17 czerwca 2018

Szesnaście

Layla
Długo zwlekała z ruszeniem w kierunku domu. Z uporem dążyła po okolicy, ku wyraźnej irytacji Rufusa, chociaż ten wyjątkowo długo powstrzymywał się od komentarza. Dopiero gdy przy kolejnej próbie okrążenia posiadłości jak najbardziej czasochłonną trasą w końcu chwycił ją za rękę i oznajmił, że za moment sam zaprowadzi ją, ale nie do domu, ale miasta, gdzie mogliby poczekać na resztę.
Nie zamierzała mu na to pozwolić.
Podejrzewała, że z perspektywy Rufusa i Gabriela postępowała głupio, ale wolała się nad tym nie zastanawiać. Może tak właśnie było, skoro po tylu latach uparła się tutaj przyjść i próbować walczyć z przeszłości, ale to okazało się silniejsze od niej. Miała wrażenie, że jeśli w końcu czegoś nie zrobi, zawsze będzie tkwiła w miejscu. Nie miała pojęcia, czy w tym wszystkim był jakikolwiek sens, ale nie dbała o to. Coś w śmierci Allegry i tym, jak to wszystko musiało wpłynąć na Marco, nie dawało jej spokoju. To, w jaki sposób choć przez moment go postrzegała – i to zarówno w chwili, gdy ją znalazł i tak po prostu zabrał z tamtego miejsca, ale też później…
I co, to wystarczy?, pomyślała nie po raz pierwszy. Z jakiegoś powodu zdrowy rozsądek brzmiał niemalże jak Gabriel, ale próbowała to ignorować. Nagle mu wybaczyłaś?
Wątpiła, bo to zdecydowanie nie działało w ten sposób. Wątpiła, by kiedykolwiek zadziałało, zwłaszcza że nigdy nie miała być w  stanie zapomnieć, ale…
Robię to dla siebie.
Z jakiegoś powodu w to również nie potrafiła w pełni uwierzyć.
Nie miała pewności, czego spodziewała się po otoczonej drzewami posiadłości. Kiedy w końcu odważyła się stanąć tuż przed nią, przez dłuższą chwilę trwała w bezruchu, bezmyślnie wpatrując się w górujący nad okolicą budynek. Wszystko było niemalże takie same, jak w koszmarach, które czasami ją dręczyły – nienaturalna cisza i spokój, które zwykle prowadziły tylko do jednego. A jednak z jakiegoś powodu czuła się spokojna, bardziej niż po prostu pewna, że ten jeden raz nie miało spotkać ją nic złego.
Dom niewiele zmienił się od czasu, gdy była tutaj po raz pierwszy. Oczywiście, był zaniedbany, a dotychczas biała elewacja straciła na kolorze, ale mimo wszystko wciąż wydawał się żywcem wyjęty z jej pamięci. Z uwagą wodziła wzrokiem po kolejnych piętrach, oknach i drzwiach, przy okazji odkrywając, że wciąż aż za dobrze pamiętała układ. Może nie było w tym nic dziwnego, skoro wampirza pamięć rozbiła swoje, ale i tak poczuła się z tym dziwnie. W końcu przez większość czasu chciała zapomnieć. Robiła wszystko, byleby odsunąć od siebie wspomnienia z dzieciństwa, a jednak…
– Hm… No i? – usłyszała tuż za plecami. Mimo wszystko nie była w stanie zmusić się do spojrzenia na Rufusa. – Już skończyłaś eksperymentować?
Jego ton jednoznacznie dał jej do zrozumienia, że się martwił. Oczywiście nie powiedział tego wprost, ale znała go na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że się przejmował. Albo raczej niepokoił się, że nagle mogłaby zacząć krzyczeć, płakać albo w inny sposób okazywać emocje, zmuszając go, by ją pocieszał. Cóż, to byłoby w jego stylu – musieć mierzyć się z tym, czego w większości przypadków w ogóle nie rozumiał.
– Jeszcze nie – przyznała zgodnie z prawdą, a wampir westchnął. Mogła się założyć, że w tamtej chwili wywrócił oczami.
– Świetnie. Więc jednak chcesz wejść o środka.
Skinęła głową, wciąż z uwagą przypatrując się budynkowi. Przez moment znów czuła się, jakby miała raptem kilka lat i umysł nastolatki. Aż za dobrze pamiętała napięcie, z jakim zawsze wracała do domu, zawsze z przesadną dokładnością planując kolejny krok. Gdzie dziś mógł być Marco? Jaki miał nastrój? Czy mogła zaryzykować, że jednak na niego wpadnie…?
Zacisnęła dłonie w pięści, obojętna na to, że w skórę wbiła sobie paznokcie. Ból ją otrzeźwił, więc w pośpiesznie rozprostowała palce, pozwalając, by drobne ranki się zasklepiły. Zaraz po tym – poruszając się trochę jak w transie – ostrożnie zrobiła krok naprzód. A potem kolejny i jeszcze jeden, w końcu mijając zaparkowane samochody, by ostatecznie stając tuż przed drzwiami wejściowymi.
– Wejdziemy do środka czy ktoś musi nas zaprosić? – zapytała, z wahaniem zaciskając palce na klamce.
– To mimo wszystko twój dom – stwierdził w zamyśleniu Rufus. Czuła, że nie odrywał od niej wzroku.
– W porządku. – Nie dając sobie czasu na wątpliwości, zdecydowanym ruchem nacisnęła klamkę. Zamek ustąpił bez większego problemu, co zresztą nie było dziwne; w końcu czuła, że reszta już była w środku. – Wejdź – dodała dla pewności, krótko oglądając się na męża.
Sama nie napotkała żadnego oporu. Przynajmniej nie takiego, którego mogłaby się spodziewać po ograniczeniach, które wiązały się z wampiryzmem. Jedyne ograniczenia czaiły się gdzieś w jej umyśle, choć za wszelką cenę usiłowała je ignorować.
Wciąż czuła się dziwnie, kiedy znalazła się w pogrążonym w mroku przedsionku. Ciemność jej opowiadała, zwłaszcza że nie miała problemu z tym, by cokolwiek zobaczyć. Mimo wszystko nie miała odwagi, by próbować skupić się na jakichkolwiek szczegółach, zbytnio obawiając się wniosków, do których mogłaby dojść. Gdyby nagle okazało się, że tak naprawdę nie zmieniło się nic, a posiadłość wyglądała dokładnie jak w dniu, w którym ona i Gabriel z niej uciekli…
– Całe szczęście – usłyszała i aż wzdrygnęła się, kiedy w zasięgu jej wzroku pojawiła się wyraźnie zmartwiona Esme. – Bałam się, że coś się stało. Wszystko w porządku? – zapytała, w pierwszym odruchu wyciągając ku Layli ręce, jednak wycofała się, kiedy ta w popłochu cofnęła się o krok.
– Tak… Och, tak – zapewniła z opóźnieniem i zdecydowanie zbyt gwałtownie, by zabrzmiało to szczerze. – Potrzebowałam… trochę czasu.
To też wydawało się kłamstwem. Podejrzewała, że gdyby krążyła po okolicy nawet przez kilka następnych dni, niewiele by to pomogło. Mogłaby bredzić, że musiała się przygotować, ale to przecież nie działało w ten sposób. Gdyby było inaczej, zwłaszcza po tylu wiekach nie miałaby najmniejszego problemu, by bez zbędnych emocji przekroczyć próg tego miejsca.
– Coś się zmieniło? Już sobie pogadaliście? – zapytał bez większego zainteresowania Rufus, w pośpiechu przerywając przeciągającą się ciszę.
Przyjęła to z ulgą, bo wszystko wydawało się lepsze od krępującego milczenia i współczującego spojrzenia, którym obdarowała ją Esme. Nie chciała tego. Tak naprawdę marzyła o czymś, co pozwoliłoby jej nie myśleć o niczym. Może wtedy przestałaby mieć wrażenie, że za moment zwariuje i odwróci się, by uciec z tego miejsca z krzykiem.
– Och, tak. Mieliśmy trochę czasu – przyznała Esme, a Layla z zaskoczeniem przekonała się, że do głosu wampirzycy wkradło się napięcie. – Powiedzmy, że… kilka rzeczy się skomplikowało. No i Beatrycze odzyskała pamięć.
– Pamięta? – powtórzyła machinalnie Layla.
Esme krótko skinęła głową.
– Na to wychodzi – zapewniła, ale jej głos wciąż brzmiał dziwnie. – Lawrence zabrał ją na spacer i tyle ich widzieliśmy. Chyba wie, co robi, no i Beatrycze mu ufa, więc raczej nie ma problemu, prawda?
Layla obawiała się, że to wcale nie było takie proste. Sposób, w jaki Esme mówiła o całej sprawie, jednoznacznie sugerował, że problem jak najbardziej był. Co więcej, wcale jej to nie dziwiło, przynajmniej kiedy zaczęła zastanawiać się nad ewentualną relacją Carlisle’a i Beatrycze.
A jednak czuła, że w grę wchodziło coś więcej. Wciąż nie miała pewności co, ale…
– Więc co ustaliliście? – zapytał Rufus, w przeciwieństwie do niej nie zamierzając zastanawiać się nad doborem słów. – Dramaty rodzinne równie dobrze możecie rozwiązywać w Seattle. Na tę chwilę wolałbym wiedzieć na czym stoimy.
– Cóż… Beatrycze dopiero co się przemieniła – przyznała z wahaniem Esme. – I jest dość niestabilna. Ale Gabriel wspominał coś o tym, że może moglibyście z tym pomóc – dodała, nagle zwracając się bezpośrednio do Layli. – Zrobił coś, dzięki czemu go nie wyczuła, więc może…
– Nie jestem pewna, na ile nam się to uda – przerwała jej z wahaniem wampirzyca. – Co innego my, a co innego zamaskować cały tłum. Chociaż mamy jeszcze Lawrence’a, prawda? – zauważyła przytomnie. – Niech w końcu zrobi coś pożytecznego z tym swoim darem.
Mimo wszystko do jej głosu wkradła się nutka goryczy. Trudno było dobrze wspominać umiejętności Lawrence’a, skoro z jego powodu omal nie zrobiła czegoś, czego jak nic przyszłoby jej żałować. Z drugiej strony, miała okazję na własnej skórze przekonać się, jak daleko sięgały zdolności tego wampira – i to już lata temu, więc co mógł zdziałać teraz? Jeśli ktoś miał szansę wpłynąć na zapędy młodej wampirzycy, to zdecydowanie on.
Założyła ramiona na piersiach, po czym wymownie powiodła wzrokiem dookoła.
– Gabriel gdzieś tutaj jest?
– Nie widziałam go. Zostawił nas, zanim zdążyliśmy porozmawiać. – Esme rzuciła jej zatroskane spojrzenie. – Potrzebujesz czegoś? Na razie siedzieliśmy w salonie, więc…
– Rozejrzę się na górze – zapewniła pośpiesznie, chwytając za poręcz schodów. – Jak coś, to cały dom jest do waszej dyspozycji. W razie co po prostu mnie zawołajcie, chociaż wątpię, bym mogła w czymkolwiek pomóc. – Wzruszyła ramionami. – Stał pusty od lat. O prądzie czy działającej łazience można pomarzyć.
Nie doczekawszy się protestów, w pośpiechu weszła na górę, z przyzwyczajenia przeskakując po kilka stopni na raz. Zabawne, ale wciąż pamiętała, które z nich zbytnio skrzypiały, więc instynktownie je wyminęła. Inne wyglądały na zbyt niestabilne, by zaryzykowała na nich stanąć. Coś ścisnęło ją w gardle na tę myśl, chociaż sama nie była pewna dlaczego. Ten dom… od dawna nic dla niej nie znaczył, a przynajmniej zawsze tak jej się wydawało.
Nie była zaskoczona tym, że Rufus ruszył za nią. Czuła jego obecność, chociaż nie od razu zdecydowała się obejrzeć. Dopiero gdy znaleźli się w ciemnym korytarzu na piętrze, przystanęła i zwróciła się w jego stronę, wciąż niepewna i dziwnie spięta.
– Więc… tutaj się wychowałam – rzuciła jakby od niechcenia. – Mieliśmy z Gabrielem pokoje na końcu korytarza.
– Wielki dom a trzy osoby…
Wzruszyła ramionami.
– Zbyt wielki. Przynajmniej tak zawsze go odbierałam – przyznała, starannie obierając słowa. – I tak większość czasu spędzałam z Gabrielem. Przesiadywaliśmy poza domem albo… O, właśnie, coś ci pokażę!
Jeszcze kiedy mówiła, szybkim krokiem ruszyła w głąb korytarza. Nie miała pojęcia czy Rufus nadal podążał za nią, ale to nie miało znaczenia. Minęła kilka pozamykanych pokoi, nie zwracając na nie większej uwagi. Czuła się dziwnie podekscytowana, chociaż sama nie była pewna dlaczego. W końcu ten dom ją przerażał, tak jak i sięganie po wspomnienia, a jednak… na swój sposób zachowywała się trochę jak uradowane powrotem w znajome miejsce dziecko.
– Ehm… Layla? Na pewno wszystko gra? – zapytał z powątpiewaniem Rufus, kiedy z bijącym sercem przystanęła przed jednym z pokoi.
– Co…? Och, jasne – zapewniła, spoglądając na niego w roztargnieniu. Z opóźnieniem uświadomiła sobie, że musiał próbować zwrócić jej uwagę już wcześniej, chociaż tego nie zauważała. – Tutaj… Hm, to pokój mojej mamy.
Po jej słowach zapadła grobowa cisza. Nie była zaskoczona ani milczeniem, ani tym, że mąż spojrzał na nią z powątpiewaniem, jak nic dochodząc do wniosku, że oszalała. Teoretycznie powinna chcieć trzymać się z daleka od pokoju Gabrielli. W zasadzie wszystko to, co wiązało się z matką, w dość negatywny sposób wpływało na Marco. Tak przynajmniej bywało w większości przypadków, jednak nie zmieniało to faktu, że wampir nigdy nie skrzywdził jej w tym pokoju.
Bez słowa nacisnęła klamkę, by wejść do środka. Kurz tłumił jej kroki i drażnił gardło, ale zdążyła się do tego przyzwyczaić. W zasadzie cały dom był tak zaniedbany, że bardziej zaniepokoiłby ją brak jakichkolwiek oznak starości. Nawet jeśli Beatrycze i Lawrence spędzili tu trochę czasu, wątpiła, żeby spacerowali po całym budynku, a tym bardziej próbowali sprzątać. Wyczuła zresztą, że pokój musiał być zamknięty od czasu, gdy Gabriel przyprowadził tutaj Renesmee.
W milczeniu powiodła wzrokiem po sypialni. To był ładny pokój – jasny, przestronny i skromnie urządzony. Pamiętała, że zawsze jej się podobał, zresztą jak i sukienki czy biżuteria, które zostawiła mama. Zanim wszystko się skomplikowało, lubiła tutaj przychodzić i bawić się, póki Marco w dość jasny sposób nie udowodnił, że ruszanie rzeczy Gabrielli, a tym bardziej upodabnianie się do niej, to bardzo zły pomysł.
Nie zmieniało to jednak faktu, że czasami tutaj przychodziła. Co więcej, zdążyła poznać ten pokój na tyle dobrze, doszukać się miejsca, które teraz zamierzała mu pokazać.
Ruszyła przed siebie, po czym skrzywiła się, kiedy w powietrze wzbił się kurz. Kroki natychmiast skierowała ku szafie, ostrożnie otwierając drzwiczki. Z bladym uśmiechem spojrzała na stare, zakurzone pokrowce z sukienkami, aż nazbyt świadoma, że jednej brakowało – białej i ze złotymi zdobieniami. Ta bezpiecznie wisiała pośród rzeczy Renesmee, służąc jej bratowej aż nazbyt często.
– Co to robisz? – zapytał z powątpiewaniem Rufus. Czuła, że nie odrywał o niej wzroku, w tamtej chwili bardziej zaintrygowany niż znudzony.
– Czekaj. Pamiętam, że gdzieś tutaj… – Urwała, po czym zanurkowała między ubraniami, palcami badając tylną ścianę. – O, mam!
Z satysfakcją odszukała niewielką szczelinę, w którą mogła wsunąć paznokcie. Potrzebowała dłuższej chwili, by odpowiednio podważyć niemalże niewidoczne drzwiczki, które zamontowano na tyle. Stare zawiasy skrzypnęły, ale zdołała się z nimi uporać, z satysfakcją spoglądając na wąskie, drewniane schody, prowadzące ni mniej, ni więcej, ale na poddasze.
Wyprostowała się, z błyskiem w oczach spoglądając na Rufusa.
– Już nawet nie pamiętam, kiedy znalazłam to przejście. Wiem za to, że Gabriel długo mnie później szukał. – Zaśmiała się nerwowo. – Wtedy czułam się, jakbym znalazła drzwi do innego świata.
Zamilkła, mając wrażenie, że zaczyna bredzić od rzeczy. Dziwnie było tak po prostu opowiadać o dzieciństwie, na dodatek nie w kontekście tego, co przeszła ze strony ojca. Z drugiej strony, te tematy wydawały się o wiele bezpieczniejsze, niż gdyby przez większość czasu z paniką w oczach rozglądała się dookoła, szukając jak najlepszej drogi ucieczki.
Przez chwilę oboje trwali w ciszy. Layla lekko przekrzywiła głowę, po wyrazie twarzy męża próbując określić, co takiego chodziło mu po głowie.
– Co? – zapytała w końcu, nie mogąc wytrzymać. – Jeśli cię nudzę…
Wywrócił oczami.
– Nie w tym rzecz – zapewnił pośpiesznie. – Po prostu… ostatnio zadziwiająco często rozmawiamy o przeszłości.
– A to źle?
Nie od razu zdecydował się odpowiedzieć. Zauważyła, że skrzywił się nieznacznie, jak nic myśląc o Claudii, ostatecznie jednak nie wspomniał o wampirzycy nawet słowem.
– To zależy – powiedział w końcu, ostrożnie dobierając słowa. To zdecydowanie nie było do niego podobne. – Jeśli teraz czujesz się lepiej, to świetnie… Chcesz tam wejść? – dodał, wymownie spoglądając na przejście.
Layla wysiliła się na blady uśmiech. Nie odpowiedziała, w zamian zdecydowanym ruchem odsuwając sukienki, by przedostać się na schody. Przejście przypominało to, które w Mieście Nocy prowadziło do ukrytej pracowni Nessie. Nie miała wątpliwości, skąd Gabriel czerpał inspirację, zwłaszcza że podobieństw było więcej. Przynajmniej zdążyła przywyknąć do widoku zdobionego kwiatowymi motywami kominka, chociaż to wcale nie było takie proste, przynajmniej na początku.
Schody zaskrzypiały pod jej ciężarem, sprawiając, że mimo wszystko się zawahała. Przejście było wąskie, przez co nawet nie musiała rozprostowywać rąk, by dotknąć obu ścian. Już kiedy była młodsza, schody wydawały jej się wąskie i strome, zaś po latach poczuła się niemalże klaustrofobicznie. Mimo wszystko nie zdecydowała się wycofać, ostrożnie pokonując kolejne stopnie i z niejaką ulgą przyjmując to, że nie wyglądały tak, jakby w każdej chwili mogły się pod nią zarwać.
– Tak… Znalazłaś coś ciekawego? – usłyszała z dołu. – Poza kurzem, oczywiście.
– Zamiast się głupio pytać, po prostu tutaj chodź! – odparowała, prostując się, kiedy w końcu znalazła się w bardziej przestronnym miejscu.
Poddasze było duże, zajmując niemalże całe dodatkowe piętro. Zwężało się jedynie w miejscach, które ograniczał pochyły dach, zresztą dookoła walało się tyle rzeczy, że poruszanie się przypominało trochę bieg z przeszkodami. Layla westchnęła, uśmiechając się blado. Cóż, najwyraźniej od dziecka było jej pisane poruszanie się w takich warunkach. Teraz przynajmniej wiedziała, jakim cudem udało jej się nie zabić w laboratorium, gdzie równie wiele wysiłku musiała wkładać w omijanie kolejnych rzeczy Rufusa.
Bez pośpiechu ruszyła w głąb pomieszczenia, nie czekając aż wampir zdecyduje się do niej dołączyć. Tutaj wszechobecny kurz nie dziwił, wręcz sprawiając, że poczuła się, jakby nagle cofnęła się w czasie. W milczeniu przypatrywała się bliżej nieokreślonym kształtom – poustawianym jedno na drugim pudłom, starym meblom i rzeczom, których nawet nie potrafiła nazwać. Nerwowym ruchem przeczesała włosy palcami, nagle niepewna, co powinna zrobić z rękoma. Ostatecznie założyła je na piersi, kiedy doszła do wniosku, że na poddaszu jest zimno. Rzadko kiedy narzekała na chłód, więc była pewna, że wszystko tak naprawdę sprowadzało się do jej wyobraźni, ale nie chciała się nad tym zastanawiać. Zresztą widok wybitego, okrągłego okna, przez które do środka wdzierało się wieczorne powietrze, wydawało się wszystko usprawiedliwiać.
Instynktownie ruszyła w stronę resztek szyby. Zmrużyła oczy, przez krótką chwilę przypatrując się oknu i próbując wytłumaczyć samej sobie, dlaczego nagle poczuła się nieswojo. Przecież dom od dawna stał pusty, prawda? To, że mógłby być wyniszczony, wydawało się oczywiste. W zasadzie miała wrażenie, że po całym tym czasie i tak był w zadziwiająco dobrym stanie, a jednak…
– Zostało wybite od środka – usłyszała tuż za plecami i aż podskoczyła, błyskawicznie zwracając się w stronę Rufusa. – Okno – uświadomił ją, bynajmniej nie wyglądając na skruszonego tym, że mógłby ją wystraszyć. – Nigdzie nie ma szkła, a przecież byłoby tutaj, gdyby ktoś wybił szybę z zewnątrz. Poza tym… Cóż, jesteśmy na poddaszu.
– Do czego zmierzasz?
– Nie wiem – przyznał, wzruszając ramionami. – Ale wyglądałaś na zagubioną, więc pomyślałem, że chciałabyś to wiedzieć.
Zacisnęła usta, nagle jeszcze bardziej zaniepokojona. Co to znaczyło? Być może nic, ale z jakiegoś powodu myśl o wybitym oknie nie dawała jej spokoju. W zasadzie nagle zaczęła się bać, chociaż sama nie była pewna czego. Zwłaszcza że Rufus miał rację, a oni znajdowali się na poddaszu.
Ktoś wszedł do domu? Przez tyle lat to wydawało się dość prawdopodobne. Jaka jednak istniała szansa na to, że ktokolwiek dostałby się aż tutaj, gdyby nie miał pojęcia o ukrytym przejściu? Co więcej, czy ewentualny złodziej albo ktoś, kto by się tutaj włamał, przejmowałby się zamykaniem drzwi? Nie miała pewności, ale nie podobało jej się to.
– Ciekawe… – Coś w tonie Rufusa przyprawiło ją o ciarki. Z opóźnieniem uświadomiła sobie, że stał przy jednej przy ścian, uważnie przypatrując się jej powierzchni. – To zawsze tutaj było?
Z jakiegoś powodu wcale nie chciała do niego podchodzić i sprawdzać o czym mówił. Z trudem zmusiła się do ruchu, ostrożnie stawiając kolejne kroki – i to bynajmniej nie po to, żeby się nie potknąć. Dopiero gdy już zatrzymała się u boku Rufusa, zmusiła się do spojrzenia na ścianę. Zawahała się, przez dłuższą chwilę wpatrując w to, co przykuło jego uwagę.
– Ja… nie mam pojęcia – powiedziała w końcu.
Zrobiła krok naprzód, ale zawahała się, w ostatniej chwili powstrzymując się przed dotknięciem wyżłobionych w drewnie, zawiłych wzorów. Im dłużej im się przypatrywała, tym wyraźniej widziała kolejne nacięcia – dziwne symbole, znaki i…
– Wyglądają na świeże. A to – dodał Rufus, znacząco kiwając głową w stronę symboli – jest językiem pierwotnych. I to w naprawdę starym wydaniu – wyjaśnił z naciskiem.
Spojrzała na niego z niedowierzaniem. Otworzyła usta, chcąc coś powiedzieć, nim jednak zdążyła wykrztusić z siebie chociaż słowo, ubiegł ją nowy głos.
– Więc może ty wyjaśnisz nam, co to oznacza…

1 komentarz:

  1. Udało mi się uzupełnić bohaterów. Przynajmniej na tę chwilę mamy komplet, chyba że o czymś zapomniałam. Jeśli tak, proszę na mnie krzyczeć :3

    OdpowiedzUsuń









After We Fall
stories by Nessa