14 czerwca 2014

Sto trzydzieści dziewięć

Rufus
– Cholerni Licavoli – mruknął pod nosem, nie odrywając wzroku od wpatrzonego w niego Gabriela. Dobrze, chłopak wyglądał wyjątkowo poważnie i bez wątpienia mógł okazać się zagrożeniem, ale Rufus o to nie dbał. Kręcąc z niedowierzaniem głową, raz jeszcze przyjrzał się bratu Layli, naprawdę mając ochotę znaleźć sposób na to, żeby móc go uderzyć. – Naprawdę chcesz akurat teraz przeprowadzić ze mną tę rozmowę? – zapytał z niedowierzaniem.
– Tak. Dziwi cię to?
Zacisnął usta, po czym ze świstem wypuścił powietrze.
– Teoretycznie nie – przyznał, chociaż nie wyglądało na to, żeby Gabriel był taką odpowiedzią usatysfakcjonowany. – Aczkolwiek to byłby dobry moment na to, by przymknąć na pewne sprawy oko.
– Ach… Na przykład na to, że okazyjnie jesteś odrobinę szalony? – Gabriel pokręcił z niedowierzaniem głową. – Nie, do diabła. To moja siostra.
– Powiedz jej to, kiedy przyjdzie do ciebie i zapyta się, dlaczego stała się wampirzycą – warknął, zanim zdążył ugryźć się w język.
Gabriel gwałtownie zaczerpnął powietrza do płuc, wyraźnie oszołomiony. Raptownie pobladł, jakby już i tak z ciemnymi włosami oraz niemal całkiem białą cerą nie stanowił chodzącego kontrastu, sprawiając wrażenie wymęczonego, jakby chorego. Jego wzrok nadal nie pozwalał na to, żeby jednoznacznie określić myśli i emocje, które odczuwał, może pomijając czyste niedowierzanie – i coś, co chyba można było uznać za strach.
Nie on jeden zareagował i chociaż szok wydawał się odpowiedni, bo może miał pozwolić mu do nich dotrzeć i w końcu wyrwać się z tego domu wariatów, poczuł się jeszcze bardziej osaczony. Cholera, dlatego właśnie unikał towarzystwa. A teraz tym bardziej pragnął zrobić wszystko, byleby uciec gdzieś daleko, powstrzymując się od głupich pomysłów przede wszystkim przez wzgląd na Laylę.
– Co powiedziałeś? – Gabriel przysunął się bliżej, nie zważając na to, że w odpowiedzi na jego ruch Rufus wzdrygnął i skrzywił się. Pół-wampir zrobił taki ruch, jakby zamierzał chwycić go za ramię, ale na całe szczęście w porę się opamiętał. – Co ty, do diabła, powiedziałeś?
– Słyszałeś – żachnął się, coraz bliższy wybuchowi szału. – To w niej jest i od lat doskonale zdajesz sobie sprawę. Widziałem taki przypadki, chociaż bardzo rzadko. Szlag! Wierz mi, że nie wiem, skąd to się bierze, ale pal to licho. Layla nie jest szalona i nigdy nie była, ale to, co działo się w ostatnim czasie… Jej ciało się zbuntowało, być może przez nadmiar emocji, a może przez coś jeszcze innego. Możemy sobie o tym podyskutować i czekać aż – no nie wiem? – umrze mi na rękach albo możecie w końcu mnie przepuścić i pozwolić, żebym mógł jej pomóc. Która perspektywa bardziej cię satysfakcjonuje, Gabrielu? – zapytał, nie szczędząc sobie sarkazmu.
Krótko rozejrzał się, nie bez powodu ignorując Cullenów. Zauważył, że Alessia bez słowa wpadła w ramiona Renesmee, mimo narastającego zmęczenia zbyt przejęta sytuacją, żeby chcieć wrócić do pokoju. Nessie już w roztargnieniu przeczesywała palcami ciemne loki córki, ale wzrok utkwiła w swoim mężu – oraz z nim.
– Mówisz, że ona może umrzeć – odezwał się po dłuższej chwili zastanowienia Gabriel, ostrożnie dobierając słowa. Głos miał bezbarwny, co jedynie irytowało Rufusa. – Przynajmniej teoretycznie.
– Wampiry nie są martwe tylko teoretycznie – sprostował, nie mogąc się powstrzymać. Chłopak warknął ostrzegawczo i chociaż to nie zrobiło na nim wrażenia, postanowił odpuścić. – Ale tak. Niech ci będzie, że tak.
– Potrafisz jej pomóc? – Chociaż z założenia miało to być stwierdzenie, tym razem do głosu Gabriela wkradła się pytająca nuta.
Rufus zawahał się.
– Cóż… – zaczął powoli. Chłopak uniósł brwi, zaalarmowany, ale nawet to nie powstrzymało Rufusa przed dokończeniem myśli: – I dopiero tutaj możemy podyskutować na temat teorii…
– O bogini! – jęknął Gabriel, całkiem już wytrącony z równowagi. – Nie masz pojęcia, prawda?
– Nie da się ukryć – zgodził się, nie kryjąc zniecierpliwienia. – Ale dowiem się, jeśli w końcu mi na to pozwolicie.
– Mam ci pozwolić zabrać stąd moją siostrę – ciągnął Gabriel, w żaden sposób nie reagując na złośliwość w głosie Rufusa.
– Tak.
Chłopak pokręcił w zamyśleniu głową.
– Do laboratorium – dodał. Ciemne oczy przeniósł na bladą twarz Layli. – Po to, żebyś mógł sobie poeksperymentować, bo albo ci się uda, albo też nie – drążył, wciąż nienaturalnie spokojny i niemal łagodny.
– Nie brzmi to zbyt entuzjastycznie, kiedy przedstawiasz to w ten sposób – zauważył mimochodem – ale skoro już upierasz się w tak brutalny sposób nazywać rzeczy po imieniu…
Urwał, dostrzegając w ciemnych oczach Gabriela coś, co skłoniło go do wycofania się. Skoncentrowany w pełni na bracie Layli, prawie nie zauważył nieznacznego ruchu, kiedy Renesmee ostrożnie wyswobodziła Ali ze swoich objęć i przesunęła się tak, by znaleźć się u boku męża. Nie był dobry w interpretowaniu tych najbardziej ludzkich zachowań, związanych z relacjami pomiędzy poszczególnymi istotami, ale niemal widział jak pod wpływem dotyku dziewczyny z Gabriela przynajmniej częściowo uchodzi napięcie.
– Gabrielu… – powiedziała cicho i to również zadziałało, bo momentalnie ściągnęła na siebie jego uwagę. – Gabrielu, proszę – dodała z naciskiem, kiedy spojrzał na nią zagubiony.
– O co, moja kochana? – zapytał ją natychmiast. – O co próbujesz mnie prosić?
Pokręciła energicznie głową.
– Po prostu odpuść.
Jej słowa zaskoczyły nie tyle Gabriela, co jego samego. Nie sądził, że to właśnie Renesmee się za nim wstawi, chociaż jednoczenie podświadomie tego pragnął. Nie do pojęcia wydawało się, żeby po tym wszystkim – tych wszystkich razach, kiedy zdarzało mu się ją do siebie zrazić – tak po prostu mu zaufała, ale najwyraźniej ta istota miała spore problemy z instynktem samozachowawczym. A może najzwyczajniej w świecie to na niego patrzyła bardziej przychylnie niż sobie na to zasłużył, ale to akurat nie miało żadnego znaczenia.
Rufus nie czekał, żeby przekonać się, jaką Gabriel podejmie decyzję. To było niczym instynkt, zwłaszcza kiedy poczuł znajomy już niepokój, podpowiadający mu, że ma naprawdę mało czasu. Och, od kiedy w ogóle się nimi przejmujesz?, warknął na siebie i nie zastanawiając się nad tym, co robi, wykorzystał chwilowe zamieszanie, żeby wystrzelić przed siebie, biegiem puszczając się w głąb korytarza.
Wyminął Gabriela, omijając go łukiem na tyle szerokim, na ile było to możliwe w ciasnym korytarzu, po czym popędził w kierunku schodów, udając, że wcale nie ma za plecami grupki nie do końca zachwyconych nieśmiertelnych.
– Rufus, do diabła! – warknął za nim Gabriel, ale, o dziwo, z jakiegoś powodu nie próbował go gonić. – Kretynie, przysięgam, że jeśli cokolwiek jej się stanie…!
– Ustaw się w kolejce! – odwarknął, nawet nie kłopocząc się tym, żeby zwolnić i obejrzeć się na chłopaka przez ramię.
Miał wrażenie, że jeśli wszystko nadal będzie szło w tak beznadziejny sposób, Gabriel Licavoli nie będzie jedynym, który zapragnie targnąć się na jego życie.
Layla
Kiedy otworzyła oczy, miała wrażenie, że wszystko jest nie tak. Nic się nie zgadzało, począwszy od powierzchni na której leżała, na zapachu i braku jakiegokolwiek dźwięku kończąc. Było jej zimno, poza tym zdawała sobie sprawę z tego, że cała jest przemoczona, ale nie potrafiła sobie przypomnieć, skąd mogła wziąć się woda albo…
Chociaż nie, to chyba pamiętała, pod warunkiem, że przynajmniej część jej wspomnień miała jakąkolwiek szansę okazać się prawdziwa. Ostatnie godziny przypominały jedno wielkie zamieszanie – nieokiełzany chaos, który musiała przynajmniej po części uporządkować, żeby móc wyciągnąć sensowne wnioski. Gdzieś w pamięci kołatał jej się obraz wcześniejszego przebudzenia, połączony z całym kalejdoskopem emocji, dźwięków i doznań. Pamiętała swoje przerażenie, napierający na nią ze wszystkich stron chłód oraz nacisk na ramionach, kiedy ktoś próbował przytrzymać ją w zbiorniku wodnym, być może wannie, ale nie miała pewności. Chciała się szarpać, chciała uciekać, ale nie miała dość siły, poza tym nie czuła się dość zdeterminowana, żeby walczyć z czymś albo raczej kimś, kto próbował ją unieruchomić – i kogo przecież nie powinno przy niej być.
Czy naprawdę po przebudzeniu zobaczyła Rufusa? A nawet jeśli, to gdzie był teraz? Dlaczego nie była w swoim pokoju tylko...? No właśnie! Gdzie? Spróbowała się rozejrzeć, ale jej ciało wciąż wydawało się ociężałe i jakby obcy, przez co nawet nie była w stanie unieść głowy i spojrzeć na coś więcej prócz nisko osadzonego sufitu. Nad jej głową tańczyły wydłużone cienie, sklepienie zaś oświetlało anemiczne, ciepłe światło, które już kiedyś widziała, kiedyś…
Było jej zimno, co nie tyle miało związek z przemoczonym ubraniem, ale przenikliwym chłodem, który napierał na nią ze wszystkich stron. Ten rozdaj powietrza też znała; kojarzył jej się z podziemiami, być może piwnicą albo… w laboratorium.
Zesztywniała, nagle rozumiejąc. Spróbowała wstać, jakoś poderwać się do pozycji siedzącej, ale zdołała jedynie niespokojnie się poruszyć i cicho jęknąć. Natychmiast wyczuła nieznaczny ruch po swojej prawej stronie, na tyle subtelny, by mogła go zignorować, ale zdołała go wyczuć. Była niemal pewna, że ktoś ją obserwuje, poza tym…
– Laylo? – zapytał cicho Rufus i w jednej chwili wszystko stało się jasne.
Wspomnienia napłynęły nieprzerwaną falą, wciąż poplątane, ale to już nie miało dla niej żadnego znaczenia. Przypomniała sobie jego spojrzenie, jego bliskość i słowa, które wypowiedziała, prosząc go o to, żeby nigdzie nie szedł. Najwyraźniej usłuchał, jeśli oczywiście się nie pomyliła, to jednak wcale nie przyniosło jej ukojenia, którego mogła się spodziewać. Jej otępiały do tej chwili umysł zaczynał pracować coraz lepiej, łącząc fakty i stopniowo przywracając jej zdolność logicznego myślenia.
Leżała na czymś twardym i chłodnym, być może laboratoryjnym stole albo czymś podobnym. Ubranie kleiło jej się do ciała, nieprzyjemnie zimne i wciąż wilgotne, jednak przejmowała się bardziej tym, że czuła na sobie przenikliwe spojrzenie wampira – i że na sobie miała wyłącznie cienką koszulę nocną, która w obecnej sytuacji musiała pokazywać równie wiele, co i gdyby nie było jej wcale. Z jakiegoś powodu na samo wspomnienie nie tylko poczuła się zakłopotana, ale wręcz się w niej zagotowało, kiedy niepohamowany gniew wypełnił ją cało, będąc odpowiedzią na wszystkie te godziny wypełnione strachem, słabością i niezrozumieniem.
Co się stało? Dlaczego tutaj była? Czuła się roztrzęsiona, wykończona i zła, a niemożność przypomnienia sobie wszystkiego, co wydarzyło się pomiędzy kolejnymi przebudzeniami, doprowadzało ją do szaleństwa. Gdzieś w pamięci kołatało jej się wspomnienie jakiś urywanych rozmów, obrazów i dźwięków, ponad wszystko zaś wybijał się głos Rufusa – zaskakująco niespokojny, wręcz… troskliwy? Czy Rufus się bał? To było dla niej nie do pojęcia, może nawet bardziej niż sama jego obecność. Nagle się pojawił i to akurat teraz, kiedy zaczynała przywykać do myśli, że jest z tym wszystkim sama i to w sytuacji, gdy nade wszystko potrzebowała kogoś, kto mógłby przy niej być; kogoś, kto…
Pamiętała słowa, a zwłaszcza swoje imię, bo wszystko inne zamieniało się w serię szeptów i czegoś, co brzmiało niemal błagalnie. Rufus mówił coś do niej, próbując ją uspokoić, a przynajmniej takie miała wrażenie. Chyba jej dotykał, może nawet niósł na rękach, ale nie miała pewności. Pamiętała również to, że coś jej wyjaśniał i że próbował przymusić ją do przebudzenia. Denerwował się, kiedy nie była do tego zdolna, a później… Co było później? Chyba się zdenerwował i coś zniszczył, ale to równie dobrze mogło być wytworem jej wyobraźni. Jej umysł od jakiegoś czasu odmawiał jej posłuszeństwa, podsuwając jej myśli i wspomnienia, które nade wszystko próbowała od siebie odepchnąć. Słyszała coś, czego nie było, a jej ciało… Och, jej ciało wciąż nie wydawało się takie, jakie powinno być, skoro już nie spodziewała się dziecka.
Mocniej zacisnęła powieki, ledwo powstrzymując dreszcz, który przebiegł jej wzdłuż kręgosłupa. Czuła się zmęczona, chociaż nareszcie była w stanie swobodnie oddychać i nie miał już wrażenia, że w każdej chwili może ponownie zapaść się w ciemność. Już nie czuła tego przenikliwego gorąca, a jedynym, co wciąż jej zawadzało, było poczucie zagubienia i trudność z zapanowaniem nad plątaniną myśli.
Ach, chyba pamiętała coś jeszcze. Pamiętała dotyk, ciche słowa, a później coś jakby lekkie ukłucie – i zaraz po tym zapanowała cisza.
Przynajmniej tak było do tej pory.
Zatrzepotała powiekami i w przypływie determinacji, w końcu zmusiła się do uchu. Jasne włosy opadły jej na policzek, kiedy spróbowała odwrócić się na bok. Aż zachłystnęła się powietrzem, czując jak jej żołądek skręca się w odpowiedzi na jakąkolwiek próbę ruchu. Jęknęła cicho i mocno zacisnęła usta, próbując zapanować nad mdłościami, co było o tyle proste, że nie miała czym wymiotować. Zawirowało jej w głowie, nie pozwoliła sobie jednak na to, żeby ponownie stracić przytomność, chociaż tak mogłoby być zdecydowanie łatwiej.
– Lepiej byłoby, gdybyś się nie ruszała – usłyszała i machinalnie spróbowała odszukać wzrokiem właściciela znajomego głosu. Obraz w pierwszym odruchu zamazał jej się przed oczami, więc ponownie zacisnęła powieki, ale nie czuła się na tyle źle, żeby nie rozpoznać kolejnych wypowiedzianych przez Rufusa słów: – Jeśli jest ci niedobrze…
– Dzięki za zrozumienie – mruknęła, podciągając kolana pod brodę. Jej głos zabrzmiał niemożliwie wręcz słabo, ale to zignorowała.
Być może powinna dodać coś jeszcze, ale w głowie miała pustkę, poza tym wcale nie czuła się pewna tego, jak powinna się zachować. Wciąż czuła się oderwana od rzeczywistości i właściwie nie zdawała sobie sprawy z tego, co działo się wokół niej. Jedynym, czego była pewna, było to, że w istocie nie wyobraziła sobie bycia w laboratorium i obecności Rufusa…
Chyba, że to był naprawdę realistyczny sen. Jeśli tak, musiała przyznać, że jest pod wrażeniem tego, co potrafił stworzyć jej umysł. No i wciąż nie potrafiła określić czy to dobry sen, czy może raczej powoli rozwijający się koszmar.
Przypomniała sobie kolejne urywki, tym razem wspomnienia najgorszych ze swoich snów, a zwłaszcza tego najnowszego, który sprowadzał się do strachu, krwi oraz znikającego w szybko czerwieniejącej wodzie niemowlęcia. Tym razem nie było żadnego dziecka, ale był Rufus, co mogło okazać się równie niepokojące. Jego również straciła, co prawda w inny sposób, ale nie mogła zaprzeczyć, iż tak jest.
Kiedy ponownie otworzyła oczy, nie zobaczyła zbyt wiele. Udało jej się unieść rękę i odgarnąć kilka kosmyków włosów, które opadły jej na twarz, przysłaniając wzrok. Obraz, który do tej pory sprowadzał się do kolorowych, nieregularnych plam w końcu nabrał na ostrości, dzięki czemu mogła rozejrzeć się dookoła. Przyciskając twarz do przyjemnie chłodnego, marmurowego blatu, zaczęła błądzić wzrokiem po całym pomieszczeniu, uparcie unikając miejsca, w którym podświadomie wyczuwała znajomą, wpatrzoną w nią postać.
Laboratorium wyglądało tak, jak je zapamiętała. Przez myśl przeszło jej nawet to, że mogła leżeć na tym samym stole, który Rufus w pośpiechu uprzątnął, żeby móc ją położyć, kiedy poczuła ból w podbrzuszu, ale szybko odrzuciła od siebie taką możliwość, by przegnać narastającą panikę. Powietrze przesycone było znajomą mieszanką sterylności, chemikaliów, ale i słodyczy, doprawionej jakąś ostrzejszą nutą – zapachem, który byłaby w stanie rozpoznać wszędzie, bo nie raz miała go na sobie i wokół siebie. Uważnie wpatrywała się w znajomą krzywiznę mebli, szklanych gablot oraz najróżniejszych sprzętów, których nazwy i sposób zastosowania niekoniecznie były jej znajome, a które już dawno przestały ją niepokoić, stając się elementem czegoś, co może nawet mogłaby określić mianem „codzienności”, gdyby to nie wydawało się tak bardzo nierealne. Rozpoznawała nawet niedoskonałości, chociaż wiele się zmieniło, kiedy Rufus został zmuszony do przebudowania laboratorium po raz kolejny. Zabawne, ale nawet świadomość tego, że tuż pod nią znajduje się jeden z tych ciemnych tuneli, nie była w stanie wytrącić jej z równowagi, co jedynie potwierdzało, jak bardzo czuła się rozkojarzona.
Usłyszała nieco przyśpieszony, zdradzający oczekiwanie oddech i uprzytomniła sobie, że już dłużej nie może unikać spoglądania na Rufusa. Wzrok praktycznie sam uciekł w odpowiednim kierunku, odszukując przyczajonego w cieniu wampira. Chociaż pod sufitem zamontowane były jarzeniówki, najwyraźniej postanowił darować sobie laboratoryjne oświetlenie, w zamian stawiając na zdecydowanie bardziej subtelne i mniej drażniące oczy. Blade światło rzucało długie cienie na jego bladą twarz, dzięki czemu wydał jej się nie tylko bardziej zmęczony, ale i… niebezpieczny. Ciemne oczy wydawały się przenikać ją na wskroś, nie zdradzając niczego, chociaż znała go już na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że spokój to jedynie maska – w rzeczywistości stanowił jeden wielki kłębek nerwów i sprzecznych ze sobą uczuć. Nie poruszył się, ale nie musiał, bo nagle odkryła, że znajdował się zdecydowanie bliżej niż mogłaby się tego spodziewać.
I jeśli miała być ze sobą szczera, zaniepokoiło ją to w równym stopniu, co i oszołomiło.
– Laylo – odezwał się cicho, wyraźnie selekcjonując kolejne wypowiedziane słowa. Jej imię wymówił starannie, a przy tym w charakterystyczny dla siebie, miękki sposób, dzięki czemu była skłonna uznać je za pieszczotę i pewnie zrobiłaby to, gdyby nie czuła się tak bardzo wytrącona z równowagi. W efekcie zamiast zdobyć się na jakiekolwiek ciepłe uczucia, spojrzała na niego niespokojnie i wzdrygnęła się, co najmniej jakby spróbował ją uderzyć. – Czy wszystko jest w porządku?
Czy wszystko jest w porządku?, powtórzyła w myślach, nie dowierzając temu, że ktokolwiek, a zwłaszcza on, mógł zadać jej takie pytanie. Dlaczego w ogóle oczekiwał, że na nie odpowie i…? Nie! Dlaczego w ogóle czegokolwiek oczekiwał? Był tutaj, stanowiąc czynny element tej niemal absurdalnej sytuacji, jakby w ostatnim czasie wystarczająco wiele rzeczy nie było dla niej trudnych. Był, a jednak zachowywał się tak, jakby nic się nie wydarzyło – a przynajmniej ona tak to odebrała. Patrzył się na nią, ale nie potrafiła stwierdzić, co takiego tak naprawdę czuł i czego powinna się spodziewać.
Najgorsza była myśl o tym, że go skrzywdziła. Ta rozmowa w szpitalu prześladowała ją do tej pory, ale mimo tego, że sobie zasłużyła, miała żal nie tylko do siebie, ale i do niego. Czy teraz miał potraktować ją w równie oschły, pełen goryczy sposób, a potem…? Nie chciała nawet o tym myśleć. Co tutaj robił i to akurat teraz, chociaż do tej pory trzymał się od niej z daleka, zachowując się tak, jakby…
Jakby…
– Laylo, proszę – naciskał. Jej serce gwałtownie przyśpieszyło, kiedy w ułamku sekundy przemieścił się, zatrzymując tuż obok stołu na którym leżała. Zanim zdążyła się zastanowić, już wyciągał rękę w jej stronę, próbuję dotknąć jej policzka. – Proszę, chcę tylko, żebyś powiedziała mi czy…
– Nie!
Zerwała się tak gwałtownie, że w pierwszej chwili sama nawet nie zdawała sobie z tego sprawy. Rufus cofnął się, ale i tak bez chwili zastanowienia skoczyła na równe nogi, w pośpiechu zwiększając dzielący ich dystans. Drżąc i chwiejąc się na nogach, odsunęła się jeszcze o kilka kroków. Czuła gniew, żal i coś jeszcze, czego nie potrafiła zinterpretować. Ucisk w piersi powrócił, ale tym razem miał związek z próbującym wyrwać się z jej piersi szlochem, jednak z jakiegoś powodu nie była w stanie nawet zacząć płakać.
Rufus wciąż na nią patrzył i to doprowadzało ją do szaleństwa prawie tak bardzo, jako przenikliwa cisza, która nagle zapadła. Wyczuła, że się poruszył i niemal instynktownie odsunęła się jeszcze odrobinę, machinalnie przybierając pozycje obronną. Mocno zacisnęła dłonie w pięści, nagle nie marząc o niczym ponad to, by móc z całej siły uderzyć go w twarz.
– Ani kroku – wysyczała przez zaciśnięte zęby.
Spodziewała się wielu rzeczy, naprawdę wielu…
Ale nie tego, że on się uśmiechnie.

1 komentarz:

  1. Awww,
    rozdział cudny *.* Czyli jednak dobrze się domyśliłam, że Lay po prostu
    zaczyna przechodzić przemianę ^^ Ale co dalej?
    Rufus zabrał Lay do laboratorium, ale w sumie po co? Myślałam, że ma
    jakiś lek, ale z jego rozmowy z Gabrielem, która była w tym
    wywnioskowałam, że jednak żadnego lekarstwa nie ma...
    A końcówka dosłownie mnie powaliła na kolana... "Spodziewałam się
    naprawdę wielu rzeczy, naprawdę wieli... Ale nie tego, że on się
    uśmiechnie". Co będzie dalej? Teraz ja też spodziewam się wielu
    rzeczy... Po głowie chodzi mi wiele scenariuszy, co może się wydarzyć w
    następnym rozdziale i szczerze mówiąc nie wiem, który jest w miarę
    prawdopodobny... No nic, wraz z następnym rozdziałem okaże się, czy
    któryś się spełni....
    Pozdrawiam ciepło i do następnego <3
    PS. Sorki, że moje komentarze są zazwyczaj takie "niepoukładane", ale
    często piszę z telefonu i on wyprawia mi takie figle, że tak dziwnie
    rozmieszcza linijki z komentarzem -.-

    OdpowiedzUsuń









After We Fall
stories by Nessa