
Alessia
– Tak, tak. Wchodź. Obaj
wiemy, że stoisz pod drzwiami, Ali.
Wzdrygnęła
się w odpowiedzi na słowa Rufusa. Choć z jednej strony mogła się tego
spodziewać, przez moment zapragnęła w popłochu się wycofać – tak dla
pewności, zwłaszcza że nie była w stanie jednoznacznie stwierdzić, w jakim
nastroju był ten wampir. Co prawda zabrzmiał przede wszystkim na
zniecierpliwionego, jej obecność wydając się traktować przede wszystkim
pobłażliwie, ale z drugiej strony…
Bez słowa
wślizgnęła się do środka, starannie zamykając za sobą drzwi. W zasadzie
dlaczego miała uciekać? Cokolwiek się działo, sprawa dotyczyła również jej.
Poza
Rufusem i Dimitrem w bibliotece nie było nikogo więcej. Alessia
wymownie powiodła wzrokiem dookoła, spoglądając na wypełnione książkami regały.
Było coś kojącego zarówno w atmosferze tego miejsca, jak i w
panującej dookoła ciszy. Co prawda o wiele przyjemniejsze wydawało się,
gdy w kominku palił się ogień, ale tym razem palenisko było wygaszone.
–
Potrzebujesz czegoś? – zapytał natychmiast Dimitr.
Przynajmniej
jego głos zabrzmiał w pełni uprzejmie. Co więcej, wciąż wydawał się
względnie spokojny, co pomogło jej się uspokoić. Rufus może i potrafiłby
ją oszukać, ale w przypadku króla sprawy miały się trochę inaczej.
Przynajmniej taką miała nadzieję.
– To zależy
– przyznała zgodnie z prawdą. – Mogę tu zostać, ale to nie oznacza, że nie
zamierzam zadawać pytań.
– Och, na
litość bogini… – Rufus wzniósł oczy ku górze. – Nie rozmawiamy o tobie,
jeśli już musisz wiedzieć.
– Więc o czym?
– zapytała wprost. – Nie po to przesiedziałam z tobą pół dnia w laboratorium,
wujku, by teraz dać się zbyć przy byle okazji.
Sądząc po
spojrzeniu, którym obdarował ją wampir, wolałby, gdyby jednak to zrobiła.
Ostatecznie nie skomentował tego nawet słowem, wzdychając przeciągle, wciąż z uporem
milcząc. W tamtej chwili wydał jej się przede wszystkim zmęczony.
– O hybrydach.
Czyli aktualnie o czymś, co doskonale rozumiesz – stwierdził z rezerwą.
– Sama stwierdziłaś, że tutaj zostaniesz i chwała bogini, bo wolałbym
później nie musieć tłumaczyć się przed Renesmee. Tak czy siak, naprawdę mam
ważniejsze sprawy do załatwienia, niż uganianie się za Charonem, skoro do tej
pory się nie pokazał.
– Nie wiem,
czy mi się to podoba – wtrącił Dimitr. – Ściągamy do Miasta Nocy kolejny gatunek
nieśmiertelnych. To dość… problematyczne – przyznał, a Rufus w odpowiedzi
jedynie ponownie westchnął.
– Tym razem
to nie moja wina – przypomniał spiętym tonem. – Zresztą nie o to chodzi.
To wciąż lepsze, niż pozwolić tym dzieciakom biegać po Seattle, czyż nie?
Dimitr nie
zaprotestował, w zamian ograniczając się do zdawkowego skinięcia głową.
Myślami wydawał się być gdzieś daleko, a przynajmniej Alessia z miejsca
zorientowała się, że coś go dręczyło. Zanim zdążyła zastanowić się nad tym, co
robi, w pośpiechu podeszła bliżej, spoglądając przy tym na wampira
wyczekująco.
– Beau
dalej jest w świątyni? – zapytała jak gdyby nigdy nic, ale do jej głosu i tak
wkradła się napięta nuta.
Przez twarz
króla przemknął cień.
– A jakże.
– Wzniósł oczy ku górze. – Nie chce nikogo widzieć, chociaż nie powiedziała mi
tego wprost. Z drugiej strony, to Isabeau. Skoro potrzebuje czasu, daję go
jej.
– Tyle że
to nie wyjaśnia, na czym stoimy – zauważyła przytomnie. – I co ze
świątynią. Niedługo nów, więc mogłabym… – Urwała, dochodząc do wniosku, że jej
intencje były oczywiste.
– Spróbuję z nią
porozmawiać, chociaż niczego nie obiecuję.
To nie
zabrzmiało szczególnie pocieszająco, ale Alessia zdecydowała się tego nie
komentować. Z wolna skinęła głową, po czym zawahała się, wymownie
spoglądając to na jednego, to znów na drugiego nieśmiertelnego. Mogła spróbować
się wycofać, ale z jakiegoś powodu nie była w stanie ruszyć się z miejsca.
W gruncie rzeczy czuła się przede wszystkim rozczarowana – tym, że w gruncie
rzeczy nie rozmawiali o niczym istotnym. Co prawda niczym dziwnym nie
wydało jej się to, że Rufus mógłby uprzedzić króla o tym, co planował, ale
to wciąż nie zmieniało najistotniejszej kwestii: a konkretnie tego, że
tkwili w miejscu.
Do tej pory
nie myślała o Isabeau, ale kiedy zaczęła temat, poczuła się co najmniej
zaniepokojona. To i rozmowa z Bellą dawały jej się we znaki w stopniu
wystarczającym, by zaczęła się przejmować. Nie chciała planować niczego za
plecami ciotki, ale jaki tak naprawdę miała wybór? Skoro Beau sama nie była
skłonna do rozmowy, musieli radzić sobie inaczej. Obietnice Dimitra nie miały
tutaj nic do rzeczy, choć dziewczyna jakoś nie wątpiła, że wampir zamierzał
przynajmniej spróbować je spełnić.
Wciąż o tym
myślała, kiedy panującą ciszę przerwał dzwonek telefonu. Drgnęła, po czym
poderwała głowę akurat w chwili, w której Rufus ruszył się z miejsca
na tyle, by móc swobodnie odebrać. Nie wyszedł, ale też nie wyglądał na
szczególnie zachwyconego tym, że ktokolwiek mógłby mu przeszkadzać.
– Coś
ważnego? – rzucił już na wstępie. – Jestem w Niebiańskiej Rezydencji,
więc…
– Więc
idealnie się składa! – doszedł Alessię nieco spięty, melodyjny głos Layli.
Rufus westchnął, ale nawet słowem nie komentował tego, że żona zdecydowała mu
się przerwać. – Miałam cię prosić, żebyś tam zajrzał. Jest tam gdzieś może
Isabeau? Dzwoniłam do niej, ale ciągle odrzucała połączenia, a teraz chyba
wyłączyła telefon.
Alessia
mimowolnie spięła się, co najmniej zaniepokojona tą informacją. Z jednej
strony wiedziała, że wampirzyca miała trudniejszy okres – w końcu Dimitr
dopiero co to potwierdził, ale z drugiej…
– Nie.
Jeśli chodzi o twoją siostrę, raczej nic się nie zmieniło – przyznał
wymijająco Rufus. – Co się stało? Nie próbowałabyś kontaktować się z nią
przeze mnie, gdybyś chciała tylko sprawdzić, czy dobrze się ma. Wiesz, w jaki
sposób na siebie działamy – przypomniał, najwyraźniej mimo wszystko mając
wątpliwości, czy Layla faktycznie nie posunęłaby się aż tak daleko.
Wampirzyca
nie odpowiedziała od razu. Wymowne milczenie wydało się co najmniej
niepokojące, zwłaszcza w przypadku kogoś, kto zazwyczaj lubił mówić dużo i szybko.
Alessia z wahaniem przesunęła się bliżej, chcąc lepiej słyszeć, choć przy
wyostrzonych zmysłach i tak była w stanie wychwycić całą rozmowę,
nawet jeśli Rufus nie przeszedł na tryb głośnomówiący.
– Jest coś,
w czym może mogłaby mi pomóc – wyjaśniła w końcu Layla. – Chodzi o te
dziwne znaki, które pojawiły się w Chianni… Nessie chyba je rozpoznała.
– Renesmee?
– powtórzył wampir, nagle zaintrygowany.
– Aha.
Pokazałam jej zdjęcia i… Och, zresztą to nieważne. – Mówiła coraz szybciej i bardziej
nieskładnie, wyraźnie podekscytowana. – Najwyraźniej te znaki te sigile,
cokolwiek to znaczy. Nessie widziała je w tym dziwnym miejscu, w którym
była, ale nie wie do czego służą. Próbowałyśmy szukać w internecie, ale
to… niekoniecznie dobre źródło – przyznała, a Rufus prychnął.
– Domyślam
się.
Layla
puściła jego słowa mimo uszu.
– Tak czy
siak, to brzmi jak coś, co mogłoby wiązać się z kapłankami. Pomyślałam o bibliotece
pod świątynią albo że może Beau… Chyba że tobie coś to mówi? – zaryzykowała,
choć po jej tonie dało się wyczuć, że niekoniecznie w taką możliwość
wierzyła.
–
Niekoniecznie – przyznał niechętnie Rufus. – Sigile… Gdybym się kiedyś z tym
spotkał, zorientowałbym się jeszcze na poddaszu. Jak mówiłem, mnie przypominają
język pierwotnych, ale w wyjątkowo starym dialekcie.
– Więc tu
tym bardziej nie pomoże nam internet – stwierdziła Layla. – I dlatego
potrzebowałabym Beau. Albo Alessi, więc…
– Alessia
jest tu ze mną – przerwał jej wampir. Dziewczyna drgnęła, zwłaszcza gdy
bezceremonialnie odwrócił się w jej stronę. Nie wydawał się zaskoczony
tym, że zdążyła przesunąć się na tyle blisko, by stanąć tuż za nim, na dodatek
na tyle blisko, że gdyby tylko zechciała, mogłaby go dotknąć. – I pewnie
nie ma nic przeciwko.
Jeszcze
kiedy mówił, bez słowa wyciągnął ku niej telefon. Kolejny raz miała problem z tym,
by po wyrazie jego twarzy stwierdzić, co takiego sobie myślał. Ostatecznie po
prostu ujęła komórkę, po czym przycisnęła ją do ucha, próbując samej sobie
wytłumaczyć, dlaczego nagle poczuła się tak bardzo niespokojna.
– Cześć,
ciociu – rzuciła, próbując zyskać na czasie.
– Och, Ali!
– Layla ze świstem wypuściła powietrze. – Wszystko w porządku? Pewnie
powinnam zapytać, a przynajmniej tyle wnioskuję z tego, że Nessie
praktycznie na mnie wisi.
Serce
dziewczyny jak na zawołanie zabiło mocniej. Dziwnie było wiedzieć, że mama była
gdzieś tam po drugiej stronie, najpewniej na wyciągnięcie ręki, ale nawet nie
mogła się odezwać. Alessi trudno było sobie wyobrazić, co mogło oznaczać
wspomniane „wiszenie”, ale nie chciała się nad tym zastanawiać. Co prawda
pamiętała, że Damien wspominał, w jaki sposób teraz wyglądał kontakt z Renesmee
– Joce mogła ją zobaczyć, a mama była w stanie w choć niewielkim
stopniu wpływać na otaczającą ją rzeczywistość – ale to dalej brzmiało co
najmniej niedorzecznie.
– Jestem w Niebiańskiej
Rezydencji. No i Ariel jest w mieście, więc bezpieczniejsza nie będę
– zapewniła, siląc się na pogodny ton głosu. – Możesz powiedzieć mamie, że
wszystko gra… I że ją kocham – dodała, uśmiechając się blado. – Chociaż
chwila… Ona słyszy, prawda?
– Słyszy,
słyszy. Jest koło mnie. – Layla zaśmiała się w nieco nerwowy sposób. –
Chociaż to dziwne. Ja…
– Nie żeby
coś, ale nie miałyście rozmawiać o czymś konkretnym? – wtrącił ze swojego
miejsca Rufus.
Obserwował
ją z powątpiewaniem, trzymając się na dystans i krzyżując ramiona na
piersi. Wciąż wyglądał na zniecierpliwionego, choć to równie dobrze mogło być
wyłącznie wrażeniem. W przypadku wujka wszystko wydawało się równie
prawdopodobne.
– No, tak…
Potem sama do ciebie zadzwonię – zapowiedziała Layla przepraszającym tonem. –
Chociaż to faktycznie ważne. Zwłaszcza że chyba coś znowu się dzieje… Swoją
droga, Cassandra wciąż nie wróciła – dodała, ostatnie słowa kierując do Rufusa.
– Wciąż?
Cóż… – Wampir podejrzliwie zmrużył oczy. – Nastolatki chyba czasami tak mają,
prawda? W szczególności te zbytnio rozemocjonowane.
Alessia
mogła tylko zgadywać, o czym rozmawiali, ale jedno wydało jej się
oczywiste – Rufus wcale nie był taki pewien tego, co mówił. Co więcej, słowa
Layli wyraźnie go zaniepokoiły, choć wciąż robił wszystko, byleby to ukryć.
– Sigile –
przypomniała z wahaniem. – Tak to się nazywało?
Była gotowa
przysiąc, że zmiana tematu odpowiadała wszystkim. Gdzieś po drugiej stronie
Layla odetchnęła.
– Mówi ci
to coś? – zapytała z nadzieją. – Gabriel rozmawiał z tobą o Chianni,
prawda? Nie wiem, ile ci wytłumaczył, ale tam też mieliśmy pewne komplikacje.
– Jeśli
chodzi o symbole na poddaszu, to słyszałam o nich. Już dawno temu miał
mi wysłać zdjęcia, ale teraz…
Zamilkła,
nagle jeszcze bardziej zaniepokojona. Zadręczanie się z powodu Gabriela
nie pomagało, zwłaszcza że już i tak miała dość powodów do zmartwień.
Nawet nie próbowała pytać, czy cokolwiek się zmieniło, jakoś nie mając
wątpliwości, że ciotka poinformowałaby ją o tym na samym wstępie. Był
jeszcze Damien, który obiecał zadzwonić, gdy tylko czegoś się dowie. Wymowna
cisza mówiła sama za siebie.
– Sama to
zaraz zrobię – obiecała Layla. Do jej głosu na ułamek sekundy wkradło się
rozczarowanie. – Sprawdzisz to dla mnie? Gdybyś porozmawiała z Beau…
– Mogę
przejść się do świątyni choćby zaraz – zapowiedziała.
Poczuła na
sobie wymowne spojrzenie Rufusa, ale najzwyczajniej w świecie je
zignorowała. Nie zamierzała siedzieć z założonymi rękami, skoro jednak
mogła się na coś przydać. Co prawda wątpiła, by ciotka szczególnie
entuzjastycznie zareagowała na jej widok, skoro nie chciała, by ktokolwiek jej
przeszkadzał, ale w tej sytuacji przynajmniej miała usprawiedliwienie.
Każda wymówka wydawała się równie dobra, by zacząć działać, nawet jeśli wciąż
nie wiedzieli niczego konkretnego.
– Świetnie.
W takim razie… Ej! – obruszyła się nagle Layla. – Nessie, serio, nie
ciągnij mnie za włosy. Wolałam, kiedy pisałaś notatki!
– Mamo? –
rzuciła z powątpiewaniem Ali.
Przez
moment była bliska, by się uśmiechnąć. Co prawda było w tym coś
wymuszonego, ale jednak szczerego, zwłaszcza że pod wieloma względami położenie
Renesmee było zabawne. Co prawda nie dla samej zainteresowanej, ale myśląc o tym,
ile wysiłku dziewczyna musiała wkładać w to, by zwrócić na siebie
czyjąkolwiek uwagę, Alessia poczuła się przede wszystkim rozbawiona. Z drugiej
strony, być może wszystko sprowadzało
się przede wszystkim do zmęczenia i tego, że potrzebowała jakiegokolwiek
sposobu na rozluźnienie, ale to w gruncie rzeczy nie było istotne.
– Nessie
pewnie chodzi o to, żebyś nie szła tam sama – stwierdziła Layla,
wzdychając przeciągle. – Serio, zrozumiałabym bez tego i… Zresztą nie jestem
głupia. To oczywiste, że Rufus z nią pójdzie – dodała, a sam
zainteresowany jak na zawołanie drgnął.
– Pójdę?
Layla
jedynie znów się zaśmiała.
– Oboje
mnie kochacie, więc to dla mnie zrobicie. Domyślam się, że Nessie z góry
ci dziękuje – oznajmiła, po czym jak gdyby nigdy nic mówiła dalej: – Chyba
powinnam kończyć, bo ktoś jeszcze się do mnie dobija. Będziemy w kontakcie,
tak jakby co… Uważaj tam na siebie, księżniczko.
Wraz z tymi
słowami, w końcu się rozłączyła. Alessia chwilę stała w bezruchu,
bezmyślnie spoglądając w przestrzeń. Nic
się nie dzieje… Prawda?, pomyślała z powątpiewaniem, sama niepewna
tego, czy jej przypuszczenia były słuszne. Wciąż miała wątpliwości, ale
zdecydowała się je od siebie odsunąć, w zamian koncentrując się na tym, co
najważniejsze – na spotkaniu z Isabeau.
Z wolna
odwróciła się, by móc spojrzeć na Rufusa. Nie odezwał się nawet słowem, kiedy
oddała mu telefon.
– Mogę iść
sama – zasugerowała, ostrożnie dobierając słowa. – Do świątyni nie jest aż tak
daleko, więc…
– Żeby
potem te dwie miały do mnie pretensje? Nie ma mowy. – Wampir wywrócił oczami. –
Rusz się, jeśli łaska. Spotkanie z Isabeau to coś, o czym marzyłem –
stwierdził bez przekonania.
Na chwilę
zapanowała wymowna cisza. Dlaczego mam
wrażenie, że będę musiała pilnować, żebyście się nie pozabijali?, jęknęła w duchu,
ale zdecydowała się zachować to pytanie dla siebie. Jak znała Rufusa,
odpowiedziałby i to w zdecydowanie zbyt szczery sposób.
– Mam iść z wami?
– zaryzykował Dimitr. Ali drgnęła, zwłaszcza że zdążyła niemalże zapomnieć o obecności
króla.
– To zależy
– przyznał z rezerwą Rufus. – Dopiero co powiedziałeś, że twoja żona nie
ma ochoty na towarzystwo, więc… – Wzruszył ramionami. – Chociaż pewnie bardziej
ucieszy się z twojego widoku niż naszego.
– Więc
postanowione – stwierdził Dimitr, w pośpiechu ruszając się z miejsca.
– I tak chciałem ją zabrać do domu. Jeśli będzie trzeba, tym razem ją do
tego zmuszę.
Alessia przez
moment nie była pewna czy powinna się śmiać, czy może płakać. Niekoniecznie
widziała Dimitra w roli kogoś, kto jest w stanie zmusić Beau do
czegokolwiek, zwłaszcza jeśli ta była w podłym nastroju. Obawiała się
raczej, że ciotka zamierzała ich wyrzucić za drzwi, zanim zdążyliby sensownie
wytłumaczyć, dlaczego przyszli.
Samotność jej nie służy, przeszło Alessi
przez myśl. Coś w tej świadomości skutecznie przyprawiło dziewczynę o dreszcze.
Zwłaszcza teraz, ale… Och, to przecież to
Isabeau?
Tyle że
wcale nie czuła się dzięki temu uspokojona. Wręcz przeciwnie, bo im dłużej o tym
myślała, tym więcej wątpliwości miała. Zwłaszcza po tym, co działo się z wampirzycą
nie tak dawno temu, jakiekolwiek obawy wydawały się w pełni uzasadnione.
Działo się dość, by się martwić, tym bardziej że Isabeau w nieprzychylny
sposób wyrażająca się o bogini, zdecydowanie nie należała do normalnych
widoków. Nawet rozżalenie nie brzmiało jak sensowne usprawiedliwienie.
Skup się. Sigile… Słyszałaś kiedyś o sigilach?
Nieznacznie
potrząsnęła głową. Pierwszy raz słyszała to słowo, ale miało w sobie coś,
co w równym stopniu ją fascynowało, co i wzbudzało niepokój. Przez moment
poczuła się niemalże tak jak wtedy, gdy przychodziła do świątyni albo spoglądała
na stojącą tuż obok figurę Selene. To było jakieś dziwne, niezrozumiałe
napięcie – coś jak energia, która w przyjemny sposób przepływała przez jej
ciało. Miała ochotę zapytać Dimitra i Rufusa, czy doświadczali czegoś
podobnego, ale podejrzewała, że prędzej by ją wyśmiali, niż wzięli jej słowa na
poważnie.
Wciąż o tym
myślała, kiedy znaleźli się poza Niebiańską Rezydencją. Wyjęła telefon, by sprawdzić,
czy Layla dotrzymała obietnicy i wysłała zdjęcia. Mimo wszystko nie od
razu zdecydowała się odtworzyć wiadomość, nagle niepewna, czy chciała oglądać
wspomniane przez ciotkę symbole. Kiedy w końcu się na to zdecydowała, była
już w stanie co najwyżej stać i wpatrywać się w ozdobioną
ścianę. Kolejny dreszcze wstrząsnął jej ciałem, nim zdążyła nad sobą zapanować.
Potrafiła
rozpoznać język pierwotnych. Co prawda nie znała go aż tak dobrze jak Rufus czy
Isabeau, ale wciąż rozumiała dość, by w razie potrzeby radzić sobie z pismami
w świątyni. Dzięki temu bez trudu zdołała dostrzec podobieństwo między
znakami a pismem, które widywała aż nazbyt często. W tamtej chwili
też słowa wujka nabrały dla niej sensu – to mogła być jakaś dawna odmiana
języka, który znali – ale wciąż nie wyjaśniało najważniejszego: a konkretnie
tego, co poszczególne symbole znaczyły, a tym bardziej jaką pełniły rolę.
Coś było
nie tak. To wiedzieli od samego początku, ale…
Droga
minęła w ciszy, ale to wydawało się być wszystkim na rękę. Co prawda
poczuła się dziwnie nieswojo, kiedy znaleźli się w lesie, ale zignorowała
to uczucie, dochodząc do wniosku, że to przede wszystkim przewrażliwienie. Z drugiej
strony, była skłonna zacząć wypatrywać ponownego pojawienia się Williama. Chyba
nawet na to liczyła – na przyjście wampira, który samą swoją obecnością choć
trochę rozluźniłby atmosferę. Przy okazji może dowiedzieliby się, czego
spodziewać się po Beau, chociaż i tego wcale nie była taka pewna.
Skąd te obawy?, odezwał się cichy głosik
w jej głowie. To Beau, prawda?
Rozżalona czy nie, przecież was nie pozabija…
Bezwiednie
obejrzała się przez ramię. Wrażenia bycia obserwowaną pojawiło się nagle, ale
kiedy dla pewności powiodła wzrokiem dookoła, nie dostrzegła niczego. Zacisnęła usta, po
czym z powątpiewaniem spojrzała na swoich towarzyszy, ale żaden z nich
nie wydawał się zaniepokojony. To jak nic świadczyło o tym, że zaczynała
być przewrażliwiona, a przynajmniej w to starała się uwierzyć.
To też
zadecydowało o tym, że zrezygnowała z pomysłu, by dać znać Arielowi. I tak
wiedział, gdzie powinien jej szukać. Nie wiedziała, ile czasu zamierzali
spędzić w świątyni, ale nie sądziła, by aż tyle, żeby się zmartwił. Co
prawda wciąż brała pod uwagę perspektywę kilkugodzinnego siedzenia w podziemiach
i przetrząsania starych zapisków w poszukiwaniu wzmianek o sigilach,
ale dopiero wtedy mogła spróbować do niego zadzwonić. To samo tyczyło się Quinna,
Zoe i Hayley, bo choć szczerze wątpiła, by przyjaciele okazali się
szczególnie przydatni przy poszukiwaniach, jakiekolwiek towarzystwo wydawało
się lepsze od sennej atmosfery w bibliotece.
Poczuła się
pewniej na widok znajomej, stojącej w pobliżu klifu budowli. Nie pierwszy
raz rozluźniła się, mimowolnie uśmiechając, gdy jej wzrok powędrował ku
posągowi bogini. Selene zawsze i wszędzie wyglądała po prostu kojąco –
łagodna, piękna i tak pewna siebie, że Alessia zaczynała jej tego zazdrościć.
Już nie obawiała się tego, że cokolwiek mogłoby pójść nie tak, choć zarazem
czuła, że to wyłącznie wrażenie, które w najgorszym wypadku mogłoby
kosztować ją popełnienie poważnego błędu. Sęk w tym, że przecież nie była
głupia, a tym bardziej nie zamierzała wierzyć w to, że świątynia
okazałaby się azylem, gdyby Charon znów zdecydował się ujawnić.
– Tak tu
spokojnie… – wyrwało jej się.
Dimitr spojrzał
na nią z błyskiem w oczach. Na jego ustach pojawił się cień uśmiechu.
– Jakbym słyszał
Isabeau – powiedział, w pośpiechu kierując się ku wejściu. Alessia
mimochodem pomyślała, że to był jeden z największych komplementów, jakie mógłby
jej sprawić. – Swoją drogą, wyczuwam ją, a to chyba dobrze. Nie kryje się.
– Po co
miałaby, skoro wszyscy wiecie, gdzie przesiaduje? – zapytał bez większego
przekonania Rufus.
Król po
prostu go zignorował. W zamian bez cienia wahania otworzył drzwi i zajrzał
do pogrążonego w półmroku przedsionka.
– Nemezis…?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz