1 lipca 2018

Trzydzieści

Gabriel
To Joce jako pierwsza wpadła mu w ramiona. Pojawiła się dosłownie znikąd, ale to nie miało znaczenia, zwłaszcza że nie pozostawiła mu innego wyboru, jak tylko przygarnąć ją do siebie. W pierwszym odruchu zesztywniał, niemalże obawiając się tego, że coś w zapachu jej krwi albo pulsującej od dziewczyny energii sprawi, że znów spróbuje ją skrzywdzić, ale nic podobnego nie miało miejsca. Mimo wszystko i tak poczuł na sobie wymowne spojrzenie wyraźnie zmartwionej Layli, ale zignorował je, z uporem próbując udawać, że nie działo się nic wartego uwagi.
– Hej, księżniczko – rzucił, siląc się na pogodny ton głosu. To, że mógłby być zmęczony, wydawało mu się w pełni naturalne.
– Martwiłam się – oznajmiła, ale brzmiała wystarczająco spokojnie, by nabrał pewności, że podczas jego nieobecności nie wydarzyło się nic wartego uwagi. Zresztą i tak daliby mu znać, gdyby było inaczej. – Co z Beatrycze?
– Och… Bez potrzeby – stwierdził, jakby od niechcenia przeczesując jej włosy palcami. – Beatrycze pewnie sama z tobą porozmawiać, kiedy tylko się tutaj pojawi.
Dziewczyna odsunęła się, by móc na niego spojrzeć. Wyglądała blado, ale nie aż tak, jak zaraz po powrocie z siedziby łowców. Przynajmniej miał wrażenie, że chociaż ona jedna dochodziła do siebie. Wystarczyło, że przejmował się Renesmee. Dodatkowe niepokojenie się o to, czy z Joce przypadkiem znów nie działo się coś niedobrego, było ostatnim, czego potrzebował.
– Wszystko w porządku, tato? – zapytała nagle i coś w tonie jej głosu dało mu do myślenia.
Początkowo w zasadzie sam nie był pewien, jak powinien interpretować jej słowa. Podejrzewał, że wyglądał marnie, ale to i tak nie miało znaczenia. Zrzucanie na Jocelyne problemów z Ciemnością i tym, że wciąż tak naprawdę nie wiedzieli, w jaki sposób pomóc Renesmee, również nie było czymś, na co miał ochotę.
– Nie dzieje się nic, czym powinnaś się przejmować – stwierdził, siląc się na spokój. Krótko ucałował ją w czoło, po czym odsunął się, woląc nie czekać, aż zapyta o coś jeszcze. – Tutaj też, prawda? Zajrzę na górę – dodał, nawet nie czekając na odpowiedź.
Jocelyne spojrzała na niego z powątpiewaniem, przez moment wyglądając na chętną, by coś powiedzieć, ale ostatecznie nie odezwała się nawet słowem. Gabriel zawahał się, przez moment zastanawiając nad tym, czy jednak nie powinien z nią porozmawiać, ale w ostatniej chwili zmienił zdanie. To normalne, że się przejmowała. Co więcej, próba wyciągnięcia od Joce jakichkolwiek szczegółów, zwłaszcza jeśli ta sama nie przychodziła po to, żeby się zwierzać, graniczyło z cudem, tym bardziej w ostatnim czasie. Cóż, na swój sposób byli do siebie pod tym względem podobni.
Inna sprawa, że wciąż sobie nie ufał. Oczywiście nie zamierzał powiedzieć tego wprost, ale…
– Gabrielu?
Zacisnął usta. Dopiero po chwili zdecydował się obejrzeć przez ramię i spojrzeć na Laylę. Siostra nie po raz pierwszy spoglądała na niego wyczekująco, wyraźnie zmartwiona. W Chianni mógł jej unikać, co było o tyle proste, że oboje czuli się w tym miejscu źle. Co więcej, działo się wystarczająco wiele, by zmienienie tematu przychodziło mu z łatwością, jednak teraz to wcale nie miało być takie proste.
– Tak? – rzucił z opóźnieniem, siląc się na uprzejmość. Nawet udało mu się uśmiechnąć, chociaż podejrzewał, że Layla doskonale wiedziała, jak daleko temu gestowi było do czegoś w pełni szczerego.
– Wybierasz się do Renesmee? – zapytała wprost. Uniósł brwi, spoglądając na dziewczynę z powątpiewaniem. – Wiesz, co ma na myśli.
– Nie do końca – przyznał zgodnie z prawdą.
Layla energicznie potrząsnęła głową.
– Też chcę ją zobaczyć – wyjaśniła, po raz kolejny go zaskakując. Mimo wszystko poczuł ulgę, kiedy pojął do czego dążyła. – Po prostu daj mi znać, okej?
– Och… Jak sobie życzysz, sis.
– Co się dzieje? – wtrąciła z wahaniem Joce, ale tym razem zdecydował się zignorować pytanie. Skoro Layla zaczęła temat, równie dobrze sama mogła wszystko wytłumaczyć.
Nikt nie zwrócił na niego większej uwagi, kiedy w pośpiechu wbiegł po schodach, chcąc jak najszybciej dotrzeć na piętro. Przynajmniej tam było przyjemnie cicho, ale wcale nie poczuł się dzięki temu pewniej. Wibrowanie wyciszonego telefonu skutecznie wyrwało go z zamyślenia, jedynie podsycając odczuwane rozdrażnienie. W roztargnieniu spojrzał na komórkę, w następnej sekundzie po prostu odrzucając połączenie od Isabeau. Z jakiegoś powodu czuł, że i tak nie miała mu do powiedzenia niczego sensownego. To, że więcej nie próbowała wydzwaniać, jedynie go w tym przekonaniu utwierdziło.
Gdyby tylko mógł, od razu zamknąłby się w sypialni i spróbował odszukać Nessie. W zasadzie musiał się przed tym powstrzymywać przez cały lot, raz po raz powtarzając sobie, że to dość marny pomysł w samolocie pełnym ludzi. Nie chodziło o samo podróżowanie w świecie snów, ale to, że wszystko w jakiś sposób łączyło się z Ciemnością. Miał złe przeczucia, tak naprawdę woląc nie sprawdzać, w jak poważnych kłopotach wszyscy byli – a już zwłaszcza ona.
Layla również musiała zdawać sobie z tego sprawę. Nie musiała niczego mówić wprost, by pojął, że miała swój cel w tym, żeby chcieć mu towarzyszyć. Sęk w tym, że wciąż nie miał pewności czy chodziło wyłącznie o ewentualne wsparcie, czy może o to, żeby go pilnować. Zwłaszcza to drugie nie dawało mu spokoju, wręcz potęgując odczuwane przez Gabriela rozdrażnienie. Na jej miejscu najpewniej zrobiłby to samo. W zasadzie już zrobił, bo zachowywał się nawet bardziej zaborczo, kiedy uważał, że jej zachowanie wydaje się co najmniej dziwnie. To, że chcieli się wzajemnie chronić, było czymś w pełni naturalnym, a jednak gdy przyszło co do czego, Gabriel czuł się niemalże jak w potrzasku.
Przystanął przed drzwiami sypialni, aż nazbyt świadom, że Renesmee nie była sama. Nie miał ochoty na rozmowę z kimkolwiek, ale ostatecznie zmusił się, żeby wejść do środka, ledwo tylko nabrał pewności, że w pełni nad sobą panował. Widok Edwarda go nie zaskoczył, zwłaszcza że to on i Bella siedzieli przy córce od samego początku. Poniekąd go to uspokajało, chociaż w tamtej chwili zdecydowanie wolałby nie zastać przy żonie nikogo.
– Słyszałem, że wróciliście – rzucił już na wstępie Edward. Brzmiał spokojnie, spojrzenie wciąż skupiając na bladej twarzy córki. – No i Carlisle powiedział mi to i owo… Macie jakiś plan?
– Na razie absolutnie żadnego – przyznał niechętnie Gabriel.
Cullen rzucił mu bliżej nieokreślone spojrzenie. To, że mógłby wiedzieć, nie wydało się Gabrielowi niczym dziwnym, chociaż wciąż nie miał pewności czy to dobrze, czy może wręcz przeciwnie.
– To chyba dobrze, że przynajmniej możesz z nią porozmawiać? – Mimo wszystko zabrzmiało to jak pytanie. – Jest uparta, zresztą jak i jej matka. Skoro tak, musi być jakiś sposób, żeby ściągnąć ją z powrotem.
Brzmiał zadziwiająco spokojnie, jakby naprawdę w to wierzył. Jeszcze kiedy mówił, z wolna podniósł się, najwyraźniej zamierzając się wycofać. Gabriel spojrzał na niego z powątpiewaniem, sam niepewny, co o zachowaniu Edwarda myśleć. Podejrzewał, że gdyby wampir wiedział, co się wydarzyło i kogo powinien obwiniać o stan córki, już dawno rzuciłby mu się do gardła.
Gabriel zacisnął usta. Skoro tak, tym bardziej nie zamierzał dzielić się z teściem szczegółami, nieważne jak nieuczciwe by to nie było.
– Zawsze taka była – stwierdził w zamian, siląc się na spokój. – A ja tego tak nie zostawię.
Nawet jeśli Edward miał wątpliwości albo jakiekolwiek uwagi, zachował je dla siebie. Gabriel z niejaką ulgą przyjął to, że wkrótce po tym został sam z Nessie, momentalnie korzystając z okazji, by zmaterializować się u boku żony. Nawet nie drgnęła, kiedy ujął ją za rękę, ale to nie miało dla niego znaczenia. Przy odrobinie szczęścia miał być w stanie ją zobaczyć, w duchu wręcz modląc się o to, żeby wciąż błąkała się gdzieś w świecie snów, dokładnie jak ustalili na samym początku.
Tknij ją tylko, a popamiętasz. I nie obchodzi mnie, kim jesteś, pomyślał z irytacją, po cichu licząc na to, że Ciemność była w stanie go usłyszeć. Nie miał pojęcia, czego ta istota chciała od jego żony, zwłaszcza jeśli ta faktycznie znalazła się w stworzonym przez niego świecie zupełnym przypadkiem. Skoro tak, po co mu była? Co planował, z uporem nie pozwalając jej się obudzić…?
W pośpiechu odsunął się, z opóźnieniem uprzytomniając sobie, że zdecydowanie zbyt mocno zacisnął palce wokół dłoni żony. Skrzywił się, momentalnie podrywając się na równe nogi i zaczynając niespokojnie krążyć. Panowanie nad emocjami przychodziło mu z trudem, o ile w ogóle było możliwe. Czuł, że zdecydowanie zbyt łatwo wszystko wymykało mu się spod kontroli – i to zaczynając od głodu, na postępowaniu z bliskimi kończąc. Jeśli nawet przy Renesmee nie czuł się pewnie, coś zdecydowanie musiało być na rzeczy.
Minęła dłuższa chwila, zanim w końcu zdecydował się usiąść u boku dziewczyny. Nie potrafił trzymać się od niej z daleka, machinalnie wyciągając rękę, by móc pogładzić ją po policzku. Naprawdę wyglądała tak, jakby po prostu spała. Gdyby nie wciąż towarzysząca mu pustka, a więc jedyna pozostałość po więzi, już dawno wziąłby ją w ramiona, bawił się jej włosami i jak gdyby nigdy nic czekał, aż się obudzi. Albo – co bardziej prawdopodobne – wniknąłby do jej snu, by kolejny raz zabrać w miejsce, które tak dobrze znali.
Świat snów od zawsze stanowił bezpieczne, na swój sposób intymne miejsce, które należało wyłącznie do nich. Przynajmniej Gabriel tak je traktował, odkąd tylko poznał Renesmee. Przez tyle czasu widywali się wyłącznie w ten sposób, że traktował to już jako coś w pełni oczywistego – i to nawet jeśli przez cały czas miał ją u swojego boku. Sęk w tym, że minęły całe lata, odkąd ostatnim razem coś zmuszało ich do tego, by widywali się wyłącznie w ten sposób. Co więcej, po raz pierwszy wydawało się to naprawdę niebezpieczne, zwłaszcza że nie chodziło o bandę bawiących się w Boga dzieciaków, które próbowały wykorzystać zakazane techniki, by zrobić coś naprawdę głupiego.
Zawahał się. Miał ochotę zignorować prośbę Layli i wniknąć w świat snów, by jednak poszukać Nessie, ale z jakiegoś powodu czuł, że to bardzo zły pomysł. Już i tak igrali z ogniem… Albo przynajmniej z Ciemnością. Gdyby chodziło po prostu o niego, nie przejąłby się ani trochę. A jednak tym razem w grę wchodziło coś więcej, niż tylko jego ewentualne bezpieczeństwo. Miał wrażenie, że balansowali gdzieś na granicy bezpieczeństwa, aż prosząc się o to, żeby coś poszło nie tak. Co prawda nie miał jeszcze pewności, co i w którym momencie mogło się zepsuć, ale to była kwestia czasu.
Już raz popełnił błąd, za który teraz płaciła Renesmee. Gdyby nie poszedł za Simonem, a przynajmniej powstrzymał się przed dotknięciem kryształu… Wiedział, że teraz obwinianie się o coś, co tak czy siak miało miejsce, było bez sensu. Mimo wszystko jednak coś w tym myśleniu okazało się silniejsze od niego. Nie, skoro wiedział, co zrobił nie tak. Teraz z kolei musiał skoncentrować się i zacząć postępować tak, jak podsuwał mu zdrowy rozsądek. Musieli być ostrożni, a skoro tak, impulsywne działanie zdecydowanie nie miało być w stanie zapewnić żadnemu z nich niczego dobrego.
Gdyby to do tego wszystkiego było takie proste…
Pomyślał o telefonie od Beau, dłuższą chwilę wahając się nad tym, czy nie powinien oddzwonić. Nawet jeśli siostra nie miała mu do powiedzenia niczego pomocnego, może wzmianka o tym, że przynajmniej był w stanie zobaczyć się z dziewczyną, choć trochę ułatwiłaby jej zadanie. To było ważne, a przynajmniej tak sądził. Przynajmniej wiedzieli, że dusza gdzieś się znajdowała, zaś podstawowym pytaniem pozostawało ni mniej, ni więcej, ale po prostu to, jak sprowadzić ją z powrotem.
W teorii wszystko brzmiało absolutnie logicznie i prosto. W praktyce… już niekoniecznie.
Miał ochotę zobaczyć się z Rafaelem. Ten cholerny demon mógł igrać sobie z Lawrence’em i wszystkimi wokół, ale Gabriel zdecydowanie nie zamierzał słuchać o tym, że dobro Renesmee było dla nieśmiertelnego sprawą drugorzędną. Mógł spodziewać się braku chęci do współpracy, ale nie obchodziło go to. W gruncie rzeczy zawsze mógł uciec się do mniej subtelnych metod, które jednoznacznie pokazałyby Rafaelowi, co sądził o odmowie. Zresztą znali się. Podejrzewał, że przez lata, które obaj spędzili na służbie Isobel, w zupełności wystarczyły, by demon wiedział, czego się po nim spodziewać.
Z powątpiewaniem spojrzał na Nessie. Cóż, ona nie byłaby zadowolona, niezależnie od argumentów, które przemawiałyby za użyciem siły. Z drugiej strony, czego Nessie nie wiedziała, nie miało sprawić jej bólu, a skoro tak…
Ostrożnie ułożył się u jej boku, jak gdyby nigdy nic otaczając ją ramionami. Łatwo było udawać, że faktycznie spała. W pełnym momencie nawet instynktownie się w niego wtuliła, chociaż to o niczym nie świadczyło, skoro i tak nie miała być w stanie się obudzić. Delikatnie przeczesał jej włosy palcami, skupiony na wzajemnej bliskości i tym, że znajomy zapach wystarczył, by go uspokoić. Choć na moment zdołał się rozluźnić, dla lepszego efektu zamykając oczy. Być może to świadomość, że gdzieś tam była, pozwalała mu spokojniej znosić bliskość z ciałem – bo w końcu tylko z tym miał do czynienia. Z naczyniem, jak zasugerowała mu Isabeau.
Gdyby przynajmniej wciąż mogli cieszyć się więzią, wszystko stałoby się jeszcze prostsze. Ta pustka bolała, niezmiennie sprawiając, że Gabriel czuł się nieswojo, nawet w takiej sytuacji. Bardziej stanowczo przygarnął do siebie Renesmee, za wszelką cenę usiłując zwalczyć to dziwne uczucie, jednak okazało się to o wiele trudniejsze, niż mógłby przypuszczać. Trzymał ją, ale równie dobrze mógłby obejmować kogoś innego i to nie dawało mu spokoju. Choć to wydawało się bezsensowne, naprawdę mógł wyczuć, że Nessie w rzeczywistości z nim nie było. Pomimo tego zapachu, dotyku ciepłego ciała i energii, która…
Drgnął, zaskoczony intensywnością, z jaką zareagował na to ostatnie. Niewiele brakowało, żeby w pośpiechu odskoczył od żony, przez krótką chwilę świadom wyłącznie głodu – i tego, że z łatwością mógłby go zaspokoić. To działo się zdecydowanie zbyt często, nie wspominając o tym, że bywało tak gwałtowne, że nawet gdyby chciał, nie potrafiłby w porę przewidzieć, kiedy znów go dopadnie. Do tej pory nie mógł sobie darować tego, że w pewnym momencie zagrażać Jocelyne, o tamtej dziewczynie nie wspominając, z kolei teraz… Cóż, po raz kolejny balansował gdzieś na granicy świadomości, na dodatek mając do czynienia z kimś, kto nie był w stanie się bronić.
Wiedział, że powinien się odsunąć. Wszystko w nim aż krzyczało, by zachował się jak przy Joce i po prostu uciekł, a potem poszukał sobie jakiegoś sensowniejszego źródła. Ostatnim, czego chciał, było krzywdzenie bliskich, nawet jeśli ci czasami sami rwali się do tego, by mu pomagać. Zwłaszcza Renesmee robiła to regularnie, nie raz wprawiając go w konsternację tym, że bez chwili wahania oferowała mu swoją energie. Gabriel z koeli zdecydowanie zbyt często jej ulegał, nieraz nie będąc w stanie znaleźć sensownych argumentów, by przekonać żonę, że to zbyt ryzykowne.
Gdyby była przytomna, jak nic kolejny raz postawiłaby go w co najmniej niekomfortowej sytuacji. Z łatwością mógł wyobrazić sobie jej znaczące spojrzenie i sposób, w jaki zaczęłaby bawić się włosami. Dobrze widziała jak go kusić, w dość znaczący sposób odgarniając włosy na ramię. W takich chwilach dobrze wiedział, czego oczekiwała, finalnie po prostu przygarniając dziewczynę do siebie, by móc się posilić. Oddawała mu siebie w pełni – nie tylko ciało, ale też krew i energię. A on jej na to pozwalał, bo tak naprawdę była jedyną osobą, która mogła sobie pozwolić na tak wiele.
Nie zarejestrował momentu, w którym się podniósł. Nie myślał trzeźwo, gdy zdecydował się nachylić nad nieprzytomną żoną, nagle po prostu górując nad nią i stanowczo dociskając wątłe ciało do materaca. Przez moment miał wrażenie, że wszystko wokół przysłoniła dziwna, czerwonawa mgiełka. Kontury wydawały się nienaturalne wyostrzone, a kolejne bodźce zbyt intensywne, by móc je ignorować. W milczeniu wpatrywał się w gardło Nessie, świadom wyłącznie pulsującej w jej żyłach krwi, a także własnych, nienaturalnie napiętych mięśni.
Oraz głodu.
Pragnienie doszło do głosu, a on sam już nie był pewien, które z nich bardziej dawało mu się we znaki – to, które odpowiadało za potrzebę krwi, czy może powracający zdecydowanie zbyt często głód, który mogła zaspokoić wyłącznie energia.
To nie miało znaczenia, skoro z łatwością mógł zaspokoić obie potrzeby.
Chwilę walczył sam ze sobą, w niewielkim stopniu świadom, że właśnie zamierzał zrobić coś bardzo, ale to bardzo głupiego. Nie powinien. Czuł to całym sobą, a jednak kolejne sekundy mijały, a on nie potrafił się odsunąć. Oddychał szybko i płytko, kurczowo zaciskając palce na pościeli. Nagle zrobiło mu się gorąco, zaraz też do głosu doszło niewyobrażalne wręcz zmęczenie. Miał wrażenie, że przebiegł przynajmniej kilka kilometrów, chociaż to zdecydowanie nie miało sensu, skoro przez cały czas siedział tutaj. To już nawet nie było zmęczenie podróżą czy też zwykły głód, ale coś o wiele więcej.
Coś, czego nie rozumiał i co popychało go do zrobienia czegoś, czego zdecydowanie przyszłoby mu żałować.
Ani trochę tego nie chciał, ale…
– Gabrielu…?
Glos Layli sprawił, że poczuł się trochę tak, jakby ktoś z całej siły zdzielił go czymś ciężkim po głowie. Momentalnie wyprostował się niczym struna, błyskawiczne odsuwając od Renesmee i zwracając ku drzwiom. Serce biło mu jak szalone, uderzając tak szybko i mocno, że ledwo był w stanie złapać oddech. Obraz raz po raz rozmazywał się przed oczami, a jednak Gabriel jakimś cudem zdołał skupić spojrzenie na siostrze, a do tego wszystkiego powstrzymać pragnące wyrwać mu się z gardła warknięcie.
Słodka bogini, przecież to była Layla. Stała w progu, z wahaniem spoglądając w jego stronę. Jej twarz nie wyrażała żadnych konkretnych emocji, a może w szoku to on nie był w stanie ich odczytać. Wiedział jedynie, że dziewczyna wyglądała na zmartwioną, ale niekoniecznie jak ktoś, jak zdawał sobie sprawę z tego, co mogłoby się wydarzyć, gdyby zdecydowała się przyjść chociaż chwilę później.
Czuł, że powinien coś powiedzieć, ale nie był w stanie. Ostatecznie poderwał się na równe nogi, próbując zachować neutralny wyraz twarzy i sprawiać wrażenie kogoś, kto absolutne nie miał niczego na sumieniu.
– Coś się stało, sis? – zapytał w końcu, mając serdecznie dość trwania w ciszy.
Layla drgnęła, jakby zaskoczona brzmieniem jego głosu. Sam siebie zadziwiał tym, że był w stanie mówić tak spokojnie. Nie, skoro w najmniejszym wypadku tak się nie czuł, w rzeczywistości bliski tego, żeby wpaść w panikę. W głowie miał mętlik, z uporem odsuwając od siebie myśl o tym, co chciał zrobić.
Bo to było niemożliwe, prawda? Przecież nie mógłby tak po prostu…
Nie.
Dlaczego to brzmiało jak kłamstwo…?
– Zdawało mi się… Zresztą nieważne – powiedziała cicho Layla, potrząsając głową. – Wszystko w porządku? Twoje emocje wydały mi się… dziwne? – przyznała i mimo wszystko to również zabrzmiało jak pytanie.
– Wszystko gra – zapewnił, chociaż to było jednym wielkim kłamstwem. – Co najwyżej się martwię… Ale będzie w porządku, prawda? Zwłaszcza że możemy się z nią zobaczyć.
Layla z wolna skinęła głową. Jej spojrzenie jak na zawołanie powędrowało ku Renesmee.
– Jasne, że tak… Ale w końcu odpocznij, co? – zaproponowała i poznał po jej tonie, że zamierzała być po tym względem uciążliwa. – Coś marnie wyglądasz…
Z braku lepszych pomysłów, chcąc nie chcąc przyznał jej rację.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz









After We Fall
stories by Nessa