11.01.2014

Dziesięć

Alessia
– River Song, cokolwiek planujesz, ja naprawdę…
Ariel mówił, ale równie dobrze mógł milczeć, bo wampirzyca i tak nie zamierzała go słuchać. Wyraźnie zniecierpliwiona, kiwnęła głową na zesztywniałą Alessię, decydując się przemówić dopiero wtedy, kiedy ta zmaterializowała się u jej boku.
– Tak, to jest zdecydowanie dobry pomysł – stwierdziła, kiwając w zamyśleniu głową. – Alessiu, miałam właśnie poprosić Ariela o to, żeby chwilę z nami został. Oczywiście wierzę w to, że Damien wkrótce przypomni sobie o tym, że zakończenie jest coraz bliżej, ale skoro na razie jest nie osiągalny… Cóż, brakuje nam tutaj chłopców, Arielu – wyjaśniła, zwracając się do wilkołaka. – Alessię już znasz. Gdybyś zechciał mi pomóc i posłużyć za partnera jej albo którejkolwiek z dziewcząt, może Zoe…
– Tańczyć? Mielibyśmy tańczyć? – Wilkołak spojrzał na nią tak, jakby sądził, że postradała zmysły. – To zdecydowanie nie jest dobry pomysł. Przyszedłem tylko na chwilę, nie sądzę zresztą, żebym był tutaj mile widziany. Widziałaś, jaka była reakcja, kiedy wszedłem, poza tym jestem pewien… – Potrząsnął głową, w ostatniej chwili rezygnując z wypowiedzenia jakiejś myśli. Jego ciemne, smutne oczy uważnie wodziły dookoła, szukając możliwej drogi ucieczki. – Nie sądzę, żeby którakolwiek chciała tańczyć akurat ze mną – wyjaśnił bezbarwnym tonem, który w aż nazbyt jasny sposób wyrażał wszystkie jego wątpliwości.
Alessia zacisnęła usta, całkowicie oszołomiona. Starała się skoncentrować wzrok głownie na zamyślonej River Song, ale kątem oka raz po raz spoglądała w stronę Ariela. Doskonale rozumiała, dlaczego był taki spięty – w końcu kilkanaście godzin wcześniej sama czuła się podobnie, otoczona dziećmi księżyca, która bynajmniej nie były pozytywnie nastawione do niej, Hayley i Quinna. Na samo wspomnienie wciąż przechodziły ją dreszcze, chociaż starała się nie okazywać żadnych emocji, nie chcąc pozwolić sobie na słabość. Musiało wyjść jej to dość marnie, bo przez twarz wilkołaka przemknął ledwo zauważalny cień; rzucił jej ponure spojrzenie, jednocześnie uświadamiając, że mógł błędnie zinterpretować jej reakcję.
Najdziwniejsze było właśnie to, że chociaż instynkt podpowiadał jej, że przed sobą ma naturalnego wroga wampirów, nie potrafiła czuć się przy nim zagrożona. Przy kimś innym mogłaby. Przy Yves’ie, którego widywała czasami, głownie podczas pobytu w Niebiańskiej Rezydencji. A tym bardziej przy Riddley’u, który samym spojrzeniem i jednym krótkim parsknięciem potrafił sprawić, żeby dreszcze przebiegały jej po plecach. Wilkołaki po prostu miały w sobie coś, co naturalnie odrzucało wampiry i ich potomków – no i odwrotnie, bo prawdopodobnie dzieci księżyca dokładnie tak samo reagowały na wampiry oraz pobratymców Alessi. Tak już po prostu było; wzajemne uprzedzenia, które jedynie podsycały nieformalny konflikt, który od wieków dzielił miasto. Co prawda nic nie wskazywało na to, żeby walki sprzed siedmiu lat miały się powtórzyć, ale nie dało się ukryć, że od momentu ataku Drake’a na Miasto Nocy, dzieci księżyca darzono tym mniejszym zaufaniem, a pokój wydawał się niepokojąco kruchy.
Z tym, że Ariel był inny.
Ta myśl wydawała się dziwna, wręcz głupia, ale tak właśnie było. Ariel nie wywoływał w niej żadnych negatywnych uczuć, wręcz sprawiając, że czuła się przy nim absolutnie bezpieczna. Wiedziała, że to może mieć związek z tym, że pomógł jej, Hayley i Quinnowi dzień wcześniej, ale to i tak nie zmieniało faktu, że… No cóż, po prostu był inny. Gdyby było inaczej, raczej nie miałby obiekcji przed tym, co planował zrobić Riddley, a przynajmniej w to starała się uwierzyć.
Poza tym jej sen. To był tylko sen, ale jednak widziała w nim Ariela i również czuła się przy nim bezpieczna. Co więcej, była świadoma jeszcze jednego uczucia, którego nie potrafiła nazwać, a które wydawało jej się… po prostu dziwne. Był to rodzaj jakiejś mrocznej fascynacji; czystego zaciekawienia i świadomości zagrożenia, któremu mogło równać się zadawanie z kimś takim, jak Ariel. W końcu – chociaż uparcie odrzucała od siebie tę myśl – chłopak mimo wszystko był wilkołakiem, a to, że zachowywał się łagodniej, wcale nie musiało niczego znaczyć.
No i tego jego wzrok, kiedy z wahaniem na niego spojrzała…
– Alessiu? – wtrąciła River Song, wyraźnie zniecierpliwiona. Ali spojrzała na nią mało przytomnie, odrobinę poirytowana tym, że wampirzyca tak bezceremonialnie wytrąciła ją z letargu. – Więc?
Jakie „więc”?, pomyślała i dopiero po chwili uświadomiła sobie, że kobieta pyta ją o zdanie. Milczenie można było zinterpretować w dwojaki sposób, poza tym przeciągająca się cisza niepotrzebnie wszystko komplikowała i wpływała niezbyt kojąco na Ariela. Co prawda chłopak silił się na obojętność, ale po jego napiętych mięśniach oraz tym, jak niecierpliwie kiwał się na piętach, łatwo było stwierdzić, że jest coraz bliższy tego, żeby jednak się ewakuować.
– Och… – Tak, Ali. To było bardzo inteligentne, skarciła się w myślach. Zaczynała się cieszyć, że Aldero i Cameron jedna pokusili się o ucieczkę z zajęć. – Przecież ja nie mam niczego przeciwko, żebyśmy tańczyli razem – zapewniła z przekonaniem.
Ariel uniósł brwi i rzucił jej sceptyczne spojrzenie.
– Hm, doprawdy? – Nie wydawał się przekonany. A może po prostu był na nią zły za to, że swoimi słowami postawiła go w kłopotliwej sytuacji, bo teraz tym mniej miał powodów, żeby odmówić River Song. – Nie sądzisz, że to może być dość…
– Nie. Wszystko gra – wypaliła, przerywając mu wpół słowa. Chociaż pełna wątpliwości, odważyła się spojrzeć w jego ciemne tęczówki. Miał czarne oczy, zarazem bezbarwne, jak i pełne stłumionych emocji, które za wszelką cenę starał się ukryć. Od nadmiaru doznań wręcz zakręciło jej w głowie, ale zdołała zmusić się do tego, żeby nie odwrócić wzroku; to Ariel musiał zrobić to pierwszy. – Chyba, że to ty masz jakiś powód, żeby ze mną nie zatańczyć – dodała i w tamtym momencie trafiła w sedno, bo nawet jeśli w istocie istniała jakakolwiek przyczyna, Ariel postanowił zostawić ją dla siebie.
Patrzył na nią jeszcze przez moment, po czym w końcu odwrócił głowę, przenosząc spojrzenie na River Song. Nie odezwał się, to zresztą było zbędne, bo jasnowłosa wampirzyca już wcześniej uznała, że wszystko jest już odmówione i po prostu się oddaliła, wracając do Zoe i obserwowania tańczących. Dopiero w momencie, kiedy w ogóle się poruszyła, Alessia przypomniała sobie o innych obecnych i wyczuła zmianę w atmosferze; nie zdawała sobie sprawy, że wszyscy – podobnie jak i wcześniej ona – uważnie przysłuchują się wszystkiemu, co działo się na sali, czekając na dalszy rozwód wypadków. Co więcej, miała wrażenie, że sprawy poszły zdecydowanie nie tak, jak większość mogłaby oczekiwać.
Ariel wciąż stał w tym samym miejscu, najwyraźniej czekając na jakikolwiek ruch z jej strony, dlatego zmusiła się do tego, żeby ruszyć się jako pierwsza. Czuła się dziwnie, mając go za plecami, ale mimo wszystko odwróciła się i podeszła do sceny, żeby z powrotem wrócić na parkiet. Ariel bez ostrzeżenia wyprzedził ją i pierwszy wślizgnął się na wzniesienie, wzdychając przy tym cicho. Zanim się obejrzała, wyciągnął rękę w jej stronę, niecierpliwie spoglądając w jej stronę.
– Poradzę sobie sama – mruknęła pod nosem, ale i tak ujęła jego dłoń, pozwalając na to, żeby jej pomógł. – Zabawne. Teraz za każdym razem będziesz mnie podnosił? – dodała zaczepnym tonem, ale na Arielu najwyraźniej jej słowa nie zrobiły najmniejszego znaczenia.
– Wydawało mi się, że tak wypada. Ale jeśli uważasz, że zrobiłem coś nie tak, mogę przeprosić – powiedział albo raczej wyszeptał, bo nawet z wampirzymi zdolnościami, musiała się mocno wysilić, żeby zrozumieć kolejne słowa.
Zamrugała pośpiesznie, speszona. Instynktownie mocniej ścisnęła jego dłoń, jakoś nie mogąc zmusić się do tego, żeby go puścić.
– Nie to miałam na myśli. I nie, nie zrobiłeś niczego nie tak. Po prostu…. – Po prostu jestem idiotką, dopełniła w myślach, ale chyba nie najlepszym pomysłem było mu podsuwać opinię na własny temat, nawet jeśli teraz w istocie tak się czuła. – Zresztą zapomnij. Jestem trochę spięta z powodu moich kuzynów, to wszystko – wyjaśniła, w zasadzie nie kłamiąc; tyle razy już zrzucała winę na Aldero, że niemal sama uwierzyła, że wszystko, co złe, jest w istocie jego winą.
Ariel skinął głową, ale nie odpowiedział. Nie był zbyt rozmowny, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie. Nie musiała się zastanawiać, żeby zorientować się, że należał do samotników. Co więcej, kiedy patrzyła na jego ciemne włosy oraz luźny, zdecydowanie nieodpowiedni na lato strój, nie mogła pozbyć się wrażenia, że miał w sobie coś gotyckiego. Nigdy nie spotkała kogoś takiego, na dodatek wilkołaka, poza tym zawsze sądziła, że – o ironio! – dzieci księżyca, podobnie jak i zmiennokształtni oraz faktyczne watahy wilków, mają skłonność do trwania w stadach. Przebywali ze sobą i najlepiej czuli się we własnym towarzystwie, w naturalny sposób będąc w stanie określić, jaka rola w grupie im przypada.
A jednak Ariel nie pasował jej do grupy okrutnych, umięśnionych istot, które widziała. Trzymał się na uboczu, poza tym był cichszy i bardziej skryty od jakiejkolwiek istoty, którą spotkała wcześniej. No i ten smutek… Smutek w jego oczach sprawiał, że nade wszystko pragnęła znaleźć sposób na to, żeby jakoś przedrzeć się przez bariery, którymi wydawał odgradzać się od świata. Pragnęła wniknąć do jego umysłu – i to bynajmniej nie z pomocą telepatii – i po prostu go zrozumieć.
To właśnie stąd brało się uczucie fascynacji – z tego, że wyczuwała w nim istnienie czegoś, czego nie zamierzał nikomu okazać. Jakaś ukryta natura; to, że nie pasował do swoich pobratymców, jakkolwiek się od nich wyróżniał…
Był inny.
A ona chciała go poznać.
Wciąż ściskała dłoń Ariela, właściwie nie będąc świadomą tego, co robiła. Dopiero po kilku sekundach (minutach, godzinach, dniach…?) uświadomiła sobie, że to co najmniej niezręczne i że kolejny raz zbyt intensywnie się w niego wpatruje, ale w twarzy chłopaka nie doszukała się niczego, co świadczyłoby o tym, że poczuł się jakkolwiek źle z jej powodu. Miała wrażenie, że i on uważnie analizuje każdy jej gest, próbując doszukać się w niej fałszu albo jakiejkolwiek niechęci, była jednak pewna, że niczego takiego nie znajdzie. Nie czuła do niego wstrętu, nie czuła się uprzedzona – być może było to dla niego czymś nowym, ale to akurat nie była jej wina. Musiał jej zaufać, chociaż wątpiła, żeby to było w ogóle możliwe – z racji rasy i tego, jak po prostu powinny wyglądać ich relacje.
Mrowienie na karku sprawiło, że w pośpiechu spróbowała nad sobą zapanować, nawet jeśli było to trudne. Ariel wzdrygnął się, kiedy bezceremonialnie wyrwała dłoń z jego uścisku, ale w żaden sposób nie okazał tego, że sprawiła mu przykrość. Zła na siebie, szybko rozejrzała się dookoła, bez trudu rozpoznając w dziwnym uczuciu znajome wrażenie, związane z tym, że ktokolwiek ją obserwował. Co więcej, kiedy się obejrzała, dostrzegła wpatrzoną w nią Grace, która lekko marszczyła brwi i patrzyła na nią…
No cóż, takiego wzroku po prostu nie dało się opisać słowami. W zasadzie była to mieszanka najróżniejszych skrajnych emocji, być może swego rodzaju oszołomienia i… współczucia? Grace jej współczuła? Ale czego? To nie miało dla niej sensu, podobnie jak i bezsensowne wydawało się to, do wyrażała jej idealna twarz. „Wilkołak? Całkiem już zwariowałaś!” – zdawała się pytać, a przynajmniej tak się Alessi wydawało; mogła to sprawdzić, ale niespecjalnie kwapiła się do wnikania w myśli kogoś takiego jak Grace, poza tym opinia dziewczyny była dla niej najmniej ważna.
Ale pozostałych, zwłaszcza Zoe, Hayley i Quinna już tak.
Ali nie widziała Zoe, ale doskonale słyszała jej lekko przyśpieszony oddech, mieszający się z kolejnymi nutami, które wydobywały się spod jej zwinnych palców, kiedy z wprawą przeciągała smyczkiem po strunach skrzypiec. Doskonale za to widziała Hayley i Quinna, tańczących razem; co prawda kołysali się lekko w rytm muzyki, ale chyba nawet nie zdawali sobie z tego sprawy, wpatrzeni w Alessię z równie wielką uwagą, co Grace. Ali podejrzewała, że tak samo muszą patrzeć teraz na nich pozostali uczniowie, ale nie odważyła się rozejrzeć. Już i tak wystarczająco trudne było patrzenie w rozszerzone oczy Hayley albo na zaciśnięte usta Quinna.
Być może jakaś część niej spodziewała się, że taka właśnie będzie reakcja na obecność jakiegokolwiek z dzieci księżyca. Pewnie sama zareagowałaby podobnie, zwłaszcza po ostatniej nocy – a przynajmniej zrobiłaby to, gdyby na miejscu Ariela znalazł się ktokolwiek inny. Teraz była na siebie za tę świadomość zła, bo to jedynie dowodziło tego, że była równie uprzedzona, co wszyscy w koło, ale jakoś zdusiła w sobie to uczucie. Nie potrafiła za to powstrzymać irytacji, która wypełniła ją całą i zdawała się z każdą kolejną sekundą wzrastać, jakby ze spoczywających na niej i Arielu spojrzeń emitowała jakaś dziwna siła, której nie potrafiła nazwać, ale którą doskonale czuła.
W jednej chwili podjęła decyzję. Całkowicie zapominając o Seanie, który stał gdzieś na uboczu, porzucony i nie mający pojęcia, co ze sobą zrobić, raz jeszcze ujęła dłoń Ariela, po czym bezceremonialne położyła ją na swoim biodrze. Wzdłuż jej kręgosłupa przeszedł gorący dreszcz, przypominający wstrząs elektryczny, ale po chwili głębszego zastanowienia doszła do wniosku, że to całkiem ciekawe i przyjemne doświadczenie. Wraz z przypływem odwagi, zarzuciła Arielowi obie ręce na szyję i stanowczo przyciągnęła go bliżej, tak, że doskonale czuła emitujące od jego ciała ciepło.
– Tańczyłeś kiedyś walca, prawda? – zapytała dla pewność, samą siebie zaskakując stanowczym brzmieniem własnego głosu.
– Tak, kiedyś tak. – Ariel wziął się w garść, pobudzony jej pewnością siebie. Zanim się obejrzała, wyprostował się i ujął ją we właściwy sposób, którego za żadne skarby nie potrafiła wymóc na Seanie, kiedy jeszcze zmuszona była do męczenia się z jego gapowatością. – Dawno, ale może coś tam jeszcze pamiętam. Zresztą sprawdźmy…
A więc sprawdzili – i okazało się, że pamiętał aż nazbyt dobrze.
W jednej chwili Alessia spoczywała pewnie na ziemi, a już w następnej poczuła się tak, jakby płynęła w powietrzu. Ariel pociągnął ją za sobą, bez trudu wpasowując się w rytm melodii, którą grała Zoe. Przyzwyczajona do bezradnego kołysania się i uważania na każdy kolejny krok, Ali potrzebowała chwili, żeby oswoić się z myślą, że przy Arielu nie musi się niczego obawiać. Wiedziała to już wcześniej, ale teraz miała materialny dowód na to, że jej przypuszczenia były słuszne. Nie bała się, że wilkołak na nią wpadnie, upuści ją albo na nią nadepnie; nie musiała nawet pilnować kroków, bo w jednej chwili już po prostu wiedziała, jak powinna się poruszać, żeby było dobrze. Dopasowała się do Ariela, nagle mając wrażenie, że przez całe życie nie robiła niczego innego, a po prostu unosiła się w powietrzu, idealnie współgrając z żywiołem oraz chłopakiem, którzy trzymał ją w swoich ramionach. Walc miał w sobie coś intymnego, więc bliskość nie była w tym tańcu niczym dziwnym, ale kiedy czuła dotyk ciepłej skóry Ariela…
Również w nim dostrzegła… Nie potrafiła tego opisać, ale wiedziała, że było niezwykłe. Coś jak rodzaj jakiejś dziwnej przemiany, nie mającej zupełnie związku z pełnią, wilkołactwem czy czymkolwiek, co wiązało się z nadnaturalną istotą, którą przecież był. To zaczynało się w jego oczach – tych smutnych oczach do których nagle wkradło się życie. Ciemne tęczówki zabłysły, a Alessia pierwszy raz dostrzegła w nich coś, co można byłoby określić mianem lekkości albo wręcz satysfakcji. Blada twarz i wyraziste rysy nareszcie nabrały życia; mięśnie rozluźniły się, a chłopak przestał sprawiać wrażenie kogoś, kto najchętniej zapadłby się pod ziemię albo odkrył w sobie zdolności Camerona i po prostu zniknął – najlepiej na dobre. To były czysta radość i przyjemność, które w pierwszym momencie ją oszołomiły, a już w następnej napełniły satysfakcją; nie miała pojęcia jak wiele było w tym jej udziału, ale mimo wszystko jakoś przyczyniła się do tego, co się działo.
Ariel pociągnął ją za rękę. Nie miała pojęcia, co zamierzał zrobić, ale jej ciało wiedziało; niczym w transie, wiedziona wyłącznie instynktem i muzyką, wykonała wdzięczny piruet. Cały świat zawirował wkoło; twarz Ariela przez ułamek sekundy mignęła jej przed oczami i – mogłaby przysiąc – dostrzegła na niej cień uśmiechu.
Miał bardzo ładny uśmiech.
Lekko oszołomiona, obróciła się jeszcze raz, chociaż zaraz tego pożałowała, bo zakręciło jej się w głowie. Chwiejąc się na nogach, zatoczyła się i wpadła chłopakowi w ramiona, przypadkiem muskając policzkiem jego tors. Ariel zesztywniał, ale nie odsunął się, tylko chwycił ją za ramiona i dopiero kiedy uchwyciła równowagę, stanowczo zwiększył dystans pomiędzy nimi. Ali wyprostowała się, mając nadzieję, że nie dostrzegł rumieńców na jej policzkach, po czym zaplotła ręce na piersi; czuła, że serce wali jej jak szalone, poza tym ledwo łapała oddech.
– Tak! Właśnie tak! – Głos River Song ją zaskoczył i zarazem przywołał do porządku, przypominając o tym, że przecież nie są sami. To wydawało się nieprawdopodobne, ale naprawdę nie byli sami… – Przecież o coś takiego od samego początku mi chodziło – przyznała z uznaniem wampirzyca, łącząc ze sobą opuszki palców i podchodząc bliżej.
Zoe przestała grać, muzyka zniknęła, a świat na powrót wrócił na właściwy tor. Alessia zamrugała, żeby z rozczarowaniem zorientować się, że wszystko wróciło do normy – już nie czuła, że lata, a twarz Ariela na powrót przybrała wcześniejszy wyraz. Znów był gdzieś tam, speszony i oddalony, jak na samym początku. Uważnie lustrował ją wzrokiem, a jego spojrzenie pozostawało nieodgadnione, co zaczynało doprowadzać ją do szału; ręce wsunął w kieszenie, żeby nie mogła ich zobaczyć, ale miała wrażenie, że znów zaciskał je w pięści. Nie rozumiała dlaczego, poza tym wciąż czuła na skórze mrowienie w miejscach, gdzie jeszcze chwilę wcześniej jej dotykał.
Niedorzeczne. I bardzo, bardzo dziwne.
– Dobrze, jak na razie wystarczy. Bardzo dziękuję, Arielu – powiedziała River Song. Chyba jedynie ona była z siebie zadowolona. – Och, Alessiu, jeśli powtórzycie mi to z Damienem, może jeszcze uwierzę, że są jakiekolwiek szanse, żebyśmy przygotowali coś sensownego przed zakończeniem.
Mówiła coś jeszcze, ale Alessia prawie jej nie słyszała, zbyt oszołomiona, żeby zwracać na cokolwiek uwagę. Cały czas wpatrywała się w Ariela, który – zachowując się tak, jakby nagle uświadomił sobie, że zrobił coś bardzo, bardzo złego – nagle cały zesztywniał i mrucząc coś pod nosem o tym, że musi już iść, szybko zeskoczył z podwyższenia i ruszył w stronę wyjścia. River Song nie zwróciła na niego najmniejszej uwagi, ale Ali szybko zrobiła kilka kroków w ślad za nim, właściwie nie będąc tego świadomą. Zatrzymała się dopiero tuż przy krawędzi podwyższenia, w ostatniej chwili powstrzymując się przed skokiem i idiotycznym pragnieniem, żeby za Arielem pobiec, chociaż chłopak wyraźnie nie był chętny, żeby dalej trwać w towarzystwie pół-wampirów i wampirów.
Wciąż czuła na sobie palące spojrzenia przyjaciół, ale nie odważyła się na nich spojrzeć. Puls powoli zaczął jej zwalniać, ale i to nie było w stanie sprawić, żeby jakkolwiek nad sobą zapanowała albo poczuła się normalnie. To, że mogła się tak jeszcze poczuć, w tamtej chwili wydawało jej się wręcz nierealne.

1 komentarz:

  1. Przepraszam, że tak późno komentuję, ale trochę się zapomniałam^^ Liczę na więcej momentów Ali i Ariel razem. Podoba mi się ta para i już nie mogę się doczekać momentu, aż w końcu będą razem. River chyba zrobiła to specjalnie: w końcu nie każdego dnia tańczy się z wilkołakiem, który okazuje się być całkiem dobrym partnerem do walca. Ariel to zdecydowanie mroczny typ chłopaka; kojarzy mi się tutaj z Gabrielem z Brzasku, kiedy też był taki niedostępny^_^ podoba mi się. Szczególnie to jedno podobieństwo. Grace jest najzwyczajniej w świecie zazdrosna! Mimo, że wygląda to na współczucie czy coś na rodzaj żalu ta dziewczyna zazdrości Alessi :D chociaż skoro ma tego swojego Ethana czy jak mu tam to jakoś specjalnie powodu nie widzę, ale taka 'sława' chce mieć przecież każdego ;)
    Ach, wątpię aby Ali i Damien to powtórzyli, bo taki taniec można odtworzyć tylko z Arielem. Albo przynajmniej takie odnoszę wrażenie^^
    Gabrysia

    OdpowiedzUsuń




After We Fall
stories by Nessa