
Alessia
Było coś niepokojącego w pełnej
napięcia, wymownej ciszy. Coś jest nie
tak, przeszło Alessi przez myśl, choć zarazem nie chciała nawet dopuścić do
siebie takiej możliwości. Natychmiast ruszyła za Dimitrem, próbując wyczuć
cokolwiek, co utwierdziłoby ją w przekonaniu, że jednak miała powody do
niepokoju. Mimowolnie pomyślała o tym, że Charon równie dobrze mógł
zaczaić się na Isabeau, zwłaszcza że już wcześniej udowodnił, że miał nad nią
przewagę. Gdyby cokolwiek jej się stało…
Weź się w garść!
– Co się tak
czaicie?
Omal nie
wyszła z siebie, gdy nagle usłyszała aż nazbyt znajomy głos. Wyprostowała
się niczym struna, zresztą nie jako jedyna, bo i Dimitr jak na zawołanie spojrzał
w jeden z najbardziej zacienionych kątów przedsionka. Jasne oczy
Isabeau wydawały się błyszczeć, choć po wyrazie twarzy wampirzycy trudno było
stwierdzić, co tak naprawdę chodziło jej do głowy.
Alessia
poczuła, że kamień dosłownie spada jej z serca. Oczywiście, że wszystko
było w porządku. W zasadzie dlaczego miałoby nie być?
– Nemezis. –
Dimitr uśmiechnął się blado, natychmiast ruszając w kierunku żony. –
Wybacz najście, ale minęło tyle czasu…
– Och, ależ
wiem. Spodziewałam się ciebie od jakichś trzech godzin, więc i tak
pozytywnie mnie zaskoczyłeś – stwierdziła niemalże pogodnym tonem sama
zainteresowana. Brzmiała inaczej niż wtedy, gdy Alessia widziała ja po raz
ostatni. – Przynajmniej tym razem nie nasłałeś na mnie Williama. Chwała bogini,
bo ostatnim razem prawie bym go zabiła.
Jeszcze
kiedy mówiła, bez pośpiechu wyprostowała się i ruszyła w głąb
świątyni. Wyglądała zadziwiająco dobrze, świeżo i… niemalże normalnie, co z jakiegoś
powodu nie dawało Ali spokoju. Wszystko wskazywało na to, że wampirzyca jednak
nie spędziła całego dnia w świątyni, gdzieś w wolnej chwili znajdując
chwilę na to, by doprowadzić się do porządku. Na sobie miała świeże ubrania –
czarne, ale w jej przypadku to nie było niczym nowym. Ciemne włosy ściągnęła
na czubku głowy, przez co jakimś cudem wyglądała na przynajmniej kilka lat
młodszą. Poruszała się z lekkością i typową dla siebie energią, a gdyby
nie cienie pod oczami, Alessia może nawet by uwierzyła, że w ostatnim
czasie ciotki nie spotkało nic wartego uwagi.
W pośpiechu
ruszyła za wampirzycą, wciąż z uporem milcząc. Powiodła wzrokiem dookoła,
dopiero po chwili orientując się, że świątynia też wyglądała inaczej. Uniosła
brwi, co najmniej zaskoczona dziesiątkami świec i świeżych kwiatów, które
starannie ułożono przy ołtarzu. Nie pierwszy raz zastawała to miejsce w takim
stanie, ale po ostatnich wydarzeniach zdecydowanie nie widziała Isabeau jako
kogoś, kto byłby w stanie należycie wykonywać swoje obowiązki. Zawahała
się, przez moment zawstydzona tym, że mogłaby zwątpić. Wszystko wskazywało na
to, że wampirzyca znalazła chwilę, by wysprzątać całe to miejsce, a na
dodatek przygotować wszystko, co miało być jej wkrótce potrzebne do
poprowadzenia uroczystości z okazji nadchodzącego nowiu.
– Dlaczego wciąż
tak na mnie patrzysz, Ali? – zapytała ze spokojem Isabeau.
Dziewczyna
drgnęła, uprzytomniając sobie, że w którym momencie przystanęła, już tylko
bezmyślnie przypatrując się ciotce. Otworzyła usta, gotowa ją przeprosić, ale
Isabeau wcale nie wyglądała na zdenerwowaną. Co prawda Alessi wciąż trudno było
określić, jakie targały nią emocje, ale to wydawało się najmniej ważne. Nie,
skoro Beau zachowywała się normalnie – na tyle, na ile było to możliwe.
– Ja… Och,
to nic takiego – rzuciła wymijającym tonem, gorączkowo szukając jakiegoś
usprawiedliwienia. W głowie wciąż miała pustkę, co jedynie komplikowało
sytuację. – Ostatnio nie miałaś okazji na towarzystwo, więc…
– I dlatego
postanowiliście mi go dotrzymać, na dodatek we trójkę. – Wampirzyca wywróciła oczami.
– Nie przejmuj się. Tym razem… jest inaczej, więc powiedzmy, że nie mam nic
przeciwko. Jeśli oczekiwaliście, że będę wypłakiwać sobie oczy w kącie, to
obawiam się, że was rozczaruję.
– Oj,
Nemezis… – zaoponował natychmiast Dimitr.
Uciszyła go
jedynym spojrzeniem, a może raczej czarującym uśmiechem, który jak na
zawołanie pojawił się na jej ustach. Wampir nie zaprotestował, kiedy nagle znalazła
się tuż obok, pozwalając, by wziął ją w ramiona. Alessia nie pierwszy raz
poczuła się jak intruz, gdy przyszło jej obserwować tę dwójkę w bardziej
intymnej sytuacji. Co prawda oboje nie raz pozwalali sobie na więcej, nawet
wiedząc, że mieli widownię, ale nawet łagodniejszy sposób okazywania uczuć miał
w sobie coś wyjątkowego. Isabeau i Dimitr po prostu to mieli, choć
dziewczyna do tej pory nie potrafiła jednoznacznie określić, co to tak naprawdę
oznaczało.
Wyczuwał
ruch za plecami i to pozwoliło jej w końcu odezwać wzrok od Beau.
Podchwyciła wymowne spojrzenie Rufusa, który jak gdyby nigdy nic przystanął w bezpiecznej
odległości, najwyraźniej zamierzając udawać, że nie istnieje. To wydawało się
lepsze, niż gdyby zaczął już na wstępie drażnić królową, ale coś w jego
zachowaniu wydało się Alessi nienaturalne. Prawda była taka, że naukowiec
wyglądał tak, jakby się przejmował, o ile w jego przypadku to w ogóle
było możliwe. Co więcej, coś w jego spojrzeniu sugerowało, że wątpliwości
miał właśnie względem Isabeau, a to zdecydowanie nie wróżyło dobrze.
– Nie chcę
nic mówić, ale jesteśmy tu z konkretnego powodu. Przynajmniej ja – oznajmił,
jako pierwszy decydując się przerwać przeciągającą się cisze.
Beau z westchnieniem
odsunęła się od Dimitra na tyle, by móc spojrzeć na szwagra. W tamtej
chwili wydała się Alessi przede wszystkim zmęczona, choć to wciąż pozostawało
lepsze niż sposób, w jaki wcześniej miotała się, warcząc na każdego, kto
próbował się do niej zwrócić.
– Nic
innego nie przyszło mi do głowy, kiedy cię zobaczyłam – stwierdziła z rezerwą.
– Layla się do mnie dobijała. Miałam do niej dodzwonić, ale byłam zajęta.
– Czym?
Porządkami? – wyrwało się Alessi.
Wampirzyca
jedynie wzruszyła ramionami.
– Skąd to zdziwienie,
księżniczko? Pamiętam, że niedługo nów – stwierdziła ze spokojem. – Już mi
lepiej, tak? Zresztą nie o to chodzi. Możemy tego nie roztrząsać? – dodała,
a do jej głosu wkradła się gniewna, pełna napięcia nuta.
– Jasne, że
możemy – zapewnił pośpiesznie Dimitr. – Alessia po prostu się martwiła. Ja zresztą
też, ale to pewnie cię nie dziwi.
– Ty zawsze
się mną przejmujesz – przyznała wampirzyca, wzdychając przeciągle. – Ale w porządku.
Zmieńmy temat. Uświadomcie mnie, czego chciała Layla.
Jej głos
znów wrócił do normy, ale Alessia nie była w stanie pozbyć się wrażenia,
że kosztowało ją to sporo wysiłku. Z drugiej strony, przynajmniej
próbowała, a to mimo wszystko wydało się dziewczynie dobrym staniem. Nie
oczekiwała, że ciotka ot tak przejdzie do porządku dziennego z tym, co się
działo, ale to nie zmieniało faktu, że po incydencie z pogrzebu się o nią
martwiła. Na szczęście wszystko wydawało się wskazywać na to, że Isabeau jednak
zdołała nad sobą zapanować – i to na tyle, by zacząć zachowywać się
względnie swobodnie i myśleć o uroczystościach.
Nie od razu
zdecydowała się przejść do rzeczy i odpowiedzieć na pytanie Beau. Temat
sigili wciąż pozostawał czymś, czego nie była pewna, zwłaszcza że znaki
wzbudzały w niej emocje, których nie potrafiła określić. Z uwagą
obserwowała Isabeau, kiedy ta przysłuchiwała się wyjaśnieniom, a ostatecznie
przecząco pokręciła głową.
– To nic mi
nie mówi – stwierdziła, ostrożnie dobierając słowa. – Chociaż szukanie w bibliotece
brzmi jak dobry pomysł. Spróbuję jeszcze raz przejrzeć pisma.
– Mam ci pomóc?
– zaoferowała natychmiast Alessia.
Isabeau
nawet się nie zawahała.
– Jeśli chcesz
– rzuciła bez cienia niechęci. – Pokaż mi jeszcze te znaki, dobra? Mówiłaś, że
Layla wysłała ci zdjęcia.
Jeszcze
kiedy mówiła, przesunęła się bliżej, niecierpliwym ruchem wyciągając rękę. Ali
natychmiast sięgnęła po telefon, by znaleźć przesłane przez drugą z ciotek
wiadomości. Kiedy mimochodem spojrzała na ekran, całym jej ciałem jak na
zawołanie wstrząsnął dreszcz, choć próbowała to ukryć.
Palce
Isabeau stanowczo zacisnęły się wokół komórki. Wyraz jej twarzy nie zmienił się,
kiedy spojrzała na fotografię, ale – Alessia była gotowa to przysiąc – wampirzyca
na dłuższą chwilę zamarła, wyraźnie czymś poruszona. Przez dłuższą chwilę
panowała wymowna cisza, podczas której Isabeau po prostu stałą, z przesadną
wręcz uwagą przypatrując zdjęciom. Milczała, a w pewnym momencie pochyliła
głowę, pozwalając, by ciemne włosy częściowo przysłoniły jej twarz.
– Isabeau? –
zmartwił się Dimitr.
W końcu
drgnęła, po czym energicznie potrząsnęła głową.
– Nie, wciąż
nic. Ale to faktycznie wygląda jak język pierwotnych – przyznała, ostrożnie dobierając
słowa. – Jak powiedziałam, sprawdzimy to w bibliotece. Niektóre pisma są tak
stare, że wcale bym się nie zdziwiła, gdyby gdzieś były jakieś zmianki.
– Hm… Tylko
że to nadal niewiele nam daje – zauważył ze swojego miejsca Rufus. –
Czymkolwiek są te całe sigile, nie sądzę, by rozwiązały którykolwiek z problemów,
które mamy. Ani z tymi dzieciakami, ani z Renesmee.
– To wy
przyszliście z tym do mnie – przypomniała Isabeau, wymownie unosząc brwi. –
Swoją drogą, o Nessie też na razie niczego nie wiem. Anastasia też, a to
niedobrze… Albo jakieś cholerne szczęście, bo nikt nie wspominał o przypadkach
nie do końca duchów, które wróciłyby przy pomocy kryształu.
Alessia
mimowolnie skrzywiła się w odpowiedzi na te słowa. Martwiła się o mamę,
nawet jeśli po rozmowie z Laylą była w stanie uwierzyć, że sprawy nie
miały się aż tak źle. Renesmee z pewnością była żywa – na tyle, by w dość
jednoznaczny sposób próbować się komunikować się ze wszystkimi wokół.
– Na pewno
kupiłem nam trochę czasu. Lepsze to niż nic – mruknął bez przekonania Rufus. –
Tak czy inaczej, na razie nic tu po mnie. Powiem Layli, że żyjesz i na
razie nic nie wiesz, chociaż najlepiej byłoby, gdybyś sama do niej zadzwoniła.
Alessia jak na razie zostaje tutaj, jak rozumiem? – dodał, wyraźnie
usatysfakcjonowany perspektywą pozbycia się „problemu” pilnowania jej.
Chciała
odpowiedzieć, ale ubiegła ją Isabeau. Spojrzała na ciotkę nieco nieprzytomnie,
kiedy ta oddała jej telefon.
– Szczerze
mówiąc, wybieram się do rezydencji, więc możemy wracać razem. Rób co chcesz,
oczywiście – dodała, rzucając Rufusowi wymowne spojrzenie.
– A co
z tymi symbolami? – zapytała natychmiast Alessia. – Myślałam…
– Później,
księżniczko. Mam dość tego miejsca – westchnęła, wymownie rozglądając się
dookoła. – Przynajmniej na razie. Dawno nie spędziłam tutaj tyle czasu.
– Isabeau? –
rzucił z powątpiewaniem Dimitr.
Obróciła
się w jego stronę. Na jej ustach pojawił się cień uśmiechu, ale przyszło
jej to z wyraźnym trudem.
– Muszę
odpocząć – przyznała, przeczesując włosy palcami. – Byłam na chwilę w domu
ma… Znaczy w moim domu – poprawiła się pośpiesznie. – Zabrałam kilka
rzeczy, ale to nie to samo. O ile te symbole nie są aż takie ważne… –
dodała i wymownie zwiesiła głos.
Na chwilę
zapanowała cisza. Ostatecznie to Rufus zdecydował odezwać się jako pierwszy.
– Nieszczególnie,
jak sądzę – stwierdził, ostrożnie dobierając słowa. Alessia nie była zaskoczona
tym, że jeszcze kiedy mówił, wycofał się ku drzwiom. – W porządku w takim
razie. Wiecie, gdzie mnie szukać, gdyby coś się działo.
Jego ton
sugerował, że o wiele bardziej na rękę było mu, by nikt go nie szukał.
Przynajmniej na razie nic nie wskazywało na to, by ktokolwiek zamierzał,
dlatego wampir po prostu wyszedł, przy pierwszej okazji znikając im z oczu.
– Był zaskakująco
miły, przynajmniej jak na niego. – Isabeau skrzyżowała ramiona na piersiach. –
Hej, szczerze… Wyglądam aż tak źle? – zapytała, wymownie spoglądając to na męża,
to znów na Alessię.
– Ani
trochę – zapewnił pośpiesznie Dimitr.
Wampirzyca
prychnęła, bynajmniej nie przekonana.
– Tobie
akurat nie ufam – oznajmiła z rozbrajającą szczerością. – Ale dziękuję. I tak
potrzebuję snu i… Idźcie, co? – dodała, nagle zmieniając temat. – Zabiorę tylko
coś z biblioteki i możemy się zbierać. I nie, nie potrzebuję
przy tym pomocy.
Nie dodała
niczego więcej, wkrótce po tym okręcając się na pięcie i szybkim krokiem
zmieszają w głąb świątyni. Dimitr przez moment wyglądał na chętnego, by za
nią pójść, ale ostatecznie zrezygnował, w zamian z powątpiewaniem
spoglądając w ślad za żoną.
– Co o tym
myślisz? – zapytał, a Alessia rzuciła mu niepewne spojrzenie, co najmniej
zdezorientowana.
– Nie
jestem pewna – przyznała z wahaniem. – Wygląda lepiej, ale…
Nie dodała
niczego więcej, jednak wampir nie oczekiwał dalszych wyjaśnień. Jedynie
westchnął przeciągle, wyraźnie zmartwiony. To jedno była w stanie określić,
choć panował nad sobą wystarczająco dobrze, by trzymać emocje na wodzy.
– Tak…
Wygląda lepiej – powtórzył, brzmiąc przy tym tam, jakby chciał przekonać samego
siebie, że to prawda. – Tego się trzymajmy.

Isabeau
Nerwowo obejrzała się przez
ramię. Słyszała głosy Alessi i Dimitra, ale nie próbowała skupiać się na
poszczególnych słowach. I bez tego wiedziała, że najpewniej rozmawiali o niej,
co zresztą wcale nie było aż takie dziwne.
Nie chciała
mieć im za złe tego, że się martwili. Na dłuższą metę troska miała w sobie
coś równie irytującego, co i zaskakująco kojącego. To też sprawiało, że
Isabeau chciała zrobić wszystko, by przynajmniej udawać, że sprawy nie miały
się aż tak źle. Nie pierwszy raz musiała przymusić się do wzięcia w garść,
raz po raz powtarzając sobie, że przecież musiało do tego dojść. Miała dość
czasu, by oswoić się z myślą o śmierci matki – i to na długo
przed tym, jak w ogóle do tego doszło.
W głowie
nadal miała mętlik, miotając się i próbując uporządkować coś, o czym
sądziła, że jest oczywiste. Już wieki temu oswoiła się z myślą, że nie
zdoła uciec przed dręczącymi ją wizjami. Widziała przyszłe tragedie, a te
najzwyczajniej w świecie się działy. Nie miało znaczenia, czego tak naprawdę
chciała i czy próbowała coś zmienić, skoro efekt zawsze był taki sam. To
nie były ostrzeżenia, że raczej informacje – niezmienne i równie
ostateczne, co i dowiedzenie się o tragedii już po fakcie. Wiedziała,
że nie była winna temu, że nie potrafiła zmienić losu, a jednak…
Z tym, że
nigdy dotąd nie czuła się z tego powodu aż tak rozżalona. Próbowała
walczyć z tym uczuciem, ale wciąż powracało, naprzemiennie przybierając i tracąc
na sile. Teraz było lepiej, a przynajmniej to próbowała sobie wmówić, każdą
wolną chwilę poświęcając na pracę w świątyni. Kiedy miała zajęcie,
wszystko wydawało się prostsze, zresztą bliskość miejsca, które zwykle
przynosiło jej ukojenie, wydawało się jedynym sposobem na odzyskanie
wewnętrznej równowagi. Tego przynajmniej oczekiwała, kiedy zdecydowała się na
samotność i powolne przygotowania do ceremonii, którą tak dobrze znała.
Nie miała
pewności, czy czas, który poświęciła temu miejscu, cokolwiek zmienił. Czuła się
lepiej, przynajmniej na tyle, by już nie czuć potrzeby wyrzucenia za drzwi
każdego, kto przyszedłby zapytać o jej samopoczucie. Co więcej, naprawdę ucieszyła
się na widok Dimitra, nagle czując potrzebę, by wrócić z nim do Niebiańskiej
Rezydencji. Potrzebowała snu, znajomych ramion i choć chwili normalności, o ile
w przypadku kogoś takiego jak ona to w ogóle miało rację bytu.
Była
jeszcze Alessia, którą Isabeau miała ochotę przeprosić. Dobrze wiedziała,
dlaczego dziewczyna została w Mieście Nocy, nie wspominając o tym, że
jej ukochana księżniczka również się martwiła. To nie tak, że Beau mogłaby
nagle potrzebować pomocy, by radzić sobie z obowiązkami, ale perspektywa
spędzenia czasu z dziewczyną, również wydawała się kojąca. Aż za dobrze
zdawała sobie sprawę z tego, że teraz, gdy zabrakło Allegry, powinna
znaleźć kogoś, kto zajmowałby się w świątynią, kiedy ona nie będzie mogła.
Była królową, zresztą dało się dość, by brała pod uwagę, iż prędzej czy później
będzie musiała znów zawitać w Seattle. Ali była idealną kandydatką,
zresztą wampirzyca jakoś nie miała wątpliwości, że bratanica miała się ucieszyć
z perspektywy poprowadzenia najbliższego nowiu. Isabeau wciąż nie ufała
sobie na tyle, by próbować, więc zostawienie wolnej ręki Alessi wydawało się
dość sensownym posunięciem. Wtedy sama mogłaby pokazać się publicznie, ale
zarazem dystansować na tyle, żeby przypadkiem nie powiedzieć czegoś, co
zostałoby źle odebrane.
Przystanęła,
po czym oparła się o ścianę, przymykając oczy. Wciąż słyszała dochodzące z głównej
sali głosy, ale starała się je ignorować. Wiedziała, że musi się pośpieszyć,
ale i tak jeszcze przez dłuższą chwilę tkwiła w miejscu, próbując
powstrzymać niekontrolowane dreszcze. To był powód, dla którego tak naprawdę
zdecydowała się zniknąć Alessi i Dimitrowi z oczu. Nie miała pojęcia,
skąd brała się taka reakcja, ale od chwili, w której zobaczyła te symbole…
Zacisnęła
usta.. Co powinna o tym myśleć? Nigdy nie widziała czegoś takiego, ale
miała złe przeczucia. Może w grę wchodziło przewrażliwienie, a może
przede wszystkim instynkt, zwłaszcza że w przypadku kapłanek wrażliwość na
pewne nadnaturalne kwestie bywałą większa niż u normalnych osób. Isabeau z westchnieniem
uniosła dłonie do skroni, delikatnie je pocierając, choć wcale nie czuła się
dzięki temu lepiej. Walczyła ze sobą i własnym ciałem, raz po raz
powtarzając sobie, że powinna się uspokoić i wracać na górę, ale to
okazało się o wiele trudniejsze, niż mogłaby przypuszczać.
Błagam, nie… Nie tym razem, pomyślała w panice,
nagle zaniepokojona.
To nie
byłby pierwszy raz, gdy wyczuwała możliwość nadejścia wizji. Co prawda taki
stan był lepszy, niż gdyby widzenie uderzyło w nią bez ostrzeżenia i w obecności
pozostałych, ale w tamtej chwili nie potrafiła tego docenić. Wciąż
trzymając się za głowę, z wolna osunęła się po ścianie do pozycji
siedzącej, po czym skuliła. Wiedziała, że to nigdy nie pomagało – to, że
próbowała zajmować jak najmniej miejsca nie sprawiało, że wizja w magiczny
sposób ją omijała – ale odruch i tak okazał się silniejszy od niej. Ze
świstem wypuściła powietrze, próbując się uspokoić i powstrzymać mdłości,
ale również to nie przyniosło większego skutku.
To zły moment, jęknęła w duchu. Nie
żeby jakikolwiek był dobry na oglądanie rzeczy, których wolałaby nie widzieć… Serio, naprawdę zły. Proszę…
Mało kiedy
decydowała się błagać. Znów potarła skronie, mocno zaciskając przy tym powieki i robiąc
wszystko, byleby oddychać miarowo. Pomagało, przynajmniej w kwestii tego,
jak czuła się fizycznie, bo zapanowanie nad myślami wydawało się graniczyć z cudem.
Co prawda wciąż próbowała, ale…
Nieprzyjemne
wrażenie zelżało, po chwili znikając całkowicie, co Isabeau przyjęła z ulgą.
Przez dłuższą chwilę jeszcze siedziała pod ścianą, bojąc się poruszyć. W duchu
modliła się o to, by dziwne uczucie nie okazało się ciszą przed burzą. Miała
wrażenie, że wizja wciąż czaiła się gdzieś na granicy jej świadomości, gotowa
jednak wedrzeć do umysłu Isabeau, ale nawet jeśli faktycznie tak było, ostatecznie
nic podobnego nie miało miejsca.
– Nemezis,
wszystko gra? – doszło ją jakby z oddali.
Przełknęła z trudem.
Jakimś cudem zdołała dźwignąć się na równe nogi, choć jeszcze w chwili, w której
się na to zdecydowała, czuła wyłącznie narastający z każdą kolejną sekundą
niepokój.
Nie miała
pojęcia, w jaki sposób zdołała kontrolować głos, gdy zwróciła się do
Dimitra.
– Jasne! –
odkrzyknęła, choć w rzeczywistości pragnęła roześmiać się histerycznie. Powiedzmy. Tak naprawdę znów widzę coś
złego… Prawie. – Ja… Już idę!
Nawet jeśli
wyczuł nutę wahania w jej głosie, nie dał niczego po sobie poznać. Dla
pewności w nieco nerwowy sposób przeczesała włosy palcami, jakby w nadziei
na to, że dzięki temu zdoła zaprezentować się w bardziej wiarygodny
sposób. Wciąż oszołomiona i pełna wątpliwości, bez pośpiechu zawróciła, wciąż
modląc przy tym o to, by wizja – czegokolwiek miałaby dotyczyć – nie
wróciła. Przynajmniej na razie, póki nie była na nią gotowa.
Jakbym kiedykolwiek miała być…
Zamrugała
nieco nieprzytomnie, kiedy obraz zaczął rozmazywać jej się przed oczami . W pamięci
wciąż miała zdjęcia sigili, które pokazała jej Alessia. I choć nie miała
pojęcia, co tak naprawdę oznaczały, wiedziała, że było w nich coś naprawdę
niepokojącego.
Wystarczająco,
by nie miała ochoty przekonać się, co tym razem miała przynieść przyszłość.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz