01.01.2014

Prolog

„Namieszałeś w mojej głowie
Jednym gestem, jednym słowem
Nie musisz przynosić mi wianków i bzów
Wystarczy mi, że jesteś tu”
Ewelina Lisowska; „Nieodporny rozum”
Alessia
Bolało, ale ból był niczym w porównaniu z paraliżującym strachem. To właśnie przerażenie paraliżowało ją, nie pozwalając walczyć o ruch; o to, żeby przesunąć się chociażby o milimetr. Oddychanie przychodziło z trudem, ale chociaż jakaś jej część marzyła o utracie przytomności, taki komfort również był czymś, co nie miało zostać jej dane. Wciąż pozostawała przytomna, boleśnie przytomna i to było najgorsze.
Gdzieś na krawędzi świadomości wciąż kołatały się jej Jego słowa, ten przerażający szept, który przyprawiał ją o dreszcze. „Kiedy się zmienisz, zabijesz ich wszystkich – a potem ja zabiję ciebie”. Na samą myśl marzyła o śmierci, ale ta również nie nadchodziła, podobnie jak i błoga nieświadomość, która byłaby jej ukojeniem. Czuła się pokonana i zmęczona, jak nigdy dotąd, ale wciąż próbowała walczyć, chociaż doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że przegrała. Pragnęła od życia zbyt wiele, a teraz musiała za to zapłacić, w zamian za miłość pokutując w najgorszy możliwy sposób, przekraczający jej wyobraźnię.
Czy to było piekło? Jeśli tak, mogła przyjąć je z radością, jeśli tylko miałaby pewność, że nikomu więcej nie stanie się krzywda. Gdyby tylko mogła ocalić swoich bliskich, rodzinę i brata, a – co najważniejsze – tego, który pokazał jej, czym jest prawdziwa miłość. Nie miała nawet okazji na to, żeby którekolwiek z nich przeprosić, ale to już nie miało żadnego znaczenia. Nic nie miało znaczenia względem tego, co nadchodziło, co w niej narastało…
– Ali! Alessia!
Ktoś ją wołał – ktoś, kogo doskonale znała, chociaż jej umęczony cierpieniem i wzrastającą gorączką umysł nie potrafił sobie przypomnieć.
Tak bardzo chciała sobie przypomnieć…
– Alessia, proszę…
Może gdyby otworzyła oczy, byłoby jej łatwiej, ale…
– Ali…
Szpet cichł, jakby oddalając się od niej. Nie mogła na to pozwolić, nie mogła go utracić. Starała się jakoś go uczepić, zrobić wszystko, byleby nie stracić przytomności, ale to wcale nie było takie łatwe. Jak na ironię miała wrażenie, że traci siebie i przytomność, i to akurat w momencie kiedy zapragnęła zachować jasność umysłu. To było trudne, bardzo trudne, ale skoro już tyle wytrzymała, mogła zawalczyć raz jeszcze.
Alessia zamrugała, po czym – chociaż z trudem – zdołała unieść głowę. W pierwszym momencie nie widziała niczego, prócz ciemności, jedynie trochę rozproszonej srebrzystym blaskiem księżyca – tego samego, który miał być jej zgubą, kiedy nareszcie ukaże się na niebie w pełnej krasie – zaraz jednak zdołała przyzwyczaić tęczówki. Otaczające ją kształty i cienie stały się wyraźniejsze, a ona w końcu zdołała dostrzec pochyloną nad nią smukła postać.
Znajome, czekoladowe tęczówki spojrzały wprost w jej ciemne oczy. Dawno nie widziała w nich tak wielkiego smutku i poczucia winy, jak właśnie w tamtym momencie. Serce zabiło jej szybciej, początkowo czując ulgę, ta jednak prawie natychmiast została wyparta przez inne uczucie – narastający niepokój. Raz jeszcze spróbowała zawalczyć o własne ciało i jakoś się podnieść, ale powstrzymała ją ciepła, znajoma dłoń, którą mogłaby rozpoznać zawsze i wszędzie. Poddała się jej, czując jak dotyk łagodzi ból, chociaż nawet pełnia uzdrawiającej mocy nie mogła jej uratować; nie tym razem.
Damien jęknął cicho, świadom tego równie mocno, co ona sama. Jego czekoladowe oczy pociemniały, kiedy zlustrował jej twarz i dostrzegł jej błagalne spojrzenie. Wraz z kolejnym jękiem odwrócił wzrok, uciekając spojrzeniem gdzieś w bok, żeby nie mogła zobaczyć odpowiedzi na niezadane przez nią pytania, które jednak musiał doskonale rozumieć; w końcu byli rodzeństwem – nie mieli przed sobą tajemnic.
Już nie.
Kolejna fala bólu, tym razem zupełnie niezwiązana z tym, co się z nią działo. Alessia poczuła, że się rozpada – coraz bardziej i bardzie, na mikroskopijne kawałeczki. Jej dusza krwawiła, kiedy w pełni dotarło do niej to, że sprawdziły się ich najmroczniejsze scenariusze. Nie udało się; wszystko przepadło.
Nie było go. Nie wrócił.
Mimo protestów Damiena, podparła się na rękach i wzniosła głowę ku niebu, bez wahania spoglądając w górę. Poprzez gęstą zasłonę chmur przebijał się zarys srebrzystego, coraz wyraźniejszego księżyca. Coś ścisnęło ją w żołądku i przez moment myślała, że za chwilę zwymiotuje, ale zaraz przypomniała sobie, że już dawno nie miała czym. Oddychała ciężko, cała zgrzana i obolała, coraz bardziej świadoma żyjącej w niej istoty, tej drugiej natury, która już od jakiegoś czasu domagała się tego, żeby dopuścić ją do głosu. Teraz cieszyła się, rosła w siłę i przygotowywała do tego, żeby nareszcie się ujawnić, żeby ją zniszczyć. Już nic nie miało sprawić, żeby sprawy potoczyły się inaczej; a wraz z nadejściem pełni, to miał być koniec.
– Ali…? – Damien niepewnie dotknął jej ramienia.
Alessia szarpnęła się, w pierwszym odruchu w popłochu odsuwając się od brata. Zraniła go, chociaż starał się to ukryć, chyba zapominając o tym, że w ich przypadku kłamstwo było czymś niemożliwym. Jej twarz natychmiast złagodniała, zaraz też poddała się emocjom i mocno chwyciła brata za ramiona, lekko nim potrząsając.
– Damien… – Mówienie przychodziło jej z trudem, ale była zbyt zdeterminowana, żeby kolejny raz się poddać. To za chwilę; najpierw musiała zdobyć się na jeszcze jeden, najmniejszy wysiłek. – Damien, kochasz mnie, prawda? Prawda, braciszku, że mnie kochasz?
– Tak, Ali… Tak. – Wydawał się oszołomiony. – Och, kochanie… Będzie dobrze. Zabierzemy cię do domu i…
Gwałtownie potrząsnęła głową.
– Nie! – zawołała nieznoszącym sprzeciwu głosem. Damien wzdrygnął się, zaniepokojony czymś, co musiał dostrzec w wyrazie jej twarzy albo czarnych oczach. – Nie… To wy musicie zadbać o siebie. Damien, proszę, musisz kazać im odejść. Ty też musisz uciekać i…
Jeszcze kiedy mówiła, zaczął protestować, chociaż nie tak zawzięcie, jak mogłaby się po nim spodziewać. Uświadomiła sobie, że on również tracił nadzieję, ale tak było lepiej; im szybciej zrozumie, tym lepiej.
– Damien, proszę – powiedziała bardziej stanowczo. – Proszę cię, żebyś…
Właśnie wtedy wszystko potoczyło się błyskawicznie. Ciemna, na wpół ludzka postać bez ostrzeżenia skoczyła w ich stronę, wyrywając Damiena z jej ramion. Alessia odleciała do tyłu, boleśnie lądując na plecach; na moment ją zmroczyło, ale nie na tyle, żeby nie zdołała na powrót się podnieść i błyskawicznie rozejrzeć się dookoła.
Na polanie panowało zamieszanie, ale wszystko działo się jakby poza nią. Widziała szybko przemieszczające się sylwetki, zarówno te wampirze, jaki zdeformowane, wilcze. Widziała również Damiena, który błyskawicznie odnalazł się w nowej sytuacji i teraz walczył zawzięcie, raz po raz uskakując i unikając ciosów swojego przeciwnika. Jego czekoladowe oczy płonęły, a Alessię uderzyło to, że jej brat już nie wydawał się tak łagodny i rozsądny jak Carlisle – teraz aż zanadto przypominał ich ojca.
Alessia zamknęła oczy. Nigdzie nie widziała rodziców ani pozostałych, ale wiedziała, że gdzieś tam są. Co prawda tylko Damienowi udało się do niej dotrzeć, ale to i tak nie miało znaczenia – przecież wszyscy i tak mieli zginąć, skoro nie zamierzali uciekać.
Raz jeszcze spojrzała w atramentowe niebo. Chmury powoli się rozpływały, a księżyc stawał się coraz wyraźniejszy. W tamtym momencie poczuła się tak, jakby satelita świecił wprost na nią, wręcz paląc jej skórę, tak jak słońce wpływało na nowe wampiry. Poczuła ból i to jeszcze intensywniejszy niż do tej pory; ból, który wydawał się tak silny, jakby coś za moment miało rozerwać ją od środka, sprawiając, że jednak rozpadnie się na kawałeczki.
Chciała krzyczeć, ale nie mogła. Nie mogła, a przynajmniej starała się zrobić wszystko, byleby tak było. Dzięki temu byłoby łatwiej, jednak z drugiej strony…
Dla kogo miałaby walczyć?
To wszystko moja wina, pomyślała i w tamtym momencie coś ostatecznie w niej pękło. Rozpacz narastała, a Alessia poczuła się bezradniejsza niż kiedykolwiek wcześniej.
Gdzie jesteś…?
Arielu…, pomyślała bezradnie; jej myśl pochłonęła ciemność, pochłonęła pustka…
Odpowiedź nie nadchodziła – i nie miała nadejść.
Kiedy na niebie pojawił się księżyc w pełni, wiedziała już, że to ostateczny koniec. Wciąż czuła ból, ale to działo się jakby poza nią, zupełnie z nią niezwiązane. Zapadła się, powoli znikała, a w zamian pojawiało się coś innego – istota którą po części była, a którą nie chciała być. Którą nade wszystko nie chciała…
– Alessia, nie!
Ten głos…
Ale jej już nie było.

8 komentarzy:

  1. Hej.
    Na blogu: http://at-your-command.blogspot.com/
    Pojawił się nowy rozdział.
    Zapraszam!

    PS. Boże, znowu jestem strasznie do tyłu! Dziś nie mam czasu, ale jutro to nadrobię i... Ej, Twoje szablony są genialne. Uch, może założyłabyś zakładkę SPAM, bo głupio mi tak spamować pod notką :c
    Kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Wszystkiego najlepszego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i jestem pierwsza, hahaha.
      Ale jako że za bardzo nie jestem w stanie tego skomentować, bo po wczorajszym siedzeniu do drugiej, po prostu nie jestem w stanie zebrać myśli, powiem tylko, że mi się bardzo podoba. ^^
      Pozdrawiam,
      Avi.

      Usuń
  3. Przeczytałam jak tylko wstałam; czyli około 13. Z komentowaniem to inna sprawa, bo mój telefon tak nie działa. Księga zapowiada się ciekawie. Nawet bardzo. Zastanawia mnie o co chodzi z tą 'walka', i że wszyscy i tak zginą skoro nie uciekają. Biedna Alessia =( mogę się tylko zastanawiać co jej się stało. Z drugiej strony Damien wydaje mi się trochę dziwny O_O nie wiem na razie czemu, ale to nie ma znaczenia ;)
    Prolog ciekawy, a ja znowu będę się domyślać o co chodzi ;)
    Pozdrawiam i ściskam mocno <3
    Gabrysia

    PS - wszystkiego najlepszego z okazji urodzin :* ♥♥♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego! :*
    Kurcze, spodziewałam się jakiegoś delikatnego wstępu, a ty zaczynasz z grubej rury! haha
    Jeśli wszystkie rozdziały będą tak dynamiczne, to czytelnicy mogą się pożegnać ze snem :D
    Biedna Alessia, Boże co jej się stało? W co się zamieniła?
    To jest powód, który wyjaśnia, czemu nie lubię czytać prologów - zawsze chce wiedzieć o co chodzi! Teraz mam za dużo pytań i nie wiem co myśleć. Zaskoczyłaś mnie i bardzo zaciekawiłaś, więc będę z niecierpliwością czekać na powiadomienie o nowej notce!
    Weny na 2014 rok!

    OdpowiedzUsuń
  5. I prolog :) Nareszcie do nas wracasz i to z jakim wejściem. Prolog jest świetny i zapowiada niesamowitą opowieść. Gdyby mój brat kochał mnie tak jak Damien Ali... Tylko mogę powiedzieć, że Cię zabiję! W takim momencie kończyć prolog. Ale kolejne rozdziały niosą wiele innych przygód i tego się nie mogę doczekać. Ale że dzisiaj przypadają Twoje dziewiętnaste urodziny, to oszczędzę Ci tego. Wszystkiego najlepszego, dużo zdrówka, spełnienia marzeń i miłości ♥ Żebyś już zawsze pisała tak wspaniałe opowiadania jak teraz. Nie przestawaj, ponieważ jesteś wspaniała w tym, co robisz. Dużo szczęścia w nowym roku. Czekam z niecierpliwością na pierwszy rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  6. Jej, prolog świetny:D Nie mogę już doczekać się pierwszego rozdziału. Ariel...czyżby miłość Ali?Ale i tak bardziej mnie zastanawia co się dzieję z Ali w co Ona się przemienia?Ten księżyc to tylko kojarzy mi się z wilkołakami, ale to raczej nie możliwe żeby się w niego zamieniła prawda?
    No nic mam wiele pytań, ale wolę poczekać i nie psuć sobie niespodzianki:)
    A no i oczywiście WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO, spełnienia marzeń, czasu na pisanie, wen na cały Nowy Rok i miłości tak pięknej jaką mają Renesmee i Gabriel:))
    Pozdrawiam :)
    Renesmee

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetny prolog! Zastanawia mnie, o co chodzi z tą walką i co się dzieje Ali. Wiem, że to niemożliwe, ale czyżby Alessia była po części wilkołakiem, skoro tak reaguje na księżyc w pełni? Chyba, że ominęłam jakiś ważny wątek, bo mam zaległości od ok. 60 rozdziału poprzedniej księgi :<
    A teraz... Happy New Year <3 I żebyś dalej pisała tak wspaniałe opowieści :3
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń









After We Fall
stories by Nessa