20.01.2014

Dziewiętnaście

Renesmee
Nie od razu zrozumiałam… Ale kiedy w końcu dotarł do mnie pełen sens ich rozmowy, poczułam się tak, jakby grunt usuwał mi się spod nóg. Sama nie jestem pewna, ale chyba podświadomie wiedziałam, że w którymś momencie sprawy potoczą się w tym kierunku, nawet jeśli nie byłam pewna, co to oznacza.
Ale poczułam ulgę. Nie zagrażało nam niebezpieczeństwo, nie w pełnym znaczeniu tego słowa. Przeciwnik był jeden, może ewentualnie dwóch – jeśli oczywiście za wroga również mogliśmy uznać przeszłość. W tamtym momencie, obserwując zachowanie Licavolich, uświadomiłam sobie, że tak właśnie jest.
Layla wciąż oddychała ciężko, przerażona i chyba bliska omdlenia. Jej oczy lśniły niepokojącym blaskiem, mięśnie zaś miała do tego stopnia, że przejął mnie irracjonalny lęk, że za moment połamie sobie kości. Jej skóra wydawała się niemożliwie wręcz blada, chociaż instynktownie wiedziałam, że ogień Layli nie opuścił. Wręcz przeciwnie – niemal widziałam, jak czai się gdzieś pod skórą, gotów przybyć, gdyby tylko strach jego pani osiągnął zenitu. W jednej chwili poczułam się bardzo nieswojo, chyba nie jako jedyna zresztą, bo zauważyłam, że stojący w niewielkim oddaleniu od dziewczyny Edward i Carlisle odsunęli się dla pewności. Allegra i Isabeau nawet nie drgnęły, zastygłe w bezruchu i na ten swój zimny, odrobinę niepokojący sposób piękne. Nie byłam nawet w stanie spojrzeć im w oczy, tak porażał mnie wyraz ich identycznych, błękitnych niczym zamarzająca woda tęczówek, coś zresztą sprawiało, że byłam w stanie wyłącznie patrzeć na Laylę.
Był jeszcze Rufus, który zastygł zaledwie kilka stóp od swojej partnerki. Jego twarz nie wyrażała żadnych emocji, również strachu, ale jednocześnie znacznie różniła się od przypominających maski twarzy moich bliskich. W przypadku naukowca było to chłodne opanowanie; tak zwykle wyglądał, kiedy miał logiczny problem do rozwiązania i akurat był na etapie analizowania faktów i wyciągania wniosków. Wciąż uważnie przypatrywał się Layli, ale mimo pozornie biednej postawy, miałam wrażenie, że oblicza swoje szanse na to, że uda mu się do niej podejść, dotknąć ją i – w najlepszym wypadku – nie uszkodzić nam konstrukcji domu, kiedy Lay pod wpływem impulsu zdecyduje się cisnąć nim o ścianę.
Zły pomysł. Bardzo zły…
– Wrócił… On wrócił. – Layla odezwała się po trwającej chyba całą wieczność chwili wahania. Kolejne słowa wydawały się stanowić dla niej wyzwanie, a po wypowiedzeniu zabrzmiały dziwnie, jakby ktoś niewłaściwe próbował powiedzieć coś w języku, którego tak naprawdę nie znał. Coś nie pasowało; takich słów nie dało się ułożyć w tej kolejności. – Nie zbliżaj się teraz do mnie! – krzyknęła nagle, błyskawicznie okręcając się na pięcie.
Aż podskoczyłam, po czym ponownie przeniosłam wzrok na Rufusa, żeby przekonać się, że ruszył się z miejsca. Ostrożnie, zważając na każdy krok, zaczął metodycznie przesuwać się w stronę Layli, skracając dzielący ich dystans niemal o połowę, zanim na niego naskoczyła. W odpowiedzi na jej słowa lekko zmarszczył brwi, ale zatrzymał się i uniósł obie ręce ku górze w obronnym geście. Widziałam, że uważnie lustruje wzrokiem stojącą przed nim dziewczynę, zwracając uwagę przede wszystkim na napięte mięśnie, skrzącą się wewnętrznym blaskiem skórę (chyba jedynie cudem Layla jeszcze nie pozwoliła sobie na samozapłon, ale była tego bliska – jak bomba, której licznik stopniowo przybliżał się do zera i nieuniknionego wybuchu) i pozycję obronną. Nawet mnie ogarnął niepokój i instynktownie przesunęłam się w stronę Alessi i Esme, kątem oka spoglądając w stronę oddalonego ode mnie Damiena, ale Rufus nawet się nie skrzywił.
– Laylo – odezwał się rzeczowym tonem – przecież oboje wiemy, że nie jesteś w stanie mnie skrzywdzić.
Layla zacisnęła dłonie w pięści.
– Nie wiesz tego. A ja… – Jej oczy zaszły mgłą, a chwilę później świeże łzy spłynęły jej po policzkach. – Odsuń się, bo ja już naprawdę nie jestem pewna do czego jestem zdolna – wyszeptała i pojęłam, że mówiła najzupełniej poważnie.
Rufus nie odpowiedział, ale wątpiłam, żeby jej słowa go przekonały – miał skłonność do tego, żeby wierzyć w to, że zawsze ma rację i chyba dopiero fizyczny atak Layli, dałby mu do zrozumienia, że dziewczyna faktycznie jest na krawędzi.
– Po prostu się uspokój, a wszystko będzie dobrze – doradził jej takim tonem, jakby to było oczywiste. Brzmiał trochę tak, jakby wyjaśniał nam prawdziwość faktów, chociaż brakowało mu tej odrobiny ekscytacji albo nutki szaleństwa, które towarzyszyły mu chociażby wtedy, gdy przedstawiał nam swoje odkrycia. – Jesteś tutaj, a twojego ojca tutaj nie ma. Jesteś bezpieczna – dodał łagodniej i tym razem jego słowa jakoś musiały na nią wpłynąć, bo nawet nie drgnęła, kiedy zrobił kolejny zdecydowany krok w jej stronę.
Layla wciąż wyglądała marnie, ale nawet nie drgnęła, kiedy Rufus zachęcająco wyciągnął rękę w jej stronę. Spojrzała na nią beznamiętnym wzrokiem, jakby zastanawiają się, co to jest i jak powinna się teraz zachować. Rufus po prostu stał, pewny siebie w ten nieznośny sposób, który kiedyś jak nic miał go zgubić. Był dobrym psychologiem, nie miałam co do tego wątpliwości, ale jednocześnie nie byłam pewna, czy w przypadku Layli jakakolwiek taktyka jest dobra. Chyba lepiej byłoby zaczekać aż dziewczyna się uspokoi, my zresztą też, chociaż z drugiej strony…
Layla westchnęła i w końcu chwyciła Rufusa za rękę. Do ostatniej chwili widziałam w jej oczach wahanie, zauważyłam zresztą, że wampir nieznacznie się skrzywił – być może Lay wciąż nie do końca panowała nad temperaturą ciała – nie odsunął się jednak i stanowczo przyciągnął dziewczynę do siebie, tak, że wpadła mu w ramiona.
– Już? – szepnął. Łagodny ton był u niego rzadkością, poza tym rezerwował go wyłącznie dla Layli, a i to nie zdarzało się na co dzień. Nie wiem dlaczego, ale nagle poczułam się nieswojo, jakbym nieświadomie uczestniczyła w czymś ważnym i bardzo intymnym.
– Jakie „już”? – Layla wydawała się zmęczona. – Żadne „już”, skoro… On wrócił. Wiedziałam, że to się kiedyś wydarzy, a teraz jest tutaj i… – Zacisnęła usta, po czym nagle wyrwała się z ramion Rufusa, jakby porażona jakąś myślą. Nadal drżała, mocno zaciskając dłonie w pięści i ledwo będąc w stanie zapanować nad mocą oraz emocjami. – Śnił mi się. Myślałam, że… Sama nie wiem, co takiego sobie myślałam, ale to tak, jakbym wiedziała już wcześniej, że on gdzieś tutaj jest. Od ponad pięciuset lat wciąż zadawałam sobie pytanie, co takiego wydarzy się, kiedy on znów stanie na mojej drodze. Zastanawiałam się, co takiego będzie, kiedy go spotkam, kiedy znów poczuję ten strach… A teraz tutaj jest, a ja czuję się tak, jakby w każdej chwili mogło się wydarzyć coś bardzo złego. Nie mam pojęcia gdzie jest, co takiego może zrobić i czy przypadkiem…
– Layla! – Rufus spróbował jej przerwać, wcześniej niż którekolwiek z nas przewidując do czego dziewczyna zmierza.
– … znów nie spróbuje mnie skrzywdzić – dokończyła, zupełnie jakby go nie słyszała. Łzy płynęły nieprzerwanym strumieniem, ale już nie zwracała na nie uwagi, zupełnie jakby to było czymś naturalnym. Nie wyobrażałam sobie, żeby można było się przyzwyczaić do płaczu, ale podobnie nie miałam pojęcia, co takiego musiała przeżywać moja szwagierka. – Nie, zdecydowanie nic nie jest dobrze. Nie może być, a przynajmniej nie tak długo, jak on gdzieś się tutaj kręci. Jak mogłoby być, skoro tak naprawdę żadne nas nie zmieniło się przez tych pięćset lat? Skoro przez tych pięćset lat…
– I właśnie dlatego go zabijemy.
Potrzebowałam dłuższej chwili, żeby uprzytomnić sobie sens wypowiedzianych słów i zrozumieć, że wypowiedziane zostały przez Gabriela. Nagły dreszcz wstrząsnął całym moim ciałem, tak bardzo nienaturalna wydała mi się barwa głosu mojego męża. Kiedy na niego spojrzałam, przekonałam się, że już nie wygląda tak blado, a tym bardziej nie przypomina posągu. W jakimś stopniu poczułam ulgę, póki nie uprzytomniłam sobie, jakiego rodzaju zmiana zaszła w stanie emocjonalnym Gabriela. I chociaż wszystko wydawało się lepsze od tej pustki i chłodu, których mogłam doświadczyć wcześniej, jednocześnie poczułam niepokój.
Na twarzy Gabriela malował się absolutny sposób i coś, co byłam w stanie określić jedynie mianem determinacji. Jego oczy błyszczały, a kiedy głębiej się zastanowiłam, dostrzegłam w nich te same niezdrowe ogniki, co wtedy, kiedy za wszelką cenę starał się zrobić wszystko, żeby mnie odnaleźć, po tym, jak zostałam porwana przez Lawrence’a i jego telepatów. Ten sam wyraz twarzy widziałam również wtedy, kiedy podróżowałam poza ciałem i byłam świadkiem ataku rozżalonego Gabriela na grupkę niewinnych dzieciaków w lesie. I w końcu ten sam błysk widziałam za każdym razem, kiedy mój mąż wspominał swojego ojca, a zwłaszcza to, czego on i Layla doświadczyli, gdy jeszcze byli zdani na jego łaskę.
– Laylo, przez pięćset lat zmieniło się bardzo wiele. My się zmieniliśmy – powiedział z naciskiem. – Ty i ja. W dniu, w którym nareszcie zdołaliśmy się od nie uwolnić. W dniu, w którym byłem w stanie zmusić go do tego, żeby krzyczał i żeby trzymał się od nas z daleka. Wtedy dałem nam okazję do ucieczki, ale tym razem… Tym razem, Laylo – ciągnął, nagle materializując się u jej boku – to już poszło za daleko. Nie, nie zamierzam go szukać. Ale mogę ci przysiąc, sis, że on już nigdy więcej cię nie skrzywdzi – powiedział z naciskiem, chwytając oszołomioną siostrę za ręce. Zanim zdążyła go powstrzymać, osunął się przed nią na kolana, zupełnie jakby zamierzał jej się oświadczyć. – Już raz ci to obiecałem, ale mogę to powtórzyć. Czy mam złożyć ci przysięgę krwi?
– Gabriel… – Layla zamrugała z niedowierzaniem. – O nie! Gabrielu, wstawaj. Wiem o tym i ci wierzę, naprawdę. Wiem, ale… Och, na litość bogini, zwalniam cię ze wszystkich obietnic! – jęknęła, próbując jakoś zmusić go do tego, żeby się podniósł.
– Skoro mi wierzysz, dlaczego próbujesz zerwać przysięgę, którą ci złożyłem? – zapytał Gabriel, ale przynajmniej powoli się podniósł. Obie dłonie położył na drżących ramionach Layli, najwyraźniej z większym powodzeniem niż wcześniej Rufus, bo nawet się nie skrzywił.
– Bo wiem, że kiedy coś już obiecasz, będziesz dążył do tego po trupach – urwała stanowczo. Zaskoczenie sprawiło, że w końcu przestała płakać. – A ja tego nie chcę. Nie chcę, żebyś był mi cokolwiek winny, tym bardziej, że już dawno ustaliliśmy, że nic, co się wydarzyło, nie było twoją winą. Po prostu nie miałeś na to wpływu, a ja… To ja jestem najstarsza. I to ja powinnam podejmować decyzje, braciszku – przypomniała, usiłując zabrzmieć stanowczo, ale nie do końca jej to wyszło.
Gabriel zacisnął usta, po czym niechętnie skinął głową. Cały czas obserwował Laylę, a ja zrozumiałam, że niezależnie od wszystkiego, dla niego obietnica już została złożona. Wciąż nie mogłam uwierzyć, że to naprawdę się działo – że Marco Licavoli gdziekolwiek tutaj był i że mógł nam zagrażać – ale to i tak nie miało znaczenia, skoro przynajmniej rozumiałam już, dlaczego mój mąż był taki oszołomiony. Nie podobało mi się to, co mówił, a kiedy na niego patrzyłam, wydawał mi się obcy i oddalony, ale przynajmniej w końcu rozumiałam…
A przynajmniej część.
– Chwileczkę, czy dobrze rozumiem? – odezwał się po chwili wahania Edward, decydując się przerwać panującą ciszę. Podobnie jak i my wszyscy, wciąż był pod wpływem skrajnych emocji, które dodatkowo podsyciło zachowanie Layli i słowa Gabriela, ale najwyraźniej zaczynał się już otrząsać i logicznie myśleć. – Wasz ojciec wrócił? Ten samy, który…
– Nie nazywałbym go naszym ojcem – sprostował z odrobiną goryczy Gabriel, rzucając mojemu tacie udręczone spojrzenie. – Nie po tym wszystkim, ale… O tak, mam dobre powody, żeby sądzić, że wrócił – potwierdził, bo przecież do tego zmierzało pytanie Edwarda.
Wampir w zamyśleniu skinął głową. Jego bursztynowe, ciemniejsze niż zwykle oczy, powoli przesunęły się po twarzach pozostałych, jak zawsze, kiedy usiłował wyczytać z myśli obecnych coś, co pozwoliłoby mu wszystko sobie uporządkować. Niestety, jak że miał dostęp do wspomnień wyłącznie Carlisle’a, Esme oraz Rufusa, na niewiele mu się to zdało.
– Jak bardzo jest niebezpieczny? – zapytał w końcu, lekko marszcząc brwi. – Znaczy… rozumiem wasze przerażenie, ale tak naprawdę nie stało się jeszcze nic, co sugerowałoby, że możemy być w niebezpieczeństwie. Poza tym powiedziałeś, że jest sam, a przynajmniej tyle zdążyłem zrozumieć. Nie znamy jego intencji, więc skąd pewność, że czymkolwiek powinniśmy się martwić? – dokończył i na swój sposób zabrzmiało to sensownie, ja jednak nie odczułam ulgi; wciąż miałam wrażenie, że ucieka mi najważniejszy element układanki.
Gabriel roześmiał się. Był to krótki, pozbawiony wesołości śmiech od którego przeszły mnie ciarki. Jego oczy kolejny raz upodobniły się do czarnych dziur, kiedy spojrzał na mojego ojca w niezbyt przychylny sposób. Nie powiem, to była odmiana, bo sądziłam, że okres ich rywalizacji i wzajemnej niechęci mieliśmy już dawno za sobą.
– O tak, nasz kochany tatuś na pewno przybył tutaj po to, żeby złożyć nam przyjacielską wizytę – prychnął, po czym gniewnie zmrużył oczy. – Wystarczy. Już po prostu… Nie obchodzi mnie, dlaczego on tutaj jest. Wiem jedynie, że jeśli stanie mi na drodze, po prostu go zabiję – powiedział już poważniejszym tonem i oczywiste było, że nie żartuje.
– Gabrielu… – szepnęła Allegra, pierwszy raz od momentu przybycia okazując jakiekolwiek emocje – Ty chyba nie mówisz poważnie, prawda?
Uniósł brwi i spojrzał z zaskoczeniem na swoją ciotkę.
– Mówię poważniej niż kiedykolwiek wcześniej – powiedział chłodno. Zmierzył kobietę wzrokiem, jakby próbując coś zrozumieć. – A dlaczego?
– Ty po prostu nie możesz… – Allegra potrząsnęła głową. Jej pewność siebie i chłodne opanowanie zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. – Ze względu na swoją żonę, na swoje dzieci… Gabrielu, zastanów się jeszcze. Wbrew wszystkiemu to wciąż jest twój ojciec – powiedziała z naciskiem, siląc się na rzeczowy ton głosu, ale to i tak wyszło jej marnie.
– A może raczej ze względu na ciebie, co Allegro? – zapytał pod wpływem impulsu; jego oczy rozszerzyły się, jakby nagle coś sobie uprzytomnił. – Dobra bogini, ty chyba nie próbujesz go bronić?
Allegra zacisnęła usta w wąską linijkę. Była blada i chyba równie roztrzęsiona, co Layla, chociaż nie sądziłam, że w przypadku tej kobiety to w ogóle możliwe.
– Nie – odezwała się, ale z jakiegoś powodu nie uwierzyłam jej. Gabriel również. – A przynajmniej nie tylko przez wzgląd na mnie, ale również na was. Po prostu sądzę, że nie powinieneś tego robić, zwłaszcza, że nie masz powodu – dokończyła pośpiesznie, tym samym starając się ostatecznie uciąć temat.
– Mamo – upomniała ją Isabeau. Odniosłam wrażenie, że z jakiegoś powodu całą sobą popiera każde wypowiedziane słowo Gabriela. W jej oczach również widziałam determinację i nie miałam wątpliwości, że Beau już podjęła decyzję. – On skrzywdził Laylę. Skrzywdził ich oboje… Zawsze powtarzałaś, że emocje są pułapką, której powinniśmy się wystrzegać. Mam wrażenie, że teraz sama dałaś się w nią złapać.
– Nie to miałam na myśli – zreflektowała się pośpiesznie Allegra – ale…
Gabriel wyglądał, jakby za moment miał trafić go szlag.
– Do diabła, czy ty naprawdę nie pojmujesz, co tutaj się dzieje? – wybuchnął, nagle całkowicie tracąc nad sobą kontrolę. Skoczył w stronę Allegry z gracją polującej pantery, zmuszając pół-wampirzycę do tego, żeby cofnęła się o krok. – Ten sukinsyn przez niemal pięć lat regularnie gwałcił twoją siostrzenicę. Już mniejsza o to, że nie potrafię zliczyć tych wszystkich razów, które od niego otrzymałem, kiedy próbowałem jej bronić, ale pomyśl o Layli. Nie pomyślałaś o nas ani razu przez ostatnie lata i ci to wybaczyliśmy, ale przynajmniej zrozum, że to wcale nie jest takie proste, jak mogłabyś sobie wyobrażać! Omamił cię, dał ci dwoje dzieci, ale to niczego nie zmienia. Nie, do cholery, zdecydowanie nic nie jest w stanie sprawić, żebym zapomniał o tym, co zrobił mnie, mojej siostrze i córce, dlatego…
– A co do tego wszystkiego ma Alessia? – przerwałam, dopiero po kilku sekundach uświadamiając sobie, że to ja wypowiedziałam te słowa.
Zapadła cisza tak nieprzenikniona, że wydawało się to wręcz niemożliwe. Nie sądziłam, że brak dźwięku może być aż do tego stopnia uciążliwy, ale najwyraźniej wciąż nie miałam pojęcia o wielu rzeczach – i może tak byłoby lepiej, bo bez odkrycia niektórych tajemnic zdecydowanie mogłabym się obejść, ale o tym przekonałam się dopiero dużo później, kiedy było już po wszystkim, a jakiekolwiek zmiany okazały się niemożliwe. W momencie, w którym spojrzałam w oczy Gabriela i dostrzegłam czyste przerażenie w jego oczach, natychmiast pożałowałam swojego pytania, ale jednocześnie nie byłam w stanie tak po prostu się z niego wycofać – po prostu musiałam wiedzieć, niezależnie od jakichkolwiek konsekwencji.
– Kochanie moje… – wyszeptał wyraźnie speszony Gabriel, natychmiast spuszczając z tonu. Gniew wąż był obecny w jego głosie i oczach, ale chłopak starał się jakoś nad nim zapanować, jak zwykle czuły i delikatny, kiedy zwracał się do mnie. – Chciałem powiedzieć… Och, przepraszam, Nessie. Nie sądzę, żeby to była odpowiednia chwila i…
– Odpowiednia chwila na co? – Jego słowa sprawiły, że tym bardziej zaczęłam się denerwować. Nie uświadomiłam sobie nawet, w którym momencie właściwie zerwałam się na równe nogi, ale kiedy odzyskałam nad sobą kontrolę, już stałam, a wszystkie spojrzenia zwrócone były na mnie. W normalnych warunkach poczułabym się speszona, ale tym razem tak naprawdę nic się już dla mnie nie liczyło, oczywiście pomijając prawdę. – Gabrielu, wyjaśnij mi w końcu. Po prosty mi wyjaśnij…
Gabriel westchnął, a ja zwątpiłam w to, czy w ogóle będzie do tego zdolny. Zauważyłam, że mocno zaciska dłonie w pięści, ale nie odezwał się ani słowem, wzrok utkwiwszy w jakimś punkcie w przestrzeni… Albo raczej w kimś, bo kiedy się obejrzałam, moje spojrzenie powędrowało wprost w stronę przerażonych oczu zastygłej w objęciach Esme Alessi. Mała patrzyła na ojca błagalnie, jeszcze bledsza i bardziej wytrącona z równowagi niż chwilę wcześniej.
Zdążyłam o tym zapomnieć – albo raczej przestałam o tym myśleć, ale to na jedno wychodzi – że wszystko zaczęło się tak naprawdę od Ali i tego, jak zaczęła szlochać po przebudzeniu. Brakujący element układanki stanowiła właśnie Alessia – to i historia o wampirze, którego widziała w lesie. Teraz już wiedziałam, że to Marco, ale to wciąż nie wyjaśniało tego, co takiego musiało się wydarzyć, żeby moja córka była aż do tego stopnia przerażona. Gdyby tylko ją zaatakował, może byłoby w tym chociaż odrobinę sensu, ale przecież nie widziałam niczego, co świadczyłoby o tym, że Alessię spotkało cokolwiek złego. Poza tym…
Och, te słowa Gabriela. „Mojej siostrze i córce”… To nie musiało nic znaczyć, ale ta jego reakcja na moje pytanie i przerażone spojrzenie Alessi, która niemal błagała ojca o to, żeby niczego nam nie mówił… To, jak oboje mnie przepraszali – Gabriel za bezradność, a Alessia za coś, co zrobiła, chociaż wciąż nie wiedziałam co takiego się wydarzyło…
„Mojej siostrze i córce”…
Nie, pomyślałam z przerażeniem, czując się tak, jakby wszystko rozpadało się na mikroskopijne kawałeczki. Niczym w transie przykucnęłam przy Alessi, żeby zajrzeć wprost w jej ciemne tęczówki – dokładnie takie same, jakie miał Gabriel. Chciałam zadać jej istotne pytanie, ale nie musiałam się odzywać, bo to, co chciałam powiedzieć, było oczywiste.
– Mamo… – szepnęła Alessia, szybo wyplątując się z objęć Esme i wpadając mi w ramiona. Przygarnęłam ją do siebie absolutnie machinalnie, zbyt oszołomiona, żeby jakkolwiek zareagować albo coś powiedzieć. – Mamo… – powtórzyła Ali już ciszej, ale jej cichy szept mówił mi więcej niż jakiekolwiek sensowne słowa.
Ja już wiedziałam.

1 komentarz:

  1. Jestem wkurzona, bo wczoraj dodałam komentarz, ale go usunęło -.- głodny blogspot XD Po pierwsze - nowy wygląd jest zniewalający! Chociaż podobał mi się bardziej wcześniejszy, ale to mało ważne xd
    Wkurzony Gabriel jest taki bardziej.... pociągający. Kurde, aż za bardzo go tutaj lubię^^ Kurde Allgera mnie tutaj strasznie wkurzyła. Nie dość, że jeszcze go broni to ma pretensje,że Gabriel chce go zabić. Całkiem popieram jego pomysł i zgadzam się z tym, aby uśmiercić Marco. Mam nadzieję, że im się uda go unieszkodliwić w jakiś sposób.
    Renesmee ma bardzo szybki refleks XDD Ale nie ma się z czego śmiać. To poważna sprawa.... :_: ażnie rozumiem jak to się mogło stać. Po prostu nie rozumiem czemu on jej to zrobił,albo czemu jej to wmówił. Zna się na telepatii, więc może sobie pozwolić na magiczne sztuczki. Mam nadzieję, że to jednak te sztuczki -.-
    Teraz pozostaje mi czekać do.... dzisiaj na kolejny rozdział ;)
    Gabrysia,

    OdpowiedzUsuń









After We Fall
stories by Nessa