25 października 2018

Sto czterdzieści sześć

Elena
Nie była na to gotowa. Cokolwiek miało się wydarzyć i niezależnie od tego, czy miała jakiekolwiek powody do niepokoju.
Chcąc nie chcąc analizowała zachowanie Rafaela i to, czego już zdążyła się dowiedzieć. Jej uwagę raz po raz przykuwał srebrzący się księżyc, choć teraz nie była w stanie również przestać myśleć o tym drugim – krwistoczerwonym. Można przewidzieć przyszłe nieszczęścia… Jak?, pomyślała, ale nie odważyła się o to zapytać. Z jednej strony, wcale nie chciała tego wiedzieć. Z drugiej, była ciekawa, ale czuła, że Rafa miał rację. Już i tak z trudem dawała sobie radę z mętlikiem w głowie. Dobijanie się historiami, które uważano za bajki, nie brzmiało jak dobry pomysł.
Z drugiej strony, od dłuższego czasu wszystko to, co miało być legendami, koniec końców okazywało się prawdziwe. Gdyby i tym razem tak się stało…
Zacisnęła usta. O niektórych rzeczach lepiej było nie wiedzieć.
Dookoła panowała cisza, ale to jej nie przeszkadzało. W panującym w lesie milczeniu było coś kojącego, choć nie potrafiła jednoznacznie stwierdzić co. Wciąż towarzyszyło jej przyjemne ciepło, choć to wydawało się odległe i jakby pozbawione większego znaczenia. Mimo wszystko wciąż gdzieś w niej narastało, pomagając Elenie zachować zdrowe zmysły. Pomyślała, że to równie dobrze mogło być wytworem jej wyobraźni, ale przyczyna nie była dla niej istotna. Liczyło się, że choć przez moment czuła się spokojna.
Raz po raz rozglądała się dookoła. To miejsce, choć na pierwszy rzut oka nieróżniące się od każdego innego lasu, który mogłaby zobaczyć, miał w sobie coś wyjątkowego. Nie chodziło tylko o dwa księżyce, bo to samo w sobie było dziwne. O wiele istotniejsze okazało się poczucie, że otaczające ją drzewa wyglądały mimo wszystko inaczej od tych, które zazwyczaj widywała. Nigdy nie była dobra w rozpoznawaniu roślin, ale spoglądając na pnące się ku górze plątaniny gałęzi czy kształt liści, mogła wręcz przysiąc, że nigdy wcześniej nie spotkała się z czymś takim. Może chodziło o to, że te rośliny od lat dorastały w miejscu pozbawionym światła słonecznego, a może… o inny świat, choć to nadal do niej nie docierało.
W głowie wciąż miała słowa Andreasa o tym, że okolica kiedyś należała do bogini. To też brzmiało jak bajka, na dodatek jedna z przyjemniejszych, ale Elena uświadomiła sobie, że chciałaby w to uwierzyć. Nie była w stanie wyobrazić sobie Selene, ale myśl o tym, że bogini tak po prostu mogłaby przechadzać się między drzewami, wydała się dziewczynie kojąca. A przy tym bardzo, ale to bardzo dziwna, ale mogła się z tym pogodzić.
Świat wiecznej nocy… I dwa księżyce, pomyślała z niepewnym uśmiechem. Biorąc pod uwagę to, z czym utożsamiano Selene, to miało sens. Widok rozwijającego się życia, zachwycającego równie mocno, co i to rozgrywające się w blasku dnia, również.
O, tak. Byłaby w stanie uwierzyć, że właśnie przechadzała się gajem, który kiedy należał do Selene.
Sęk w tym, że to dalej niczego nie wyjaśniało. Nie tylko w kwestii Niebiańskiej (czy tam Piekielnego) Ognia, ale przede wszystkim samej bogini. Słuchała o Selene, ale to wciąż była tylko postać, o której wielokrotnie mówiono, ale nic ponadto. Jak istnienie Ciemności wydało się Elenie oczywiste, tak bogini wampirów pozostawała równie nieuchwytna, co i każde inne bóstwo, w które wierzono na świecie.
Nie, to nie tak…
Ale nawet samej sobie nie potrafiła wytłumaczyć, jak w takim wypadku powinno być.
– Jesteśmy.
Głos Andreasa skutecznie wyrwał ją z zamyślenia. Demon zatrzymał się tak gwałtownie, że z rozpędu omal na niego nie wpadła. Zamrugała, widząc tuż przed sobą czarne pióra, składające się na parę intensywnie czarnych skrzydeł. Natychmiast odsunęła się, po czym wzdrygnęła, gdy na ramionach poczuła ciepłe dłonie. Rafael stał tuż za nią, co prawda wciąż milczący i na swój sposób obojętny, ale rozluźniony bardziej niż wcześniej. Jakby od niechcenia spoglądał przed siebie, co uprzytomniło jej, że musiał już wcześniej widzieć to miejsce. Może to odkrycie nie powinno ją zaskoczyć, ale i tak poczuła się dziwnie, zwłaszcza gdy w końcu zwróciła uwagę na to, co znajdowało się przed nimi.
A potem już tylko stała, co najmniej oszołomiona, za nic w świecie nie potrafiąc pojąć, jak można było przyzwyczaić się do takiego widoku.
Tuż przed nimi rozciągało się jezioro. To przynajmniej uprzytomniła sobie po dłuższej chwili tkwienia w miejscu i bezmyślnego wpatrywania w ciemniejącą, idealnie gładką taflę. Niepewnie podeszła bliżej, rozszerzonymi oczami spoglądając na wodę. Potrząsnęła głową, próbując doprowadzić się do porządku, ale to okazało się trudne, zwłaszcza że wciąż czuła się tak, jakby ktoś z całej siły zdzielił ją czymś ciężkim w głowę.
Dawno nie widziała czegoś taki idealnego – wyglądającego wręcz jak bliźniacze odbicie nieba, które mieli nad głowami. Już jezioro, przy którym ukryte było wejście do Miasta Nocy, potrafiło przyprawić o zawroty głowy, nie bez powodu nazywane przez mieszkańców Zwierciadłem, ale to, co widziała w tamtej chwili, okazało się o wiele bardziej oszałamiające. Miała wrażenie, że gwiazdy i dwa księżyce dosłownie leżały na ziemi – zupełnie jakby stabilny grunt nagle się skończył, a jeden nieostrożny krok mógł skończyć się upadkiem w nicość. Mimo wszystko z wolna przysunęła się bliżej, po chwili klękając przy krawędzi, by upewnić się, że jej przypuszczenia były słuszne i jednak miała przed sobą wodę.
Uświadomiła sobie, że drży. To nie był strach, ale przede wszystkim nadmiar narastających już od dłuższego czasu emocji. Odgarnęła włosy, żeby jej nie przeszkadzały, kiedy nachyliła się nad gładką taflą. Serce na moment podeszło jej do gardła, uderzając tak szybko i mocno, jakby chciało wyrwać się na zewnątrz. Na moment zamarła, gdy zauważyła swoje odbicie. Mogła się tego spodziewać, ale i tak zamarła, w oszołomieniu wodząc wzrokiem po własnej sylwetce.
Chyba nigdy nie miała przyzwyczaić się do tego, jak wyglądała w tym świecie. Zauważyła to już w Przedsionku, bardziej niż wcześniej świadoma, kim stała się w chwili powrotu. Nigdy jednak nie widziała tego aż tak wyraźnie. W panującym dookoła mroku, na dodatek na tle nocnego nieba, po prostu lśniła. To był łagodny, srebrzysty blask, wydający się mieć swoje źródło gdzieś w jej wnętrzu. Znów miała skrzydła, choć sama nie była pewna, w którym momencie je przywołała. Mimo wszystko ich obecność wydała się Elenie w pełni naturalna, będąc niczym część tego, kim się stała. Gdyby nagle zniknęły, poczułaby się niepełna.
Z wolna wypuściła powietrze. Widziała się taką już kilkukrotnie, a jednak…
Wyczuła ruch za plecami. W odbiciu na wodzie dostrzegła parę błękitnych oczu i to wystarczyło, żeby pojęła, kto za nią stoi.
– To miejsce jest przepiękne – oznajmiła, choć te słowa nawet w połowie nie oddawały tego, co faktycznie czuła. Dobieranie odpowiednich słów przychodziło jej z trudem. – Ja… Ale dalej nie rozumiem, co tutaj robimy. Mówiliście o Niebiańskim Ogniu, więc…
– Właśnie patrzysz na jego źródło – stwierdził ze spokojem Rafael. – Zabawne, prawda? Wszystko sprowadza się do tego jeziora.
Zamrugała, nagle jeszcze bardziej zdezorientowana. Spodziewała się wielu rzeczy, ale zdecydowanie nie tego.
– Że co?
– Wyciągnij rękę – wtrącił niemalże pogodnym tonem Andreas. – Serio, dotknij wody – dodał, kiedy obejrzała się na niego, spoglądając nań z powątpiewaniem.
– Żartujesz sobie – mruknęła, natychmiast odsuwając się i zaciskając dłonie w pięści.
Serce zabiło jej szybciej ze zdenerwowania. Raz jeszcze spojrzała na idealnie gładkie jezioro, nie wyobrażając sobie, że miałaby ot tak zaburzyć jego harmonię. To samo w sobie brzmiało źle – myśl o tym, by naruszyć coś tak idealnego. Nie chciała, a jednak…
Wzmogła i zaraz rozluźniła uścisk. Wciąż wpatrywała się w wodę i swoje odbicie, nie będąc w stanie oderwać od niego wzroku. Było coś kojącego w blasku, który widziała. W widoku srebrzystego księżyca również, chociaż wciąż nie miała pewności dlaczego. W jednej chwili po prostu poczuła się spokojna, w następnej sekundzie dochodząc do wniosku, że doskonale wiedziała, co powinna zrobić. To było niczym impuls, któremu momentalnie się poddała, bez cienia wcześniejszych wątpliwości jednak przesuwając się bliżej.
Sama nie była pewna, czego spodziewała się po chwili, w której jednak dotknęła wody. Podświadomie wciąż traktowała ją jako nicość; przejście do innego świata albo drugie niebo, które z jakiegoś powodu znajdowało się na ziemi. Przez to poczuła się dziwnie, czując wilgoć pod palcami, uczucie to jednak zniknęło równie nagle, co wcześniej pojawiło. W zamian poczuła tylko i wyłącznie spokój – to i przyjemne ciepło, które jak na zawołanie rozeszło się po całym ciele.
– Och…
Tylko na tyle było ją stać. W milczeniu wpatrywała się na powoli rozchodzące po dotychczas gładkiej powierzchni wodne kręgi – zmarszczki, które powstały za sprawą jej dotyku. Zapragnęła się wycofać, przez ułamek sekundy mimo wszystko mając wrażenie, że jednak robiła coś, czego nie powinna, ale nie miała po temu okazji.
Coś zmieniło się w wyglądzie jeziora. Nie chodziło tylko o zaburzenia na tafle, choć Elena z zaskoczeniem odkryła, że te nie pozbawiły tego miejsca wcześniejszej harmonii. Istotniejsze było to, że woda jak na zawołanie zalśniła, nagle wręcz jarząc się w ciemnościach. Dziewczyna natychmiast zabrała rękę, ale to niczego nie zmieniło. Jakby tego było mało, kiedy spojrzała na swoją dłoń, odkryła, że tą tę otaczał łagodny, srebrzysty blask. Światło narastało, stopniowo oślepiając i przybierając konkretny kształt. Coraz bardziej przypominało płomień – delikatny, ale jednak obecny, owijający się wokół jej dłoni.
Być może powinna poczuć się przerażona, ale nic podobnego nie miało miejsca. Jak urzeczona wpatrywała się w jaśniejącą kulę. Z wolna uniosła rękę, tym samym przekonując się, że płomyk podniósł się wraz z nią. Wydawał się leżeć na samym środku jej dłoni, w pełni posłuszny jej ruchom. Co więcej, zdecydowanie nie wyglądał na coś niebezpiecznego. Chociaż skórą dotykała czegoś, co na pierwszy rzut oka faktycznie wyglądało jak ogień, nie czuła gorąca. Zjawisko było przyjemnie ciepłe, ale nie parzyło, to jednak również wydało się Elenie właściwe. Bardzo dziwne, ale jednak…
– To jest Niebiański Ogień? – zapytała, nie kryjąc sceptycyzmu. Blask, który uformowała w dłoniach, był piękny, ale w niczym nie przypominał broni. – Ale…
– Niebiański Ogień czystej postaci – stwierdził ze spokojem Andreas. – Stąd pochodzi. Podejrzewam, że nie tego się spodziewałaś.
– Nie przypomina tego, co sama przywołałam – oznajmiła, zanim zdążyła ugryźć się w język. Krótko obejrzała się przez ramię, spoglądając to na Rafę, to znów na jego brata, ale żaden z nich nie wydał jej się szczególnie poruszony tymi wyznaniem. – Przypomina mi trochę kule mocy, które czasami przywołują telepaci. Chociaż ten tutaj faktycznie bardziej przypomina ogień – dodała, na powrót skupiając się na tym, co miała w dłoniach.
Teraz widziała to dokładnie – radośnie jarzący się płomyk o dziwnej, srebrzystej barwie. W zasadzie przypominał jej gwiazdę. Jakby jakimś cudem zdołała sięgnąć po jedną z tych, które odbijały się w tafli jeziora.
– Ponieważ to też energia. Niebiański czy Piekielny… To nie ma znaczenia. – Andreas podszedł bliżej, uważnie przypatrując jej poczynaniom. Delikatnie poruszyła dłonią, obserwując jak płomyk posłusznie unosi się tuż nad nią. – Żadna moc nie jest dobra albo zła. Jest neutralna, tak jak i to miejsce. Sama z siebie nie krzywdzi, choć mogłaby, jeśli odpowiednio ją wykorzystać. To tutaj – ciągnął, wciąż uważnie przypatrując Elenie – jest najniebezpieczniejszą bronią, jaką znamy, a jednak tak po prostu trzymasz ją w dłoniach. Rozumiesz, co mam na myśli?
Nie miała pewności, ale po chwili wahania skinęła głową. Możliwe, że to wszystko miało sens. Neutralność… Z jednej strony brzmiało to abstrakcyjnie, ale z drugiej, Elena nie mogła pozbyć się wrażenia, że to jedno słowo niejako tłumaczyło wszystko. W chwili, gdy prawie zabiła Jane, naprawdę chciała to zrobić. Przywołała coś, co mogło jej w tym pomóc, a jednak wcale nie czuła potrzeby, żeby to wykorzystać. W tamtej chwili – klęcząc nad brzegiem spokojnego jeziora i trzymając w dłoniach srebrzącą się kulę – wcale nie czuła się tak, jakby dysponowała bronią. Wręcz przeciwnie. To, na co patrzyła, było po prostu piękne i równie harmonijne, co miejsce, w którym się znajdowała.
– Wytłumaczcie mi jeszcze jedną rzecz – poprosiła, ostrożnie dobierając słowa. – Skoro to jest źródło, a Niebiański Ogień wygląda w ten sposób – zaczęła, dla podkreślenia swoich słów unosząc dłonie – jakim cudem przywołałam go do siebie? To znaczy… Nie miałam o nim pojęcia, prawda? O tym miejscu tym bardziej.
– Świat jest otwarty. Sama widziałaś, z jaką łatwością da się tutaj przenieść. – Andreas wzruszył ramionami. Z jego perspektywy wszystko wydawało się zdecydowanie zbyt proste. – Zwłaszcza energia swobodnie się między nimi przemieszcza. Może nie wiedziałaś, ale najwyraźniej bardzo potrzebowałaś Niebiańskiego Ognia… Zmaterializował się tak, jak mu było wygodnie – dodał, a Elena prychnęła. Płomyk z jeziora uznał, że najbardziej na świecie pragnęła wymachiwać mieczem! – W końcu to woda, prawda? Woda przybierze każdy kształt.
– I dlatego nazywacie go ogniem – żachnęła się.
Demon jedynie się uśmiechnął.
– Kto powiedział, że wszystkie światy rządzą się tymi samymi zasadami? Trochę więcej otwartości, Eleno.
W jednej chwili zapragnęła histerycznie się roześmiać. Albo najlepiej komuś przyłożyć, by jasno dać wszystkim wokół do zrozumienia, że to wcale nie było takie proste. Gdyby nie podejście Andreasa, poczułaby się tak, jakby próbowała się porozumieć z Rufusem – o ile kiedykolwiek przyszłoby jej do głowy, żeby o czymkolwiek z wampirem rozmawiać. Wtedy pewnie też czułaby się równie skołowana, z tą tylko różnicą, że nieśmiertelny zdecydowanie nie próbowałby sprawić, żeby pozbyła się stopniowo narastającej dezorientacji.
Z powątpiewaniem spojrzała znów na jarzący się w jej dłoniach płomień. Wydał jej się bardziej stabilny niż w chwili, w której się pojawił. Chwilę obserwowała jak pulsuje, w żaden sposób nie przypominając jej czegoś, co mogłaby uznać za niszczycielką broń. On po prostu był – na pierwszy rzut oka absolutnie niewinny, choć słowa demona sugerowały coś zupełnie innego.
Cóż… Więc jednak wszystko zależy od intencji, przeszło jej przez myśl. Nie miała pojęcia, czy to cokolwiek ułatwiało albo komplikowało, ale w jakimś stopniu ta świadomość wydała się Elenie istotna. Porównanie do mogącej przybrać dowolny kształt wody, również. Nie była pewna czy właśnie tego oczekiwał Rafael, kiedy zdecydował się ją zabrać do tego miejsca, by mogła na własne oczy zobaczyć Niebiański Ogień, ale to wydawało się najmniej istotne. Wszystko tak naprawdę miało się dopiero okazać, zwłaszcza że demon najwyraźniej uparł się, by jak najszybciej opanowała zdolność przywoływania do siebie czegoś, co wciąż pozostawało dla niej abstrakcją.
– Ehm… Wszystko cudownie, ale co ja mam z tym teraz zrobić?
Obaj spojrzeli na nią pytająco. Westchnęła, po czym z wolna podniosła się, wciąż bardzo ostrożnie poruszając dłońmi. Płomień natychmiast zareagował, unosząc się wraz z nią, zupełnie jakby stanowili jedność. Nie musiała go ani podnosić, ani w żaden sposób zmuszać do tego, żeby jej towarzyszył. Tak naprawdę poruszał się sam, podążając za nią niemalże niczym cień.
– Och, no tak – zreflektował się pośpiesznie Andreas. – Podziękuj mu ładnie i odeślij do jeziora.
– Podziękuj – powtórzyła, wciąż czując się tak, jakby próbował sobie z niej żartować. – Mam dziękować płomieniowi – dodała, uważnie obserwując twarz brata Rafaela.
Spodziewała się, że znów zacznie się śmiać albo w jakiś sposób okaże rozbawienie – w tym również to, że próbował bawić się jej kosztem – jednak nic podobnego nie miało miejsca. Wręcz przeciwnie, bo demon momentalnie spoważniał, przy okazji sprawiając, że Elena w jednej chwili poczuła się nieswojo. Lubiła Andreasa, ale nie mogła pozbyć się wrażenia, że ten bardzo łatwo mógł jej przypomnieć, dlaczego został strażnikiem Przedsionka. Co więcej, to wciąż był brat Rafaela – jeden z demonów, muszący mieć na sumieniu więcej istnień, niż mogłaby sobie wyobrazić.
– Oczywiście, że masz mu podziękować. Energia zasłużyła na szacunek, zwłaszcza taka – oznajmił w wystarczająco poważny sposób, by pojęła, że nie żartował. Serce zabiło jej mocniej, gdy wyczuła gniewną nutę w jego głosie. – Przybył, kiedy go potrzebowałaś. A teraz był na tyle dobry, żeby znów się przed tobą ujawnić. Naprawdę nie zasłużył sobie na to, żeby…?
– Andreas – wtrącił spiętym tonem Rafael. – Elena dopiero się uczy, pamiętasz? Nie miała nic złego na myśli.
Demon zamrugał, po czym w roztargnieniu spojrzał na brata. Jego twarz i spojrzenie złagodniały, jakby dopiero w tamtej chwili dotarło do niego, że się zapędził.
– Ach, tak… Tak, wybacz – wyrzucił z siebie na wydechu. – Po prostu zrób to, co powiedziałem. I tak musimy wracać. Poświęciłem wam zdecydowanie zbyt dużo czasu.
Elena zawahała się, wciąż zaniepokojona. W milczeniu zmierzyła Andreasa wzrokiem, zaskoczona jego zachowaniem. Przez moment wcale nie wydawał jej się aż taki beztroski i miły, jak mogłoby się wydawać. Prawda była taka, że zdołał ją wystraszyć, choć za żadne skarby nie chciała tego okazywać. Wiedziała co prawda, że demony mogły bez przeszkód wyczuć lęki innych, ale próbowała o tym nie myśleć, w zamian udając, że nic szczególnego nie miało miejsca.
On bierze to na poważnie, uprzytomniła sobie. Wcześniej nie zastanawiała się nad tym, jak wiele zdążył przez wieki zobaczyć Andreas, ale w tamtej chwili uprzytomniła sobie, że może nawet więcej niż którekolwiek inne z jego rodzeństwa. Trwał na pograniczu światów, na co dzień musząc widzieć ich tak wiele, że gdyby sama musiała się z czymś takim mierzyć, pewnie po jednym dniu postradałaby zmysły. Co więcej, była gotowa przysiąc, że rozumiał je doskonale – każdy z nich, niezależnie od zasad, którymi się rządził. Jeśli coś mówi, najpewniej doskonale wiedział, jakie znaczenie miały jego słowa.
Z wolna wypuściła powietrze, próbując się uspokoić. Była zmęczona, ale to zeszło gdzieś na dalszy plan. Podekscytowanie skutecznie wyparło znużenie, sprawiając, że była o wiele bardziej pobudzona, niż mogłaby sobie tego życzyć. Wciąż czuła się jak we śnie, choć jakaś jej cząstka wiedziała, że otaczająca ją rzeczywistość była prawdziwa – może nawet bardziej niż cokolwiek innego.
Spojrzała na jarzący się w jej dłoniach Niebiański Ogień. Nie zmienił się w żaden sposób, jakby chwilowe wzburzenie nie miało dla niego żadnego znaczenia. Oczywiście, że nie. Energia to… energia, prawda?, pomyślała, ale nagle wcale nie była tego taka pewna. Czuła się nieswojo, wciąż próbując sensownie poukładać sobie wszystko to, czego się dowiedziała.
Krótko spojrzał na odbijający się w jeziorze księżyc. Srebrzysty blask miał w sobie coś kojącego, co pozwoliło jej się rozluźnić, choć gdzieś na granicy świadomości wciąż czaiło się wspomnienie drugiego satelity – niepokojącego, barwy świeżej krwi.
Można przewidzieć przyszłe nieszczęścia…, powtórzyła w myślach raz jeszcze i to wystarczyło, by całym jej ciałem wstrząsnął dreszcz. Tak bardzo chciała o to zapytać…
– Dziękuję – powiedziała w końcu, starannie dobierając słowa. Z niejakim niepokojem obserwowała Niebiański Ogień, ale on po prostu wciąż trwał przy niej, w żaden sposób się nie zmieniając. – I za wcześniej, i za to, że mi się pokazałeś. Możesz wrócić tam, gdzie przynależysz – dodała, lekko kiwając głową.
Nie miała pojęcia co robi, ale te słowa wydały jej się właściwe. Kiedy na dodatek zauważyła, że Andreas uśmiechnął się z uznaniem, doszła do wniosku, że może jednak niczego nie zepsuła. Cóż, przynajmniej nieświadomie nie zdenerwowała demona, co samo w sobie wydało jej się sukcesem.
Tym razem kiedy zabrała ręce, płomień nie podążył za nią. Chwilę unosił się w powietrzu, wciąż radośnie lśniąc, po chwili jednak się wycofał, by w następnej sekundzie wniknąć w jezioro.
Idealnie czysta woda znów trwała w harmonii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz









After We Fall
stories by Nessa