
Layla
Poczuła,
że materac lekko ugina się pod jego ciężarem. Layla westchnęła, po czym
otworzyła oczy, wcale nie zaskoczona tym, że Rufus ułożył się tuż obok
i że właściwie nie odrywał od niej wzroku. To było takie znajome, jakby
minione dni nie miały miejsca, chociaż jednocześnie nie potrafiła zmusić się do
tego, żeby oszukiwać samą siebie i traktować to wszystko w taki
sposób, jakby nigdy się nie wydarzyło. Być może w ten sposób byłoby łatwiej,
ale to również sprowadzałoby się do oszukiwania samej siebie, a na to
zdecydowanie nie miała ochoty.
– Mam wrażenie, że jestem szalona – wyznała, uciekając
wzrokiem gdzieś w bok. Mówiła to już wcześniej, ale dopiero teraz
zamierzała zmusić się do tego, żeby tę myśl rozwinąć. – Może coś jest ze mną
nie tak, nie wiem, ale ja naprawdę mam wrażenie… Przez cały czas mam wrażenie,
że… – Zamknęła oczy, po czym wypuściła powietrze ze świstem, coraz bardziej
skonsternowana. – Och, sama już nie jestem pewna, co takiego się wokół mnie
dzieje.
– Mów dalej – ponaglił i wyczuła, że się nad nią
nachylił. Rufus był zdeterminowany i chociaż silił się na wyjątkowo
łagodny ton, doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że nie zamierzał
odpuścić. – Co takiego ci się wydaje?
Jęknęła i skrzywiła się, walcząc z pragnieniem,
żeby mu powiedzieć i jednocześnie walce nie będą taką pewną tego, czy
powinna to zrobić. To nie była kwestia zaufania, ale przyznania się do
słabości, bo i jak inaczej mogłaby określić to, co ją zadręczało? Pragnęła
opowiedzieć mu o wszystkim, ale gdyby to zrobiła, musiałaby przyjąć do
wiadomości, że te rzeczy dzieją się naprawdę – i że przy tym nie istnieją.
Och, to było takie trudne! Gdzieś tam pielęgnowała nadzieję
z której istnienia nawet nie zdawała sobie sprawy, przynajmniej do
momentu, kiedy nie uprzytomniła sobie, jak niewiele brakuje, żeby znowu ją
stracić. Nie chciała tego, wzbraniała się, ale przecież doskonale wiedziała, że
podjęcie decyzji jest koniecznie i że w końcu musi postawić pewne
sprawy jasno – bo w innym wypadku oszaleje.
– Czasami… Chodzi mi o to – podjęła, ostrożnie
dobierając słowa i wciąż na niego nie patrząc – że to wciąż mnie dręczy.
To, co się wydarzyło – dodała takim tonem, że nie powinien mieć najmniejszych
wątpliwości co do tego, co usiłowała mu przekazać.
– Ach, tak? – Też próbował być delikatny, ale wcale nie
poczuła się z tego powodu lepiej. – Gdzie w tym szaleństwo? Cierpisz
i to jest tak naturalne, jak…
– Ale nie to, że ja wciąż je czuję! – jęknęła, w końcu
to z siebie wyrzucając.
Obróciła się na łóżku, omal na niego nie wpadając, tak
blisko niej się ułożył. Zadrżała, kiedy ich ciała otarły się o siebie, ale
nie odważyła przesunąć się bliżej, chociaż pewnie gdyby zechciała, znalazłaby
ukojenie w jego ramionach. Jej oczy pałały, gniew i zażenowanie zaś
powoli przejmowały kontrolę, przysłaniając wszystko inne i uprzytamniając
jej, jak bardzo niestabilna wciąż się czuła. Niejednokrotnie zastanawiała się,
jakby to było, gdyby mogła komuś o swoich obawach powiedzieć, ale za
każdym razem rezygnowała z takiej możliwości, nie mogąc pozbyć się
wrażenia, że byłoby źle i na pewno by nie pomogło.
Teraz mogła się przekonać, że nie miała racji. Było dużo
gorzej.
– No nie patrz tak mnie – westchnęła, zaciskając dłonie
w pięści. Objęła się ramionami, jakby w ten sposób mogła być
w stanie odciąć się od wszystkiego i wszystkich, i uchronić się
nie tylko przed współczuciem, ale i tym, co mogłoby ją zranić.
Niejednokrotnie próbowała uciec od cierpienia i bólu, ale to było tak,
jakby odgradzała się od samej siebie, a tego nigdy nie miała być
w stanie dokonać. – Spoglądam w lustro i wciąż mam wrażenie, że
moje ciało nie jest takie, jak jeszcze kilka tygodni temu. Wiem, że niczego we
mnie nie ma, a jednak czasami budzę się w nocy i jestem gotowa
przysiąc, że coś się we mnie rusza. Boję się zasnąć, bo wiem, że kiedy mi się
to uda, znowu zobaczę siebie z dzieckiem w ramionach, a później
w jakiś sposób je stracę i że to będzie moja wina… – Mówiła coraz
szybciej, nie mogąc się powstrzymać i nie chcąc dać mu okazji do tego, by
spróbował zaprotestować albo jej przerwać. Może i w ten sposób nie
było łatwiej, ale musiała dokończyć, jeśli istniał chociaż cień szansy na to,
że mógł jej to wyjaśnić albo przynajmniej zrozumieć. – Powiedziałam ci te
wszystkie okropne rzeczy, ale prawda jest taka, że nawet moja podświadomość
wie, że wszystko sprowadza się do mnie. Nie przyszedłeś do mnie, ale już pal to
licho, bo sama sobie na to zasłużyłam, niemniej… – powiedziała cicho, ale
ostatecznie się rozmyśliła. Jeśli mogła mieć do kogokolwiek pretensje, to
niekoniecznie do Rufusa, zwłaszcza, że oboje byli równie uparci. – Powiedziałeś
mi, czego możemy się spodziewać. Była jakaś szansa, ale najwyraźniej jest ze
mną coś nie tak, skoro nawet nie potrafię donosić ciąży. No i teraz
rozumiem, dlaczego tak długo się wahałaś zanim mi uległeś, ale…
– Laylo – wtrącił się, bo urwała na moment, żeby móc złapać
oddech. – O czym ty, do diabła, mówisz?
Rzuciła mu urażone spojrzenie, ale je zignorował. Wciąż
przypatrując jej się uważnie, przesunął się w taki sposób, by móc bez
przeszkód ją objąć. Spięła się, ale pozwoliła mu na to, szukając w jego
ramionach i bliskości czegokolwiek, co podziałałoby kojąco. Nie była
pewna, ale może gdyby zamknęła oczy i spróbowała się rozluźnić,
przynajmniej przez moment poczułaby się na tyle naiwna, żeby przyjąć
jakiekolwiek usprawiedliwienia do świadomości. Może, ale teraz… Teraz czuła się
przede wszystkim pusta, a już na pewno bardzo, ale to bardzo zmęczona.
Rufus westchnął przeciągle, jakby był w stanie poznać
jej myśli i wnioski, które wyciągnęła, bardzo go męczyły. W jednej
chwili znalazł się nad nią, po czym ujął jej twarz w obie dłonie, przez co
chcąc nie chcąc musiała zajrzeć mu w oczy.
– Posłuchaj mnie, bo to bardzo ważne – powiedział, rzucając
jej ostre, ostrzegawcze spojrzenie. Nawet gdyby chciała mu się sprzeciwić, po
czymś takim na pewno nie zdecydowałaby się na jakiekolwiek ryzyko. – W tym
nie ma twojej winy… Nie! Masz mnie słuchać – zirytował się, bo uciekła wzrokiem
gdzieś w bok. – To nie jest próba pocieszania cię frazesami, bo oboje
zdajemy sobie sprawę, że to bardziej irytujące niż pomocne. Mówię ci tak, jak
jest: w tym nie ma twojej winy – powtórzył. – Ostrzegałem cię przed taką
możliwością, ale przecież nie dlatego, że myślałem jakkolwiek źle o tobie.
To nie tak, że jesteś słabsza albo… mniej doskonała od innych takich jak ty?
Och, Laylo, przecież ja niejednokrotnie zwracałem uwagę na to, że jesteś
zdecydowanie bardziej stabilna od innych, którzy są na tym etapie przemiany, co
ty. Miałem wręcz nadzieję, że może ta stabilność okaże się swego rodzaju
atutem, jednak… – Urwał i pośpiesznie zmienił temat, orientując się, że
jego wyjaśnienia zaczęły mijać się z pierwotnym celem.
– Czyli co? Próbujesz mnie przekonać, że to mogło zdarzyć
się każdemu i dramatyzuję?
– A tak nie jest? – zapytał z rozdrażnieniem. –
Oczywiście nie nazwałbym żalu „dramatyzowaniem”, ale poza tym wszystko się
zgadza.
Popatrzyła na niego pustym wzrokiem, nie kryjąc
rozdrażnienia takim podejściem do sytuacji. Mógł mówić, co chciał, ale
i tak nie mogła pozbyć się wrażenia, że na pewne słowa i decyzje jest
już zdecydowanie zbyt późno. Najgorsze w tym wszystkim było to, że
naprawdę chciała mu uwierzyć, a świadomość tego, że nie jest
w stanie, powoli doprowadzała ją do szaleństwa.
W zasadzie nie tylko ona. Gdyby to było takie proste,
mogłaby uwierzyć we wszystko. Gdyby mogła, sama już dawno wmówiłaby sobie
wszystko, a już na pewno nie wypowiedziałaby tych wszystkich raniących
słów, którymi omal nie zniszczyła tego, co miała najcenniejsze, kiedy w najgorszy
z możliwych sposobów potraktowała jedyną osobę, której naprawdę
potrzebowała. Teraz Rufus tutaj był, a ona...
Ona nie wiedziała już niczego.
– Więc co takiego powinnam myśleć o tym, co dzieje się
ze mną? – zapytała, zadając to najważniejsze z pytań, które już od samego
początku nie dawało jej spokoju. – Powiedz mi… Czy całkiem ją zwariowałam? –
dodała, ale wcale nie oczekiwała odpowiedzi.
– Laylo…
Delikatnie acz stanowczo dała mu do zrozumienia, żeby się
odsunął. Niechętnie pozwolił na to, a ona usiadła na łóżku, podciągając
kolana pod brodę i ciasno obejmując się ramionami. Czasami miała wrażenie,
że im jest jej mniej, tym lepiej, bo może wtedy ból, który odczuwała, byłby
zdecydowanie mniej intensywny; bardziej… znośny.
Nie ruszyła się z miejsca, chociaż miała na to ochotę.
Chcąc nie chcąc wbiła wzrok w Rufusa, czekając na jakiekolwiek
wyjaśnienia, ale te nie nadchodziły, a ona powoli zaczynała wątpić
w to, czy wampir w ogóle się odezwie. Wciąż było jej niedobrze
i zimno, chociaż ubranie było już prawie suche, a i żołądek
miała pusty, przez co nawet gdyby chciała, nie byłaby w stanie
zwymiotować.
– Mógłbym spróbować ci odpowiedzieć – zaczął powoli Rufus –
ale…
– Ale?
Wywrócił oczami, ale przynajmniej nawet słowem nie
skomentował tego, że mu przerwała.
– Powiedz mi, co takiego pamiętasz – poprosił, jeśli
oczywiście naglący ton można było uznać za prośbę.
– Co pamiętam… – powtórzyła sceptycznie, nie widząc związku
między jednym a drugim. Oczywiście wiedziała, co takiego miał na myśli
i chociaż sama miała wiele pytań na które chciała poznać odpowiedzi, mimo
wszystko lepiej czułaby się, gdyby najpierw zapewnił ją, że nie jest szalona. –
Cóż, w zasadzie niewiele. Na pewno pamiętam ciebie i to, że
bezceremonialnie wdarłeś mi się do łazienki…
– Laylo!
Uniosła brwi.
– No co? – żachnęła się. – Przecież to prawda. Chyba, że to
jakiś nowy zwyczaj, żeby nachodzić dziewczynę w koszuli nocnej. A już
na pewno nie jest normalnym to, żebym lądowała w lodowatej wodzie… –
Spojrzała na niego rozszerzonymi oczami. – O bogini, ty omal mnie nie
utopiłeś!
– Nie zaszkodziłoby ci, zresztą, jak sama możesz się
przekonać, żyjesz i masz się dobrze – wymamrotał, próbując ukryć
zażenowanie. – Wracając do tej nieszczęsnej kąpieli, w ogóle rozumiesz,
dlaczego musiałem to zrobić? – Popatrzyła na niego tępo. – Laylo, skup się!
– Cały czas próbuję, ale to nie jest łatwe, skoro mam
mętlik w głowie – pożaliła się, wzdychając cicho. – No dobrze. Pamiętasz…
zmęczenie. Wiem, że byłam bardzo zmęczona – powiedziała w końcu, zmuszając
swój umysł do współpracy.
– Tak… Tak, byłaś zmęczona – potwierdził, nachylając się
w jej stronę. – Co jeszcze, Laylo?
Miała wrażenie, że za moment zacznie wyć z rozpaczy.
– Nie wiem – westchnęła, potrząsając głową. – Mówiłam ci
już, że ciężko mi się myśli. Byłam zmęczona, nie mogłam się ruszyć… Czułam się
tak, jakby mnie nie było. Jak w takim wypadku miałam cokolwiek zapamiętać?
– zirytowała się, nagle całkiem już zniechęcona.
Rufus rzucił jej przenikliwe spojrzenie, bynajmniej nie
wyglądając na zaskoczonego jej słowami. Sprawiał raczej wrażenie kogoś, kto
doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co się dzieje i kto właśnie ma
doskonałą okazję na potwierdzenie swoich własnych teorii.
– Zapominasz o gorączce – podsunął uprzejmie. –
I o tym, że próbowałaś ze mną walczyć.
– Próbowałam… Co? – Zamrugała pośpiesznie, nie będąc
w stanie przyjąć jego słów do wiadomości. – Nie pamiętam.
– Nie oczekiwałem, że będzie inaczej – przyznał, a ona
znowu potrząsnęła głową. Uniosła obie dłonie do skroni, pocierając je
energicznie, jakby to mogło jakkolwiek pomóc. – W ogóle nie spodziewałem
się części tych objawów, których doświadczyłaś. Kiedy wyczułem, że powinienem
do ciebie przyjść…
– Och, to musiało być dla ciebie nader interesujące –
parsknęła, rzucając mu wymowne spojrzenie. Dobrze wiedziała, że ta więź
pomiędzy nimi go intryguje.
Cóż, witaj w moim świecie, pomyślała, zaskoczona i usatysfakcjonowana tym, że
ich uczucia wciąż są na tyle silne, by połączenie nie zostało zerwane. Gdyby
Rufusowi na niej nie zależało, nie przyszedłby.
– Kiedy wyczułem, że powinienem do ciebie przyjść –
powtórzył z naciskiem, dając jej do zrozumienia, że ma więcej mu nie
przerywać – już było źle. Jestem zdziwiony, że stojąc przy drzwiach niczego nie
poczułem, tak bardzo byłaś rozpalona i…
– Rufus – westchnęła, ignorując jego minę. – Nie chcę cię
denerwować, ale chyba o czymś zapominasz. Ja nigdy nie miałam gorączki –
zauważyła przytomnie. – A przynajmniej nie takiej, która nie byłaby dla
mnie właściwa. Zawsze jestem rozpalona i wydaje mi się, że miałeś dość
okazji, żeby to zaobserwować.
Gdyby wzrok mógł zabijać, pewnie już dawno byłaby martwa.
No cóż, podejrzewała, że podważanie jakichkolwiek słów Rufusa nie jest
najlepszym pomysłem, ale nie sądziła, że wytrąci go z równowagi aż do tego
stopnia.
– Wiem, do cholery! – warknął, po czym westchnął, ze
świstem wypuszczając powietrze z płuc. – Wiem… Ale to i tak nie
zmienia faktu, że omal mi na rękach nie umarłaś. Nazwij to gorączką czy też
nie, jednak… Laylo, ty nie widziałaś siebie… Nie widziałaś tego, jak przelewałaś
mi się w rękach! Gdybym czegoś nie zrobił, nie wybaczyłabyś mi
i oboje zdajemy sobie z tego sprawę.
Nie od razu dotarł do niej pełen sens jego słów.
W pierwszym odruchu po prostu zastygła, spoglądając nań pustym wzrokiem
i bezskutecznie próbując wszystko sobie uporządkować. Minęła dłuższa
chwila, zanim wyciągnęła wnioski i przyjęła do wiadomości to, co chciał
jej powiedzieć.
Oszołomiona, raz jeszcze przyjrzała się Rufusowi. Siedział
przed nią, dziwnie odległy i niemożliwie wręcz opanowany.
– O bogini… – wyszeptała drżącym głosem. Czuła się
tak, jakby znajdowała się gdzieś daleko, a wszelakie bodźce dochodziło
z oddali, przez co wydawały się przytłumione i jakby nierzeczywiste.
– Co ty mi…? Co się dzisiaj wydarzyło, Rufus? – zapytała, chcąc zmusić go do
udzielenia odpowiedzi.
– Hm… Nie jestem pewien – przyznał, ale wyraz jego twarzy
wydawał się temu przeczyć.
– Kłamiesz – zarzuciła mu bez chwili wahania. W końcu
sam wobec niej zachowywał się równie bezpośrednio. – Od kiedy to boisz się mnie
nastraszyć, co? – dodała z przekąsem, podświadomie wiedzą, że to, co
usłyszy, niekoniecznie musi jej się spodobać.
– Masz rację… I jednocześnie jej nie masz – oznajmił,
ostrożnie dobierając słowa. – Dobrze, podejrzewam. Ale nie wszystko mi się
zgadza, więc teoretycznie cię nie okłamałem.
Zacisnęła usta, rozdrażniona tym, że jak nigdy wszystko
komplikował. Miał niezwykły talent do tego, by sprawiać, że inni czuli się przy
nim głupi, ale najwyraźniej wciąż nie zdawał sobie z tego sprawy.
– Powiedz mi – wręcz zażądała. – Ja ci powiedziałam.
Westchnął, ale skinął głową.
Nie zaprotestowała, kiedy przesunął się do niej
i w niezwykle delikatny sposób ujął ją za ręce. Pozwoliła mu na to,
by rozluźnił uścisk, jakim się otaczała, a po chwili nawet wpadła mu
w ramiona, jednocześnie zastanawiając się, co takiego musiało się
wydarzyć, by nawet on łaknął fizycznego kontaktu z nią. Dobrze, przez te
wszystkie lata go zmieniła, a przynajmniej jego zachowanie względem niej,
ale to i tak wydawało się niezwykłe, zwłaszcza po tych dniach ciszy
i unikania siebie nawzajem.
Zadrżała, kiedy słodki oddech musnął jej policzek. Jakaś
część niej zapragnęła się odwrócić i raz jeszcze odszukać jego usta, ale
Layla stanowczo ją uciszyła, próbując skoncentrować się na czymś, co wydawało
jej się istotniejsze.
– Wydaje mi się, że tak naprawdę doskonale zdajesz sobie
sprawę z tego, co próbuję ci powiedzieć – zauważył cicho Rufus. – Po
prostu zacznij nazywać rzeczy po imieniu.
Zamknęła oczy. O tak, mogła.
– Powiedziałeś, że niewiele brakowało, żebym… umarła. –
Zadrżała, po czym obróciła się w jego ramionach tak, by móc dostrzec wyraz
jego twarzy. – Umarła ostatecznie, czy w taki sposób jak ty albo Isabeau?
– Jak ja – potwierdził natychmiast. – Ale to tak czy
inaczej sprowadza się do śmierci.
Skinęła głową, próbując zapanować nad drżeniem. No cóż,
miał rację – śmierć pozostawała śmiercią, a słuchanie o tym na pewno
nie należało do najprzyjemniejszych doświadczeń jej egzystencji.
– Nie pozwoliłeś mi. – Kolejne stwierdzenie faktów, chociaż
przecież powinna być roztrzęsiona. – Dlaczego?
– To też wiesz – zauważył i odniosła wrażenie, że
gdyby nie powaga sytuacji, uśmiechnąłby się pobłażliwie.
– Dziecko – powiedziała bez chwili wahania. – Nie mogłabym
zajść w ciążę, gdybym umarła… Ale jakie to ma znaczenie, skoro ta jedna
kwestia jest już rozwiązana, co? Dziecka nie ma i nie będzie.
– Być może, ale przynajmniej zdecydowałaś o tym sama.
– Wzruszył ramionami, ale w jego spojrzeniu było coś dziwnego. – Poza tym,
to bardziej skomplikowane. Nie chciałabyś żyć w wiecznej nocy.
W ogóle jestem zaskoczony tym, że podobny atak dotknął ciebie – dodał
w zamyśleniu. – Mówiłem ci już, że jestem z nich najbardziej
stabilna. Miałem okazję zaobserwować kilka przypadków, kiedy z braku
alternatyw organizm wyniszczał sam siebie, żeby dopełnić przemiany, jednak ty…
No i w twoim przypadku to wcale nie wyglądało tak, jak zazwyczaj,
zresztą zapanowałem nad tym pierwszym środkiem na gorączkę, co samo
w sobie jest cudem i aktem desperacji z mojej strony. Nie żebym
nie był wdzięczny, że nagle nie zaczęłaś mi tutaj wymiotować krwią, niemniej…
Och, ale ty nie chcesz znać szczegółów, tak? – zreflektował się, widząc
zszokowany wyraz jej twarzy.
– Jeszcze słowo, a naprawdę zwymiotuję. Co prawda nie
krwią, ale mimo wszystko nie jestem tą perspektywą specjalnie zadowolona –
wymamrotała, kręcąc z niedowierzaniem głową. – Chcę wiedzieć skąd wziąłeś
te wszystkie informacje? No wiesz, te twoje zaobserwowane przypadki...
Rufus rzucił jej wymowne spojrzenie, sprowadzające się do
mniej więcej jedno komunikatu – „Niekoniecznie”.
– Tak czy inaczej, nie mam pojęcia, co powinienem
o tym myśleć. Nie podoba mi się to, że mogłaś… Och, po prostu mnie
wystraszyłaś – odparł wymijająco, obojętnie wzruszając ramionami. – Twór brat
wyglądał na chętnego rzucić mi się do gardła, kiedy zobaczył mnie z tobą
na rękach. Nie żebym miał coś przeciwko temu, żeby kiedyś w końcu
z nim zawalczyć, ale to nie był najodpowiedniejszy moment na takie sceny.
Słuchała go, ale prawie nie była świadoma tego, co próbował
jej powiedzieć. W myślach wciąż analizowała to, co wyjaśnił jej Rufus,
a w miarę jak prawda do niej dochodziła, czuła się coraz bardziej
przerażona, a przy tym wciąż zdezorientowana. Co prawda wspomnienia nie
nabrały ostrości, ale teraz łatwiej było jej je interpretować, a teraz
jedna, jedyna myśl nie dawała jej spokoju.
Prawie umarła. Niewiele brakowało do tego, by obudziła się
wampirzycą – nieodporną na słońce, z wydłużonymi kłami; taką, którą łatwo
można było unieszkodliwić z pomocą kołka wbitego w serce.
Taką, której odebrana zostałaby zdolność prokreacji.
Co ciekawe, gdy myślała o tym w bardziej naukowy
sposób, taka możliwość wcale nie brzmiała tak źle, ale to i tak nie
zmieniało faktu tego, iż nigdy by siebie taką nie zaakceptowała. Kolejne
słuszne spostrzeżenie Rufusa: czym innym było nie móc, a czym innym
zrezygnować z własnej woli.
– Przepraszam cię – powiedziała cicho, chyba wchodząc mu
w środek jakiejś wypowiedzi. Zamilkł i spojrzał na nią pytająco, tym
bardziej, że stanowczo wyswobodziła się z jego objęć. – Muszę pomyśleć… Ja
po prostu muszę o tym wszystkim pomyśleć – powiedziała w pośpiechu,
niemal błagalnie, mimo dreszczy zsuwając się z łóżka i dosłownie
rzucając się w stronę drzwi.
Tym razem Rufus nie próbował jej zatrzymywać.
zaczynają
OdpowiedzUsuńsię godzić, jak ja się cieszę ^^ Layla powiedziała Rufusowi o swoich
koszmarach, a on wyznał, dlaczego nie dopuścił do jej "śmierci"... no
dobra, wszystko się wyjaśnia, ale czy tak ą przemianę uda się
powstrzymywać w nieskończoność.... coś czuję, że w końcu Layla będzie
musiała przejść przemianę, ale kiedy to ewentualnie nastąpi, to już
zależy od ciebie... spodziewałabym się, że Rufus zatrzyma Lay, ale dał
jej chwilę na przemyślenie tego i owego... no i dobrze zrobił, bo każdy
potrzebowałby w takiej sytuacji chwili tylko dla siebie...
no cóż, to już sto czterdziesty drugi rozdział, więc zbliżamy się nawet
już dużymi krokami do zakończenia księgo czwartej... czy sprawa Alessi
niedługo się wyjaśni?
no nic, czekam na nn :) pozdrawiam i do napisania ;*