28 września 2018

Sto dziewiętnaście

Renesmee
– Ale fajnie! Serio mamy tutaj ducha?
Prychnęłam, sama niepewna czy się śmiać, czy może płakać. Po wyrazie twarzy Joce poznałam, że miała równie wielki problem, co i ja. Ostatecznie obie milczałyśmy, z powątpiewaniem spoglądając na Emmetta, choć ten był w stanie zauważyć tylko jedną z nas.
Sama nie byłam pewna, jak się czułam. Chociaż nie byłam pod obstrzałem spojrzeń, atmosfera wydała mi się równie napięta, co i w sytuacji, w której wszyscy mogliby mnie zobaczyć. Miałam ochotę wcisnąć się gdzieś w kąt i udawać, że nie istnieje, ale taka perspektywa sama w sobie wydała mi się przerażająca. Wiedziałam zresztą, że w najgorszej sytuacji wciąż pozostawała Joce, nie tylko kolejny raz musząc mierzyć się z konsekwencjami czegoś, co zrobiła z pomocą swojego daru, ale przede wszystkim bawiąc w tłumacza.
Westchnęłam cicho, z obawą spoglądając na córkę. Przed tym również pragnęłam ją chronić, ale to wcale nie było takie proste. Miałam zresztą wrażenie, że dziewczyna tak naprawdę tego nie chciała. Wciąż myślałam o tym, co zdążyłam jej powiedzieć – że była jedną z najodważniejszych osób, jakie znałam. Nie wierzyła w to, ale ja nie kłamałam, zwłaszcza teraz będąc w stanie się przekonać, jak nienaturalne i niepokojące było to, czego doświadczała na każdym kroku.
Cisza miała w sobie coś przytłaczającego, a ja niemalże spodziewałam się, że w którymś momencie ktoś stanowczo zaprotestuje i stwierdzi, że wszystko jednak było jakimś marnym żartem. Podejrzewałam, że gdybym była na miejscu najbliższych, zareagowałabym podobnie, nawet wiedząc jakimi zdolnościami dysponowała Jocelyne. Pewnych rzeczy trzeba było najzwyczajniej w świecie doświadczyć, choć i to wcale nie było takie proste.
– To nie duch – oznajmiła Joce. Powtarzała to z uporem i przekonaniem, który wciąż mnie zadziwiał. – Nie do końca.
– Co to znaczy? – zapytała natychmiast Rosalie.
Dziewczyna jedynie potrząsnęła głową. Na pierwszy rzut oka widać było, że czuła się co najmniej osaczona.
– Nie wiem – przyznała zgodnie z prawdą – ale czuję różnicę.
Nie próbowali wypytywać jej dalej, co przyjęłam z ulgą. Zacisnęłam dłonie w pięści, bardziej stanowczo ujmując kryształ i raz po raz niespokojnie krążąc to w lewo, to w prawo. Szczerze mówiąc, sama również zaczynałam się czuć klaustrofobicznie. To nie był pierwszy raz, kiedy zbieraliśmy się wszyscy razem, by omówić coś istotnego, ale nie czułam się z tym dobrze. Nie miałam do tego ani głowy, ani siły, w gruncie rzeczy marząc o tym, by znaleźć się w zupełnie innym miejscu.
W pośpiechu odrzuciłam od siebie myśl o Gabrielu. Próbowałam trzymać się prośby taty o to, żebym nie robiła niczego głupiego, ale z drugiej strony…
– Cóż, można chyba tak powiedzieć – doszedł mnie znajomy głos. Zesztywniałam, mimowolnie zwracając się w stronę kąta, który dotychczas z uporem omijałam. – Dziewczyna tak naprawdę nie umarła, przynajmniej na razie – stwierdził Rafael, starannie dobierając słowa.
Przebywanie z demonami nigdy nie było proste. Łatwo było mi zapominać, że najważniejszy z nich i Elena mieli ze sobą coś wspólnego, zwłaszcza że widywałam ich tak rzadko. I choć w pamięci wciąż miałam to, że zawdzięczałam Rafaelowi życie, coś w widoku serafina niezmiennie wprawiało mnie w konsternację.
Jakby tego było mało, zwłaszcza w tamtej chwili coś w demonie sprawiało, że wolałam trzymać się z daleka. Być może wszystko sprowadzało się do stanu, w którym się znajdowałam, a może do niedawnego spotkania z Ciemnością, ale wydawał mi się bardziej niepokojący niż zazwyczaj. Byłam gotowa przysiąc, że miał w sobie coś, co skutecznie wzbudzało niepokój – rodzaj aury, która nie kojarzyła mi się dobrze. Oczami wyobraźni niemalże widziałam pulsującą, przypominającą jego pozbawione ludzkich kształtów rodzeństwo mgłę, która czaiła się gdzieś za nim. To głupie, ale naprawdę tak go postrzegałam: jak kogoś potężnego i cholernie niebezpiecznego zarazem
Elena za to wydawała się lśnić. Nie miałam pojęcia, co o tym sądzić, ale zwłaszcza stojąc u boku poważnego, skupionego Rafaela, dziewczyna wyglądała jak jego całkowite przeciwieństwo. Jak wspomniana wielokrotnie wcześniej Światłość, choć do tej pory nie miałam pewności, co sądzić o powracającej raz po raz legendzie.
– Powiedz nam coś, czego nie wiemy – mruknęła Rose, ale nie zabrzmiała aż tak pewnie, jak mogłabym się tego po niej spodziewać.
Uniosłam brwi, gotowa przysiąc, że umykało mi coś istotnego. Atmosfera od początku była napięta, a moi bliscy zdecydowanie nie zamierzali przyjąć demona z otwartymi ramionami, jakkolwiek by jednak nie było, dotychczas na swój sposób wydawali się go akceptować – i to zwłaszcza po tym, jak udało mu się sprowadzić Elenę. A jednak w tamtej chwili wszystko aż krzyczało, że był między nimi rodzaj wyraźniejszego niż zazwyczaj napięcia, choć za żadne skarby nie potrafiłam stwierdzić, co o tym myśleć.
– Tak czy siak – odezwał się ponownie Rafael, najzwyczajniej w świecie ignorując moją ciotkę – jestem ciekaw kilku rzeczy. O ile nekromantka będzie na tyle dobra, by wciąż udzielać odpowiedzi.
Spięłam się, kiedy w tak bezpośredni sposób zwrócił się do Jocelyne, ale w żaden sposób nie zareagowałam, zwłaszcza że demon nawet nie ruszył się z miejsca. Weź się w garść, warknęłam na siebie w duchu, nie pierwszy raz mając wrażenie, że zaczynałam być naprawdę przewrażliwiona. Nie potrafiłam ufać komuś, kto kiedyś próbował nas pozabijać, nie zmieniało to jednak faktu, że obecność Rafaela powoli zaczynała przechodzić do normalnego stanu, jakkolwiek irracjonalne by się to nie wydawało.
Słodka bogini, skoro przed samą sobą przyznawałam, że przebywanie z demonem nie było niczym dziwnym, coś zdecydowanie musiało być ze mną nie tak.
– Joce jest zmęczona – wtrącił spiętym tonem Carlisle. Do tej pory milczał, wyraźnie wytrącony z równowagi tym, co się działo. Mimowolnie spięłam się, zaskoczona pobrzmiewającą w jego tonie niechęcią. – Możemy pomówić o tym później, więc…
– To tak naprawdę zależy od mamy – zapewniła pośpiesznie Jocelyne. Brzmiała o wiele bardziej stanowczo, niż się po niej spodziewałam. Co więcej, w zdecydowany sposób spojrzała na Rafaela. – Jeśli będzie chciała porozmawiać, będę dalej przekazywać to, co mówi.
Wymowna cisza, która zapanowała po jej słowach, jasno dała mi zrozumienia, że wszystko tak naprawdę zależało ode mnie. Dzięki, marzyłam o tym, westchnęłam w duchu, niespokojnie rozglądając się dookoła. W tamtej chwili nie potrzebowałam tego, by ktokolwiek na mnie patrzył, by poczuć się niezręcznie.
Atmosfera kolejny raz wydała mi się zdecydowanie zbyt napięta, bym uznała, że wszystko w porządku. Poruszyłam się niespokojnie, wodząc wzrokiem dookoła. Nie miałam pojęcia, gdzie podziali się Alice i Jasper, ale próbowałam się nad tym nie zastanawiać. Wystarczyło, że Rose raz po raz rzucała Rafaelowi niechętne spojrzenia, wyraźnie powstrzymując przed powiedzeniem czegoś naprawdę nieprzyjemnego. Nawet Emmett już nie wyglądał na tak entuzjastycznie nastawionego jak chwilę wcześniej, gdy z entuzjazmem nazywał mnie duchem. Zauważyłam, że przesunął się bliżej żony, co najmniej jakby podejrzewał, że demon w każdej chwili mógłby rzucić się jej do gardła.
Słodka bogini, co z wami?
W tamtej chwili już nie miałam wątpliwości, że umknęło mi coś istotnego. Niechęć, którą wyczułam od dziadka, jedynie mnie w tym utwierdziła, zwłaszcza że Carlisle mało kiedy okazywał brak sympatii w aż tak otwarty sposób. Widziałam, że obserwował Elenę, podczas gdy ta jak gdyby nigdy nic trzymała się blisko Rafaela. Dopiero gdy się nad tym zastanowiłam, odniosłam wrażenie, że dziewczyna zachowywała się trochę tak, jakby próbowała utrzymać odpowiedni dystans miedzy demonem a reszta rodziny. To momentalnie skojarzyło mi się z moimi początkowymi staraniami, by chronić Gabriela, a w razie potrzeby zacząć wręcz błagać, by on i Edward nie zrobili sobie nawzajem krzywdy.
Pokręciłam głową. Obserwowałam, ale choć wnioski, które nasuwały mi się na myśl, były dość oczywiste, wcale nie czułam się pewniej. Wręcz przeciwnie – nadal brakowało mi informacji, które pozwoliłyby mi jednoznacznie stwierdzić, jak prezentowała się sytuacja. Co się stało? Mogłam tylko zgadywać, chcąc nie chcąc decydując się przemilczeć sytuację. Później zamierzałam wypytać Joce, choć sama nie byłam pewna, czy wnikanie w kolejne problemy, było najlepszym pomysłem.
Nagły ruch wyrwał mnie z zamyślenia. Spojrzałam na Esme, kiedy ta w pośpiechu podeszła do kanapy, zajmując miejsce u boku Jocelyne. Dziewczyna nawet się nie zawahała, pozwalając, by wampirzyca otoczyła ją ramionami, przygarniając do siebie. Mimowolnie rozluźniłam się, choć przez moment czując tak, jakby wszystko jednak miało szansę ułożyć się w odpowiedni sposób. Przynajmniej mała była bezpieczna, na tyle, na ile było to w obecnej sytuacji możliwe.
– Nessie? – rzuciła z wahaniem mama.
Zamrugałam nieco nieprzytomnie, z opóźnieniem uprzytomniając sobie, że milczałam zdecydowanie zbyt długo, zbytnio skupiona na analizowaniu zachowania wszystkich wokół. Natychmiast okręciłam się, zwracając w stronę Belli. Wyglądała przede wszystkim na zmartwioną, ale przynajmniej na pierwszy rzut oka wydawała się trzymać o wiele lepiej od pozostałych. Ta kobieta chwilami mnie zadziwiała, wydając się przyjmować wszystkie dziwne zdarzenia z łatwością, której zaczynałam jej zazdrościć.
– T-tak – rzuciłam z opóźnieniem. Przełknęłam, chcąc dać sobie dodatkową chwilę na zebranie myśli i zapanowaniem nad brzmieniem głosu. – Możesz powiedzieć Rafaelowi, że chcę z nim rozmawiać. O ile ty czujesz się z tym dobrze – dodałam, dla pewności raz jeszcze mierząc Joce wzrokiem.
– W porządku – stwierdziła i chciała dodać coś jeszcze, ale ją ubiegłam.
– W zasadzie – przyznałam zgodnie z prawdą – to jest coś, co chyba powinnam mu powiedzieć.
Joce zawahałam się, po czym skinęła głową. Wciąż pozwalając, by Esme tuliła ją do siebie, z wolna wyprostowała się, nachylając w stronę demona.
– Mama chyba chce o coś cię zapytać – oznajmiła wprost.
Rafael z wolna skinął głową. Dziwnie czułam się z tym, że nawet nie potrafiłam stwierdzić, w jakim był nastroju. Miałam wrażenie, że robił to specjalnie, najwyraźniej za punkt honoru biorąc sobie, by ignorować wszystkich tych, których obecność nie była mu na rękę.
– A to ciekawe… – rzucił i zabrzmiało to niemalże pogodnie. – Śmiało. Zobaczę na ile mogę pomóc.
– Teraz chcesz pomagać? – mruknęła Elena, spoglądając na demona z powątpiewaniem. Prychnęła, ale ten nawet się nie skrzywił, jakby był do takich reakcji przyzwyczajony. – Jaki szarmancki się nagle zrobił.
O dziwo, Rafael tylko się uśmiechnął – w nieco złośliwy, ale jednak szczery sposób. Nie przypominałam sobie, bym kiedykolwiek widziała go w takim wydaniu. W tamtej chwili z zaskoczeniem pomyślałam, że naprawdę mógłby uchodzić za człowieka… I to nawet mimo złożonych na plecach czarnych skrzydeł.
– Coś nie tak,  lilan? – zapytał z uprzejmym zainteresowaniem. – Sądziłem, że tego mogłabyś ode mnie oczekiwać. Chyba że to prawda, że nie da się zadowolić kobiety.
– Zadowalanie kobiet to niekoniecznie temat, w którym powinieneś się wypowiadać – stwierdziła cicho Elena, wymownie spoglądając gdzieś w bok.
Na dłuższą chwilę zapanowała wymowna cisza. To Emmett jako pierwszy parsknął śmiechem – krótkim i urywanym, ale to nie miało znaczenia.
– Auć – wyrwało mu się.
Ledwo powstrzymałam się przed wywróceniem oczami. Co prawda właśnie czegoś takiego mogłam spodziewać się po Elenie, ale i tak nie docierało do mnie, że demon w żaden konkretny sposób nie zareagował na sposób, w jaki próbowała się z nim drażnić. W gruncie rzeczy sam pomysł przekomarzania się z demonem wydawał mi się czymś co najmniej nietypowym. W efekcie byłam w stanie co najwyżej tkwić w miejscu i bezmyślnie się im przyglądać, co było o tyle prostsze, skoro nikt nie miał szans tego zauważyć.
– Ciemność – powiedziałam w końcu, żałując, że nie byłam w ten sposób w stanie ot tak zmienić tematu. – Chciałam zapytać o Ciemność – powtórzyłam bardziej stanowczo, bo Joce spojrzała na mnie z obawą, jakby spodziewając się najgorszego.
– Och… – Natychmiast przeniosła wzrok na Rafaela. – Mama mówi o Ciemności – oznajmiła wprost.
Zadziałało równie skutecznie, co i gdybym sama poruszyła temat. Chwilowe rozluźnienie zniknęło równie nagle, co wcześniej się pojawiło. Jedynie demon nie wyglądał na przejętego, ale to nie wydało mi się dziwne. W końcu temat zszedł na kogoś, kogo nazywał ojcem.
– To nie jest konkretne pytanie – zauważył jedynie, a ja ledwo stłumiłam sfrustrowany jęk. Gdyby to jeszcze było takie proste!
– Nessie mówiła o tym wcześniej – wyjaśnił pośpiesznie Edward. Byłam mu wdzięczna, że tak po prostu przeszedł do rzeczy. – Początkowo znalazła się w świecie, który najwyraźniej stworzył twój ojciec. Tym, o który mówiła Beatrycze… I poniekąd ty sam wcześniej.
– Świecie, o którym nic nie wiem – przypomniał Rafael. Skrzyżował ramiona na piersi; z obojętnością przyglądał się moim bliskim, myślami wydając się być gdzieś daleko. – Ale nie sądzę, by ojciec miał jakikolwiek związek z tym, co spotkało twoja córkę. Licavoli z natury są problematyczni.
– To żadna odpowiedź – zaoponowała cicho Bella. Nawet mama nie była aż tak pewna, gdy w grę wchodziła rozmowa z demonem.
Rafael jedynie westchnął. Wyglądał na zmęczonego, co jedynie utwierdziło mnie w przekonaniu, że znosił nas wyłącznie przez wzgląd na Elenę.
– Nie mam żadnej innej. Moja deklaracje i stosunki z ojcem się nie zmieniły – wyjaśnił, siląc się na cierpliwość. W tamtej chwili brzmiał przede wszystkim formalnie, a ja z łatwością mogłam sobie wyobrazić, że w ten sam beznamiętny sposób zdawał raporty Isobel. – Mogę wnioskować po tym, co się dzieje. Skoro dziewczyna tutaj jest, nie była potrzebna ojcu. Nic dziwnego, skoro do tej pory interesował go wyłącznie jeden typ kobiet.
Jeszcze kiedy mówił, wymownie spojrzał na Elenę. Dziewczyna skrzywiła się, nerwowo zaciskając usta i sprawiając wrażenie chętnej, by jak najszybciej się ewakuować.
– Więc najpewniej cały czas chodzi o kryształ. Śmiem twierdzić, że macie z telepatami wiele wspólnego – stwierdził Rufus, tym samym ucinając wszelakie dyskusje.
– Och, na pewno. Zwłaszcza ty o tym wiesz. – Rafael wywrócił oczami. – Możliwe, że coś w tym jest. Chociaż nam kryształy są absolutnie zbędne.
– Tak czy siak, ciekawy zbieg okoliczności. To, że ktoś wykorzystał nieobecność dziewczyny, tym bardziej – zauważył wampir. Momentalnie zrobiło mi się zimno, gdy przypomniałam sobie, w czym leżał największy problem. – Oczywiście nie wiem co to mogło być, prawda? – dodał, ale sam jego ton sugerował, że tak naprawdę nie oczekiwał odpowiedzi.
– Naprawdę nie zauważyłam niczego dziwnego – jęknęła mama. – Co prawda była przestraszona i skołowana, ale… to wydało mi się normalne. Nie zostawiłabym jej samej, gdybym podejrzewała coś innego. Zresztą Gabriel…
Natychmiast urwała, jakby uprzytomniając sobie, że powiedziała za dużo. Stłumiłam przekleństwo, całą energie wkładając w to, by zachować resztki zdrowego rozsądku. Działanie na oślep i pod wpływem emocji nigdy nie było dobrym pomysłem, ale trudno było mi o tym pamiętać, skoro wciąż się bałam.
– Wiemy o tym – zapewnił pośpiesznie Edward, rzucając mamie uspokajające spojrzenie. – Na razie Nessie jest bezpieczna, więc tego się trzymajmy.
To nie brzmiało jak najlepszy plan na świecie, ale nie potrafiłam go o to winić. Gdyby chodziło o któreś z moich dzieci, też nie potrafiłabym się przejąć niczym innym, prócz ich bezpieczeństwa. Jakby nie patrzeć, to też było istotne, zwłaszcza że całkiem martwa nikomu bym się nie przydała, ale mimo wszystko…
– Mnie w tej chwili zastanawia jeszcze jedna rzecz – stwierdził jak gdyby nigdy nic Rufus, całkowicie ignorując kierunek, który przybrała rozmowa. Powiódł wzrokiem dookoła i wydało mi się, że szukał mnie, chociaż koniec końców i tak nie był w stanie tak po prostu ustalić, w którym miejscu stałam. – Duch czy nie duch, zacznijmy od podstaw. To dalej telepatka?
Otworzyłam i zaraz zamknęłam usta, co najmniej zaskoczona jego pytaniem. Spodziewałam się wielu rzeczy, ale zdecydowanie nie tego. Zresztą jakim cudem sama się nad tym nie zastanowiłam? Mimowolnie spojrzałam na kryształ w dłoni, przez moment wahając nad tym, czy z tym drobiazgiem w dłoni w ogóle powinnam próbować cokolwiek zdziałać. Odłamek kumulował moc, a ja nie miałam pojęcia, czy byłam gotowa, by ewentualnie mierzyć się z czymś aż tak potężnym.
Niespokojnie powiodłam wzrokiem dookoła, szukając pomocy. Poniekąd chyba naprawdę liczyłam, że jakiś cudowny pomysł pojawi się znikąd, w choć niewielkim stopniu sugerując, co powinnam zrobić. Oczywiście nic podobnego nie miało miejsca, dlatego chcąc nie chcąc zmusiłam się do wzięcia w garść. Odsunęłam się na bezpieczną odległość, odprowadzona wzrokiem jedynie przez Joce. Dziewczyna wciąż z uwagą śledziła każdy mój ruch, jakby w obawie, że w każdej chwili mogłabym zniknąć albo na jej oczach rozpaść się na kawałeczki.
Westchnęłam cicho. Tym razem przynajmniej nikt na mnie nie patrzył, ale to niewiele pomagało. Poruszając się niemalże jak w transie, zamarłam w bezruchu, chwilę szukając czegoś, co mogłabym uznać za ewentualny cel. Czułam się niemalże jak na samym początku, gdy pod okiem Gabriela dopiero uczyłam się wykorzystywać zdolności. Wtedy też nie miałam pojęcia, co robiłam, przesadnie wiele uwagi poświęcając rzeczom, które teraz przychodziły mi naturalnie.
Cóż, zdecydowanie nie w tamtym momencie. Ręka nieznacznie mi zadrżała, kiedy wyciągnęłam ją przed siebie, chcąc pomóc sobie w przekierowaniu mocy. Wzrok skupiłam na wiszącym na ścianie zdjęciu, przez chwilę przypatrując się przede wszystkim sobie i obejmującemu mnie Gabrielowi. Joce – wtedy na tyle malutka, że sięgała mi zaledwie do bioder – wcisnęła się gdzieś między nas, niecierpliwie domagając atencji. Udało mi się wysilić na blady uśmiech, chociaż nawet wtedy nie byłam w stanie tak po prostu pozbyć się nieprzyjemnego uścisku w gardle. Prawda była taka, że się bałam – i to z każdą kolejną chwilą coraz bardziej, na każdym kroku odkrywając, jak wiele rzeczy mogło pójść nie tak.
Ze świstem wypuściłam powietrze. Oczami wyobraźni wciąż widząc wiszące na ścianie zdjęcie, zacisnęłam powieki, by łatwiej się skoncentrować. W normalnym wypadku przywołanie mocy i zrzucenie ramki z haczyka przyszłoby mi  z łatwości, a jednak w tamtej chwili…
– Nic z tego – szepnęłam tak cicho, że ledwo samą siebie słyszałam.
W gruncie rzeczy nawet nie byłam zaskoczona. Już wcześniej czułam się pusta, ale dotychczas zrzucałam to przede wszystkim na brak materialnych kształtów. To, że mogłabym być skołowana, wydawało mi się naturalne.
To, że moje zdolności zniknęły, również.
Kryształ w mojej dłoni pulsował przyjemnym ciepłem, ale to zaobserwowałam już wcześniej. Nic się nie zmieniło, a coś bez wątpienia by się wydarzyło, gdyby odłamek był w stanie zaabsorbować jakąkolwiek energię.
– Twierdzi, że nie może – wyjaśniła cicho Joce, gdy nabrała pewności, że nagle nie odkryję, że mogłabym się pomylić.
– Spodziewałem się tego – przyznał Rufus. – Ale to niedobrze.
– Co masz na myśli? – zaniepokoił się Carlisle.
Przez twarz mojego szwagra przemknął cień. Wydało mi się wręcz zniecierpliwiony, jakby właśnie otrzymał pytanie, na które odpowiedź była oczywista.
– Jeśli to nie ona kontroluje moc, to znaczy, że telepatia najpewniej związana jest z ciałem. A jego chwilowo tutaj nie ma – przypomniał spiętym tonem. – Nie wiemy, co to jest, ani na ile świadomie działa. Możliwe, że wcale i dlatego się boi – stwierdził, wymownie spoglądając na Bellę. – W zasadzie nie wiem, co gorsze – szukanie doświadczonego telepaty, czy przypadkowego bytu, który nie ma pojęcia, jak kontrolować instynkt, ani tym bardziej moc. Jeśli to drugie, to obawiam się, że trafimy na trop bardzo szybko.
Jego słowa wystarczyły, by wytrącić mnie z równowagi. Zresztą nie jako jedyną, bo po wymownej ciszy, która jak na zawołanie zapanowała w pokoju, uprzytomniłam sobie, że reszta również do tej pory nie wzięłam możliwego zagrożenia pod uwagę. Jeśli miałam być ze sobą szczera, chyba tak naprawdę nie chciałam wiedzieć, w czym leżał problem.
Cokolwiek przejęło moje ciało, mogło równie dobrze biegać po mieście i radośnie mordować przechodniów.
– Jeśli to wszystko, to idę porozmawiać z Mirą – oznajmił nagle Rafael, bezceremonialnie ruszając ku wyjściu. – Lecisz ze mną, lilan?
W najmniejszym stopniu nie zaskoczyło mnie, że dziewczyna bez wahania ruszyła za nim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz









After We Fall
stories by Nessa