
Renesmee
– Ale fajnie! Serio mamy tutaj
ducha?
Prychnęłam,
sama niepewna czy się śmiać, czy może płakać. Po wyrazie twarzy Joce poznałam,
że miała równie wielki problem, co i ja. Ostatecznie obie milczałyśmy, z powątpiewaniem
spoglądając na Emmetta, choć ten był w stanie zauważyć tylko jedną z nas.
Sama nie
byłam pewna, jak się czułam. Chociaż nie byłam pod obstrzałem spojrzeń,
atmosfera wydała mi się równie napięta, co i w sytuacji, w której
wszyscy mogliby mnie zobaczyć. Miałam ochotę wcisnąć się gdzieś w kąt i udawać,
że nie istnieje, ale taka perspektywa sama w sobie wydała mi się
przerażająca. Wiedziałam zresztą, że w najgorszej sytuacji wciąż
pozostawała Joce, nie tylko kolejny raz musząc mierzyć się z konsekwencjami
czegoś, co zrobiła z pomocą swojego daru, ale przede wszystkim bawiąc w tłumacza.
Westchnęłam
cicho, z obawą spoglądając na córkę. Przed tym również pragnęłam ją
chronić, ale to wcale nie było takie proste. Miałam zresztą wrażenie, że
dziewczyna tak naprawdę tego nie chciała. Wciąż myślałam o tym, co
zdążyłam jej powiedzieć – że była jedną z najodważniejszych osób, jakie
znałam. Nie wierzyła w to, ale ja nie kłamałam, zwłaszcza teraz będąc w stanie
się przekonać, jak nienaturalne i niepokojące było to, czego doświadczała
na każdym kroku.
Cisza miała
w sobie coś przytłaczającego, a ja niemalże spodziewałam się, że w którymś
momencie ktoś stanowczo zaprotestuje i stwierdzi, że wszystko jednak było
jakimś marnym żartem. Podejrzewałam, że gdybym była na miejscu najbliższych,
zareagowałabym podobnie, nawet wiedząc jakimi zdolnościami dysponowała
Jocelyne. Pewnych rzeczy trzeba było najzwyczajniej w świecie doświadczyć,
choć i to wcale nie było takie proste.
– To nie
duch – oznajmiła Joce. Powtarzała to z uporem i przekonaniem, który
wciąż mnie zadziwiał. – Nie do końca.
– Co to
znaczy? – zapytała natychmiast Rosalie.
Dziewczyna
jedynie potrząsnęła głową. Na pierwszy rzut oka widać było, że czuła się co
najmniej osaczona.
– Nie wiem
– przyznała zgodnie z prawdą – ale czuję różnicę.
Nie
próbowali wypytywać jej dalej, co przyjęłam z ulgą. Zacisnęłam dłonie w pięści,
bardziej stanowczo ujmując kryształ i raz po raz niespokojnie krążąc to w lewo,
to w prawo. Szczerze mówiąc, sama również zaczynałam się czuć
klaustrofobicznie. To nie był pierwszy raz, kiedy zbieraliśmy się wszyscy
razem, by omówić coś istotnego, ale nie czułam się z tym dobrze. Nie
miałam do tego ani głowy, ani siły, w gruncie rzeczy marząc o tym, by
znaleźć się w zupełnie innym miejscu.
W pośpiechu
odrzuciłam od siebie myśl o Gabrielu. Próbowałam trzymać się prośby taty o to,
żebym nie robiła niczego głupiego, ale z drugiej strony…
– Cóż,
można chyba tak powiedzieć – doszedł mnie znajomy głos. Zesztywniałam,
mimowolnie zwracając się w stronę kąta, który dotychczas z uporem
omijałam. – Dziewczyna tak naprawdę nie umarła, przynajmniej na razie –
stwierdził Rafael, starannie dobierając słowa.
Przebywanie
z demonami nigdy nie było proste. Łatwo było mi zapominać, że
najważniejszy z nich i Elena mieli ze sobą coś wspólnego, zwłaszcza
że widywałam ich tak rzadko. I choć w pamięci wciąż miałam to, że
zawdzięczałam Rafaelowi życie, coś w widoku serafina niezmiennie wprawiało
mnie w konsternację.
Jakby tego
było mało, zwłaszcza w tamtej chwili coś w demonie sprawiało, że
wolałam trzymać się z daleka. Być może wszystko sprowadzało się do stanu, w którym
się znajdowałam, a może do niedawnego spotkania z Ciemnością, ale
wydawał mi się bardziej niepokojący niż zazwyczaj. Byłam gotowa przysiąc, że
miał w sobie coś, co skutecznie wzbudzało niepokój – rodzaj aury, która
nie kojarzyła mi się dobrze. Oczami wyobraźni niemalże widziałam pulsującą,
przypominającą jego pozbawione ludzkich kształtów rodzeństwo mgłę, która czaiła
się gdzieś za nim. To głupie, ale naprawdę tak go postrzegałam: jak kogoś
potężnego i cholernie niebezpiecznego zarazem
Elena za to
wydawała się lśnić. Nie miałam pojęcia, co o tym sądzić, ale zwłaszcza
stojąc u boku poważnego, skupionego Rafaela, dziewczyna wyglądała jak jego
całkowite przeciwieństwo. Jak wspomniana wielokrotnie wcześniej Światłość, choć
do tej pory nie miałam pewności, co sądzić o powracającej raz po raz
legendzie.
– Powiedz
nam coś, czego nie wiemy – mruknęła Rose, ale nie zabrzmiała aż tak pewnie, jak
mogłabym się tego po niej spodziewać.
Uniosłam
brwi, gotowa przysiąc, że umykało mi coś istotnego. Atmosfera od początku była
napięta, a moi bliscy zdecydowanie nie zamierzali przyjąć demona z otwartymi
ramionami, jakkolwiek by jednak nie było, dotychczas na swój sposób wydawali
się go akceptować – i to zwłaszcza po tym, jak udało mu się sprowadzić
Elenę. A jednak w tamtej chwili wszystko aż krzyczało, że był między
nimi rodzaj wyraźniejszego niż zazwyczaj napięcia, choć za żadne skarby nie
potrafiłam stwierdzić, co o tym myśleć.
– Tak czy
siak – odezwał się ponownie Rafael, najzwyczajniej w świecie ignorując
moją ciotkę – jestem ciekaw kilku rzeczy. O ile nekromantka będzie na tyle
dobra, by wciąż udzielać odpowiedzi.
Spięłam
się, kiedy w tak bezpośredni sposób zwrócił się do Jocelyne, ale w żaden
sposób nie zareagowałam, zwłaszcza że demon nawet nie ruszył się z miejsca.
Weź się w garść, warknęłam na
siebie w duchu, nie pierwszy raz mając wrażenie, że zaczynałam być
naprawdę przewrażliwiona. Nie potrafiłam ufać komuś, kto kiedyś próbował nas
pozabijać, nie zmieniało to jednak faktu, że obecność Rafaela powoli zaczynała
przechodzić do normalnego stanu, jakkolwiek irracjonalne by się to nie
wydawało.
Słodka
bogini, skoro przed samą sobą przyznawałam, że przebywanie z demonem nie
było niczym dziwnym, coś zdecydowanie musiało być ze mną nie tak.
– Joce jest
zmęczona – wtrącił spiętym tonem Carlisle. Do tej pory milczał, wyraźnie
wytrącony z równowagi tym, co się działo. Mimowolnie spięłam się,
zaskoczona pobrzmiewającą w jego tonie niechęcią. – Możemy pomówić o tym
później, więc…
– To tak naprawdę
zależy od mamy – zapewniła pośpiesznie Jocelyne. Brzmiała o wiele bardziej
stanowczo, niż się po niej spodziewałam. Co więcej, w zdecydowany sposób
spojrzała na Rafaela. – Jeśli będzie chciała porozmawiać, będę dalej
przekazywać to, co mówi.
Wymowna
cisza, która zapanowała po jej słowach, jasno dała mi zrozumienia, że wszystko
tak naprawdę zależało ode mnie. Dzięki,
marzyłam o tym, westchnęłam w duchu, niespokojnie rozglądając się
dookoła. W tamtej chwili nie potrzebowałam tego, by ktokolwiek na mnie
patrzył, by poczuć się niezręcznie.
Atmosfera
kolejny raz wydała mi się zdecydowanie zbyt napięta, bym uznała, że wszystko w porządku.
Poruszyłam się niespokojnie, wodząc wzrokiem dookoła. Nie miałam pojęcia, gdzie
podziali się Alice i Jasper, ale próbowałam się nad tym nie zastanawiać.
Wystarczyło, że Rose raz po raz rzucała Rafaelowi niechętne spojrzenia,
wyraźnie powstrzymując przed powiedzeniem czegoś naprawdę nieprzyjemnego. Nawet
Emmett już nie wyglądał na tak entuzjastycznie nastawionego jak chwilę
wcześniej, gdy z entuzjazmem nazywał mnie duchem. Zauważyłam, że przesunął
się bliżej żony, co najmniej jakby podejrzewał, że demon w każdej chwili
mógłby rzucić się jej do gardła.
Słodka bogini, co z wami?
W tamtej
chwili już nie miałam wątpliwości, że umknęło mi coś istotnego. Niechęć, którą
wyczułam od dziadka, jedynie mnie w tym utwierdziła, zwłaszcza że Carlisle
mało kiedy okazywał brak sympatii w aż tak otwarty sposób. Widziałam, że
obserwował Elenę, podczas gdy ta jak gdyby nigdy nic trzymała się blisko
Rafaela. Dopiero gdy się nad tym zastanowiłam, odniosłam wrażenie, że
dziewczyna zachowywała się trochę tak, jakby próbowała utrzymać odpowiedni
dystans miedzy demonem a reszta rodziny. To momentalnie skojarzyło mi się z moimi
początkowymi staraniami, by chronić Gabriela, a w razie potrzeby
zacząć wręcz błagać, by on i Edward nie zrobili sobie nawzajem krzywdy.
Pokręciłam
głową. Obserwowałam, ale choć wnioski, które nasuwały mi się na myśl, były dość
oczywiste, wcale nie czułam się pewniej. Wręcz przeciwnie – nadal brakowało mi
informacji, które pozwoliłyby mi jednoznacznie stwierdzić, jak prezentowała się
sytuacja. Co się stało? Mogłam tylko zgadywać, chcąc nie chcąc decydując się
przemilczeć sytuację. Później zamierzałam wypytać Joce, choć sama nie byłam
pewna, czy wnikanie w kolejne problemy, było najlepszym pomysłem.
Nagły ruch
wyrwał mnie z zamyślenia. Spojrzałam na Esme, kiedy ta w pośpiechu
podeszła do kanapy, zajmując miejsce u boku Jocelyne. Dziewczyna nawet się
nie zawahała, pozwalając, by wampirzyca otoczyła ją ramionami, przygarniając do
siebie. Mimowolnie rozluźniłam się, choć przez moment czując tak, jakby
wszystko jednak miało szansę ułożyć się w odpowiedni sposób. Przynajmniej
mała była bezpieczna, na tyle, na ile było to w obecnej sytuacji możliwe.
– Nessie? –
rzuciła z wahaniem mama.
Zamrugałam
nieco nieprzytomnie, z opóźnieniem uprzytomniając sobie, że milczałam
zdecydowanie zbyt długo, zbytnio skupiona na analizowaniu zachowania wszystkich
wokół. Natychmiast okręciłam się, zwracając w stronę Belli. Wyglądała
przede wszystkim na zmartwioną, ale przynajmniej na pierwszy rzut oka wydawała
się trzymać o wiele lepiej od pozostałych. Ta kobieta chwilami mnie
zadziwiała, wydając się przyjmować wszystkie dziwne zdarzenia z łatwością,
której zaczynałam jej zazdrościć.
– T-tak –
rzuciłam z opóźnieniem. Przełknęłam, chcąc dać sobie dodatkową chwilę na
zebranie myśli i zapanowaniem nad brzmieniem głosu. – Możesz powiedzieć
Rafaelowi, że chcę z nim rozmawiać. O ile ty czujesz się z tym
dobrze – dodałam, dla pewności raz jeszcze mierząc Joce wzrokiem.
– W porządku
– stwierdziła i chciała dodać coś jeszcze, ale ją ubiegłam.
– W zasadzie
– przyznałam zgodnie z prawdą – to jest coś, co chyba powinnam mu
powiedzieć.
Joce
zawahałam się, po czym skinęła głową. Wciąż pozwalając, by Esme tuliła ją do
siebie, z wolna wyprostowała się, nachylając w stronę demona.
– Mama
chyba chce o coś cię zapytać – oznajmiła wprost.
Rafael z wolna
skinął głową. Dziwnie czułam się z tym, że nawet nie potrafiłam
stwierdzić, w jakim był nastroju. Miałam wrażenie, że robił to specjalnie,
najwyraźniej za punkt honoru biorąc sobie, by ignorować wszystkich tych,
których obecność nie była mu na rękę.
– A to
ciekawe… – rzucił i zabrzmiało to niemalże pogodnie. – Śmiało. Zobaczę na
ile mogę pomóc.
– Teraz
chcesz pomagać? – mruknęła Elena, spoglądając na demona z powątpiewaniem.
Prychnęła, ale ten nawet się nie skrzywił, jakby był do takich reakcji
przyzwyczajony. – Jaki szarmancki się nagle zrobił.
O dziwo,
Rafael tylko się uśmiechnął – w nieco złośliwy, ale jednak szczery sposób.
Nie przypominałam sobie, bym kiedykolwiek widziała go w takim wydaniu. W tamtej
chwili z zaskoczeniem pomyślałam, że naprawdę mógłby uchodzić za
człowieka… I to nawet mimo złożonych na plecach czarnych skrzydeł.
– Coś nie
tak, lilan? – zapytał z uprzejmym
zainteresowaniem. – Sądziłem, że tego mogłabyś ode mnie oczekiwać. Chyba że to
prawda, że nie da się zadowolić kobiety.
–
Zadowalanie kobiet to niekoniecznie temat, w którym powinieneś się
wypowiadać – stwierdziła cicho Elena, wymownie spoglądając gdzieś w bok.
Na dłuższą
chwilę zapanowała wymowna cisza. To Emmett jako pierwszy parsknął śmiechem –
krótkim i urywanym, ale to nie miało znaczenia.
– Auć –
wyrwało mu się.
Ledwo
powstrzymałam się przed wywróceniem oczami. Co prawda właśnie czegoś takiego mogłam
spodziewać się po Elenie, ale i tak nie docierało do mnie, że demon w żaden
konkretny sposób nie zareagował na sposób, w jaki próbowała się z nim
drażnić. W gruncie rzeczy sam pomysł przekomarzania się z demonem
wydawał mi się czymś co najmniej nietypowym. W efekcie byłam w stanie
co najwyżej tkwić w miejscu i bezmyślnie się im przyglądać, co było o tyle
prostsze, skoro nikt nie miał szans tego zauważyć.
– Ciemność –
powiedziałam w końcu, żałując, że nie byłam w ten sposób w stanie
ot tak zmienić tematu. – Chciałam zapytać o Ciemność – powtórzyłam
bardziej stanowczo, bo Joce spojrzała na mnie z obawą, jakby spodziewając się
najgorszego.
– Och… – Natychmiast
przeniosła wzrok na Rafaela. – Mama mówi o Ciemności – oznajmiła wprost.
Zadziałało
równie skutecznie, co i gdybym sama poruszyła temat. Chwilowe rozluźnienie
zniknęło równie nagle, co wcześniej się pojawiło. Jedynie demon nie wyglądał na
przejętego, ale to nie wydało mi się dziwne. W końcu temat zszedł na
kogoś, kogo nazywał ojcem.
– To nie
jest konkretne pytanie – zauważył jedynie, a ja ledwo stłumiłam
sfrustrowany jęk. Gdyby to jeszcze było takie proste!
– Nessie mówiła
o tym wcześniej – wyjaśnił pośpiesznie Edward. Byłam mu wdzięczna, że tak
po prostu przeszedł do rzeczy. – Początkowo znalazła się w świecie, który
najwyraźniej stworzył twój ojciec. Tym, o który mówiła Beatrycze… I poniekąd
ty sam wcześniej.
– Świecie, o którym
nic nie wiem – przypomniał Rafael. Skrzyżował ramiona na piersi; z obojętnością
przyglądał się moim bliskim, myślami wydając się być gdzieś daleko. – Ale nie
sądzę, by ojciec miał jakikolwiek związek z tym, co spotkało twoja córkę.
Licavoli z natury są problematyczni.
– To żadna
odpowiedź – zaoponowała cicho Bella. Nawet mama nie była aż tak pewna, gdy w grę
wchodziła rozmowa z demonem.
Rafael jedynie
westchnął. Wyglądał na zmęczonego, co jedynie utwierdziło mnie w przekonaniu,
że znosił nas wyłącznie przez wzgląd na Elenę.
– Nie mam
żadnej innej. Moja deklaracje i stosunki z ojcem się nie zmieniły –
wyjaśnił, siląc się na cierpliwość. W tamtej chwili brzmiał przede
wszystkim formalnie, a ja z łatwością mogłam sobie wyobrazić, że w ten
sam beznamiętny sposób zdawał raporty Isobel. – Mogę wnioskować po tym, co się
dzieje. Skoro dziewczyna tutaj jest, nie była potrzebna ojcu. Nic dziwnego,
skoro do tej pory interesował go wyłącznie jeden typ kobiet.
Jeszcze
kiedy mówił, wymownie spojrzał na Elenę. Dziewczyna skrzywiła się, nerwowo zaciskając
usta i sprawiając wrażenie chętnej, by jak najszybciej się ewakuować.
– Więc
najpewniej cały czas chodzi o kryształ. Śmiem twierdzić, że macie z telepatami
wiele wspólnego – stwierdził Rufus, tym samym ucinając wszelakie dyskusje.
– Och, na
pewno. Zwłaszcza ty o tym wiesz. – Rafael wywrócił oczami. – Możliwe, że
coś w tym jest. Chociaż nam kryształy są absolutnie zbędne.
– Tak czy
siak, ciekawy zbieg okoliczności. To, że ktoś wykorzystał nieobecność dziewczyny,
tym bardziej – zauważył wampir. Momentalnie zrobiło mi się zimno, gdy
przypomniałam sobie, w czym leżał największy problem. – Oczywiście nie
wiem co to mogło być, prawda? – dodał, ale sam jego ton sugerował, że tak
naprawdę nie oczekiwał odpowiedzi.
– Naprawdę
nie zauważyłam niczego dziwnego – jęknęła mama. – Co prawda była przestraszona i skołowana,
ale… to wydało mi się normalne. Nie zostawiłabym jej samej, gdybym podejrzewała
coś innego. Zresztą Gabriel…
Natychmiast
urwała, jakby uprzytomniając sobie, że powiedziała za dużo. Stłumiłam
przekleństwo, całą energie wkładając w to, by zachować resztki zdrowego
rozsądku. Działanie na oślep i pod wpływem emocji nigdy nie było dobrym
pomysłem, ale trudno było mi o tym pamiętać, skoro wciąż się bałam.
– Wiemy o tym
– zapewnił pośpiesznie Edward, rzucając mamie uspokajające spojrzenie. – Na
razie Nessie jest bezpieczna, więc tego się trzymajmy.
To nie
brzmiało jak najlepszy plan na świecie, ale nie potrafiłam go o to winić.
Gdyby chodziło o któreś z moich dzieci, też nie potrafiłabym się przejąć
niczym innym, prócz ich bezpieczeństwa. Jakby nie patrzeć, to też było istotne,
zwłaszcza że całkiem martwa nikomu bym się nie przydała, ale mimo wszystko…
– Mnie w tej
chwili zastanawia jeszcze jedna rzecz – stwierdził jak gdyby nigdy nic Rufus,
całkowicie ignorując kierunek, który przybrała rozmowa. Powiódł wzrokiem
dookoła i wydało mi się, że szukał mnie, chociaż koniec końców i tak
nie był w stanie tak po prostu ustalić, w którym miejscu stałam. –
Duch czy nie duch, zacznijmy od podstaw. To dalej telepatka?
Otworzyłam i zaraz
zamknęłam usta, co najmniej zaskoczona jego pytaniem. Spodziewałam się wielu
rzeczy, ale zdecydowanie nie tego. Zresztą jakim cudem sama się nad tym nie
zastanowiłam? Mimowolnie spojrzałam na kryształ w dłoni, przez moment wahając
nad tym, czy z tym drobiazgiem w dłoni w ogóle powinnam próbować
cokolwiek zdziałać. Odłamek kumulował moc, a ja nie miałam pojęcia, czy byłam
gotowa, by ewentualnie mierzyć się z czymś aż tak potężnym.
Niespokojnie
powiodłam wzrokiem dookoła, szukając pomocy. Poniekąd chyba naprawdę liczyłam,
że jakiś cudowny pomysł pojawi się znikąd, w choć niewielkim stopniu
sugerując, co powinnam zrobić. Oczywiście nic podobnego nie miało miejsca, dlatego
chcąc nie chcąc zmusiłam się do wzięcia w garść. Odsunęłam się na
bezpieczną odległość, odprowadzona wzrokiem jedynie przez Joce. Dziewczyna wciąż
z uwagą śledziła każdy mój ruch, jakby w obawie, że w każdej
chwili mogłabym zniknąć albo na jej oczach rozpaść się na kawałeczki.
Westchnęłam
cicho. Tym razem przynajmniej nikt na mnie nie patrzył, ale to niewiele
pomagało. Poruszając się niemalże jak w transie, zamarłam w bezruchu,
chwilę szukając czegoś, co mogłabym uznać za ewentualny cel. Czułam się niemalże
jak na samym początku, gdy pod okiem Gabriela dopiero uczyłam się wykorzystywać
zdolności. Wtedy też nie miałam pojęcia, co robiłam, przesadnie wiele uwagi poświęcając
rzeczom, które teraz przychodziły mi naturalnie.
Cóż,
zdecydowanie nie w tamtym momencie. Ręka nieznacznie mi zadrżała, kiedy wyciągnęłam
ją przed siebie, chcąc pomóc sobie w przekierowaniu mocy. Wzrok skupiłam
na wiszącym na ścianie zdjęciu, przez chwilę przypatrując się przede wszystkim
sobie i obejmującemu mnie Gabrielowi. Joce – wtedy na tyle malutka, że sięgała
mi zaledwie do bioder – wcisnęła się gdzieś między nas, niecierpliwie domagając
atencji. Udało mi się wysilić na blady uśmiech, chociaż nawet wtedy nie byłam w stanie
tak po prostu pozbyć się nieprzyjemnego uścisku w gardle. Prawda była
taka, że się bałam – i to z każdą kolejną chwilą coraz bardziej, na
każdym kroku odkrywając, jak wiele rzeczy mogło pójść nie tak.
Ze świstem
wypuściłam powietrze. Oczami wyobraźni wciąż widząc wiszące na ścianie zdjęcie,
zacisnęłam powieki, by łatwiej się skoncentrować. W normalnym wypadku
przywołanie mocy i zrzucenie ramki z haczyka przyszłoby mi z łatwości, a jednak w tamtej
chwili…
– Nic z tego
– szepnęłam tak cicho, że ledwo samą siebie słyszałam.
W gruncie
rzeczy nawet nie byłam zaskoczona. Już wcześniej czułam się pusta, ale
dotychczas zrzucałam to przede wszystkim na brak materialnych kształtów. To, że
mogłabym być skołowana, wydawało mi się naturalne.
To, że moje
zdolności zniknęły, również.
Kryształ w mojej
dłoni pulsował przyjemnym ciepłem, ale to zaobserwowałam już wcześniej. Nic się
nie zmieniło, a coś bez wątpienia by się wydarzyło, gdyby odłamek był w stanie
zaabsorbować jakąkolwiek energię.
– Twierdzi,
że nie może – wyjaśniła cicho Joce, gdy nabrała pewności, że nagle nie odkryję,
że mogłabym się pomylić.
– Spodziewałem
się tego – przyznał Rufus. – Ale to niedobrze.
– Co masz
na myśli? – zaniepokoił się Carlisle.
Przez twarz
mojego szwagra przemknął cień. Wydało mi się wręcz zniecierpliwiony, jakby
właśnie otrzymał pytanie, na które odpowiedź była oczywista.
– Jeśli to
nie ona kontroluje moc, to znaczy, że telepatia najpewniej związana jest z ciałem.
A jego chwilowo tutaj nie ma – przypomniał spiętym tonem. – Nie wiemy, co
to jest, ani na ile świadomie działa. Możliwe, że wcale i dlatego się boi –
stwierdził, wymownie spoglądając na Bellę. – W zasadzie nie wiem, co
gorsze – szukanie doświadczonego telepaty, czy przypadkowego bytu, który nie ma
pojęcia, jak kontrolować instynkt, ani tym bardziej moc. Jeśli to drugie, to
obawiam się, że trafimy na trop bardzo szybko.
Jego słowa
wystarczyły, by wytrącić mnie z równowagi. Zresztą nie jako jedyną, bo po
wymownej ciszy, która jak na zawołanie zapanowała w pokoju, uprzytomniłam
sobie, że reszta również do tej pory nie wzięłam możliwego zagrożenia pod
uwagę. Jeśli miałam być ze sobą szczera, chyba tak naprawdę nie chciałam
wiedzieć, w czym leżał problem.
Cokolwiek przejęło
moje ciało, mogło równie dobrze biegać po mieście i radośnie mordować
przechodniów.
– Jeśli to
wszystko, to idę porozmawiać z Mirą – oznajmił nagle Rafael,
bezceremonialnie ruszając ku wyjściu. – Lecisz ze mną, lilan?
W
najmniejszym stopniu nie zaskoczyło mnie, że dziewczyna bez wahania ruszyła za
nim.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz