
Claire
Co ja robię? Co ja…?
Usłyszała
parsknięcie. Nerwowo zacisnęła usta, z trudem powstrzymując grymas i próbując
za wszelką cenę uniknąć spoglądania na Claudię. Wystarczyło, że wyraźnie czuła
na sobie spojrzenie wampirzycy, świadoma, że ta z uwagą śledziła każdy jej
ruch.
Ze świstem
wypuściła powietrze. W końcu poderwała się do pionu, próbując uchwycić
równowagę, co – przynajmniej na razie – okazało się dość proste, skoro wciąż
trzymała się blisko kanapy. Przez moment poczuła się niemalże jak podczas
pierwszej wizyty na lodowisku, kiedy już dała Sethowi wyciągnąć się na lód
i tylko modliła w duchu o to, by nie wymagał od niej niczego
więcej.
– Tu też
trafiłam z rozmiarem – stwierdziła pogodnym tonem Claudia.
Tym razem
Claire nie mogła powstrzymać się przed spojrzeniem w jej stronę. Stała
bliżej niż dziewczyna zapamiętała, ze skrzyżowanymi ramionami i nieco
pobłażliwym uśmiechem na ustach. W tamtej chwili Claire jednak poczuła się
tka, jakby miała przed sobą ojca – i to w wyjątkowo złośliwym
nastroju. Nie miała pojęcia czy Claudia robiła to specjalnie, ale co do jednego
nie miała wątpliwości: w tamtej chwili kobieta jak nic świetnie bawiła się
jej kosztem.
– To
fantastycznie – wyrzuciła z siebie na wydechu. – Wszystko pasuję. Mogę się
już przebrać?
– Nie. –
Brwi wampirzycy powędrowały ku górze. – Nie chcesz się w nich przejść?
Słodka
bogini…
– Ani
trochę.
Byłaby
naiwna, gdyby uwierzyła, że tyle wystarczy. Po spojrzeniu Claudii momentalnie
poznała, że ta tak naprawdę pytała dla zachowania pozorów i nic ponadto.
Natychmiast otworzyła usta, chcąc dodać coś jeszcze, ale zanim zdążyła
sformułować jakiekolwiek zdanie, kobieta nagle znalazła się tuż obok,
zdecydowanym ruchem ujmując ją za obie dłonie.
– No,
chodź. – Zachęcającym gestem pociągnęła bratanicę za sobą. – To nie jest takie
trudne, prawda?
– Ja nie…
– Przecież
nie dam ci upaść.
Coś w tych
słowach skutecznie zamknęło Claire usta. W pierwszym odruchu poczuła
nieprzyjemny ucisk w piersi, znów mimowolnie myśląc o Secie,
lodowisku i bezpieczeństwie, które czuła w jego ramionach.
Uświadomiła sobie, że nie powinna doświadczyć czegoś podobnego akurat u boku
Claudii – nie kogoś, kto na jej oczach zabił niewinnego chłopaka.
Ta nagła
gorycz na moment wytrąciła ją z równowagi – dosłownie i w przenośni,
bo na moment zachwiała się, nie upadając wyłącznie pewnemu uściskowi
podtrzymującej ją wampirzycy. Jej myśli nie po raz pierwszy uciekły ku
przeszłości i słów bogini. Zdolność wybaczania, pomyślała, nagle
zaczynając wątpić w to, czy w tym przypadku faktycznie można było
mówić o zalecie albo jakimkolwiek darze. O ile faktycznie to
potrafiła, bo jeśli tak, to czy powinna wątpić…?
– Wszystko
gra?
Zamrugała
nieco nieprzytomnie, machinalnie podrywając głowę w odpowiedzi na
brzmienie znajomego głosu. Claudia wciąż ją obserwowała, spokojna i z
uspokajającym uśmiechem na twarzy. Nie wyglądała jak rozszalała bestia, którą
dałoby się utożsamić ze spragnionym krwi potworem albo kimś o złych
intencjach. Claire widziała w niej pewną siebie, choć niezwykle zagubioną
kobietę, której nastroje zmieniały się w nieco zbyt gwałtowny, ale
kontrolowany sposób. Tę samą, która z jakiegoś powodu lubiła z nią
rozmawiać, a nie tak dawno temu kuliła się w ramionach Olivera,
rozdzierająco szlochając, kiedy…
Czy ktoś,
kogo należało nienawidzić, mógłby się bać?
Nieznacznie
potrząsnęła głową, próbując pozbyć się wątpliwości. To nie był odpowiedni
moment na wątpliwości.
– Jasne.
Chyba – wymamrotała, modląc się w duchu, by Claudia nie wyczuła
nadmiernego wahania w jej głosie. – To znaczy…
– Aż tak
obawiasz się, że upadniesz? – Wampirzyca z westchnieniem wywróciła oczami.
– Nie naciskam na ciebie, jeśli o to chodzi. Po prostu uważam, że
wyglądasz uroczo. No i wciąż pamiętam ile frajdy miałam, kiedy sama
uczyłam się chodzić na wysokich obcasach.
Claudia
uśmiechnęła się do jakiegoś wspomnienia. Claire łatwo było rozpoznawać, kiedy
wspominała, zwłaszcza że w ostatnim czasie zdarzało jej się to nader
często. To też była zmiana, której nie dało się nie zauważyć – ta nagła
otwartość, która wciąż ją zaskakiwała. Kiedy poznała ciotkę, ta wydawała się
zimna i zdystansowana. Poniekąd wciąż taka była, zwłaszcza gdy chodziło
o zbyt osobiste pytania, ale z drugiej strony…
– Nie sądzę
bym się do tego nadawała – powiedziała po chwili namysłu. – Ale i tak
dziękuję. Sukienka akurat mi się podoba.
– Kiedyś
nie do pomyślenia byłoby, żeby kobieta ubrała coś innego. – Claudia z niedowierzaniem
potrząsnęła głową. – Czasami naprawdę tęsknię za przeszłością. Za wyjściami,
towarzystwem i… Wiesz, to było przyjemne. – Zawahała się na moment. – Chodziłam
po sklepach i czułam się z tym dobrze.
Claire
zawahała się, niepewna jak zareagować na to nagłe wyznanie. Ostatecznie
zdecydowała się na milczenie, choć przeciągająca się cisza na dłuższą metę
okazała się co najmniej dziwna. To, że wciąż stały tak blisko siebie, a Claudia
trzymała ją za ręce, również nagle wydało się niezręczne. Wampirzyca musiała to
wyczuć, bo nagle wyprostowała się niczym struna, po czym odchrząknęła, w pośpiechu
zaczynając zachowywać się tak, jakby nic szczególnego nie miało miejsca.
– Tak czy
siak – podjęła jak gdyby nigdy nic – nic na siłę. Mogę poszukać ci czegoś
innego, jeśli zechcesz. Mam sporo wolnego czasu.
Jeszcze
kiedy mówiła, spróbowała się odsunąć. Zrezygnowała w chwili, w której
Claire zachwiała się. Wtedy też do dziewczyny dotarło, że drżała, choć to nie
miało związku ani z temperaturą podtrzymujących ją ramion, ani perspektywą
ewentualnego upadku.
– Dlaczego
to robisz? – wyrwało jej się.
Przez twarz
Claudii przemknął cień.
– Co
takiego? – rzuciła jakby od niechcenia. – Kupuję ci rzeczy? Pomyślałam po
prostu, że mogą ci się przydać, skoro szykuje ci się wyjście, więc…
– Wiesz
o czym mówię – zniecierpliwiła się Claire. – To trochę jakby ci zależało.
Mam na myśli…
Urwała, nie
mogąc pozbyć się wrażenia, że jednak powiedziała o kilka słów za dużo.
Niemalże spodziewała się, że Claudia jednak się zdenerwuje, zresztą jak zawsze,
gdy w grę wchodziły zbyt wrażliwe dla niej pytania. Była tego pewna
zwłaszcza w chwili, w której zauważyła, że przez twarz kobiety
przemknął cień.
– A kto
powiedział, że nie zależy? Sądziłam, że to oczywiste i to już od jakiegoś
czasu.
Przez
moment Claire poczuła się tak, jakby ktoś zdzielił ją czymś ciężkim po głowie.
Spodziewała się wielu rzeczy, ale nie czegoś takiego, zwłaszcza w przypadku
tej wampirzycy. Poczuła się jeszcze dziwniej, kiedy spojrzenia jej Claudii się
spotkały, gdy ciotka po raz kolejny dosłownie przeszyła ją wzrokiem.
Miała
wrażenie, że minęła cała wieczność, nim kobieta ponownie zdecydowała się
odezwać.
– Nie
uciekam. Powiedziałam ci to już i od tej chwili nic się nie zmieniło. –
Claudia wzruszyła ramionami. – To dla mnie… naprawdę miłe. Kupić coś bez
zastanawiania się, czy będę mogła to zabrać ze sobą. Przyjmować gości. Nawet
pokazywać ci jak chodzić na tych cholernych szpilkach. – Parsknęła pozbawionym
wesołości śmiechem. – Nawet to, że patrzysz na mnie tak, jakbym faktycznie się
na ciebie uwzięła. Cóż, może trochę… Ale sama tutaj przychodzisz.
Jeszcze
kiedy mówiła, z powrotem podprowadziła Claire na kanapę. Jej dłonie
zniknęły, kiedy ot tak poluzowała uścisk, zostawiając wciąż oszołomioną
dziewczynę samą. Nagle znów wydała się odległa i obojętna, zwłaszcza gdy
dosłownie zmaterializowała się kilka metrów dalej, tuż przy oknie. Wbiła wzrok
w półmrok po drugiej stronie, jakby od niechcenia spoglądając na pogrążoną
w ciszy pustą uliczkę.
Claire ze
świstem wypuściła powietrze. Zawahała się, wciąż balansując na wysokich
obcasach i przez chwilę walcząc sama ze sobą.
– Jesteś
zła? – zapytała wprost, z wahaniem spoglądając na plecy wampirzycy.
Zauważyła, że ta jeszcze bardziej się spięła.
– Nie.
Dlaczego? – Claudia wydawała się co najmniej zaskoczona taką perspektywą. – Ja
po prostu… – Jęknęła, wyraźnie czymś sfrustrowana. – Wyszłam z wprawy,
okej? Czuję się… jakby uczyła się żyć. O ile cokolwiek z tego, co
mówię, ma sens.
–
Oczywiście, że…
Urwała wpół
słowa, bynajmniej nie dlatego że nie wiedziała, co powiedzieć. Machinalnie
spojrzała w stronę przedpokoju, skąd doszedł ją dźwięk uchylających się
drzwi wejściowych. Skupiona na Claudii nawet nie próbowała wypatrywać obecności
kogokolwiek innego, zresztą zapach, który wychwyciła w powietrzu, był aż
nazbyt znajomy.
Kątem oka
wychwyciła ruch, kiedy wciąż tkwiąca przy oknie wampirzyca wyprostowała się
niczym struna. Wyraźnie spięła się jeszcze bardziej – i to tylko po to, by
po chwili rozluźnić, kiedy jej spojrzenie skoncentrowało się na przybyszu.
Odetchnęła, po czym w nieco teatralnym geście przyłożyła dłoń do piersi,
dokładnie do miejsca, w którym znajdowało się od dawna niebijące serce.
– Och, do
diabła, Oliverze – westchnęła Claudia.
A kogo
innego się spodziewałaś?, westchnęła w duchu Claire, aż nazbyt
świadoma podenerwowania ciotki. Tak naprawdę i bez zadawania tego pytania
wiedziała jaka byłaby odpowiedź, o ile oczywiście wampirzyca choć raz
zdecydowałaby się jej udzielić. Charon. W jakiś pokrętny sposób wszystko
sprowadzało się właśnie do niego, ale…
Przestała
o tym myśleć, kiedy Oliver pojawił się w zasięgu jej wzroku. Ciemne
włosy miał w nieładzie; policzki nieznacznie zaróżowione od panującego na
zewnątrz chłodu. Uśmiechnął się w nieco roztargniony, przepraszający
sposób, po czym w poddańczym geście uniósł obie ręce ku górze. „Nie mam
złych zamiarów” – wydawał się komunikować, w tamtej chwili patrząc przede
wszystkim na Claudię, choć wampirzyca już nie wyglądała na kogoś, kto drżał
z obawy przed pojawieniem się niezapowiedzianego gościa.
W odpowiedzi
na ruchy Olivera jedynie wywróciła oczami.
– W porządku,
nie patrz się tak na mnie. Trochę mnie poniosło, okej? – Z westchnieniem
przesunęła dłońmi wzdłuż ciała, gładząc materiał sukienki. – Odprowadzisz
Claire? Śpieszyła się do wyjścia.
– Ale…
– Z rzeczami
zrobisz jak uważasz. Są twoje – podjęła jak gdyby nigdy nic Claudia. Spojrzenie
znów utkwiła w oknie. – Nie żebym cię wyganiała, ale mam jeszcze trochę
rzeczy do zrobienia. Sama widzisz, co dzieje się w mieszkaniu – dodała,
niedbałym ruchem wskazując na porozrzucane torby. – O twoich pytaniach
pomówimy następnym razem.
Jej ostatnie
słowa zabrzmiały łagodniej, ale Claire i tak miała wątpliwości. Sztywno
skinęła głową, wciąż niezdolna stwierdzić, czego spodziewać się po ciotce. Nie
chciała jej zdenerwować, ale to już nie miało znaczenia. To był jeden z tych
momentów, w których nie rozumiała ani intencji Claudii, ani tym bardziej
tego, co działo się w głowie wampirzycy.
Porażona
przeciągającą się ciszą, próbując ignorować zdezorientowane spojrzenie Olivera,
w pośpiechu wycofała się do łazienki. Wcześniej zrzuciła nieszczęsne obcasy,
nie chcąc zabić się po drodze. Wciąż z mieszanymi uczuciami spoglądała na
buty, kiedy już – z sukienką przerzuconą przez ramię – wróciła do salonu.
Ani Claudia, ani Oliver nie ruszyli się z miejsca, co jedynie bardziej
wytraciło Claire z równowagi. Przeciągająca się cisza zaczynała być co
najmniej nieprzyjemna.
– Mogę… je
tutaj zostawić? – zaryzykowała, dla podkreślenia swoich słów unosząc buty. –
Muszę gdzieś nauczyć się w nich chodzić. Jeśli nie miałabyś nic przeciwko…
Zamilkła,
ledwo tylko podchwyciła spojrzenie ciotki. Po wyrazie twarzy wampirzycy trudno
było stwierdzić, co tak naprawdę sobie myślała.
– Jeśli chcesz…
Jak wspomniałam, są twoje.
Claire ze
świstem wypuściła powietrze. Nieznacznie się rozluźniła, ale wciąż dręczyły ją
wątpliwości – również co do tego czy naprawdę powinna wychodzić. Chwilę jeszcze
walczyła sama ze sobą, z trudem powstrzymując się od próby podjęcia
jakiejkolwiek rozmowy. Jeśli czegoś nauczyła się przy ojcu, to na pewno tego,
że jeśli nie życzył sobie towarzystwa, lepiej było się do tego dostosować. No,
chyba że miało się na imię Layla.
Chwyciła
torbę, wsunęła do niej sukienkę, po czym chcąc nie chcąc ruszyła w stronę
drzwi. Oliver ubiegł ją, nim zdążyła chwycić za klamkę. Uśmiechnęła się
niepewnie, kiedy zachęcającym gestem wskazał jej drogę na klatkę,
przepuszczając w progu.
– Dzięki.
Mrugnął do
niej porozumiewawczo. Im więcej czasu z nim spędzała, tym łatwiejsze
okazywało się rozumienie jego intencji nawet wtedy, kiedy nie mówił. Gest, spojrzenia
czy uśmiech potrafiły być o wiele bardziej treściwe, niż Claire początkowo
się wydawało.
Star
czekała na nią przy wejściu, dokładnie tam, gdzie dziewczyna poleciła jej
zostać. Poderwała się na nogi, ledwo tylko wyczuła towarzystwo, z tą tylko
różnicą, że zamiast do właścicielki, popędziła do Olivera, tylko cudem nie zwalając
go z nóg. Claire jęknęła, aż za dobrze pamiętała, jak poczuła się, kiedy
pokaźnych rozmiarów suczka radośnie skoczyła na nią podczas pierwszego
spotkania.
– Star,
nie! – zaoponowała, ale zanim zdecydowała czy dla pewności pochwycić psa za
obrożę, Oliver poradził sobie w pojedynkę.
Przystanęła,
przez chwilę biernie obserwując jak jej towarzysz z entuzjazmem zanurza
palce w jasnej sierści. Nie wyglądał na szczególnie zaniepokojonego skaczącym,
rozochoconym psem, który już na wstępie spróbował polizać go po twarzy. Było w tym
coś uspokajającego, zwłaszcza że Star wyraźnie nie przepadała za wycieczkami w tę
część miasta. Jej reakcja na Olivera jedynie utwierdziła Claire w przekonaniu,
że zwierzę tak naprawdę obawiało się Claudii.
Przesunęła
się bliżej, naglącym gestem przywołując psa do siebie. Wciąż czuła się dziwnie
za każdym razem, gdy Star reagowała na komendy, również w tamtej chwili
posłusznie porzucając zabawę, by grzecznie przysiąść obok. Należała do niej,
cokolwiek to znaczyło. Posiadanie psa wciąż pozostawało czymś, co jeszcze kilka
miesięcy wcześniej Claire uznałaby nie tyle za śmieszne, co przede wszystkim
niemożliwe.
– Wybacz za
nią – mruknęła, siląc się na blady uśmiech. Przykucnęła, by móc pogładzić Star
po głowie. – Ale czuję się pewniej, kiedy mam ją obok. No i to dobre
uzasadnienie długich spacerów.
Nie miała
pewności, dlaczego w ogóle próbowała się tłumaczyć. Jakoś nie wątpiła, że
Oliver zauważył jej liczne wizyty u Claudii, zwłaszcza że wielokrotnie to
przede wszystkim on zachowywał się jak wzorowy pan domu. Tym bardziej musiał
zauważyć Star, regularnie przesiadującą przy wejściu do kamieniczki. Tak naprawdę
Claire próbowała mówić tylko po to, by nie trwać w ciszy, wciąż czując się
nieswojo po przebiegu rozmowy z Claudią.
Och, poza
tym zostawiła w mieszkaniu notatnik. Sęk w tym, że zdecydowanie nie
paliła się, by wracać na górę – i to nie tylko po to, by jednak mieć powód
do kolejnej wizyty.
– Claudia
ma… dziwny nastrój – zauważyła, nie mogąc się powstrzymać.
Nie doczekała się odpowiedzi, ale akurat tego spodziewała
się po Oliverze. Kiedy poderwała głowę, by na niego spojrzeć, przekonała się,
że zawzięcie notował coś na skrawku papieru. Od jakiegoś czasu właściwie nie
rozstawał się z bloczkiem kolorowych, samoprzylepnych karteczek, którymi z entuzjazmem
obdarowywał i ją, i Claudię.
Nic mi nie mówi. Ale
cieszy się z twojej obecności.
Zwłaszcza, gdy próbuje
wyrzucić cię za drzwi.
Nie powstrzymała się od uśmiechu. Och, to brzmiało jak Claudia. Zresztą
jakby nie patrzeć niejako przystała na kolejną wizytę, a to o czymś
świadczyło.
Sama
powiedziała, że jej zależy…
Claire
wciąż nie była pewna, co o tym myśleć.
– I tak
się o nią martwię – przyznała, krzyżując ramiona na piersiach. – Dzisiaj
była radosna, ale chyba to zepsułam. Może nie powinnam przychodzić, skoro… –
zaczęła, ale coś w spojrzeniu Olivera skutecznie zamknęło jej usta.
Tym razem
kolejna karteczka wylądowała w jej dłoniach o wiele szybciej.
Ani się waż! Pomówię z Claudią. Ostatnio
jest dziwna trochę inna.
Claire
uniosła brwi, ale nawet słowem nie skomentowała przekreślonego fragmentu.
Możliwe, że nie chodziło tylko o nią, jej obecność i to, że mogłaby
jakkolwiek zirytować Claudię. Nie mogła pozbyć się wrażenia, że coś jej umykało
– coś oczywistego, ale przy tym wystarczająco skomplikowanego, by nie mogła
tego uporządkować bez konkretnych wyjaśnień ciotki.
Bez rozmowy
na tematy, których Claudia wyraźnie nie chciała podjąć. O Charonie, powodach
odwiecznej ucieczki i tego, dlaczego wampirzyca spinała się za każdym
razem, gdy ktoś gwałtowniej otworzył drzwi. Zupełnie jakby każdy kolejny dzień
zwłoki, kiedy to pozostawała w miejscu, wciąż zajmując to puste, pozbawione
osobistych rzeczy mieszkanie, wzmagał strach, przybliżając ją do czegoś
niepokojącego.
– Jak
uważasz – dała za wygraną. Była gotowa przysiąc, że Oliver rozluźnił się,
słysząc te słowa. – Ale może lepiej nie wspominaj o mnie. To nie tak, że się
skarżę… Po prostu się o nią martwię – dodała i w tamtej chwili
dotarło do niej, że to prawda.
Tym razem nie
doczekała się kolejnej notatki. Była zbędna, bo Claire aż za dobrze zrozumiała
uśmiech i sposób, w jaki Oliver jej zasalutował. Udało jej się
uśmiechnąć, choć wciąż było w tym geście coś co najmniej wymuszonego.
W
roztargnieniu pogładziła Star. Wzrokiem powiodła dookoła, jakby od niechcenia
rozglądając się po opustoszałej ulicy.
– Będę się
zbierać. Nie musisz mnie odprowadzać – zapewniła pośpiesznie. – Spróbuję jutro
zajrzeć, tak jak obiecałam. Jeśli coś by się zmieniło…
Urwała,
widząc w dłoniach Olivera komórkę. Uniósł telefon z znaczącym geście,
tym samym kończąc temat.
Uśmiech,
którym w zamian obdarowała go Claire, był w pełni szczery.
– Świetnie. Do zobaczenia, Oliverze.

Claudia
Tkwiła przy oknie, dyskretnie
obserwując dwie postacie. Na zewnątrz zdążyło zrobić się ciemno, a z
najwyższego piętra widziała zaledwie zarysy sylwetek, ale to nie miało
znaczenia. Claudia z łatwością była w stanie rozpoznać zwłaszcza
drobniutką Claire, zwłaszcza że ta miała w zwyczaju poruszać się w niezwykle
ostrożny, przemyślany sposób.
Och, była
rozkoszna. Pod wieloma względami i właśnie w tym leżał największy
problem. W zasadzie Claudia wciąż nie potrafiła sobie wyjaśnić, co podkusiło
ją do dalszego brnięcia w to szaleństwo. W końcu jak inaczej miała nazwać
to, że… zatrzymała się.
Tak po
prostu. Z dnia na dzień zamiast uciekać, ryzykowała życie, tkwiąc w tym
cholernym mieszkaniu.
I, do diabła,
na swój sposób naprawdę było jej z tym dobrze.
Westchnęła,
po czym odsunęła się od okna. Już z mniejszym entuzjazmem spojrzała na
dopiero co zakupione rzeczy – ubrania, które sama wybrała i które teraz
należały do niej. Nie sądziła, że można czerpać taką radość z posiadania
pozornie nic nieznaczących rzeczy, a jednak tak właśnie było – przez
chwilę czuła euforię. To było dawno zapomniane, zaskakująco intensywne uczucie,
równie zaskakujące, co i sympatia względem Claire.
Prawda była
taka, że Claudia w którymś momencie zwątpiła w to, czy potrafi żyć. Teraz
zaczęła mieć nadzieję, a przecież nie powinna. Nie, skoro wiedziała, że on
gdzieś tam był.
Ale… dlaczego
nie? Dlaczego…?
Ta myśl
była inna, niebezpieczna. I powracała co jakiś czas, kusząc obietnicą
czegoś, co nigdy nie miało być Claudii dane. Zwykle prędzej czy później
odrzucała ją od siebie i ruszała w dalszą drogę, ale tym razem było
inaczej. Mogłaby bez żalu porzucić Olivera, ale co z Claire? Co z dziewczyną,
do której już raz niewłaściwe geny przyciągnęło niebezpieczeństwo?
Claudia zacisnęła
usta. Spuściła wzrok, pozwalając, by jasne – och, lubiła siebie w blondzie
– włosy opadły je na twarz. Chwilę tkwiła w samym środku pokoju, otoczona
rzeczami, które nie tak dawno temu sprawiały jej tyle radości, i czuła…
pustkę.
– Próbuję być
dzielna – szepnęła bezgłośnie. – Tak jak mi kazałaś, ale… nie wiem czy potrafię.
Odpowiedziała
jej cisza, jakże przytłaczająca po wszystkim, co wydarzyło się nie tak dawno
temu. Claudia wciąż miała mieszane uczucia, co do wyjaśnień bratanicy –
opowieści o między tu i teraz, Ciemności i… samej Selene. Zwłaszcza
ta ostatnia nie dawała wampirzycy spokoju, choć bynajmniej nie dlatego, że
mogłaby w jej istnienie nie wierzyć.
Przeciwnie.
Claudia wierzyła i to może bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Sęk w tym,
że jeśli Selene faktycznie gdzieś tam była, jej obojętność bolała bardziej niż
cokolwiek innego.
A przecież
tak było od zawsze. Nieważne ile Claudia się modliła, nigdy nie otrzymywała
odpowiedzi. Nie dostawała ich nawet wtedy, gdy najbardziej tego potrzebowała.
Bogini
pozostawała głucha na błagania kogoś, kto całe wieki temu przestał być wart jej
miłości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz