21.01.2014

Dwadzieścia

Renesmee
Alessia wtuliła się we mnie mocniej. Drżała na całym ciele, ale już nie płakała, chociaż wątpiłam żeby to miało jakikolwiek związek z tym, że zabrakło jej łez. Sądziłam raczej, że była już zbyt zmęczona sytuacją, żeby pozwolić sobie na jakikolwiek psychiczny albo fizyczny wysiłek.
Nie tylko ja zrozumiałam, ale to było sprawą drugorzędną. Przynajmniej stało się dla mnie jasne, dlaczego Gabriel za wszelką cenę starał się unikać tematu, chociaż jednocześnie nie mogłam znieść tego, że dowiedziałam się tego tak późno. Pełen sens tego, co już wiedziałam, wciąż nie chciał w pełni dotrzeć do mojej świadomości, ale tak było lepiej. W jakimś stopniu błogosławiłam fakt, że mój umysł bronił się przed przyjęciem do wiadomości prawdy, bo w innym wypadki sama nie wiem, jak poradziłabym sobie nie tylko z napiętą atmosferą w salonie, ale również kolejną rewelacją, która spadła na nad niczym grom z jasnego nieba. Musiałam się trzymać, przede wszystkim dla Alessi, więc w tej sytuacji nawet otępienia było dobre.
Usłyszałam cichy jęk Esme i warknięcie, które zupełnie nieświadomie wyrwało się z gardła Edwarda. Chciałam spojrzeć na ojca, ale nie byłam pewna, czy jeśli zobaczę jego wyraz twarzy, przypadkiem nie zniknie ochronna otoczka, którą mój umysł bronił się przed pełnią prawdy. Nie potrafiłam tak po prostu przyjąć do wiadomości, że Marco… Że ktokolwiek…
Nie, to zdecydowanie było ponad moje siły.
– Mamuś? – Alessia zaczynała coraz bardziej niepokoić się moim milczeniem. Momentalnie przypomniałam sobie o jej wcześniejszych obawach, zwłaszcza o tym, że mogłabym ją odrzucić i natychmiast zdecydowałam się zreflektować.
– Cii… – Usiadłam tuż obok, żeby wygodniej było mi ją obejmować. Pragnęłam posadzić ją sobie na kolanach, dokładnie jak wtedy, kiedy jeszcze była malutka, ale Alessia już dawno wyrosła i musiałam się z tym pogodzić. Niemniej i tak widziałam w niej moją małą córeczkę, zwłaszcza wtedy, kiedy wtuliła twarz w moją pierś, starając się skryć za zasłoną włosów. – To nic. To… Już jest w porządku – wyszeptałam, przeczesując palcami jej włosy. – Już wszystko jest w porządku – powtórzyłam, chcąc chyba bardziej przekonać siebie niż ją.
Z tym, że obie doskonale zdawałyśmy sobie sprawę z tego, że to kłamstwo. Nic nie było w porządku, dokładnie tak, jak mówili Gabriel i Layla. W jednej chwili wszelakie emocje zniknęły, wyparte przez jedno konkretne uczucie – przez gniew, który pojawił się nagle, a który w pełni nade mną zapanował, sprawiając, że sama już nie byłam pewna, czy powinnam czymś rzucić, czy może zacząć płakać. Nie miałam pojęcia, jak zareagowali pozostali i co dzieje się w ich głowach, ale wiedziałam jedno – teraz i ja zgadzałam się z każdym słowem, które padło z ust Gabriela, nawet jeśli takie rozwiązanie wydawało się okrutne.
On ją skrzywdził. Ktoś skrzywdził jedno z naszych dzieci, a my nie byliśmy w stanie zrobić niczego, żeby jakoś temu zapobiec. To nic, że to Alessia na swój sposób postąpiła źle, w momencie w którym zdecydowała się na własną rękę poszukać wampira, który ostatecznie okazał się jej dziadkiem; przecież ona nic nie zawiniła, a jednak…
Och, Boże, dlaczego nie potrafiłam poczuć nienawiści?!
Usłyszałam jakiś hałas, a potem brzdęk tłuczonego szkła. Wzdrygnęłam się, a zastygła w bezruchu Alessia poderwała głowę, nagle wracając do rzeczywistości. Obie spojrzałyśmy w stronę z której dochodził dźwięk o to jeszcze w momencie, kiedy w powietrzu wciąż znajdowało się kilka odłamków kryształu, który przypadkiem strącił Damien. Odłamki z cichym pacnięciem spadły na podłogę, dosłownie jeden za drugim. Pac, pac, pac… Niczym padający deszcz, wystukujący jakiś nerwowy rytm w szyby i parapety. Dźwięki brzmiały dziwnie głośno i nienaturalnie, w jakiś niezrozumiały dla mnie sposób zapadając mi w pamięć.
Damien przytrzymał się niewielkiego stolika, żeby nie upaść. Nieśmiertelni bardzo rzadko tracili równowagę, zresztą przy ich idealnych zmysłach i skoordynowanych ruchach niezdarność była praktycznie niemożliwa. Podobnie zresztą było w przypadku refleksu i boleśnie zdawałam sobie sprawę z tego, że gdyby tylko zapragnął, mój syn byłby w stanie pochwycić kryształ, zanim ten w ogóle znalazłby się blisko podłogi. W pamięci miałam bliźniacze zdarzenie, chociaż wspomnienie było bardzo zamazane ze względu na to, że byłam wtedy zaledwie dzieckiem. Wtedy również zbity wazon zapoczątkował ciąg kolejnych wydarzeń, które omal nie doprowadziły do końca mojej rodziny. Aż nazbyt dobrze pamiętałam wyraz twarzy Alice, kiedy – tuż po upuszczeniu kryształu – przed oczami stanęła jej wizja tego, co dopiero miało nastąpić. Decyzja została podjęta, a nad nami wisiała śmierć…
Zabawne, ale chociaż tym razem nie groziło nam niebezpieczeństwo, czułam się o wiele gorzej niż w tamtym momencie. Co więcej, jakaś cześć mnie pragnęła ponownie musieć stawić czoła całej armii Volturi, jeśli tylko w ten sposób mogłabym zmienić przeszłość, jakoś pomóc Alessi… Z tym, że nawet gdyby chciała, nie byłam w stanie już zrobić niczego i doskonale zdawałam sobie z tego sprawę.
Patrzyłam na Damiena, jak każdy zresztą, ale równie dobrze mogłabym go nie widzieć. Obrazy rozmazywały mi się przed oczami i jedynie podświadomie wiedziałam, że mój syn nerwowym gestem przeczesał palcami gęste, miedziane włosy. Jego oczy – również moje oczy – nagle straciły blask, skóra pobladła, a oddech przyśpieszył mu do tego stopnia, że zaczęłam się bać, iż chłopak za moment zemdleje. Przyjęłam zerwać się z miejsca i zrobić cokolwiek, żeby jakoś mu pomóc – chciałam pomóc każdemu z nas, zwłaszcza moim dzieciom i Gabrielowi – ale przecież nawet nie potrafiłam zrobić czegokolwiek, żeby ulżyć sobie. Przecież sama potrzebowałam pocieszenia, a jednak nie było nikogo, kto mógłby mi je zapewnić.
– Alessia… Ali – wyszeptał drżącym głosem Damien, rozszerzonymi oczami spoglądając na swoją skuloną siostrę. Stoicki spokój, którego nauczył się od Carlisle'a i który do tej pory malował się na jego twarzy, momentalnie zniknął, wyparty przesz szok i oszołomienie. – Na litość bogini…
– Nic mi nie jest, braciszku – zapewniła go cicho Alessia. Cały czas tuliła się do mnie, instynktownie szukając poczucia bezpieczeństwa. – Nic mi… Och, nie patrzcie się na mnie! – jęknęła, nagle kuląc się i zaciskając powieki.
Krótka wymiana zdań między bliźniętami wystarczyła, żeby jakoś wpłynąć na pozostałych i doprowadzić do tego, by zdali sobie sprawę z tego, co robią. Nawet nie zorientowała się, kiedy u naszego boku pojawił się Edward. Z wahaniem spojrzałam w twarz taty, po czym bezradnie wtuliłam się w niego, kiedy bez słowa objął mnie i Alessię. Poczułam, że Gabriel obserwuje nas wszystkich, wyraźnie zagubiony, ale kiedy spojrzałam w jego stronę, jedynie pokręcił głową.
Tak mi przykro, usłyszałam w głowie jego mentalny głos. Tak bardzo mi przykro…
– Gabrielu, przestań – oderwałam się, decydując wypowiedzieć swoje myśli na głos. Tak było łatwiej do niego dotrzeć. – Kochanie, potrzebuję cię – dodałam łagodniej i ta jedna prośba podziałała lepiej niż jakiekolwiek bardziej skomplikowane, zbędne słowa.
Gabriel westchnął, ale podszedł do mnie. Edward niechętnie wycofał się, żeby zrobić chłopakowi miejsce, kiedy mój mąż zajął jego wcześniejsze stanowisko u naszego boku. Gabriel mocni otoczył ramionami zarówno mnie, jak i Ali, po czym zanurzył twarz w ciemnych włosach Alessi. Czule musnął wargami jej czoło, cicho zapewniając, że wszystko jest już w porządku.
– Nie chciałem tego mówić… Ale może tak będzie lepiej – szepnął po chwili zastanowienia. – Dobrze się czujesz, księżniczki? – upewnił się, odgarniając jej grzywkę z czoła; miałam wrażenie, że dla pewności sprawdza, czy w odpowiedzi na szok i stres nie dostała gorączki.
Ali jedynie wzruszyła ramionami i zamknęła oczy. Była zmęczona wszystkim tym, co działo się w koło i nawet mnie to nie dziwiło. Zmartwiona i równie oszołomiona, przeniosłam wzrok na dziadka, spoglądając na niego bezradnie. Sama nie byłam pewna, co powinnam była w tej sytuacji zrobić, ale musiałam myśleć praktycznie, a chyba w tej sytuacji należało zając się Alessią. Już pomijając to, że spotkało ją coś tak okropnego, wydawało mi się, że mimo wszystko powinien obejrzeć ją lekarz, chociaż jednocześnie nie byłam pewna, czy to najlepszy pomysł. Jeśli… to się wydarzyło, możliwe było, że Ali stała się jakaś krzywda, więc zwłoka wydawała się tym bardziej pozbawiona sensu, ale jednocześnie nie wyobrażałam sobie tego, żeby dodatkowo męczyć córkę jakimikolwiek pytaniami albo badaniami, których sama niejednokrotnie starałam się za wszelką cenę uniknąć.
– Dziadku… – zaczęłam niepewnie, chcąc wyrwać go z oszołomienia i poprosić o radę, ale nie miałam okazji, żeby skończyć.
– Czy zanim ktoś tutaj zemdleje od nadmiaru emocji, moglibyście chwilę mnie posłuchać? – odezwała się lekko podniesionym głosem Isabeau. Głos miała zimny, a przy tym wystarczająco pewny siebie, żeby bez trudu zwrócić na siebie naszą uwagę. – Proszę, tylko chwilę. Wszyscy jesteśmy zmęczeni, zwłaszcza Alessia, ale to jest bardzo ważne… Layla zresztą wam powie, jeśli w końcu jej na to pozwolicie – dodała Beau z typową dla siebie nutą irytacji.
Mocniej objęłam Alessię i wtuliwszy się w Gabriela, spojrzałam z wahaniem na bliźniaczkę mojego męża. Layla stała pod ścisną, opierając się nań plecami, jakby obecność konstrukcji dawała jej poczucie bezpieczeństwa. Oczy miała zamknięte, ale w odpowiedzi na słowa Beau, zatrzepotała powiekami i w końcu na nas spojrzała.
– Dzięki, Beau – mruknęła pod nosem, co jasno dało mi do zrozumienia, że wcale nie chciała znów znaleźć się w centrum zainteresowania. Isabeau jedynie skinęła nagląco głową, z premedytacją ignorując złośliwość siostry. – Ech… Skarbie – zwróciła się, decydując się popatrzeć na Alessię – ja wiem, jak to zabrzmi, ale czy pamiętasz cokolwiek z…
– Layla! – jęknął Gabriel, mocniej obejmując Alessię. – To nie jest najlepszy pomysł, żeby…
– W porządku, tato. – Ali zadrżała. – Ja… Nie wiem. Po prostu nie wiem, wszystko jest takie zamazane… – Uniosła głowę i błagalnie spojrzała na Laylę. – Ciociu, boję się. I jestem zmęczona. Nie chcę teraz o tym rozmawiać – dodała, a ja momentalnie zapragnęłam zerwać się z miejsca i wszystkich rozgonić, żeby dali jej spokój.
Layla powoli skinęła głową. Zignorowała przenikliwe pytające spojrzenie Rufusa, najwyraźniej pierwszy raz będąc świadomą czegoś, co dla niego pozostawało tajemnicą. Bez pośpiechu, jakby każdy ruch i zachowanie spokoju wymagały od niej wiele wysiłku, podeszła do kanapy i przykucnęła tuż naprzeciwko swojej bratanicy.
– Ja wiem, jak się czujesz, ale nie masz się czego bać, Ali – odezwała się cicho. Jej błękitne oczy lśniły. – Nie jestem pewna… A właściwie jestem, ale… Beau, czy ja mam rację? – zapytała niemal błagalnie, rzucając krótkie spojrzenie siostrze.
Dla mnie nie miało to żadnego sensu, ale Isabeau najwyraźniej rozumiała, podobnie zresztą jak i Allegra, która spojrzała na moją córkę, ukryła twarz w dłoniach i odetchnęła.
– Dzięki bogini… – westchnęła z ulgą. – Dzięki… – Szeptała coś jeszcze, ale już jej nie słuchałam.
– Nie chcę nic mówić – odezwała się słabym głosem Esme; oczy miała suche i wystraszone – ale właśnie się pogubiłam – przyznała, uciekając wzrokiem gdzieś w bok. Była mi się równie oszołomiona, co i my wszyscy, a może nawet bardziej. W końcu to była jej mała Alessia, a myśl, że spotkało ją coś tak okropnego, a żadne z nas nie potrafiło jej pomóc…
– Litości – westchnęła Isabeau. – Layla chciała po prostu powiedzieć, że Alessia wciąż ma aurę, która sugeruje, że jest dziewicą – oznajmiła, nie zastanawiając się nad doborem słów.
Popatrzyłam na nią tępo i wcale nie zdziwiłabym się, gdyby Isabeau w którymś momencie uznała, że coś jest ze mną nie tak – jeśli oczywiście nie doszła do takich wniosków już dużo wcześniej.
– Och, dzięki Beau – żachnęła się Layla, krzywiąc się demonstracyjnie. – Faktycznie, bardzo chciałam użyć słowa na „d” – mruknęła chmurnie.
– Po prostu nazywam rzeczy po imieniu. Jakby wszyscy tak robili, świat byłby dużo prostszy – stwierdziła, wzruszając ramionami. – Ali jest dziewicą. Ciebie i mnie to już nie dotyczy, bo jak każde zajęte szczęśliwe kobiety, regularnie poprawiamy sobie humor, kiedy…
– Ej! Twoje życie intymne jest ostatnim, co chciałbym teraz roztrząsać! – przerwał jej machinalnie Gabriel, zanim zdążyłaby się zagalopować. Zaraz po tym z niedowierzaniem potrząsnął głową, próbując coś zrozumieć.
Mój wzrok powędrował w stronę Alessi. Mała oddychała szybko, wyraźnie oszołomiona. Jej oczy błyszczały i zdałam sobie sprawę z tego, że już dawno przestała nas słuchać.
– To znaczy… – wyszeptała drżącym głosem. Nadzieja, która w nim pobrzmiewała, była niemal bolesna. – To znaczy, że ja…
– Nie mam pojęcia, co takiego wydarzyło się w tym lesie, Ali, ale mogę ci przysiąc, że on cię nie zgwałcił. Wiedziałabym. Po prostu bym wiedziała, bo…
– Bo aura dziewic ma specyficzny wygląd – wtrącił Damien, pośpiesznie robiąc krok do przodu. Wyglądał, jakby za moment miał się przewrócić. – Podobnie jak i kobiet w ciąży. To subtelna zmiana, ale dostatecznie wyrazista, żeby ją dostrzec.
– Tak. – Layla zaśmiała się nerwowo. W panującej ciszy i obliczu tego, co wydarzyło się wcześniej, jej śmiech zabrzmiał sztucznie, ale pobrzmiewająca w nim ulga była prawdziwa. – Damien jak zwykle ma odpowiedź na wszystko – dodała, ale nie udało jej się sprawić, żeby chłopak się uśmiechnął.
– Ale to i tak nie ma sensu – poskarżył się. – Nie widzę aury, ale czy nie powinienem był wiedzieć, gdyby Ali spotkało coś złego? Przecież ją zaatakował – dodał, mrużąc oczy; wciąż był zły. – Przecież sobie tego nie zmyśliła, prawda?
– Mówiłam już, że nie wiem, co tam się wydarzyło – przypomniała Layla, lekko marszcząc brwi. Nawet jeśli była nerwowa i nienaturalnie blada, zapanowała nad sobą dostatecznie, żeby sprawiać wrażenie opanowanej. Najwyraźniej kwestia bezpieczeństwa Alessi dodawała jej siły, pozwalając skoncentrować się na czymś bardziej konkretnym niż powrót ojca, którego się bała. – Zresztą to w tym momencie nie jest istotne. Chyba ważniejsze jest to, że Alessi nic się nie stało, prawda?
Nie dało się z nią nie zgodzić, chociaż to wciąż nie było takie łatwe. Czułam się tak, jakby ktoś zdzielił mnie czymś ciężkim po głowie i to w zasadzie po raz drugi. Jednocześnie spłynęła na mnie niewysłowiona ulga, co chyba nie było niczym dziwnym w obecnej sytuacji. W końcu tak bardzo się bałam…
Gabriel wciąż wydawał mi się dziwnie oddalony, chociaż już nie tak bardzo zagniewany jak wcześniej. Szał minął, przynajmniej częściowo, ale napięcie i świadomość obecności Marco wciąż sprawiała, że balansował gdzieś na granicy wytrzymałości. Widziałam jak w zamyśleniu tuli do siebie Ali i mnie, koncentrując się głównie na córce i raz po raz muskając wargami jej czoło.
– Layla ma rację – odezwał się Carlisle, decydując się przerwać panującą ciszę. Naprawdę nie rozumiałam, jakim cudem tak szybko i naturalnie przychodziło mu panowanie nad emocjami. Zazdrościłam mu tego spokoju, bo sama potrzebowałam naprawdę mnóstwa czasu i energii, żeby jakoś nad sobą zapanować, a jednak efekt i tak był marny. – Wydaje mi się zresztą, że na razie powinniśmy to odłożyć. W tym momencie niczego nie ustalimy, Ali zresztą wygląda tak, jakby za moment miała zasnąć – dodał, rzucając łagodne spojrzenie w stronę mojej córki.
– Tak… Może i racja – zgodził się Gabriel, ale odniosłem wrażenie, że dla niego już wszystko zostało ustalone. Zmartwiło mnie to. – Ali, kochanie, chcesz wrócić do pokoju?
Alessia nie zdążyła odpowiedzieć, nie musiała zresztą, bo prawie natychmiast Damien skoczył w stronę siostry.
– Ja ją zaprowadzę, tato – zapewnił, wyciągając rękę w stronę bliźniaczki. Alessia ujęła ją bez chwili wahania i pozwoliła, żeby pomógł jej się podnieść. – Chyba powinienem coś powiedzieć, ale się powstrzymam – mruknął, dziwnie kurczowo zaciskając palce wokół dłoni siostry. Wciąż wydawał mi się oszołomiony.
– Będę wdzięczna – stwierdziła Alessia, wywracając oczami. Próbowała się z nim przekomarzać, ale jej nie wyszło i ostatecznie dała za wygraną. – Przepraszam. I tak, możesz to powiedzieć – dodała, pozwalając żeby ją objął, kiedy razem ruszyli w stronę schodów.
– Czyli co? A nie mówiłem? – Mimo wszystko się nie uśmiechnął. – Z tym, że przecież nic nie powiedziałem. A może jakbym cię wczoraj ochrzanił…
– Jeśli zaczniesz się obwiniać, zrzucę cię ze schodów – usłyszałam już z góry. Chwilę wcześniej oboje zniknęli nam z oczu, czując wyraźną ulgę, że w końcu mogą uciec z salonu i uwolnić się od napiętej atmosfery. Fakt, że z Alessią (oczywiście pomijając fakt, że wciąż musiała być przerażona) jednak wszystko było w porządku, chyba dość dobrze na nich wpłynął, chociaż równie dobrze ich zachowanie mogło być jedynie grą albo próbą bronienia się przed związanym z prawdą stresem. Tak po prostu było łatwiej. – Zobaczymy, czy wtedy się pozbierasz…
Ich głosy ucichły, ale nie przejęłam się tym zbytnio. Doszłam do wniosku, że Alessia i Damien świetnie sobie poradzą, tym bardziej, że od zawsze byli aż nadto zżyci, a mój syn miał skłonność do opiekowania się swoją siostrą. Później i tak zamierzałam do nich zajrzeć, zwłaszcza do Alessi, ale jak na razie wszyscy potrzebowaliśmy przynajmniej chwili na to, żeby móc odetchnąć.
Emocje powoli opadały, chociaż nie mogłam powiedzieć, żebym nagle poczuła się swobodnie albo jakkolwiek lepiej. Powoli odwróciłam się, żeby spojrzeć w ciemne tęczówki Gabriela i przekonać, że mój mąż w zamyśleniu spogląda w przestrzeń. Kiedy podchwycił mój wzrok, po prostu bez słowa przygarnął mnie do siebie, najwyraźniej nie mogąc powstrzymać się przed instynktownym pragnieniem, żeby mieć mnie przy sobie. Natychmiast wtuliłam się w niego, mając niejasne przeczucie, że moja obecność przynosi mi ukojenie, którego oboje potrzebowaliśmy. To tym bardziej zmotywowało mnie do tego, żeby trzymać się blisko, bo za wszelką cenę pragnęłam zrobić wszystko, byleby Gabriel przestał zachowywać się w tak obcy mi sposób.
– Obiecaj mi, że nie zrobisz niczego głupiego – szepnęłam, kiedy – obojętny na obecność kogokolwiek – wsunął mi obie dłonie pod pośladki i usadowił mnie w swoich ramionach tak, żeby nasze usta dzieliły zaledwie centymetrów.
– Sam już nie wiem, co jest głupie, a co nie – odparł wymijająco. Gdyby złożył obietnicę, nie byłby w stanie już się wycofać i oboje zdawaliśmy sobie z tego sprawę. – Niczego już nie rozumiem, kochanie, ale… Ale nie podoba mi się to, że on mógł wrócić. A tym bardziej, że odważył się zbliżyć do Alessi – dodał; żadne z nas nie chciało rozmawiać na temat tego, co mogło się wydarzyć. Ten temat wciąż był bolesny, a ja chciałam jak najszybciej o nim zapomnieć.
– Nie myśl o tym… A zwłaszcza o nim – doradziłam mu cicho. Przymknęłam oczy, kiedy nachylił się, żeby mnie pocałować.
Gabriel znów westchnął i raz jeszcze mnie pocałował, tym razem w czoło. Czułam, że kurczowo tuli mnie do siebie, ale poddawałam się temu bez protestów, starając się rozluźnić. Słyszałam ciche głosy pozostałych, ale tak naprawdę wyjątkowo marzyłam o tym, żeby wszyscy w końcu sobie poszli i zostawili nas samach. Wszyscy potrzebowaliśmy chwili wytchnienia, żeby uporządkować myśli, a to raczej nie miało być możliwe w takich warunkach.
Westchnęłam. Miałam złe przeczucia.
Poza tym Gabriel wciąż niczego mi nie obiecał, a to zdecydowanie nie wróżyło dobrze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz




After We Fall
stories by Nessa