
Claire
Nie miała pojęcia, co się
wydarzyło. Uczucie déjà vu uderzyło w nią z całą
mocą, na dłuższą chwilę przysłaniając wszystko inne. Oddychała szybko i płytko,
bezmyślnie wpatrując w przestrzeń i bezskutecznie próbując zapanować
nad przyśpieszonym oddechem. Serce tłukło jej się w piersi, uderzając tak
mocno i szybko, że jedynie cudem nie wyrwało się na zewnątrz.
Przełknęła z trudem, czując, że robi jej się niedobrze. Pochyliła się
do przodu, czekając aż mdłości ustąpią. Nie od razu przekonała samą siebie, że
miała jakąkolwiek kontrolę nad własnym ciałem. Wciąż drżała, walcząc o każdy
kolejny oddech i zachowanie jasności umysłu. W głowie miała mętlik, z trudem
będąc w stanie rozróżnić to, co działo się w jej głowie od
rzeczywistości.
Słodka bogini, czy ja naprawdę…?
Poruszając się trochę jak w transie, z wolna uniosła zaciśnięte w pięści
dłonie. Wypuściła powietrze ze świstem, ledwo tylko nabrała pewności, że po
śladach rozbitego lustra i krwawiących rozcięciach nie było nawet śladu.
Siedziała w bezruchu, bezmyślnie wpatrując w wyciągnięte ręce i próbując
zapanować nad narastającym z każdą kolejną sekundą przerażeniem. W pamięci
wciąż miała słowa, które własnoręcznie zapisała na lustrze – w tym również
te, które pojawiły się samoistnie, nawet jeśli charakter pisma pasował do jej
własnego.
Energicznie potrząsnęła głową, próbując opędzić się od niechcianych myśli.
Śniła? Wszystko na to wskazywało, chociaż wciąż nie była w stanie
uwierzyć, że to, czego doświadczyła, było wyłącznie wytworem jej
wyobraźni. To nie tak, tłukło jej się w głowie i jakoś
nie miała co do tego wątpliwości. To nie był zwykły sen, choć zarazem za żadne
skarby nie potrafiła jednoznacznie określić, czego w takim razie
doświadczyła.
Pokój wyglądał tak, jak zdążyła zapamiętać. Znów siedziała na łóżku,
podczas gdy światło poranka leniwie sączyło się do środka. Czuła się zmęczona,
nie tyle przez to, że mogłaby zostać wyrwana ze snu, co przez narastające w jej
wnętrzu emocje. Niczego już nie rozumiała, ale tak naprawdę wcale nie chciała
poznać odpowiedzi na dręczące ją pytania. Wręcz przeciwnie – im dłużej się nad
tym zastanawiała, tym pewniejsza była, że lepszą perspektywą pozostawało
trwanie w cudownej nieświadomości.
Ukryła twarz w dłoniach, przez dłuższą chwilę tkwiąc w całkowitym
bezruchu. Miała wrażenie, że wciąż czuła słodki zapach krwi, na dodatek jej
własnej. Mimowolnie nasłuchiwała, jakby spodziewając się wychwycić cokolwiek,
co potwierdziłoby, że wszystko, czego doświadczyła, jednak wydarzyło się
naprawdę. Gdyby znów rozbrzmiał ten dziwny, niepokojący szept, który…
Nie chciała o tym myśleć.
Wyprostowała się na łóżku, w następnej sekundzie podrywając na równe
nogi. W pierwszym odruchu zachwiała się, ale prawie nie zwróciła na to
uwagi. Z trudem odzyskała pion, po czym niespokojnie powiodła wzrokiem
dookoła, nie mogąc pozbyć przy tym wrażenia, że w każdej chwili
wspomnienia ze snu mogłyby ożyć. Spojrzała na śpiącą Star, przez moment mając
ochotę ją obudzić, choćby po to, by cokolwiek zmienić. Drżała, raz po raz
nerwowo pocierając ramiona, by się rozgrzać, chociaż chłód wydawał się mieć
swoje źródło przede wszystkim w jej wnętrzu. Co więcej nadal czuła
narastające stopniowo zimno, wydające się przeszywać ją za każdym razem, gdy
nabierała powietrza do płuc.
Potarła nadgarstek, na którym nosiła bransoletkę od Lucasa. Była na swoim
miejscu, tak jak i fioletowy, ukryty w zawieszce pisak. Przez moment
udało jej się rozluźni, ale prawie natychmiast panika wróciła, gdy przypomniała
sobie, że przecież sama włożyła go z powrotem, gdy jeszcze… trwała we
śnie? Pragnęła wierzyć, że chodziło wyłącznie o to, ale instynkt
podpowiadał jej, że sprawy miały się w o wiele bardziej skomplikowany
sposób.
Tkwiła w bezruchu,
choć całe jej ciało aż rwało się do tego, by zacząć niespokojnie krążyć. To nie tak. To… nie tak, pomyślała w rozgorączkowaniu,
ale samej siebie nie była w stanie uspokoić nic nieznaczącymi
zapewnieniami. W głowie miała wyłącznie pustkę, ta zaś coraz bardziej dawała
jej się we znaki. Czuła się pobudzona, gotowa przysiąc, że w każdej chwili
mogło wydarzyć się coś niedobrego. Drżała, po pewnym czasie już nawet nie próbując
nad sobą zapanować – aż do momentu, w którym ostatecznie uznała, że to tak
naprawdę nie miało znaczenia.
Ze świstem
wypuściła powietrze. Krótko spojrzała na pogrążoną we śnie Star, wzdychając
przeciągle, ledwo tylko nabrała pewności, że pies nawet nie drgnął ani w żaden
sposób nie dał do zrozumienia, że wyczuwał jej niepokój. Chwilę jeszcze
walczyła ze sobą, zanim zdecydowała ruszyć się z miejsca. Z wolna
ruszyła ku łazience, tym razem pamiętając każdy nawet najdrobniejszy szczegół –
to, którędy szła i że w ogóle zdecydowała się przejść do kolejnego
pomieszczenia. Ostatnim razem ta kwestia jej umknęła, ale nie miała pojęcia czy
to dobrze, czy może wręcz przeciwnie. Z drugiej strony, słyszała kiedyś,
że przechodzenie przez drzwi we snach nigdy nie wróżyło dobrze. Skoro tego nie
zrobiła, być może to oznaczało, że wszystko jednak działo się wyłącznie w jej
wyobraźni.
Łazienka
wyglądała dokładnie tak, jak ją zapamiętała – jasne kafelki, umywalka i nienaruszone
lustro. Machinalnie zacisnęła dłonie w pięści, dla pewności zerkając na
tę, którą uderzyła w gładką taflę. Przez ułamek sekundy wydawało jej się,
że znów poczuła ból, ale dziwne wrażenie zniknęło równie szybko, co się
pojawiło. Gwałtownie zaczerpnęła tchu, po czym z wolna podeszła bliżej, nieufnie
przypatrując własnemu odbiciu, jednak również to wyglądało równie normalnie, co
i zwykle. Pomijając fakt, że znów była blada jak papier, a jej jasne
oczy dosłownie jarzyły się w ciemnościach, na dodatek nienaturalnie
rozszerzone, nic nie wskazywało na to, by miało wydarzyć się coś
nadnaturalnego.
Wzdrygnęła
się, wciąż zaniepokojona. Dla pewności obejrzała się przez ramię, z powątpiewaniem
spoglądając za znajdującą się tuż za nią ścianę. Poczuła się dziwnie, gdy
stanęła dokładnie w tym samym miejscu, co i we śnie, podświadomie czekając
aż wszystko się powtórzy – kolejne wiersze, stłuczone lustro i wrażenie,
że ktoś ją dotykał…
To nie tak…
Z jakiegoś
powodu wciąż nie potrafiła w to uwierzyć.
Tkwiła w bezruchu,
czekając na coś, czego już nie potrafiła opisać. Nie czuła ulgi, choć powinna,
raz po raz próbując przekonać samą siebie, że wszystko było wyłącznie snem –
szalonym koszmarem, który nie miał żadnego związku z rzeczywistością. Nowe
miejsca czasami wpływały na podświadomość, co zwłaszcza po historii, którą opowiedział
jej Lucas, wydawało się dość prawdopodobne. Z uporem szukała jakiegoś
sensownego wyjaśnienia, z uporem odpychając od siebie myśl o kolejnym
haiku – o tym, że przed śmiercią Setha jedno również zobaczyła we śnie,
wkrótce po tym doczekując się jego spełnienia.
– Słodka
bogini, o co chodzi tym razem? – zapytała tak cicho, że ledwo mogła samą
siebie zrozumieć. Jedynie odbicie w lustrze dało jej do zrozumienia, że w ogóle poruszyła ustami.
Odpowiedziała
jej cisza. Chociaż mogła się tego spodziewać, poczuła się co najmniej rozczarowana.
Próbowała zrozumieć, ale to również okazało się niemożliwe. Po raz kolejny była
w stanie zdać się co najwyżej na własne odczucia i urywki słów oraz
obrazów, których nawet nie rozumiała.
Z wolna
wycofała się, w małym pomieszczeniu czując coraz bardziej klaustrofobicznie.
Serce wciąż waliło jej jak oszalałe, kiedy niemalże biegiem wróciła z powrotem
do sypialni. Star wciąż spala, ale Claire praktycznie nie zwróciła na to uwagi,
myślami będąc gdzieś daleko. Choć dookoła panował spokój, czuła się bardziej
skołowana i niepewna, niż gdyby nagle znalazła się w samym środku
chaosu. Wtedy przynajmniej miałaby szansę zająć czymś myśli, ale w tamtej
chwili nie pozostało jej nic innego, jak tylko biernie przyjmować wszystko to,
co działo się wokół niej.
– Claire? –
usłyszała i to wystarczyło, by aż się wzdrygnęła, momentalnie prostując
niczym struna. Zwróciła się ku drzwiom tak gwałtownie, że aż pociemniało jej
przed oczami. – Nie śpisz już? – zapytał Lucas, ale przynajmniej nie próbował
wchodzić do sypialni.
Nerwowym
gestem przeczesała palcami włosy. Chwilę wpatrywała się w drzwi, świadoma wyłącznie
tłukącego się w piersi serca. Przez moment miała ochotę nie odpowiadać i poczekać
aż wampir zrezygnuje, jednak decydując się zostawić ją samą, ale w ostatniej
chwili zmieniła zdanie. Potrzebowała towarzystwa o wiele bardziej, aniżeli
mogłaby podejrzewać wcześniej.
– Już
wstałam – rzuciła z opóźnieniem. Z ulgą przyjęła fakt, że głos prawie
jej nie zadrżał. – Zaraz wyjdę – dodała pośpiesznie, niespokojnie obserwując
klamkę.
Była gotowa
przysiąc, że Lucas westchnął, ale przynajmniej został na korytarzu. Bała się,
że gdyby tylko ją zobaczył, od razu zorientowałby się, że coś niedobrego
musiało być na rzeczy. Nie miała ochoty, żeby się przed nim tłumaczyć, na dodatek
z czegoś, co również dla niej pozostawało niezrozumiałe. Ostatnim, czego
tak naprawdę chciała, było spowiadanie się ze snu, o którym pragnęła jak
najszybciej zapomnieć.
Zresztą
czuła, że nie powinna o niczym mówić – i to ani jemu, ani nikomu
innemu. To była jedna z tych rzeczy, które nade wszystko chciała zachować
dla siebie, przynajmniej do czasu, aż wszystko by się wyklarowało. Albo – na co
miała tym większą nadzieję – okazało głupim majakiem, który tak naprawdę nie
oznaczał niczego konkretnego.
– Jak chcesz…
Chociaż dziwnie brzmisz, wiesz? – odezwał się ponownie Lucas. Natychmiast
skupiła się na jego kolejnych słowach. – Rosalee zasugerowała, że moglibyśmy przejść
się na spacer. Wiesz, po okolicy – wyjaśnił, w pośpiechu wyrzucając z siebie
kolejne słowa. – Zgarniemy Issie i Matta, i będzie fajnie.
Fajnie… Taak?, pomyślała, nie kryjąc
sceptycyzmu. To wszystko brzmiało niedorzecznie, przynajmniej z jej
perspektywy. Z uporem odrzucała od siebie niechciane myśl, ale te raz po
raz wracały, jedynie podsycając niepokój. Miała wrażenie, że prędzej oszaleje
niż przekona samą siebie, że jednak cokolwiek mogłoby być w porządku.
Nie miała
wyjścia. W tamtej chwili zresztą nie wyobrażała sobie, że miałaby tak po
prostu siedzieć w pokoju i modlić o to, żeby wszyscy dali jej
spokój. Tak naprawdę nie chciała tego, świadoma wyłącznie, że potrzebowała
towarzystwa.
– Zaraz
przyjdę – zapewniła, siląc się na entuzjazm. Nawet jeśli Lucas jednak wyczuł,
że cokolwiek było nie tak, nie dał niczego po sobie poznać. – Daj mi chwile.
Muszę doprowadzić się do porządku, zresztą Star…
– Może
zostać tutaj. Ktoś się nią prędzej czy później zajmie – wtrącił pośpiesznie
wampir. Wyczuła po jego tonie, że zależało mu, żeby nagle nie zmieniał zdania. Och, Lucas…, westchnęła w duchu i wtedy
prawie udało jej się uśmiechnąć. – Nie musisz się spieszyć. A gdybyś
czegoś potrzebowała, to wiesz, gdzie mnie szukać.
– Dam sobie
radę.
Również tego
nie skomentował, po chwili w końcu ruszając w swoją stronę. Wciąż tkwiła
w bezruchu na samym środku sypialni, wsłuchując się w oddalające się
kroki. Nie minęło kilka sekund, a znów została sama, jeśli nie liczyć
spokojnie śpiącej na dywanie Star. W pośpiechu przeniosła wzrok na psa,
mimowolnie zastanawiając nad tym, czy nie byłoby lepiej pójść w ślady
zwierzęcia – skulić się na łóżku, dla lepszego efektu w całości przykryć
kołdrą, a potem czekać na choćby chwilowe wytchnienie.
Z trudem
stłumiła sfrustrowany jęk. Jakby w ogóle mogła zasnąć! Nie chciała, woląc
nie sprawdzać, do czego jeszcze była zdolna jej wyobraźnia. Już i tak
zobaczyła o wiele więcej niż chciała, do tej pory nie mając pewności, co
sądzić o wszystkim, czego doświadczyła. Jeśli miała wybór, w najbliższym
czasie zdecydowanie nie chciała tego powtarzać.
W tamtej
chwili propozycja wspólnego wyjścia wydała jej się prawdziwym błogosławieństwem.
Potrzebowała powietrza i towarzystwa, co zwłaszcza przy Pavarottich i Issie
miało rację bytu. Na to przynajmniej liczyła, w pierwszej kolejności
zamierzając skupić się na tym, by jak najszybciej doprowadzić się do porządku. Była
pewna, że wciąż wyglądała jak siódme nieszczęście, całą sobą komunikując, że wydarzyło
się coś niedobrego. Jak znała Marissę, mogła spodziewać się pytań, a na to
zdecydowanie nie mogła pozwolić.
Niechętnie
wróciła do łazienki. Chociaż wiedziała, że nie znajdzie tam niczego dziwnego, wciąż
czuła wewnętrzny opór, podświadomie wyczekując, aż wszystko znów się
skomplikuje. Czuła się zmęczona, choć zarazem nie wyobrażała sobie, że miałaby
tak po prostu zasnąć. Mętlik w głowie coraz bardziej dawał jej się we
znaki, sprawiając, że wszelakie bodźce wydawały jej się zbyt odległe i przytłumione,
by mogła się na nich skupić. Na dłuższą metę taki stan mimo wszystko wydał się
dziewczynie właściwy.
Miała
wrażenie, że minęła całą wieczność, zanim uspokoiła się na tyle, by zdecydować komukolwiek
pokazać. Z przesadną uwagą skupiała się na każdej, nawet najmniej
znaczącej czynności – od przemycia twarzy zimną wodą, po przebieranie. Nie miała
cierpliwości, by rozczesywać włosy, w zamian w pośpiechu spinając je
na czubku głowy. Chciała wyjść tak szybko, jak tylko byłoby to możliwe, wciąż spięta
i zaniepokojona perspektywą przesiadywania w miejscu, w którym
dopiero co – choćby i tylko we śnie – panował wyłącznie chaos.
Jakby tego
było mało, mogła wręcz przysiąc, że gdy wychodziła, jej odbicie uśmiechnęło się
w nieco wymuszony sposób – smutno i tęsknie, w sposób kojarzący
jej się wyłącznie z drugą Claire, którą czasami widywała.
To tylko sen…
Tyle że
wcale w to nie wierzyła.
– Hej, wszystko gra? Wyglądasz
okropnie.
Otworzyła i zaraz
zamknęła usta. Zacisnęła usta, z trudem powstrzymując jęk. Dla zyskania na
czasie z uwagą zmierzyła Lucasa wzrokiem, momentalnie orientując się, że
był przede wszystkim zmartwiony.
– Dzięki! –
rzuciła przesadnie radosnym tonem i to wystarczyło, by wampirowi
momentalnie zrzedła mina.
– Wybacz –
zreflektował się pośpiesznie. – Miałem na myśli…
Coś w spojrzeniu,
które jej rzucił, sprawiło, że nie była w stanie go dręczyć. Westchnęła,
po czym spróbowała się wysilić na blady uśmiech.
– W porządku
– rzuciła uspokajającym tonem. – Ja… Powiedzmy, że się nie wyspałam – dodała
wymijająco.
Spojrzał na
nią z powątpiewaniem, ale tym razem przynajmniej powstrzymał się od
komentarza. Bez pośpiechu szła za nim, pozwalając, by poprowadził ją w dół
schodów, zamiast do wyjścia, w pierwszej kolejności kierując się do
kuchni. Z zaciekawieniem rozejrzała się dookoła, bynajmniej niezaskoczona
tym, że Rosalee mogłaby zadbać również o wyposażenie w tym miejscu.
Wypełniona krwią lodówka ani mikrofalówka nie dziwiły, zwłaszcza że zarówno w Mieście
Nocy, jak i w Seattle, zdążyła się do takiego rozwiązania
przyzwyczaić.
Oparła się o blat,
w milczeniu obserwując Lucasa, kiedy zaczął krążyć po pomieszczeniu,
zajęty przelewaniem krwi do kubeczków. W pierwszym odruchu zapragnęła zaprotestować,
ale nie zrobiła tego, dochodząc do wniosku, że w ten sposób mogłaby go co
najwyżej bardziej zmartwić.
– Masz.
Przyda ci się – stwierdził, podsuwając jej wciąż jeszcze ciepły kubek. Zaczęła bawić
się naczyniem, jakby od niechcenia obracając go w dłoniach. – Mamy sporo
czasu.
– Dlaczego?
Wzruszył
ramionami.
– Bo Issie –
wyjaśnił, rzucając jej znaczące spojrzenie. – Słyszałem, że Matt już groził
wyłamaniem drzwi do łazienki. Nie żeby faktycznie zamierzał to zrobić, chociaż…
Może mówił
coś jeszcze, ale właściwie go nie słuchała. Jej umysł jak na zawołanie
przysłoniła myśl o łazience, a raczej tym, co sądziła, że mogło się
tam wydarzyć. Pośpiesznie uniosła kubek do ust, chcąc ukryć zdenerwowanie, choć
to okazało się trudniejsze niż zakładała. To, że nagle zrobiło jej się
niedobrze, przez co przełknięcie choćby kilku łyków zaczęło jawić się jak prawdziwe
wzywanie, nie pomagało.
Chłodne
palce zacisnęły się wokół jej dłoni. W roztargnieniu spojrzała na Lucasa,
zaskoczona tym, że nagle znalazł się na tyle blisko, by bez przeszkód móc jej
dotykać.
– Wszystko w porządku?
– zapytał, nie odrywając od niej wzroku. – Nie pytam złośliwie. Ale jeśli coś
jest nie tak…
– Mówiłam
już, że źle spałam – przypomniała mu z rozdrażnieniem. To wystarczyło, by
zamknąć mu usta, choć zarazem jedynie podsyciło targające nim emocje. W tamtej
chwili wyglądał na jeszcze bardziej zmartwionego niż do tej pory. Westchnęła
przeciągle, nie kryjąc irytacji. – To przez to miejsce. Pierwsza noc i tak
dalej – dodała o wiele łagodniej, siląc się na jak najspokojniejszy ton
głosu.
Nie miała
pewności, czy jej uwierzył. Po wyrazie jego twarzy poznała, że najpewniej nie,
ale wciąż nie chciała o tym myśleć. Próbując zachować neutralny wyraz
twarzy, skupiła się na krwi, a zwłaszcza przyjemnym cieple, które jak na
zawołanie rozeszło się po całym jej ciele. Mimo wszystko poczuła się lepiej,
choć to wciąż nie rozwiązywało najważniejszego problemu.
– Jak uważasz
– powiedział w końcu Lucas. Wtedy już miała pewność, że wątpił w prawdziwość
jej słów, ale z sobie tylko znanych powodów zdecydował się tę kwestie
przemilczeć. – Możemy zostać, jeśli chcesz jeszcze odpocząć. Wezmę na siebie
Issie – zaproponował, a Claire w końcu udało się uśmiechnąć.
– Nie ma
takiej potrzeby. Ale dzięki.
Skinął
głową. Czuła, że wciąż ją obserwował, z przesadną dokładnością śledząc każdy
jej ruch. Nawet nie próbował tego ukrywać, najwyraźniej zbyt zmartwiony, by
ignorować sytuację. Przez dłuższą chwilę oboje trwali w nieprzeniknionej
ciszy, co przynajmniej Claire coraz bardziej doprowadzało do szału. To było
dziwne, zwłaszcza że milczenie przy Lucasie zawsze przychodziło jej naturalnie,
ale też mało kiedy decydowała się cokolwiek w rozmowie z nim przemilczeć.
– W zasadzie…
Mogę cię o coś zapytać?
Natychmiast
poderwała głowę. Ich spojrzenia spotkały się i to wystarczyło, by Claire mimowolnie
się spięła. Jego słowa również ją zaskoczyły, tym bardziej że Lucas zazwyczaj
był aż nadto bezpośredni. To, że w tamtej chwili nie tylko wydawał się
zbyt poważny, ale na dodatek rozmawiał z nią w aż tak ostrożny sposób,
momentalnie zwróciło jej uwagę.
– Jasne –
zapewniła pośpiesznie, próbując zignorować myśl, że równie dobrze mogło jej
przyjść tej odpowiedzi pożałować.
Wampir z wolna
skinął głową, jakby uspokojony. Po wyrazie jego twarzy wciąż trudno było
określi, co takiego sobie myślał.
– Tak więc…
To nie z mojego powodu, prawda?
Zamrugała,
co najmniej zaskoczona tymi słowami.
– Słucham?
– Myślałem o tym,
co ci powiedziałem. O Alexandrze i tak dalej. – Urwał, intensywnie
nad czymś myśląc. Z zadziwiającą dokładnością dobierał słowa. – Jeśli powiedziałem
za dużo albo…
– Skąd ten
pomysł? – obruszyła się. W pośpiechu odstawiła kubek z krwią na blat,
po czym – ruchem równie naturalnym, co i oddychanie – przesunęła na tyle
blisko, by móc chwycić Lucasa za ramiona. – Nic mi nie jest. Cieszę się, że mi
wszystko powiedziałeś, jasne? Zresztą to przeszłość, więc… Jest w porządku,
tak?
Nie
odpowiedział od razu, wciąż zamyślony. To wystarczyło, żeby poczuła się nieswojo
i z nieopisaną ulgą przyjęła moment, w którym w końcu
skinął głową. Było coś wymuszonego w uśmiechu, który jej posłał, jednak
mimo wszystko gest wydał się Claire szczery. Wciąż trzymała dłonie na jego ramionach,
dzięki czemu tym wyraźniej poczuła, że się rozluźnił – tylko nieznacznie, ale i tak
uznała to za dobry znak. Napięta atmosfera była ostatnim, czego potrzebowała, w jednej
chwili zaczynając tęsknić za spokojem.
Uniosła głowę.
Lucas był od niej tylko nieznacznie wyższy, ale z jakiegoś powodu poczuła
się drobna, kiedy znajdował się tak blisko. W jego obecności było coś kojącego,
co z miejsca sprawiło, że poczuła się bezpieczniej. W zasadzie zawsze
tak na nią działał. Był niczym stały element jej życia – kimś znajomym, do kogo
mogła przyjść w każdej chwili, gdy tylko tego potrzebowała. Traktowała go
jak brata, a jakby tego było mało…
– Claire –
rzucił, ale nie dodał niczego więcej, po prostu jej się przypatrując. Jego
spojrzenie stało się jeszcze bardziej przenikliwe i poważne.
– Coś nie
tak? – zaniepokoiła się. – Ja…
Nie zdążyła
dokończyć. Zanim choćby dobrała odpowiednie słowa, do kuchni wpadła wyraźnie
zadowolona z siebie Marissa.
W chwili, w której
Lucas w pośpiechu się odsunął, wszystko wróciło do normy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz