8 października 2019

Dwa

Claire
Star poruszyła się niespokojnie. Zaskomlała, po czym nerwowo zaczęła krążyć przed wejściem do kamienicy.
– Zostań. – Claire z westchnieniem przykucnęła i pogładziła psa po głowie. Miała wrażenie, że spojrzenie wielkich, ciemnych oczu było jak najbardziej świadome, wręcz ludzkie. – Tak, dalej to robię. Najwyżej za którymś razem mnie zabiją.
Z trudem powstrzymała się od parsknięcia. Star znów zaskomlała, ale przynajmniej posłusznie przysiadła przy wejściu do budynku. Claire wysiliła się na blady uśmiech, nagle sama niepewna, kogo próbowała uspokoić – siebie czy podążającego za nią krok w krok psa. W zasadzie od jakiegoś czasu wątpliwości nachodziły ją nawet tam, gdzie jeszcze kilka tygodni wcześniej ich nie miała.
Star nie lubiła tej części miasta – bardziej obskurnej i niepokojącej. Claire również, ale nie mogła powstrzymać się przed regularnym wracaniem do mieszkania, które zajmowała Claudia. Z psem czuła się bezpieczniej, choć wiedziała, że to głupie. Prawda była taka, że gdyby przyszło co do czego, prędzej sama miałaby szansę obronić zwierzę, nie zaś odwrotnie. Oczywiście pod warunkiem, że zdołałaby zyskać choć niewielką przewagę w ewentualnym starciu z wampirem, bo tylko istot nieśmiertelnych tak naprawdę się obawiała.
Tyle że okolica wydawała się opustoszała. Co prawda dziewczyna nie wątpiła, że gdzieś w zakamarkach miasta żyli ludzie, których lepiej było nie spotkać na swojej drodze, ale o nich nawet nie próbowała myśleć. Choć klan łowców udowodnił, że lekceważenie śmiertelników było najgorszym z możliwych posunięć, Claire czuła, że największe zagrożenie w okolicy stanowili właśnie Claudia i Oliver. Star również musiała wyczuwać zapach albo przynajmniej obecność obcych, bo gdy tylko znaleźli się w okolicy, zaczęła zachowywać się niespokojnie. Za pierwszym razem tyle wystarczyło, by zaniepokoić również pół-wampirzycę, ale przy kolejnej z kolei wizycie u ciotki wiedziała już, czego powinna się spodziewać.
Klatka schodowa nie zachęcała, dokładnie tak jak pierwszego dnia, kiedy Claire zdecydowała się zaryzykować i podążyć za ciotką aż do jej kryjówki. Mimo upływu blisko dwóch tygodni i wcześniejszych zapewnień, Claudia nie zdecydowała się przenieść. W zasadzie wszystko wskazywało na to, że porzuciła plany ucieczki w chwili, w której dowiedziała się o Charonie. Wtedy coś się zmieniło i nawet to, że wilkołak przepadł jak kamień w wodę po ataku na dom Rosalee we Florencji, nie miało na zachowanie Claudii większego znaczenia.
Ale ja tak.
Claire zawahała się w połowie schodów. Za każdym razem, gdy wracała do tego zakątka miasta, nachodziły ją wątpliwości – i to bynajmniej nie dlatego, że mogłaby obawiać się ciotki. Zadręczała się zupełnie czymś innym, czasem potrafiąc nawet i dobry kwadrans tkwić na stopniach, walcząc z sobą samą.
Zaczęła nerwowo stukać w okładkę notesu, z którym ostatnio nie rozstawała się nawet na moment. Wciąż służył jej przede wszystkim do zapisywania kolejnych haiku, jednak teraz pełnił jeszcze jedną, dodatkową funkcję. I, słodka bogini, Claire naprawdę miała wrażenie, że Claudia za którymś razem wystawi ją z tego powodu za drzwi… W najlepszym wypadku, o ile w międzyczasie nie dojdzie do wniosku, że bardziej efektownym wyjściem byłoby zrzucenie bratanicy ze schodów.
Wywróciła oczami. Poprawiła torebkę na ramieniu, mocniej przygarnęła do piersi notes i – nie dając sobie czasu na dalsze wątpliwości – w końcu dopadła do drzwi mieszczącego się na najwyższym piętrze mieszkania. Nie trudziła się pukaniem, w zamian bez wahania naciskając klamkę. Ani Claudia, ani Oliver nie dbali o coś tak błahego, jak zamykanie mieszkania na klucz. Prawda była taka, że ci, którzy mieliby powody, żeby dostać się do środka, nie traciliby czasu na włamanie.
– Tylko pięć minut. Robimy postępy – doszedł ją już od progu znajomy głos. – Za którymś razem albo jednak sobie pójdziesz, albo przestaniesz tkwić w korytarzu. Już teraz wchodzisz tu jak do siebie.
Claudia nie brzmiała na rozeźloną, wręcz przeciwnie. Chociaż wciąż bywałą uszczypliwa, Claire nie mogła pozbyć się wrażenia, że wampirzyca cieszyła się z towarzystwa. Nigdy nie protestowała, kiedy dziewczyna regularnie wracała do mieszczącego się na najwyższym piętrze mieszkania. Ba! Po kilku pierwszych razach, gdy pół-wampirzycy jeszcze zdarzało się nieśmiało pukać, w końcu na powitanie po prostu cisnęła w bratanicę kompletem dodatkowych kluczy – pęczkiem, którego Claire nigdy nie użyła, ale którego otrzymanie uznała za wystarczająco wymowną wskazówkę. Wtedy też zaczęła praktykować „wchodzenie jak do siebie”, jak ujęła to Claudia.
Zostawiła torebkę w niewielkim przedpokoju, niemalże z ulgą pozbywając się zbędnego obciążenia. Aldero do tej pory śmiał się z tego, że nie tylko zdecydowała się wrócić do liceum, ale dodatkowo angażowała się bardziej niż powinna, ale Claire nie zwracała na to uwagi. Lubiła to. Chociaż nie miała już u swojego boku Issie, a na wspomnienie balu wciąż robiło jej się słabo, chodzenie do szkoły było niczym namiastka normalności, której tak bardzo potrzebowała. No i zapewniało swobodę – wystarczającą, by zaraz po zajęciach mogła swobodnie pójść wprost do mieszkania Claudii.
Przyciskając do piersi jedynie oprawiony na czarno notatnik, przeszłą wprost do salonu. Stamtąd nie tylko słyszała, ale przede wszystkim czuła ciotkę, zresztą na niewielkim metrażu nie było żadnego innego miejsca do przyjmowania gości.
Mimo wszystko nie spodziewała się tego, co dostrzegła już od progu. Przystanęła, unosząc brwi i z zaciekawieniem rozglądając się po – przynajmniej dotychczas – znajomym pomieszczeniu. Już podczas pierwszej wizyty w mieszkaniu zauważyła dość istotny szczegół, który później potwierdziła również sama Claudia: dookoła królowała pustka. Mieszkanie nie tylko nie zachęcało, ale wyglądało raczej jak tymczasowa przechowalnia – zaledwie przystanek na drodze gdzieś dalej. Claire zdążyła przywyknąć do skromnego wystroju, niepasujących mebli i dziwnego wrażenia, że za którymś razem jednak nie zastanie ciotki na miejscu. Łatwo mogła sobie wyobrazić jak wchodzi do mieszkania z poczuciem, że nic się nie zmieniło – z tą tylko różnicą, że już nie byłoby kogoś, kto od progu zarzuciłby jakimś złośliwym komentarzem.
Ten stan utrzymywał się przez minione tygodnie, dzięki czemu Claire zdążyła się do niego przyzwyczaić. Nic nie zapowiadało zmian, kiedy opuszczała to miejsce dzień wcześniej, a jednak gdy kolejny raz przekroczyła próg salonu, momentalnie zorientowała się, że Claudia nie próżnowała pod jej nieobecność. Uniosła brwi, z zaciekawieniem spoglądając na kilka albo nawet kilkanaście kolorowych toreb z logami najróżniejszych sklepów – widok, który czasami widywała w domu Cullenów, zwłaszcza gdy ciotki Renesmee wracały z kolejnych zakupów. To, że Claudia miałaby wybrać się do centrum handlowego, samo w sobie nie byłoby dziwne, gdyby nie świadomość, że kobieta przez całe tygodnie wydawała się jak ognia unikać gromadzenia jakichkolwiek rzeczy osobistych.
Wampirzyca stała zwrócona do niej plecami, kończąc układać kwiaty w kryształowym, ustawionym na niewielkim stoliku wazonie. Składające się na wystrój wnętrza meble nie pasowały do siebie, ale to nie miało znaczenia. Jedno za to było pewne: jeszcze dzień wcześniej na drewnianym blacie nie stał ani wazon, o jakichkolwiek roślinach nie wspominając.
Wydaje się… zaskakująco radosna, pomyślała w oszołomieniu Claire. Takie przynajmniej odniosła wrażenie, tak naprawdę po raz pierwszy gotowa przysiąc, że Claudia promieniała. Było coś lekkiego w jej ruchach – zdecydowanych i płynnych, co jasno dało dziewczynie do zrozumienia, że ciotka nie pierwszy raz układała bukiet.
Kobieta również wyglądała inaczej. Na sobie miała błękitną, sięgająca kolan sukienkę. Jasne włosy upięła w luźny kok, pozwalając, by kilka niesfornych kosmyków opadło jej na ramiona.
– Ehm… Cześć? – zaryzykowała Claire. Odezwała się z opóźnieniem, nagle gotowa przysiąc, że zdecydowanie zbyt długo tkwiła w progu, po prostu bezmyślnie się gapiąc.
– No, co? – Claudia nie traciła czasu na przywitania. Odsunęła się od wazonu, przez chwilę lustrując wzrokiem efekty swojej pracy. – Zawsze lubiłam kwiaty, okej? Tutaj było… zdecydowanie zbyt ponuro.
Claire skinęła głową, mimo wszystko woląc milczeć. To wydawało się bezpieczniejsze, tym bardziej że nigdy wcześniej nie widziała tej kobiety w tak dobrym nastroju. Zwłaszcza po czasie, który spędziła z ojcem, czuła, że rozsądniej było zachować ostrożność, tym bardziej że nastroje nieśmiertelnych potrafiły zmieniać się ot tak.
Wciąż obserwowała Claudię, kiedy ta zostawiła kwiaty. Wampirzyca z lekkością opadła na kanapę, wcześniej odrzucając na bok jedną z papierowych toreb. Jakby na potwierdzenie obaw Claire, twarz wampirzycy wykrzywił grymas.
– Nie patrz tak na mnie. Sama nie wiem, co mnie podkusiło, ale… – Wzruszyła ramionami, po czym w pośpiechu uciekła wzrokiem gdzieś w bok. – Na razie nigdzie się nie wybieram. Pomyślałam, że… Wiesz, miałam naprawdę dość tego miejsca. Tego pustego pokoju.
Jeszcze kiedy mówiła, wbiła wzrok w swoje dłonie. Dopiero wtedy Claire zauważyła pomalowane paznokcie – starannie, na kolor idealnie dobrany do sukienki. Nigdy nie zastanawiała się nad takimi drobiazgami, ale wystarczająco długo znała Alessię i Elenę, by wiedzieć, że szczegóły miały znaczenie.
– To chyba nic dziwnego – zauważyła w końcu, starannie dobierając słowa. – Mam na myśli…
Urwała, ledwo tylko podchwyciła spojrzenie Claudii. Na pierwszy rzut oka twarz wampirzycy nie wyrażała żadnych konkretnych emocji – również złości – ale Claire i tak zdecydowała się zamilknąć. Nagle zwątpiła w to, czy cokolwiek z tego, co zamierzała powiedzieć, miało sens.
– Nieważne – stwierdziła lakonicznie ciotka. – Trochę mnie poniosło. Kiedy przenosisz się z miejsca na miejsce, nie masz czasu na urządzanie mieszkania. Na gromadzenie rzeczy osobistych też nie.
– No, tak…
Claudia uciekała, cokolwiek to znaczyło. Co więcej, mimo upływu czasu wciąż nie paliła się do zdradzenia jakichkolwiek szczegółów, może poza tym, co dla Claire pozostawało oczywiste od samego początku: zachowanie kobiety miało związek z Charonem. W jakimś pokrętny sposób tyle wystarczyło, chociaż pół-wampirzycę wciąż regularnie nachodziły wątpliwości. Kiedy i jak bardzo cię skrzywdził?, pomyślała mimochodem, ale jakaś jej cząstka wcale nie była taka pewna, czy poznanie odpowiedzi okazałoby się takim dobrym pomysłem.
– Dla ciebie też mam. Nie mogłam się powstrzymać – podjęła Claudia i tyle wystarczyło, by sprawdziła bratanicę na ziemię. Claire zamrugała, po czym spojrzała na kobietę tak, jakby spotkały się po raz pierwszy. Uniosła brwi, kiedy zauważyła, że nieśmiertelna zdążyła już pochwycić jedną z wielu papierowych toreb i zachęcającym gestem wyciągnąć ją w jej stronę. – Przymierz – poleciła nieznoszącym sprzeciwu tonem.
– Ale… – Dziewczyna z niedowierzaniem potrząsnęła głową. – Nie musiałaś.
– Nie musiałam też dawać ci kluczy. Ani nawet tutaj wpuszczać – zauważyła przytomnie Claudia, wywracając oczami. – Przymierz – powtórzyła z naciskiem – i powiedz mi, co sądzisz. Uważam, że jest przeurocza.
Tym razem Claire nie zdobyła się na to, by zaprotestować. Ze świstem wypuściła powietrze, po czym chcąc nie chcąc przesunęła się bliżej, podchodząc do kanapy. Ostrożnie odłożyła na bok notes, przy okazji odkrywając, że przez cały ten czas bezwiednie tuliła go do piersi. Spojrzenie ciotki jak na zawołanie powędrowało ku czarnemu zeszytowi, ale nie odezwała się nawet słowem, w zamian jakby od niechcenia kołysząc papierową torbę.
Och, na litość bogini…
Claire nerwowo przygryzła dolną wargę. Na dnie dostrzegła skrawek ciemnego, wpadającego w fiolet materiału. Sięgnęła do środka, na początku ostrożnie przesuwając palcami po przyjemnie miękkiej powierzchni. Dopiero po chwili zdecydowała się wyjąć prezent, już w trakcie nabierając pewności co do tego, co kupiła jej Claudia.
To była sukienka – elegancka, długa do ziemi i w gruncie rzeczy bardzo prosta. Materiał połyskiwał łagodnie, wydając się zmieniać kolor zależnie od kąta padania światła. Claire przez dłuższą chwilę stała w bezruchu, obserwując jak fiolet przechodzi w czerń, by przy niewielkim ruchu znów nabrać koloru. Potrzebowała dłuższej chwili, by zwrócić uwagę na krój, a zwłaszcza to, że sukienka odsłaniała plecy.
Tylko plecy. Dekolt nie był ani zbyt głęboki, ani prześwitujący, ale mimo wszystko…
– Więc? – ponagliła wampirzyca. Przechyliła głowę, z zaciekawieniem spoglądając na bratanicę. – Podoba ci się czy nie?
– Jest…
– Pomyślałam, że przyda ci się na tę imprezę, o której mówiłaś. Czy co to tam miało być.
Claire westchnęła cicho.
– Ciocia Renesmee otwiera klub. To nic wielkiego – wyjaśniła, bezskutecznie próbując ukryć podenerwowanie. – Idę z grzeczności. Nawet nie myślałam o sukience.
Cóż, zwłaszcza takiej. W zasadzie jej plan na spędzenie wieczoru był bardzo prosty – zamierzała skryć się gdzieś w kącie, nie zwracać na siebie uwagi, a później spróbować wymknąć. Wierzyła, że tata zrobi dokładnie to samo, więc równie dobrze mogła zabrać się z nim. Co prawda wciąż dziwnie czuła się w towarzystwie Rufusa, zwłaszcza że tak naprawdę nie omówili ani tego, co wydarzyło się we Florencji, ani tego, że przemilczał swoje pokrewieństwo z Claudią, ale mimo wszystko…
Zresztą teraz sama miała tajemnicę – i to taką, która na dodatek dotyczyła właśnie w tej wampirzycy. Wcale nie musieli rozmawiać o czymś, co dla nich oboje pozostawało… problematycznie. Najdelikatniej rzecz ujmując.
– Popraw mnie, jeśli się myślę, ale chyba powinnaś być podekscytowana. Muzyka, tańce i te sprawy – rzuciła po chwili namysłu Claudia. – To wciąż dobra zabawa.
– Ja nie tańczę – zaoponowała natychmiast Claire. Przez chwilę miała ochotę histerycznie się roześmiać, zwłaszcza że wampirzyca spojrzała na nią w równie pobłażliwy sposób co i Aldero, gdy po raz pierwszy oznajmiła mu coś takiego. – W zasadzie… No, zazwyczaj. – Złożyła sukienkę, by móc otoczyć się ramionami. – Nie czuję się za dobrze w towarzystwie.
– Bo? – Brwi Claudii powędrowały ku górze. – Śliczna dziewczyna powinna tylko na to czekać. Możesz ubrać coś ładnego i przez całą noc błyszczeć. Masz w sobie coś takiego… – Kobieta nagle poderwała się na równe nogi, w następnej sekundzie materializując tuż przed wciąż oszołomioną Claire. Dziewczyna mimowolnie spięła się, gdy ciotka ot tak ujęła ją pod brodę, zmuszając do spojrzenia sobie w oczy. Mimowolnie zadrżała, gdy chłodny kciuk niemalże z czułością przesunął się po jej policzku. – Takim jak my pisana jest noc.
Coś w tych słowach przyprawiło ją o jeszcze silniejsze dreszcze – i to bynajmniej nie dlatego, że miała przed sobą wampirzycę. Spróbowała odwrócić wzrok, ale nie była w stanie.
Claudia mimo wszystko musiała to dostrzec, bo uśmiechnęła się niepewnie. Jej spojrzenie momentalnie złagodniało.
– Zrobisz jak uważasz – zapewniła pośpiesznie. – Jak wspomniałam, nie mogłam się powstrzymać. Zresztą zauważyłam, że lubisz fioletowy… Pomyślałam, że by ci pasowała.
Jeszcze kiedy mówiła, z wolna się wycofała. Bez pośpiechu ruszyła ku kanapie, wciąż się uśmiechając, ale Claire zauważyła, że radosny błysk, który dotychczas gościł w jej oczach, nieznacznie przygasł.
Dłonie nieznacznie jej zadrżały, kiedy mocniej zacisnęła je na sukience.
– Przymierzę – obiecała, nie czekając aż wampirzyca doda cokolwiek więcej. – Zaskoczyłaś mnie. Znaczy… – Potrząsnęła głową, bezskutecznie próbując zapanować nad plątaniną myśli. – Zaraz wracam.
Claudia spojrzała na nią z zaciekawieniem, ale nie odezwała się nawet słowem. Claire przyjęła to z ulgą, w pośpiechu zamykając się w niewielkiej, wciąż nieurządzonej łazience. Oparła się o drzwi, po czym przymknęła oczy, dziwnie oszołomiona – i to zarówno słowami ciotki, jak i jej zachowaniem. Po raz wtóry spojrzała na delikatny materiał, który wciąż trzymała w dłoniach, mimowolnie myśląc, że naprawdę był piękny. Cała sukienka taka była, ale w tym leżał problem. To był ten rodzaj kreacji, który bez wahania włożyłyby mama albo Elena.
Bo?, pomyślała, przez chwilę niemalże słysząc pobłażliwy głos Claudii. Przez to czuła się tak, jakby próbowała wyjaśnić wszystkim wokół coś, co tak naprawdę nie miało sensu – trochę jak przy Rufusie, kiedy po samym jego zachowaniu czuła, że z wyciągniętymi wnioskami zawędrowała za daleko od tego, co było prawdziwe.
Nie miała na sobie sukienki od dnia pogrzebu Allegry. Wcześniej dała się namówić na licealny bal i to też nie skończyło się dobrze. Halloweenowa impreza również.
W pośpiechu odrzuciła od siebie niechciane myśli. Przynajmniej próbowała, w zamian koncentrując się na kolejnych ruchach. Nie patrzyła na lustro ani na swoją pierś, kiedy już pozbyła się kurtki i sweterka pod nią. Nie dając sobie czasu na wątpliwości, pozwoliła, by materiał sukni przylgnął do jej ciała. Dopiero wtedy zdecydowała się przyjrzeć sobie, mimowolnie rozluźniając się, gdy nabrała pewności, że nawet gdy się poruszała, nie dało się zauważyć choćby skrawka znaczącej jej ciało blizny. Może i nieświadomie, ale Claudia trafiła jak trzeba.
Claire zawahała się, po czym w końcu zdecydowała się pozbyć również spodni. Została w samej sukience, nieznacznie tylko krzywiąc się, kiedy dostrzegła niepasujący do całości, biały stanik. Nie musiała znać się na modzie, by wiedzieć, że czarny pasowałby o wiele lepiej. O ile w ogóle nie powinna z niego zrezygnować.
Och, nie ma mowy.
Czuła się dziwnie, ale nie źle, choć właśnie tego się spodziewała. Chwilę jeszcze obserwowała swoje lustrzane odbicie, uważnie śledząc wzrokiem każdą krzywiznę sylwetki. Może to ciemne barwy, może oświetlenie, a może krój sukni, ale ta po prostu do niej pasowała. Nie ujawniała za dużo, ale podkreślała to, co Claire była w stanie uznać niemalże za atuty. Wcale nie czuła się obnażona – nie jak w rzeczach, które czasami widywała u Eleny. To był rodzaj eleganckiej, subtelnej kreacji, ale…
Potrząsnęła głową. Bez słowa wyszła z łazienki, woląc nie czekać aż Claudia zacznie się do niej dobijać.
Wampirzyca wciąż siedziała na kanapie w salonie. Zdążyła założyć nogę na nogę i dorwać się do notesu, który Claire zostawiła na siedzeniu. Serce dziewczyny zabiło szybciej, kiedy zauważyła, że wzrok kobiety przesuwał się to w jedną, to w drugą stronę, w miarę jak śledziła kolejne zapisane przez bratanicę linijki. Przy niektórych uśmiechała się, przy innych zaś jedynie wznosiła oczy ku górze, ale – co najważniejsze – nie wyglądała na złą.
– Czy historie o Salem są prawdziwe? Serio? – mruknęła, parskając śmiechem. – Zwykłe pomówienia. Żadna szanująca się czarownica nie pozwoliłaby się zabić zwykłym śmiertelnikom.
W tonie Claudii pobrzmiewała jakaś dziwna nuta, coś z pogranicza westchnienia i pogardy. Znów skupiła się na lustrowaniu wzrokiem kolejnych pytań.
– To oznacza, że ludzie nigdy nie…? – Odchrząknęła, by pozbyć się nieprzyjemnego ucisku w gardle. – Znaczy…
– Czy ludzie posługują się magią? – podsunęła łagodnie Claudia. Claire mimowolnie skrzywiła się w odpowiedzi na ostatnie słowo. Wodór, hel, lit… Jak to leciało? – Oczywiście, ale czyż to nie sprawia, że już nie są zwykli? Byłam człowiekiem, kiedy mama zaczęła mnie uczyć. – Kobieta zamilkła na dłuższą chwilę. Jej rubinowe tęczówki nieznacznie pociemniały – i to tylko po to, by znów pojaśnieć, kiedy spojrzała na stojącą przed nią dziewczynę. Natychmiast poderwała się na równe nogi. – Och, spójrz na siebie. Jakaś ty śliczna.
Tych kilka słów wystarczyło, by Claire poczuła, że się rumieni. Poczuła się dziwnie, kiedy Claudia zaczęła krążyć wokół niej, jakby chcąc obejrzeć ją z każdej strony. Znów wydawała się radosna i usatysfakcjonowana.
– Dzięki – wymamrotała, ledwo tylko ciotka znów znalazła się w zasięgu jej wzroku. – Za sukienkę. Podoba mi się.
– A to ci niespodzianka… – Kąciki ust wampirzycy powędrowały ku górze. – Więc mam coś jeszcze. Gotowa?
Nie miała okazji, żeby zaprotestować. Kobieta prawie natychmiast doskoczyła do kanapy, by sięgnąć do kolejnej papierowej torby. Tym razem nie próbowała wciskać bratanicy prezentu, w zamian sama wyciągając zawartość.
Tym razem Claire wyrwał się zdławiony jęk.
– Chcesz mnie zabić! – wyrwało jej się, ale w odpowiedzi doczekała się wyłącznie serdecznego śmiechu.
– Dlaczego spodziewałam się, że to usłyszę? – zapytała z rozbawieniem Claudia, wyżej unosząc parę czarnych, bez wątpienia pasujących do sukienki szpilek. – Mają tylko kilka centymetrów.
– Wolę…
– Co? Tenisówki? – Claudia wywróciła oczami. – Ranisz moje poczucie estetyki, Claire.
Dziewczyna jęknęła, po czym ze świstem wypuściła powietrze. Wciąż obserwując ciotkę, ciężko opadła na kanapę. Tren sukienki zawirował wokół jej kostek.
Miała wrażenie, że minęła cała wieczność, podczas której obie z uporem milczały – Claire dodatkowo unikając spoglądania na swoją towarzyszkę.
Do czasu.
– Daj mi to – dała za wygraną. – Jak się połamię, to będzie twoja wina.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz









After We Fall
stories by Nessa