10.01.2014

Dziewięć

Alessia
Dzień wydawał się dziwny, chociaż Alessia sama nie była pewna, dlaczego tak uważa. Przecież wszystko wyglądało dokładnie tak, jak na co dzień. Co prawda w Akademii i tak pojawiła się zdecydowanie zbyt szybko, ale nie miała innego pomysłu. Musiała gdzieś pójść, a szkoła była jedynym sensownym miejscem, skoro Rufus wygonił ją z laboratorium.
To była jedyna nietypowa rzecz. Niecałą godzinę później wszystko wróciło do normalnego rytmu, kiedy korytarze wypełniły się pierwszymi uczniami. Ali siedziała na prowadzących na piętro schodach w południowej części szkoły, jak zwykle czekając się na pojawienie Zoe i Hayley. Zwykle zjawiały się w tej samej kolejności, najpierw siostra Quinna, później blondynka, więc i tym razem nie było inaczej. Może jedynie Hayley pojawiła się wcześniej i to w towarzystwie Quinna – najwyraźniej oboje również mieli mały problem z tym, żeby dojść do siebie – chłopak jednak oddalił się, ledwo tylko zorientował się, że wszystko jest w porządku. Na całe szczęście nie musieli rozmawiać, po prostu decydując się zapomnieć i przestać niepotrzebnie się zamartwiać. Tak było łatwiej, poza tym takie rozwiązane wydawało się całkiem rozsądne, skoro próbowali uwierzyć w to, że wilkołaki po prostu są nieprzyjemne i faktycznie nie będą próbowały się na nich mścić. Groźby bez pokrycia… A przynajmniej taką mieli nadzieję.
Zoe pojawiła się niemal w ostatniej chwili, w jakiś niezwykły sposób pojawiając się dosłownie zaraz po tym, jak Quinn się oddalił. Nerwowo obejrzała się za siebie, ale zaraz skoncentrowała się na przyjaciółkach, zaczynając pierwszy temat, jaki przyszedł jej do głowy.
Ani słowa o tym, co robili wieczorem. Być może właśnie z powodu Quinna, ale lepsze było i to.
Tak, zdecydowanie nie było powodów, żeby czuć się nieswojo, a jednak Alessia nie mogła pozbyć się tego wrażenia. Ostatecznie doszła do wniosku, że musiało chodzić właśnie o świadomość tego, że wszystko jest takie normalne. Nie wiedziała dlaczego, ale przebywanie w Akademii po tym, co wydarzyło się na skwerze, wydawało jej się dziwne i ryzykowne.
Wraz z tokiem zajęć, udało jej się dojść do siebie i w pełni rozluźnić. Ogólnie zajęcia w Akademii Nocy były dość ciekawe, a na pewno bardziej urozmaicone niż zwyczajnych szkołach. Alessia nie miała porównania, ale mogła się założyć, że w zwykłych placówkach, do których uczęszczali ludzie, nie uczono się historii Miasta Nocy i wampirów (co ciekawe, Volturi wcale nie odegrali aż tak istotnej roli, przynajmniej zdaniem Blear, która im o tym opowiadała). Nie słuchało się o wydarzeniach z przeszłości, o stylu życia od faktycznych przedstawicieli tamtych ras, którzy na dodatek nieczęsto było naocznymi świadkami wojen i pokojowych traktatów. Nie analizowało się podań, które o nieśmiertelnych opowiadali ludzie, żeby być w stanie oddzielić kłamstwo od prawdy; fakt faktem, że od pojawienia się wampirów takich jak Rufus czy Isabeau, trzeba było mocno zweryfikować cześć poglądów, ale to zostawiono naukowcowi, chociaż zajęcia z nim zwykle sprawiały, że większość kryła się po kątach i siedziała wyprostowana niczym struna, niecierpliwie odliczając kolejne minuty do końca.
W zasadzie wszystko zaczęło się od pierwszego razu, kiedy pojawił się, żeby cokolwiek im wyłożyć; już wtedy przekonali się, że raczej nie pozwoli im wejść sobie na głowę, poza tym był nieprzewidywalny – chociażby potrafił zacząć rzucać czym popadnie, wychodząc z założenia, że na pewno nikogo nie zabije, jeśli są zbyt wolni, żeby w porę zrobić unik, to najlepszy dowód na to, że powinni trzymać buzię na kłódkę i nikogo nie prowokować. Alessia miała niemałą frajdę, kiedy w pewnym momencie kreda, która prawie na pewno była przeznaczona dla Ethana, rozprysła się i wylądowała w puszystych włosach Grace. Chyba nigdy nie widziała, żeby ktokolwiek zrobił takiego zamieszania, wręcz zachodzącego na zaczątki histerii. Nie miała pojęcia, czy dziewczyna spełniła swoje groźny i poszła do Dimitra, tak jak wykrzyczała wypadając z sali, ale nawet jeśli tak, król najwyraźniej zajmować się bzdurami – to nie było ludzkie przedszkole, a jeśli chodziło o Rufusa… Cóż, na niego po prostu nie było mocnych.
Tym razem jeszcze bardziej cieszyła się, że wampir się nie pojawi, bo w takim nastroju prawdopodobnie mogliby liczyć na coś zdecydowanie gorszego od latającej kredy. Była poirytowana tym, że na dodatek ją wygonił, chociaż jednocześnie się martwiła – i to nie tyle o wampira, co o Laylę. Zdecydowanie coś musiało być między nimi nie tak, ale trudno było jej stwierdzić, czego może się spodziewać; jakby nie patrzeć, ta dwójka potrafiła sprzeczać się o drobiazgi, a ostatecznie i tak wychodziło, że nie potrafią bez siebie żyć.
– Ach… Czyli Przemądrzały Nietoperek szaleje bardziej niż zwykle? – zapytała Hayley, kiedy już wspomniała im o tym, czego doświadczyła przed szkołą. We trójkę – ona, Hayley i Zoe – kierowały się w stronę sali gimnastycznej, a więc i skweru, chociaż o tym akurat starała się nie myśleć. – To ciekawe…
Ali spojrzała na nią tak, jakby widziała ją po raz pierwszy. Pokręciła głową z niedowierzaniem, po czym uniosła brwi, spoglądając na Zoe, która dostała nagłego ataki śmiechu.
– Jak… ty go… nazwałaś? – zapytała blondynka, gwałtownie nabierając powietrza i znów zaczynając niekontrowanie chichotać.
– Przemądrzały Nietoperek. Pasuje, prawda? – Hayley wyszczerzyła się w uśmiechu.
– Zdecydowanie – zapewniła ją Alessia. – Tylko lepiej nie wspominaj o tym przy Aldero. Wiesz, że za dużo gada, a jeśli…
– O czym ma mi nie wspominać, kuzyneczko?
Alessia westchnęła, po czym powoli się odwróciła. Aldero stał tuż za nią, chociaż nie zorientowała się, kiedy właściwie zdążył podejść – w końcu jak każdy wampir poruszał się bezszelestnie. Zawsze uderzała go jego beztroska i oszałamiająca wręcz uroda, niezwykła nawet jak na nieśmiertelnego. Miał ciemne włosy, które mocno kontrastowały z jego bladą skórą, dodając mu uroku. Wysoki i szczupły, wyróżniał się wyrazistymi rysami twarzy i ciemnymi oczami, którymi potrafił działać cuda – chociażby wtedy, kiedy się denerwował i obdarzał kogoś tym przenikliwym, zimnym spojrzeniem. Ali kilka razy widziała go w akcji i musiała przyznać, że bym w tym doby, chociaż zdecydowanie bardziej normalny był błysk rozbawienia albo ten specyficzny wyraz oczu, który wyrażał pewność siebie. Właśnie to zobaczyła, kiedy spojrzała na kuzyna w tamtym momencie – to i rozbawienie.
Ali jak przez mgłę pamiętała Drake'a Devile, ojca rodzeństwa, ale i z tymi skrawkami wspomnień potrafiła stwierdzić, że byli do siebie bardzo podobni. W zasadzie Aldero był niczym młodsza wersja Drake'a, chociaż w jego twarzy i postawie można było doszukać się kilku cech, które odziedziczył po Isabeau. No i Aldero nie był potworem, ale przecież Drake również początkowo nie był zły; szaleństwo przyszło dużo później.
– Cześć, Al. – Z premedytacją zignorowała jego pytanie, w zamian uśmiechając się niewinnie. – Gdzie Cammy? Przecież jesteście… – zaczęła, ale nie miała okazji dokończyć, bo przerwał jej wystraszony pisk Zoe.
– Cameron! – jęknęła dziewczyna, demonstracyjnie chwytając się za serce, kiedy drugi z braci znikąd pojawił się u jej boku. Gwałtownie potrząsnęła głową, aż złociste loki zafalowały wokół jej głowy. – Przestań to robić, bo zawału dostanę!
– Ona ma rację, bracie. Świętego Damiena nie ma w pobliżu, więc możesz mieć problemy – poparł z powagą Aldero, kiwając głową z miną znawcy; najwyraźniej świetnie się bawił.
Cammy jednie uśmiechnął się w roztargnieniu. Już samo to wystarczyło, żeby udobruchać wciąż wzburzoną Zoe, która chyba nigdy nie miała przyzwyczaić się do tego, że Cameron pojawiał się i znikał, kiedy tylko miał na to ochotę. Wykorzystywał swój dar ukrywanie swojej obecności już wtedy, kiedy wraz z Aldero znajdowało się jeszcze w łonie matki, a teraz „znikanie” weszło mu nawyk – ku rozpaczy podenerwowanej jego zachowaniem dziewczyny. Alessia już dawno się przyzwyczaiła, dochodząc do wniosku, że jej kuzyn chyba zupełnie nie zdaje sobie sprawy z tego, co i kiedy zdarza mu się robić. Zdolności były częścią niego, a ich wykorzystywanie przychodziło mu równie naturalnie, jak oddychanie czy spanie, więc nie widział powodów, żeby się ograniczać.
Ten z braci stanowił całkowite przeciwieństwo Aldero, chociaż przecież byli bliźniętami. Z jasnymi włosami i łagodnym usposobieniem, przypominał anioła i może nawet to stwierdzenie byłoby prawdziwe, gdyby nie fakt, że aniołami raczej nie dało się manipulować – Cammy’m za to jak najbardziej. Aldero od samego początku potrafił wpłynąć na brata, który bez wahania godził się na wszystko, co chłopak wymyślił, nawet jeśli w znamienitej większości przypadków wiedział, że to bez sensu i prawie na pewno wpadną w kłopoty. No cóż, charakter miał chwiejny; a przy tym był wręcz nieznośnie niewinny, czym wzbudzał zaufanie. Kogoś takiego po prostu nie dało się nie lubić i może właśnie tym leżał największy problem. Cameron jak nikt inny potrafił owijać sobie ludzi wokół palca, bez większego wysiłku wzbudzając zaufanie i skłaniając do zwierzeń.
Może to on powinien porozmawiać z Laylą i Rufusem?, pomyślała, ale nie powiedziała tego na głos. Lepiej było, żeby Cammy nie został wyrzucony z laboratorium w ekspresowym tempie.
– Damiena nie ma, ale wy jesteście. Czyżby roboty w świątyni ubyło, że przypomnieliście sobie o czymś takim, jak szkoła? – odgryzła się, jednocześnie zmieniając temat.
Aldero wywrócił oczami, ale przynajmniej odpuścił. Zanim Ali zdążyła się obejrzeć, bezceremonialnie wepchnął się między nią a Hayley, po czym obie objął ramieniem.
– Fajnie, że pytasz, wiesz? To całkiem zabawna historia… No, może nie aż tak zabawna – zreflektował się po chwili zastanowienia – bo mama dostała szału, ale skąd, do diabła, mogłem wiedzieć, że ustawienie zapalonych świec tak blisko kwiatowych bukietów to taki marny pomysł? Poszło trochę dymu, ale czy to powód, żeby grozić nam przynajmniej wiekowym szlabanem na wychodzenie z domu?
Alessia zaśmiała się nerwowo, łatwo będąc sobie w stanie wyobrazić Isabeau na granicy wytrzymałości. W zasadzie nie tylko ją, bo Aldero miał wyjątkowo łatwość w wyprowadzaniu wszystkich z równowagi. Był niczym tykająca bomba zegarowa – po prostu wiadomo było, że prędzej czy później eksploduje i coś zrobi, chociaż czasami ciężko było stwierdzić kiedy i czego można się po nim spodziewać. Co więcej, Beau najbardziej irytowało to, że jej syn miał to po niej. No i po Drake’u, którego bezustannie jej przypominał.
Mimo obaw, które ogarnęły Alessię, kiedy tylko znaleźli się na zewnątrz, skwer wyglądał najzupełniej normalnie. Dzienne światło zmieniało wszystko, chociaż i tak nie miała czasu na to, żeby zbytnio rozglądać się dookoła i przyglądać trawnikowi w miejscu, gdzie wcześniej paliło się ognisko, bo musieli szybko przemknąć z miejsca na miejsce, żeby zaoszczędzić Cameronowi i Aldero problemu. Obaj byli w stanie poruszać się na zewnątrz, jeśli tylko w pobliżu znajdował się cień albo mieli na sobie coś, czym mogli się zasłonić, chociażby długie peleryny, które trochę upodabniały ich do członków Volturi. Natychmiast je odrzucili, ledwo tylko znaleźli się w przyjemnie chłodnej i zacienionej sali gimnastycznej.
– Zamawiam sobie Alessię, tak z góry mówię – zastrzegł Aldero, przeciągając się lekko. Zaczął energicznie wachlować się dłonią, żeby podkreślić, jak bardzo niewygodne było chodzenie w pelerynie po upale. – Ty, ja i szpada. Hej, czy tylko ja uwielbiam szermierkę?
– Pewnie tak. – Alessia wywróciła oczami. Ona również uwielbiała zajęcia praktyczne i to, że uczyli się walczyć, ale chyba niekoniecznie podobało jej się bezsensowne powtarzanie tych samych ruchów. Nie lubiła zwłaszcza walki z Damienem, który potrafił rozbroić ją w kilka sekund, nawet specjalnie się przy tym nie starając, a Aldero był niewiele gorszy. – Ale jak sobie chcesz. I tak z gwoli ścisłości, to jest floret – przypomniała mu z westchnieniem, związując włosy gumką, żeby jej nie przeszkadzały.
– Jak zwał, tak zwał. – Aldero wyszczerzył się w uśmiechu. – Kto wie, może nawet pozwolę ci się dźgnąć. Nie mam ochoty na tańce, a do świątyni pójść nie mogę, więc warto zerwać się z jakiegoś innego powodu – stwierdził, wraz z Alessią kierując się w stronę mat i rozłożonego sprzętu.
Alessia nie odpowiedziała, tylko podeszła do jednego z wyznaczonych miejsc i pochyliła się, żeby ująć floret. Słyszała śmiechy, okrzyki i szczęk metalu, kiedy walczące dzieciaki doskakiwały do siebie, ale prawie nie zwracała na to uwagi. Obróciła w palcach własną broń, uważnie obserwując tańczące na metalowej powierzchni refleksy światła i próbując się rozluźnić. Gdzieś w pamięci miała słowa Aarona – z wyglądu trzydziestoletniego i niezwykle czarującego wampira, który uczył ich walczyć – mówiące o tym, że w szermierce nie miało znaczenia to, że jest dziewczyną; już samą przewagę stanowiło to, że była szybka i mogła logicznie myśleć.
Błyskawicznie odwróciła się, po czym dźgnęła powietrze i wymierzyła ostrzem w stronę Aldero. Uśmiechnął się pod nosem i od niechcenia zrobił krok do przodu, pozwalając żeby koniec floretu dotknął jego torsu, tuż obok serca. Chyba faktycznie tym razem zamierzał pozwolić na to, żeby go znokautowała, chociaż to bynajmniej nie miało usatysfakcjonować przejętej przygotowaniami River Song.
No cóż, przecież nie mogła przepuścić takiej okazji.
– Walczmy – zgodziła się, spoglądając na kuzyna.
Aldero się uśmiechnął.

River Song była zła, co zresztą okazało się proste przewidzenia. Co prawda Aldero ostatecznie doszedł do wniosku, że przegrana z dziewczyną byłaby zbyt upokarzająca i dosłownie w ostatniej chwili wytrącił Alessi floret z rąk, zanim w ogóle zdążyła się rozkręcić, ale na przygotowanie do zakończenia i tak się nie wybierał. Co więcej, bez trudu przekonał do tego samego Camerona, więc obaj rozpłynęli się w powietrzu, zanim ktokolwiek zdążył zaprotestować.
Puff. Nie było ich.
No i nie było Damiena, a to też nie satysfakcjonowało River Song. Wampirzyca tym razem okazała się bardziej przewidywalna i niemal pod groźbą znalazła kilku młodszych chłopców, żeby w końcu poprowadzić normalne zajęcia, ale przecież to nie brak par stanowił problem. Chodziło o reputację; co było jej po tym, że odpowiedni przygotuje płeć piękną, jeśli podczas ceremonii, taniec i tak miał wyjść im beznadziejnie.
Alessia westchnęła, coraz bardziej poirytowana. Tańczyła z całkiem miłym dzieciakiem, który przedstawił jej się jako Sean, ale to było bardziej niż uciążliwe. Po pierwsze, chłopak wyglądał tak, jakby miał góra piętnaście lat (w rzeczywistości musiał mieć pięć), a wzrostem przewyższała go o głowę. A po drugie, mimo wrodzonej gracji, poruszał się tak niezręcznie, że stanowił niebezpieczeństwo dla samego siebie, nie wspominając o niej. Sama nie była pewna kiedy, ale to ona musiała przejąć prowadzenie i cały czas uważać na kolejne kroki, a to raczej nie miało pomóc jej w opanowaniu ruchów, nawet gdyby się starała.
River Song jedynie kręciła głową i załamywała ręce. Co innego mogła zrobić, oczywiście pomijając posunięcie się do wymordowania tych kilku osób, które uparcie jej unikały? Widząc jej minę, Alessia obiecała sobie w duchu, że dla pewności doradzi Aldero, by jednak pokusił się o mały wypadek – wtedy byłby bezpieczniejszy.
Muzyka grała, ale Alessia nie potrafiła się na niej skoncentrować, niecierpliwie czekając na moment, w którym River Song zrezygnuje i jednak odpuści sobie dalszy trening. Nie miała serca powiedzieć Seanowi, że jakkolwiek źle czuje się, mając go za partnera, ale jednocześnie nie potrafiła zdziałać cudów i w pełni oddać się tańcu, jeśli nie zamierzała pozwolić na to, żeby przypadkiem zafundował jej jakąś kontuzje. Biorąc pod uwagę to, że miała zdolność wpadania w kłopoty, więcej niż prawdopodobne było to, że w którymś momencie wraz z Seanem wylądują na ziemi; a potem na domiar złego złamie nogę albo…
Drzwi otworzyły się cicho, ale Ali jakimś cudem zdołała je usłyszeć. Sean akurat obrócił ją tak, że ponad jego ramieniem miała idealny widok na wejście, dlatego od razu dostrzegła niepewną postać, która z wahaniem zajrzała do środka.
A potem ją rozpoznała i z wrażenia zamarła – to był Ariel.
River Song również go zauważyła. Z zaciekawieniem uniosła brwi, po czym – z wyraźną ulgą – machnęła ręką na Zoe, nakazując jej przerwać grę. Ariel speszył się jeszcze bardziej, bo wtedy wszyscy zwrócili na niego uwagę, ale przynajmniej się nie wycofał. Wciąż pełen rezerwy, powoli podszedł bliżej, wyraźnie nieswojo czując się w otoczeniu pół-wampirów. Oddychał płytko, poza tym mocno zaciskał dłonie w pięści i wodził wzrokiem dookoła, ale na widok River Song, skinął głową z szacunkiem.
– Nie przeszkadzam? – Sądząc po tonie jego głosu, wolałby jednak dowiedzieć się, że musi wyjść. – Chciałem zamienić z panią słówko, ale… – Wzruszył ramionami, po czym wsunął obie dłonie do kieszeni spodni, najwyraźniej nie mając pojęcia, co powinien ze sobą począć.
– Nie, zdecydowanie nie – zapewniła go River Song. Chociaż wciąż rozeźlona, bez trudu zapanowała nad tonem głosu, siląc się na bardziej przychylny sposób mówienia. – Czego potrzebujesz, Arielu? – zapytała, odrobinę zaniepokojona.
Ariel nie odpowiedział, tylko powiódł wzrokiem dookoła. Alessia drgnęła, kiedy jego wzrok przesunął się po jej twarzy, wilkołak jednak prawie natychmiast spojrzał w innym kierunku, krzywiąc się nieznacznie, kiedy dostrzegł kilka nieufnych spojrzeń.
River Song szybko zorientowała się, w czym tkwi problem. Mruknęła coś cicho, więc Zoe – chociaż z żalem, bo jej oczy aż lśniły od nadmiaru emocji – znów uniosła skrzypce i zaczęła grać. Dźwięki zabrzmiały dziwnie nienaturalnie, bo w powietrzu wyczuwało się napięcie, ale w końcu, głównie za sprawą ostrzegawczego spojrzenia jasnowłosej wampirzycy, wszyscy na powrót zajęli się wcześniej przydzielonymi zajęciami.
Wszyscy z wyjątkiem Alessi. Co prawda odeszła kilka kroków, ale nie zareagowała na znaczące spojrzenie Sean’a. Starając się zachowywać jak najbardziej naturalnie, zamarła i zaczęła nasłuchiwać.
– Przyszedłem tylko na chwilę – wyjaśnił Ariel cicho. – Chciałem upewnić się, że wszystko jest w porządku. Riddley nie jest… No cóż, on nie odpuszcza tak łatwo – dodał, a Ali przeszedł nagły dreszcz; chciała spojrzeć na Quinna, ale nie była w stanie się do tego zmusić.
– Tak, dziękuję Arielu. – River skinęła w zamyśleniu głową. – Nie mieliśmy z nim problemów, ale to miłe, że pytasz. Poza tym to chyba ja powinnam martwić się o to, że wam przeszkodziliśmy – dodała, zachowując się aż nadto oficjalnie.
Ariel nie odpowiedział, najwyraźniej nie mając pojęcia, co też wydałoby się w tej sytuacji najodpowiedniejsze. Przez moment stał, prawdopodobnie czekając na ciąg dalszy wypowiedzi, ale wampirzyca uparcie milczała, obserwując jak bezsensownie kiwa się na piętach.
– W takim razie w porządku – stwierdził w końcu, wyraźnie zamierzając szykować się do tego, żeby odejść.
Dopiero wtedy River Song zareagowała i – zupełnie nie zastanawiając się nad tym, co robi – chwyciła go za ramię. Wilkołak zesztywniał, więc się odsunęła, ale przynajmniej osiągnęła cel i zatrzymała go w miejscu.
– Masz może chwilkę, Arielu? – zapytała, zaskakując go. – Pracujemy właśnie nad ceremonią, a że jest nas trochę mało… Sądzę, że mógłbyś mi pomóc – stwierdziła albo raczej podjęła decyzję, bo po brzmieniu jej głosu jasne stało się, że chłopak ta właściwie nie ma żadnego wyboru.
Ariel speszył się, ale został w miejscu. Chociaż milczenie było wymowne, River Song i tak zinterpretowała je po swojemu. Wyraźnie zadowolona z siebie, bezceremonialnie odwróciła się w stronę sceny teatralnej, przyłapując Alessię na bezkarnym wpatrywaniu się w nią i Ariela. Ali mimowolnie się zarumieniła, ale wampirzyca nawet nie zwróciła na to uwagi, skoncentrowana na czymś innym.
– No dobrze, więc uznajmy, że zamierzasz mi pomóc. Alessiu, moja droga, możesz pozwolić tutaj do nas na chwilę?

2 komentarze:

  1. No to Ali sobie nagrabiła i będzie musiała tańczyć z Arielem.Przynajmniej mam taką nadzieje:) Tak! Grace w końcu oberwała, ale w pełni jej się należało za dokuczanie Ali.Aldero i Cammy są naprawdę uroczy zwłaszcza Al z tym swoim specyficznym charakterkiem, który odziedziczył po Beau.Rozdział jak zawszę wspaniały, ale czekam z niecierpliwością na następny, a głównie to na taniec Ali i Ariela chyba, że masz coś innego w planach*.*
    Pozdrawiam
    Renesmee:3

    OdpowiedzUsuń
  2. Juz czuje, ze Aldero to bardzo fajnapostac. Uwielbiam chłopców z takim charakterkiem jak on. No po prostu wielkie *___* "Świętego Damiena ma w pobliżu, więc możesz mieć problemy" xD juz mi sie podoba. Czy faceci zawsze muszą unikać tych najważniejszych dla nas rzecz? No bez przesady, ale żeby od tańca uciekać ;) biedna Alessia czy oni nie mogą jej dać wygrać? :D Ali zdecydowanie zasłużyła sobie na tańiec z Arielem. Chociaż nie sadze, aby on aktualnie tez był z tego zadowolony...
    Życzę ci weny, kochana :**
    Gabrysia

    OdpowiedzUsuń









After We Fall
stories by Nessa