyżby?
Nie, wcale nie ma mnie za idiotkę…
– Nie może – powtórzyła ze spokojem – bo brat jej zabronił. Rafael od kilku tygodni pilnuje, żeby nie stała mi się krzywda.
Wiedziała, że weszła na grząski teren, zaczynając temat, który mógł skończyć się naprawdę różnie, ale starała się o nim nie myśleć. Jakie to zresztą miało znaczenie w sytuacji, w której już i tak zabrnęła tak daleko? Wszystko w niej aż rwało się do tego, żeby powiedzieć L. prawdę i choć nie miała pewności co do tego, czy nie miało to jakiegoś związku z jego zdolnościami, starała się o tym nie myśleć. Jak długo nie próbował zachowywać się jak Aldero, obojętny na jej wyjaśnienia i uczucia, mogła chyba założyć, że wszystko jest w porządku.
Otworzyła usta, chcąc dodać coś jeszcze, ale w ostatniej chwili przypomniała sobie o Liz. Drgnęła, wyjmując komórkę, by spojrzeć na zegarek, po czym potrząsnęła głową.
– Umówiłam się z przyjaciółką. Zabije mnie, jeśli się spóźnię, więc… – zaczęła, Lawrence jednak nie zamierzał tak po prostu dać jej skończyć.
– Jeśli uważasz, że teraz dam się spławić, to chyba jesteś bardziej szalona ode mnie – zadrwił, bez słowa ostrzeżenia chwytając ją za rękę. – Jestem autem, więc cię podrzucę. Pogadamy sobie – zapowiedział, bynajmniej nie wyglądając na chętnego, by słuchać jakichkolwiek sprzeciwów.
Elena wypuściła powietrze ze świstem, po czym chcąc nie chcąc skinęła głową. Cóż, w najgorszym wypadku mogli spowodować małą kraksę na drodze.

10 komentarzy:

  1. Dla mojej Gabi, bo wciąż zachwycam się tym zdjęciem *-* Dzięki, dzięki, dzięęęęęki <333

    Nessa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuuuuuuję<3
      A ty dziękować nie masz za co, naprawdę. Wiedziałam, że to zdjęcie Ci się przyda i jak widać wcale się nie myliłam. ;* Piękny wyszedł Ci ten szablon.😍💘

      Usuń
    2. Ciiiiichaj, mam za co dziękować =P Bo jesteś, bo mogę na Ciebie liczyć, bo… wszystko. A na dedykację każdy pretekst jest dobry :3

      Usuń
  2. Dzień dobry:) Dawno nic tu nie napisałam, a na pewno Ci się należy. A więc tak... Jocelyne. Matko, co się z tą dziewczyną dzieje. Rozumiem jej oszołomienie po tym co zrobiła, była przerażona swoim zachowaniem i to logiczne. Ale Dallas...pozostaje dla mnie zagadką. Po tym jak odkrył o niej całą prawdę,jak go ugryzła, on jeszcze się nią zsopiekował, co dziwniejsze - nadal ufa dziewczynie. Ale za to go lubię. Nie narobił jakiejś afery z tego powodu. Widział w jak ciężkim stanie jest Joce i nie dobijał jej dodatkowo i za to ma plus ode mnie :) Był bardzo wyrozumiały, ale jak będzie z Shannon... Przejdźmy teraz do mojej kochanej Eleny :D Ona to jest ziółko. Sprawa uzależnienia od krwi Rafy mnie zachwyciła chyba nawet bardziej niż demona, chociaż... to w końcu Rafał :). Uwielbiam jak on się nią droczy. Ona mu często podskakuje, bo chyba zapomina kogo przed sobą ma. Ach ta Elena. W jego oczach być może to jeszcze dzieciak, ale z pewnością bardzo ważny dla niego dzieciak :) Teraz zniknął, no a nasza Elena została pod opieką Miry... No to będzie się działo :) Bardzozo lubię siostrę Rafy, bo jest do niego w gruncie rzeczy bardzo podobna. No i mam nadzieję, że ona z Eleną naprawdę się polubią, choć gdy tak się stanie żadna z nich się do tego nie przyzna, obie są na to zbyt dumne i dlatego podoba mi się relacja jaką jest między nimi. Zabawne są, gdy tak sobie dokuczają. I te cięte riposty Mity, matko, uwielbiam jej cięty język :D No i jeszcze Lawrence... <3. Uwielbiam go za tą jego determinację i stanowczość. Jak on coś powie to tak musi być i koniec. <3. Nie wiem czy Ci to już mówiłam, ale bardzo podoba mi się to, że opowiadasz na przemian historie różnych bohaterów, co sprawia, że w Twoim opowiadaniu cały czas coś się dzieje. :) Twoja historia bardzo umila mi wolny czas i pozwala oderwać się od niezbyt przyjnego szpitala w którym znalazłam się na początku wakacji. No trudno... Bardzo podoba mi się Messi Twoj styl pisania i już Ci to chyba mówiłam, ale czasami warto się powtarzać :) To ja czekam na następny rozdział, mam nadzieję że będzie w nim rozmowa Lawrence'a z Eleną :D. I jeżeli znowu na dłuższy czas nie będę komentować, to nie myśl, że Cię opuściłam. Ja tu jestem :D Bo przy takich osobach jak Ty warto pozostać <3 Pozdrawiam Cię, Nesso. Trzymaj się, słońce :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz mi błędy ale w szpitalu mam tylko telefon na którym niewygodnie mi się pisze. Tam gdzie napisałam 'Messi' to miałoby być 'Nesso'. Tylko telefon mi poprawil tak.

      Usuń
    2. Mój Boże, zaczynam bać się siebie – właśnie dzisiaj o Tobie myślałam, bo tak zniknęłaś… Uważam, że w Internecie, chociażby dzięki blogom, można poznać wiele cudownych osób, a Ciebie z miejsca polubiłam – do tej pory się uśmiecham i to nie tylko w odpowiedzi na treść komentarza :3
      A teraz piszesz o szpitalu. Zapytałabym o to, co się stało, o ile mogę, ale to wydaje mi się niewłaściwym miejscem, więc na razie pożyczę Ci szybkiego powrotu do zdrowia. Mam nadzieję, że to nic poważnego, a jeśli choć trochę mogę umilić Ci czas, to tym lepiej c:
      Dziękuje bardzo za tyle dobrych słów. Za błędy nie ma co przepraszać, bo dobrze znam uroki pisania na telefonie. Cieszy mnie to, że wciąż tutaj wracasz i masz taki a nie inny pogląd na moją historię. To zawsze niezwykle motywuje, kiedy ktoś docenia to, co robimy, naprawdę <3 Wkrótce będzie działo się bardzo dużo, właściwie już na dniach, bo choć do końca tej księgi daleko, część wątków znajdzie swoje zakończenie, tym bardziej, że wszystkie są ze sobą powiązane ;)
      Raz jeszcze dziękuję, życzę zdrowia i udanych wakacji – to dopiero początek, więc wszystko jest do nadrobienia :D

      Również pozdrawiam,
      Nessa.

      Usuń
  3. Tak,mam dwa konta. Nie mówiłam ci o tym jeszcze, a przed chwilą nie na to się zalogowal co trzeba. Usunelam komentarz bo nie chciałam Ci teraz mieszać w kontach ale i tak namieszalam haha =)mogłam Ci wcześniej powiedzieć ale nie było jak bo nie mamy kontaktu prywatnie, a nie chciałam tak w komentarzach pisać :D Mam nadzieję że jak wrócę do domu, to będę mogła wreszcie do Ciebie napisac =) tylko daj mi do siebie jakiś kontakt

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mieszasz mi ;) Chociaż mogłam zorientować się po stylu pisania. Również mam nadzieję, że w końcu się uda porozmawiać ;)
      Jeśli chodzi o kontakt do mnie, to zapraszam:
      GG: 4053520
      e-male justyna1062@op.pl

      Usuń
    2. Dziękuję :* jak wrócę do domu to do Ciebie napiszę, chyba że uda mi się z poczty z telefonu coś napisać :)

      Usuń
    3. W takim razie czekam ;) Oby szybko wszystko było dobrze :*

      Usuń




After We Fall
stories by Nessa