16 czerwca 2014

Sto czterdzieści jeden

Layla
Layla jęknęła cicho. Pocałunek trwał, przechodząc jej najśmielsze oczekiwania i sprawiając, że tym bardziej miała wątpliwości co do tego, co dzieje się w rzeczywistości, a co powinna uznać za senny majak. Och, nie potrafiła wyobrazić sobie, że coś takiego mogłoby być tylko wytworem jej wyobraźni, zwłaszcza, że w niczym nie przypominało koszmarów, które dręczyły ją niejednokrotnie wcześniej, ale mimo wszystko…
Zadrżała mimowolnie. Jej umysł czasami przechodził najśmielsze oczekiwania, więc niczego nie mogła być pewna. Była na siebie zła za to, że w tej sytuacji mogła rozważać coś tak nieistotnego i przygnębiającego zarazem, ale co miała poradzić na to, że była tak pełna obaw i sprzecznych ze sobą myśli? Dobra bogini, przecież w ostatnim czasie wszystko szło nie tak, a i teraz, próbując przypomnieć sobie ostatnie godziny, natrafiła na istny chaos; całą serię sprzecznych ze sobą myśli i obrazów, których w żaden sposób nie potrafiła zinterpretować. Pamiętała własny strach, zagubienie, może nawet ból i to nieokiełzane gorąco, nie mające żadnego związku z przyjemnym ciepłem grzejącego jej ciało ognia, a jednak nawet to nie było w stanie dostarczyć jej informacji, które tak bardzo chciała wiedzieć.
Poczuła, jak palce Rufusa przeczesują jej włosy. To sprowadziło ją na ziemię, przynajmniej w teorii, bo jak mogła czuć się związana z rzeczywistością, skoro działo się coś, co zupełnie nie przypominało ostatnich dni? Czuła się nieporadna i głupia, jakby jakimś cudem zdołała zapomnieć, co takiego należy robić z rękami, a tym bardziej ustami, chociaż zwykle przychodziło jej to zupełnie naturalnie. Nawet kiedy już przypomniała sobie o tym, że powinna go objąć, żeby znaleźć się jeszcze bliżej, a ich usta odnalazły wspólny rytm, czuła się jak niedoświadczone dziecko. Cholera, dlaczego akurat teraz musiała robić coś nie tak…?
Rufus delikatnie odsunął ją od siebie. Machinalnie chciała zaprotestować, ale ostatecznie mu na to pozwoliła, przyjmując z ulgą fakt, iż przynajmniej nie wypuścił jej ze swoich objęć. Zachwiała się lekko i pojęła, że gdyby nie jego ramiona, już dawno osunęłaby się na ziemię. Oddech miała nienaturalnie przyśpieszony i ledwo panowała nad własnym ciałem, to jednak nie wydawało się złe, ale wręcz przyjemne – może pomijając rozczarowanie, związane z tym, że pieszczota dobiegła końca, zanim zdołałaby się nią należycie nacieszyć i spróbować odwzajemnić.
Mrugając pośpiesznie i wciąż walcząc o odzyskanie oddechu, nieco zamglonym wzrokiem popatrzyła na twarz Rufusa, próbując jakkolwiek odgadnąć uczucia, które nim targały, ale nie była w stanie. Jedynie pociemniałe oczy mogły stanowić wskazówkę, ale w głowie miała zbyt wielki mętlik, żeby przypomnieć sobie, co to oznacza.
– Cholera – westchnął, a ona zesztywniała, bo zdecydowanie nie to spodziewała się usłyszeć w takiej sytuacji.
– Rufus? – Zamrugała pośpiesznie. – Co ja znowu zrobiłam nie tak? – zapytała, usiłując wyswobodzić się z jego objęć. – Co ja…?
– Co ty zrobiłaś nie tak? – żachnął się i spojrzał na nią w taki sposób, jakby zobaczył ją po raz pierwszy. – Do diabła, dziewczyno, to chyba ja tobie powinienem zadać takie pytanie! – zirytował się, całkiem ją zaskakująco. Spojrzała na niego w oszołomieniu, próbując jakoś dać mu do zrozumienia, że nie ma pojęcia, co takiego miał na myśli. W jego oczach pojawiło się lekkie oszołomienie, zaraz też pokręcił głową i popatrzył na nią nieco niepewnie. – Całuję cię, a ty zaczynasz płakać. Gdybyś przynajmniej dała mi w twarz, to jeszcze uznałbym za jasny komunikat, ale łzy…? – westchnął.
Natychmiast uniosła dłoń do twarzy, żeby przekonać się, że w istocie ma wilgotne policzki. W pośpiechu spróbowała doprowadzić się do porządku, zaskoczona tym bardziej, że wcześniej nawet nie zorientowała się, że cokolwiek jest nie tak. O bogini, przecież chciała tego uniknąć, zwłaszcza przy nim!
Nie zastanawiając się nad tym, co robi, błyskawicznie wyswobodziła się z objęć Rufusa, odsuwając się na kilka dobrych metrów i pozostawiając zdezorientowanego wampira pod ścianą. Nie widziała jego twarzy, ale prawie mogła sobie wyobrazić jej wyraz, zwłaszcza, że swoim zachowaniem mogła wprowadzić go w błąd, ale niczego nie mogła poradzić na to, że czuła się… No cóż, już nawet nie była pewna w jaki sposób. Ta świadomość tym bardziej wszystko utrudniała i po chwili, zupełnie nad tym nie panując, rozszlochała się na całego, dając upust całej odczuwanej nań irytacji i frustracji, które towarzyszyły jej od momentu przebudzenia.
Wyczuła za plecami nieznaczny ruch, ale nawet się nie obejrzała. Po prostu stała w miejscu, szlochając i całkiem już nie dbając o to, że być może nie powinna tego robić, bo…
Och, do diabła, właściwie dlaczego nie?!
– Laylo? – Nie zareagowała. Rufus westchnął i mogła się założyć, że wywrócił oczami. – Czy mogłabyś mi odpowiedzieć na tylko jedno pytanie? – ciągnął i nawet nie czekając na jej reakcję, mówił dalej: – Ty nie płaczesz z mojego powodu, prawda?
Odwróciła się w jego stronę tak szybko, że obrazy rozmazały jej się przed oczami i dla pewności musiała przytrzymać się najbliższego z laboratoryjnych blatów, żeby nie upaść. To, czego doświadczała, do złudzenia przypominało ten dziwny stan, którego doświadczała już lata wcześniej, a przez który przeprowadził ją… Dylan. Takie odkrycie wydawało się co najmniej niepokojące, dlatego pośpiesznie odrzuciła wszelakie myśli od siebie, próbując przekonać samą siebie, że to nigdy więcej się nie powtórzy, a z nią jest wszystko w porządku.
Przełknęła z trudem, w końcu będąc w stanie skoncentrować się na Rufusie.
– Naprawdę sądzisz, że wszystko musi kręcić się wokół siebie? – warknęła, nie mogąc się powstrzymać.
– Mam wrażenie, że wracamy do punku wyjścia – wymamrotał, patrząc na nią jak na wyjątkowo interesujący obiekt badawczy. – To byłoby całkiem ciekawe doświadczenie, gdybyś znowu się na mnie nie denerwowała i to bez wyraźnego powodu.
Prychnęła i gniewnym ruchem otarła oczy, próbując powstrzymać wciąż napływające na nowo łzy. Rufus przez cały czas ją obserwował, a do niej dotarło, że właśnie zareagował tak jak większość facetów, kiedy tylko widzieli płaczącą kobietę – po prostu próbował się wycofać, przynajmniej w miarę możliwości. To odkrycie na ułamek sekundy nie tylko ją zaskoczyło, ale wręcz rozbawiło, a przynajmniej odniosła wrażenie, że gdyby się postarała, może nawet zdołałaby się uśmiechnąć.
Nie zrobiła tego. W jednej chwili znów naszły ją wątpliwości i ta irytująca wręcz słabość, jakże podobna do tej, której doświadczała przed zaśnięciem, kolejny raz przeżywając koszmar na jawie. Prawie bezwiednie pokręciła głową, po czym chwyciła się za głowę, energicznie pocierając skronie, żeby móc lepiej się skoncentrować.
– Dobrze się czujesz? – zapytał z westchnieniem Rufus, ale przynajmniej został na swoim miejscu, zamiast znowu próbować się do niej zbliżyć.
– Nie. – Rzuciła mu rozdrażnione spojrzenie. Po co pytał, skoro to było oczywiste. – Niczego już nie rozumiem, a połowa moich wspomnień… Czy w takim wypadku w ogóle można czuć się dobrze?
– No cóż… – zaczął, ale zrezygnował, kiedy cicho na niego warknęła. – Musimy porozmawiać. Teraz – dodał z naciskiem, w taki sposób, że nie miała wątpliwości, iż „musimy” jest tutaj słowem kluczowym.
Ugryzła się w język, żeby przypadkiem nie powiedzieć mu, co takiego sądzi o tym, że pojawił się znikąd, na dodatek w tak dziwnych okolicznościach, a teraz jeszcze próbował dyktować warunki. Gdzie był, kiedy rozpadała się na kawałeczki, próbując uporać się z czymś, co w znacznej mierze zaczynało ją przerastać?
– To ty mnie odepchnęłaś – zauważył i uprzytomniła sobie, że nieświadomie musiała wypowiedzieć swoje myli na głos.
– Nie chciałam tego! – zaoponowała natychmiast. – Kto jak kto, ale ty powinieneś wiedzieć, że te wszystkie słowa…
– Aczkolwiek brzmiało to bardzo przekonując – przerwał jej niemal szorstkim tonem. Uniosła brwi, zaskoczona tym bardziej, że chwilę wcześniej sam ją pocałował. – Niemniej masz rację. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nie chciałaś, ale o tym możemy porozmawiać później.
– Dlaczego? – Pociągnęła nosem, jednocześnie zastanawiając się, czy wygląda tak marnie, jak się czuła. – Bo teraz masz w planach znów zacząć mnie obmacywać i całować? – zasugerowała, a na samą myśl puls gwałtownie jej przyśpieszył, obojętny na to, czego mogłaby sobie życzyć.
Rufus uśmiechnął się, ale bez wesołości.
– Kuszące… Ale nie – powiedział i mogłaby przysiąc, że sam czuł się swoją decyzją rozczarowany. – Chyba, że naprawdę sobie życzysz, żeby…
– Rufus!
– Sama to zasugerowałaś – żachnął się, unosząc obie ręce ku górze w obronnym geście. – W takim razie, co takiego chciałabyś najpierw zrobić, Laylo?
Nie odpowiedziała, jedynie obserwując go ponurym wzrokiem. Czuła się wykończona, a od nadmiaru emocji zaczynało jej się kręcić w głowie, nie wspominając o powodzeniu w próbach odzyskaniu równowagi psychicznej. Kiedy głębiej się nad tym zastanowiła, doszła do wniosku, że tak naprawdę nade wszystko pragnie znaleźć się w jakimś spokojnym miejscu, gdzie będzie mogła się uspokoić i pójść spać, obawiała się jednak, że taki plan może niekoniecznie usatysfakcjonować Rufusa. Nie nadążała za nim, ale nie była na tyle głupia, by uwierzyć, że gdyby spróbowała teraz wyjść i trzasnąć drzwiami, to by jej na to pozwolił.
Chociaż z drugiej strony, właściwie dlaczego miała się tym przejmować? Spojrzała na niego ostrzegawczo, po czym ostrożnie przesunęła się w stronę schodów. Kilka razy już to przerabiali, co prawda w sytuacjach, kiedy Rufus był wytrącony z równowagi i nieprzewidywalny, ale – tak po prawdzie – kiedy taki nie był? Poza tym chyba miała prawo decydować o tym, gdzie chce być, zwłaszcza w sytuacji, kiedy…
– Mogę wiedzieć, dokąd znowu się wybierasz? – zapytał od niechcenia, uważnie ją obserwując.
Wzdrygnęła się, ale poza tym w żaden sposób nie zareagowała na jego pytanie.
– Wychodzę – odparła takim tonem, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie. – Masz coś przeciwko?
– Bynajmniej. – Nie wyczuła, żeby się poruszył, ale była pewna, że to zrobił. – Jeśli ci na to pozwolę, ewentualna rozmowa mogłaby się okazać dość problematyczna…
Prychnęła, zastanawiając się nad tym, czy on nadal sobie z niej żartuje? Potencjalnie problematyczna? Jak na kogoś, kto zwykle irytował się z powodu eufemizmów, teraz wyjątkowo rzucał nimi na prawo i lewo.
Nie odpowiedziała, tylko bardziej stanowczo ruszyła w stronę schodów, już nawet nie próbując udawać, że one nie są jej celem. Nie była co prawda pewna, gdzie teraz chciała się znaleźć i dlaczego jest tak pobudzona, ale to nie miało znaczenia. Potrzebowała spokoju, przynajmniej chwili na zebranie myśli i ochłonięcie po wszystkim, co się wydarzyło i to nawet jeśli nie wszystko pamiętała, ale przy Rufusie zdecydowanie nie miało jej to być dane.
Rufus pozwolił jej cieszyć się sukcesem jakieś dziesięć sekund, czyli dokładnie tyle, ile potrzebowała, żeby pokonać pięć pierwszych stopni.
– Mam wrażenie, że to będzie trudniejsze niż przewidziałem – stwierdził w zamyśleniu, a jej serce omal nie stanęło, kiedy usłyszała jego głos tuż za swoimi plecami. – Trudno.
Nie zdążyła nawet się obrócić, kiedy bezceremonialnie pochwycił ją w pasie, biorąc na ręce z taką łatwością, jakby nic nie ważyła. Krzyknęła w proteście i spróbowała się wyrwać, ale nawet gdyby postanowił dać jej przynajmniej trochę satysfakcji i pozwolić na to, żeby tym razem jednak trafiła go w twarz, to pewnie i tak nie miałaby najmniejszych szans na to, żeby oswobodzić się z jego objęć. Chcąc nie chcąc wylądowała u niego na rękach, jedynie siłą powstrzymując się przed objęciem go za szyję, w nadziei, że jakimś cudem się zniechęci i dojdzie do wniosku, że jednak potrafi poruszać się o własnych siłach.
– Hej! Coś ty sobie znowu wymyślił! – zaoponowała, kiedy sytuacja nagle wróciła do stanu sprzed kilku chwil, a ich twarze znalazły się tak blisko siebie, że wyraźnie czuła słodycz jego oddechu. Będąc tak blisko, nie mogła nie myśleć o pocałunku, a to zdecydowanie nie ułatwiało koncentracji. – Masz mnie w tej chwili puścić… – dodała, ale to wcale nie zabrzmiało tak stanowczo i gniewnie, jak pierwotnie planowała.
– Tu i teraz? – upewnił się, zamiast spełnić jej prośbę, jeszcze mocniej przygarniając ją do siebie. Ich spojrzenia się spotkały, a Layla wyczuła, że gdyby odpowiedziała „tak”, nie wahałby się… I pewnie zrobiłaby to, gdyby nie świadomość, że przyjąłby jej rozkaz dosłownie, pozwalając żeby boleśnie wylądowała na schodach. Co prawda łatwością mogłaby wylądować, a i sam upadek nie wydawał się taką straszną perspektywą, coś jednak ją powstrzymywało – być może ten dziwny instynkt, którego nabyła podczas ciąży, a który nakazywał jej uważać na każdy ruch, żeby przypadkiem nie zrobić krzywdy istocie, która… – Sama widzisz – stwierdził cicho Rufus, jednoznacznie interpretując jej milczenie.
Chciała na niego warknąć, ale myślami wciąż była daleko. Nie zareagowała w żaden sposób, nawet kiedy już ruszył się z miejsca i jasnym stało się, że jakakolwiek próba ucieczki jest z góry skazana na niepowodzenie.
Cholerny egoista, przemknęło jej przez myśl, ale ledwo ustawiła słowa w tej kolejności, przekonała się, że nie są prawdziwe. Gdyby w istocie był egoistą, najprawdopodobniej pozwoliłby, żeby wyszła. Nie rozumiała, co takiego zmieniło się w ciągu zaledwie jednego dnia, skoro do tej pory Rufus traktował ją tak, jakby była mu obca, ale to nie miało znaczenia. Przecież chciała, żeby się nią przejmował, chociaż jednocześnie nade wszystko próbowała udowodnić mu, że wcale go nie potrzebuje.
 Skoro już odszedł, mógł iść. Skąd ten nagły zaszczyt i możliwość przebywania w jego towarzystwie, skoro do tej pory nawet do niej nie zajrzał, nie wspominając o chociażby znaczącym spojrzeniu, które rzuciłby w jej stronę?
Chyba, że…
– Do diabła, jak często przesiadywałeś pod moim oknem? – palnęła pod wpływem impulsu, nagle zaczynając kojarzyć fakty. O bogini, to otwarte okno i ważenie czyjejś obecności…
– Nie mam pojęcia, co takiego mi w tej chwili zarzucasz – stwierdził wymijająco – ale gdybym wiedział, pewnie i tak wolałby zostawić pewne fakty dla siebie.
Kłamał i doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Aż syknęła niedowierzania, próbując przypomnieć sobie, jakim cudem udało jej się nie wykończyć się nerwowo, skoro przez te wszystkie lata Rufus potrafił zachowywać się w sposób jeszcze bardziej irytujący od tego. Czy to miała być forma kary? Jeśli tak, to chyba wolałaby, gdyby znów zaczął na nią krzyczeć albo powiedział coś dobitnego na temat tych wszystkich idiotycznych oskarżeń. Wszystko byłoby lepsze, gdyby tylko…
Och, dlaczego musiał ją dręczyć?
– Naprawdę chcesz doprowadzić do tego, żebym zrobiła coś, czego wkrótce pożałujesz? – zapytała, ostrożnie dobierając słowa. – Wiesz, że gdybym chciała, mogłabym stąd wyjść. Gdybym chciała…
– Więc dlaczego jeszcze tego nie zrobiłaś? – Spojrzał na nią z uprzejmym zainteresowaniem. – Wiem, co potrafisz, Laylo, więc nie musisz mi tego przypominać. Wracając do twoich zdolności… To właśnie jeden z powodów, dla których nie powinienem pozwolić ci stąd wyjść… Nie, póki się nie uspokoisz.
– Przy tobie nie potrafię być spokojna – mruknęła, ale i to nie zabrzmiało jak pretensja. Westchnęła w duchu, wciąż walcząc o to, by doprowadzić się do porządku. Oczywiście traciła czas, ale przynajmniej uprzytomniła sobie dwuznaczny wydźwięk jego wypowiedzi. – Zaraz… Dlaczego mówisz w taki sposób, jakbym mogła być dla kogoś zagrożeniem?
Rzucił jej udręczone spojrzenie.
– Nie dla kogoś – sprostował. – Raczej dla siebie. Co prawda mogę się mylić, ale jak zapewne pamiętasz, zdarza mi się to bardzo rzadko.
– Och, no tak… – Uciekła wzrokiem gdzieś w bok, czując jak coś przewraca jej się w żołądku. – Rufus, puść mnie. Niedobrze mi – westchnęła i wygięła się w jego ramionach, próbując mu jak najbardziej ciążyć.
Prychnął, chociaż przecież nie próbowała go okłamać, ale przynajmniej trochę rozluźnił uścisk – i to tylko po to, żeby móc ułożyć ją w swoich ramionach inaczej, a potem przyciągnąć do siebie w taki sposób, że znów poczuła jego usta na swoich. Tym razem nie zawahała się przed odwzajemnieniem pieszczoty, lepiej kontrolując siebie i własne odruchy, a przynajmniej miała takie wrażenie. Pocałunek był przyjemny, ona zaś łaknęła go bardzie niż byłaby zdolna przypuszczać.
Nie zamknęła oczu, więc wyraźnie widziała wyraz jego twarzy. Pocałowała go raz jeszcze, mniej namiętnie a bardziej słodko, po czym – nie mogąc się powstrzymać – przygryzła jego dolną wargę. Wzdrygnął się i spojrzał na nią niemal drapieżnie, wyraźnie zaskoczony; jego ciemne tęczówki rozszerzyły się nieznacznie.
– Ach… Gryziesz? – wymruczał. Wzruszyła ramionami, jednocześnie przesuwając językiem po zębach. Jej nie były takie ostre, jak jego wysuwane kły. – Doprawdy, ty nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak bardzo mnie prowokujesz…
– To chyba niedobrze – zauważyła przytomnie, a przynajmniej tak jej się wydawało i to nawet mimo tego, że w głowie miała kompletną pustkę. – Mieliśmy rozmawiać.
Sądziła, że go rozbawi albo sprowokuje do czegoś więcej, chociaż wcale nie czuła się na to gotowa. Czy to miał być sposób na godzenie się – to, żeby od razu ponieść się emocjom i tej bardziej fizycznej części ich związku? Jakaś jej cząstka pragnęła tego, ale była też inna i ta stanowczo protestowała.
Nie dlatego, że straciła dziecko, bo fizyczne obrażenia już dawno się zagoiły, a ona była w szczytowej formie już kilka dni po tym, co się wydarzyło. Problem leżał właśnie w tym, że już teraz umysł niejednokrotnie płatał jej figle, gdyby zaś to zrobili, a ona nabrała nadziei na kolejny sukces, a potem się rozczarowała… Albo jeszcze gorzej! Gdyby to zrobili i cały koszmar zacząłby się na nowo, a ona przez cały czas żyłaby w napięciu, podświadomie czekając na ten niechciany moment, kiedy…
– Faktycznie – usłyszała głos Rufusa i poczuła, jak schodzi z niej całe napięcie. – Mieliśmy rozmawiać. – Wciąż czuła na sobie jego spojrzenie, kiedy błyskawicznie przemieścił się, wraz z nią materializując na drugim końcu laboratorium. – Mieliśmy, ale… Och, powiedz mi, co takiego mam zrobić. Myślami jesteś gdzieś daleko.
– Naprawdę? – Zamrugała i spojrzała na niego zaskoczona tym, że się zorientował. Do tej pory sprawiał wrażenie skoncentrowanego na tym, żeby wytrącić ją równowagi, ale powinna była przewidzieć, że mimo to i tak jest skoncentrowany na wszystkim. Nie było szans na to, by cokolwiek umknęło jego uwadze. – Ja…
– Powiedz mi. – To była forma rozkazu, ale zdecydowanie łagodniejsza i gdyby się postarała, mogłaby uznać ją za prośbę.
W pierwszym odruchu pragnęła zaprotestować albo nie odezwać się wcale, ale nie potrafiła znaleźć powodu, dla którego miałaby to zrobić. Próbowała z Rufusem walczyć, ale właściwie dlaczego? Dlaczego miała nadal udawać, że wszystko jest w porządku, a ona wcale nie chce tutaj być?
Gdyby chciała, wyszłaby i nie byłby w stanie jej powstrzymać. Gdyby naprawdę tego chciała, jedna decyzja wystarczyłaby, żeby obrócić wszystko w kurz i pył, a jednak nawet nie brała pod uwagę tego, że mogłaby ją podjąć.
– Boję się – powiedziała pośpiesznie, zanim zdążyłaby ugryźć się w język.
Uniósł brwi i pojęła, że najwyraźniej udało jej się go zaskoczyć.
– Boisz się? – powtórzył, zupełnie jakby te słowa w ogóle nie powinny dać się uporządkować w takiej właśnie kolejności. – Dlaczego? Czego miałabyś się bać?
– To skomplikowane… – przyznała, po czym westchnęła, dostrzegając jego naglące spojrzenie. No dobrze, trzeba było przyznać, że był ekspertem od skomplikowanych rzeczy. – Boję się… siebie – wyznała i chociaż zaskoczyła go po raz kolejny, uprzytomniła sobie, że właśnie tak prezentuje się prawda. – Boję się siebie i swoich snów. Mam wrażenie, że zaczynam tracić zmysły i… Och, pewnie uznasz, że w istocie oszalała, kiedy ci coś powiem, ale ja już nie jestem w stanie tego znieść.
Zamknęła oczy, znów bliska płaczu. Rufus poruszył się, prawie niezauważalnie, ale mogła się założyć, że w końcu otworzył drzwi prowadzące do okrągłego pokoju, a stamtąd te do małego pokoiku – jego sypialni.
– Co takiego? – usłyszała, a chwile później poczuła pod plecami miękkość znajomego materaca. Aż westchnęła, przynajmniej przez z ułamek sekundy czując, że znajduje się na swoich miejscu. – Do czego dążysz, Laylo?
Zawahała się…
A potem po prostu mu powiedziała.

1 komentarz:

  1. ach,
    może nareszcie się pogodzą *.* No przynajmniej ja mam taką nadzieję xD
    Uwielbiam momenty z Laylą i Rufusem w roli głównej, ale to już wiesz ;)
    Te ich potyczki słowne i to, że pomimo tak burzliwych temperamentów, jak
    ich w ogóle ze sobą wytrzymują ... Brak mi słów normalnie (oczywiście w
    tym pozytywnym sensie)... W końcu zdecydowali się ze sobą porozmawiać,
    więc rozumiem, że praktycznie już się pogodzili... Jednak może być też
    tak, że podczas tej rozmowy piekielnie się pokłócą i "proces" ich
    godzenia zacznie się od początku...
    Dobra, nic już nie mówię i czekam na nn ;)
    Pozdrawiam ciepło i do napisania ;*

    OdpowiedzUsuń









After We Fall
stories by Nessa