15 czerwca 2014

Sto czterdzieści

Layla
Layla oddychała ciężko. Obserwowała Rufusa, koncentrując się zwłaszcza na jego twarzy, a konkretnie na krzywiźnie jego ust – tym, jak nieznaczne uniósł kąciki ust, posyłając jej jeden ze swoich najbardziej charakterystycznych, a przy tym irytująco pewnych siebie uśmiechów. Nie potrafiła już zliczyć, jak wiele razy wytrącał ją z równowagi, jakby już wystarczające nie było to, że bez większego wysiłki był w stanie wytrącić ją z równowagi. Teraz był na dobrej drodze, żeby dokonać tego po raz kolejny, zwłaszcza, że w żaden sposób nie potrafiła zmusić się do tego, by zmusić swój umysł do współpracy i myśleć logicznie.
Zacisnęła dłonie w pięści, po czym skrzywiła nieznacznie, czując, jak ostre paznokcie wbijają jej się w skórę. Instynkt podpowiedział jej, że dla pewności powinna rozluźnić uścisk, bo w każdej chwili mogła upuścić sobie krwi, a to w towarzystwie Rufusa nigdy nie było rozsądne, jednak zignorowała tę myśl, zbyt zdenerwowana, żeby dbać o swoje bezpieczeństwo. Czuła się tak, jakby wciąż śniła i to nie tyle coś pozbawionego sensu, ale teraz na dodatek niewłaściwego, wręcz absurdalnego. Miała ochotę zacząć krzyczeć z frustracji, nie rozumiejąc już niczego z tego, co działo się wokół niej, zaś zachowanie Rufusa dodatkowo wszystko komplikowało. Naprawdę musiał być taki…
Właściwie jaki? Nieprzewidywalny? Irytujący? Próbowała znaleźć jakieś sensowne określenie, ale nagle odkryła, że nawet to jest niewykonalne, bo w głowie ma kompletną pustkę. Może nawet byłaby w stanie się skoncentrować, gdyby wampir przez cały czas się na nią nie patrzył, całym sobą chłonąc jej widok i nawet nie próbując udawać, że nie jest zadowolony z tego, co widzi – a konkretnie możliwości spoglądania na nią, kiedy miała na sobie jedynie skrawek przemoczonego materiału, ukazujący zdecydowanie więcej niż mogłaby sobie tego życzyć. To oraz wszystkie sprzeczne uczucia, które odczuwała na samą myśl o Rufusie, samo w sobie wystarczyło, żeby poczuła się skrępowana, nawet jeśli coś podobnego nie powinno mieć miejsca. No cóż, kto jak kto, ale Rufus widział już dość i widok jej ciała nie był dla niego nowinką… Co oczywiście nie znaczyło, że patrzył na nią jakkolwiek mniej pożądliwie.
I ten uśmiech. Do diabła, dlaczego musiał uśmiechać się w ten sposób?!
– Przestań – szepnęła. Czuła, że porusza wargami, ale mimo gniewnego tonu i pewności z jaką chciała wypowiedzieć to jedno słowo, wyszedł jej z tego prawie niesłyszalny szept. – Rufus! – Tym razem poszło zdecydowanie lepiej.
– Tak? – Spojrzał na nią z uprzejmym zainteresowaniem. – Co takiego, Laylo? – dodał i gdyby go nie znała, może uwierzyłaby, że nie próbuje jej drażnić.
Aż zadrżała, nagle ogarnięta trudnym do opanowania gniewem. Łzy napłynęły jej do oczu, ale nie pozwoliła im popłynąć i to nie tylko dlatego, że okazywanie słabości przy naukowcu nie wchodziło w grę. Nie, nie zamierzała się przy nim mazać. Nie zamierzała raz jeszcze pozwolić sobie na płacz, a tym bardziej histerię, nawet jeśli ten mętlik w głowie i niemożność zrozumienia tego, co właśnie się wydarzyło, doprowadzały ją do szaleństwa. Nie rozumiała, dlaczego tak nagle zebrało jej się na płacz, a tym bardziej nie pojmowała tej bezsilności w kwestii zapanowania nad emocjami i własnym ciałem. Nadal było jej słabo, nadal czuła się zagubiona i nic nie wskazywało na to, żeby ten stan rzeczy miał w najbliższym czasie się zmienić.
O bogini, co się ze mną dzieje?, chciała zapytać, ale nie zrobiła tego, w zamian pustym wzrokiem wpatrując się w stojącego przed nią Rufusa. Kontrolowała jego każdy, nawet najsubtelniejszy ruch, gotowa rzucić się do ucieczki, gdyby tylko odniosła wrażenie, iż wampir planuje się do niej zbliżyć. Nie żeby czuła się zagrożona, ale coś…
– Po prostu przestań – powiedziała, z opóźnieniem przypominając sobie, że wampir wciąż czeka na jakąkolwiek reakcję z jej strony.
– Przestań co? – westchnął, rzucając jej przenikliwe spojrzenie.
Spoważniał, ale w jego czekoladowych oczach nadal widziała błyski, poza tym naprawdę miała wrażenie, że niewiele brakuje, żeby ponownie się uśmiechnął.
– Wszystko! – wykrzyczała. Czuła się jak kompletna idiotka, ale jak inaczej mogła opisać mu to, czego od niego oczekiwała? To zresztą nie był nawet niewielki odłamek tego, czego pragnęła, ale czuła się zbyt wykończona, żeby zdobyć się na coś więcej. – Przestań patrzeń na mnie w ten sposób! I przestań się uśmiechać... Szlag, dobrze się bawisz? – jęknęła, kręcąc z niedowierzaniem głową; jasne loki zafalowały wokół jej twarzy.
– Nie najgorzej – przyznał, wciąż zachowując wręcz nieznośny spokój. Szalała z gniewu i niepokoju, a on jak gdyby nigdy nic stał tam i zachowywał się tak, jakby sytuacja była najzupełniej normalna. – Bawiłbym się lepiej, gdybyś przestała patrzeć na mnie w taki sposób, jakbyś podejrzewała, że za moment rzucę ci się do gardła. To taka drobna sugestia z mojej strony.
Chciała odpowiedzieć – jakkolwiek, byleby zdołać wytrącić go z równowagi i jakoś zachwiać ten jego spokój – ale ostatecznie nie powiedziała niczego. Zwiesiła ramiona, czując narastające zmęczenie, zupełnie jakby ktoś spuścił z niej całe powietrze. Instynktownie cofnęła się jeszcze o krok, po czym cicho westchnęła, wyczuwając pod plecami solidną, chłodną ścianę. Ach, jak na ironię czuła się dokładnie tak, jak na początku ich znajomości, kiedy Rufus bez trudu doprowadzał ją do szaleństwa, po czym stawiał ją w sytuacji bez wyjścia – i to dosłowni. Przywarła plecami do ściany, próbując utrzymać się na nogach, ale popychające ją do walki adrenalina i gniew stopniowo zanikały, pozostawiając sobie zmęczenie i jakże znajome już uczucie dezorientacji.
Rufus od niechcenia przeniósł ciężar ciała z jednej nogi na drugą, po czym zaplótł ramiona na piersi. Przez cały czas ją obserwował, a jego twarz nie wyrażała niczego, pomijając całkowite odprężanie. Layla wiedziała, że to jedynie maska, ale ta wiedza bynajmniej nie pomagała jej w odgadnięciu tego, jak mógł się czuć w rzeczywistości.
– To twoja robota? – zapytała cichym, zmęczonym tonem. Sama również siliła się na spokój, chociaż wcale nie czuła się jakkolwiek rozluźniona. Wręcz przeciwnie – pragnęła zacząć krążyć, jakkolwiek się ruszać, ale jednocześnie nie potrafiła zmusić do jakiegokolwiek ruchu swojego odrętwiałego ciała.
– To znaczy? Masz na myśli to, że tutaj jesteś? – Rufus nieznacznie uniósł brwi, najwyraźniej próbując określić, czego mogło tyczyć się jej słowa. Jego wzrok przesunął jej po jej twarzy, a później omiótł całą sylwetkę, przez co omal się nie zarumieniła. Pośpiesznie skinęła głową, jednocześnie uciekając wzrokiem gdzieś w bok. – Można tak powiedzieć… Czy w ogóle zdajesz sobie sprawę z tego, co tutaj robisz?
Skrzywiła się, słysząc jego pytanie. Trafił w sedno i mogła założyć się o to, iż doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
Rufus westchnął, najwyraźniej nie zamierzając odpuścić.
– Nie pamiętasz – stwierdził, ale nie wydawał się zaskoczony. Powiedział to takim tonem, jakby właśnie rozważał coś oczywistego, jak chociażby wzajemne zależności dnia i nocy. – Przyszedłem do ciebie, bo wiedziałem, że możesz mnie potrzebować. No cóż, okazało się, że słusznie… – Zacisnął usta, niechętnie mierząc się z jakimś wspomnieniem. – Przyniosłem cię tutaj.
– Ach, tak… – Na dłuższą chwilę opuściła powieki, koncentrując się na metodycznym nabieraniu i wypuszczaniu powietrza. Wciąż czuła lekkie mdłości, ale te już powoli zaczynały ustępować, co przyjęła z ulgą. Teraz istotniejszym wydawało się to, co mówił Rufus i że wcale nie czuła się na rozmowę z nim. – Pamiętam ciebie i łazienkę, i… Zaraz! To przez ciebie jestem cała mokra, tak? – naskoczyła na niego, zmuszając swój otępiały umysł do współpracy i powoli kojarząc poszczególne fakty. – Co ci w ogóle strzeliło do głowy, żeby…
– Żeby ci pomóc? – Aż wzdrygnęła się, słysząc jej głos z odległości zdecydowanie bliższej niż wcześniej. Natychmiast otworzyła oczy, by przekonać się, że Rufus zupełnie niepostrzeżenie się przemieścił i teraz stał tak blisko niej, że gdyby zechciał, mógłby naprzeć na nią całym ciałem. Krzyknęła zaskoczona i spróbowała uciec z zasięgu jego rąk, ale ledwo spróbowała, bez wysiłku pochwycił ją w talii i ponownie przyciągnąć do siebie. – Laylo, czy naprawdę musisz to robić? Zaczynasz mnie trochę niepokoić – powiedział miękko, obojętny na to, że spróbowała mu się wyrwać.
– Ja zaczynam… Że co?! – Spróbowała go kopnąć, ale pewnie nawet gdyby jej się udało, nie zwolniłby uścisku. – Zostaw! Masz mnie… zostawić… – wydyszała, w panice ledwo chwytając oddech i formułując kolejne wypowiadane słowa.
Raz jeszcze spróbowała się wyrwać, ale i tym razem jej na to nie pozwolił. Warknęła, drżąc i stanowczo protestując przed dotykiem jego znajomych dłoni, tym bardziej, że sama jego bliskość wystarczyła, by całą sobą zapragnęła wpaść mu w ramiona i ze szlochem pożalić się na to, jak bardzo czuje się zagubiona i rozbita. Do diabła, dlaczego nie mógł jej po prostu wszystkiego wyjaśnić i dać spokoju, tylko wszystko niepotrzebnie komplikował?! No i dlaczego ona sama czuła się w ten irytujący sposób, zupełnie jakby… jakby…
– Laylo – westchnął. Zadrżała, kiedy starannie wypowiedział jej imię. To na ułamek sekundy ją rozproszyło, co Rufus natychmiast wykorzystał, żeby delikatnie acz stanowczo odwrócić ją w swoją stronę. Rozszerzonymi oczami spojrzała mu w twarz, czując jak serce zaczyna wyrywać jej się z piersi, zdradziecko pokazując, jak wielkie znaczenie ma dla niej sam jego dotyk. Znów poczuła pod plecami ścianę, na policzkach zaś wyczuła delikatne muśnięcie, kiedy Rufus ujął jej twarz w obie dłonie, zmuszając żeby spojrzałam w oczy. – Wydajesz mi się bardzo zdenerwowana – przyznał w zamyśleniu, a ona aż prychnęła, porażona tak wielkim niedopowiedzeniem z jego strony.
– Zdenerwowana? Ja jestem zdenerwowana? – powtórzyła, nagle pragnąć roześmiać się histerycznie. Żartował sobie? – Szlag mnie trafia!
– Hm, to niedobrze… – Wydawał się szczerze takim stanem rzeczy zmartwiony. – Miałabyś coś przeciwko, gdybym poprosił cię o to, żebyś spróbowała jakoś nad tym zapanować? – zaproponował, a w niej po raz kolejny coś się zagotowało i to nie tylko dlatego, że kiedy mówił, niby to przypadkiem przesunął dłonią po jej policzku w taki sposób, by po chwili móc zarysować kciukiem kształt jej zaciśniętych ust. – Proszę, Laylo – dodał i zabrzmiało to niemal śpiewnie; jego hipnotyzujący głos owijał się wokół niej, potęgując poczucie dezorientacji, jakby już wcześniej nie miała w głowie pustki.
Znała ten ton, podobnie jak i rozumiała znaczenie jego przenikliwego, uważnego spojrzenia. Aż zabrakło jej tchu, zwłaszcza, że Rufus przez ułamek sekundy sprawiał wrażenie chętnego do tego, żeby nachylić się i być może – tylko być może – skorzystać z okazji, żeby ją pocałować. Tęskniła za jego wargami, tak jak i dotykiem oraz bliskością, a jednak zdecydowanie nie czuła się na to gotowa, nie wspominając o tym, że ich ewentualne spotkanie wyobrażała sobie zupełnie inaczej, jeśli w ogóle już mogła na cokolwiek liczyć po tych wszystkich dniach ciszy i samotności.
– Przestań mieszać mi w głowie! – warknęła. Zacisnęła dłonie w pięści i z całej siły uderzyła go w tors, ale to nie zrobiło na nim wrażenia; nawet nie cofnął się o krok, chociaż właśnie tego oczekiwała. Jego czekoladowe oczy zabłysły, kiedy spojrzał na nią z zainteresowaniem, zupełnie jakby walce nie dążyła do tego, by go od siebie odepchnąć. – Ty ciągle to robisz! Naprawdę nie mógłbyś chociaż trochę spoważnieć albo… Przestań się ze mnie śmiać! – wydarła się, dostrzegając wyraz jego twarzy; natychmiast się zamachnęła, próbując wymierzyć mu cios w twarz.
Rufus westchnął i praktycznie od niechcenia chwycił ją za oba nadgarstki. Jednym szybkim ruchem unieruchomił jej ręce nad głową, jednocześnie przesuwając się bliżej. Miała wrażenie, że za moment zemdleje, zwłaszcza kiedy wyczuła bijące od jego ciała ciepło.
– Nie rób tego więcej – powiedział cicho, niemal przyjaźnie. – Nie chciałbym, żebyś przypadkiem zrobiła sobie krzywdę.
– Od kiedy to przejmujesz się tym, czy ze mną wszystko w porządku? – zapytała gniewnie, nie zastanawiając się nad doborem i sensem słów. – Do tej pory nawet nie zainteresowałem się tym, żeby do mnie zajrzeć. Nie było cię, kiedy ja… – Coś ścisnęło ją w gardle, więc urwała i uciekła wzrokiem gdzieś w bok, czując jak do oczu napływając jej łzy. – Nieważne.
Nie odpowiedział, ale drgnął niespokojnie i wiedziała, że udało jej się go zranić. Oczekiwała chociaż cienia ponurej satysfakcji z tego powodu, ale w zamian pojawił się żal i rozdarcie pomiędzy pragnieniem wycofania się, a trwania przy swoim, zwłaszcza, że przecież do tego to wszystko się sprowadzało. Czuła się winna, poza tym sama doprowadziła do tego, że ją zostawił, ale mimo wszystko jego upór też miał wpływ na sytuację.
Cholera, to było trudne. A ona sama już nie była pewna tego, co takiego powinna czuć, a czego nie… Niczego nie była pewna.
– Nie będę o tym rozmawiał, a przynajmniej nie w ten sposób – stwierdził Rufus. Spojrzała na niego z niedowierzaniem i zaraz tego pożałowała, bo znów poraziła ją wręcz hipnotyzująca moc jego spojrzenia.
– Powiedziałam ci już, żebyś przestał mieszać mi w głowie – wymamrotała przez zaciśnięte zęby, ale nie zabrzmiało to nawet w połowie tak gniewnie jak za pierwszym razem.
– Nie robię tego, Laylo. Poza tym… Popraw mnie, jeśli się mylę – kolejny olśniewający uśmiech – jednak, o ile dobrze pamiętam, to ty jesteś telepatką. Czyż nie tak, moja śliczna?
Zadrżała, słysząc jakiekolwiek pieszczotliwe słowa w jego ustach. Na palcach jednej ręki potrafiła zliczyć razy, kiedy Rufusowi zdarzało się zdrobnić jej imię albo nazwać ją inaczej niż „Laylo” czy „dziewczyno”. Nie nadążała za jego nastrojami, ale wcale nie miała wrażenia, że wampir jakkolwiek jej zagraża. Tym razem jego zachowanie wywoływało w niej jedynie irytację albo raczej uczucie to brało się ze świadomości tego, że wcale nie jest na niego taka zagniewana, jak próbowała samą siebie przekonać.
Prawda była taka, że czuła się przerażona, zagubiona i stęskniona. Wciąż nie rozumiała, co takiego się wydarzyło, ale jednego była pewna: Rufus miał z tym związek i najprawdopodobniej jej pomógł. Co więcej, był tutaj, dosłownie na wyciągnięcie ręki, a ona…
– O co ci chodzi? – Spojrzała mu w oczy i zaraz skrzywiła się, porażona ich intensywnością i blaskiem. – Wszystko cię bawi – zarzuciła mu, wydymając usta.
– Tak sądzisz? – zapytał cicho. Wciąż unieruchamiał jej ręce, poza tym mogła się założyć, że w tym momencie uważnie śledził wzrokiem krzywiznę jej ust. – W takim razie powinnaś wiedzieć, że nie – zdecydowanie nie wszystko.
– Doprawdy? – Coraz ciężej jej się myślało, jakby wcześniej w ogóle było to możliwe. Jeśli mówił prawdę, najwyraźniej sam nie zdawał sobie sprawy z tego, jak wielki wpływ miał na to, jak się czuła i co myślała. – Mam inne wrażenie... Ale skoro tak, powiedz mi, co takiego traktujesz poważnie? – zapytała, bynajmniej nie oczekując szczerej odpowiedzi.
Nie odpowiedział od razu. Jego oczy na ułamek sekundy zaszły mgłą, kiedy zamyślił się nad odpowiedzią. Poczuła, że uścisk na jej nadgarstkach słabnie, ale nie odważyła się poruszyć, świadoma tego, że jest od niej zdecydowanie szybszy. Kto jak kto, ale Rufus na pewno by ją dogonił, gdyby tylko sobie tego zażyczył, poza tym – jeśli miała być ze sobą szczera – wcale nie była pewna tego, czy chciała się od niego odsunąć.
– Hm, niech się zastanowię… – powiedział cicho, ostrożnie dobierając słowa. – Powiem ci, ale… naprawdę się nie domyślasz, Laylo?
Drgnęła niespokojnie. Dobra bogini, nie, on zdecydowanie musiał robić to specjalnie. A już na pewno doskonale bawił się jej kosztem, być może mszcząc się za to, że potraktowała go w ten sposób.
Na pewno, ale…
– Nie odpowiada się pytaniem na pytanie – wymamrotała, całkiem wytrącona z równowagi. Adrenalina opadła i teraz chwiała się na nogach, w pionie trzymając się jedynie dzięki jego silnemu uściskowi. – Sam zawsze to mówisz.
– I na wszystkie rzeczy, które mówiłem, musiałaś zapamiętać akurat to? – Spojrzał na nią z powątpieniem, jakby urażony. – Laylo…
Zamrugała pośpiesznie, walcząc o odzyskanie jasności umysłu.
– Odpowiedz.
Zacisnął usta, wyraźnie skonsternowany; pomiędzy jego brwiami pojawiła się pionowa kreska. Layla obserwowała go w milczeniu, równie zniecierpliwiona, co i oszołomiona. Czuła się co najmniej osaczona, wręcz zwabiona w pułapkę z której w żaden sposób nie potrafiła znaleźć wyjścia. Rufus wciąż ją trzymał, chociaż po chwili zastanowienia w końcu puścił jej nadgarstki, w zamian przenosząc dłonie na jej biodra.
Rufus ostrożnie zakreślił krzywiznę jej talii, ale w jego ruchach wyczuła raczej fascynację, a nie jakiekolwiek dwuznaczne pragnienia. Wstrzymała oddech, całą sobą walcząc o to, żeby w żaden sposób nie okazać emocji, ale nie była w stanie powstrzymać dreszczu, który wstrząsnął całym jej ciałem. Wampir rzucił jej zaciekawione spojrzenie, jego twarz zaś ponownie przybrała nieodgadnioną maskę, przez co Layla nie była w stanie określić, co takiego musiał sobie myśleć. Czuła jego dłonie, jego znajomy zapach i dotyk, a próba wzbraniania się przed ulegnięciem mu i pozwoleniem, żeby jakoś ukoił jej ból i nerwy, wydawała się niemal bolesna.
– Odpowiedz – powtórzyła nagląco, wzdrygając się raz jeszcze. Głos jej drżał, podobnie jak i całe ciało. – Przestań w końcu mnie prowokować i odpowiedz.
Rufus wywrócił oczami. Wydawał się poważnie rozczarowany tym, że faktycznie sama nie zdołała wyciągnąć odpowiednich wniosków – zwłaszcza, że było dokładnie tak, jak już powiedział, więc podświadomie przynajmniej podejrzewała, co takiego zamierzał jej oznajmić.
– Ty.
To było jedno słowo, wypowiedziane w sposób, który przyprawił ją o zawroty głowy. Jęknęła cicho, po czym mocno zacisnęła powieki, coraz bardziej wytrącona z równowagi. Kręciło jej się w głowie, poza tym znowu zaczynała mieć problemy z oddychaniem. Miała wrażenie, że toczy wewnętrzna walkę z samą sobą i że jakimś cudem ją przegrywa, chociaż przecież przynajmniej jednak jej cząstka powinna wyjść z tej potyczki zwycięsko.
– Laylo – usłyszała i wzdrygnęła się, czując na policzku ciepły oddech. Potrząsnęła głową, próbując dać mu do zrozumienia, że powinien się odsunąć, ale – oczywiście! – nie zrobił tego. – Proszę cię, otwórz oczy i spójrz na mnie.
– Ty jakoś nie robisz tego o co cię proszę – zauważyła obojętnym tonem, ale nie była w stanie powstrzymać się przed spełnieniem jego prośby.
Rufus wpatrywał się w nią uważnie, bez chociażby cienia rozbawienia. Trzymał ją w ramionach, a jednak i to nie wydawało się niewłaściwe, obchodził się z nią zresztą tak jak na początku, kiedy dotyk mężczyzny budził w niej najgorsze wspomnienia. Czuła się trochę jak dziecko, a delikatność z jaką ją traktował, jedynie potęgowała to wrażenie – podobnie jak i pragnienie tego, by odciąć się od tego wszystkiego i pozwolić mu na wszystko, zupełnie jakby minione dni wcale nie miały racji bytu. Jednocześnie tego chciała i nie chciała, problem zaś stanowiła przede wszystkim jej wewnętrzna obawa o to, czy oby na pewno wszystko to, co się działo, w rzeczywistości nie było snem. Nie zniosłaby takiego rozczarowania, ale…
Nie była pewna, co takiego Rufus wyczytał z jej twarzy, ale to już nie miało znaczenia. Przez jeszcze kilka chwil analizował mowę jej ciała, wyciągając wnioski, a potem – jak gdyby nigdy nic – powoli nachylił się w jej stronę.
Kiedy jego wargo odnalazły drogę do jej ust, wszelakie myśli ostatecznie uleciały z jej głowy. Już w następnej sekundzie wątpliwości i strach zniknęły, a wszystko inne przestało mieć znaczenie, wyparte przez pragnienie tego, żeby być blisko – i to niezależnie od tego, że w każdej chwili mogła nadejść brutalna, rozczarowująca rzeczywistość, gdyby jednak się okazało, że wszystko było snem.

2 komentarze:

  1. Ja prawdopodobnie nigdy nie ogarnę
    tak... nietuzinkowej postaci, jaką jest Rufus, naprawdę... W jednej
    chwili doprowadza Laylę do białej gorączki, a zaraz pyta ją, czy
    wszystko jest w porządku -.- Jak można śmiać się z Lay? Wcale się jej
    nie dziwię, że chciała mu dać w twarz, tak delikatnie mówiąc... A
    końcówka rozdziału była cuudna ^^ Mam nadzieję, że się w końcu pogodzą,
    choć po nich to można spodziewać się naprawdę wszystkiego...
    Przepraszam, że tak krótko, ale nie mam za bardzo czasu... Pozdrawiam i
    do napisania ;*
    lilka24

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mam żadnego usprawiedliwienia na to, że nie komentowałam rozdziałów. Mogłabym powiedzieć, że dodawałaś rozdziały tak szybko, że nie miałam nawet szansy skomentować. Ale nie.
    Pogodził się? No nareszcie ^^ a przynajmniej tak mi się wydaje, bo w końcu ją pocałował. I nie wąż mi się tego spieprzyć, bo spłoniesz :D
    Nie ogarniam teraz psychiki Layli - i niech się już nie usprawiedliwia tym, że straciła dziecko :D
    okej, nareszcie było dużo rozdziałów z Lay i Rufusem - zgadnij kto się cieszył? ^^ - tak to byłam ja.
    Przepraszam, że tak krótko ale siedzę w szkole na lekcji, a chciałam skomentować zanim dodasz kolejny rozdział :*
    Jeszcze raz przepraszam za opóźnienie ;*

    Gabi. ♡

    OdpowiedzUsuń









After We Fall
stories by Nessa