22.11.2013

Sto dwadzieścia

Renesmee
Coś jest nie tak…
Zmarszczyłam brwi. Nie miałam pojęcia, dlaczego tak pomyślałam, ale przekonanie, że mam rację, pojawiło się nagle i nie potrafiłam zrobić niczego, żeby jakoś się od niego uwolnić. Zaniepokojona, rozejrzałam się po pustej ulicy, ale nie widziałam niczego, prócz zniszczonych, niezamieszkałych kamieniczek i śmieci, które dodatkowo oszpecały już i tak nieciekawą okolicę.
Wzdrygnęłam się, ale ruszyłam dalej. Moje kroki wydawały się nienaturalne głośne w panującej ciszy, ale usiłowałam o tym nie myśleć, koncentrując się na drodze. W towarzystwie Gabriela czy Layli łatwiej było mi się przemieszczać, jeśli chodziło o okolicę w której mieściło się laboratorium Rufusa, ale teraz byłam sama i czułam się chyba bardziej nieswojo niż przebywając blisko naukowca. Deszczowa aura jedynie potęgowała uczucie niepokoju i przygnębienia, przez co momentalnie poczułam się jak w jednym z tych beznadziejnych filmów grozy, które niejednokrotnie miałam okazję oglądać z Jasperem i Emmett’em.
A Rufus to „Koszmar z ulicy Wiązów”?, pomyślałam z przekąsem, wywracając oczami. Ironiczne podejście pomagało, chociaż bynajmniej nie poczułam się dzięki temu rozluźniona.
Wciąż spięta, zatrzymałam się przed kamieniczką, która stanowiła sekretne wejście do zaułka, gdzie mieściło się laboratorium. Sypiący się tynk i wybite okna nie wyglądały zbyt zachęcająco, ale nie miałam innego wyjścia. Zwłaszcza kiedy usłyszałam kolejny grzmot, tym razem niepokojąco blisko, co dobitnie świadczyło o tym, że burza już dotarła do Miasta Nocy, szybko weszłam do środka, nie zamierzając moknąć na deszczu.
Już kiedy ponownie znalazłam się na zewnątrz na skórze poczułam pierwsze krople, a potem niebo otworzyło się i rozpadało się na dobre. Zaklęłam w duchu i – chociaż nie miało to żadnego sensu – zakryłam głowę ramionami, na oślep pędząc przed siebie.
Coś poruszyło się tuż przede mną, ale nie miałam okazji do tego, żeby zareagować odpowiednio szybko. Z impetem zderzyłam się z czymś – albo raczej kimś – co pojawiło się tuż na mojej drodze. Zaskoczona, zatoczyłam się do tyłu, balansując na piętach, żeby utrzymać równowagę, po czym poderwałam głowę i mimo padającego deszczu spojrzałam na stojącą przede mną postać.
Zdębiałam.
– Dylan? – wykrztusiłam z niedowierzaniem. Przecież znikł, a to miejsce było ostatnim, w którym bym się go spodziewała. – Co ty tutaj…? – zaczęłam i nie dokończyłam, bo wtedy dostrzegłam niepokojący błysk w zwykle szmaragdowych oczach pół-wampira i w popłochu cofnęłam się o krok.
Dylan popatrzył na mnie ponuro, ale równie dobrze mogło okazać się, że mnie nie widzi. Padało coraz mocniej, więc płomienne, wilgotne włosy kleiły mu się do twarzy i czoła. Blada skóra wyróżniała się na tle panujących ciemności, nie wspominając o parze skrzących się czerwienią oczu. Widziałam, jak jego mięśnie nerwowo drgają, zdradzając gotowość do ataku i to, że nieśmiertelny niekoniecznie jest zainteresowany tym na kim wyładuje swoją frustrację.
– Uważaj!
Głos Rufusa mnie zaskoczył, ale instynktownie usłuchałam i odskoczyłam na bok, dosłownie na ułamek sekundy przed tym, jak wampir skoczył na Dylana. Obaj wylądowali na ziemi i potoczyli się po bruku. W jednej chwili wszystko potoczyło się błyskawicznie, a ja poczułam się dokładnie tak, jak podczas oglądania walki Gabriela i Rufusa – z tym, że teraz byłam absolutnie pewna, że walczący pragną skrzywdzić siebie nawzajem. Widziałam dokładnie przemieszczające się sylwetki, za nic jednak nie potrafiłam stwierdzić, kto ma większe szanse na wygraną.
Usłyszałam jęk i ciche przekleństwo Rufusa. W następnej chwili Dylan – warcząc przy tym gniewnie – całym ciałem przycisnął wampira do ściany jednej z kamieniczek. Szczupła palce spróbował zacisnąć na gardle Rufusa, ale nieśmiertelny nie zamierzał tak łatwo się poddać i na wszystkie możliwe sposoby usiłował trzymać Dylana w odpowiedniej odległości od siebie.
Wzmacniając uścisk na ramionach wyrywającego się w jego stronę telepaty, ponad jego ramieniem Rufus spojrzał wprost na mnie. Do tej pory skoncentrowany na walce, dopiero teraz uświadomił sobie moją obecność w pełni. Jego czekoladowe tęczówki rozszerzyły się w geście niedowierzania, co na moment go zdekoncentrowało, jednak zdołał jakoś zachować kontrolę.
– Co ty tutaj robisz?! – zawołał, wyraźnie rozeźlony. – Przecież mówiłem wam, że macie stąd spadać! – przypomniał i wymruczał coś jeszcze, ale puściłam jego przepełnione odrobiną złośliwości komentarze mimo uszu.
– Przyszłam z tobą porozmawiać – powiedziałam zgodnie z prawdą, podchodząc bliżej. Cały czas uważnie obserwowałam Dylana, próbując ocenić, czy będę w stanie się na coś przydać.
– No po prostu cudownie! – Rufus skrzywił się i mocniej naparł na Dylana, ale nie był w stanie odrzucić go od siebie. – Jakbyś jeszcze się nie zorientowała, to nie jest najlepszy moment, poza tym…
Nie miał okazji, żeby dokończyć, bo wtedy Dylan z całym impetem uderzył go łokciem w twarz. Krew natychmiast trysnęła z rozciętej wargi, w tym oświetleniu czarna i gęsta niczym atrament. Słodki zapach oszałamiał i na moment obaj nieśmiertelni zamarli; zwłaszcza Dylan zastygł w bezruchu, zaskoczony i minęła dłuższa chwila, zanim zdołał na powrót nad sobą zapanować.
Rufus nie wahał się długo. Natychmiast wykorzystał chwilę dezorientacji przeciwnika, żeby wymknąć się z zasięgu rąk przeciwnika. Przebiegłszy tuż obok Dylana, odskoczył kilka metrów w głąb zaułka, gniewnymi ruchami ocierając mieszającą się z deszczem krew. Nie byłam pewna, ale wydawało mi się, że rana w kilka sekund zasklepiła się sama z siebie, co momentalnie skojarzyło mi się ze zdolnościami Damiana albo zmiennokształtnymi. Najwyraźniej wampirom takim jak Rufus regenerację również przychodziła ot tak.
– Uciekaj stąd – rzucił do mnie Rufus, rzucając mi naglące spojrzenie. Cofnęłam się o krok, powoli wycofując w stronę ukrytego przejścia, które z powrotem zaprowadziłoby mnie na ulice Miasta Nocy, ale nie mogłam zdobyć się do tego, żeby odejść. – No już! – warknął Rufus, coraz bardziej poirytowany brakiem sensownej reakcji z mojej strony.
Jasne włosy lepiły mu się do czoła, podobnie jak i przemoczone ubranie. Deszcz padał coraz intensywniej, teraz porównywalny do nawałnicy albo ulewy. Sama nie byłam pewna, kiedy zrobiło się całkiem ciemno, chociaż wciąż było stosunkowo wcześnie, a do zachodu słońca powinno zostać jeszcze trochę czasu. Kiedy spoglądałam w niebo, widziałam ciężkie, czarne chmury, które przysłaniały niebo, sprawiając, że było ciemno jak w nocy. Strumienie deszczu utrudniały widoczność, ale i tak doskonale widziałam minę Rufusa, zwłaszcza w momencie, kiedy patrzył na mnie. W jego oczach było coś, czego nie potrafiłam zidentyfikować, chociaż kojarzyło mi się tylko z jednym – z troską. To odkrycie mnie zaskoczyło, chociaż może nie powinnam być zdziwiona, skoro już wcześniej zauważyłam, że traktuje mnie w wyjątkowy sposób, nie potrafiąc zdobyć się na obojętność, nawet jeśli praktycznie mnie nie znał, a ja byłam do niego nastawiona dość sceptycznie. Jakby nie patrzeć, to właśnie z tego powodu w ogóle przyszłam, żeby z nim porozmawiać, chociaż w obecnej sytuacji raczej nie mogłam liczyć na to, że mi się to uda.
Błyskawica przecięła niebo i na kilka sekund zrobiło się tak jasno, jak w dzień. Wzdrygnęłam się i zmrużywszy oczy, byłam bliska tego, żeby spanikować i uciec, dokładnie tak, jak kazał mi Rufus. Pewnie nawet bym się na to zdecydowała, gdyby nie kolejny atak Dylana, który bezszelestnie przemieścił się, kiedy dookoła znów zrobiło się ciemno. Wraz z kolejną błyskawicą, w ostrym błysku białego światła, zobaczyła jego smukłą sylwetkę, kiedy ze zwinnością i szybkością atakującej kobry, rzucił się wprost na niczego niespodziewającego się wampira. Rufus syknął i stracił równowagę, po czym – ciągnąc za sobą Dylana – z impetem uderzył plecami w metalową klapę, która zasłaniała wejście do laboratorium. Zardzewiałe nawiasy nie wytrzymały i ustąpiły, a obaj nieśmiertelni zniknęli w ciemnościach, kiedy ześlizgnęli się ze stromych, prowadzących w dół schodów.
O Boże…, pomyślałam, ale nie wypowiedziałam tych słów na głos, zbyt oszołomiona. W głowie mi wirowało i przez kilka sekund po prostu trwałam w bezruchu, niezdolna do podjęcia jakiejkolwiek sensownej decyzji. Mięśnie odmawiały mi posłuszeństwa, podobnie jak i umysł, bo myśli plątały mi się ze sobą, niezdolne do ułożenia się w spójną całość. Cała drżałam, chociaż to uświadomiłam sobie dopiero po dłuższej chwili, kiedy zaczęłam zastanawiać się nad tym, dlaczego obraz nie tylko rozmazuje mi się przed oczami, ale i dziwnie kiwa się we wszystkie możliwe strony.
Nie byłam pewna, jakim cudem zmusiłam się do tego, żeby ruszyć się z miejsca. Praktycznie o tym nie myśląc, instynktownie rzuciłam się do przodu, raz po raz potykając się o własne nogi. Ze schodów dosłownie sfrunęłam, szczęśliwie będąc w stanie trafić na wszystkie stopnie, przynajmniej do momentu, kiedy nie zrobiłam kolejnego kroku, a moja noga nie trafiła na pustkę. Jak długa poleciałam przed siebie, lądując na kolanach i po raz wtóry zdzierając sobie skórę z dłoni. Syknęłam z bólu i spróbowałam się podnieść, coraz bardziej zdezorientowałam. Cóż, teraz już przynajmniej wiedziałam, dlaczego podczas ostatniej wizyty, Rufus uczulał mnie i Gabriela na jeden z końcowych stopni – najwyraźniej go nie było albo był mniejszy od pozostałych, przez co pośpiech mógł okazać się bolesny.
Usłyszałam jakiś hałas i to zmobilizowało mnie do tego, żeby momentalnie zerwać się na równe nogi. W pośpiechu rozejrzałam się dookoła, strącając kilka kropel wody na posadzkę. Byłam przemoczona, a chłód podziemnego laboratorium dawał mi się we znaki, ale praktycznie nie zwracałam uwagi na fizyczne doznania, zbyt oszołomiona. Serce waliło mi jak oszalałe, zdradzając rosnące zdenerwowanie i chyba jedynie krążąca w moich żyłach adrenalina pozwalała mi ustać na nogach. Wiedziałam, że powinnam się wycofać i sprowadzić pomoc, ale nie potrafiłam się na to zdobyć, wiedziona niepokojącym przeczuciem, że w każdej wtedy mogłoby być za późno.
– Dziewczyno, dlaczego jesteś taka uparta? – usłyszałam tuż za sobą i aż podskoczyłam ze strachu, w pośpiechu okręcając się na pięcie. Zachwiałam się i omal znów nie wylądowałam na ziemi, ale tym razem w porę udało mi się uchwycić pion. – Powiedziałem ci, żebyś stąd uciekała – przypomniał mi spiętym głosem Rufus, niezdolny do tego, żeby dostatecznie dobrze ukrywać emocje.
W końcu go dostrzegłam, opartego o ścianę niedaleko drzwi i machinalnie podeszłam bliżej, chcąc mu pomóc. Popatrzył na mnie i westchnął, ale jego niechęć nie zrobiła dla mnie żadnego wrażenia, bo wiedziałam, że mnie potrzebował.
– Gdzie jest Dylan? – zapytałam, ignorując jego wcześniejsze uwagi. Spięta do granic możliwości, nerwowo rozglądałam się dookoła, szukając ewentualnego zagrożenia. – I co z tobą? – dodałam, mierząc go wzrokiem.
Kolejne westchnięcie, ale przynajmniej postanowił dać za wygraną.
– Nie wiem. Gdzieś tam – stwierdził, kiwając głową w głąb laboratorium. Obejrzałam się, wbijając wzrok w ciemność, ale niczego tam nie zobaczyłam. – Daj mi chwilę. Zaraz dojdę do siebie i stąd spadamy... Ech, drań chyba złamał mi kręgosłup – stwierdził takim tonem, jakbyśmy właśnie rozmawiali o pogodzie.
– Zrobił… Co?! – zapytałam z niedowierzaniem, chociaż aż nazbyt dobrze usłyszałam jego słowa. Spojrzałam na niego okrągłymi ze zdumienia oczami, zastanawiając się, czy to jeden z tych idiotycznych momentów, kiedy sobie ze mnie żartował.
Rufus znów westchnął, tym razem bardziej poirytowany niż zrezygnowany.
– Powiedziałem, żebyś dała mi chwilę – przypomniał, zaciskając zęby. Starał się ukrywać przede mną emocje, zwłaszcza związane z okazywaniem słabości, ale wychodziło mu to dość marnie. – Przypominam, że nie tak łatwo jest mnie zabić. Upadek ze schodów to trochę za mało – dodał niemal wzgardliwym tonem.
Przygryzłam wewnętrzną stronę policzka, niespecjalnie przekonana, ale nie miałam innego wyboru, a jedynie spróbować mu zaufać. Nerwowo oglądając się za siebie, przykucnęłam przy nim, gotowa ewentualnie mu pomóc, chociaż sama nie byłam pewna, co takiego mogłam w tej sytuacji zrobić. Zabawne, ale mimo tego, że przez całe życie przebywałam w towarzystwie kogoś, kto był lekarzem, moja wiedza medyczna była tak nikła, że pewnie nawet bałabym się zbliżyć do któregokolwiek z moich dzieci, gdyby zdarzyło im się skaleczyć. Wiedziałam, że w obecnej sytuacji, taka błahostka jest czymś nieporównywalnym, ale to nie zmieniało faktu, że czułam się absolutnie bezradna. Odwykłam już od obecności zmiennokształtnym, Jacob zresztą nigdy nie ucierpiał do tego stopnia, żebym musiała z jego powodu odchodzić od zmysłów.
Rufus przez kilka sekund patrzył na mnie w milczeniu, póki nie zorientował się, co takiego robi i w popłochu nie odwrócił głowy. Jego czekoladowe oczy rozszerzyły się, a ja obejrzałam się za siebie, jednocześnie w pośpiechu zrywając na równe nogi. Dylan stał tuż przed nami, teoretycznie w bezpiecznej odległości, ale w przypadku kogoś takiego jak on, pokonanie tak krótkiego odcinka było kwestią kilku zaledwie sekund. Napędzany gniewem i strachem, wciąż pozostawał niebezpieczny i nie mogłam o tym zapomnieć, nawet gdybym faktycznie chciała.
– Dylan… – Niczym w transie podniosłam się i zrobiłam krok do przodu, stając przed Rufusem. To był instynkt, chociaż wydawało się mało prawdopodobne, żebym była w stanie kogokolwiek obronić, skoro nie potrafiłam sobie poradzić, gdy walczyłam o własne bezpieczeństwo. – Dylanie, proszę cię – powiedziałam bardziej stanowczo, mając nadzieję, że w jakiś sposób przemówię mu do rozsądku.
Nie chciałam okazywać strachu, żeby nie prowokować Dylana, ale faktycznie byłam przerażona. Co prawda nie powiedziałam tego na głos, ale jeśli zrastanie się kręgosłupa faktycznie było w przypadku takich jak Rufus kwestią chwili, lepiej dla nas oboje było, żeby się pośpieszył.
– To ja ciebie proszę, Renesmee – odezwał się cicho Dylan. Błysk czerwieni w jego oczach przygasł, co dało mi nadzieję na to, że jednak zdawał sobie sprawę z tego kim jestem i co się dzieje. – Lubię cię, Nessie. I bardzo nie chciałbym cię skrzywdzić, ale jeśli mnie do tego zmusisz…
– A więc proszę bardzo – przerwałam mu. Patrząc mu w oczy, zrobiłam stanowczy krok do przodu, rozkładając ramiona na całą długość. Mięśnie mi drżały, a instynkt stanowczo protestował, nakazując mi rzucić się do ucieczki, ale uparcie go ignorowałam. – Skoro chcesz kogoś przy mnie zabić, najpierw musisz zająć się mną. Nie wspominając o tym, że wtedy Gabriel skręci ci kark, nie sądzę, żeby Layla kiedykolwiek ci to wybaczyła – oznajmiłam głosem śmielszym niż w rzeczywistości się czułam.
Dużo ryzykowałam, ale wtedy trafiłam w sedno, bo Dylan zesztywniał i spojrzał na mnie w taki sposób, jakby widział mnie pierwszy raz w życiu. Wytrzymałam jego spojrzenie, w duchu próbując przekonać samą siebie, że teraz nie mogę pozwolić sobie na nawet chwilę zawahania. Nie byłam pewna, co takiego chcę osiągnąć, ale to już było najmniej istotne, bo liczyło się przede wszystkim to, żeby jakoś przemówić byłemu partnerowi Layli do rozsądku. W przypadku Rufusa takie podejście działało i miałam nadzieję, że tym razem będzie podobnie, chociaż jednocześnie zdawałam sobie sprawę z tego, że mogę się mylić.
– Posłuchaj go i się odsuń – odezwał się cicho Rufus, wciąż unieruchomiony gdzieś za moimi plecami. Wyczułam, że się poruszył i chyba nawet udało mu się wstać, ale zaraz z jękiem musiał oprzeć się o ścianę, żeby utrzymać równowagę. – W ogóle nie powinno cię tutaj być, a ja niechęcę dodatkowo odpowiadać za twoje bezpieczeństwo – przypomniał mi, ale ja nawet o milimetr nie ruszyłam się z miejsca.
Jeśli miałam jakiekolwiek szanse na to, żeby wpłynąć na Dylana, wszelakie momentalnie zniknęły, kiedy jego spojrzenie ponownie skoncentrowało się na Rufusie. Rubinowe błyski wróciły, zaś przystoją twarz chłopaka wykrzywił grymas, który mnie przyprawił o dreszcze. Łatwo było myśleć o tym, żeby zachowywać się jak najostrożniej, ale kiedy przychodziło co do czego, sprawa okazywała się zdecydowanie bardziej skomplikowana, a mnie nie pozostawało nic innego, a jedynie mieć nadzieję na to, że Dylan okaże się chociaż odrobinę stabilny i zdolny do tego, żeby zachować zdrowy rozsądek.
Nadzieja matką głupich, jak szybko się przekonałam. Nieśmiertelny przez jeszcze kilka chwil walczył sam z sobą, a potem coś w jego oczach się zmieniło. Szmaragdowa zieleń ostatecznie zniknęła, wyparta przez czerwień, a pół-wampir z warknięciem rzucił się do przodu. Wściekłość wróciła i już nie obchodziło go, co będzie musiał zrobić, byleby dotrzeć do obiektu swojej nienawiści. Może gdyby na moim miejscu stała Layla, istniałaby szansa, że wszystko jednak potoczy się inaczej, ale w obecnej sytuacji nie miałam co na to liczyć.
Skoczyłam w stronę Dylana, praktycznie się nad tym nie zastanawiając. Zderzenie sprawiło, że pociemniało mi przed oczami, ale przynajmniej zdołałam chłopaka zaskoczyć i odepchnąć na bok. Jego oczy ponownie skierowały się w moją stronę, ale już mnie nie rozpoznał, skoncentrowany na rozsadzających go od środka emocjach. Bez zastanowienia zaatakował, już nie myśląc o Rufusie, a jedynie  tym, żeby się na kimś wyładować, mnie zaś nie pozostało nic innego, a jedynie spróbować ratować się paniczną ucieczką przez laboratorium. Rzuciłam się do przodu, starając się zrobić wszystko, byleby nie pozwolić się dogonić, obawiałam się jednak, że w tym przypadku będzie to zbyt mało i nawet odziedziczone po Edwardzie zdolności okażą się niewystarczające.
Poczułam, że palce Dylana z siłą imadła zaciskają się na moim ramieniu. Szarpnęłam się i udało mi się oswobodzić, ale jednocześnie straciłam równowagę i z impetem poleciałam do przodu, instynktownie wyciągając obie ręce przed siebie. Wpadłam na stół i uchwyciwszy się brzegu laboratoryjnego blatu, wywróciłam mebel, ściągając na siebie całą jego zawartość. Dopiero czując pod palcami gładką, drewnianą powierzchnie i niecodzienny kształt, uświadomiłam sobie z czym mam do czynienia. Moje palce zacisnęły się wokół kołka i chociaż cała drżałam na samą myśl o tym, że miałabym go użyć, bez wahania uniosłam broń, gotowa do obrony.
Wraz z kolejnym atakiem Dylana na mnie, wszystko potoczyło się błyskawicznie. Zamachnęłam się na oślep, jedynie dzięki szczęściu trafiając chłopaka w ramię. Drzewiec głęboko utkwił w jego ciele, a nieśmiertelny syknął wściekle i natychmiast odskoczył, przyciskając do siebie ranną kończynę. Spróbował uchwycić koniec, który wystawał z jego ramienia, ale był zbyt zdenerwowany, instynkt łowcy zaś okazał się zbyt silny i Dylan nie był w stanie nad nim zapanować. Wciąż z kołkiem wystającym z ramienia, chłopak ponownie zwrócił się w moją stronę, jeszcze bardziej podjudzony i wytrącony z równowagi. Już nie było mowy o tym, żeby mógł jeszcze stracić mną zainteresowanie – zaatakowałam go, a więc stanowiłam poważne zagrożenie, które natychmiast należało wyeliminować.
Rufus dosłownie zmaterializował się pomiędzy mną a Dylanem, dosłownie na sekundę przed tym, jak chłopak skoczył w moją stronę. Krzyknęłam w proteście, właściwie tego nieświadoma, ale mój głos został zagłuszony przez dzikie warknięcie, które wyrwało się z gardła pół-wampira. Niemożliwie wręcz wyraźnie – mając dziwne wrażenie, że wszystko dzieje się w zwolnionym tempie – zobaczyłam gniew w oczach zbliżającego się Dylana oraz napięte do granic możliwości mięśnie Rufusa. Ten drugi wciąż wydawał się oszołomiony i lekko chwiał się na nogach, jedynie siłą woli zmuszając się do tego, żeby stanąć w mojej obronie, ale to już nie miało żadnego znaczenia.
Świat gwałtownie przyśpieszył w momencie, w którym Rufus zdecydował się na jedyne sensowne wyjście. Bez zastanowienia zamachnął się i silnym uderzeniem odrzucił mnie na kilka dobrych metrów, tym samym skutecznie spychając z drogi Dylana. Całym ciałem uderzyłam w szklaną gablotę, która stała w kącie laboratorium, a na głowę natychmiast posypał mi się deszcz szklanych odłamków.
Rufus i Dylan zniknęli mi z oczu, a w następnej sekundzie byłam już tylko ja, szkło i krew.

1 komentarz:

  1. Porównanie Rufusa do Freddy'ego mnie rozbawiło XD kretyńskie filmy mogą oglądać tylko Emmett i Jasper :D kurde, znowu mam nadzieję, że uda im się zabić Dylana, albo chociaż że Layla wparuje w ostatniej chwili i to ona powstrzyma go przed zadaniem 'ostatecznego' ciosu. Znielubiłam go =/ mówiłam to już wcześniej. Podoba mi się postawa Renesmee, kiedy zaczęła sięz nim tak jakby kłócić. coś myślę, że Gabriel będzie Rufusowi wdzięczny za to, że uratował Renesmee przed Dylanem. Mogę się tego dowiedzieć tylko w jeden sposób; czekać na następny genialny rozdział :D
    Pozdrawiam, xoxo

    OdpowiedzUsuń




After We Fall
stories by Nessa