02.01.2014

Jeden

Alessia
River Song była energiczną istotą o bystrych oczach i z natury pokojowym usposobieniu. Kiedy Alessia zobaczyła ją po raz pierwszy, ciężko było jej uwierzyć, że ktoś taki mógłby być wampirem i to na dodatek wiekowym. Jasne włosy i niewinne spojrzenie błękitnych oczu czyniły z River pozornie spokojną, pełną ciepła osóbkę, której obca była przemoc, nie wspominając o niesieniu śmierci.
Oczywiście – jak to zwykle bywa, zwłaszcza w świecie nieśmiertelnych – pozory mylą. Teraz nie było już najmniejszych wątpliwości co do tego, że River Song jak najbardziej jest materiałem na wampirzycę. Wszystko to, co upodobniało ją do człowieka, w rzeczywistości było iluzją – idealną mistyfikacją, którą bez trudu potrafiła stworzyć z pomocą swojego niezwykłego daru. Właśnie to czyniło ją tak niebezpieczną, przynajmniej dla ludzi. Idealnie się kamuflowała, nie tylko mając komfort tego, że jako jedyna wampirzyca mogła cieszyć się naturalnym kolorem oczu, ale również miała to szczęście, że nie błyszczała się na słońcu. To czyniło ją idealną łowczynią, która bez trudu zjednywała sobie zaufanie ludzi albo niezauważenie wkradała do śmiertelnego towarzystwa, nie wzbudzając przy tym najmniejszych podejrzeń.
Ktoś tak niezwykły musiał ostatecznie trafić do Miasta Nocy, zwłaszcza po tym, jak siedem lat wcześniej rozpoczęła się wielka akcja Dimitra, który usiłował nakłonić dawnych mieszkańców miasta do powrotu. Właśnie stąd wzięła się River, która – jako dawna przyjaciółka króla – po prostu nie mogła mu odmówić, zwłaszcza kiedy poprosił ją o zajęcie posady jednej z wykładowczyń w Akademii Nocy. Teraz, dobrze już znając metody i charakter River Song, Alessia mogła z czystym sumieniem stwierdzić, że tą ją lubi najbardziej – i to nie tylko za to, że uczyła ich tego, co wydawało się dziewczynie najciekawsze, zwłaszcza jeśli chciała pójść w ślady Isabeau i zostać kapłanką. A kapłanka przecież musiała umieć tańczyć, poruszać się z gracją i wysławiać tak, żeby…
No cóż, kapłanka po prostu musiała wzbudzać nie tylko zainteresowanie, ale wręcz pożądanie. A obserwując River Song łatwo było się tego nauczyć.
Alessia wsunęła się na blat, siadając pomiędzy Zoe a Hayley. Jako że grupy przygotowywano mniej więcej rocznikami, nie były zbyt liczne, ale to była właśnie jedna z cech, która wyróżniała Akademię Nocy od zwyczajnych szkół. Już pomijając to, że niewiele przedmiotów pokrywało się z tymi, które można było znaleźć w ludzkich akademikach, miejsce to było niezwykłe pod każdym względem. Alessia zresztą i tak była początkowo zdziwiona tym, jak wiele pół-wampirzych dzieci pojawiło się z czasem w Mieście Nocy, więc już dziesiątka hybryd, które były w jej wieku, wydawała się czymś niezwykłym.
Pomijając Zoe i Hayley, była jeszcze jedna dziewczyna, ale przebywanie z Grace było istną męczarnią. Jasnowłosa i piękna, Grace uważała się za istną boginię i wyraźnie wzgardzała wszystkimi, którzy ją otaczali. Co najgorsze, zawsze otaczał ją wianuszek jak zwykle krótkowzrocznym mężczyzn, którym wystarczyło pokazać większy kawałek ciała, żeby całkiem stracili głowę. Grace tylko uśmiechała się z tą fałszywą niewinnością, chociaż Alessia mogła się założyć o wszystko, że dziewczyna już przynajmniej od czwartego roku nie była dziewicą. Co więcej, zdołała owinąć sobie wokół niemal całą męską część szkoły, nie wyłączając dzieci nocy i zmiennokształtnych, którzy co prawda trzymali się z daleka od wampirzych dzieci, ale nie potrafili oprzeć się Grace.
Wzrok Alessi mimochodem powędrował w stronę pół-wampirzej królowej. Grace bezwstydnie siedziała w otoczeniu grupki pół-wampirów, zajmując miejsce na kolanach jednego z nich, Ethana, który – oczywiście – jak każdy nieśmiertelny wyróżniał się wyjątkową urodą, ale niekoniecznie rozumem. Ciemnowłosy i umięśniony, wyglądał niczym idealny wzór mężczyzny, ale sposób w jaki wpatrywał się w dekolt Grace jednoznacznie skreślał go w oczach Alessi. Być może się nie znała, a może po prostu brało się to z tego, co widziała, kiedy obserwowała bliskich, ale oczekiwała od ewentualnego partnera czegoś więcej niż tego, by przez cały czas wodził wzrokiem za jej piersiami.
Alessia poczuła, że ktoś delikatnie ciągnie ją za włosy. Uniosła brwi, po czym mało przytomnie spojrzała wzrok w topazowe oczy Hayley. Dziewczyna spojrzała na nią znacząco, w typowym dla siebie nerwowym geście nawijając na palec krótki kosmyk niemal całkiem czerwonych włosów. Hayley również miała zdolność do tego, żeby wzbudzać zainteresowanie i to nie tylko wśród płci przeciwnej, ale w jej przypadku nie brało się to wyłącznie z urody, ale specyficznego wyglądu i charakteru. Wygadana i pewna siebie, jak na ironię miała skłonność do unikania towarzystwa. Wręcz odstraszała uporem i dość wyszukanymi przekonaniami, ale właśnie ta skłonność do bycia indywidualistką podobała się Alessi. A co najważniejsze, Hayley była cholernie mądra, poza tym chyba nie było lepszego materiału na przyjaciółkę, oczywiście pod warunkiem, że wpierw zdecydowało się dziewczynę poznać.
Zoe miała w sobie coś z dziecka, którym przecież na swój sposób każda z nich była. Była drobna i bardziej przypominała czternastolatkę niż osiemnastolatkę, chociaż w wieku siedmiu lat to właśnie ten fizyczny wiek powinna była osiągnąć. Miała duże, niebieskie oczy, zwykle rozszerzone i sprawiające wrażenie, że ich właścicielka jest wiecznie wystraszona. Poniekąd była to prawda, bo Zoe była strachliwa, przez co tym bardziej nieprawdopodobne wydawało się to, że mogłaby mieć jakikolwiek związek z wampirami. Delikatna mleczna skóra wydawała się krucha niczym porcelana, a złociste loki, które sięgały jej aż do pasa, sprawiały, że inni zwykle patrzyli na nią z góry albo instynktownie próbowali głaskać ją po głowie. Chyba nic bardziej nie irytowało dziewczyny, ale nawet złoszcząca się, Zoe sprawiała wrażenie uroczej i niewinnej.
Szybkie kroki River Song stawały się coraz bardziej irytujące, tym bardziej, że pomieszczenie w którym wszyscy się znajdowali, było dość duże i przestronne. To była sala teatralna, pełna wygodnych, obitych czerwonym aksamitem foteli. Cała grupa spokojnie mogłaby zmieścić się w pierwszym rzędzie, ale Grace naturalnie preferowała… mniej widoczne stanowisko. River z kole przez cały czas krążyła po scenie, nie tyle z przyzwyczajenia, co mając świadomość, że to jedyny sposób, żeby w pełni skoncentrować na sobie spojrzenia uczniów. Alessia z opóźnieniem uświadomiła sobie, że River już od dłuższego czasu milczy, czekając aż w końcu będzie mogła zacząć mówić. Nie wydawała się poirytowana, ale przede wszystkim odrobinę znudzona i rozbawiona; oczywiste było, że słyszała i dostrzegała więcej niż przeciętna nauczycielka.
– No dobra, dzieciaki. Ja wiem, że każde z was ma o wiele lepsze zajęcia, ale skoro już tutaj przyszliście i zamierzacie mi pomagać, to zaczynajmy. Ja też nie jestem zachwycona, ale są zwyczaje, których się nie przeskoczy, więc lepiej mi nie przerywajcie – doradziła śpiewnym głosem River Song, przechadzając się wzdłuż ściany. Od tego, jak wciąż krążyła, powoli zaczynało kręcić się w głowie. – Mamy dziewczyny. I, jak widzę, Grace udało się sprowadzić kilku rodzynków. Dziękujemy bardzo, Grace – dodała, nieznacznie przeciągając sylaby; ciężko było stwierdzić, czy to sarkazm, ale znając River Song, było to jak najbardziej prawdopodobne.
– Rodzynków? – mruknął zdezorientowany Ethan, pierwszy raz od jakiegoś kwadransa odrywając wzrok od wcięcia w bluzce Grace.
– Później ci to wytłumaczę, kochanie – obiecała dziewczyna, wywracając oczami. Cóż, najwyraźniej inteligencja była dla niej sprawą drugorzędną; w końcu lubiła dominować, a tak było jej łatwiej.
River Song zmrużyła oczy i westchnęła teatralnie, ale poza tym nie zamierzała skomentować zachowania tej dwójki nawet słowem. Nigdy nie była łagodnie nastawiona do swoich podopiecznych, przynajmniej póki nie udało im się jakoś wkraść się w jej łaski. Alessia akurat miała to szczęście, przede wszystkim dzięki temu, że tak bardzo kochała taniec i śpiew; River Song miała do tego słabość, poza tym doceniała, kiedy ktoś wykazywał się talentem. Najwyraźniej wychowanie pod okiem Allegry i Isabeau dawało efekty.
Wampirzyca jak zwykle zignorowała to, co dzieje się wokół niej, zamierzając przejść do rzeczy. Nareszcie przestała krążyć i obrzuciła zebraną grupkę niepokojącym spojrzeniem chłodnych, błękitnych oczu.
– To będzie pierwsze zakończenie szkoły od kilku stuleci – podjęła wątek. – Akademia Nocy to niezwykłe miejsce, więc tym bardziej powinniście się cieszyć, że już wkrótce opuścicie te mury. Siedem lat to dużo i mało, ale ja z doświadczenia wiem, że to wystarczy. W większości z was widzę potencjał, a skoro byliście w stanie przetrwać w tym miejscu do tej pory, jestem spokojna o to, czy poradzicie sobie później. – River uśmiechnęła się blado. – Oczywiście znajdą się i tacy, którzy prędzej czy później mogą skończyć marnie, ale ja nie życzę wam źle. Nieśmiertelność to dar, ale również i wielka odpowiedzialność, którą musicie uszanować. Tego staraliśmy się was nauczyć od momentu, kiedy pierwszy raz znaleźliście się w Akademii i mam szczerą nadzieję, że jakoś nam się to udało… Cóż, czas pokaże – dodała, a jej nostalgiczny nastrój prysł równie nagle, co się pojawił. – Prowadziłam wiele grup przed wami, zawsze też byłam odpowiedzialna za przygotowanie was do dnia zakończenia. I, przyznam nieskromnie, uroczystości zwykle dorównywały poziomem ceremoniom, które odprawiając kapłanki, więc i tym razem nie zamierzam pozwolić, żeby cokolwiek poszło nie tak. Jesteście tutaj, więc z góry uprzedzam, że czekają nas bite dwa tygodnie przygotowań. Cieszę się tym bardziej, że pierwszy raz od dawna będziemy mogli wziąć udział w ceremonii połączenia – i to nie jednej, ale podwójnej.
Alessia uśmiechnęła się mimowolnie, czując przyjemne podekscytowanie. Hayley wyprostowała się, chyba bardziej podenerwowana niż zadowolona, że ktokolwiek nawiązywał do czegoś, co miało jakikolwiek związek z nią.
– Alessiu, Hayley, macie już ustalony termin przygotowań? Nie chciałabym, żeby cokolwiek przeszkadzało wam w naszych treningach – wyjaśniła spokojnie River Song.
– Przyszły tydzień. – Alessia nawet się nie wahała; w końcu rodzina nie dawała jej o tym zapomnieć, jakby w ogóle to było potrzebne. W końcu sama czekała na to tak długo…
– Ja i Quinn jeszcze nad tym nie myśleliśmy… – mruknęła cicho Hayley, wzruszając ramionami.
– Powinniście, tym bardziej, że czasu jest coraz mniej. – Jasnowłosa wampirzyca pokręciła głową. – To ważne dla rodzeństwa, poza tym wiem, że twojemu bratu bardzo zależy, żeby wszystko odbyło się zgodnie z tradycją.
Grace prychnęła cicho, jak zwykle z łatwością ściągając na siebie uwagę. Wciąż siedziała na kolanach Ethana, ale czując na sobie wzrok obecnych – zwłaszcza River Song – wyprostowała się i złączyła kolana razem, żeby wyglądać bardziej formalnie.
– Te tradycje są głupie – stwierdziła z rozdrażnieniem. – Czym telepaci różnią się od nas? Poza tym, to tak jakby brać ślub z własnym bratem. Niezbyt kusząca perspektywa, ale najwyraźniej niektórym to nie przeszkadza…
– Och, doprawdy Grace? – River Song zmrużyła oczy. – Wydaje mi się, że twoje pytania nadają się bardziej do zadania kapłanki, jeśli oczywiście panienka Licavoli jeszcze wam tego nie wyjaśniała. Wszyscy jesteśmy dziećmi nocy, ale tak naprawdę to właśnie was, pół-wampiry, nasza bogini ceni sobie najbardziej. Telepatia to niezwykły dar, a więzi między bliźniętami są czymś niezwykłym, co mieliśmy okazję zaobserwować już niejednokrotnie… Ale o tym z pewnością wiesz, prawda?
Dziewczyna powoli skinęła głową.
– Naturalnie – zapewniła. – Ale historia zna równie wiele przypadków, kiedy relacje między bliźniętami – bratem i siostrą – stawały się zbyt… intymne. Czy ta ceremonia właśnie do tego nie zmierza? To tak, jakby popychać ich ku sobie, a… Och, to takie niesmaczne! – jęknęła z przesadnym wręcz dramatyzmem.
– Co ty pieprzysz, Grace? – Alessia zacisnęła dłonie w pięści, czując narastającą irytację. – To jest piękne, nie obrzydliwe. A to o czym mówisz albo raczej próbujesz teraz wszystkim wmówić…
Grace momentalnie przeniosła oczy na Alessię. Jej tęczówki miały dziwną, błękitno-zieloną barwę, która ładnie uzupełniała się z jasnymi, sięgającymi ramion włosami.
– Tak, Ali? Wyglądasz, jakbyś miała dużo do powiedzenia na ten temat – stwierdziła głosem wręcz ociekającym słodyczą. – A może ty i Hayley opowiecie nam coś więcej, w końcu to was dotyczy. Może nieprawdą jest, że patrzycie na swoich braci inaczej niż normalne siostry, co? Nikt nie wmówi mi, że zwyczajne rodzeństwa są takie zwykłe, poza tym…
– Bo jesteśmy inni! Ale nie tak, jak sugerujesz – zaoponowała, machinalnie zrywając się z miejsca. Zoe i Hayley odsunęły się w popłochu, żeby przypadkiem nie oberwać. – Telepatia to więź, bardzo silna więź i właśnie to jest niezwykłe. Co nie znaczy, że jest w tym cokolwiek niewłaściwego. Kazirodcze związki zdarzały się bardzo rzadko, ale to tylko dlatego, że niektóre rodzeństwa zbliżały się do siebie aż za bardzo i myliły więź z miłością. W normalnym wypadku to po prostu… – Zawahała się, szukając odpowiednich słów. – Och, to jak jedna dusza w dwóch ciałach. Bliźnięta ze sobą współgrają, ale przy tym wcale nie muszą być takie same albo czuć do siebie cokolwiek, co okaże się niewłaściwe. Ceremonia połączenia ma jedynie utrwalić więź. Jest jak prośba do bogini o opiekę i wsparcie, a to jak najbardziej jest piękne – oznajmiła z tryumfalnym uśmiechem; gdyby Isabeau tutaj była i mogła to słyszeć, byłaby dumna.
– Tak bardzo rzadkie? I to dlatego twój brat nie zwraca uwagi na żadną dziewczynę, pomijając swoją kochaną Ali? – zadrwiła Grace, spoglądając na nią z wyższością. Alessia jedynie parsknęła śmiechem, dobrze wiedząc, że przemawia przez nią gorycz. W końcu Damien był jednym z tych nielicznych, których nie udało jej się owinąć sobie wokół palca, dzięki czemu stanowił w oczach dziewczyny swoiste wyzwanie. – Poza tym, spójrz prawdzie w oczy, Alessiu. Każdy już wie o twojej ciotce i jej zmarłym bracie. Czy nasza kapłanka przypadkiem nie miała tego „bardzo rzadkiego” problemu ze swoim bratem bliźniakiem? Być może takie zboczenia są ci z góry pisane… Ale cóż, rodziny się nie wybiera.
W tamtym momencie, Grace równie dobrze mogła ją spoliczkować.
– Dość! – Głos River Song miał w sobie coś przeszywającego, co przyprawiało o dreszcze. Grace zastygła i posłusznie zamilkła, chociaż nadal wydawała się wzburzona. – Grace, wystarczy już! Jeśli chcesz, dyskutuj sobie na ten temat do woli, ale nie przy mnie. I na pewno nie w taki sposób!
Grace niechętnie skinęła głową, chociaż widać było, że aż rwie się do tego, żeby jeszcze coś dodać. Alessia czuła na sobie jej spojrzenie, zupełnie jakby dziewczyna oskarżała ją o coś, chociaż nawet słowem nie wspomniała o tym, o co mogło jej chodzić. To sprawiało, że Ali aż wyrywała się do tego, żeby na nią warknąć, ale powstrzymała jej ręka Hayley, która zacisnęła się wokół jej nadgarstka. Nie warto, usłyszała jej niewerbalny głos. Niechętnie skinęła głową i ponownie opadła na miejsce, chociaż to wcale nie znaczyło, że łatwo było jej się uspokoić.
Zapadła chwila dość krępującej ciszy, która wydawała się irytować również River Song. Wampirzyca sprawiała wrażenie co najmniej wytrąconej z równowagi, a w przypadku nieśmiertelnych to nigdy nie świadczyło o niczym dobrym. Nie żeby mieli powodów obawiać się opiekunów (no, może z wyjątkiem Rufusa), ale zdenerwowana River potrafiła być naprawdę niepokojąca.
– Ależ niech sobie mówi, pani profesor. – Nowy głos doszedł gdzieś ze strony drzwi. Alessia zesztywniała, momentalnie go rozpoznając. – Jeśli jej to sprawia przyjemność, nie ma po co jej przerywać. Chociaż następnym razem mogłaby być bardziej subtelna.
Damien bez pośpiechu skierował się w stronę podwyższenia, całkowicie rozluźniony i pewny siebie. Miedziane włosy opadały mu na twarz, doskonale współgrając z czekoladowymi oczami i regularnymi rysami twarzy. Na sobie miał ciemne spodnie i białą, rozpiętą pod szyją koszulę, które na swój sposób dodawały mu uroku, podkreślając idealną, lekko umięśnioną sylwetkę. Na jego widok Alessi w pewnym stopniu ulżyło, zupełnie jakby w szmaragdowej aurze chłopaka było coś, co potrafiło wpływać na nią kojąco – a przynajmniej tak pomyślała, póki nie zobaczyła zaciętego spojrzenia wpatrzonej w Damiena Grace.
– Nie chcę już ciągnąć tego tematu, tym bardziej, że nie po to tutaj jestem – odparła River Song, ale jej głos odrobinę złagodniał. – Potrzebujesz czegoś? Wcześniej cię nie zauważyłam, poza tym, o ile dobrze pamiętam, już ktoś zdążył mnie ubiec i zająć ci popołudnie – dodała z nutką sarkazmu; wiadomo było, że pamięć miała idealną.
– O tak, Theo – zgodził się pogodnie Damien, udając, że nie dostrzega, jak wampirzyca wywraca oczami. Ta dwójka działała sobie na nerwy już od pierwszego spotkania, dziwnym trafem cały czas w czymś ze sobą kolidując. Alessia pamiętała, że Pavarotti wspominali nawet coś na temat tego, że to normalne i że Kristin powinna mieć się na baczności, ale kiedy wraz z Aldero próbowali dowiedzieć się czegoś więcej, wampirze rodzeństwo po prostu ich zbyło. – Mamy się spotkać za jakieś pół godziny… W zasadzie przyszedłem jedynie na chwilę, przypomnieć ci o tym, że Allegra chce się z tobą widzieć – wyjaśnił, kiwając z szacunkiem głowa w stronę River. Mówienie do opiekunów na „ty” było normalne, jeśli tylko pamiętało się o szacunku.
– Tak, tak… – Wampirzyca machnęła niecierpliwie ręką. – Dzisiaj jeszcze sobie jakoś bez ciebie poradzimy, chociaż naturalnie będę się upierała przy tym, że podczas zakończenia będziecie tańczyć razem z Alessią. Powiedz Theo… Och, w zasadzie powiedz to jemu, swojemu dziadkowi i każdemu, kto jeszcze raz będzie próbował popsuć mi plany, że przez najbliższe dwa tygodnie jesteś zajęty, przynajmniej na te dwie godziny, które chcę poświęcić, żeby was przygotować. Jesteś inteligentny, Damienie, więc na pewno coś wymyślisz.
– Oczywiście. – Damien uśmiechnął się blado. – A jeśli chodzi o Cammy’ego i Aldeor…
– Pomagają Allegrze. To też wiem – westchnęła kobieta, najwyraźniej już tracąc cierpliwość. – Doprawy, ja nie wiem, czego Dimitr ode mnie oczekuje, skoro nawet nie jestem w stanie zmobilizować grupy, żeby zechciała pofatygować się tutaj po zajęciach – mruknęła gniewnie, ale w rzeczywistości nikt jej już nie słuchał.
Damien rzucił coś szybko na odchodne i oddalił się w pośpiechu, starając się ukryć rozbawienie. Zanim wyszedł, rzucił jeszcze krótkie spojrzenie w stronę Alessi. Dziewczyna mrugnęła do niego porozumiewawczo, jakimś cudem będąc w stanie się uśmiechnąć.
Naprawdę masz coś do załatwienia, czy tak jak Cammy i Al zamierzasz wywinąć się od konieczności tego, żeby musieć tańczyć?, zapytała, z łatwością będąc w stanie podesłać mu myśl na odległość.
No proszę, rozgryzłaś mnie. W końcu od zawsze miałem skłonność do tego, żeby we wszystkim iść na łatwiznę, siostrzyczko, zażartował, cicho zamykając za sobą drzwi. Aha, pamiętasz, że w sobotę…
Pamiętam, przerwała mu, siląc się na obojętny ton. Lepiej dla ciebie, żebyś mnie nie oszczędzał.
Chciała udawać urażoną tym, że przypominał jej o tym, jak czasami lubiła go wykorzystywać, zwłaszcza przy tych nudnych i bardziej wymagających zajęciach, które mieli w szkole. Nie miała głowy do nauki, a przynajmniej nie tak jak Damien, poza tym fascynowało ją wyłącznie to, czego mogła nauczyć się w świątyni, przygotowując się do bycia kapłanką, dokładnie tak jak Isabeau.
Sama myśl o świątyni i tym, co pragnęła robić w przyszłości, sprawiła, że instynktownie uniosła dłoń, żeby musnąć srebrzysty wisiorek, który dostała na swoją pierwszą gwiazdkę. „Łza Allegry”, czyli niewielki klejnot, wcześniej należący do matki Isabeau, teraz stanowił jej największy skarb, tym bardziej, że w ten sposób Allegra jakby dała jej dowód na to, że ma jakiekolwiek predyspozycje do tego, żeby została kapłanką.
– No dobra, wystarczy. – Głos River Song wyrwał ją z zamyślenia. – Najwyższa pora przejść do rzeczy. Dobierzcie się w pary, a potem… Cóż, mam tylko nadzieję, że się nie pozabijacie – westchnęła.
Cóż za kusząca perspektywa, przeszło jej przez myśl, kiedy wymownie zerknęła w stronę Grace.
Miała cichą nadzieję na to, że Ethan przypadkiem ją upuści, ale znając przewrotność losu i głupie szczęście blondynki, prawdopodobnie nie miała na co liczyć.

5 komentarzy:

  1. Mój Boże, jestem więcej niż tylko mile zaskoczona liczbą miłych słów, życzeń i komentarzy nie tylko pod prologiem, ale i pod podziękowaniami. Przepraszam was bardzo, że dopiero teraz mogę zareagować, ale przez ostatnie dwa dni nie miałam dostępu do internetu - błogosławmy automatyczną publikację, bo bez niej nie wstawiłabym wczoraj niczego.
    No, ale już mniejsza z tym, dlaczego mnie nie było. Jak to się mówi, lepiej późno niż wcale, dlatego raz jeszcze bardzo dziękuję nie tylko za pamięć o tej historii, ale i o mnie. To były bardzo miłe urodziny, również dzięki Wam wszystkim. Aż chce mi się tutaj wracać, kiedy widzę tak entuzjastyczne podejście do prologu, który... No tak, faktycznie wyszedł dość dynamicznie. Mam nadzieję, że całą księgę uda mi się utrzymać w podobnym klimacie, chociaż kto tam wie; dodam tak przy okazji, że opis księgi, który pojawił się w zakładce "Zagubieni w czasie" i prolog to nie jest nawet zalążek tego, co sobie zaplanowałam.
    A jeśli chodzi o Ariela... Sugeruję raz jeszcze wczytać się w rozdział 19. "Mroku", a być może coś się wyjaśni - albo wręcz przeciwnie...
    No cóż, raz jeszcze dziękuję. Mam nadzieję, że pierwszy rozdział również okaże się dla Was satysfakcjonujący, chociaż ja nie jestem z niego zbytnio zadowolona; nie wiem dlaczego...

    Nessa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Już nie lubię Grace. Czytając przeniosłam się do jednego z tych filmów o nastolatkach, gdzie zawsze znajduje się 'ta bogata, ta ładna' i 'ta brzydsza, ta biedniejsza' lub po prostu 'ta gorsza'. Ważne, że Ali umie się postawić i specjalnie nie przejęła się tym co mówiła o niej i jej bliźniaku. Gorzej z Isabeau i Aldero, ale to raczej nie jej sprawa. Grace i Ethan nie należą do grupki 'ulubieni'. To z pewnością. Myślałam, że pani Song okaże się surową kobietą, ale okazuje się być na razie zwykłą nauczycielką. Polubiłam również koleżanki Alessi. Zoey i Hayley. Wydają się fajne^^
    Mam nadzieję, że mnie nie zabijesz, bo chociaż chyba nie wspominałam, ale obie myślałyśmy o tym samym imieniu :D więc proszę nie bij jak w opowiadaniu pojawi się imię Hayley.... Bądź łaskawa.. ^^
    Damien lubi chyba towarzystwo samych doktorów. Serio - Theo, Carlisle i co jeszcze? :D Albo kto. Brakuje pielęgniarki. Szkoda, że trzeba czekać do jutra na nowy rozdział, ale jakoś to przeżyję.
    Teraz będę się zastanawiać jak odbędzie się to w parach. Ethan błagam upuść ją gdzieś na podłogę :D
    Bardzo ładny wygląd *-*

    Gabrysia ;*

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział boski! To chyba nie będzie zaskoczenie, że Grace nie przypadła mi do gustu.Jakbym widział niektóre dziewczyny u mnie w szkolę pełno tapety, a ubrane jak na jakąś imprezę:\ Bardzo dobrze rozumiem Ali, sama mam brata bliźniaka i pomimo, że nie potrafimy przekazywać sobie myśli( chociaż bardzo bym chciała) to bardzo dobrze się rozumiemy..
    Bałam się, że Damien będzie bardzo nieśmiały i cichy, ale jak widać najlepsze cechy odziedziczył po ojcu.
    Teraz już wiem skąd kojarzyłam to imię. Ariel to przecież syn Yves’a.
    Pozdrawiam i czekam na następny rozdział:)
    Renesmee

    OdpowiedzUsuń
  4. Witam. Tak na wstępnie spóźnione życzenia urodzinowe. Wszystkiego najlepszego, spełnienia marzeń, wielu przyjaciół, na których możesz liczyć i czego sobie jeszcze życzysz.

    Czytałam prolog i jestem w szoku. Tym pozytywnym. Mam dziwne wrażenie, że Alessia będzie wilkołakiem, albo ta księga będzie ogólnie związana z Dziećmi Księżyca, ale to tylko moje spekulacje.

    Dawno nie komentowałam ani nic, wiem i przepraszam za to. Jednak... Nie, dobra nie mam nic na swoją obronę. Po prostu mi się nie chciało. I dziękuję za wspomnienie o mnie w Podziękowaniach. To miłe.

    Wracając do rozdziału. Podoba mi się. Al ma... ikrę i jest niezależna. No i podoba mi się reakcja Damiena. Bardzo dobrze. Grace niech sobie połamie nogi czy tam coś obojętnie co. Chociaż, szczerze nie prędko się spodziewam jakiegoś potknięcia z jej strony. W końcu Grace to łaska.

    No, to nie przedłużając, zapraszam do mnie. W końcu się zmobilizowałam i napisałam. Biorę się zaraz za epilog.
    Tak, więc pozdrawiam, życzę mnóstwa weny.

    Twoja Aleks.

    OdpowiedzUsuń
  5. Rozdział cudny, tak samo jak prolog. Mam ogromną nadzieję, ż ta cała Grace się wywalo, chiciaż jak napisałaś istnieje głupie szczęście blondynki. Sama mogę coś na ten temat powiedzieć, ale mniejsza. Przy okazji dziękuję za miłe słowa i mnie.
    http://seth-clearwater-moja-historia.blog.onet.pl/
    Żyzę dużo weny, pozdrawiam i czekam na NN. Marta.

    OdpowiedzUsuń









After We Fall
stories by Nessa