23 grudnia 2018

Sto osiemdziesiąt osiem

Alessia
Było coś niepokojącego w pełnej napięcia, wymownej ciszy. Coś jest nie tak, przeszło Alessi przez myśl, choć zarazem nie chciała nawet dopuścić do siebie takiej możliwości. Natychmiast ruszyła za Dimitrem, próbując wyczuć cokolwiek, co utwierdziłoby ją w przekonaniu, że jednak miała powody do niepokoju. Mimowolnie pomyślała o tym, że Charon równie dobrze mógł zaczaić się na Isabeau, zwłaszcza że już wcześniej udowodnił, że miał nad nią przewagę. Gdyby cokolwiek jej się stało…
Weź się w garść!
– Co się tak czaicie?
Omal nie wyszła z siebie, gdy nagle usłyszała aż nazbyt znajomy głos. Wyprostowała się niczym struna, zresztą nie jako jedyna, bo i Dimitr jak na zawołanie spojrzał w jeden z najbardziej zacienionych kątów przedsionka. Jasne oczy Isabeau wydawały się błyszczeć, choć po wyrazie twarzy wampirzycy trudno było stwierdzić, co tak naprawdę chodziło jej do głowy.
Alessia poczuła, że kamień dosłownie spada jej z serca. Oczywiście, że wszystko było w porządku. W zasadzie dlaczego miałoby nie być?
– Nemezis. – Dimitr uśmiechnął się blado, natychmiast ruszając w kierunku żony. – Wybacz najście, ale minęło tyle czasu…
– Och, ależ wiem. Spodziewałam się ciebie od jakichś trzech godzin, więc i tak pozytywnie mnie zaskoczyłeś – stwierdziła niemalże pogodnym tonem sama zainteresowana. Brzmiała inaczej niż wtedy, gdy Alessia widziała ja po raz ostatni. – Przynajmniej tym razem nie nasłałeś na mnie Williama. Chwała bogini, bo ostatnim razem prawie bym go zabiła.
Jeszcze kiedy mówiła, bez pośpiechu wyprostowała się i ruszyła w głąb świątyni. Wyglądała zadziwiająco dobrze, świeżo i… niemalże normalnie, co z jakiegoś powodu nie dawało Ali spokoju. Wszystko wskazywało na to, że wampirzyca jednak nie spędziła całego dnia w świątyni, gdzieś w wolnej chwili znajdując chwilę na to, by doprowadzić się do porządku. Na sobie miała świeże ubrania – czarne, ale w jej przypadku to nie było niczym nowym. Ciemne włosy ściągnęła na czubku głowy, przez co jakimś cudem wyglądała na przynajmniej kilka lat młodszą. Poruszała się z lekkością i typową dla siebie energią, a gdyby nie cienie pod oczami, Alessia może nawet by uwierzyła, że w ostatnim czasie ciotki nie spotkało nic wartego uwagi.
W pośpiechu ruszyła za wampirzycą, wciąż z uporem milcząc. Powiodła wzrokiem dookoła, dopiero po chwili orientując się, że świątynia też wyglądała inaczej. Uniosła brwi, co najmniej zaskoczona dziesiątkami świec i świeżych kwiatów, które starannie ułożono przy ołtarzu. Nie pierwszy raz zastawała to miejsce w takim stanie, ale po ostatnich wydarzeniach zdecydowanie nie widziała Isabeau jako kogoś, kto byłby w stanie należycie wykonywać swoje obowiązki. Zawahała się, przez moment zawstydzona tym, że mogłaby zwątpić. Wszystko wskazywało na to, że wampirzyca znalazła chwilę, by wysprzątać całe to miejsce, a na dodatek przygotować wszystko, co miało być jej wkrótce potrzebne do poprowadzenia uroczystości z okazji nadchodzącego nowiu.
– Dlaczego wciąż tak na mnie patrzysz, Ali? – zapytała ze spokojem Isabeau.
Dziewczyna drgnęła, uprzytomniając sobie, że w którym momencie przystanęła, już tylko bezmyślnie przypatrując się ciotce. Otworzyła usta, gotowa ją przeprosić, ale Isabeau wcale nie wyglądała na zdenerwowaną. Co prawda Alessi wciąż trudno było określić, jakie targały nią emocje, ale to wydawało się najmniej ważne. Nie, skoro Beau zachowywała się normalnie – na tyle, na ile było to możliwe.
– Ja… Och, to nic takiego – rzuciła wymijającym tonem, gorączkowo szukając jakiegoś usprawiedliwienia. W głowie wciąż miała pustkę, co jedynie komplikowało sytuację. – Ostatnio nie miałaś okazji na towarzystwo, więc…
– I dlatego postanowiliście mi go dotrzymać, na dodatek we trójkę. – Wampirzyca wywróciła oczami. – Nie przejmuj się. Tym razem… jest inaczej, więc powiedzmy, że nie mam nic przeciwko. Jeśli oczekiwaliście, że będę wypłakiwać sobie oczy w kącie, to obawiam się, że was rozczaruję.
– Oj, Nemezis… – zaoponował natychmiast Dimitr.
Uciszyła go jedynym spojrzeniem, a może raczej czarującym uśmiechem, który jak na zawołanie pojawił się na jej ustach. Wampir nie zaprotestował, kiedy nagle znalazła się tuż obok, pozwalając, by wziął ją w ramiona. Alessia nie pierwszy raz poczuła się jak intruz, gdy przyszło jej obserwować tę dwójkę w bardziej intymnej sytuacji. Co prawda oboje nie raz pozwalali sobie na więcej, nawet wiedząc, że mieli widownię, ale nawet łagodniejszy sposób okazywania uczuć miał w sobie coś wyjątkowego. Isabeau i Dimitr po prostu to mieli, choć dziewczyna do tej pory nie potrafiła jednoznacznie określić, co to tak naprawdę oznaczało.
Wyczuwał ruch za plecami i to pozwoliło jej w końcu odezwać wzrok od Beau. Podchwyciła wymowne spojrzenie Rufusa, który jak gdyby nigdy nic przystanął w bezpiecznej odległości, najwyraźniej zamierzając udawać, że nie istnieje. To wydawało się lepsze, niż gdyby zaczął już na wstępie drażnić królową, ale coś w jego zachowaniu wydało się Alessi nienaturalne. Prawda była taka, że naukowiec wyglądał tak, jakby się przejmował, o ile w jego przypadku to w ogóle było możliwe. Co więcej, coś w jego spojrzeniu sugerowało, że wątpliwości miał właśnie względem Isabeau, a to zdecydowanie nie wróżyło dobrze.
– Nie chcę nic mówić, ale jesteśmy tu z konkretnego powodu. Przynajmniej ja – oznajmił, jako pierwszy decydując się przerwać przeciągającą się cisze.
Beau z westchnieniem odsunęła się od Dimitra na tyle, by móc spojrzeć na szwagra. W tamtej chwili wydała się Alessi przede wszystkim zmęczona, choć to wciąż pozostawało lepsze niż sposób, w jaki wcześniej miotała się, warcząc na każdego, kto próbował się do niej zwrócić.
– Nic innego nie przyszło mi do głowy, kiedy cię zobaczyłam – stwierdziła z rezerwą. – Layla się do mnie dobijała. Miałam do niej dodzwonić, ale byłam zajęta.
– Czym? Porządkami? – wyrwało się Alessi.
Wampirzyca jedynie wzruszyła ramionami.
– Skąd to zdziwienie, księżniczko? Pamiętam, że niedługo nów – stwierdziła ze spokojem. – Już mi lepiej, tak? Zresztą nie o to chodzi. Możemy tego nie roztrząsać? – dodała, a do jej głosu wkradła się gniewna, pełna napięcia nuta.
– Jasne, że możemy – zapewnił pośpiesznie Dimitr. – Alessia po prostu się martwiła. Ja zresztą też, ale to pewnie cię nie dziwi.
– Ty zawsze się mną przejmujesz – przyznała wampirzyca, wzdychając przeciągle. – Ale w porządku. Zmieńmy temat. Uświadomcie mnie, czego chciała Layla.
Jej głos znów wrócił do normy, ale Alessia nie była w stanie pozbyć się wrażenia, że kosztowało ją to sporo wysiłku. Z drugiej strony, przynajmniej próbowała, a to mimo wszystko wydało się dziewczynie dobrym staniem. Nie oczekiwała, że ciotka ot tak przejdzie do porządku dziennego z tym, co się działo, ale to nie zmieniało faktu, że po incydencie z pogrzebu się o nią martwiła. Na szczęście wszystko wydawało się wskazywać na to, że Isabeau jednak zdołała nad sobą zapanować – i to na tyle, by zacząć zachowywać się względnie swobodnie i myśleć o uroczystościach.
Nie od razu zdecydowała się przejść do rzeczy i odpowiedzieć na pytanie Beau. Temat sigili wciąż pozostawał czymś, czego nie była pewna, zwłaszcza że znaki wzbudzały w niej emocje, których nie potrafiła określić. Z uwagą obserwowała Isabeau, kiedy ta przysłuchiwała się wyjaśnieniom, a ostatecznie przecząco pokręciła głową.
– To nic mi nie mówi – stwierdziła, ostrożnie dobierając słowa. – Chociaż szukanie w bibliotece brzmi jak dobry pomysł. Spróbuję jeszcze raz przejrzeć pisma.
– Mam ci pomóc? – zaoferowała natychmiast Alessia.
Isabeau nawet się nie zawahała.
– Jeśli chcesz – rzuciła bez cienia niechęci. – Pokaż mi jeszcze te znaki, dobra? Mówiłaś, że Layla wysłała ci zdjęcia.
Jeszcze kiedy mówiła, przesunęła się bliżej, niecierpliwym ruchem wyciągając rękę. Ali natychmiast sięgnęła po telefon, by znaleźć przesłane przez drugą z ciotek wiadomości. Kiedy mimochodem spojrzała na ekran, całym jej ciałem jak na zawołanie wstrząsnął dreszcz, choć próbowała to ukryć.
Palce Isabeau stanowczo zacisnęły się wokół komórki. Wyraz jej twarzy nie zmienił się, kiedy spojrzała na fotografię, ale – Alessia była gotowa to przysiąc – wampirzyca na dłuższą chwilę zamarła, wyraźnie czymś poruszona. Przez dłuższą chwilę panowała wymowna cisza, podczas której Isabeau po prostu stałą, z przesadną wręcz uwagą przypatrując zdjęciom. Milczała, a w pewnym momencie pochyliła głowę, pozwalając, by ciemne włosy częściowo przysłoniły jej twarz.
– Isabeau? – zmartwił się Dimitr.
W końcu drgnęła, po czym energicznie potrząsnęła głową.
– Nie, wciąż nic. Ale to faktycznie wygląda jak język pierwotnych – przyznała, ostrożnie dobierając słowa. – Jak powiedziałam, sprawdzimy to w bibliotece. Niektóre pisma są tak stare, że wcale bym się nie zdziwiła, gdyby gdzieś były jakieś zmianki.
– Hm… Tylko że to nadal niewiele nam daje – zauważył ze swojego miejsca Rufus. – Czymkolwiek są te całe sigile, nie sądzę, by rozwiązały którykolwiek z problemów, które mamy. Ani z tymi dzieciakami, ani z Renesmee.
– To wy przyszliście z tym do mnie – przypomniała Isabeau, wymownie unosząc brwi. – Swoją drogą, o Nessie też na razie niczego nie wiem. Anastasia też, a to niedobrze… Albo jakieś cholerne szczęście, bo nikt nie wspominał o przypadkach nie do końca duchów, które wróciłyby przy pomocy kryształu.
Alessia mimowolnie skrzywiła się w odpowiedzi na te słowa. Martwiła się o mamę, nawet jeśli po rozmowie z Laylą była w stanie uwierzyć, że sprawy nie miały się aż tak źle. Renesmee z pewnością była żywa – na tyle, by w dość jednoznaczny sposób próbować się komunikować się ze wszystkimi wokół.
– Na pewno kupiłem nam trochę czasu. Lepsze to niż nic – mruknął bez przekonania Rufus. – Tak czy inaczej, na razie nic tu po mnie. Powiem Layli, że żyjesz i na razie nic nie wiesz, chociaż najlepiej byłoby, gdybyś sama do niej zadzwoniła. Alessia jak na razie zostaje tutaj, jak rozumiem? – dodał, wyraźnie usatysfakcjonowany perspektywą pozbycia się „problemu” pilnowania jej.
Chciała odpowiedzieć, ale ubiegła ją Isabeau. Spojrzała na ciotkę nieco nieprzytomnie, kiedy ta oddała jej telefon.
– Szczerze mówiąc, wybieram się do rezydencji, więc możemy wracać razem. Rób co chcesz, oczywiście – dodała, rzucając Rufusowi wymowne spojrzenie.
– A co z tymi symbolami? – zapytała natychmiast Alessia. – Myślałam…
– Później, księżniczko. Mam dość tego miejsca – westchnęła, wymownie rozglądając się dookoła. – Przynajmniej na razie. Dawno nie spędziłam tutaj tyle czasu.
– Isabeau? – rzucił z powątpiewaniem Dimitr.
Obróciła się w jego stronę. Na jej ustach pojawił się cień uśmiechu, ale przyszło jej to z wyraźnym trudem.
– Muszę odpocząć – przyznała, przeczesując włosy palcami. – Byłam na chwilę w domu ma… Znaczy w moim domu – poprawiła się pośpiesznie. – Zabrałam kilka rzeczy, ale to nie to samo. O ile te symbole nie są aż takie ważne… – dodała i wymownie zwiesiła głos.
Na chwilę zapanowała cisza. Ostatecznie to Rufus zdecydował odezwać się jako pierwszy.
– Nieszczególnie, jak sądzę – stwierdził, ostrożnie dobierając słowa. Alessia nie była zaskoczona tym, że jeszcze kiedy mówił, wycofał się ku drzwiom. – W porządku w takim razie. Wiecie, gdzie mnie szukać, gdyby coś się działo.
Jego ton sugerował, że o wiele bardziej na rękę było mu, by nikt go nie szukał. Przynajmniej na razie nic nie wskazywało na to, by ktokolwiek zamierzał, dlatego wampir po prostu wyszedł, przy pierwszej okazji znikając im z oczu.
– Był zaskakująco miły, przynajmniej jak na niego. – Isabeau skrzyżowała ramiona na piersiach. – Hej, szczerze… Wyglądam aż tak źle? – zapytała, wymownie spoglądając to na męża, to znów na Alessię.
– Ani trochę – zapewnił pośpiesznie Dimitr.
Wampirzyca prychnęła, bynajmniej nie przekonana.
– Tobie akurat nie ufam – oznajmiła z rozbrajającą szczerością. – Ale dziękuję. I tak potrzebuję snu i… Idźcie, co? – dodała, nagle zmieniając temat. – Zabiorę tylko coś z biblioteki i możemy się zbierać. I nie, nie potrzebuję przy tym pomocy.
Nie dodała niczego więcej, wkrótce po tym okręcając się na pięcie i szybkim krokiem zmieszają w głąb świątyni. Dimitr przez moment wyglądał na chętnego, by za nią pójść, ale ostatecznie zrezygnował, w zamian z powątpiewaniem spoglądając w ślad za żoną.
– Co o tym myślisz? – zapytał, a Alessia rzuciła mu niepewne spojrzenie, co najmniej zdezorientowana.
– Nie jestem pewna – przyznała z wahaniem. – Wygląda lepiej, ale…
Nie dodała niczego więcej, jednak wampir nie oczekiwał dalszych wyjaśnień. Jedynie westchnął przeciągle, wyraźnie zmartwiony. To jedno była w stanie określić, choć panował nad sobą wystarczająco dobrze, by trzymać emocje na wodzy.
– Tak… Wygląda lepiej – powtórzył, brzmiąc przy tym tam, jakby chciał przekonać samego siebie, że to prawda. – Tego się trzymajmy.
Isabeau
Nerwowo obejrzała się przez ramię. Słyszała głosy Alessi i Dimitra, ale nie próbowała skupiać się na poszczególnych słowach. I bez tego wiedziała, że najpewniej rozmawiali o niej, co zresztą wcale nie było aż takie dziwne.
Nie chciała mieć im za złe tego, że się martwili. Na dłuższą metę troska miała w sobie coś równie irytującego, co i zaskakująco kojącego. To też sprawiało, że Isabeau chciała zrobić wszystko, by przynajmniej udawać, że sprawy nie miały się aż tak źle. Nie pierwszy raz musiała przymusić się do wzięcia w garść, raz po raz powtarzając sobie, że przecież musiało do tego dojść. Miała dość czasu, by oswoić się z myślą o śmierci matki – i to na długo przed tym, jak w ogóle do tego doszło.
W głowie nadal miała mętlik, miotając się i próbując uporządkować coś, o czym sądziła, że jest oczywiste. Już wieki temu oswoiła się z myślą, że nie zdoła uciec przed dręczącymi ją wizjami. Widziała przyszłe tragedie, a te najzwyczajniej w świecie się działy. Nie miało znaczenia, czego tak naprawdę chciała i czy próbowała coś zmienić, skoro efekt zawsze był taki sam. To nie były ostrzeżenia, że raczej informacje – niezmienne i równie ostateczne, co i dowiedzenie się o tragedii już po fakcie. Wiedziała, że nie była winna temu, że nie potrafiła zmienić losu, a jednak…
Z tym, że nigdy dotąd nie czuła się z tego powodu aż tak rozżalona. Próbowała walczyć z tym uczuciem, ale wciąż powracało, naprzemiennie przybierając i tracąc na sile. Teraz było lepiej, a przynajmniej to próbowała sobie wmówić, każdą wolną chwilę poświęcając na pracę w świątyni. Kiedy miała zajęcie, wszystko wydawało się prostsze, zresztą bliskość miejsca, które zwykle przynosiło jej ukojenie, wydawało się jedynym sposobem na odzyskanie wewnętrznej równowagi. Tego przynajmniej oczekiwała, kiedy zdecydowała się na samotność i powolne przygotowania do ceremonii, którą tak dobrze znała.
Nie miała pewności, czy czas, który poświęciła temu miejscu, cokolwiek zmienił. Czuła się lepiej, przynajmniej na tyle, by już nie czuć potrzeby wyrzucenia za drzwi każdego, kto przyszedłby zapytać o jej samopoczucie. Co więcej, naprawdę ucieszyła się na widok Dimitra, nagle czując potrzebę, by wrócić z nim do Niebiańskiej Rezydencji. Potrzebowała snu, znajomych ramion i choć chwili normalności, o ile w przypadku kogoś takiego jak ona to w ogóle miało rację bytu.
Była jeszcze Alessia, którą Isabeau miała ochotę przeprosić. Dobrze wiedziała, dlaczego dziewczyna została w Mieście Nocy, nie wspominając o tym, że jej ukochana księżniczka również się martwiła. To nie tak, że Beau mogłaby nagle potrzebować pomocy, by radzić sobie z obowiązkami, ale perspektywa spędzenia czasu z dziewczyną, również wydawała się kojąca. Aż za dobrze zdawała sobie sprawę z tego, że teraz, gdy zabrakło Allegry, powinna znaleźć kogoś, kto zajmowałby się w świątynią, kiedy ona nie będzie mogła. Była królową, zresztą dało się dość, by brała pod uwagę, iż prędzej czy później będzie musiała znów zawitać w Seattle. Ali była idealną kandydatką, zresztą wampirzyca jakoś nie miała wątpliwości, że bratanica miała się ucieszyć z perspektywy poprowadzenia najbliższego nowiu. Isabeau wciąż nie ufała sobie na tyle, by próbować, więc zostawienie wolnej ręki Alessi wydawało się dość sensownym posunięciem. Wtedy sama mogłaby pokazać się publicznie, ale zarazem dystansować na tyle, żeby przypadkiem nie powiedzieć czegoś, co zostałoby źle odebrane.
Przystanęła, po czym oparła się o ścianę, przymykając oczy. Wciąż słyszała dochodzące z głównej sali głosy, ale starała się je ignorować. Wiedziała, że musi się pośpieszyć, ale i tak jeszcze przez dłuższą chwilę tkwiła w miejscu, próbując powstrzymać niekontrolowane dreszcze. To był powód, dla którego tak naprawdę zdecydowała się zniknąć Alessi i Dimitrowi z oczu. Nie miała pojęcia, skąd brała się taka reakcja, ale od chwili, w której zobaczyła te symbole…
Zacisnęła usta.. Co powinna o tym myśleć? Nigdy nie widziała czegoś takiego, ale miała złe przeczucia. Może w grę wchodziło przewrażliwienie, a może przede wszystkim instynkt, zwłaszcza że w przypadku kapłanek wrażliwość na pewne nadnaturalne kwestie bywałą większa niż u normalnych osób. Isabeau z westchnieniem uniosła dłonie do skroni, delikatnie je pocierając, choć wcale nie czuła się dzięki temu lepiej. Walczyła ze sobą i własnym ciałem, raz po raz powtarzając sobie, że powinna się uspokoić i wracać na górę, ale to okazało się o wiele trudniejsze, niż mogłaby przypuszczać.
Błagam, nie… Nie tym razem, pomyślała w panice, nagle zaniepokojona.
To nie byłby pierwszy raz, gdy wyczuwała możliwość nadejścia wizji. Co prawda taki stan był lepszy, niż gdyby widzenie uderzyło w nią bez ostrzeżenia i w obecności pozostałych, ale w tamtej chwili nie potrafiła tego docenić. Wciąż trzymając się za głowę, z wolna osunęła się po ścianie do pozycji siedzącej, po czym skuliła. Wiedziała, że to nigdy nie pomagało – to, że próbowała zajmować jak najmniej miejsca nie sprawiało, że wizja w magiczny sposób ją omijała – ale odruch i tak okazał się silniejszy od niej. Ze świstem wypuściła powietrze, próbując się uspokoić i powstrzymać mdłości, ale również to nie przyniosło większego skutku.
To zły moment, jęknęła w duchu. Nie żeby jakikolwiek był dobry na oglądanie rzeczy, których wolałaby nie widzieć… Serio, naprawdę zły. Proszę…
Mało kiedy decydowała się błagać. Znów potarła skronie, mocno zaciskając przy tym powieki i robiąc wszystko, byleby oddychać miarowo. Pomagało, przynajmniej w kwestii tego, jak czuła się fizycznie, bo zapanowanie nad myślami wydawało się graniczyć z cudem. Co prawda wciąż próbowała, ale…
Nieprzyjemne wrażenie zelżało, po chwili znikając całkowicie, co Isabeau przyjęła z ulgą. Przez dłuższą chwilę jeszcze siedziała pod ścianą, bojąc się poruszyć. W duchu modliła się o to, by dziwne uczucie nie okazało się ciszą przed burzą. Miała wrażenie, że wizja wciąż czaiła się gdzieś na granicy jej świadomości, gotowa jednak wedrzeć do umysłu Isabeau, ale nawet jeśli faktycznie tak było, ostatecznie nic podobnego nie miało miejsca.
– Nemezis, wszystko gra? – doszło ją jakby z oddali.
Przełknęła z trudem. Jakimś cudem zdołała dźwignąć się na równe nogi, choć jeszcze w chwili, w której się na to zdecydowała, czuła wyłącznie narastający z każdą kolejną sekundą niepokój.
Nie miała pojęcia, w jaki sposób zdołała kontrolować głos, gdy zwróciła się do Dimitra.
– Jasne! – odkrzyknęła, choć w rzeczywistości pragnęła roześmiać się histerycznie. Powiedzmy. Tak naprawdę znów widzę coś złego… Prawie. – Ja… Już idę!
Nawet jeśli wyczuł nutę wahania w jej głosie, nie dał niczego po sobie poznać. Dla pewności w nieco nerwowy sposób przeczesała włosy palcami, jakby w nadziei na to, że dzięki temu zdoła zaprezentować się w bardziej wiarygodny sposób. Wciąż oszołomiona i pełna wątpliwości, bez pośpiechu zawróciła, wciąż modląc przy tym o to, by wizja – czegokolwiek miałaby dotyczyć – nie wróciła. Przynajmniej na razie, póki nie była na nią gotowa.
Jakbym kiedykolwiek miała być…
Zamrugała nieco nieprzytomnie, kiedy obraz zaczął rozmazywać jej się przed oczami . W pamięci wciąż miała zdjęcia sigili, które pokazała jej Alessia. I choć nie miała pojęcia, co tak naprawdę oznaczały, wiedziała, że było w nich coś naprawdę niepokojącego.
Wystarczająco, by nie miała ochoty przekonać się, co tym razem miała przynieść przyszłość.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz









After We Fall
stories by Nessa