
Elena
Poczuła się dziwnie, gdy nagle
zapanowała cisza. W zasadzie sama nie była pewna, co bardziej wytrąciło ją
z równowagi – reakcja Andreasa na słowa Rafaela czy może sposób, w jaki
demon na nią spojrzał. Było coś przenikliwego w jego wzroku, jakby
doskonale zdawał sobie sprawę z tego, w jaki sposób połączyć ją i Niebiański
Ogień.
– Ach… –
wyrwało mu się. W zamyśleniu skinął głową, gorączkowo się nad czymś zastanawiając.
– W porządku. Przejdźmy się w takim razie, chociaż… Pozwól, że w takim
razie zapytam, ile wie Elena.
– O czym
znowu? – obruszyła się.
Rafael
westchnął, a jego brat wywrócił oczami, jakby właśnie otrzymał odpowiedź,
której się spodziewał.
– O historiach,
które krążą – wyjaśnił ze spokojem Andreas. – Też swoje mamy. Jesteś jedną z nich,
tak swoją drogą.
– Isobel,
Światłość, upadek… Taak, zauważyłam. – Potrząsnęła głową. Może jednak mogła
doczekać się migreny również w tym świecie. – Ale o Niebiańskim Ogniu
słyszę po raz pierwszy.
– Bo tego
jest więcej. Tyle że nie o wszystkim się mówi – usłyszała w odpowiedzi.
– Jakby ci to… Kiedyś Światłość i Ciemność wciąż ze sobą walczyły – zaczął
w końcu, starannie dobierając słowa.
Natychmiast
wyprostowała się niczym struna. To, co powiedział, zabrzmiało znajomo.
– Mira mi
mówiła – oznajmiła z niejaką ulgą. Może jednak nie była aż tak głupia. – O waszym
ojcu i Selene… Bogini istnieje – dodała, chociaż to wciąż do niej nie
docierało.
– Tak się
mówi, chociaż nikt nie widział jej od wieków. Ojciec jest… łatwiej wyczuwalny.
Zwłaszcza ostatnio chyba upodobał sobie wasz świat. – Andreas wzruszył
ramionami. W odpowiedzi na jego słowa serce jak na zawołanie zabiło jej
szybciej, ale demon wydawał się tego nie zauważać. – Wracając do tematu, zgadza
się. Ciemność i Światłość walczyły ze sobą tak długo, że już nikt nie
pamięta kiedy i jak się to zaczęło. Śmiem twierdzić, że to było zanim my
wszyscy powstaliśmy.
– Demony
nie istniały od zawsze?
Obaj
spojrzeli na nią w co najmniej pobłażliwy sposób – i Andreas, i wciąż
milczący Rafael.
– Nie –
wyjaśnił usłużnie ten drugi, w końcu decydując się odezwać. – To też była
zasługa ojca. Nie bez powodu nazywamy go w ten sposób.
– Ale… w takim
razie musiał być ktoś jeszcze, prawda? Nie potrafiłeś powiedzieć mi co z matką,
więc…
– A ty
pamiętasz, w jaki sposób pojawiłaś się na świecie? – wtrącił z bladym
uśmiechem Andreas. – Zresztą z nami jest inaczej, tak sądzę. Za to temat
pojawienia się demonów to niekoniecznie to, o czym mieliśmy rozmawiać.
Chcąc nie
chcąc skinęła głową. Możliwe, że tak było lepiej, zwłaszcza że już i tak
miała mętlik w głowie. Biorąc pod uwagę to, że Andreas dopiero zaczynał
mówić, mogła się spodziewać, że z czasem będzie już tylko gorzej.
– Dobra –
dała za wygraną. – Więc Ciemność i Selene walczyli. Coś jak… wielka wojna,
którą opisywano w Biblii?
Sądziła, że
znów ją wyśmieją, ale tym razem nic podobnego nie miało miejsca. Uśmiech
Andreasa stał się bardziej przyjazny, a zaraz po tym demon z wolna
skinął głową.
– Gdyby się
zastanowić, we wszystkich wierzeniach da się znaleźć jakiś wspólny element.
Więc… Tak, powiedzmy, że ta wojna ma dużo wspólnego, chociaż cały przebieg był
inny. Bo widzisz, Eleno, tutaj tak naprawdę nikt nie wygrał – przyznał,
ostrożnie dobierając słowa. – Popraw mnie, jeśli się mylę, bo słyszałem już tak
wiele ludzkich historii, że idzie się w tym pogubić, ale… Cóż, o ile
mnie pamięć nie myli, biblijny Bóg wygnał upadłe anioły. Nie pozabijał ich, ale
jednak upadły i pewnie do tej pory liżą rany. Czyż nie tak?
– Hm… Mniej
więcej?
Mimo
wszystko zabrzmiało to jak pytanie. Prawda była taka, że jej podejście do
kwestii religijnych niewiele różniło się od sposobu, w jaki wydawał się
podchodzić do tematu Andreas. Dzięki ojcu wiedziała to i owo, ale nigdy
nie wnikała w szczegóły. O wiele łatwiej było jej zapamiętać to, co
wampiry mówiły o Selene, zwłaszcza po kilku pierwszych latach spędzonych w Mieście
Nocy.
– Właśnie. A z wojny
Światła i Ciemności nikt nie wyszedł zwycięsko. Powiedziałbym, że to
konflikt, który trwa do tej pory, ale już od dłuższego czasu trwają… w impasie?
To chyba dobre określenie – przyznał w zamyśleniu. – Kiedyś było inaczej.
Trochę im zajęło, zanim zrozumieli, że najpewniej nigdy jedno nie będzie w stanie
skrzywdzić drugiego. Swoją drogą, słyszałem kiedyś, że tak powstały Śmierć i Szaleństwo
– z chaosu, który siała ta dwójka. Nie byli w stanie skrzywdzić
siebie, ale świat wokół siebie już jak najbardziej.
– I właśnie
to nie pasowało Selene – wtrącił Rafael, zanim zdążyła o cokolwiek
zapytać. – Nikt nie wie kiedy i dlaczego,
ale w pewnym momencie się wycofała. Pamiętasz, jak mówiłem ci o miejscu,
do którego nawet ojciec nie ma wstępu? Jeśli wierzyć historiom, bogini po
prostu zabrała tych, którzy byli po jej stronie i stworzyła im bezpieczną
przystań. Zamiast dalej walczyć, uciekła i zamknęła się w swoim
małym, bezpiecznym świecie.
Zaskoczyła
ją pobrzmiewająca w jego głosie gorycz. Zacisnęła usta, przez dłuższą
chwilę sama niepewna, jak powinna zareagować na te słowa. To wciąż brzmiało jak
bajka – jak jedna z wielu mitologii, które w prosty sposób miały
wyjaśnić to, co było niepojęte dla ludzi. Stało się i już, bez wnikania w szczegóły
czy szukania logiki. Nawet wzmianka o śmierci i szaleństwie zabrzmiała
jak coś więcej, jakby pod tym pojęciem kryły się konkretne istoty. Z jednej
strony było to dla niej nie do pojęcia, ale z drugiej… skoro Ciemność i Selene
mieliby być prawdziwi, była skłonna wciąż pod uwagę już dosłownie wszystko.
Co nie
oznaczało, że wierzyła. Słuchała, ale z każdą kolejną sekundą rozumiała
coraz mniej. Czuła się tak, jakby miała do czynienia z czymś co najmniej
szalonym. Gdyby mogła po prostu słuchać, nie zastanawiając się nad prawdziwym
znaczeniem tych słów, wszystko stałoby się dużo łatwiejsze, a jednak w tej
sytuacji…
– Nie
rozumiem – wyrzuciła z siebie w końcu. To były ostatnie słowa, które
chciała wypowiedzieć, ale nie była w stanie zdobyć się na nic innego. –
Sugerujecie, że bogini – o ile faktycznie istnieje – w pewnym
momencie po prostu zabrała się, zamknęła w swoim bezpiecznym zakątku i zostawiła
Ciemności wolną rękę.
– To tak
wygląda, nie? W mojego ojca… trudno zwątpić, zwłaszcza teraz – zauważył
cicho Rafael, ostrożnie dobierając słowa. Nie patrzył na nią. – Ale bogini?
Modlicie się do niej na każdym kroku, ale ilu z was tak naprawdę
odpowiedziała?
Te słowa
zabolały, chociaż sama nie była pewna dlaczego. Co więcej, nie mogła pozbyć się
wrażenia, że miał rację – i że wcale nie czuł się z tego powodu
dobrze. Bogini… Przysięgaliśmy przed
boginią, uprzytomniła sobie, dyskretnie pocierając obrączkę. Liczył na coś
więcej, kiedy zdecydował się na ślub i na to, by zwrócić właśnie na Selene?
Zawahała się, próbując zrozumieć, co tak naprawdę próbował sugerować jej
Rafael.
Och, oczywiście… Umarłam. Nawet przysięga
przed boginią mnie nie ochroniła, pomyślała, z trudem będąc w stanie
zapanować nad mętlikiem w głowie. Zauważyła, że przez twarz demona
przemknął cień, ale nawet jeśli był w stanie wychwycić jej myśli, w żaden
inny sposób nie dał niczego po sobie poznać. Ale jestem tutaj… Prawda?
Nie miała
odwagi, by zacząć zastanawiać się nad tym, jak wielki udział mieli w jej
powrocie Rafael, ale też przede wszystkim sama Ciemność.
– To nie
wygląda aż tak źle… Mam wrażenie, że twojej żonie zrobiło się przykro –
oznajmił Andreas, w pośpiechu przerywając ciszę. – Ale wasze wierzenia opierają
się przecież na wierze, że bogini wciąż roztacza opiekę nad tymi, którzy są jej
wierni. Czyż nie tak, Eleno? – zapytał, zwracając się bezpośrednio do niej.
Spojrzała na niego w roztargnieniu, kątem oka wciąż obserwując Rafaela. –
Nazywacie się jej dziećmi.
– A ją
kochającą matka, która daje nam wolną wolę – dodała, ale mimo wszystko miała wątpliwości.
Wcześniej nie zastanawiała się nad tym, ile to miało sensu, ale teraz… – Nie
byłam szczególnie związana z Selene i obrzędami ku jej czci. Ale
wiem, że każdy dar uznaje się za znak przychylności bogini. W szczególności
wieszczki mają mieć z nią wiele wspólnego. – Zawahała się, próbując
wysilić pamięć. Dzięki Aldero wiedziała dość sporo, ale nie sądziła, że
kiedykolwiek przyjdzie jej te wyjaśnienia wykorzystać. – Wierzmy, że ingeruje,
ale…
– Ale? –
Rafael spojrzał na nią z powątpiewaniem. – Wolna wola, tak? Wasza bogini nie
ingeruje w to, co robicie, tylko czasami podrzuci wam jakiś bonusik, który
możecie jakoś wykorzystać. Nie reaguje nawet wtedy, gdy któreś z jej
cudownych dzieci zwróci się ku mojemu ojcu.
Wiedziała,
że miał na myśli Isobel. Przynajmniej sądziła, że chodziło właśnie o nią –
kogoś uzdolnionego, kto bez chwili wahania wszedł w układ z samą
Ciemnością. I kto najpewniej trwał w tym nadal, chociaż królowa zniknęła
już jakiś czas temu. Nie zmieniało to jednak faktu, że w tym wszystkim wciąż
pozostawała sobą. Elenie ten krótki czas, który spędziła u boku wampirzycy
wystarczył, żeby zrozumieć, dokąd to wszystko zmierzało.
Wtedy też
pojęła, że Rafael jak najbardziej był rozżalony, choć niekoniecznie zdawał
sobie z tego sprawę. Ubolewanie nad obojętnością Selene zdecydowanie nie
było czymś naturalnym dla demonów. Wręcz przeciwnie – podejrzewała, że
większość z nich nawet tego nie zauważała, skupiona na wykonywaniu rozkazów
Ciemności.
A jednak
teraz wszystko było inne, przynajmniej w kwestii tego, kim stał się
Rafael. Jego zachowanie mówiło samo za siebie, tak jaki i sposób, w jaki
na nią spoglądał. Prawda była taka, że w którymś momencie uwierzył – być
może wtedy, gdy zdecydował się pojąć ją za żonę. Próbował chronić ją na tak
wiele sposobów, że próba zwrócenia się do Selene wydała jej się czymś równie
prawdopodobnym, co i wszystko inne.
Coś ścisnęło
ją w gardle. Czuła, że powinna zareagować, ale nie była w stanie wykrztusić
z siebie chociażby słowa. W głowie miała pustkę, której w żaden
sposób nie potrafiła się pozbyć. Nie chciała myśleć o Selene, jej bierności
i tym, czy dawała Ciemności wolną rękę. To zbyt mocno kojarzyło jej się ze
słowami Isabeau podczas pogrzebu Allegry. W jednej chwili te zaczęły ją
prześladować, jedynie podkreślając rozczarowanie, które okazywali wszyscy wokół.
Nie miała pojęcia, co i w którym momencie się zmieniło, ale czuła, że
wszystko powoli zmierzało do przełomu. Problem polegał na tym, że nie
spodziewała się po tym przewrocie niczego dobrego.
Może
zaczęło już wtedy, gdy wróciła Isobel – nie miała pewności, zwłaszcza że
urodziła się już po odejściu królowej. A może chodziło właśnie o nią –
o Światło, na które wszyscy czekali, a które okazało się zwykłą
małolatą, która przy pierwszej okazji dała się zabić. Skoro bogini na to
pozwalała…
Przyjemne
ciepło jak na zawołanie rozeszło się po całym jej ciele. To przypominało sposób
w jaki czuła się, kiedy przywoływała skrzydła. Mrowienie na plecach w końcu
ustąpiło, wyparte przez rozluźniającą falę gorąca. Mimowolnie rozluźniła się,
przez krótką chwile czując tak, jakby ktoś z czułością otoczył ją
ramionami. Na moment zamarła, co najmniej zaskoczona tym uczuciem – również
poczuciem bliskości kogoś, kogo z miejsca zapragnęła otoczyć ramionami.
Powiodła
wzrokiem dookoła, ale poza Rafaelem i Andreasem nie zauważyła nikogo
więcej. Zamrugała nieprzytomnie, przez moment czując się tak, jakby ktoś uderzył
ją w głowę. Co się…?, pomyślała,
ale nie była w stanie ani dokończyć, ani tym bardziej odpowiedzieć na
niezasadne pytanie. Czuła się bezpieczna, nagle gotowa przysiąc, że wszystko
się ułoży, a jednak…
– Elena?
Głos Rafaela
wyrwał ją z zamyślenia. Wciąż zdezorientowana, w pośpiechu przeniosła
na niego wzrok. Z trudem wysiliła się na uśmiech, próbując go uspokoić i robiąc
wszystko, by zachowywać się w jak najbardziej naturalny sposób.
– Wszystko w porządku.
Po prostu się zamyśliłam – wyjaśniła wymijająco. – Nie mówmy już o przykrych
rzeczach, dobrze? Wydawało mi się, że mieliście opowiedzieć mi o Niebiańskim
Ogniu.
Nie miała
pewności czy zmiana tematu była dobrym pomysłem, ale to nie miało znaczenia.
Liczyło się, że w jednej chwili atmosfera rozluźniła się, zwłaszcza gdy zauważyła
nieco roztargniony uśmiech, który jak na zawołanie rozjaśnił twarz Andreasa.
– Fakt –
zreflektował się pośpiesznie demon. – Chociaż to wciąż się łączy, aczkolwiek
przyznaję, że zabrnęliśmy za daleko. Wracając do wojny… – Mężczyzna
bezceremonialnie ruszył się z miejsca. Skinął głową w głąb jednego z korytarzy,
jednoznacznie wskazując im odpowiedni kierunku. – Zakładam, że Rafael nie pyta
mnie o to bez powodu. Zgaduję więc, że zdążył ci już wyjaśnić, w jaki
sposób działa… I że ma dwie nazwy. – Andreas zaśmiał się w nieco
nerwowy sposób. – Nie bez powodu, bo tak naprawdę trudno stwierdzić czy jest
dobry, czy zły. Jasne, jest śmiertelnie niebezpieczny, ale… Och, zresztą zaraz sama
zobaczysz.
To ani trochę mi nie pomaga, wiecie?
Westchnęła w duchu.
Jeśli do tej pory była zdezorientowana, po słowach demona mętlik w głowie
jedynie przybrał na sile. Mimo wszystko czuła się lepiej, nie tyle dzięki
zmianie tematu i temu, że emocje choć trochę opadły. Myślami nadal była
przy Selene, ale nie potrafiła myśleć o niej źle – nie jak o tchórzu,
który tak po prostu zostawił tych, którzy jej zaufali. I choć nie była w stanie
w pełni zrozumieć, co mogłyby się kryć za takim zachowaniem, uprzytomniła
sobie, że na swój sposób wciąż bogini ufała – i to pomimo tego, że nigdy
tak naprawdę nie brała wampirzych wierzeń na poważnie.
Wciąż
towarzyszyło jej to dziwne, przyjemne ciepło. Wypełniało ją całą, niosąc ze sobą
jakże upragnione ukojenie i poczucie, że wszystko musiało być w porządku.
To było dziwne, a jednak…
– Proszę
bardzo!
Entuzjastyczny
głos Andreasa sprowadził ją na ziemię. Poderwała głowę i niemalże
krzyknęła, z wrażenia aż cofając się o krok. Do tej pory bezmyślnie
podążała za demonami, nie zastanawiając nad tym, dokąd prowadził korytarz,
który wybrali. Tym bardziej nie zauważyła, w którym momencie ten po prostu
zniknął, w zamian ustępując miejsca wszechobecnej zieleni, kiedy nagle
znaleźli się w samym środku lasu.
Z bijącym
sercem powiodła wzrokiem dookoła, szukając drogi powrotnej. Za sobą nie
zauważyła nawet śladu czegoś, co mogłaby uznać choćby za ścieżkę, a co
dopiero drogę mającą szansę zaprowadzić ją z powrotem do jakiegokolwiek
korytarza albo samego Przedsionka. Nie sądziła, by zamyśliła się aż tak bardzo,
by umknął jej moment, w którym weszli do lasu, podążając w gęstwinę
na tyle, żeby się zgubić. To po prostu nie wchodziło w grę, a jednak
tkwiła pośród drzew, bezskutecznie próbując doszukać się logiki w tym, co
się wydarzyło.
– Jak…? –
Potrząsnęła głową. Próbowała się skupić, ale to wymagało od niej coraz więcej
wysiłku. – To iluzja?
– Och,
Eleno… – westchnął Rafael.
Andreas
jedynie się uśmiechnął.
– W żadnym
razie. Gdybym bawił się rzeczywistością, stworzyłbym coś dużo lepszego – stwierdził
niemalże urażonym tonem.
Wiedziała,
że sobie żartował, ale właściwie nie zwróciła na to uwagi. W zamian
szybkim krokiem ruszyła przed siebie, chcąc lepiej przyjrzeć się temu, co ją
otaczało. Od pierwszej chwili miała poczucie, że miejsce, w którym się
znaleźli, nie było normalne, ale dopiero po chwili uprzytomniła sobie, skąd
brało się to wrażenie.
Nie
chodziło tylko o to, że przywykła do ponurego, zimowego krajobrazu
Seattle. W tym miejscu było przyjemnie ciepło, a wszechobecna zieleń
kojarzyła jej się wyłącznie ze środkiem lata. To nie zrobiło na niej większego
wrażenia, tak jak i fakt, że nagle wylądowali gdzieś w samym środku
nocy. Tyle przynajmniej wywnioskowała po atramentowym niebie, usianym tysiącami
połyskujących łagodnie gwiazd. Swoją drogą, nie przypominała sobie, kiedy
ostatnim razem widziała je tak wyraźnie. Aura wielkiego miasta mimo wszystko
robiła swoje, nawet przy wyostrzonych zmysłach nie pozwalając dostrzec aż tak
wiele, jak Elena mogłaby tego oczekiwać.
Nic jednak nie
było w stanie przygotować na to, co zobaczyła później – i co w jednej
chwili pochłonęło całą jej uwagę.
– Czy to…
dwa księżyce? – wyrwało jej się.
W jednej chwili
poczuła się jak kompletna idiotka. Oczywiście, że to nie mogło być tak… W końcu
nie było możliwe, prawda?
A jednak
dwa kształty znajdowały się tuż przed nią, dosłownie na wyciągnięcie ręki.
Zwłaszcza jeden wydawał się górować nad okolica, potężny i w pełni, rzucając
na okolicę srebrzysty blask. Częściowo chował się za horyzontem i drzewami,
ale i tak widziała go doskonale. Nigdy wcześniej nie miała okazji zobaczyć
czegoś takiego – tak potężnego, niepokojącego i… po prostu pięknego.
Drugi
księżyc trudniej było dostrzec, ale i tak go zauważyła. Może dlatego, że
był o wiele większy od gwiazd, choć znajdował się dalej niż srebrzysta
kula, która w pierwszej kolejności zaintrygowała Elenę. A może po
prostu chodziło o jego barwę – czerwień, która wzbudziła w niej
równie silny niepokój, co i zachwyt.
– Nie
jesteśmy w twoim świecie – wyjaśnił cicho Andreas, bez pośpiechu
przechodząc tuż obok niej. – Co nie znaczy, że nie są do siebie podobne. Tak,
to księżyce… Chociaż to ten tam – ciągnął, zdecydowanym ruchem wskazując na
czerwieniejący punkt – jest ważniejszy.
– A ten
zastępuje słońce – podsunął usłużnie Rafael, widząc, że i tak nie była w stanie
oderwać wzroku od srebrzystej, przysłaniającej wszystko inne kuli.
– Słońce?
– W tym
świecie panuje wieczna noc – podjął Andreas. Wydawał się nie widzieć niczego
niepokojącego w tym, co właśnie jej tłumaczył. To brzmiało tak, jakby
wszystko, co działo się dookoła, było najoczywistszą rzeczą, którą po prostu
należało zaakceptować. – Księżyc, który tak cię fascynuje, jest jedynym źródłem
światła… Uprzedzając, on po prostu świeci. Nie powiem ci skąd ten blask, skoro
nie ma słońca, bo naprawdę nie wiem. – Uśmiechnął się blado. – Może od bogini?
To podobno jedyny skrawek świata, który po sobie zostawiła, kiedy wycofywała
się na dobre. Za to ten tam – ciągnął pośpiesznie, jakby w obawie, że rozmowa
nagle znów przybierze nieodpowiedni kierunek; jego dłoń na powrót powędrowała
ku czerwionemu księżycowi – cały czas się porusza. Nie widać tego na pierwszy
rzut oka, ale właśnie tak jest. Swoją drogą, istnieje legenda, że z jego
położenia można wyczytać przyszłe nieszczęścia. Trzeba tylko…
– Za dużo
tych legend jak na jeden dzień, nie uważasz? – przerwał Rafael. Elena
mimowolnie się wzdrygnęła, słysząc rezerwę pobrzmiewającą w jego głosie.
– Tak, tak…
Może masz rację. – Andreas zawahał się, ale prawie natychmiast wziął się w garść.
Było coś kojącego w tym, z jaką łatwością przychodziło mu to, by się
uśmiechać. – W takim razie przejdźmy do konkretów. Niebiański Ogień…
Gotowa?
Nie
odpowiedziała, ale nie sądziła, by demon tak naprawdę tego oczekiwał. Podążyła
za nim, kiedy wyprzedził ich, pewnym krokiem ruszając w głąb lasu.
Gdziekolwiek byli, Andreas najwyraźniej świetnie orientował się w okolicy,
to jednak nie wydało jej się dziwne. Jeśli spędzał w tym miejscu tyle
czasu, jak zasugerował jej Rafael, gdy wyjaśniał, czym zajmował się jego brat,
taka znajomość terenu była w pełni uzasadniona.
Milczała,
nie do końca ufając sobie i swojemu głosowi. Miejsce, które porzuciła bogini… I inne światy, pomyślała w oszołomieniu,
nie pierwszy raz bliska tego, by wybuchnąć histerycznym śmiechem. Oszalałam już całkiem. Zwariowałam, bo co
innego?
Poczuła na
sobie wymowne spojrzenie Rafaela, ale przynajmniej nie skomentował mętliku w jej
głowie choćby słowem. Oboje milczeli, bez pośpiechu zmierzając przed siebie.
Ale chociaż
nie miała pojęcia, czego się spodziewać, gdzieś wewnątrz czuła znajome,
przyjemne ciepło, które pojawiło się jeszcze w Przedsionku.
Nie mogła
pozbyć się wrażenia, że jak długo towarzyszyło jej to uczucie, wszystko po
prostu musiało być w porządku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz