29 września 2018

Sto dwadzieścia

Elena
Odetchnęła z ulgą, ledwo znaleźli się sami. W głowie wciąż miała mętlik, próbując uporządkować wszystko, czego się dowiedzieli. Nie tego spodziewała się o wizycie u Licavolich, choć w jednej kwestii musiała przyznać Rafaelowi rację: zwykle wiązały się z nimi kłopoty. Z drugiej strony miała wrażenie, że ta zasada obejmowała tak naprawdę całą jej rodzinę, w tym jej samą.
Obejrzała się przez ramię, ale nic nie wskazywało na to, by ktokolwiek zamierzał za nimi podążać. To też przyjęła z ulgą, choć wciąż nie miała pewności, w jaki sposób powinna się zachowywać. Fakt, że czuła się lepiej, trzymając od napiętej atmosfery w salonie, również nie poprawiał Elenie nastroju.
– Dziękuje ci – rzuciła jak gdyby nigdy nic, gdy tylko nabrała pewności, że prócz Rafy nikt inny nie zdoła jej usłyszeć.
Demon spojrzał na nią z zaciekawieniem, wyraźnie zaintrygowany. Uciekła wzrokiem gdzieś w bok, nie zamierzając pozwolić sobie na patrzenie mu w oczy. W zamian skupiła się na przywołaniu skrzydeł, choć to udało jej się dopiero po dłuższej chwili.
– Za co znów? – zapytał w końcu, gdy tylko nabrał pewności, że nie zamierzała dodać niczego więcej.
– Za to, że jednak zdecydowaliście się nie pozabijać – wyjaśniła, starannie dobierając słowa. – No i byłeś miły, a to już coś.
– Nie tyle miły, co uprzejmy. Porozumienie tego wymaga – zauważył przytomnie. Elena z trudem powstrzymała się przed wywróceniem oczami. – Zresztą zdążyłaś to już uroczo skomentować. Można na ciebie liczyć – rzucił zaczepnym tonem.
Nie wydawał się faktycznie rozeźlony, a przynajmniej Elena nie odniosła wrażenia, by faktycznie tak było. Co prawda zrozumienie demona czasem graniczyło z cudem, ale powoli zaczynała się do tego przyzwyczajać.
– Wiesz, że nie miałam niczego złego na myśli – zreflektowała się pośpiesznie. Rozłożyła skrzydła, by mieć szansę dotrzymać mu kroku, gdy wzbił się w powietrze. – Tak sobie myślę… Naprawdę nie wiesz, o co może chodzić twojemu ojcu?
– W przypadku Renesmee? Nie. – Nawet na nią nie spojrzał. Westchnęła, chcąc nie chcąc jednak zaczynając się zastanawiać, czy na domiar złego go nie uraziła. – Nie jestem z ojcem już tak blisko, jak mógłbym sobie tego życzyć. Liczyłem się z tym, kiedy doszedłem do wniosku, że jesteś dla mnie ważniejsza – dodał, wciąż w pełni opanowany. – Aczkolwiek nie widzę powodu, dla którego byłaby mu potrzebna zwykła telepatka. To raczej zwykły przypadek.
– Ale tego też nie jesteś pewien.
W końcu przeniósł na nią wzrok. Jego jasne oczy wydawały się wręcz zadziwiająco pogodne w porównaniu do skupionego wyrazu twarzy.
– Nie – przyznał zgodnie z prawdą. – I dlatego zamierzam zobaczyć się z Mirą. Zresztą i tak mieliśmy do pogadania.
– Dalej nie chcę, żebyś coś jej zrobił – przypomniała  mu natychmiast, mimowolnie się spinając. – Serio. Wcześniej miałam ochotę ją zabić, ale…
– Zadziwiasz mnie, lilan.
A co to niby miało znaczyć?, obruszyła się, natychmiast rzucając demonowi wymowne, pytające spojrzenie. Nie doczekała się żadnej reakcji, niezdolna choćby jednoznacznie stwierdzić, czy powinna uznać to za komplement, czy może przejaw frustracji. W gruncie rzeczy czasami szczerze wątpiła, czy Rafael był w stanie odróżnić jedno od drugiego.
Przez większość czasu milczeli, ale to jej nie przeszkadzało. Pozwoliła Rafaelowi prowadzić, wciąż zastanawiając nad tym, co zamierzał zrobić. Chciała wierzyć, że nie zabrałby jej ze sobą, gdyby zamierzał wyżyć się na siostrze. Zasłużyła sobie czy nie, Elena zdecydowanie nie zamierzała ani na to patrzeć, ani tym bardziej tak po prostu pozwolić demonowi się zapędzić. Jakkolwiek by nie było, mimo wszystko coś Mirze zawdzięczała.
Inna sprawa, że to po prostu nie było właściwe. Przekonywała się na każdym kroku, zwłaszcza teraz nie wyobrażając sobie, że miałaby dalej patrzeć przez palce na momenty, w których emocje brały nad Rafaelem górę.
– Musimy w końcu pomyśleć o spotkaniu z Razjelem – odezwał się w końcu Rafael. Spojrzała na niego w roztargnieniu, przy okazji uprzytomniając sobie, że obniżył lot. W jednej chwili drzewa, nad którymi krążyli, znalazły się tuż pod nią, dosłownie na wyciągnięcie ręki. – Podejrzewam, że inaczej Mimi nie da ci spokoju.
– Jednak nie masz na nią wpływu? – zapytała, nie kryjąc zaskoczenia.
Po rozmowie, którą odbyli, naprawdę miała wątpliwości. Z jednej strony Rafael wydawał się panować nad sytuacją, ale i tak nie mogła pozbyć się wrażenia, że to wyłącznie pozory. Na swój sposób martwiła się, że wszystko sprowadzało się do niej. Może i nie rozumiała, jakie relacje wchodziły w grę w przypadku demonów, ale i tak zdążyła zaobserwować dość sporo. Już samo to, z jakim uporem Rafael bronił się przed słabościami i okazywaniem emocji, było dość wymowne. Powód, dla którego Hunter chciał ich wszystkich pozabijać, tym bardziej.
– Nie zdawałem sobie sprawy… – Rafael zawahał się. Westchnął, po czym złożył skrzydła, z wprawą opadając na jedna z większych, solidnie wyglądających gałęzi jednego z drzew. Natychmiast poszła w jego ślady, w duchu błogosławiąc fakt, że konary wciąż były pozbawione ograniczających widok liści. – To dość skomplikowane – przyznał w końcu, podchwyciwszy jej pytające spojrzenie.
– Bardziej niż ta wasza hierarchia i Przedsionek? – mruknęła z powątpiewaniem.
Potrząsnął głową. Nie była w stanie jednoznacznie stwierdzić, co takiego w tamtej chwili sobie myślał.
– Trudno stwierdzić – przyznał niechętnie. – Wiedziałem o buncie Razjela, zresztą to było dawno. Nie zastanawiałem się, ilu tak naprawdę poszło za nim, a tym bardziej że ojciec na to pozwolił.
– Nie zastanawiałeś się nad wieloma rzeczami – zauważyła, zanim zdążyła ugryźć się w język.
Zamilkła, chociaż było już za późno, by zrezygnować z wypowiedzenia tych słów. Mimowolnie spięła się, niemalże spodziewając, że Rafael jednak się zdenerwuje, ten jednak wciąż wyglądał na w pełni spokojnego. Spojrzenie wbił w niebo, jakby między chmurami był w stanie dostrzec coś, czego Elena mogła co najwyżej się domyślać. Gdy pomyślała o tym, w jaki sposób mówił o lataniu i bliskości nieboskłonu, taka możliwość wydała jej się aż nadto prawdopodobna.
Miała wrażenie, że minęła całą wieczność, zanim demon w końcu zdecydował się odezwać.
– Może tak jest – przyznał, tym samym skutecznie ją zaskakując. – Zmuszasz mnie do przemyślenia rzeczy, które wcześniej wydawały mi się dość naturalne. A może chodzi o uczucia, ale to dalej sprowadza się do ciebie, lilan.
– Dziękujesz czy się żalisz, bo to tak w sumie różnica…?
Rafael jedynie wywrócił oczami.
– A jak sądzisz? – zapytał, jednak nawet nie czekał na odpowiedź. – Bez emocji wszystko jest prostsze. Nie powiesz mi, że tego nie zauważyłaś. W twoim przypadku to zaledwie chwila, zresztą wciąż jesteś taka młodziutka, ale… Cóż, wyobraź sobie, że to twoja codzienność, na dodatek odkąd sięgasz pamięcią.
– To nie brzmi jak coś normalnego – przyznała zgodnie z prawdą. – Raczej przerażającego.
– Brak emocji? – zapytał z powątpiewaniem.
Elena zawahała się, gorączkowo szukając odpowiednich słów. Przez dłuższą chwilę milczała, co okazało się tym prostsze, bo Rafael nie próbował jej poganiać. Oboje milczeli, on wciąż wpatrzony w niebie. Przez chwilę po prostu go obserwowała, mimochodem zastanawiając nad tym, czy demony faktycznie były aż takie bezduszne.
Ktoś, kto nie miałby w sobie choćby cienia człowieczeństwa, nie potrafiłby docenić ani nieba, ani niczego innego.
– Obojętność – powiedziała w końcu. To wciąż nie oddawało tego, co chciała mu wytłumaczyć, więc pośpiesznie ciągnęła dalej: – Albo raczej prostota, z jaką to wszystko działało. Konkretna pozycja, którą można stracić przez głupi błąd. Zresztą twoje rodzeństwo nie zachowuje się tak, jak na początku próbowałeś mi wmówić.
– „Próbowałem ci wmówić”? – powtórzył, spoglądając na nią tak, jakby widział ja po raz pierwszy. – Zarzucasz mi kłamstwo? Co ty właściwie…?
– Mówię chociażby o Andreasie – przerwała mu. – Wyglądał, jakby dobrze ci życzył. Mnie zresztą też – dodała po chwili zastanowienia.
– On to inna sprawa. Jest samotny, więc docenia każde towarzystwo.
Wzniosła oczy ku górze w niemej prośbie o cierpliwość. On naprawdę tego nie dostrzegał.
– Więc macie emocje – zniecierpliwiła się. – Strach przed samotnością to już coś. No i Mira…
  Oboje wiemy, jak męcząca jest moja siostra.
– A jednak nazywasz ją siostrą. I dogadujecie się – zauważyła przytomnie. – Mówiłam ci to już wcześniej, prawda? Naprawdę przejęła się, kiedy prawie zginąłeś.
– Bo miała powody – stwierdził obojętnie. – Jest ze mną z przyzwyczajenia i tylko dlatego, że nikt inny nie dałby jej tyle swobody, skoro jest kobietą. Gdybym umarł, to nie byłoby jej na rękę.
– Albo po prostu trochę jej zależy – zniecierpliwiła się, z trudem powstrzymując chęć, by na niego warknąć. – Nie widzisz tego nawet po tym balu? Albo teraz, skoro z tobą została, nawet gdy dałeś jej wolną rękę?
Po jego spojrzeniu poznała, że rozumiał więcej, niż chciał przyznać – z tym, że z uporem nie chciał się do tego przyznać. Znów uciekł wzrokiem gdzieś w bok, a Elena w niejakim oszołomieniu pomyślała, że mógł się przestraszyć. To brzmiało niedorzecznie, ale wszystko wydawało się na to wskazywać. Prawda była taka, że emocje wciąż go przerażały, chociaż za żadne skarby nie chciał tego przyznać.
– O czym my właściwie rozmawiamy, co? – obruszył się. – A taka troska o moją siostrę do ciebie nie pasuje.
Nie odpowiedziała, przez chwilę sama nie pewna, czy powinni ciągnąć temat. Rafael był uparty, zresztą – co sam na każdym kroku jej pokazywał – odsuwał od siebie te najbardziej oczywiste kwestie. W tamtej chwili miała ochotę nim potrząsnąć, ale czuła, że to okazałoby się równie bezużyteczne, co i próby wytłumaczenia mu, że tak czy siak był teraz związany z jej rodziną. Powoli, małymi kroczkami…, pomyślała, ale wcale nie poczuła się dzięki temu jakkolwiek pewniejsza tego, co próbowała mu wytłumaczyć.
Słodka bogini, nie nadawała się do tego. Niańczenie demona i stopniowe uczenie go emocji, w których sama się gubiła, zdecydowanie nie brzmiało jak coś, co mogłoby stać się szczytem jej marzeń. Nie sądziła zresztą, by była odpowiednią osobą. Ktoś, kogo większość uważała za zapatrzoną w siebie egoistkę, nie pasował do roli znawcy, gdy w grę wchodziło człowieczeństwo. Swoją drogą, jeśli miała być ze sobą szczera, chwilami miała wrażenie, że to właśnie Rafael wyciągnął z niej więcej dobrych cech, niż ktokolwiek inny.
– Miałeś mi opowiedzieć o swoim rodzeństwie – przypomniała, w pośpiechu zmieniając temat.
Nie zareagował od razu. W zasadzie nawet nie przeniósł na nią wzroku, aż zwątpiła w to, czy faktycznie zamierzał mówić. Nie skomentowała jego zachowania nawet słowem, dochodząc do wniosku, że to bez znaczenia. Jeśli chciał ją zignorować i jednak się wycofać, zamierzała mu na to pozwolić.
– Zmusiłaś mnie do przemyślenia kilku rzeczy – stwierdził w końcu. Elena drgnęła, po czym rzuciła mu pytające spojrzenie. To jedno zdążył jej już powiedzieć. – I doszedłem do wniosku, że ten brak więzi między nami i… obojętność – podjął, ostrożnie dobierając słowa – to coś, co naszemu ojcu było na rękę. Możliwe, że Razjel dostrzegł to już wcześniej i stąd problem.
– Powiedziałeś, że Razjel się zbuntował – przypominała, mimowolnie się spinając. – Że to nie ma związku tylko z emocjami, a ty nie masz z tego powodu problemów.
– Bo nie mam – uspokoił ją pośpiesznie. – Przynajmniej na razie.
– Nie pocieszasz mnie – obruszyła się.
Rafa wywrócił oczami.
– Nie miałem zamiaru. Sama chciałaś szczerości, prawda? – zauważył, rzucając jej wymowne spojrzenie. – Po prostu kiedy pady patrzę na wszystko z twojego punktu widzenia, to faktycznie nie jest takie proste. Ani to, że nigdy nie wnikałem w działania ojca, ani sposób, w jaki wzajemnie się traktujemy. Jeśli założyć, że uczucia są dla nas czymś naturalnym, to faktycznie wygląda niepokojące.
– A skąd pomysł, że nie są czymś naturalnym? – zapytała natychmiast. – Tylko cię pocałowałam. To nie bajka, a ja nie wierzę w odczarowywanie żaby buziakiem, więc…
– O jakich żabach ty znowu bredzisz?
Stłumiła sfrustrowany jęk. Gdyby miała do czynienia z kimkolwiek innym, pomyślałaby, że się z niej naigrywał, ale w przypadku Rafaela była w stanie uwierzyć, że najzwyczajniej w świecie jej nie rozumiał. Starszy czy nie, żyli w dwóch różnych światach. Zresztą jeśli miała być ze sobą szczera, nie wyobrażała sobie jako dzieciaka – nieważne ile czasu minęło, dokąd pojawił się na świecie. Nie miała pojęcia, w jaki sposób to działało w przypadku demonów, zwłaszcza że sam stwierdził, że nie byli w stanie ot tak się rozmnażać, ale to nie miało znaczenia.
– Ugh… Nieważne – westchnęła, na krótką chwilę ukrywając twarz w dłoniach. Potarła skronie, próbując doprowadzić się do porządku. – Wracając do tematu… A co z twoją matką, Rafa?
– Że… co?
Wydał jej się co najmniej skonsternowany, może nawet bardziej niż wtedy, gdy zaczęła szukać porównania w bajkach. Zawahała się, przez chwilę dając mu czas na zrozumienie pytania, które zadała, szybko jednak nabrała pewności, że nie ma na co liczyć.
– No… Pytałam, co z matką – powtórzyła, siląc się na cierpliwość. – Ciemność to wasz ojciec, ale chyba… to jednak trochę bardziej skomplikowane? To znaczy… Hej, ja nie wątpię, że Ciemność jest bardzo uzdolniona, ale… Słodka bogini – westchnęła, powoli zaczynając mnie dość tego, z jaką uwaga jej się przypatrywał. – Do tanga trzeba dwojga i tak dalej. To tak jak z nami, tylko…
– Aż tak dokładnie nie musisz mi tego tłumaczyć – przerwał jej pośpiesznie.
Jednak na niego spojrzała, przy okazji utwierdzając w przekonaniu, że znów wprawiła go w konsternację. Zawahała się, przez moment mając ochotę zapytać, czy naprawdę nie potrzebował dodatkowych wyjaśnień, ale w porę zdołała się powstrzymać. Czuła, że problem leżał w czymś zupełnie innym, aniżeli kwestii zrozumienia.
– Więc? – ponagliła, choć sama nie miała pewności, czy to dobry pomysł.
Demon potrząsnął głową.
– Po prostu byliśmy – oznajmił takim tonem, jakby chciał przekonać do tego samego siebie. – Tłumaczyłem ci już, że nasze rozumienie rodziny jest zupełnie innych. A demony… Przyjrzyj się sobie – zaproponował, dla podkreślenia swoich słów z uwagą mierząc ją wzrokiem. – Bliżej ci do nas, a ojciec nie ma żadnego związku z twoim pojawieniem się. Nie w takim sensie.
– Mnie nazywacie aniołem – przypomniała z nutą rozdrażnienia. To wciąż brzmiało jak marny żart.
– Nie o to chodzi. – Rafael zamilkł, po czym westchnął przeciągle. – Skąd te pytania? Nie podejrzewałbym cię o skłonności do filozofowania, wiesz?
– Dzięki!
Parsknął śmiechem, ale było w tym coś wymuszonego. Miała wrażenie, że wciąż był spięty, jakby temat, który poruszyła, wcale nie był mu aż taki obojętny, jak mógłby tego oczekiwać. „Zmusiłaś mnie do przemyślenia kilku rzeczy” – dokładnie to jej powiedział. Nie miała pewności czy to dobrze, czy może wręcz przeciwnie, ale coś w tych słowach nie dawało Elenie spokoju.
Przestała o tym myśleć równie nagle, co wcześniej zaczęła. Poderwała głowę, czując na sobie przenikliwe spojrzenie wciąż siedzącego obok Rafaela. Otworzyła usta, chcąc zaczepnym tonem zapytać, czego znowu chciał, ale nie dał jej po temu okazji. Zanim zdążyła się zastanowić, demon bezceremonialnie nachylił się w jej stronę. Serce Eleny momencie zabiło szybciej, ale nie próbowała protestować.
Nie minęła sekunda, a poczuła na ustach muśniecie cudzych warg. Machinalnie ujęła jego twarz w dłonie, w pośpiechu odwzajemniając pocałunek. Miała wrażenie, że przede wszystkim Rafaelowi przychodziło to coraz łatwiej. Całowali się pewnie i gwałtownie, zupełnie inaczej niż na samym początku, gdy w każdym ruchu wyczuwała przede wszystkim niepewność. Tego jednego z pewnością zdołała go nauczyć. Nie żeby sam zainteresowany próbował protestować…
Machinalnie odchyliła się, pozwalając Rafaelowi przesunąć się bliżej. Jedną ręką spróbowała się oprzeć, ale dopiero w chwili, gdy jej palce natrafiły na pustkę, przypomniała sobie, że siedzieli na drzewie.
Nie zdążyła się choćby zastanowić nad tym, co zrobiła. Wystarczyła chwila, by jak długa poleciała do tyłu – i to tylko po to, by chwilę później boleśnie wylądować na plecach kilka metrów niżej. Na moment zabrakło jej tchu, jednak to nie brak dostępu do powietrza najbardziej wytrącił ją z równowagi.
Myślała, że wyjdzie z siebie, kiedy doszedł ją co prawda zaskoczony, ale jak najbardziej szczery śmiech Rafaela. Zauważyła nad sobą cień, kiedy demon w pośpiechu zsunął się z gałęzi, w przeciwieństwie do niej z lekkością lądując na ziemi.
– Nienawidzę cię – wycedziła przez zaciśnięte zęby, ale na to wyznanie doczekała się jedynie kolejnej salwy śmiechu.
– Wcześniej mówiłaś co innego – zauważył pogodnym tonem. – Zresztą obawiam się, że to nieprawda. Gdyby tak było, miałbym przynajmniej z tego jakiś pożytek… Nienawiść bywa bardziej interesująca od picia krwi.
Mniej więcej wtedy nabrała ochoty, by rzucić się na niego z pięściami. To, że nawet nie nachylił się, by móc jej wstać, jedynie jeszcze bardziej ją rozdrażniło. I to tyle, jeśli chodzi o bycie szarmanckim, pomyślała z przekąsem, próbując poderwać się na równe nogi. Zdołała ledwo usiąść, gdy jej uszu znów dobiegł śmiech – tym razem kobiecy i o wiele mniej przyjemny.
Mira zamilkła równie nagle, co wcześniej zdecydowała się zdradzić swoją obecność. Wylądowała w bezpiecznej odległości od Eleny i brata, składając skrzydła na plecach. Wydawała się obojętna, a przy tym równie pewna siebie, co i zazwyczaj, ale dziewczyna i tak była gotowa przysiąc, że to jedynie pozory. Demonica wymownie powiodła wzrokiem dookoła, ostatecznie zatrzymując spojrzenie na Rafaelu.
– Wzywałeś – rzuciła jak gdyby nigdy nic, krzyżując ramiona na piersiach. Zaraz po tym, najwyraźniej nie mogąc się powstrzymać, pośpiesznie dodała: – Nie wierzę, że to mówię, ale dobrze widzieć was we dwójkę.
– To chwilowe – mruknęła z rozdrażnieniem Elena. W końcu poderwała się na równe nogi, próbując udawać, że nie dostrzega błysku w jasnych oczach Rafaela. – Ten tu jest na dobrej drodze, żeby znów doprowadzić mnie do szalu.
– Jakby to było coś nowego – stwierdziła obojętnym tonem Mira.
Wciąż wyglądała na spiętą. Coś w jej zachowaniu sprawiło, że Elena mimowolnie też zaczęła się wahać, ostatecznie uwagę skupiając przede wszystkim na Rafaelu. Jeśli ktoś mógł zdecydować się na wybuch, to zdecydowanie on, a jednak nic nie wskazywało na to, by zamierzał tak po prostu stracić cierpliwości.
– Chciałem się z tobą zobaczyć, bo mam powody – oznajmił wprost demon, raptownie poważniejąc.
– W związku z Razjelem? – zapytała natychmiast Miriam. – Nie widziałam go, jeśli o to chodzi. Ale dobrze wiedzieć, że twoja panna chociaż raz mnie posłuchała i…
– Tym zajmiemy się sami – przerwał jej Rafa. – Chociaż gdybyś zauważyła coś niepokojącego, chciałbym o tym wiedzieć.
– Jakbym nigdy ci o wszystkim nie mówiła.
– Mam nadzieję. – Demon z uwagą zmierzył ją wzrokiem. – Skoro jesteśmy przy temacie, jest coś, co chciałbym, żebyś dla mnie sprawdziła. Gdybyś przypadkiem zauważyła cudowną wybrankę Gabriela… zatrzymają ją, w porządku?
Oczy Miry rozszerzyły się nieznacznie. Podejrzliwie zmrużyła oczy, wyraźnie zaskoczona słowami brata.
– Zaraz, zaraz… Co ty znowu kombinujesz? – zapytała z powątpiewaniem. – Znów uganiamy się za „Vanessą”? – rzuciła z powątpiewaniem, kreśląc palcami w powietrzu cudzysłów.
Kim, do cholery, jest Vanessa?
Żadne z nich nie wyglądało na chętne, by pociągnął temat. Rafa jedynie skinął głową, po czym jak gdyby nigdy nic chwycił Elenę za rękę, ciągnąc ją w swoją stronę.
– Poniekąd. Tylko, na wrota piekielne, nie zrób jej krzywdy – upomniał, widząc, że Mira otwiera usta.
– Masz mnie za idiotkę? – obruszyła się.
Rafael wzniósł oczy ku pociemniałemu niebu.
– Szczerze? – mruknął, ale ostatecznie nie odpowiedział. – Jeszcze się zobaczymy. Na razie zajmuj się tym, o co proszę – uciął temat, w pośpiechu rozkładając skrzydła.
Miriam nie odpowiedziała, po chwili ruszając w swoją stronę. Elena w milczeniu odprowadziła ją wzrokiem, wciąż gotowa przysiąc, że demonica była zaniepokojona.
I chociaż nie miała pewności, co to oznaczało, w tamtej chwili czuła, że powinna z Mirą porozmawiać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz









After We Fall
stories by Nessa