28 czerwca 2018

Dwadzieścia siedem

Beatrycze
– Musimy pogadać.
Gabriel dosłownie zmaterializował się w salonie. Powiedzieć, że wyglądał po prostu na zdenerwowanego, byłoby niedopowiedzeniem, a przynajmniej takie wrażenie odniosła Beatrycze. Z wahaniem poderwała się na równe nogi, wcześniej w pośpiechu oswobadzając z uścisku Lawrence’a. Kątem oka zauważyła, że wampir skrzywił się nieznacznie, ale przynajmniej powstrzymał się od jakichkolwiek uwag.
– Coś nie tak? – zaniepokoiła się.
Wciąż martwiła się o Camerona. W zasadzie tak bardzo przejmowała się nim i Leą, obwiniając o to, co się działo, że w końcu Carlisle i Esme zdecydowali się pójść ich poszukać. Początkowo nie chciała się na to zgodzić, woląc iść osobiście, ale odpuściła, kiedy uprzytomniła sobie, że to nienajlepszy pomysł. Sama widziała, że teraz o wiele prościej dało się wytrącić ją z równowagi. Była chwiejna, zresztą działo się tyle, że choćby chwila spokoju wydawała się czymś nieprawdopodobnym.
– Renesmee. – Gabriel westchnął, kiedy spojrzała na niego pytająco, co najmniej zdezorientowana. – Wydarzyło się… wiele złego, zanim tutaj przyjechaliśmy. Nie wiem czy to zabrzmi jakkolwiek sensownie, ale można powiedzieć, że dusza Nessie zgubiła się, kiedy próbowała mnie odnaleźć.
– Nie rozumiem…
– Rozmawiałaś może z Cameronem o kroplach astralnych? – zniecierpliwił się Gabriel. Jedynie potrząsnęła głową, jednocześnie próbując skoncentrować się na tym, co mówił.
– Nie – powiedziała z opóźnieniem, ledwo tylko odzyskała głos. – Ale wiem czym są.
Poczuła na sobie wymowne spojrzenie Lawrence’a. Chwilę później ten dosłownie zmaterializował się tuż obok niej, krzyżując ramiona na piersi i z powątpiewaniem spoglądając na Licavolich. On też wiedział. Nie miała wątpliwości, że rozumiał, w gruncie rzeczy mając z telepatią wspólnego więcej, niż ona sama.
– Co wyście znowu zrobili? – zapytał, ale Gabriel nawet na niego nie spojrzał. W zamian z uporem wpatrywał się w Beatrycze, ta zaś w końcu uprzytomniła sobie, dlaczego od samego początku zachowywał się tak, jakby wcale nie chciał tutaj być.
– Dusza Nessie nie wróciła do ciała – powtórzył, starannie dobierając słowa. – Nie mogliśmy jej od tamtego czasu dosięgnąć, bo… To w zasadzie wyglądało tak, jakby zniknęła. Ciało żyje, ale ona nie może się obudzić.
– Gabrielu…
Coś w spojrzeniu telepaty wystarczyło, żeby zamilkła, darując sobie cisnące jej się na usta słowa pocieszenia. Czuła, że wcale nie chciał ani współczucia, ani tym bardziej troski. Co więcej, coś w jego zachowaniu niezmiennie wzbudzało w Beatrycze niepokój. Wszystko w niej aż krzyczało, że z Gabrielem należało obchodzić się ostrożnie. Tak naprawdę na swój sposób się go bała, chociaż to wydawało się co najmniej niedorzeczne.
Jestem przewrażliwiona. Jak nic, przeszło jej przez myśl, ale z jakiegoś powodu nie potrafiła w to uwierzyć. Zresztą nawet jeśli tak było, kto jeśli nie ona miał do tego prawo?
– Dzisiaj widziałem ją pierwszy raz od chwili zniknięcia – odezwał się ponownie Gabriel. Natychmiast skupiła się na nim, próbując ignorować fakt, że wyglądał na chorego. Był blady, co zwłaszcza przy jego ciemnych włosach dawało dość niepokojący efekt. – Ja… Podróżuję w snach. Nessie dotarła do mnie w ten sposób.
– Dalej nie rozumiem, dlaczego przyszedłeś do Beatrycze – wtrącił spiętym głosem Lawrence.
Brzmiał na rozdrażnionego, ale Beatrycze wiedziała, że to coś więcej. W zasadzie nie musiała na wampira patrzeć, by wiedzieć, że się przejmował. Oczywiście, że tak. Zawsze się martwił, stwierdziła z przekonaniem, ale nie powiedziała tego na głos. Jak znała Lawrence’a, od razu by się wyparł, tym bardziej że jego relacje z Renesmee od zawsze pozostawiały wiele do życzenia. Cóż, nie żeby była takim stanem rzeczy zaskoczona.
– Ponieważ moja żona mnie o to poprosiła – oznajmił natychmiast Gabriel. – Wybacz mi bezpośredniość, ale… gdzie byłaś, zanim znalazłaś się tutaj?
Zawahała się, mimo wszystko speszona tym pytaniem. Mogła się go spodziewać, prędzej czy później, zwłaszcza że sama dopiero co wprost mówiła o tym Lawrence’owi, Carlisle’owi i Esme. Nie traktowała tego jak sekret, chociaż wracanie pamięcią do życia w zaświatach, jakkolwiek powinna określać tamto miejsce, wcale nie było takie proste. To, że miała poczucie, iż z winy Ciemności stopniowo zapominała co istotniejsze kwestie, również w niczym nie pomagało.
Ruch przy drzwiach na moment ją rozproszył. Już wcześniej zauważyła wyraźnie zmartwioną Laylę, bo ta od samego początku towarzyszyła Gabrielowi. Zawahała się za to na widok Rufusa, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że ten spoglądał na nią w przesadnie wręcz przenikliwy, badawczy sposób. To wystarczyło, żeby poczuła się nieswojo, nagle czując się bardziej niepewnie niż do tej pory. Zdecydowanie nie na co dzień wracało się do życia po śmierci – i to ostatecznej, niezwiązanej z przemianą w wampira albo inną istotę nadnaturalną.
Przez dłuższą chwilę milczała, bezskutecznie próbując zebrać myśli. Dotychczas miała wrażenie, że po przemianie umysł stał się bardziej pojemny i zdolny do łączenia faktów, ale kiedy przyszło co do czego, Beatrycze poczuła się zagubiona. Wciąż coś ją rozpraszało, zwłaszcza kiedy w grę wchodziły emocje. W tamtej chwili odczuwała ich zdecydowanie zbyt wiele, przez co nie była w stanie się skupić. Świadomość, że Gabriel czekał na odpowiedź, i że ta miała być dla niego ważna, jedynie wszystko komplikowała, a jakby tego było mało…
Tym silniejszą poczuła ulgę, kiedy ciszę przerwał dźwięk otwieranych wejściowych drzwi. Kamień spadł jej z serca na widok Cammy’ego, tym bardziej że chłopak zdecydowanie nie wyglądał na kogoś, kogo rozszarpał zagniewany wilk. Co prawda nie tryskał entuzjazmem, ale przynajmniej był cały, zresztą tak jak i towarzyszący mu Carlisle i Esme.
– Leah uciekła – wyjaśnił lakonicznie Cameron. Wzruszył ramionami. – Dość kiepsko mi poszło i… Hm, stało się coś? – zapytał, wymownie zerkając na podenerwowane towarzystwo.
– Najwyraźniej. Rozmawialiśmy sobie właśnie o znikających duszach – mruknął Lawrence.
– Nessie… – Carlisle natychmiast podszedł bliżej, wyraźnie poruszony. Jego spojrzenie momentalnie skupiło się na Gabrielu. – Coś się stało? Edward albo Bella dzwonili, czy może…?
– Widziałem ją – przerwał mu natychmiast Gabriel i to wystarczyło, by w salonie na powrót zapanowała nieprzenikniona wręcz cisza.
Beatrycze zawahała się, czując się coraz bardziej nieswojo przez przeciągające się milczenie. Napięcie również nie było jej na rękę, sprawiając, że miała ochotę zacząć niespokojnie krążyć albo najlepiej ewakuować się z salonu na rzecz długiego spaceru. Rzecz w tym, że i bez pytania wiedziała, że to nie byłoby najlepszym pomysłem. Gabriel nie przyszedł do niej bez powodu, chociaż wciąż nie widziała związku między staniem Renesmee a pytaniem, które jej zadał.
– Między tu a teraz… – Zamilkła, ledwo tylko uwaga na powrót skupiła się na niej. – Miejsce, o które mnie pytałeś, Gabrielu. My nazywałyśmy je właśnie tak.
– Świat stworzony przez Ciemność.
Skinęła głową.
– Otóż to. – Lekko zmrużyła oczy, niepewna jak powinna zinterpretować jego reakcję. Wyglądał na podenerwowanego, co z jednej strony wydało się Beatrycze w pełni uzasadnione, ale z drugiej… – Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie było tam pięknie. To miejsce… Ciemność o nas dbała. Ale to wciąż był zdradliwe piękno. Czułam się jak ptak w złotej klatce.
– Jeśli wierzyć Renesmee, to chyba widziała tę waszą złotą klatkę – oznajmił z powagą Gabriel.
Spodziewała się wielu rzeczy, ale zdecydowanie nie tego. Dreszcz wstrząsnął całym jej ciałem, nagle przebiegając wzdłuż kręgosłupa. Beatrycze zawahała się, spoglądając na swojego rozmówcę z niedowierzaniem. Ostatecznie energicznie potrząsnęła głową, zupełnie jakby w ten sposób mogła odrzucić od siebie myśl o czymś, co brzmiało niedorzecznie.
– To… niemożliwe – powiedziała w końcu, a głos wyraźnie jej zadrżał. Natychmiast spróbowała nad tym zapanować, ale szło jej to – najdelikatniej rzecz ujmując – marnie. – On nigdy nie… Nigdy nie było tak kobiet innych, niż moje krewne. Pochodziłyśmy z jednej rodziny.
– Nessie powiedziała, że wszystkich zaskoczyła. Nie wiedziały, co z nią zrobić… Ciemność najwyraźniej też nie.
– Widziała Ciemność?
Nie odpowiedział, ale wyraz jego twarzy wystarczył, by zorientowała się, jak brzmiała odpowiedź. Objęła się ramionami, nie mając pojęcia, co powinna zrobić z rękami. Konieczność ustania w miejscu również zaczęła jawić jej się jako coś niemożliwego. Czego ty tak naprawdę chcesz?, pomyślała w panice, ale odpowiedziała jej cisza, co zresztą mogła przewidzieć. Nie czuła, by Ciemność po raz kolejny kręciła się gdzieś obok, chociaż to wciąż o niczym nie świadczyło. Równie dobrze mógł stać tuż za nią, korzystając z nieświadomości wszystkich wokół.
Chwilami miała wrażenie, że Ciemność próbowała prowadzić z nimi wszystkimi grę. Z tym, że jej zasady znał wyłącznie on.
– Co jeszcze powiedziała ci Renesmee? – zapytała cicho Esme.
Beatrycze drgnęła, momentalnie przenosząc wzrok na Gabriela. Być może sama powinna zadać to pytanie, ale pochłonięta własnymi myślami, nie była w stanie wykrztusić z siebie chociażby słowa.
– Niewiele. Mieliśmy mało czasu… Ale spróbuję się z nią jeszcze zobaczyć. Nessie zna świat snów równie dobrze, co i ja, więc powinna być tam bezpieczna, póki czegoś nie wymyśli – wyjaśnił pośpiesznie Gabriel. – Tak czy inaczej prosiła, żebym porozmawiał z Beatrycze… Chociaż widzę, że na tę chwilę wszyscy wiemy równie niewiele. Ona nigdy nie powinna się tam znaleźć.
– Nie powinna – przyznała Beatrycze.
W zasadzie wszystko sprowadzało się do nic nieznaczącego ruchu warg. Po spojrzeniu, które rzucił jej Gabriel, momentalnie zorientowała się, że w ten sposób ani trochę mu nie pomagała. Co prawda nie powiedział tego wprost, ale Beatrycze czuła, że liczył na odpowiedzi – na cokolwiek, co mogłoby mu pomóc.
Jestem bezużyteczna…
– Nessie nie chciała mi powiedzieć zbyt wiele o Ciemności. Wspominała za to o innych kobietach – podjął Gabriel. Trycze wyprostowała się niczym struna, coraz bardziej podenerwowana. – Nie wiem, kim jest Ariadna, ale podobno zamknęła ją w pokoju. To dlatego skontaktowała się ze mną dopiero teraz.
– Ariadna… – zaczęła, jednak nie miała okazji dokończyć.
Pozbawiony wesołości śmiech Lawrence’a skutecznie wytrącił ją z równowagi. Jedno spojrzenie na wampira wystarczyło, by zorientowała się, że był rozdrażniony, wręcz sprawiając wrażenie kogoś, kto z dziką przyjemnością by coś rozwalił.
– Cóż za zaskoczenie! Ona też tam jest, tak? – prychnął, bynajmniej nie czekając na odpowiedź. – Najwyraźniej nic się nie zmieniła po śmierci.
– L… – rzuciła ostrzegawczym tonem. A przynajmniej chciała, bo zabrzmiało to nader żałośnie.
– Nie każ mi się powstrzymywać, zwłaszcza teraz – obruszył się, wyraźnie rozdrażniony. – Z całą moją miłością do ciebie, radości, oznajmiam, że twoja matka to najgorsze, na co ta dziewczyna mogła trafić w zaświatach.
Przez moment nie była pewna czy powinna się śmiać, czy może płakać. Zacisnęła usta, próbując ukryć zdenerwowanie. Jej spojrzenie machinalne powędrowało w stronę kominka, jednak tym razem nie doszukała się jakże kojącego płomienia. Ogień zgasł już jakiś czas temu, pogrążając salon w ciemnościach. Wcześniej to zignorowała, zwłaszcza w ramionach Lawrence’a będąc w stanie się rozluźnić, ale teraz, na dodatek rozmawiając o Ciemności, poczuła się dziwnie.
Ktoś cicho westchnął, a chwilę później płomień sam z siebie pojawił się na palenisku. Beatrycze wzdrygnęła się, po czym w roztargnieniu przeniosła wzrok na Laylę. Wampirzyca jedynie uśmiechnęła się blado, jakby z wysiłkiem. Ona też wyglądała blado, kobieta zaś kolejny raz uświadomiła sobie, że żadne z Licavolich nie było zachwycone z powrotu do tego miejsca. Zwłaszcza Layla miała powody, by chcieć trzymać się z daleka.
– Twoja… matka? – usłyszała pełen wątpliwości głos Carlisle’a. Czuła, że ją obserwował, niejako jedyny zresztą.
– To chyba nic dziwnego, prawda? Ciemność zbierała nas wszystkie – wyjaśniła, siląc się na spokój. – Moja matka zawsze była trudna.
– Ładnie powiedziane – rzucił z przekąsem Lawrence. – Prawda była taka, że Ariadna cały czas miała o wszystko pretensje. I do córek, i do mnie, bo śmiałem zainteresować się Beatrycze.
– To nie tak – zaoponowała machinalnie.
Wampir uśmiechnął się w pozbawiony wesołości sposób.
– Jasne. Bo chciała was chronić? – zapytał z powątpiewaniem. – Średnio jej to wyszło. Jeśli wiedziała, co się dzieje, dlaczego nigdy was nie ostrzegła?
Na to pytanie nie była w stanie odpowiedzieć. W milczeniu uciekła wzrokiem gdzieś w bok, w duchu wdzięczna za to, że tym razem nie była w stanie się zarumienić. Mimo wszystko miała wrażenie, że i tak zdradzała zachowaniem więcej, niż mogłaby sobie tego życzyć – zaczynając od bezradności, bo przede wszystkim ta jej towarzyszyła.
Właściwie sama nie była pewna, dlaczego broniła Ariadny. Nigdy nie potrafiła się porozumieć z matką, również po śmierci… A może zwłaszcza wtedy. Różniło je dosłownie wszystko, zaczynając od poglądów na temat przeszłego życia, na zachowaniu względem Ciemności kończąc.
– Ariadna zawsze była… surowa – powiedziała w końcu, starannie dobierając słowa. – Wolała trzymać się zasad.
– Tak. I właśnie dlatego najchętniej pozamykałaby was wszystkie w piwnicy, bylebyście przypadkiem nie znalazły adoratorów – mruknął Lawrence.
– Hm… – Gabriel ni z tego, ni z owego spojrzał na Rufusa. Pierwszy raz od chwili pojawienia się w salonie wyglądał na bliskiego, żeby się uśmiechnąć. – Trzymanie w piwnicy brzmi znajomo. Zaborczość względem dzieci też… Chyba w końcu znalazłeś bratnią duszę.
Gdyby wzrok zabijał, Rufus jak nic miałby kogoś na sumieniu. Nie żeby Beatrycze wierzyła w to, że tak czy siak nie zdarzyło mu się kogoś zabić.
– I akurat teraz zebrało ci się na żarty? – obruszył się, wysuwając kły. – Zresztą nieważne. Twoja żona, pamiętasz? Pomijając to, że możesz ją zobaczyć, to na czym stoimy?
– Na niczym – przyznał niechętnie Gabriel. – Gdyby mogła wrócić do ciała, zrobiłaby to, zanim spotkała się ze mną.
– Mnie tam zastanawia, jakim cudem ciocia uciekła z miejsca, o którym mówicie – wtrącił z wahaniem Cammy. – Takie rzeczy raczej nie zdarzały się tam co dzień, nie? – dodał, wymownie zerkając na Beatrycze.
– Nie. – W roztargnieniu zaczęła bawić się końcówkami włosów. – On by na to nie pozwolił, ale…
– Więc może jest zajęty – zasugerował Gabriel. – To też powiedziała mi Nessie. Pojawił się tylko na chwilę.
Beatrycze zadrżała, nawet nie próbując tego ukrywać. Zajęty? Oczywiście, że tak. Co więcej, podejrzewała czym i to wystarczyło, by momentalnie poczuła się nieswojo. Jasne, że Ciemność nie miała powodów, by skupiać się na przypadkowej duszyczce, która z jakiegoś powodu zawędrowała między tu a teraz. Nie, skoro ważniejsze były dla niego pełnowartościowe perły, którymi zamierzał uzupełnić kolekcję.
– Co jeszcze? – drążyła, coraz bardziej niespokojna. – Powiedziała ci, w jaki sposób uciekła?
– Jezioro – powiedział bez chwili zastanowienia Gabriel. Zesztywniała, przez moment czując się, jakby ktoś zdzielił ją czymś ciężkim po głowie.
– Co takiego?
– Jezioro – powtórzył i tym razem do jego głosu wkradła się konsternacja. – Renesmee twierdziła, że będziesz wiedziała. To podobno twój sposób, który zdradziła jej Anabelle.
– Anabelle… – wyszeptała, przyciskając dłoń do serca. Jakimś cudem udało jej się uśmiechnąć. – Ją pamiętam. Moja kochana Ana…
Jeszcze kiedy mówiła, poczuła nieprzyjemne pulsowanie w skroniach. Skrzywiła się, nerwowo zaciskając powieki i bezskutecznie próbując nad sobą zapanować. Ból głowy nie był niczym nowym, ale dawno nie doświadczyła czegoś tak intensywnego. Co więcej, była wampirem, a te zdecydowanie nie miały w zwyczaju cierpieć z powodu ludzkich dolegliwości.
– Beatrycze?
Drgnęła, kiedy tuż obok niej dosłownie zmaterializował się Lawrence. Mimo wszystko nie zaprotestowała, kiedy ujął ją za ramię, w następnej sekundzie bezceremonialnie odwracając w swoją stronę.
– Ja… To nic takiego – rzuciła lakonicznie, uciekając wzrokiem w bok. Z jakiegoś powodu nie była w stanie spojrzeć mu w oczy. – Mam wrażenie, że… jest tak samo, jak z tymi symbolami, które mi pokazywaliście. Powinnam pamiętać. Ale nie pamiętam.
Ostatnie słowa wypowiedziała niemalże gniewnie, coraz bardziej sfrustrowana. Chciało jej się płakać ze złości, chociaż oczywiście nie mogła. Zacisnęła powieki, już nie tyle próbując bronić się przed bólem głowy, ale wrażeniem, że wszystko wokół z wolna przysłania niepokojąca, czerwona mgiełka. Miała wrażenie, że niewiele brakuje, by zrobiła coś naprawdę głupiego, a na to zdecydowanie nie mogła sobie pozwolić.
– Ciekawe… Ciemność i mieszanie w głowie? – zapytał jakby od niechcenia Rufus.
Zesztywniała, momentalnie przenosząc wzrok na wampira. Nie miała pojęcia dlaczego, ale coś w jego słowach wytrąciło ją z równowagi.
– Sugerujesz mi coś? – niemalże warknęła.
– Ależ skąd – obruszył się naukowiec. Rzucił jej bliżej nieokreślone spojrzenie, wyraźnie zaintrygowany. – Tak się tylko zastanawiam…
– Nad czym?
Z trudem zmusiła się do zachowania spokoju. Czuła, że jej reakcja była zbyt gwałtowna, ale nic nie mogła na to poradzić. W głowie już i tak miała mętlik, ledwo panując nad sobą i coraz bardziej dającymi jej się we znaki emocjami.
– Nieważne – stwierdził w końcu wampir, jak gdyby nigdy nic się wycofując. – Chcę wiedzieć, co robimy. Ona i tak nie pomoże nam bardziej niż możliwość kontaktu z Renesmee – dodał, krzyżując ramiona. – Skoro Cameron był taki dobry, żeby nie dać się zabić, to powiedzcie mi, co robimy. Pomijając rozchwianą emocjonalnie młodą wampirzycę nic nas tutaj nie trzyma.
– Nie zapędzasz się trochę? – warknął Lawrence, mocniej zaciskając palce na jej ramionach.
Drgnęła, więc ją puścił, ale nadal wyglądał na rozjuszonego. W zasadzie Beatrycze nie po raz pierwszy miała wrażenie, że atmosfera była tak gęsta, że wręcz można ją było kroić nożem. Co więcej, Rufus do pewnego stopnia miał rację, chociaż wolała się nad tym nie zastanawiać. Była niestabilna i to ją martwiło, zwłaszcza że przecież robiła wszystko, byleby nad sobą zapanować.
– Wystarczy – upomniał ich Carlisle, chociaż nie zabrzmiało to szczególnie pewnie. Beatrycze miała wrażenie, że myślami był gdzieś daleko. – Wciąż musimy znaleźć Leę. Nie możemy jej tutaj zostawić.
– I co? Zmusisz ją, żeby z nami pojechała, skoro uciekła? – zapytał z powątpiewaniem Rufus, jakby od niechcenia patrząc na swojego rozmówcę.
Carlisle westchnął.
– Teraz nie myśli rozsądnie, więc jeśli będzie trzeba… – Zamilkł, wyraźnie zmartwiony taką perspektywą. Krótko zerknął na Lawrence’a, ale ostatecznie nie powiedział niczego, co zasugerowałoby, że liczył na umiejętności wampira. Beatrycze mimowolnie pomyślała, że gdyby zaszła taka potrzeba, sama poprosiłaby L. o przysługę. – Najważniejsze czy uda nam się bezpiecznie stąd wyjechać.
– Czyli o to, żebym nikogo nie zabiła – mruknęła, nie mogąc się powstrzymać.
– Nie w tym rzecz – uspokoił ją pośpiesznie Carlisle. – Mam na myśli…
Nie pozwoliła mu dokończyć.
– Nazywajmy rzeczy po imieniu – poprosiła, wysilając się na blady uśmiech. – Gabriel i Layla nie są pewni, czy telepatia wystarczy, żebym się na kogoś nie rzuciła. Lawrence już raz mnie powstrzymał, więc też mógłby pomóc. No i Cammy…
– W zasadzie mogę więcej – wtrącił sam zainteresowany. Cameron wzruszył ramionami, gdy spojrzała na niego z zaciekawieniem. – Znikam, pamiętacie? Ukrywanie się to moja specjalność.
– Nie do końca rozumem – przyznała.
Chłopak posłał jej nieco nerwowy uśmiech.
– Jakby ci tu… – zaczął i zawahał się na dłuższą chwilę. – Pewnie Aldero mógłby potwierdzić, gdyby tutaj był. To nie tak, że po prostu przestaję być widoczny. Kiedy to robię… Cóż, odcinam się od wszystkich wokół. Łącznie z bodźcami, a przynajmniej tak mi się wydaje.
– Ma na myśli to, że gdyby zniknęli razem, aż tak intensywnie nie czułaby krwi. Tak? – zniecierpliwił się Rufus.
– W zasadzie…
– Świetnie. Więc mamy jakiś plan. – Po tonie wampira trudno było stwierdzić, co tak naprawdę o tym wszystkim myślał. – Znajdźcie tę wilczycę i zbierajmy się stąd tak szybko, jak to możliwe. Wciąż mamy sporo do zrobienia… I wcale nie mam na myśli tutaj tylko stanu Renesmee.
Beatrycze chcąc nie chcąc przyznała mu rację. Nie miała pojęcia, dokąd to wszystko zmierzało, ale nie podobało jej się to. Jej myśli raz po raz uciekały ku Ciemności i wątpliwości, które miała. Jakby tego było mało, słowa Rufusa na temat tego, że ktokolwiek mógłby mieszać jej w głowie, również ją dręczyły, chociaż z uporem próbowała je od siebie odsunąć.
W cokolwiek pogrywała Ciemność, najwyraźniej miała jakiś plan – i to najpewniej związany z nimi.
To w tym wszystkim przerażało Beatrycze najbardziej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz









After We Fall
stories by Nessa