12.01.2014

Jedenaście

Alessia
– Co to miało być? – Quinn wyglądał, jakby za chwilę miał paść z nadmiaru emocji. Co więcej, sam przyprawiał o Alessię o podobny stan, bo sama nie była pewna, czy ma ochotę na to, żeby rozmawiać z nim na jakiekolwiek tematy. – Ali…
– A o co chodzi? – zapytała z niewinnym uśmiechem. Niechętnie zatrzymała się w korytarzu, po czym spojrzała na chłopaka, lekko unosząc brwi.
Hayley i Zoe pojawiły się chwilę później, ale na całe szczęście żadna z nich się nie odezwała. Twarz tej pierwszej wyrażała absolutny spokój.. No, ewentualnie lekką dezorientację, ale zupełnie niepodobną do podenerwowania, które okazywał jej brat. Jeśli chodziło o Zoe, to ta jednie kręciła głową, nie mając pojęcia o co chodzi i jak powinna się zachować.
– Ali, nie wygłupiaj się – westchnął Quinn, wznosząc oczy ku niebu. Jego rysy twarzy nieznacznie złagodniały, jakby dopiero dotarło do niego, że niepotrzebnie się uniósł, ale wciąż pozostawał spięty i wzburzony. – Wiesz dobrze, co mam na myśli. Ten chłopak…
– Po prostu z nim zatańczyłaś, na dodatek na prośbę River Song – dokończyła, decydując się przerwać mu w połowie wypowiedzi – na dodatek nie pierwszy raz. – Poza tym, on ma imię. I gdyby nie Ariel, prawdopodobnie odwiedzałabym się teraz w szpitalu, jeśli nie na cmentarzu – dodała chłodno, nie zastanawiając się nad doborem słów.
Oczywiście prawie natychmiast swojej reakcji pożałowała, ale nie zamierzała się wycofywać albo przepraszać. Quinn doskonale wiedział, że miała rację – widziała to w jego oczach oraz tym, jaki wyraz twarzy przybrał w odpowiedzi na jej słowa. Sama nie była pewna dlaczego, ale stanięcie w obroni Ariela wydawało jej się bardzo ważne, chociaż jakaś część jej podpowiadała, że prawdopodobne zachowywała się aż nadto nadpobudliwie. Na pewno mogła być delikatniejsza, ale jaki właściwie to miało sens, skoro Quinn najwyraźniej zapominał o tym, komu zawdzięczali powstrzymanie Riddley’a?
Chłopak zacisnął usta, po czym ze świstem wypuścił powietrze z płuc. Mocno zaciskał dłonie w pięści, ale po chwili zastanowienia zdołał nad sobą zapanować i rozluźnić uścisk, nawet jeśli zdawało mu się to przyjść z wyraźnym trudem. Alessia dostrzegła czerwone rumieńce, które zabarwiły jego zwykle alabastrową skórę oraz to, jak szybko unosiła się i opadała jego pierś. Sięgające ramion loki podskakiwały przy każdym ruchu, ale poza tym Quinn nie zareagował w żaden sposób, najwyraźniej nie mogąc znaleźć odpowiednich słów albo zarzutów; przecież doskonale wiedział, że Alessia miała rację – cokolwiek myślał, mówienie o Arielu źle było nieuczciwe, nawet jeśli teoretycznie żadne z nich nie miało powodów, żeby darzyć chłopaka sympatią.
– Możecie mi wyjaśnić o co chodzi? – jęknęła Zoe. Zadziwiające, że jeszcze nie rozbolała jej szyja od tego, jak raz po raz przenosiła wzrok, spoglądając to na opanowaną twarz przyjaciółki, to na rozeźlonego Quinna. – Nic nie rozumiem! Kto to był i dlaczego Ali mówi o jakimś cmentarzu? – zapytała, raptownie blednąc.
– O nic nie chodzi! – mruknął Quinn, chociaż bardziej zabrzmiało to jak warknięcie. Zoe wzdrygnęła się i spojrzała na niego z niedowierzaniem. – Wybacz – zreflektował się, odrobinę spuszczając z tonu. – Niepotrzebnie… Och, zresztą nieważne. Zachowuję się jak kretyn, prawda?
– Brawo, Quinn. Cóż za przebłyski geniuszu – mruknęła z przekąsem Hayley, lekko unosząc brwi. Podeszła do Zoe, po czym objęła ją ramieniem. – Chodź, pogadamy… O ile oczywiście nadal chcesz, żebym ci cokolwiek wyjaśniła – dodała z nutą nadziei; chyba do samego końca miała nadzieję, że Zoe jednak się rozmyśli.
– Jasne. Ale mogłabym wiedzieć, dlaczego jak zwykle dowiaduję się o wszystkim ostatnia…?
Alessia odprowadziła obie wzrokiem, póki nie zniknęły na najbliższym zakręcie. Przed oczami wciąż miała spojrzenie Ariela, którym obdarował ją zanim ostatecznie opuścił salę teatralną, ale i tak zmusiła się do tego, żeby uśmiechnąć się blado, kiedy to Hayley mrugnęła do niej porozumiewawczo. Była jej wdzięczna za to, że sama chciała porozmawiać z Zoe, tym bardziej słysząc ciągłe trajkotanie poirytowanej blondynki, która najwyraźniej tak szybko nie miała darować im tego, że cokolwiek przed nią przemilczeli.
Został jedynie Quinn, teraz milczący i ponury, chociaż już nie tak rozeźlony, jak na samym początku. Najwyraźniej zaczynał dochodzić do siebie, aż nadto świadom bezsensowności swojego wybuchu, nawet jeśli za nic w świecie by się do tego nie przyznał. Pieprzona męska duma, uświadomiła sobie Alessia, bo kiedy się nad tym zastanowiła, takie rozwiązanie wydało jej się aż nadto sensowne. Quinn był nie tyle zły widokiem Ariela, bliskością jakiekolwiek wilkołaka albo tym, że przyjaciółka jego siostry znalazła się tak nagle blisko dziecka księżyca – nie, tutaj po prostu chodziło o to, że to właśnie Ariel.
Ariel, który uratował ich wszystkich. Quinn zdecydowanie nie był zadowolony z tego, że cokolwiek komuś zawdzięczał, ale to akurat było najmniejszym problemem.
– Skończyłeś już może? – zapytała Alessia, decydując się przerwać panującą ciszę. – Wielkie dzięki za opiekę, ale wydaje mi się, że od tego mam Damiena. Poza tym nie mam pojęcia o co ci chodzi – dodała z wyrzutem.
– Okej, niech będzie, że trochę przesadziłem – zgodził się niechętnie. Jęknął, kiedy uniosła brwi, spoglądając na niego z niedowierzaniem. – Ali! Dobra, przesadziłem bardzo. Zadowolona?
– W zupełności.
Quinn zacisnął usta i przez moment miała wrażenie, że odwróci się na pięcie i po prostu sobie pójdzie. Niestety, nie zrobił tego.
– Świetnie. Ale to i tak mi się nie podoba – przyznał niechętnie. – Jakby nie patrzeć, to wilkołak. Uratował nas i bardzo się cieszę, chwała mu za to, ale po co ciągle się przy nas pałęta? Nie uważasz, że to trochę dziwne, że tak po prostu sobie przyszedł?
– Uważam, że jesteś przewrażliwiony, Qui – stwierdziła z przekonaniem. Skrzywił się, jak zawsze kiedy ktoś próbował zdrabniać jego imię. – Albo zazdrosny. Dobra bogini, czy wy – faceci – naprawdę nie możecie zrobić czegoś z tym wrodzonym pragnieniem rywalizowania ze sobą? Moim zdaniem to obrzydliwe.
– Wrodzonym czym…? – mruknął, ale już bez złości. Mogła się wręcz założyć o to, że ledwo powstrzymał się przed uśmiechem. – Zaczynasz wyciągać wnioski, których nie rozumiem. Coś czuję, że Damien będzie dumny – stwierdził i tym razem już nawet nie próbował udawać, że go nie rozbawił.
Alessia uśmiechnęła się pod nosem, w duchu czując ulgę, że jednak zdołali jakoś dojść do porozumienia. Quinn westchnął i w roztargnieniu przeczesał włosy palcami, odgarniając grzywkę z czoła. Mimochodem pomyślała o tym, jak wiele razy Zoe i Hayley narzekały z powodu tego, że tak uparcie trwał przy zachowanie długich włosów i to o czymś jej przypomniało.
– Dzięki za troskę i tak dalej, ale czy przypadkiem nie jesteś coś winien Zoe? Warknąłeś na nią – wypomniała mu, chociaż sądząc po jego minie, zdecydowanie wolał o tym nie myśleć.
– Zoe nie potrafi się długo gniewać – stwierdził obojętnie, ale w jego głowie wyczuła swego rodzaju obawę. – Hej, a co z nią właściwie? Ostatnio jakoś rzadko ją z wami widuję, a przynajmniej nie przypominam sobie…
– Zoe spędza z nami dokładnie tyle samo czasu, co zwykle – powiedziała z naciskiem, spoglądając wprost w jego niezwykłe oczy. „Z nami”. Czy zrozumiał aluzję? Miała nadzieję, że tak, chociaż czego mogła wymagać po kimś, kto dopiero teraz zauważył, że dziewczyna zwykle trzyma się na dystans, kiedy on był w pobliżu. – Powinniście pogadać.
Quinn uniósł brwi.
– Aha, tak – mruknął w roztargnieniu. – I mam uwierzyć, że wpadłaś na to przypadkiem i wcale nie liczysz na to, że w ten sposób się mnie pozbędziesz? – zapytał, ukazując komplet białych, równych zębów w uśmiechu.
– Wierz w co chcesz. Ja jedynie jestem pewna, że Hayley weźmie cię w obroty, jeśli sam nie zadbasz o to, żeby przeprosić Zoe… – Sądząc po jego spojrzeniu, doskonale zdawał sobie sprawę z tego, czego może spodziewać się po siostrze. – Przyjaźnicie się z Damienem, ale to jeszcze nie znaczy, że jesteś zobowiązany do opieki nade mną. To, że jestem irytującą przyjaciółką Hayley, też do niczego cię nie zobowiązuje – dodała łagodniej, całkiem zmieniając temat.
Chłopak spojrzał na nią zdziwiony, najwyraźniej nie spodziewając się usłyszeć podobnych wyznań. Między jego brwiami pojawiła się pionowa kreska. Zdezorientowało ją to trochę, tym bardziej, że Quinn nagle wydał jej się nie tyle oszołomiony, co odrobinę speszony.
– Wiem. Ale wydawało mi się, że my też się przyjaźnimy, Ali – przypomniał jej. – Co prawda za sprawą Hayley, ale już dawno stałaś się dla mnie przyjaciółką. A przyjaciół się chroni, prawda?
– Och… – Zamrugała pośpiesznie. Momentalnie spięła się, poirytowana kierunkiem, który nagle przybrała rozmowa. Nie wiedziała, czy to kolejna cecha, którą przejęła po członkach rodziny, których przez wzgląd na skomplikowaną sytuację mamy nie miała okazji poznać, ale nigdy specjalnie nie przepadała za rozmawianiem o uczuciach; nawet takie rozmowy ją peszyły, nawet jeśli w innych przypadkach była aż nadto wygadana. – Gdybyśmy nie byli sami, oczywiście byś mi tego nie powiedział, co Qui? – zauważyła ze śmiechem, niemal z ulgą znajdując sposób na to, żeby jakoś wybrnąć z konieczności dalszej rozmowy.
Quinn roześmiał się, po czym zamachnął, próbując trafić ją w ramię. Uskoczyła i pokazała mu język, w końcu będąc w stanie się rozluźnić. Cóż, skoro już wracali do normalności, chyba mogła uznać, że jeszcze są szanse na to, żeby ten dziwny dzień zakończył się tak, jak powinno być od samego początku.
– Idę poszukać Hayley i Zoe. Do domu trafisz sama, nie? – Udał, że nie dostrzega jej ostrzegawczego spojrzenia. Oczywiście, że była w stanie trafić do domu sama, nawet jeśli nie była pewna, czy akurat tam chce się teraz znaleźć. – Ach, poza tym masz rację. Oczywiście nie muszę dodawać, że jeśli komukolwiek powiesz o tym, co ode mnie usłyszałaś, wszystkiego się wyprę, prawda? – oznajmił, siląc się na poważny, nieznoszący sprzeciwu ton.
– A o jakiej rozmowie mówimy? – Udawanie zaskoczenia zawsze przychodziło łatwiej od próbą zapanowania nad emocjami. – Spadaj już, Quinn.
Machnął jej ręką i szybko się oddalił, wciąż rzucając jakieś złośliwe uwagi na temat kobiet. Wiedziała, że w ten sposób próbował ją sprowokować, ale zbyt dobrze go znała, żeby jakkolwiek zareagować. Jakby nie patrzeć, wychowała się w otoczeniu samych chłopców, w tym Aldero – wtedy trzeba było być silnym, jeśli nie chciał się zostać ofiarą. No i, oczywiście, cięty język również był przydatny, jeśli było się jedyną dziewczyną.
Quinn zniknął, dokładnie jak wcześniej Hayley i Zoe. Alessia rozluźniła się, czując jakiś niezrozumiały wewnętrzny spokój w związku z tym, że nareszcie została sama. Wręcz odetchnęła, bo od samego początku chciała zostać sama, nawet jeśli nie była pewna, czy to najlepszy pomysł. Cisza i obecność wyłącznie własnych myśli niekoniecznie była tym, czego mogła oczekiwać, tym bardziej, że przed oczami wciąż widziała twarz Ariela – to długie, udręczone spojrzenie, którym ją obdarzył. I ten taniec, ten cudowny taniec…
Uważaj na siebie, Ali. No i mam nadzieje, że serio wiesz, co robisz, usłyszała w swojej głowie głos Quinna i aż wzdrygnęła się, zaskoczona. Chłopak prawie natychmiast się wycofał, poza tym nie lustrował jej myśli, a jedynie podesłał jej własną, ale i tak poczuła nie tyle poirytowana, co zaskoczona tym, że nie zorientowała się, kiedy w ogóle musnął jej umysł.
Jasne, pomyślała w pustkę. Oczywiście, że wiem, co robię…
Ale prawda była taka, że sama zdawała sobie sprawę z tego, jak wierutnym było to kłamstwem.

Alessia szybko pokonywała kolejne metry, sukcesywnie kierując się w stronę domu. Ostatecznie doszła do wniosku, że samotność jej nie służy, chociaż jednocześnie nie była pewna, czy chce spędzić czas z rodzicami albo Damienem – cała trójka była spostrzegawcza, więc pewnie zauważyłaby, że cos jest nie tak. W krzyżowym ogniu pytań, zdecydowanie nie dało się pomyśleć, a na rozmowę o wilkołakach nie miała najmniejszej ochoty – zresztą po co, skoro tak naprawdę niczego nie było na rzeczy?
Miała poszukać Layli, ale to już dawno wyleciało jej z głowy, kiedy skoncentrowała się na Arielu. Nie miała pojęcia, co powinna sądzić o chłopaku i o tym, co zaszło między nimi podczas tańca… W zasadzie, dlaczego sądziła, że cokolwiek było na rzeczy? Ariel po prostu dobrze tańczył, a ta zmiana, którą w nim dostrzegła… To w sumie również nie było czymś, czemu należało się dziwić. Przecież sama również poczuła się zdecydowanie lepiej, kiedy tańczyli, więc doskonale wiedziała, co takiego musiał czuć Ariel. Był sam w otoczeniu wrogich sobie pół-wampirów i uwziętej na niego wampirzycy; jak inaczej mógł się zachować, skoro w końcu znalazł okazję po temu, żeby móc się rozluźnić?
W głowie miała mętlik, ale uparcie starała się to ignorować. Nagle poczuła się dokładnie tak samo, jak w swoim koszmarze, kiedy zobaczyła Ariela i zaczęła starać się zrozumieć, dlaczego o nim śni. Tym razem nie chodziło o sen, ale o coś jak najbardziej rzeczywistego, co jednak wcale nie musiało świadczyć o czymś szczególnym. Tańczyli – na prośbę River Song. Co z tego, że poczuła się jakkolwiek wyjątkowo, skoro to nie musiało o niczym świadczyć? To była po prostu fascynacja; poczucie zagrożenia, które płynęło z tego, kim był Ariel, pobudzało ciekawość i nic poza tym. Może po prostu coś z nią było nie tak – nie miała pewności – ale to jeszcze nie był powód, żeby teraz przez większość czasu zadręczała się czymś, co tak naprawdę nie musiało może najmniejszego znaczenia.
Nawet to spojrzenie. Ariel od samego początku wydawał jej się dziwny i oddalony, a to, że na nią patrzył…
Zachowujesz się jak jedna z tych głupich, ludzkich nastolatek, które szukają dziury w całym, skarciła się w duchu, coraz bardziej rozeźlona własnym samopoczuciem. Brawo, Ali. Wilkołak na ciebie patrzył. A liście drzew poruszają się na wietrze. Przeanalizuj to, bo to pewnie również jakiś wyjątkowy znak, który musisz zinterpretować, zadrwiła.
No cóż, mówienie do siebie – nawet w myślach – zdecydowanie nie należało do objawów zdrowia psychicznego, ale w jakiś dziwny sposób to przynosiło jej ulgę. Uśmiechnęła się pod nosem i zdołała przynajmniej względnie rozluźnić, nareszcie wpadając na pomysł, który nie miał żadnego związku z Arielem, wilkołakami i dziwnymi snami. Jeśli chodziło o zdenerwowanie i pragnienie tego, żeby się wyciszyć, to istniał tylko jeden sposób na to, żeby zaznać ukojenia. Teraz, kiedy o tym pomyślała, sama nie była pewna, jak mogła wcześniej na to nie wpaść.
Rozochocona, przyśpieszyła i w rekordowym tempie pokonała odległość, która dzieliła ją od domu. Popychając czarną, zdobioną bramę, która prowadziła na teren, który wraz z domem kupił Gabriel, niemal z ulgą powitała znajome skrzypienie zawiasów. Jej wzrok momentalnie powędrował w stronę domu – jednego z miejsc, gdzie czuła się naprawdę bezpiecznie – zaraz jednak uciekła spojrzeniem gdzieś w bok i spokojnym, ludzkim krokiem ruszyła przed siebie. Zadbany ogród prezentował się wyjątkowo, jak zawsze w słonecznych promienia; w powietrzu czuć było lato i Alessia aż nie mogła doczekać się momentu, kiedy nareszcie skończy szkołę i będzie mogła skoncentrować się na innych rzeczach, chociażby ceremonii połączenia albo tym, kim naprawdę chciała być. Te tematy wydały jej się bardziej przychylne, dlatego skoncentrowała się na nich, pozwalając żeby wypełniły jej głowę i zajęły myśli, podczas gdy podążała w stronę bardziej otwartej przestrzeni, znajdującej się tuż za owocowym sadem – oczywiście wypełnionego drzewami w pełni rozkwitu.
Sam widok stajni podziałał na nią kojąco. Zapach owoców, siana i koni przywołał te najlepsze wspomnienia z dzieciństwa, zwłaszcza te niezliczone razy, kiedy – sama bądź z rodzicami – mogła doskonalić się w jeździectwie. Tempesta i Buio – piękne, niezwykłe pod każdym względem i niezmienne odkąd tylko pamiętała – leniwie przechadzały się tuż przed stajniami, skubiąc trawę i szukając chociaż skrawka cienia. Kiedy się na nie patrzyło, łatwo można było pomylić je ze zwykłymi zwierzętami, Alessia jednak doskonale wiedziała, że są jedyne w swoim rodzaju; jakby nie patrzeć, miały w sobie coś z wampirów – podobnie jak i ona, obojętnie jak bardzo wydawało się to ironiczne. Nigdy nie rozumiała, co takiego działo się ze zwierzętami, kiedy do ich krwiobiegu wnikał jad, to zresztą nie było istotne; wiedziała jedynie, że to dzięki takiemu eksperymentowi mogła z obcować z dwoma najbardziej niezwykłymi stworzeniami pod słońcem.
Buio wyczuł ją pierwszy, ale nawet nie spojrzała w jej stronę, demonstracyjnie odwracając się tyłem i wciąż koncentrując się na powolnym skubaniu trawy. Ali wywróciła oczami; doskonale znała ostre usposobienie wierzchowca, który tak naprawdę tolerowała wyłącznie Gabriela. Inaczej było z Tempestą, która potruchtała w jej stronę, kiedy tylko na nią cmoknęła, w znaczącym geście wyciągając dłoń w stronę w jej stronę. Czarna sierść lśniła w słońcu, kryjąc pracujące mięśnie i sprawiając, że koń wydawał się tym piękniejszy, jakby już na co dzień nie był w stanie jej zachwycić.
– No, nie mógłbyś zachowywać się podobnie? Wystarczy trochę dobrej woli – mruknęła, ale Buio jedynie prychnął, uparcie ją ignorując. Wzdychając demonstracyjnie, Alessia skoncentrowała się na Tempeście i czule poklepała ją po pysku. – Śliczna dziewczynka. Pojedziemy na przejażdżkę, hm?
Odpowiedziało jej dumne prychnięcie, ale zdecydowała je uznać za przyzwolenie. Usatysfakcjonowana, zostawiła Tempestę na zewnątrz i szybko pobiegła do stajni, żeby wziąć uprząż i siodło. W środku dostrzegła jeszcze dwie młodsze klacze – Neve i Rabbię* ­– kiedyś również należące do jej babci od strony ojca (przynajmniej tak powiedział jej Gabriel), ale nie zwróciła na nie większej uwagi. Co więcej, od obu lepiej było trzymać się z daleka, zwłaszcza od Rabbii, której imię nie było przypadkowe.
Była jeszcze jedna – Fiamma** – tej jednak nigdzie nie było widać. Na początku ją to zmartwiło, wtedy jednak wyczuła w powietrzu charakterystyczny zapach, który mógł należeć wyłącznie do Layli i wszystko stało się jasne. Mogła przewidzieć, że zwłaszcza po kłótni jej ciotka wyląduje tutaj, tym bardziej, że od momentu, w którym zdecydowali się sprowadzić Miasta Nocy również pozostałe konie Gabrielli, Fiamma w jasny sposób dała wszystkim do zrozumienia, że będzie posłuszna wyłącznie Layli. Zabawne, ale ta klacz miała naprawdę żywiołowy charakter – i najwyraźniej nie tyle zamierzała pozwolić się zaadoptować, co sama zadecydowała, że to Layla będzie jej. Gabriel twierdził, że to dlatego, że jego siostra tak bardzo przypominała matkę i chyba faktycznie był w tym jakiś sens.
Żegnana przez ciche parsknięcia Nevy i Rabbii, Alesisa wróciła do Tempesty. Klacz spokojnie stała, pozwalając się osiodłać i chyba nawet entuzjastycznie podchodząc do perspektywy jakiejkolwiek podróży. Przestępując niecierpliwie z nogi na nogę, lekko pochyliła się, pozwalając Alessi wspiąć się sobie na plecy. Ali z wprawą usadowiła się w siodle, po czym mocno zacisnęła dłonie na lejcach i lekko nimi szarpnęła. Tempesta natychmiast usłuchała, prostując się i energicznie potrząsając ogonem, w oczekiwaniu na polecenia.
– No dobrze, malutka. Trochę się przejedziemy – wyszeptała, chociaż nie miała pojęcia, czy ma to jakikolwiek sens; nawet jeśli Tempesta pewne polecenia rozumiała, raczej nie mogła udzielić jej rady, gdyby zaszła taka potrzeba.
Ale przynajmniej potrafiła słuchać – i była świetna w odbieraniu emocji. Teraz chociażby doskonale przewidziała, czego Alessia mogła oczekiwać i gwałtownie wyrwała do przodu, kierując się prosto przed siebie.
Ali uśmiechnęła się z satysfakcją, po czym dla pewności mocniej ścisnęła lejce. Pęd, wiatr we włosach i chwila zapomnienia – tego właśnie potrzebowała.
A Tempesta zamierzała jej to dać.
* Neve – z włoskiego 'śnieg'; Rabbia – 'gniew'.
** Fiamma – z włoskiego 'płomień'.

1 komentarz:

  1. Quinn jest zdecydowanie zbyt nadopiekuńczy jeśli chodzi o Alessię. Dziewczyna sama potrafi o siebie zadbać i nikt nie musi jej przypominać o własnym bezpieczeństwie. Podobała mi się ich rozmowa - szkoda, że ja nie mam takiego kontaktu z przyjaciółmi - chłopakami =( cóż nie wszystko jest możliwe. Ojej, jak ja dawno nie jeździłam na koniu.... Chyba wybiorę się na przejażdżkę z Ali i Laylą, bo bardzo za tym tęsknię. Czemu mnie nie dziwi, że Fiamma będzie należała do Lay XD to nie może być ironia losu - to przeznaczenie :D Ogółem bardzo fajne imiona na koni. Tego chyba nie mówiłam :0 więc się poprawiam i już mówię^^
    Quinn i Alessia to idealna para na przyjaciół i niech (broń Boże!) Quinn się w niej nie zakocha! Wtedy nie będzie przyjemnie... Przepraszam, że znowu tak późno dodaję, ale serial wciąga i nie wyłączysz tego bez żalu XD

    Gabrysia <3

    OdpowiedzUsuń




After We Fall
stories by Nessa