11 października 2018

Sto trzydzieści dwa

Claire
Nie miała pojęcia, co się wydarzyło. Uczucie déjà vu uderzyło w nią z całą mocą, na dłuższą chwilę przysłaniając wszystko inne. Oddychała szybko i płytko, bezmyślnie wpatrując w przestrzeń i bezskutecznie próbując zapanować nad przyśpieszonym oddechem. Serce tłukło jej się w piersi, uderzając tak mocno i szybko, że jedynie cudem nie wyrwało się na zewnątrz.
Przełknęła z trudem, czując, że robi jej się niedobrze. Pochyliła się do przodu, czekając aż mdłości ustąpią. Nie od razu przekonała samą siebie, że miała jakąkolwiek kontrolę nad własnym ciałem. Wciąż drżała, walcząc o każdy kolejny oddech i zachowanie jasności umysłu. W głowie miała mętlik, z trudem będąc w stanie rozróżnić to, co działo się w jej głowie od rzeczywistości.
Słodka bogini, czy ja naprawdę…?
Poruszając się trochę jak w transie, z wolna uniosła zaciśnięte w pięści dłonie. Wypuściła powietrze ze świstem, ledwo tylko nabrała pewności, że po śladach rozbitego lustra i krwawiących rozcięciach nie było nawet śladu. Siedziała w bezruchu, bezmyślnie wpatrując w wyciągnięte ręce i próbując zapanować nad narastającym z każdą kolejną sekundą przerażeniem. W pamięci wciąż miała słowa, które własnoręcznie zapisała na lustrze – w tym również te, które pojawiły się samoistnie, nawet jeśli charakter pisma pasował do jej własnego.
Energicznie potrząsnęła głową, próbując opędzić się od niechcianych myśli. Śniła? Wszystko na to wskazywało, chociaż wciąż nie była w stanie uwierzyć, że to, czego doświadczyła, było wyłącznie wytworem jej wyobraźni. To nie tak, tłukło jej się w głowie i jakoś nie miała co do tego wątpliwości. To nie był zwykły sen, choć zarazem za żadne skarby nie potrafiła jednoznacznie określić, czego w takim razie doświadczyła.
Pokój wyglądał tak, jak zdążyła zapamiętać. Znów siedziała na łóżku, podczas gdy światło poranka leniwie sączyło się do środka. Czuła się zmęczona, nie tyle przez to, że mogłaby zostać wyrwana ze snu, co przez narastające w jej wnętrzu emocje. Niczego już nie rozumiała, ale tak naprawdę wcale nie chciała poznać odpowiedzi na dręczące ją pytania. Wręcz przeciwnie – im dłużej się nad tym zastanawiała, tym pewniejsza była, że lepszą perspektywą pozostawało trwanie w cudownej nieświadomości.
Ukryła twarz w dłoniach, przez dłuższą chwilę tkwiąc w całkowitym bezruchu. Miała wrażenie, że wciąż czuła słodki zapach krwi, na dodatek jej własnej. Mimowolnie nasłuchiwała, jakby spodziewając się wychwycić cokolwiek, co potwierdziłoby, że wszystko, czego doświadczyła, jednak wydarzyło się naprawdę. Gdyby znów rozbrzmiał ten dziwny, niepokojący szept, który…
Nie chciała o tym myśleć.
Wyprostowała się na łóżku, w następnej sekundzie podrywając na równe nogi. W pierwszym odruchu zachwiała się, ale prawie nie zwróciła na to uwagi. Z trudem odzyskała pion, po czym niespokojnie powiodła wzrokiem dookoła, nie mogąc pozbyć przy tym wrażenia, że w każdej chwili wspomnienia ze snu mogłyby ożyć. Spojrzała na śpiącą Star, przez moment mając ochotę ją obudzić, choćby po to, by cokolwiek zmienić. Drżała, raz po raz nerwowo pocierając ramiona, by się rozgrzać, chociaż chłód wydawał się mieć swoje źródło przede wszystkim w jej wnętrzu. Co więcej nadal czuła narastające stopniowo zimno, wydające się przeszywać ją za każdym razem, gdy nabierała powietrza do płuc.
Potarła nadgarstek, na którym nosiła bransoletkę od Lucasa. Była na swoim miejscu, tak jak i fioletowy, ukryty w zawieszce pisak. Przez moment udało jej się rozluźni, ale prawie natychmiast panika wróciła, gdy przypomniała sobie, że przecież sama włożyła go z powrotem, gdy jeszcze… trwała we śnie? Pragnęła wierzyć, że chodziło wyłącznie o to, ale instynkt podpowiadał jej, że sprawy miały się w o wiele bardziej skomplikowany sposób.
Tkwiła w bezruchu, choć całe jej ciało aż rwało się do tego, by zacząć niespokojnie krążyć. To nie tak. To… nie tak, pomyślała w rozgorączkowaniu, ale samej siebie nie była w stanie uspokoić nic nieznaczącymi zapewnieniami. W głowie miała wyłącznie pustkę, ta zaś coraz bardziej dawała jej się we znaki. Czuła się pobudzona, gotowa przysiąc, że w każdej chwili mogło wydarzyć się coś niedobrego. Drżała, po pewnym czasie już nawet nie próbując nad sobą zapanować – aż do momentu, w którym ostatecznie uznała, że to tak naprawdę nie miało znaczenia.
Ze świstem wypuściła powietrze. Krótko spojrzała na pogrążoną we śnie Star, wzdychając przeciągle, ledwo tylko nabrała pewności, że pies nawet nie drgnął ani w żaden sposób nie dał do zrozumienia, że wyczuwał jej niepokój. Chwilę jeszcze walczyła ze sobą, zanim zdecydowała ruszyć się z miejsca. Z wolna ruszyła ku łazience, tym razem pamiętając każdy nawet najdrobniejszy szczegół – to, którędy szła i że w ogóle zdecydowała się przejść do kolejnego pomieszczenia. Ostatnim razem ta kwestia jej umknęła, ale nie miała pojęcia czy to dobrze, czy może wręcz przeciwnie. Z drugiej strony, słyszała kiedyś, że przechodzenie przez drzwi we snach nigdy nie wróżyło dobrze. Skoro tego nie zrobiła, być może to oznaczało, że wszystko jednak działo się wyłącznie w jej wyobraźni.
Łazienka wyglądała dokładnie tak, jak ją zapamiętała – jasne kafelki, umywalka i nienaruszone lustro. Machinalnie zacisnęła dłonie w pięści, dla pewności zerkając na tę, którą uderzyła w gładką taflę. Przez ułamek sekundy wydawało jej się, że znów poczuła ból, ale dziwne wrażenie zniknęło równie szybko, co się pojawiło. Gwałtownie zaczerpnęła tchu, po czym z wolna podeszła bliżej, nieufnie przypatrując własnemu odbiciu, jednak również to wyglądało równie normalnie, co i zwykle. Pomijając fakt, że znów była blada jak papier, a jej jasne oczy dosłownie jarzyły się w ciemnościach, na dodatek nienaturalnie rozszerzone, nic nie wskazywało na to, by miało wydarzyć się coś nadnaturalnego.
Wzdrygnęła się, wciąż zaniepokojona. Dla pewności obejrzała się przez ramię, z powątpiewaniem spoglądając za znajdującą się tuż za nią ścianę. Poczuła się dziwnie, gdy stanęła dokładnie w tym samym miejscu, co i we śnie, podświadomie czekając aż wszystko się powtórzy – kolejne wiersze, stłuczone lustro i wrażenie, że ktoś ją dotykał…
To nie tak…
Z jakiegoś powodu wciąż nie potrafiła w to uwierzyć.
Tkwiła w bezruchu, czekając na coś, czego już nie potrafiła opisać. Nie czuła ulgi, choć powinna, raz po raz próbując przekonać samą siebie, że wszystko było wyłącznie snem – szalonym koszmarem, który nie miał żadnego związku z rzeczywistością. Nowe miejsca czasami wpływały na podświadomość, co zwłaszcza po historii, którą opowiedział jej Lucas, wydawało się dość prawdopodobne. Z uporem szukała jakiegoś sensownego wyjaśnienia, z uporem odpychając od siebie myśl o kolejnym haiku – o tym, że przed śmiercią Setha jedno również zobaczyła we śnie, wkrótce po tym doczekując się jego spełnienia.
– Słodka bogini, o co chodzi tym razem? – zapytała tak cicho, że ledwo mogła samą siebie zrozumieć. Jedynie odbicie w lustrze dało jej do zrozumienia, że  w ogóle poruszyła ustami.
Odpowiedziała jej cisza. Chociaż mogła się tego spodziewać, poczuła się co najmniej rozczarowana. Próbowała zrozumieć, ale to również okazało się niemożliwe. Po raz kolejny była w stanie zdać się co najwyżej na własne odczucia i urywki słów oraz obrazów, których nawet nie rozumiała.
Z wolna wycofała się, w małym pomieszczeniu czując coraz bardziej klaustrofobicznie. Serce wciąż waliło jej jak oszalałe, kiedy niemalże biegiem wróciła z powrotem do sypialni. Star wciąż spala, ale Claire praktycznie nie zwróciła na to uwagi, myślami będąc gdzieś daleko. Choć dookoła panował spokój, czuła się bardziej skołowana i niepewna, niż gdyby nagle znalazła się w samym środku chaosu. Wtedy przynajmniej miałaby szansę zająć czymś myśli, ale w tamtej chwili nie pozostało jej nic innego, jak tylko biernie przyjmować wszystko to, co działo się wokół niej.
– Claire? – usłyszała i to wystarczyło, by aż się wzdrygnęła, momentalnie prostując niczym struna. Zwróciła się ku drzwiom tak gwałtownie, że aż pociemniało jej przed oczami. – Nie śpisz już? – zapytał Lucas, ale przynajmniej nie próbował wchodzić do sypialni.
Nerwowym gestem przeczesała palcami włosy. Chwilę wpatrywała się w drzwi, świadoma wyłącznie tłukącego się w piersi serca. Przez moment miała ochotę nie odpowiadać i poczekać aż wampir zrezygnuje, jednak decydując się zostawić ją samą, ale w ostatniej chwili zmieniła zdanie. Potrzebowała towarzystwa o wiele bardziej, aniżeli mogłaby podejrzewać wcześniej.
– Już wstałam – rzuciła z opóźnieniem. Z ulgą przyjęła fakt, że głos prawie jej nie zadrżał. – Zaraz wyjdę – dodała pośpiesznie, niespokojnie obserwując klamkę.
Była gotowa przysiąc, że Lucas westchnął, ale przynajmniej został na korytarzu. Bała się, że gdyby tylko ją zobaczył, od razu zorientowałby się, że coś niedobrego musiało być na rzeczy. Nie miała ochoty, żeby się przed nim tłumaczyć, na dodatek z czegoś, co również dla niej pozostawało niezrozumiałe. Ostatnim, czego tak naprawdę chciała, było spowiadanie się ze snu, o którym pragnęła jak najszybciej zapomnieć.
Zresztą czuła, że nie powinna o niczym mówić – i to ani jemu, ani nikomu innemu. To była jedna z tych rzeczy, które nade wszystko chciała zachować dla siebie, przynajmniej do czasu, aż wszystko by się wyklarowało. Albo – na co miała tym większą nadzieję – okazało głupim majakiem, który tak naprawdę nie oznaczał niczego konkretnego.
– Jak chcesz… Chociaż dziwnie brzmisz, wiesz? – odezwał się ponownie Lucas. Natychmiast skupiła się na jego kolejnych słowach. – Rosalee zasugerowała, że moglibyśmy przejść się na spacer. Wiesz, po okolicy – wyjaśnił, w pośpiechu wyrzucając z siebie kolejne słowa. – Zgarniemy Issie i Matta, i będzie fajnie.
Fajnie… Taak?, pomyślała, nie kryjąc sceptycyzmu. To wszystko brzmiało niedorzecznie, przynajmniej z jej perspektywy. Z uporem odrzucała od siebie niechciane myśl, ale te raz po raz wracały, jedynie podsycając niepokój. Miała wrażenie, że prędzej oszaleje niż przekona samą siebie, że jednak cokolwiek mogłoby być w porządku.
Nie miała wyjścia. W tamtej chwili zresztą nie wyobrażała sobie, że miałaby tak po prostu siedzieć w pokoju i modlić o to, żeby wszyscy dali jej spokój. Tak naprawdę nie chciała tego, świadoma wyłącznie, że potrzebowała towarzystwa.
– Zaraz przyjdę – zapewniła, siląc się na entuzjazm. Nawet jeśli Lucas jednak wyczuł, że cokolwiek było nie tak, nie dał niczego po sobie poznać. – Daj mi chwile. Muszę doprowadzić się do porządku, zresztą Star…
– Może zostać tutaj. Ktoś się nią prędzej czy później zajmie – wtrącił pośpiesznie wampir. Wyczuła po jego tonie, że zależało mu, żeby nagle nie zmieniał zdania. Och, Lucas…, westchnęła w duchu i wtedy prawie udało jej się uśmiechnąć. – Nie musisz się spieszyć. A gdybyś czegoś potrzebowała, to wiesz, gdzie mnie szukać.
– Dam sobie radę.
Również tego nie skomentował, po chwili w końcu ruszając w swoją stronę. Wciąż tkwiła w bezruchu na samym środku sypialni, wsłuchując się w oddalające się kroki. Nie minęło kilka sekund, a znów została sama, jeśli nie liczyć spokojnie śpiącej na dywanie Star. W pośpiechu przeniosła wzrok na psa, mimowolnie zastanawiając nad tym, czy nie byłoby lepiej pójść w ślady zwierzęcia – skulić się na łóżku, dla lepszego efektu w całości przykryć kołdrą, a potem czekać na choćby chwilowe wytchnienie.
Z trudem stłumiła sfrustrowany jęk. Jakby w ogóle mogła zasnąć! Nie chciała, woląc nie sprawdzać, do czego jeszcze była zdolna jej wyobraźnia. Już i tak zobaczyła o wiele więcej niż chciała, do tej pory nie mając pewności, co sądzić o wszystkim, czego doświadczyła. Jeśli miała wybór, w najbliższym czasie zdecydowanie nie chciała tego powtarzać.
W tamtej chwili propozycja wspólnego wyjścia wydała jej się prawdziwym błogosławieństwem. Potrzebowała powietrza i towarzystwa, co zwłaszcza przy Pavarottich i Issie miało rację bytu. Na to przynajmniej liczyła, w pierwszej kolejności zamierzając skupić się na tym, by jak najszybciej doprowadzić się do porządku. Była pewna, że wciąż wyglądała jak siódme nieszczęście, całą sobą komunikując, że wydarzyło się coś niedobrego. Jak znała Marissę, mogła spodziewać się pytań, a na to zdecydowanie nie mogła pozwolić.
Niechętnie wróciła do łazienki. Chociaż wiedziała, że nie znajdzie tam niczego dziwnego, wciąż czuła wewnętrzny opór, podświadomie wyczekując, aż wszystko znów się skomplikuje. Czuła się zmęczona, choć zarazem nie wyobrażała sobie, że miałaby tak po prostu zasnąć. Mętlik w głowie coraz bardziej dawał jej się we znaki, sprawiając, że wszelakie bodźce wydawały jej się zbyt odległe i przytłumione, by mogła się na nich skupić. Na dłuższą metę taki stan mimo wszystko wydał się dziewczynie właściwy.
Miała wrażenie, że minęła całą wieczność, zanim uspokoiła się na tyle, by zdecydować komukolwiek pokazać. Z przesadną uwagą skupiała się na każdej, nawet najmniej znaczącej czynności – od przemycia twarzy zimną wodą, po przebieranie. Nie miała cierpliwości, by rozczesywać włosy, w zamian w pośpiechu spinając je na czubku głowy. Chciała wyjść tak szybko, jak tylko byłoby to możliwe, wciąż spięta i zaniepokojona perspektywą przesiadywania w miejscu, w którym dopiero co – choćby i tylko we śnie – panował wyłącznie chaos.
Jakby tego było mało, mogła wręcz przysiąc, że gdy wychodziła, jej odbicie uśmiechnęło się w nieco wymuszony sposób – smutno i tęsknie, w sposób kojarzący jej się wyłącznie z drugą Claire, którą czasami widywała.
To tylko sen…
Tyle że wcale w to nie wierzyła.

– Hej, wszystko gra? Wyglądasz okropnie.
Otworzyła i zaraz zamknęła usta. Zacisnęła usta, z trudem powstrzymując jęk. Dla zyskania na czasie z uwagą zmierzyła Lucasa wzrokiem, momentalnie orientując się, że był przede wszystkim zmartwiony.
– Dzięki! – rzuciła przesadnie radosnym tonem i to wystarczyło, by wampirowi momentalnie zrzedła mina.
– Wybacz – zreflektował się pośpiesznie. – Miałem na myśli…
Coś w spojrzeniu, które jej rzucił, sprawiło, że nie była w stanie go dręczyć. Westchnęła, po czym spróbowała się wysilić na blady uśmiech.
– W porządku – rzuciła uspokajającym tonem. – Ja… Powiedzmy, że się nie wyspałam – dodała wymijająco.
Spojrzał na nią z powątpiewaniem, ale tym razem przynajmniej powstrzymał się od komentarza. Bez pośpiechu szła za nim, pozwalając, by poprowadził ją w dół schodów, zamiast do wyjścia, w pierwszej kolejności kierując się do kuchni. Z zaciekawieniem rozejrzała się dookoła, bynajmniej niezaskoczona tym, że Rosalee mogłaby zadbać również o wyposażenie w tym miejscu. Wypełniona krwią lodówka ani mikrofalówka nie dziwiły, zwłaszcza że zarówno w Mieście Nocy, jak i w Seattle, zdążyła się do takiego rozwiązania przyzwyczaić.
Oparła się o blat, w milczeniu obserwując Lucasa, kiedy zaczął krążyć po pomieszczeniu, zajęty przelewaniem krwi do kubeczków. W pierwszym odruchu zapragnęła zaprotestować, ale nie zrobiła tego, dochodząc do wniosku, że w ten sposób mogłaby go co najwyżej bardziej zmartwić.
– Masz. Przyda ci się – stwierdził, podsuwając jej wciąż jeszcze ciepły kubek. Zaczęła bawić się naczyniem, jakby od niechcenia obracając go w dłoniach. – Mamy sporo czasu.
– Dlaczego?
Wzruszył ramionami.
– Bo Issie – wyjaśnił, rzucając jej znaczące spojrzenie. – Słyszałem, że Matt już groził wyłamaniem drzwi do łazienki. Nie żeby faktycznie zamierzał to zrobić, chociaż…
Może mówił coś jeszcze, ale właściwie go nie słuchała. Jej umysł jak na zawołanie przysłoniła myśl o łazience, a raczej tym, co sądziła, że mogło się tam wydarzyć. Pośpiesznie uniosła kubek do ust, chcąc ukryć zdenerwowanie, choć to okazało się trudniejsze niż zakładała. To, że nagle zrobiło jej się niedobrze, przez co przełknięcie choćby kilku łyków zaczęło jawić się jak prawdziwe wzywanie, nie pomagało.
Chłodne palce zacisnęły się wokół jej dłoni. W roztargnieniu spojrzała na Lucasa, zaskoczona tym, że nagle znalazł się na tyle blisko, by bez przeszkód móc jej dotykać.
– Wszystko w porządku? – zapytał, nie odrywając od niej wzroku. – Nie pytam złośliwie. Ale jeśli coś jest nie tak…
– Mówiłam już, że źle spałam – przypomniała mu z rozdrażnieniem. To wystarczyło, by zamknąć mu usta, choć zarazem jedynie podsyciło targające nim emocje. W tamtej chwili wyglądał na jeszcze bardziej zmartwionego niż do tej pory. Westchnęła przeciągle, nie kryjąc irytacji. – To przez to miejsce. Pierwsza noc i tak dalej – dodała o wiele łagodniej, siląc się na jak najspokojniejszy ton głosu.
Nie miała pewności, czy jej uwierzył. Po wyrazie jego twarzy poznała, że najpewniej nie, ale wciąż nie chciała o tym myśleć. Próbując zachować neutralny wyraz twarzy, skupiła się na krwi, a zwłaszcza przyjemnym cieple, które jak na zawołanie rozeszło się po całym jej ciele. Mimo wszystko poczuła się lepiej, choć to wciąż nie rozwiązywało najważniejszego problemu.
– Jak uważasz – powiedział w końcu Lucas. Wtedy już miała pewność, że wątpił w prawdziwość jej słów, ale z sobie tylko znanych powodów zdecydował się tę kwestie przemilczeć. – Możemy zostać, jeśli chcesz jeszcze odpocząć. Wezmę na siebie Issie – zaproponował, a Claire w końcu udało się uśmiechnąć.
– Nie ma takiej potrzeby. Ale dzięki.
Skinął głową. Czuła, że wciąż ją obserwował, z przesadną dokładnością śledząc każdy jej ruch. Nawet nie próbował tego ukrywać, najwyraźniej zbyt zmartwiony, by ignorować sytuację. Przez dłuższą chwilę oboje trwali w nieprzeniknionej ciszy, co przynajmniej Claire coraz bardziej doprowadzało do szału. To było dziwne, zwłaszcza że milczenie przy Lucasie zawsze przychodziło jej naturalnie, ale też mało kiedy decydowała się cokolwiek w rozmowie z nim przemilczeć.
– W zasadzie… Mogę cię o coś zapytać?
Natychmiast poderwała głowę. Ich spojrzenia spotkały się i to wystarczyło, by Claire mimowolnie się spięła. Jego słowa również ją zaskoczyły, tym bardziej że Lucas zazwyczaj był aż nadto bezpośredni. To, że w tamtej chwili nie tylko wydawał się zbyt poważny, ale na dodatek rozmawiał z nią w aż tak ostrożny sposób, momentalnie zwróciło jej uwagę.
– Jasne – zapewniła pośpiesznie, próbując zignorować myśl, że równie dobrze mogło jej przyjść tej odpowiedzi pożałować.
Wampir z wolna skinął głową, jakby uspokojony. Po wyrazie jego twarzy wciąż trudno było określi, co takiego sobie myślał.
– Tak więc… To nie z mojego powodu, prawda?
Zamrugała, co najmniej zaskoczona tymi słowami.
– Słucham?
– Myślałem o tym, co ci powiedziałem. O Alexandrze i tak dalej. – Urwał, intensywnie nad czymś myśląc. Z zadziwiającą dokładnością dobierał słowa. – Jeśli powiedziałem za dużo albo…
– Skąd ten pomysł? – obruszyła się. W pośpiechu odstawiła kubek z krwią na blat, po czym – ruchem równie naturalnym, co i oddychanie – przesunęła na tyle blisko, by móc chwycić Lucasa za ramiona. – Nic mi nie jest. Cieszę się, że mi wszystko powiedziałeś, jasne? Zresztą to przeszłość, więc… Jest w porządku, tak?
Nie odpowiedział od razu, wciąż zamyślony. To wystarczyło, żeby poczuła się nieswojo i z nieopisaną ulgą przyjęła moment, w którym w końcu skinął głową. Było coś wymuszonego w uśmiechu, który jej posłał, jednak mimo wszystko gest wydał się Claire szczery. Wciąż trzymała dłonie na jego ramionach, dzięki czemu tym wyraźniej poczuła, że się rozluźnił – tylko nieznacznie, ale i tak uznała to za dobry znak. Napięta atmosfera była ostatnim, czego potrzebowała, w jednej chwili zaczynając tęsknić za spokojem.
Uniosła głowę. Lucas był od niej tylko nieznacznie wyższy, ale z jakiegoś powodu poczuła się drobna, kiedy znajdował się tak blisko. W jego obecności było coś kojącego, co z miejsca sprawiło, że poczuła się bezpieczniej. W zasadzie zawsze tak na nią działał. Był niczym stały element jej życia – kimś znajomym, do kogo mogła przyjść w każdej chwili, gdy tylko tego potrzebowała. Traktowała go jak brata, a jakby tego było mało…
– Claire – rzucił, ale nie dodał niczego więcej, po prostu jej się przypatrując. Jego spojrzenie stało się jeszcze bardziej przenikliwe i poważne.
– Coś nie tak? – zaniepokoiła się. – Ja…
Nie zdążyła dokończyć. Zanim choćby dobrała odpowiednie słowa, do kuchni wpadła wyraźnie zadowolona z siebie Marissa.
W chwili, w której Lucas w pośpiechu się odsunął, wszystko wróciło do normy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz









After We Fall
stories by Nessa