
Layla
Długo zwlekała z ruszeniem
w kierunku domu. Z uporem dążyła po okolicy, ku wyraźnej irytacji
Rufusa, chociaż ten wyjątkowo długo powstrzymywał się od komentarza. Dopiero
gdy przy kolejnej próbie okrążenia posiadłości jak najbardziej czasochłonną
trasą w końcu chwycił ją za rękę i oznajmił, że za moment sam
zaprowadzi ją, ale nie do domu, ale miasta, gdzie mogliby poczekać na resztę.
Nie
zamierzała mu na to pozwolić.
Podejrzewała,
że z perspektywy Rufusa i Gabriela postępowała głupio, ale wolała się
nad tym nie zastanawiać. Może tak właśnie było, skoro po tylu latach uparła się
tutaj przyjść i próbować walczyć z przeszłości, ale to okazało się
silniejsze od niej. Miała wrażenie, że jeśli w końcu czegoś nie zrobi,
zawsze będzie tkwiła w miejscu. Nie miała pojęcia, czy w tym
wszystkim był jakikolwiek sens, ale nie dbała o to. Coś w śmierci
Allegry i tym, jak to wszystko musiało wpłynąć na Marco, nie dawało jej
spokoju. To, w jaki sposób choć przez moment go postrzegała – i to
zarówno w chwili, gdy ją znalazł i tak po prostu zabrał z tamtego
miejsca, ale też później…
I co, to wystarczy?, pomyślała nie po
raz pierwszy. Z jakiegoś powodu zdrowy rozsądek brzmiał niemalże jak
Gabriel, ale próbowała to ignorować. Nagle
mu wybaczyłaś?
Wątpiła, bo
to zdecydowanie nie działało w ten sposób. Wątpiła, by kiedykolwiek
zadziałało, zwłaszcza że nigdy nie miała być w stanie zapomnieć, ale…
Robię to dla siebie.
Z jakiegoś
powodu w to również nie potrafiła w pełni uwierzyć.
Nie miała
pewności, czego spodziewała się po otoczonej drzewami posiadłości. Kiedy w końcu
odważyła się stanąć tuż przed nią, przez dłuższą chwilę trwała w bezruchu,
bezmyślnie wpatrując się w górujący nad okolicą budynek. Wszystko było
niemalże takie same, jak w koszmarach, które czasami ją dręczyły – nienaturalna
cisza i spokój, które zwykle prowadziły tylko do jednego. A jednak z jakiegoś
powodu czuła się spokojna, bardziej niż po prostu pewna, że ten jeden raz nie
miało spotkać ją nic złego.
Dom
niewiele zmienił się od czasu, gdy była tutaj po raz pierwszy. Oczywiście, był
zaniedbany, a dotychczas biała elewacja straciła na kolorze, ale mimo
wszystko wciąż wydawał się żywcem wyjęty z jej pamięci. Z uwagą
wodziła wzrokiem po kolejnych piętrach, oknach i drzwiach, przy okazji
odkrywając, że wciąż aż za dobrze pamiętała układ. Może nie było w tym nic
dziwnego, skoro wampirza pamięć rozbiła swoje, ale i tak poczuła się z tym
dziwnie. W końcu przez większość czasu chciała zapomnieć. Robiła wszystko,
byleby odsunąć od siebie wspomnienia z dzieciństwa, a jednak…
– Hm… No i?
– usłyszała tuż za plecami. Mimo wszystko nie była w stanie zmusić się do
spojrzenia na Rufusa. – Już skończyłaś eksperymentować?
Jego ton
jednoznacznie dał jej do zrozumienia, że się martwił. Oczywiście nie powiedział
tego wprost, ale znała go na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że się przejmował.
Albo raczej niepokoił się, że nagle mogłaby zacząć krzyczeć, płakać albo w inny
sposób okazywać emocje, zmuszając go, by ją pocieszał. Cóż, to byłoby w jego
stylu – musieć mierzyć się z tym, czego w większości przypadków w ogóle
nie rozumiał.
– Jeszcze
nie – przyznała zgodnie z prawdą, a wampir westchnął. Mogła się
założyć, że w tamtej chwili wywrócił oczami.
– Świetnie.
Więc jednak chcesz wejść o środka.
Skinęła
głową, wciąż z uwagą przypatrując się budynkowi. Przez moment znów czuła
się, jakby miała raptem kilka lat i umysł nastolatki. Aż za dobrze
pamiętała napięcie, z jakim zawsze wracała do domu, zawsze z przesadną
dokładnością planując kolejny krok. Gdzie dziś mógł być Marco? Jaki miał
nastrój? Czy mogła zaryzykować, że jednak na niego wpadnie…?
Zacisnęła
dłonie w pięści, obojętna na to, że w skórę wbiła sobie paznokcie.
Ból ją otrzeźwił, więc w pośpiesznie rozprostowała palce, pozwalając, by
drobne ranki się zasklepiły. Zaraz po tym – poruszając się trochę jak w transie
– ostrożnie zrobiła krok naprzód. A potem kolejny i jeszcze jeden, w końcu
mijając zaparkowane samochody, by ostatecznie stając tuż przed drzwiami
wejściowymi.
– Wejdziemy
do środka czy ktoś musi nas zaprosić? – zapytała, z wahaniem zaciskając
palce na klamce.
– To mimo
wszystko twój dom – stwierdził w zamyśleniu Rufus. Czuła, że nie odrywał
od niej wzroku.
– W porządku.
– Nie dając sobie czasu na wątpliwości, zdecydowanym ruchem nacisnęła klamkę.
Zamek ustąpił bez większego problemu, co zresztą nie było dziwne; w końcu
czuła, że reszta już była w środku. – Wejdź – dodała dla pewności, krótko
oglądając się na męża.
Sama nie
napotkała żadnego oporu. Przynajmniej nie takiego, którego mogłaby się
spodziewać po ograniczeniach, które wiązały się z wampiryzmem. Jedyne
ograniczenia czaiły się gdzieś w jej umyśle, choć za wszelką cenę
usiłowała je ignorować.
Wciąż czuła
się dziwnie, kiedy znalazła się w pogrążonym w mroku przedsionku.
Ciemność jej opowiadała, zwłaszcza że nie miała problemu z tym, by
cokolwiek zobaczyć. Mimo wszystko nie miała odwagi, by próbować skupić się na
jakichkolwiek szczegółach, zbytnio obawiając się wniosków, do których mogłaby
dojść. Gdyby nagle okazało się, że tak naprawdę nie zmieniło się nic, a posiadłość
wyglądała dokładnie jak w dniu, w którym ona i Gabriel z niej
uciekli…
– Całe
szczęście – usłyszała i aż wzdrygnęła się, kiedy w zasięgu jej wzroku
pojawiła się wyraźnie zmartwiona Esme. – Bałam się, że coś się stało. Wszystko w porządku?
– zapytała, w pierwszym odruchu wyciągając ku Layli ręce, jednak wycofała
się, kiedy ta w popłochu cofnęła się o krok.
– Tak… Och,
tak – zapewniła z opóźnieniem i zdecydowanie zbyt gwałtownie, by
zabrzmiało to szczerze. – Potrzebowałam… trochę czasu.
To też
wydawało się kłamstwem. Podejrzewała, że gdyby krążyła po okolicy nawet przez
kilka następnych dni, niewiele by to pomogło. Mogłaby bredzić, że musiała się
przygotować, ale to przecież nie działało w ten sposób. Gdyby było
inaczej, zwłaszcza po tylu wiekach nie miałaby najmniejszego problemu, by bez
zbędnych emocji przekroczyć próg tego miejsca.
– Coś się
zmieniło? Już sobie pogadaliście? – zapytał bez większego zainteresowania
Rufus, w pośpiechu przerywając przeciągającą się ciszę.
Przyjęła to
z ulgą, bo wszystko wydawało się lepsze od krępującego milczenia i współczującego
spojrzenia, którym obdarowała ją Esme. Nie chciała tego. Tak naprawdę marzyła o czymś,
co pozwoliłoby jej nie myśleć o niczym. Może wtedy przestałaby mieć
wrażenie, że za moment zwariuje i odwróci się, by uciec z tego
miejsca z krzykiem.
– Och, tak.
Mieliśmy trochę czasu – przyznała Esme, a Layla z zaskoczeniem
przekonała się, że do głosu wampirzycy wkradło się napięcie. – Powiedzmy, że…
kilka rzeczy się skomplikowało. No i Beatrycze odzyskała pamięć.
– Pamięta?
– powtórzyła machinalnie Layla.
Esme krótko
skinęła głową.
– Na to
wychodzi – zapewniła, ale jej głos wciąż brzmiał dziwnie. – Lawrence zabrał ją
na spacer i tyle ich widzieliśmy. Chyba wie, co robi, no i Beatrycze
mu ufa, więc raczej nie ma problemu, prawda?
Layla
obawiała się, że to wcale nie było takie proste. Sposób, w jaki Esme
mówiła o całej sprawie, jednoznacznie sugerował, że problem jak
najbardziej był. Co więcej, wcale jej to nie dziwiło, przynajmniej kiedy
zaczęła zastanawiać się nad ewentualną relacją Carlisle’a i Beatrycze.
A jednak
czuła, że w grę wchodziło coś więcej. Wciąż nie miała pewności co, ale…
– Więc co
ustaliliście? – zapytał Rufus, w przeciwieństwie do niej nie zamierzając
zastanawiać się nad doborem słów. – Dramaty rodzinne równie dobrze możecie
rozwiązywać w Seattle. Na tę chwilę wolałbym wiedzieć na czym stoimy.
– Cóż…
Beatrycze dopiero co się przemieniła – przyznała z wahaniem Esme. – I jest
dość niestabilna. Ale Gabriel wspominał coś o tym, że może moglibyście z tym
pomóc – dodała, nagle zwracając się bezpośrednio do Layli. – Zrobił coś, dzięki
czemu go nie wyczuła, więc może…
– Nie
jestem pewna, na ile nam się to uda – przerwała jej z wahaniem wampirzyca.
– Co innego my, a co innego zamaskować cały tłum. Chociaż mamy jeszcze
Lawrence’a, prawda? – zauważyła przytomnie. – Niech w końcu zrobi coś
pożytecznego z tym swoim darem.
Mimo
wszystko do jej głosu wkradła się nutka goryczy. Trudno było dobrze wspominać
umiejętności Lawrence’a, skoro z jego powodu omal nie zrobiła czegoś,
czego jak nic przyszłoby jej żałować. Z drugiej strony, miała okazję na
własnej skórze przekonać się, jak daleko sięgały zdolności tego wampira – i to
już lata temu, więc co mógł zdziałać teraz? Jeśli ktoś miał szansę wpłynąć na
zapędy młodej wampirzycy, to zdecydowanie on.
Założyła
ramiona na piersiach, po czym wymownie powiodła wzrokiem dookoła.
– Gabriel
gdzieś tutaj jest?
– Nie
widziałam go. Zostawił nas, zanim zdążyliśmy porozmawiać. – Esme rzuciła jej
zatroskane spojrzenie. – Potrzebujesz czegoś? Na razie siedzieliśmy w salonie,
więc…
– Rozejrzę
się na górze – zapewniła pośpiesznie, chwytając za poręcz schodów. – Jak coś,
to cały dom jest do waszej dyspozycji. W razie co po prostu mnie
zawołajcie, chociaż wątpię, bym mogła w czymkolwiek pomóc. – Wzruszyła
ramionami. – Stał pusty od lat. O prądzie czy działającej łazience można
pomarzyć.
Nie
doczekawszy się protestów, w pośpiechu weszła na górę, z przyzwyczajenia
przeskakując po kilka stopni na raz. Zabawne, ale wciąż pamiętała, które z nich
zbytnio skrzypiały, więc instynktownie je wyminęła. Inne wyglądały na zbyt
niestabilne, by zaryzykowała na nich stanąć. Coś ścisnęło ją w gardle na
tę myśl, chociaż sama nie była pewna dlaczego. Ten dom… od dawna nic dla niej
nie znaczył, a przynajmniej zawsze tak jej się wydawało.
Nie była
zaskoczona tym, że Rufus ruszył za nią. Czuła jego obecność, chociaż nie od
razu zdecydowała się obejrzeć. Dopiero gdy znaleźli się w ciemnym
korytarzu na piętrze, przystanęła i zwróciła się w jego stronę, wciąż
niepewna i dziwnie spięta.
– Więc…
tutaj się wychowałam – rzuciła jakby od niechcenia. – Mieliśmy z Gabrielem
pokoje na końcu korytarza.
– Wielki
dom a trzy osoby…
Wzruszyła
ramionami.
– Zbyt
wielki. Przynajmniej tak zawsze go odbierałam – przyznała, starannie obierając słowa.
– I tak większość czasu spędzałam z Gabrielem. Przesiadywaliśmy poza
domem albo… O, właśnie, coś ci pokażę!
Jeszcze
kiedy mówiła, szybkim krokiem ruszyła w głąb korytarza. Nie miała pojęcia
czy Rufus nadal podążał za nią, ale to nie miało znaczenia. Minęła kilka pozamykanych
pokoi, nie zwracając na nie większej uwagi. Czuła się dziwnie podekscytowana,
chociaż sama nie była pewna dlaczego. W końcu ten dom ją przerażał, tak
jak i sięganie po wspomnienia, a jednak… na swój sposób zachowywała
się trochę jak uradowane powrotem w znajome miejsce dziecko.
– Ehm…
Layla? Na pewno wszystko gra? – zapytał z powątpiewaniem Rufus, kiedy z bijącym
sercem przystanęła przed jednym z pokoi.
– Co…? Och,
jasne – zapewniła, spoglądając na niego w roztargnieniu. Z opóźnieniem
uświadomiła sobie, że musiał próbować zwrócić jej uwagę już wcześniej, chociaż tego
nie zauważała. – Tutaj… Hm, to pokój mojej mamy.
Po jej
słowach zapadła grobowa cisza. Nie była zaskoczona ani milczeniem, ani tym, że mąż
spojrzał na nią z powątpiewaniem, jak nic dochodząc do wniosku, że oszalała.
Teoretycznie powinna chcieć trzymać się z daleka od pokoju Gabrielli. W zasadzie
wszystko to, co wiązało się z matką, w dość negatywny sposób wpływało
na Marco. Tak przynajmniej bywało w większości przypadków, jednak nie
zmieniało to faktu, że wampir nigdy nie skrzywdził jej w tym pokoju.
Bez słowa
nacisnęła klamkę, by wejść do środka. Kurz tłumił jej kroki i drażnił
gardło, ale zdążyła się do tego przyzwyczaić. W zasadzie cały dom był tak
zaniedbany, że bardziej zaniepokoiłby ją brak jakichkolwiek oznak starości. Nawet
jeśli Beatrycze i Lawrence spędzili tu trochę czasu, wątpiła, żeby
spacerowali po całym budynku, a tym bardziej próbowali sprzątać. Wyczuła
zresztą, że pokój musiał być zamknięty od czasu, gdy Gabriel przyprowadził tutaj
Renesmee.
W milczeniu
powiodła wzrokiem po sypialni. To był ładny pokój – jasny, przestronny i skromnie
urządzony. Pamiętała, że zawsze jej się podobał, zresztą jak i sukienki
czy biżuteria, które zostawiła mama. Zanim wszystko się skomplikowało, lubiła
tutaj przychodzić i bawić się, póki Marco w dość jasny sposób nie
udowodnił, że ruszanie rzeczy Gabrielli, a tym bardziej upodabnianie się
do niej, to bardzo zły pomysł.
Nie zmieniało
to jednak faktu, że czasami tutaj przychodziła. Co więcej, zdążyła poznać ten
pokój na tyle dobrze, doszukać się miejsca, które teraz zamierzała mu pokazać.
Ruszyła przed
siebie, po czym skrzywiła się, kiedy w powietrze wzbił się kurz. Kroki
natychmiast skierowała ku szafie, ostrożnie otwierając drzwiczki. Z bladym
uśmiechem spojrzała na stare, zakurzone pokrowce z sukienkami, aż nazbyt
świadoma, że jednej brakowało – białej i ze złotymi zdobieniami. Ta
bezpiecznie wisiała pośród rzeczy Renesmee, służąc jej bratowej aż nazbyt często.
– Co to robisz?
– zapytał z powątpiewaniem Rufus. Czuła, że nie odrywał o niej
wzroku, w tamtej chwili bardziej zaintrygowany niż znudzony.
– Czekaj. Pamiętam,
że gdzieś tutaj… – Urwała, po czym zanurkowała między ubraniami, palcami badając
tylną ścianę. – O, mam!
Z satysfakcją
odszukała niewielką szczelinę, w którą mogła wsunąć paznokcie.
Potrzebowała dłuższej chwili, by odpowiednio podważyć niemalże niewidoczne drzwiczki,
które zamontowano na tyle. Stare zawiasy skrzypnęły, ale zdołała się z nimi
uporać, z satysfakcją spoglądając na wąskie, drewniane schody, prowadzące
ni mniej, ni więcej, ale na poddasze.
Wyprostowała
się, z błyskiem w oczach spoglądając na Rufusa.
– Już nawet
nie pamiętam, kiedy znalazłam to przejście. Wiem za to, że Gabriel długo mnie
później szukał. – Zaśmiała się nerwowo. – Wtedy czułam się, jakbym znalazła drzwi
do innego świata.
Zamilkła,
mając wrażenie, że zaczyna bredzić od rzeczy. Dziwnie było tak po prostu
opowiadać o dzieciństwie, na dodatek nie w kontekście tego, co
przeszła ze strony ojca. Z drugiej strony, te tematy wydawały się o wiele
bezpieczniejsze, niż gdyby przez większość czasu z paniką w oczach rozglądała
się dookoła, szukając jak najlepszej drogi ucieczki.
Przez chwilę
oboje trwali w ciszy. Layla lekko przekrzywiła głowę, po wyrazie twarzy
męża próbując określić, co takiego chodziło mu po głowie.
– Co? –
zapytała w końcu, nie mogąc wytrzymać. – Jeśli cię nudzę…
Wywrócił
oczami.
– Nie w tym
rzecz – zapewnił pośpiesznie. – Po prostu… ostatnio zadziwiająco często
rozmawiamy o przeszłości.
– A to
źle?
Nie od razu
zdecydował się odpowiedzieć. Zauważyła, że skrzywił się nieznacznie, jak nic
myśląc o Claudii, ostatecznie jednak nie wspomniał o wampirzycy nawet
słowem.
– To zależy
– powiedział w końcu, ostrożnie dobierając słowa. To zdecydowanie nie było
do niego podobne. – Jeśli teraz czujesz się lepiej, to świetnie… Chcesz tam
wejść? – dodał, wymownie spoglądając na przejście.
Layla
wysiliła się na blady uśmiech. Nie odpowiedziała, w zamian zdecydowanym
ruchem odsuwając sukienki, by przedostać się na schody. Przejście przypominało
to, które w Mieście Nocy prowadziło do ukrytej pracowni Nessie. Nie miała
wątpliwości, skąd Gabriel czerpał inspirację, zwłaszcza że podobieństw było więcej.
Przynajmniej zdążyła przywyknąć do widoku zdobionego kwiatowymi motywami kominka,
chociaż to wcale nie było takie proste, przynajmniej na początku.
Schody
zaskrzypiały pod jej ciężarem, sprawiając, że mimo wszystko się zawahała.
Przejście było wąskie, przez co nawet nie musiała rozprostowywać rąk, by
dotknąć obu ścian. Już kiedy była młodsza, schody wydawały jej się wąskie i strome,
zaś po latach poczuła się niemalże klaustrofobicznie. Mimo wszystko nie
zdecydowała się wycofać, ostrożnie pokonując kolejne stopnie i z niejaką
ulgą przyjmując to, że nie wyglądały tak, jakby w każdej chwili mogły się
pod nią zarwać.
– Tak… Znalazłaś
coś ciekawego? – usłyszała z dołu. – Poza kurzem, oczywiście.
– Zamiast
się głupio pytać, po prostu tutaj chodź! – odparowała, prostując się, kiedy w końcu
znalazła się w bardziej przestronnym miejscu.
Poddasze
było duże, zajmując niemalże całe dodatkowe piętro. Zwężało się jedynie w miejscach,
które ograniczał pochyły dach, zresztą dookoła walało się tyle rzeczy, że poruszanie
się przypominało trochę bieg z przeszkodami. Layla westchnęła, uśmiechając
się blado. Cóż, najwyraźniej od dziecka było jej pisane poruszanie się w takich
warunkach. Teraz przynajmniej wiedziała, jakim cudem udało jej się nie zabić w laboratorium,
gdzie równie wiele wysiłku musiała wkładać w omijanie kolejnych rzeczy
Rufusa.
Bez pośpiechu
ruszyła w głąb pomieszczenia, nie czekając aż wampir zdecyduje się do niej
dołączyć. Tutaj wszechobecny kurz nie dziwił, wręcz sprawiając, że poczuła się,
jakby nagle cofnęła się w czasie. W milczeniu przypatrywała się
bliżej nieokreślonym kształtom – poustawianym jedno na drugim pudłom, starym meblom
i rzeczom, których nawet nie potrafiła nazwać. Nerwowym ruchem przeczesała
włosy palcami, nagle niepewna, co powinna zrobić z rękoma. Ostatecznie
założyła je na piersi, kiedy doszła do wniosku, że na poddaszu jest zimno. Rzadko
kiedy narzekała na chłód, więc była pewna, że wszystko tak naprawdę sprowadzało
się do jej wyobraźni, ale nie chciała się nad tym zastanawiać. Zresztą widok
wybitego, okrągłego okna, przez które do środka wdzierało się wieczorne powietrze,
wydawało się wszystko usprawiedliwiać.
Instynktownie
ruszyła w stronę resztek szyby. Zmrużyła oczy, przez krótką chwilę
przypatrując się oknu i próbując wytłumaczyć samej sobie, dlaczego nagle poczuła
się nieswojo. Przecież dom od dawna stał pusty, prawda? To, że mógłby być
wyniszczony, wydawało się oczywiste. W zasadzie miała wrażenie, że po całym
tym czasie i tak był w zadziwiająco dobrym stanie, a jednak…
– Zostało
wybite od środka – usłyszała tuż za plecami i aż podskoczyła, błyskawicznie
zwracając się w stronę Rufusa. – Okno – uświadomił ją, bynajmniej nie wyglądając
na skruszonego tym, że mógłby ją wystraszyć. – Nigdzie nie ma szkła, a przecież
byłoby tutaj, gdyby ktoś wybił szybę z zewnątrz. Poza tym… Cóż, jesteśmy
na poddaszu.
– Do czego
zmierzasz?
– Nie wiem –
przyznał, wzruszając ramionami. – Ale wyglądałaś na zagubioną, więc pomyślałem,
że chciałabyś to wiedzieć.
Zacisnęła
usta, nagle jeszcze bardziej zaniepokojona. Co to znaczyło? Być może nic, ale z jakiegoś
powodu myśl o wybitym oknie nie dawała jej spokoju. W zasadzie nagle
zaczęła się bać, chociaż sama nie była pewna czego. Zwłaszcza że Rufus miał
rację, a oni znajdowali się na poddaszu.
Ktoś wszedł
do domu? Przez tyle lat to wydawało się dość prawdopodobne. Jaka jednak
istniała szansa na to, że ktokolwiek dostałby się aż tutaj, gdyby nie miał
pojęcia o ukrytym przejściu? Co więcej, czy ewentualny złodziej albo ktoś,
kto by się tutaj włamał, przejmowałby się zamykaniem drzwi? Nie miała pewności,
ale nie podobało jej się to.
– Ciekawe… –
Coś w tonie Rufusa przyprawiło ją o ciarki. Z opóźnieniem
uświadomiła sobie, że stał przy jednej przy ścian, uważnie przypatrując się jej
powierzchni. – To zawsze tutaj było?
Z jakiegoś
powodu wcale nie chciała do niego podchodzić i sprawdzać o czym
mówił. Z trudem zmusiła się do ruchu, ostrożnie stawiając kolejne kroki – i to
bynajmniej nie po to, żeby się nie potknąć. Dopiero gdy już zatrzymała się u boku
Rufusa, zmusiła się do spojrzenia na ścianę. Zawahała się, przez dłuższą chwilę
wpatrując w to, co przykuło jego uwagę.
– Ja… nie mam
pojęcia – powiedziała w końcu.
Zrobiła
krok naprzód, ale zawahała się, w ostatniej chwili powstrzymując się przed
dotknięciem wyżłobionych w drewnie, zawiłych wzorów. Im dłużej im się
przypatrywała, tym wyraźniej widziała kolejne nacięcia – dziwne symbole, znaki
i…
– Wyglądają
na świeże. A to – dodał Rufus, znacząco kiwając głową w stronę
symboli – jest językiem pierwotnych. I to w naprawdę starym wydaniu –
wyjaśnił z naciskiem.
Spojrzała
na niego z niedowierzaniem. Otworzyła usta, chcąc coś powiedzieć, nim jednak
zdążyła wykrztusić z siebie chociaż słowo, ubiegł ją nowy głos.
– Więc może
ty wyjaśnisz nam, co to oznacza…
Udało mi się uzupełnić bohaterów. Przynajmniej na tę chwilę mamy komplet, chyba że o czymś zapomniałam. Jeśli tak, proszę na mnie krzyczeć :3
OdpowiedzUsuń