
Elena
Nie była na to gotowa.
Cokolwiek miało się wydarzyć i niezależnie od tego, czy miała jakiekolwiek
powody do niepokoju.
Chcąc nie
chcąc analizowała zachowanie Rafaela i to, czego już zdążyła się
dowiedzieć. Jej uwagę raz po raz przykuwał srebrzący się księżyc, choć teraz
nie była w stanie również przestać myśleć o tym drugim –
krwistoczerwonym. Można przewidzieć
przyszłe nieszczęścia… Jak?, pomyślała, ale nie odważyła się o to
zapytać. Z jednej strony, wcale nie chciała tego wiedzieć. Z drugiej,
była ciekawa, ale czuła, że Rafa miał rację. Już i tak z trudem
dawała sobie radę z mętlikiem w głowie. Dobijanie się historiami, które
uważano za bajki, nie brzmiało jak dobry pomysł.
Z drugiej
strony, od dłuższego czasu wszystko to, co miało być legendami, koniec końców okazywało
się prawdziwe. Gdyby i tym razem tak się stało…
Zacisnęła
usta. O niektórych rzeczach lepiej było nie wiedzieć.
Dookoła
panowała cisza, ale to jej nie przeszkadzało. W panującym w lesie
milczeniu było coś kojącego, choć nie potrafiła jednoznacznie stwierdzić co. Wciąż
towarzyszyło jej przyjemne ciepło, choć to wydawało się odległe i jakby
pozbawione większego znaczenia. Mimo wszystko wciąż gdzieś w niej narastało,
pomagając Elenie zachować zdrowe zmysły. Pomyślała, że to równie dobrze mogło
być wytworem jej wyobraźni, ale przyczyna nie była dla niej istotna. Liczyło
się, że choć przez moment czuła się spokojna.
Raz po raz
rozglądała się dookoła. To miejsce, choć na pierwszy rzut oka nieróżniące się od
każdego innego lasu, który mogłaby zobaczyć, miał w sobie coś wyjątkowego.
Nie chodziło tylko o dwa księżyce, bo to samo w sobie było dziwne. O wiele
istotniejsze okazało się poczucie, że otaczające ją drzewa wyglądały mimo
wszystko inaczej od tych, które zazwyczaj widywała. Nigdy nie była dobra w rozpoznawaniu
roślin, ale spoglądając na pnące się ku górze plątaniny gałęzi czy kształt liści,
mogła wręcz przysiąc, że nigdy wcześniej nie spotkała się z czymś takim.
Może chodziło o to, że te rośliny od lat dorastały w miejscu
pozbawionym światła słonecznego, a może… o inny świat, choć to nadal do
niej nie docierało.
W głowie
wciąż miała słowa Andreasa o tym, że okolica kiedyś należała do bogini. To
też brzmiało jak bajka, na dodatek jedna z przyjemniejszych, ale Elena
uświadomiła sobie, że chciałaby w to uwierzyć. Nie była w stanie
wyobrazić sobie Selene, ale myśl o tym, że bogini tak po prostu mogłaby
przechadzać się między drzewami, wydała się dziewczynie kojąca. A przy tym
bardzo, ale to bardzo dziwna, ale mogła się z tym pogodzić.
Świat wiecznej nocy… I dwa księżyce,
pomyślała z niepewnym uśmiechem. Biorąc pod uwagę to, z czym
utożsamiano Selene, to miało sens. Widok rozwijającego się życia, zachwycającego
równie mocno, co i to rozgrywające się w blasku dnia, również.
O, tak. Byłaby
w stanie uwierzyć, że właśnie przechadzała się gajem, który kiedy należał
do Selene.
Sęk w tym,
że to dalej niczego nie wyjaśniało. Nie tylko w kwestii Niebiańskiej (czy
tam Piekielnego) Ognia, ale przede wszystkim samej bogini. Słuchała o Selene,
ale to wciąż była tylko postać, o której wielokrotnie mówiono, ale nic
ponadto. Jak istnienie Ciemności wydało się Elenie oczywiste, tak bogini wampirów
pozostawała równie nieuchwytna, co i każde inne bóstwo, w które wierzono
na świecie.
Nie, to nie tak…
Ale nawet
samej sobie nie potrafiła wytłumaczyć, jak w takim wypadku powinno być.
– Jesteśmy.
Głos
Andreasa skutecznie wyrwał ją z zamyślenia. Demon zatrzymał się tak
gwałtownie, że z rozpędu omal na niego nie wpadła. Zamrugała, widząc tuż
przed sobą czarne pióra, składające się na parę intensywnie czarnych skrzydeł.
Natychmiast odsunęła się, po czym wzdrygnęła, gdy na ramionach poczuła ciepłe dłonie.
Rafael stał tuż za nią, co prawda wciąż milczący i na swój sposób
obojętny, ale rozluźniony bardziej niż wcześniej. Jakby od niechcenia spoglądał
przed siebie, co uprzytomniło jej, że musiał już wcześniej widzieć to miejsce. Może
to odkrycie nie powinno ją zaskoczyć, ale i tak poczuła się dziwnie,
zwłaszcza gdy w końcu zwróciła uwagę na to, co znajdowało się przed nimi.
A potem już
tylko stała, co najmniej oszołomiona, za nic w świecie nie potrafiąc pojąć,
jak można było przyzwyczaić się do takiego widoku.
Tuż przed
nimi rozciągało się jezioro. To przynajmniej uprzytomniła sobie po dłuższej chwili
tkwienia w miejscu i bezmyślnego wpatrywania w ciemniejącą,
idealnie gładką taflę. Niepewnie podeszła bliżej, rozszerzonymi oczami
spoglądając na wodę. Potrząsnęła głową, próbując doprowadzić się do porządku,
ale to okazało się trudne, zwłaszcza że wciąż czuła się tak, jakby ktoś z całej
siły zdzielił ją czymś ciężkim w głowę.
Dawno nie
widziała czegoś taki idealnego – wyglądającego wręcz jak bliźniacze odbicie
nieba, które mieli nad głowami. Już jezioro, przy którym ukryte było wejście do
Miasta Nocy, potrafiło przyprawić o zawroty głowy, nie bez powodu nazywane
przez mieszkańców Zwierciadłem, ale to, co widziała w tamtej chwili,
okazało się o wiele bardziej oszałamiające. Miała wrażenie, że gwiazdy i dwa
księżyce dosłownie leżały na ziemi – zupełnie jakby stabilny grunt nagle się
skończył, a jeden nieostrożny krok mógł skończyć się upadkiem w nicość.
Mimo wszystko z wolna przysunęła się bliżej, po chwili klękając przy
krawędzi, by upewnić się, że jej przypuszczenia były słuszne i jednak miała
przed sobą wodę.
Uświadomiła
sobie, że drży. To nie był strach, ale przede wszystkim nadmiar narastających
już od dłuższego czasu emocji. Odgarnęła włosy, żeby jej nie przeszkadzały,
kiedy nachyliła się nad gładką taflą. Serce na moment podeszło jej do gardła, uderzając
tak szybko i mocno, jakby chciało wyrwać się na zewnątrz. Na moment
zamarła, gdy zauważyła swoje odbicie. Mogła się tego spodziewać, ale i tak
zamarła, w oszołomieniu wodząc wzrokiem po własnej sylwetce.
Chyba nigdy
nie miała przyzwyczaić się do tego, jak wyglądała w tym świecie. Zauważyła
to już w Przedsionku, bardziej niż wcześniej świadoma, kim stała się w chwili
powrotu. Nigdy jednak nie widziała tego aż tak wyraźnie. W panującym
dookoła mroku, na dodatek na tle nocnego nieba, po prostu lśniła. To był
łagodny, srebrzysty blask, wydający się mieć swoje źródło gdzieś w jej
wnętrzu. Znów miała skrzydła, choć sama nie była pewna, w którym momencie
je przywołała. Mimo wszystko ich obecność wydała się Elenie w pełni
naturalna, będąc niczym część tego, kim się stała. Gdyby nagle zniknęły, poczułaby
się niepełna.
Z wolna
wypuściła powietrze. Widziała się taką już kilkukrotnie, a jednak…
Wyczuła
ruch za plecami. W odbiciu na wodzie dostrzegła parę błękitnych oczu i to
wystarczyło, żeby pojęła, kto za nią stoi.
– To
miejsce jest przepiękne – oznajmiła, choć te słowa nawet w połowie nie
oddawały tego, co faktycznie czuła. Dobieranie odpowiednich słów przychodziło jej
z trudem. – Ja… Ale dalej nie rozumiem, co tutaj robimy. Mówiliście o Niebiańskim
Ogniu, więc…
– Właśnie
patrzysz na jego źródło – stwierdził ze spokojem Rafael. – Zabawne, prawda?
Wszystko sprowadza się do tego jeziora.
Zamrugała, nagle
jeszcze bardziej zdezorientowana. Spodziewała się wielu rzeczy, ale
zdecydowanie nie tego.
– Że co?
– Wyciągnij
rękę – wtrącił niemalże pogodnym tonem Andreas. – Serio, dotknij wody – dodał,
kiedy obejrzała się na niego, spoglądając nań z powątpiewaniem.
– Żartujesz
sobie – mruknęła, natychmiast odsuwając się i zaciskając dłonie w pięści.
Serce
zabiło jej szybciej ze zdenerwowania. Raz jeszcze spojrzała na idealnie gładkie
jezioro, nie wyobrażając sobie, że miałaby ot tak zaburzyć jego harmonię. To samo
w sobie brzmiało źle – myśl o tym, by naruszyć coś tak idealnego. Nie
chciała, a jednak…
Wzmogła i zaraz
rozluźniła uścisk. Wciąż wpatrywała się w wodę i swoje odbicie, nie będąc
w stanie oderwać od niego wzroku. Było coś kojącego w blasku, który
widziała. W widoku srebrzystego księżyca również, chociaż wciąż nie miała
pewności dlaczego. W jednej chwili po prostu poczuła się spokojna, w następnej
sekundzie dochodząc do wniosku, że doskonale wiedziała, co powinna zrobić. To
było niczym impuls, któremu momentalnie się poddała, bez cienia wcześniejszych
wątpliwości jednak przesuwając się bliżej.
Sama nie
była pewna, czego spodziewała się po chwili, w której jednak dotknęła
wody. Podświadomie wciąż traktowała ją jako nicość; przejście do innego świata
albo drugie niebo, które z jakiegoś powodu znajdowało się na ziemi. Przez
to poczuła się dziwnie, czując wilgoć pod palcami, uczucie to jednak zniknęło
równie nagle, co wcześniej pojawiło. W zamian poczuła tylko i wyłącznie
spokój – to i przyjemne ciepło, które jak na zawołanie rozeszło się po
całym ciele.
– Och…
Tylko na tyle
było ją stać. W milczeniu wpatrywała się na powoli rozchodzące po dotychczas
gładkiej powierzchni wodne kręgi – zmarszczki, które powstały za sprawą jej
dotyku. Zapragnęła się wycofać, przez ułamek sekundy mimo wszystko mając wrażenie,
że jednak robiła coś, czego nie powinna, ale nie miała po temu okazji.
Coś
zmieniło się w wyglądzie jeziora. Nie chodziło tylko o zaburzenia na
tafle, choć Elena z zaskoczeniem odkryła, że te nie pozbawiły tego miejsca
wcześniejszej harmonii. Istotniejsze było to, że woda jak na zawołanie zalśniła,
nagle wręcz jarząc się w ciemnościach. Dziewczyna natychmiast zabrała rękę,
ale to niczego nie zmieniło. Jakby tego było mało, kiedy spojrzała na swoją
dłoń, odkryła, że tą tę otaczał łagodny, srebrzysty blask. Światło narastało,
stopniowo oślepiając i przybierając konkretny kształt. Coraz bardziej
przypominało płomień – delikatny, ale jednak obecny, owijający się wokół jej
dłoni.
Być może
powinna poczuć się przerażona, ale nic podobnego nie miało miejsca. Jak
urzeczona wpatrywała się w jaśniejącą kulę. Z wolna uniosła rękę, tym
samym przekonując się, że płomyk podniósł się wraz z nią. Wydawał się
leżeć na samym środku jej dłoni, w pełni posłuszny jej ruchom. Co więcej, zdecydowanie
nie wyglądał na coś niebezpiecznego. Chociaż skórą dotykała czegoś, co na
pierwszy rzut oka faktycznie wyglądało jak ogień, nie czuła gorąca. Zjawisko
było przyjemnie ciepłe, ale nie parzyło, to jednak również wydało się Elenie
właściwe. Bardzo dziwne, ale jednak…
– To jest
Niebiański Ogień? – zapytała, nie kryjąc sceptycyzmu. Blask, który uformowała w dłoniach,
był piękny, ale w niczym nie przypominał broni. – Ale…
– Niebiański
Ogień czystej postaci – stwierdził ze spokojem Andreas. – Stąd pochodzi.
Podejrzewam, że nie tego się spodziewałaś.
– Nie
przypomina tego, co sama przywołałam – oznajmiła, zanim zdążyła ugryźć się w język.
Krótko obejrzała się przez ramię, spoglądając to na Rafę, to znów na jego
brata, ale żaden z nich nie wydał jej się szczególnie poruszony tymi wyznaniem.
– Przypomina mi trochę kule mocy, które czasami przywołują telepaci. Chociaż
ten tutaj faktycznie bardziej przypomina ogień – dodała, na powrót skupiając
się na tym, co miała w dłoniach.
Teraz
widziała to dokładnie – radośnie jarzący się płomyk o dziwnej, srebrzystej
barwie. W zasadzie przypominał jej gwiazdę. Jakby jakimś cudem zdołała
sięgnąć po jedną z tych, które odbijały się w tafli jeziora.
– Ponieważ
to też energia. Niebiański czy Piekielny… To nie ma znaczenia. – Andreas podszedł
bliżej, uważnie przypatrując jej poczynaniom. Delikatnie poruszyła dłonią,
obserwując jak płomyk posłusznie unosi się tuż nad nią. – Żadna moc nie jest
dobra albo zła. Jest neutralna, tak jak i to miejsce. Sama z siebie
nie krzywdzi, choć mogłaby, jeśli odpowiednio ją wykorzystać. To tutaj –
ciągnął, wciąż uważnie przypatrując Elenie – jest najniebezpieczniejszą bronią,
jaką znamy, a jednak tak po prostu trzymasz ją w dłoniach. Rozumiesz,
co mam na myśli?
Nie miała
pewności, ale po chwili wahania skinęła głową. Możliwe, że to wszystko miało
sens. Neutralność… Z jednej strony brzmiało to abstrakcyjnie, ale z drugiej,
Elena nie mogła pozbyć się wrażenia, że to jedno słowo niejako tłumaczyło
wszystko. W chwili, gdy prawie zabiła Jane, naprawdę chciała to zrobić.
Przywołała coś, co mogło jej w tym pomóc, a jednak wcale nie czuła
potrzeby, żeby to wykorzystać. W tamtej chwili – klęcząc nad brzegiem
spokojnego jeziora i trzymając w dłoniach srebrzącą się kulę – wcale
nie czuła się tak, jakby dysponowała bronią. Wręcz przeciwnie. To, na co
patrzyła, było po prostu piękne i równie harmonijne, co miejsce, w którym
się znajdowała.
–
Wytłumaczcie mi jeszcze jedną rzecz – poprosiła, ostrożnie dobierając słowa. – Skoro
to jest źródło, a Niebiański Ogień wygląda w ten sposób – zaczęła,
dla podkreślenia swoich słów unosząc dłonie – jakim cudem przywołałam go do
siebie? To znaczy… Nie miałam o nim pojęcia, prawda? O tym miejscu
tym bardziej.
– Świat
jest otwarty. Sama widziałaś, z jaką łatwością da się tutaj przenieść. –
Andreas wzruszył ramionami. Z jego perspektywy wszystko wydawało się
zdecydowanie zbyt proste. – Zwłaszcza energia swobodnie się między nimi
przemieszcza. Może nie wiedziałaś, ale najwyraźniej bardzo potrzebowałaś
Niebiańskiego Ognia… Zmaterializował się tak, jak mu było wygodnie – dodał, a Elena
prychnęła. Płomyk z jeziora uznał, że najbardziej na świecie pragnęła
wymachiwać mieczem! – W końcu to woda, prawda? Woda przybierze każdy
kształt.
– I dlatego
nazywacie go ogniem – żachnęła się.
Demon
jedynie się uśmiechnął.
– Kto powiedział,
że wszystkie światy rządzą się tymi samymi zasadami? Trochę więcej otwartości,
Eleno.
W jednej
chwili zapragnęła histerycznie się roześmiać. Albo najlepiej komuś przyłożyć,
by jasno dać wszystkim wokół do zrozumienia, że to wcale nie było takie proste.
Gdyby nie podejście Andreasa, poczułaby się tak, jakby próbowała się porozumieć
z Rufusem – o ile kiedykolwiek przyszłoby jej do głowy, żeby o czymkolwiek
z wampirem rozmawiać. Wtedy pewnie też czułaby się równie skołowana, z tą
tylko różnicą, że nieśmiertelny zdecydowanie nie próbowałby sprawić, żeby pozbyła
się stopniowo narastającej dezorientacji.
Z powątpiewaniem
spojrzała znów na jarzący się w jej dłoniach płomień. Wydał jej się bardziej
stabilny niż w chwili, w której się pojawił. Chwilę obserwowała jak
pulsuje, w żaden sposób nie przypominając jej czegoś, co mogłaby uznać za
niszczycielką broń. On po prostu był – na pierwszy rzut oka absolutnie
niewinny, choć słowa demona sugerowały coś zupełnie innego.
Cóż… Więc jednak wszystko zależy od intencji,
przeszło jej przez myśl. Nie miała pojęcia, czy to cokolwiek ułatwiało albo
komplikowało, ale w jakimś stopniu ta świadomość wydała się Elenie
istotna. Porównanie do mogącej przybrać dowolny kształt wody, również. Nie była
pewna czy właśnie tego oczekiwał Rafael, kiedy zdecydował się ją zabrać do tego
miejsca, by mogła na własne oczy zobaczyć Niebiański Ogień, ale to wydawało się
najmniej istotne. Wszystko tak naprawdę miało się dopiero okazać, zwłaszcza że
demon najwyraźniej uparł się, by jak najszybciej opanowała zdolność
przywoływania do siebie czegoś, co wciąż pozostawało dla niej abstrakcją.
– Ehm…
Wszystko cudownie, ale co ja mam z tym teraz zrobić?
Obaj
spojrzeli na nią pytająco. Westchnęła, po czym z wolna podniosła się, wciąż
bardzo ostrożnie poruszając dłońmi. Płomień natychmiast zareagował, unosząc się
wraz z nią, zupełnie jakby stanowili jedność. Nie musiała go ani podnosić,
ani w żaden sposób zmuszać do tego, żeby jej towarzyszył. Tak naprawdę
poruszał się sam, podążając za nią niemalże niczym cień.
– Och, no
tak – zreflektował się pośpiesznie Andreas. – Podziękuj mu ładnie i odeślij
do jeziora.
– Podziękuj
– powtórzyła, wciąż czując się tak, jakby próbował sobie z niej żartować. –
Mam dziękować płomieniowi – dodała, uważnie obserwując twarz brata Rafaela.
Spodziewała
się, że znów zacznie się śmiać albo w jakiś sposób okaże rozbawienie – w tym
również to, że próbował bawić się jej kosztem – jednak nic podobnego nie miało
miejsca. Wręcz przeciwnie, bo demon momentalnie spoważniał, przy okazji sprawiając,
że Elena w jednej chwili poczuła się nieswojo. Lubiła Andreasa, ale nie
mogła pozbyć się wrażenia, że ten bardzo łatwo mógł jej przypomnieć, dlaczego
został strażnikiem Przedsionka. Co więcej, to wciąż był brat Rafaela – jeden z demonów,
muszący mieć na sumieniu więcej istnień, niż mogłaby sobie wyobrazić.
–
Oczywiście, że masz mu podziękować. Energia zasłużyła na szacunek, zwłaszcza
taka – oznajmił w wystarczająco poważny sposób, by pojęła, że nie
żartował. Serce zabiło jej mocniej, gdy wyczuła gniewną nutę w jego głosie.
– Przybył, kiedy go potrzebowałaś. A teraz był na tyle dobry, żeby znów
się przed tobą ujawnić. Naprawdę nie zasłużył sobie na to, żeby…?
– Andreas –
wtrącił spiętym tonem Rafael. – Elena dopiero się uczy, pamiętasz? Nie miała
nic złego na myśli.
Demon zamrugał,
po czym w roztargnieniu spojrzał na brata. Jego twarz i spojrzenie
złagodniały, jakby dopiero w tamtej chwili dotarło do niego, że się
zapędził.
– Ach, tak…
Tak, wybacz – wyrzucił z siebie na wydechu. – Po prostu zrób to, co
powiedziałem. I tak musimy wracać. Poświęciłem wam zdecydowanie zbyt dużo
czasu.
Elena
zawahała się, wciąż zaniepokojona. W milczeniu zmierzyła Andreasa
wzrokiem, zaskoczona jego zachowaniem. Przez moment wcale nie wydawał jej się
aż taki beztroski i miły, jak mogłoby się wydawać. Prawda była taka, że
zdołał ją wystraszyć, choć za żadne skarby nie chciała tego okazywać. Wiedziała
co prawda, że demony mogły bez przeszkód wyczuć lęki innych, ale próbowała o tym
nie myśleć, w zamian udając, że nic szczególnego nie miało miejsca.
On bierze to na poważnie, uprzytomniła
sobie. Wcześniej nie zastanawiała się nad tym, jak wiele zdążył przez wieki
zobaczyć Andreas, ale w tamtej chwili uprzytomniła sobie, że może nawet
więcej niż którekolwiek inne z jego rodzeństwa. Trwał na pograniczu
światów, na co dzień musząc widzieć ich tak wiele, że gdyby sama musiała się z czymś
takim mierzyć, pewnie po jednym dniu postradałaby zmysły. Co więcej, była gotowa
przysiąc, że rozumiał je doskonale – każdy z nich, niezależnie od zasad,
którymi się rządził. Jeśli coś mówi, najpewniej doskonale wiedział, jakie
znaczenie miały jego słowa.
Z wolna
wypuściła powietrze, próbując się uspokoić. Była zmęczona, ale to zeszło gdzieś
na dalszy plan. Podekscytowanie skutecznie wyparło znużenie, sprawiając, że
była o wiele bardziej pobudzona, niż mogłaby sobie tego życzyć. Wciąż
czuła się jak we śnie, choć jakaś jej cząstka wiedziała, że otaczająca ją rzeczywistość
była prawdziwa – może nawet bardziej niż cokolwiek innego.
Spojrzała
na jarzący się w jej dłoniach Niebiański Ogień. Nie zmienił się w żaden
sposób, jakby chwilowe wzburzenie nie miało dla niego żadnego znaczenia. Oczywiście, że nie. Energia to… energia,
prawda?, pomyślała, ale nagle wcale nie była tego taka pewna. Czuła się nieswojo,
wciąż próbując sensownie poukładać sobie wszystko to, czego się dowiedziała.
Krótko spojrzał
na odbijający się w jeziorze księżyc. Srebrzysty blask miał w sobie
coś kojącego, co pozwoliło jej się rozluźnić, choć gdzieś na granicy świadomości
wciąż czaiło się wspomnienie drugiego satelity – niepokojącego, barwy świeżej
krwi.
Można przewidzieć przyszłe nieszczęścia…,
powtórzyła w myślach raz jeszcze i to wystarczyło, by całym jej
ciałem wstrząsnął dreszcz. Tak bardzo chciała o to zapytać…
– Dziękuję –
powiedziała w końcu, starannie dobierając słowa. Z niejakim
niepokojem obserwowała Niebiański Ogień, ale on po prostu wciąż trwał przy
niej, w żaden sposób się nie zmieniając. – I za wcześniej, i za
to, że mi się pokazałeś. Możesz wrócić tam, gdzie przynależysz – dodała, lekko
kiwając głową.
Nie miała
pojęcia co robi, ale te słowa wydały jej się właściwe. Kiedy na dodatek
zauważyła, że Andreas uśmiechnął się z uznaniem, doszła do wniosku, że
może jednak niczego nie zepsuła. Cóż, przynajmniej nieświadomie nie
zdenerwowała demona, co samo w sobie wydało jej się sukcesem.
Tym razem
kiedy zabrała ręce, płomień nie podążył za nią. Chwilę unosił się w powietrzu,
wciąż radośnie lśniąc, po chwili jednak się wycofał, by w następnej
sekundzie wniknąć w jezioro.
Idealnie
czysta woda znów trwała w harmonii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz