
Elena
Odetchnęła z ulgą, ledwo
znaleźli się sami. W głowie wciąż miała mętlik, próbując uporządkować
wszystko, czego się dowiedzieli. Nie tego spodziewała się o wizycie u Licavolich,
choć w jednej kwestii musiała przyznać Rafaelowi rację: zwykle wiązały się
z nimi kłopoty. Z drugiej strony miała wrażenie, że ta zasada
obejmowała tak naprawdę całą jej rodzinę, w tym jej samą.
Obejrzała
się przez ramię, ale nic nie wskazywało na to, by ktokolwiek zamierzał za nimi
podążać. To też przyjęła z ulgą, choć wciąż nie miała pewności, w jaki
sposób powinna się zachowywać. Fakt, że czuła się lepiej, trzymając od napiętej
atmosfery w salonie, również nie poprawiał Elenie nastroju.
– Dziękuje
ci – rzuciła jak gdyby nigdy nic, gdy tylko nabrała pewności, że prócz Rafy
nikt inny nie zdoła jej usłyszeć.
Demon
spojrzał na nią z zaciekawieniem, wyraźnie zaintrygowany. Uciekła wzrokiem
gdzieś w bok, nie zamierzając pozwolić sobie na patrzenie mu w oczy. W zamian
skupiła się na przywołaniu skrzydeł, choć to udało jej się dopiero po dłuższej
chwili.
– Za co
znów? – zapytał w końcu, gdy tylko nabrał pewności, że nie zamierzała
dodać niczego więcej.
– Za to, że
jednak zdecydowaliście się nie pozabijać – wyjaśniła, starannie dobierając
słowa. – No i byłeś miły, a to już coś.
– Nie tyle
miły, co uprzejmy. Porozumienie tego wymaga – zauważył przytomnie. Elena z trudem
powstrzymała się przed wywróceniem oczami. – Zresztą zdążyłaś to już uroczo
skomentować. Można na ciebie liczyć – rzucił zaczepnym tonem.
Nie wydawał
się faktycznie rozeźlony, a przynajmniej Elena nie odniosła wrażenia, by
faktycznie tak było. Co prawda zrozumienie demona czasem graniczyło z cudem,
ale powoli zaczynała się do tego przyzwyczajać.
– Wiesz, że
nie miałam niczego złego na myśli – zreflektowała się pośpiesznie. Rozłożyła
skrzydła, by mieć szansę dotrzymać mu kroku, gdy wzbił się w powietrze. –
Tak sobie myślę… Naprawdę nie wiesz, o co może chodzić twojemu ojcu?
– W przypadku
Renesmee? Nie. – Nawet na nią nie spojrzał. Westchnęła, chcąc nie chcąc jednak
zaczynając się zastanawiać, czy na domiar złego go nie uraziła. – Nie jestem z ojcem
już tak blisko, jak mógłbym sobie tego życzyć. Liczyłem się z tym, kiedy
doszedłem do wniosku, że jesteś dla mnie ważniejsza – dodał, wciąż w pełni
opanowany. – Aczkolwiek nie widzę powodu, dla którego byłaby mu potrzebna
zwykła telepatka. To raczej zwykły przypadek.
– Ale tego
też nie jesteś pewien.
W końcu
przeniósł na nią wzrok. Jego jasne oczy wydawały się wręcz zadziwiająco pogodne
w porównaniu do skupionego wyrazu twarzy.
– Nie – przyznał
zgodnie z prawdą. – I dlatego zamierzam zobaczyć się z Mirą.
Zresztą i tak mieliśmy do pogadania.
– Dalej nie
chcę, żebyś coś jej zrobił – przypomniała
mu natychmiast, mimowolnie się spinając. – Serio. Wcześniej miałam
ochotę ją zabić, ale…
– Zadziwiasz
mnie, lilan.
A co to niby miało znaczyć?, obruszyła
się, natychmiast rzucając demonowi wymowne, pytające spojrzenie. Nie doczekała
się żadnej reakcji, niezdolna choćby jednoznacznie stwierdzić, czy powinna
uznać to za komplement, czy może przejaw frustracji. W gruncie rzeczy
czasami szczerze wątpiła, czy Rafael był w stanie odróżnić jedno od
drugiego.
Przez
większość czasu milczeli, ale to jej nie przeszkadzało. Pozwoliła Rafaelowi
prowadzić, wciąż zastanawiając nad tym, co zamierzał zrobić. Chciała wierzyć,
że nie zabrałby jej ze sobą, gdyby zamierzał wyżyć się na siostrze. Zasłużyła
sobie czy nie, Elena zdecydowanie nie zamierzała ani na to patrzeć, ani tym
bardziej tak po prostu pozwolić demonowi się zapędzić. Jakkolwiek by nie było,
mimo wszystko coś Mirze zawdzięczała.
Inna
sprawa, że to po prostu nie było właściwe. Przekonywała się na każdym kroku,
zwłaszcza teraz nie wyobrażając sobie, że miałaby dalej patrzeć przez palce na
momenty, w których emocje brały nad Rafaelem górę.
– Musimy w końcu
pomyśleć o spotkaniu z Razjelem – odezwał się w końcu Rafael.
Spojrzała na niego w roztargnieniu, przy okazji uprzytomniając sobie, że
obniżył lot. W jednej chwili drzewa, nad którymi krążyli, znalazły się tuż
pod nią, dosłownie na wyciągnięcie ręki. – Podejrzewam, że inaczej Mimi nie da
ci spokoju.
– Jednak
nie masz na nią wpływu? – zapytała, nie kryjąc zaskoczenia.
Po
rozmowie, którą odbyli, naprawdę miała wątpliwości. Z jednej strony Rafael
wydawał się panować nad sytuacją, ale i tak nie mogła pozbyć się wrażenia,
że to wyłącznie pozory. Na swój sposób martwiła się, że wszystko sprowadzało
się do niej. Może i nie rozumiała, jakie relacje wchodziły w grę w przypadku
demonów, ale i tak zdążyła zaobserwować dość sporo. Już samo to, z jakim
uporem Rafael bronił się przed słabościami i okazywaniem emocji, było dość
wymowne. Powód, dla którego Hunter chciał ich wszystkich pozabijać, tym
bardziej.
– Nie
zdawałem sobie sprawy… – Rafael zawahał się. Westchnął, po czym złożył
skrzydła, z wprawą opadając na jedna z większych, solidnie
wyglądających gałęzi jednego z drzew. Natychmiast poszła w jego
ślady, w duchu błogosławiąc fakt, że konary wciąż były pozbawione
ograniczających widok liści. – To dość skomplikowane – przyznał w końcu,
podchwyciwszy jej pytające spojrzenie.
– Bardziej
niż ta wasza hierarchia i Przedsionek? – mruknęła z powątpiewaniem.
Potrząsnął
głową. Nie była w stanie jednoznacznie stwierdzić, co takiego w tamtej
chwili sobie myślał.
– Trudno
stwierdzić – przyznał niechętnie. – Wiedziałem o buncie Razjela, zresztą
to było dawno. Nie zastanawiałem się, ilu tak naprawdę poszło za nim, a tym
bardziej że ojciec na to pozwolił.
– Nie
zastanawiałeś się nad wieloma rzeczami – zauważyła, zanim zdążyła ugryźć się w język.
Zamilkła,
chociaż było już za późno, by zrezygnować z wypowiedzenia tych słów.
Mimowolnie spięła się, niemalże spodziewając, że Rafael jednak się zdenerwuje,
ten jednak wciąż wyglądał na w pełni spokojnego. Spojrzenie wbił w niebo,
jakby między chmurami był w stanie dostrzec coś, czego Elena mogła co
najwyżej się domyślać. Gdy pomyślała o tym, w jaki sposób mówił o lataniu
i bliskości nieboskłonu, taka możliwość wydała jej się aż nadto
prawdopodobna.
Miała
wrażenie, że minęła całą wieczność, zanim demon w końcu zdecydował się
odezwać.
– Może tak jest
– przyznał, tym samym skutecznie ją zaskakując. – Zmuszasz mnie do przemyślenia
rzeczy, które wcześniej wydawały mi się dość naturalne. A może chodzi o uczucia,
ale to dalej sprowadza się do ciebie, lilan.
–
Dziękujesz czy się żalisz, bo to tak w sumie różnica…?
Rafael
jedynie wywrócił oczami.
– A jak
sądzisz? – zapytał, jednak nawet nie czekał na odpowiedź. – Bez emocji wszystko
jest prostsze. Nie powiesz mi, że tego nie zauważyłaś. W twoim przypadku
to zaledwie chwila, zresztą wciąż jesteś taka młodziutka, ale… Cóż, wyobraź
sobie, że to twoja codzienność, na dodatek odkąd sięgasz pamięcią.
– To nie
brzmi jak coś normalnego – przyznała zgodnie z prawdą. – Raczej
przerażającego.
– Brak
emocji? – zapytał z powątpiewaniem.
Elena
zawahała się, gorączkowo szukając odpowiednich słów. Przez dłuższą chwilę
milczała, co okazało się tym prostsze, bo Rafael nie próbował jej poganiać.
Oboje milczeli, on wciąż wpatrzony w niebie. Przez chwilę po prostu go
obserwowała, mimochodem zastanawiając nad tym, czy demony faktycznie były aż
takie bezduszne.
Ktoś, kto
nie miałby w sobie choćby cienia człowieczeństwa, nie potrafiłby docenić
ani nieba, ani niczego innego.
–
Obojętność – powiedziała w końcu. To wciąż nie oddawało tego, co chciała
mu wytłumaczyć, więc pośpiesznie ciągnęła dalej: – Albo raczej prostota, z jaką
to wszystko działało. Konkretna pozycja, którą można stracić przez głupi błąd.
Zresztą twoje rodzeństwo nie zachowuje się tak, jak na początku próbowałeś mi
wmówić.
–
„Próbowałem ci wmówić”? – powtórzył, spoglądając na nią tak, jakby widział ja
po raz pierwszy. – Zarzucasz mi kłamstwo? Co ty właściwie…?
– Mówię
chociażby o Andreasie – przerwała mu. – Wyglądał, jakby dobrze ci życzył.
Mnie zresztą też – dodała po chwili zastanowienia.
– On to
inna sprawa. Jest samotny, więc docenia każde towarzystwo.
Wzniosła
oczy ku górze w niemej prośbie o cierpliwość. On naprawdę tego nie
dostrzegał.
– Więc
macie emocje – zniecierpliwiła się. – Strach przed samotnością to już coś. No i Mira…
– Oboje wiemy, jak męcząca jest moja siostra.
– A jednak
nazywasz ją siostrą. I dogadujecie się – zauważyła przytomnie. – Mówiłam
ci to już wcześniej, prawda? Naprawdę przejęła się, kiedy prawie zginąłeś.
– Bo miała
powody – stwierdził obojętnie. – Jest ze mną z przyzwyczajenia i tylko
dlatego, że nikt inny nie dałby jej tyle swobody, skoro jest kobietą. Gdybym
umarł, to nie byłoby jej na rękę.
– Albo po
prostu trochę jej zależy – zniecierpliwiła się, z trudem powstrzymując
chęć, by na niego warknąć. – Nie widzisz tego nawet po tym balu? Albo teraz,
skoro z tobą została, nawet gdy dałeś jej wolną rękę?
Po jego
spojrzeniu poznała, że rozumiał więcej, niż chciał przyznać – z tym, że z uporem
nie chciał się do tego przyznać. Znów uciekł wzrokiem gdzieś w bok, a Elena
w niejakim oszołomieniu pomyślała, że mógł się przestraszyć. To brzmiało
niedorzecznie, ale wszystko wydawało się na to wskazywać. Prawda była taka, że
emocje wciąż go przerażały, chociaż za żadne skarby nie chciał tego przyznać.
– O czym
my właściwie rozmawiamy, co? – obruszył się. – A taka troska o moją
siostrę do ciebie nie pasuje.
Nie
odpowiedziała, przez chwilę sama nie pewna, czy powinni ciągnąć temat. Rafael
był uparty, zresztą – co sam na każdym kroku jej pokazywał – odsuwał od siebie
te najbardziej oczywiste kwestie. W tamtej chwili miała ochotę nim
potrząsnąć, ale czuła, że to okazałoby się równie bezużyteczne, co i próby
wytłumaczenia mu, że tak czy siak był teraz związany z jej rodziną. Powoli, małymi kroczkami…, pomyślała,
ale wcale nie poczuła się dzięki temu jakkolwiek pewniejsza tego, co próbowała
mu wytłumaczyć.
Słodka
bogini, nie nadawała się do tego. Niańczenie demona i stopniowe uczenie go
emocji, w których sama się gubiła, zdecydowanie nie brzmiało jak coś, co
mogłoby stać się szczytem jej marzeń. Nie sądziła zresztą, by była odpowiednią
osobą. Ktoś, kogo większość uważała za zapatrzoną w siebie egoistkę, nie
pasował do roli znawcy, gdy w grę wchodziło człowieczeństwo. Swoją drogą,
jeśli miała być ze sobą szczera, chwilami miała wrażenie, że to właśnie Rafael
wyciągnął z niej więcej dobrych cech, niż ktokolwiek inny.
– Miałeś mi
opowiedzieć o swoim rodzeństwie – przypomniała, w pośpiechu
zmieniając temat.
Nie
zareagował od razu. W zasadzie nawet nie przeniósł na nią wzroku, aż
zwątpiła w to, czy faktycznie zamierzał mówić. Nie skomentowała jego
zachowania nawet słowem, dochodząc do wniosku, że to bez znaczenia. Jeśli
chciał ją zignorować i jednak się wycofać, zamierzała mu na to pozwolić.
– Zmusiłaś
mnie do przemyślenia kilku rzeczy – stwierdził w końcu. Elena drgnęła, po
czym rzuciła mu pytające spojrzenie. To jedno zdążył jej już powiedzieć. – I doszedłem
do wniosku, że ten brak więzi między nami i… obojętność – podjął, ostrożnie dobierając
słowa – to coś, co naszemu ojcu było na rękę. Możliwe, że Razjel dostrzegł to
już wcześniej i stąd problem.
–
Powiedziałeś, że Razjel się zbuntował – przypominała, mimowolnie się spinając. –
Że to nie ma związku tylko z emocjami, a ty nie masz z tego
powodu problemów.
– Bo nie
mam – uspokoił ją pośpiesznie. – Przynajmniej na razie.
– Nie
pocieszasz mnie – obruszyła się.
Rafa
wywrócił oczami.
– Nie
miałem zamiaru. Sama chciałaś szczerości, prawda? – zauważył, rzucając jej
wymowne spojrzenie. – Po prostu kiedy pady patrzę na wszystko z twojego punktu
widzenia, to faktycznie nie jest takie proste. Ani to, że nigdy nie wnikałem w działania
ojca, ani sposób, w jaki wzajemnie się traktujemy. Jeśli założyć, że
uczucia są dla nas czymś naturalnym, to faktycznie wygląda niepokojące.
– A skąd
pomysł, że nie są czymś naturalnym? – zapytała natychmiast. – Tylko cię
pocałowałam. To nie bajka, a ja nie wierzę w odczarowywanie żaby buziakiem,
więc…
– O jakich
żabach ty znowu bredzisz?
Stłumiła
sfrustrowany jęk. Gdyby miała do czynienia z kimkolwiek innym, pomyślałaby,
że się z niej naigrywał, ale w przypadku Rafaela była w stanie
uwierzyć, że najzwyczajniej w świecie jej nie rozumiał. Starszy czy nie,
żyli w dwóch różnych światach. Zresztą jeśli miała być ze sobą szczera,
nie wyobrażała sobie jako dzieciaka – nieważne ile czasu minęło, dokąd pojawił
się na świecie. Nie miała pojęcia, w jaki sposób to działało w przypadku
demonów, zwłaszcza że sam stwierdził, że nie byli w stanie ot tak się
rozmnażać, ale to nie miało znaczenia.
– Ugh…
Nieważne – westchnęła, na krótką chwilę ukrywając twarz w dłoniach.
Potarła skronie, próbując doprowadzić się do porządku. – Wracając do tematu… A co
z twoją matką, Rafa?
– Że… co?
Wydał jej
się co najmniej skonsternowany, może nawet bardziej niż wtedy, gdy zaczęła
szukać porównania w bajkach. Zawahała się, przez chwilę dając mu czas na
zrozumienie pytania, które zadała, szybko jednak nabrała pewności, że nie ma na
co liczyć.
– No…
Pytałam, co z matką – powtórzyła, siląc się na cierpliwość. – Ciemność to wasz
ojciec, ale chyba… to jednak trochę bardziej skomplikowane? To znaczy… Hej, ja
nie wątpię, że Ciemność jest bardzo uzdolniona, ale… Słodka bogini – westchnęła,
powoli zaczynając mnie dość tego, z jaką uwaga jej się przypatrywał. – Do
tanga trzeba dwojga i tak dalej. To tak jak z nami, tylko…
– Aż tak dokładnie
nie musisz mi tego tłumaczyć – przerwał jej pośpiesznie.
Jednak na
niego spojrzała, przy okazji utwierdzając w przekonaniu, że znów wprawiła go
w konsternację. Zawahała się, przez moment mając ochotę zapytać, czy
naprawdę nie potrzebował dodatkowych wyjaśnień, ale w porę zdołała się
powstrzymać. Czuła, że problem leżał w czymś zupełnie innym, aniżeli
kwestii zrozumienia.
– Więc? –
ponagliła, choć sama nie miała pewności, czy to dobry pomysł.
Demon potrząsnął
głową.
– Po prostu
byliśmy – oznajmił takim tonem, jakby chciał przekonać do tego samego siebie. –
Tłumaczyłem ci już, że nasze rozumienie rodziny jest zupełnie innych. A demony…
Przyjrzyj się sobie – zaproponował, dla podkreślenia swoich słów z uwagą
mierząc ją wzrokiem. – Bliżej ci do nas, a ojciec nie ma żadnego związku z twoim
pojawieniem się. Nie w takim sensie.
– Mnie
nazywacie aniołem – przypomniała z nutą rozdrażnienia. To wciąż brzmiało
jak marny żart.
– Nie o to
chodzi. – Rafael zamilkł, po czym westchnął przeciągle. – Skąd te pytania? Nie
podejrzewałbym cię o skłonności do filozofowania, wiesz?
– Dzięki!
Parsknął
śmiechem, ale było w tym coś wymuszonego. Miała wrażenie, że wciąż był
spięty, jakby temat, który poruszyła, wcale nie był mu aż taki obojętny, jak mógłby
tego oczekiwać. „Zmusiłaś mnie do przemyślenia kilku rzeczy” – dokładnie to jej
powiedział. Nie miała pewności czy to dobrze, czy może wręcz przeciwnie, ale
coś w tych słowach nie dawało Elenie spokoju.
Przestała o tym
myśleć równie nagle, co wcześniej zaczęła. Poderwała głowę, czując na sobie
przenikliwe spojrzenie wciąż siedzącego obok Rafaela. Otworzyła usta, chcąc
zaczepnym tonem zapytać, czego znowu chciał, ale nie dał jej po temu okazji.
Zanim zdążyła się zastanowić, demon bezceremonialnie nachylił się w jej
stronę. Serce Eleny momencie zabiło szybciej, ale nie próbowała protestować.
Nie minęła sekunda,
a poczuła na ustach muśniecie cudzych warg. Machinalnie ujęła jego twarz w dłonie,
w pośpiechu odwzajemniając pocałunek. Miała wrażenie, że przede wszystkim
Rafaelowi przychodziło to coraz łatwiej. Całowali się pewnie i gwałtownie,
zupełnie inaczej niż na samym początku, gdy w każdym ruchu wyczuwała
przede wszystkim niepewność. Tego jednego z pewnością zdołała go nauczyć.
Nie żeby sam zainteresowany próbował protestować…
Machinalnie
odchyliła się, pozwalając Rafaelowi przesunąć się bliżej. Jedną ręką spróbowała
się oprzeć, ale dopiero w chwili, gdy jej palce natrafiły na pustkę,
przypomniała sobie, że siedzieli na drzewie.
Nie zdążyła
się choćby zastanowić nad tym, co zrobiła. Wystarczyła chwila, by jak długa
poleciała do tyłu – i to tylko po to, by chwilę później boleśnie wylądować
na plecach kilka metrów niżej. Na moment zabrakło jej tchu, jednak to nie brak
dostępu do powietrza najbardziej wytrącił ją z równowagi.
Myślała, że
wyjdzie z siebie, kiedy doszedł ją co prawda zaskoczony, ale jak
najbardziej szczery śmiech Rafaela. Zauważyła nad sobą cień, kiedy demon w pośpiechu
zsunął się z gałęzi, w przeciwieństwie do niej z lekkością
lądując na ziemi.
–
Nienawidzę cię – wycedziła przez zaciśnięte zęby, ale na to wyznanie doczekała się
jedynie kolejnej salwy śmiechu.
– Wcześniej
mówiłaś co innego – zauważył pogodnym tonem. – Zresztą obawiam się, że to
nieprawda. Gdyby tak było, miałbym przynajmniej z tego jakiś pożytek…
Nienawiść bywa bardziej interesująca od picia krwi.
Mniej więcej
wtedy nabrała ochoty, by rzucić się na niego z pięściami. To, że nawet nie
nachylił się, by móc jej wstać, jedynie jeszcze bardziej ją rozdrażniło. I to tyle, jeśli chodzi o bycie szarmanckim, pomyślała z przekąsem,
próbując poderwać się na równe nogi. Zdołała ledwo usiąść, gdy jej uszu znów
dobiegł śmiech – tym razem kobiecy i o wiele mniej przyjemny.
Mira
zamilkła równie nagle, co wcześniej zdecydowała się zdradzić swoją obecność.
Wylądowała w bezpiecznej odległości od Eleny i brata, składając skrzydła
na plecach. Wydawała się obojętna, a przy tym równie pewna siebie, co i zazwyczaj,
ale dziewczyna i tak była gotowa przysiąc, że to jedynie pozory. Demonica wymownie
powiodła wzrokiem dookoła, ostatecznie zatrzymując spojrzenie na Rafaelu.
– Wzywałeś –
rzuciła jak gdyby nigdy nic, krzyżując ramiona na piersiach. Zaraz po tym,
najwyraźniej nie mogąc się powstrzymać, pośpiesznie dodała: – Nie wierzę, że to
mówię, ale dobrze widzieć was we dwójkę.
– To
chwilowe – mruknęła z rozdrażnieniem Elena. W końcu poderwała się na
równe nogi, próbując udawać, że nie dostrzega błysku w jasnych oczach
Rafaela. – Ten tu jest na dobrej drodze, żeby znów doprowadzić mnie do szalu.
– Jakby to było
coś nowego – stwierdziła obojętnym tonem Mira.
Wciąż
wyglądała na spiętą. Coś w jej zachowaniu sprawiło, że Elena mimowolnie
też zaczęła się wahać, ostatecznie uwagę skupiając przede wszystkim na Rafaelu.
Jeśli ktoś mógł zdecydować się na wybuch, to zdecydowanie on, a jednak nic
nie wskazywało na to, by zamierzał tak po prostu stracić cierpliwości.
– Chciałem
się z tobą zobaczyć, bo mam powody – oznajmił wprost demon, raptownie
poważniejąc.
– W związku
z Razjelem? – zapytała natychmiast Miriam. – Nie widziałam go, jeśli o to
chodzi. Ale dobrze wiedzieć, że twoja panna chociaż raz mnie posłuchała i…
– Tym
zajmiemy się sami – przerwał jej Rafa. – Chociaż gdybyś zauważyła coś niepokojącego,
chciałbym o tym wiedzieć.
– Jakbym
nigdy ci o wszystkim nie mówiła.
– Mam
nadzieję. – Demon z uwagą zmierzył ją wzrokiem. – Skoro jesteśmy przy
temacie, jest coś, co chciałbym, żebyś dla mnie sprawdziła. Gdybyś przypadkiem
zauważyła cudowną wybrankę Gabriela… zatrzymają ją, w porządku?
Oczy Miry
rozszerzyły się nieznacznie. Podejrzliwie zmrużyła oczy, wyraźnie zaskoczona
słowami brata.
– Zaraz,
zaraz… Co ty znowu kombinujesz? – zapytała z powątpiewaniem. – Znów
uganiamy się za „Vanessą”? – rzuciła z powątpiewaniem, kreśląc palcami w powietrzu
cudzysłów.
Kim, do cholery, jest Vanessa?
Żadne z nich
nie wyglądało na chętne, by pociągnął temat. Rafa jedynie skinął głową, po czym
jak gdyby nigdy nic chwycił Elenę za rękę, ciągnąc ją w swoją stronę.
– Poniekąd.
Tylko, na wrota piekielne, nie zrób jej krzywdy – upomniał, widząc, że Mira
otwiera usta.
– Masz mnie
za idiotkę? – obruszyła się.
Rafael
wzniósł oczy ku pociemniałemu niebu.
– Szczerze?
– mruknął, ale ostatecznie nie odpowiedział. – Jeszcze się zobaczymy. Na razie zajmuj
się tym, o co proszę – uciął temat, w pośpiechu rozkładając skrzydła.
Miriam nie
odpowiedziała, po chwili ruszając w swoją stronę. Elena w milczeniu
odprowadziła ją wzrokiem, wciąż gotowa przysiąc, że demonica była
zaniepokojona.
I chociaż
nie miała pewności, co to oznaczało, w tamtej chwili czuła, że powinna z Mirą
porozmawiać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz