9 października 2019

Trzy

Claire
Co ja robię? Co ja…?
Usłyszała parsknięcie. Nerwowo zacisnęła usta, z trudem powstrzymując grymas i próbując za wszelką cenę uniknąć spoglądania na Claudię. Wystarczyło, że wyraźnie czuła na sobie spojrzenie wampirzycy, świadoma, że ta z uwagą śledziła każdy jej ruch.
Ze świstem wypuściła powietrze. W końcu poderwała się do pionu, próbując uchwycić równowagę, co – przynajmniej na razie – okazało się dość proste, skoro wciąż trzymała się blisko kanapy. Przez moment poczuła się niemalże jak podczas pierwszej wizyty na lodowisku, kiedy już dała Sethowi wyciągnąć się na lód i tylko modliła w duchu o to, by nie wymagał od niej niczego więcej.
– Tu też trafiłam z rozmiarem – stwierdziła pogodnym tonem Claudia.
Tym razem Claire nie mogła powstrzymać się przed spojrzeniem w jej stronę. Stała bliżej niż dziewczyna zapamiętała, ze skrzyżowanymi ramionami i nieco pobłażliwym uśmiechem na ustach. W tamtej chwili Claire jednak poczuła się tka, jakby miała przed sobą ojca – i to w wyjątkowo złośliwym nastroju. Nie miała pojęcia czy Claudia robiła to specjalnie, ale co do jednego nie miała wątpliwości: w tamtej chwili kobieta jak nic świetnie bawiła się jej kosztem.
– To fantastycznie – wyrzuciła z siebie na wydechu. – Wszystko pasuję. Mogę się już przebrać?
– Nie. – Brwi wampirzycy powędrowały ku górze. – Nie chcesz się w nich przejść?
Słodka bogini…
– Ani trochę.
Byłaby naiwna, gdyby uwierzyła, że tyle wystarczy. Po spojrzeniu Claudii momentalnie poznała, że ta tak naprawdę pytała dla zachowania pozorów i nic ponadto. Natychmiast otworzyła usta, chcąc dodać coś jeszcze, ale zanim zdążyła sformułować jakiekolwiek zdanie, kobieta nagle znalazła się tuż obok, zdecydowanym ruchem ujmując ją za obie dłonie.
– No, chodź. – Zachęcającym gestem pociągnęła bratanicę za sobą. – To nie jest takie trudne, prawda?
– Ja nie…
– Przecież nie dam ci upaść.
Coś w tych słowach skutecznie zamknęło Claire usta. W pierwszym odruchu poczuła nieprzyjemny ucisk w piersi, znów mimowolnie myśląc o Secie, lodowisku i bezpieczeństwie, które czuła w jego ramionach. Uświadomiła sobie, że nie powinna doświadczyć czegoś podobnego akurat u boku Claudii – nie kogoś, kto na jej oczach zabił niewinnego chłopaka.
Ta nagła gorycz na moment wytrąciła ją z równowagi – dosłownie i w przenośni, bo na moment zachwiała się, nie upadając wyłącznie pewnemu uściskowi podtrzymującej ją wampirzycy. Jej myśli nie po raz pierwszy uciekły ku przeszłości i słów bogini. Zdolność wybaczania, pomyślała, nagle zaczynając wątpić w to, czy w tym przypadku faktycznie można było mówić o zalecie albo jakimkolwiek darze. O ile faktycznie to potrafiła, bo jeśli tak, to czy powinna wątpić…?
– Wszystko gra?
Zamrugała nieco nieprzytomnie, machinalnie podrywając głowę w odpowiedzi na brzmienie znajomego głosu. Claudia wciąż ją obserwowała, spokojna i z uspokajającym uśmiechem na twarzy. Nie wyglądała jak rozszalała bestia, którą dałoby się utożsamić ze spragnionym krwi potworem albo kimś o złych intencjach. Claire widziała w niej pewną siebie, choć niezwykle zagubioną kobietę, której nastroje zmieniały się w nieco zbyt gwałtowny, ale kontrolowany sposób. Tę samą, która z jakiegoś powodu lubiła z nią rozmawiać, a nie tak dawno temu kuliła się w ramionach Olivera, rozdzierająco szlochając, kiedy…
Czy ktoś, kogo należało nienawidzić, mógłby się bać?
Nieznacznie potrząsnęła głową, próbując pozbyć się wątpliwości. To nie był odpowiedni moment na wątpliwości.
– Jasne. Chyba – wymamrotała, modląc się w duchu, by Claudia nie wyczuła nadmiernego wahania w jej głosie. – To znaczy…
– Aż tak obawiasz się, że upadniesz? – Wampirzyca z westchnieniem wywróciła oczami. – Nie naciskam na ciebie, jeśli o to chodzi. Po prostu uważam, że wyglądasz uroczo. No i wciąż pamiętam ile frajdy miałam, kiedy sama uczyłam się chodzić na wysokich obcasach.
Claudia uśmiechnęła się do jakiegoś wspomnienia. Claire łatwo było rozpoznawać, kiedy wspominała, zwłaszcza że w ostatnim czasie zdarzało jej się to nader często. To też była zmiana, której nie dało się nie zauważyć – ta nagła otwartość, która wciąż ją zaskakiwała. Kiedy poznała ciotkę, ta wydawała się zimna i zdystansowana. Poniekąd wciąż taka była, zwłaszcza gdy chodziło o zbyt osobiste pytania, ale z drugiej strony…
– Nie sądzę bym się do tego nadawała – powiedziała po chwili namysłu. – Ale i tak dziękuję. Sukienka akurat mi się podoba.
– Kiedyś nie do pomyślenia byłoby, żeby kobieta ubrała coś innego. – Claudia z niedowierzaniem potrząsnęła głową. – Czasami naprawdę tęsknię za przeszłością. Za wyjściami, towarzystwem i… Wiesz, to było przyjemne. – Zawahała się na moment. – Chodziłam po sklepach i czułam się z tym dobrze.
Claire zawahała się, niepewna jak zareagować na to nagłe wyznanie. Ostatecznie zdecydowała się na milczenie, choć przeciągająca się cisza na dłuższą metę okazała się co najmniej dziwna. To, że wciąż stały tak blisko siebie, a Claudia trzymała ją za ręce, również nagle wydało się niezręczne. Wampirzyca musiała to wyczuć, bo nagle wyprostowała się niczym struna, po czym odchrząknęła, w pośpiechu zaczynając zachowywać się tak, jakby nic szczególnego nie miało miejsca.
– Tak czy siak – podjęła jak gdyby nigdy nic – nic na siłę. Mogę poszukać ci czegoś innego, jeśli zechcesz. Mam sporo wolnego czasu.
Jeszcze kiedy mówiła, spróbowała się odsunąć. Zrezygnowała w chwili, w której Claire zachwiała się. Wtedy też do dziewczyny dotarło, że drżała, choć to nie miało związku ani z temperaturą podtrzymujących ją ramion, ani perspektywą ewentualnego upadku.
– Dlaczego to robisz? – wyrwało jej się.
Przez twarz Claudii przemknął cień.
– Co takiego? – rzuciła jakby od niechcenia. – Kupuję ci rzeczy? Pomyślałam po prostu, że mogą ci się przydać, skoro szykuje ci się wyjście, więc…
– Wiesz o czym mówię – zniecierpliwiła się Claire. – To trochę jakby ci zależało. Mam na myśli…
Urwała, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że jednak powiedziała o kilka słów za dużo. Niemalże spodziewała się, że Claudia jednak się zdenerwuje, zresztą jak zawsze, gdy w grę wchodziły zbyt wrażliwe dla niej pytania. Była tego pewna zwłaszcza w chwili, w której zauważyła, że przez twarz kobiety przemknął cień.
– A kto powiedział, że nie zależy? Sądziłam, że to oczywiste i to już od jakiegoś czasu.
Przez moment Claire poczuła się tak, jakby ktoś zdzielił ją czymś ciężkim po głowie. Spodziewała się wielu rzeczy, ale nie czegoś takiego, zwłaszcza w przypadku tej wampirzycy. Poczuła się jeszcze dziwniej, kiedy spojrzenia jej Claudii się spotkały, gdy ciotka po raz kolejny dosłownie przeszyła ją wzrokiem.
Miała wrażenie, że minęła cała wieczność, nim kobieta ponownie zdecydowała się odezwać.
– Nie uciekam. Powiedziałam ci to już i od tej chwili nic się nie zmieniło. – Claudia wzruszyła ramionami. – To dla mnie… naprawdę miłe. Kupić coś bez zastanawiania się, czy będę mogła to zabrać ze sobą. Przyjmować gości. Nawet pokazywać ci jak chodzić na tych cholernych szpilkach. – Parsknęła pozbawionym wesołości śmiechem. – Nawet to, że patrzysz na mnie tak, jakbym faktycznie się na ciebie uwzięła. Cóż, może trochę… Ale sama tutaj przychodzisz.
Jeszcze kiedy mówiła, z powrotem podprowadziła Claire na kanapę. Jej dłonie zniknęły, kiedy ot tak poluzowała uścisk, zostawiając wciąż oszołomioną dziewczynę samą. Nagle znów wydała się odległa i obojętna, zwłaszcza gdy dosłownie zmaterializowała się kilka metrów dalej, tuż przy oknie. Wbiła wzrok w półmrok po drugiej stronie, jakby od niechcenia spoglądając na pogrążoną w ciszy pustą uliczkę.
Claire ze świstem wypuściła powietrze. Zawahała się, wciąż balansując na wysokich obcasach i przez chwilę walcząc sama ze sobą.
– Jesteś zła? – zapytała wprost, z wahaniem spoglądając na plecy wampirzycy. Zauważyła, że ta jeszcze bardziej się spięła.
– Nie. Dlaczego? – Claudia wydawała się co najmniej zaskoczona taką perspektywą. – Ja po prostu… – Jęknęła, wyraźnie czymś sfrustrowana. – Wyszłam z wprawy, okej? Czuję się… jakby uczyła się żyć. O ile cokolwiek z tego, co mówię, ma sens.
– Oczywiście, że…
Urwała wpół słowa, bynajmniej nie dlatego że nie wiedziała, co powiedzieć. Machinalnie spojrzała w stronę przedpokoju, skąd doszedł ją dźwięk uchylających się drzwi wejściowych. Skupiona na Claudii nawet nie próbowała wypatrywać obecności kogokolwiek innego, zresztą zapach, który wychwyciła w powietrzu, był aż nazbyt znajomy.
Kątem oka wychwyciła ruch, kiedy wciąż tkwiąca przy oknie wampirzyca wyprostowała się niczym struna. Wyraźnie spięła się jeszcze bardziej – i to tylko po to, by po chwili rozluźnić, kiedy jej spojrzenie skoncentrowało się na przybyszu. Odetchnęła, po czym w nieco teatralnym geście przyłożyła dłoń do piersi, dokładnie do miejsca, w którym znajdowało się od dawna niebijące serce.
– Och, do diabła, Oliverze – westchnęła Claudia.
A kogo innego się spodziewałaś?, westchnęła w duchu Claire, aż nazbyt świadoma podenerwowania ciotki. Tak naprawdę i bez zadawania tego pytania wiedziała jaka byłaby odpowiedź, o ile oczywiście wampirzyca choć raz zdecydowałaby się jej udzielić. Charon. W jakiś pokrętny sposób wszystko sprowadzało się właśnie do niego, ale…
Przestała o tym myśleć, kiedy Oliver pojawił się w zasięgu jej wzroku. Ciemne włosy miał w nieładzie; policzki nieznacznie zaróżowione od panującego na zewnątrz chłodu. Uśmiechnął się w nieco roztargniony, przepraszający sposób, po czym w poddańczym geście uniósł obie ręce ku górze. „Nie mam złych zamiarów” – wydawał się komunikować, w tamtej chwili patrząc przede wszystkim na Claudię, choć wampirzyca już nie wyglądała na kogoś, kto drżał z obawy przed pojawieniem się niezapowiedzianego gościa.
W odpowiedzi na ruchy Olivera jedynie wywróciła oczami.
– W porządku, nie patrz się tak na mnie. Trochę mnie poniosło, okej? – Z westchnieniem przesunęła dłońmi wzdłuż ciała, gładząc materiał sukienki. – Odprowadzisz Claire? Śpieszyła się do wyjścia.
– Ale…
– Z rzeczami zrobisz jak uważasz. Są twoje – podjęła jak gdyby nigdy nic Claudia. Spojrzenie znów utkwiła w oknie. – Nie żebym cię wyganiała, ale mam jeszcze trochę rzeczy do zrobienia. Sama widzisz, co dzieje się w mieszkaniu – dodała, niedbałym ruchem wskazując na porozrzucane torby. – O twoich pytaniach pomówimy następnym razem.
Jej ostatnie słowa zabrzmiały łagodniej, ale Claire i tak miała wątpliwości. Sztywno skinęła głową, wciąż niezdolna stwierdzić, czego spodziewać się po ciotce. Nie chciała jej zdenerwować, ale to już nie miało znaczenia. To był jeden z tych momentów, w których nie rozumiała ani intencji Claudii, ani tym bardziej tego, co działo się w głowie wampirzycy.
Porażona przeciągającą się ciszą, próbując ignorować zdezorientowane spojrzenie Olivera, w pośpiechu wycofała się do łazienki. Wcześniej zrzuciła nieszczęsne obcasy, nie chcąc zabić się po drodze. Wciąż z mieszanymi uczuciami spoglądała na buty, kiedy już – z sukienką przerzuconą przez ramię – wróciła do salonu. Ani Claudia, ani Oliver nie ruszyli się z miejsca, co jedynie bardziej wytraciło Claire z równowagi. Przeciągająca się cisza zaczynała być co najmniej nieprzyjemna.
– Mogę… je tutaj zostawić? – zaryzykowała, dla podkreślenia swoich słów unosząc buty. – Muszę gdzieś nauczyć się w nich chodzić. Jeśli nie miałabyś nic przeciwko…
Zamilkła, ledwo tylko podchwyciła spojrzenie ciotki. Po wyrazie twarzy wampirzycy trudno było stwierdzić, co tak naprawdę sobie myślała.
– Jeśli chcesz… Jak wspomniałam, są twoje.
Claire ze świstem wypuściła powietrze. Nieznacznie się rozluźniła, ale wciąż dręczyły ją wątpliwości – również co do tego czy naprawdę powinna wychodzić. Chwilę jeszcze walczyła sama ze sobą, z trudem powstrzymując się od próby podjęcia jakiejkolwiek rozmowy. Jeśli czegoś nauczyła się przy ojcu, to na pewno tego, że jeśli nie życzył sobie towarzystwa, lepiej było się do tego dostosować. No, chyba że miało się na imię Layla.
Chwyciła torbę, wsunęła do niej sukienkę, po czym chcąc nie chcąc ruszyła w stronę drzwi. Oliver ubiegł ją, nim zdążyła chwycić za klamkę. Uśmiechnęła się niepewnie, kiedy zachęcającym gestem wskazał jej drogę na klatkę, przepuszczając w progu.
– Dzięki.
Mrugnął do niej porozumiewawczo. Im więcej czasu z nim spędzała, tym łatwiejsze okazywało się rozumienie jego intencji nawet wtedy, kiedy nie mówił. Gest, spojrzenia czy uśmiech potrafiły być o wiele bardziej treściwe, niż Claire początkowo się wydawało.
Star czekała na nią przy wejściu, dokładnie tam, gdzie dziewczyna poleciła jej zostać. Poderwała się na nogi, ledwo tylko wyczuła towarzystwo, z tą tylko różnicą, że zamiast do właścicielki, popędziła do Olivera, tylko cudem nie zwalając go z nóg. Claire jęknęła, aż za dobrze pamiętała, jak poczuła się, kiedy pokaźnych rozmiarów suczka radośnie skoczyła na nią podczas pierwszego spotkania.
– Star, nie! – zaoponowała, ale zanim zdecydowała czy dla pewności pochwycić psa za obrożę, Oliver poradził sobie w pojedynkę.
Przystanęła, przez chwilę biernie obserwując jak jej towarzysz z entuzjazmem zanurza palce w jasnej sierści. Nie wyglądał na szczególnie zaniepokojonego skaczącym, rozochoconym psem, który już na wstępie spróbował polizać go po twarzy. Było w tym coś uspokajającego, zwłaszcza że Star wyraźnie nie przepadała za wycieczkami w tę część miasta. Jej reakcja na Olivera jedynie utwierdziła Claire w przekonaniu, że zwierzę tak naprawdę obawiało się Claudii.
Przesunęła się bliżej, naglącym gestem przywołując psa do siebie. Wciąż czuła się dziwnie za każdym razem, gdy Star reagowała na komendy, również w tamtej chwili posłusznie porzucając zabawę, by grzecznie przysiąść obok. Należała do niej, cokolwiek to znaczyło. Posiadanie psa wciąż pozostawało czymś, co jeszcze kilka miesięcy wcześniej Claire uznałaby nie tyle za śmieszne, co przede wszystkim niemożliwe.
– Wybacz za nią – mruknęła, siląc się na blady uśmiech. Przykucnęła, by móc pogładzić Star po głowie. – Ale czuję się pewniej, kiedy mam ją obok. No i to dobre uzasadnienie długich spacerów.
Nie miała pewności, dlaczego w ogóle próbowała się tłumaczyć. Jakoś nie wątpiła, że Oliver zauważył jej liczne wizyty u Claudii, zwłaszcza że wielokrotnie to przede wszystkim on zachowywał się jak wzorowy pan domu. Tym bardziej musiał zauważyć Star, regularnie przesiadującą przy wejściu do kamieniczki. Tak naprawdę Claire próbowała mówić tylko po to, by nie trwać w ciszy, wciąż czując się nieswojo po przebiegu rozmowy z Claudią.
Och, poza tym zostawiła w mieszkaniu notatnik. Sęk w tym, że zdecydowanie nie paliła się, by wracać na górę – i to nie tylko po to, by jednak mieć powód do kolejnej wizyty.
– Claudia ma… dziwny nastrój – zauważyła, nie mogąc się powstrzymać.
Nie doczekała się odpowiedzi, ale akurat tego spodziewała się po Oliverze. Kiedy poderwała głowę, by na niego spojrzeć, przekonała się, że zawzięcie notował coś na skrawku papieru. Od jakiegoś czasu właściwie nie rozstawał się z bloczkiem kolorowych, samoprzylepnych karteczek, którymi z entuzjazmem obdarowywał i ją, i Claudię.
Nic mi nie mówi. Ale cieszy się z twojej obecności.
Zwłaszcza, gdy próbuje wyrzucić cię za drzwi.
Nie powstrzymała się od uśmiechu. Och, to brzmiało jak Claudia. Zresztą jakby nie patrzeć niejako przystała na kolejną wizytę, a to o czymś świadczyło.
Sama powiedziała, że jej zależy…
Claire wciąż nie była pewna, co o tym myśleć.
– I tak się o nią martwię – przyznała, krzyżując ramiona na piersiach. – Dzisiaj była radosna, ale chyba to zepsułam. Może nie powinnam przychodzić, skoro… – zaczęła, ale coś w spojrzeniu Olivera skutecznie zamknęło jej usta.
Tym razem kolejna karteczka wylądowała w jej dłoniach o wiele szybciej.
Ani się waż! Pomówię z Claudią. Ostatnio jest dziwna trochę inna.
Claire uniosła brwi, ale nawet słowem nie skomentowała przekreślonego fragmentu. Możliwe, że nie chodziło tylko o nią, jej obecność i to, że mogłaby jakkolwiek zirytować Claudię. Nie mogła pozbyć się wrażenia, że coś jej umykało – coś oczywistego, ale przy tym wystarczająco skomplikowanego, by nie mogła tego uporządkować bez konkretnych wyjaśnień ciotki.
Bez rozmowy na tematy, których Claudia wyraźnie nie chciała podjąć. O Charonie, powodach odwiecznej ucieczki i tego, dlaczego wampirzyca spinała się za każdym razem, gdy ktoś gwałtowniej otworzył drzwi. Zupełnie jakby każdy kolejny dzień zwłoki, kiedy to pozostawała w miejscu, wciąż zajmując to puste, pozbawione osobistych rzeczy mieszkanie, wzmagał strach, przybliżając ją do czegoś niepokojącego.
– Jak uważasz – dała za wygraną. Była gotowa przysiąc, że Oliver rozluźnił się, słysząc te słowa. – Ale może lepiej nie wspominaj o mnie. To nie tak, że się skarżę… Po prostu się o nią martwię – dodała i w tamtej chwili dotarło do niej, że to prawda.
Tym razem nie doczekała się kolejnej notatki. Była zbędna, bo Claire aż za dobrze zrozumiała uśmiech i sposób, w jaki Oliver jej zasalutował. Udało jej się uśmiechnąć, choć wciąż było w tym geście coś co najmniej wymuszonego.
W roztargnieniu pogładziła Star. Wzrokiem powiodła dookoła, jakby od niechcenia rozglądając się po opustoszałej ulicy.
– Będę się zbierać. Nie musisz mnie odprowadzać – zapewniła pośpiesznie. – Spróbuję jutro zajrzeć, tak jak obiecałam. Jeśli coś by się zmieniło…
Urwała, widząc w dłoniach Olivera komórkę. Uniósł telefon z znaczącym geście, tym samym kończąc temat.
Uśmiech, którym w zamian obdarowała go Claire, był w pełni szczery.
– Świetnie. Do zobaczenia, Oliverze.
Claudia
Tkwiła przy oknie, dyskretnie obserwując dwie postacie. Na zewnątrz zdążyło zrobić się ciemno, a z najwyższego piętra widziała zaledwie zarysy sylwetek, ale to nie miało znaczenia. Claudia z łatwością była w stanie rozpoznać zwłaszcza drobniutką Claire, zwłaszcza że ta miała w zwyczaju poruszać się w niezwykle ostrożny, przemyślany sposób.
Och, była rozkoszna. Pod wieloma względami i właśnie w tym leżał największy problem. W zasadzie Claudia wciąż nie potrafiła sobie wyjaśnić, co podkusiło ją do dalszego brnięcia w to szaleństwo. W końcu jak inaczej miała nazwać to, że… zatrzymała się.
Tak po prostu. Z dnia na dzień zamiast uciekać, ryzykowała życie, tkwiąc w tym cholernym mieszkaniu.
I, do diabła, na swój sposób naprawdę było jej z tym dobrze.
Westchnęła, po czym odsunęła się od okna. Już z mniejszym entuzjazmem spojrzała na dopiero co zakupione rzeczy – ubrania, które sama wybrała i które teraz należały do niej. Nie sądziła, że można czerpać taką radość z posiadania pozornie nic nieznaczących rzeczy, a jednak tak właśnie było – przez chwilę czuła euforię. To było dawno zapomniane, zaskakująco intensywne uczucie, równie zaskakujące, co i sympatia względem Claire.
Prawda była taka, że Claudia w którymś momencie zwątpiła w to, czy potrafi żyć. Teraz zaczęła mieć nadzieję, a przecież nie powinna. Nie, skoro wiedziała, że on gdzieś tam był.
Ale… dlaczego nie? Dlaczego…?
Ta myśl była inna, niebezpieczna. I powracała co jakiś czas, kusząc obietnicą czegoś, co nigdy nie miało być Claudii dane. Zwykle prędzej czy później odrzucała ją od siebie i ruszała w dalszą drogę, ale tym razem było inaczej. Mogłaby bez żalu porzucić Olivera, ale co z Claire? Co z dziewczyną, do której już raz niewłaściwe geny przyciągnęło niebezpieczeństwo?
Claudia zacisnęła usta. Spuściła wzrok, pozwalając, by jasne – och, lubiła siebie w blondzie – włosy opadły je na twarz. Chwilę tkwiła w samym środku pokoju, otoczona rzeczami, które nie tak dawno temu sprawiały jej tyle radości, i czuła… pustkę.
– Próbuję być dzielna – szepnęła bezgłośnie. – Tak jak mi kazałaś, ale… nie wiem czy potrafię.
Odpowiedziała jej cisza, jakże przytłaczająca po wszystkim, co wydarzyło się nie tak dawno temu. Claudia wciąż miała mieszane uczucia, co do wyjaśnień bratanicy – opowieści o między tu i teraz, Ciemności i… samej Selene. Zwłaszcza ta ostatnia nie dawała wampirzycy spokoju, choć bynajmniej nie dlatego, że mogłaby w jej istnienie nie wierzyć.
Przeciwnie. Claudia wierzyła i to może bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Sęk w tym, że jeśli Selene faktycznie gdzieś tam była, jej obojętność bolała bardziej niż cokolwiek innego.
A przecież tak było od zawsze. Nieważne ile Claudia się modliła, nigdy nie otrzymywała odpowiedzi. Nie dostawała ich nawet wtedy, gdy najbardziej tego potrzebowała.
Bogini pozostawała głucha na błagania kogoś, kto całe wieki temu przestał być wart jej miłości.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz









After We Fall
stories by Nessa