
Beatrycze
– Musimy pogadać.
Gabriel
dosłownie zmaterializował się w salonie. Powiedzieć, że wyglądał po prostu
na zdenerwowanego, byłoby niedopowiedzeniem, a przynajmniej takie wrażenie
odniosła Beatrycze. Z wahaniem poderwała się na równe nogi, wcześniej w pośpiechu
oswobadzając z uścisku Lawrence’a. Kątem oka zauważyła, że wampir skrzywił
się nieznacznie, ale przynajmniej powstrzymał się od jakichkolwiek uwag.
– Coś nie
tak? – zaniepokoiła się.
Wciąż martwiła
się o Camerona. W zasadzie tak bardzo przejmowała się nim i Leą,
obwiniając o to, co się działo, że w końcu Carlisle i Esme
zdecydowali się pójść ich poszukać. Początkowo nie chciała się na to zgodzić,
woląc iść osobiście, ale odpuściła, kiedy uprzytomniła sobie, że to
nienajlepszy pomysł. Sama widziała, że teraz o wiele prościej dało się
wytrącić ją z równowagi. Była chwiejna, zresztą działo się tyle, że choćby
chwila spokoju wydawała się czymś nieprawdopodobnym.
– Renesmee.
– Gabriel westchnął, kiedy spojrzała na niego pytająco, co najmniej zdezorientowana.
– Wydarzyło się… wiele złego, zanim tutaj przyjechaliśmy. Nie wiem czy to
zabrzmi jakkolwiek sensownie, ale można powiedzieć, że dusza Nessie zgubiła
się, kiedy próbowała mnie odnaleźć.
– Nie
rozumiem…
–
Rozmawiałaś może z Cameronem o kroplach astralnych? – zniecierpliwił
się Gabriel. Jedynie potrząsnęła głową, jednocześnie próbując skoncentrować się
na tym, co mówił.
– Nie –
powiedziała z opóźnieniem, ledwo tylko odzyskała głos. – Ale wiem czym są.
Poczuła na
sobie wymowne spojrzenie Lawrence’a. Chwilę później ten dosłownie
zmaterializował się tuż obok niej, krzyżując ramiona na piersi i z powątpiewaniem
spoglądając na Licavolich. On też wiedział. Nie miała wątpliwości, że rozumiał,
w gruncie rzeczy mając z telepatią wspólnego więcej, niż ona sama.
– Co wyście
znowu zrobili? – zapytał, ale Gabriel nawet na niego nie spojrzał. W zamian
z uporem wpatrywał się w Beatrycze, ta zaś w końcu uprzytomniła
sobie, dlaczego od samego początku zachowywał się tak, jakby wcale nie chciał
tutaj być.
– Dusza
Nessie nie wróciła do ciała – powtórzył, starannie dobierając słowa. – Nie
mogliśmy jej od tamtego czasu dosięgnąć, bo… To w zasadzie wyglądało tak,
jakby zniknęła. Ciało żyje, ale ona nie może się obudzić.
– Gabrielu…
Coś w spojrzeniu
telepaty wystarczyło, żeby zamilkła, darując sobie cisnące jej się na usta
słowa pocieszenia. Czuła, że wcale nie chciał ani współczucia, ani tym bardziej
troski. Co więcej, coś w jego zachowaniu niezmiennie wzbudzało w Beatrycze
niepokój. Wszystko w niej aż krzyczało, że z Gabrielem należało
obchodzić się ostrożnie. Tak naprawdę na swój sposób się go bała, chociaż to
wydawało się co najmniej niedorzeczne.
Jestem przewrażliwiona. Jak nic,
przeszło jej przez myśl, ale z jakiegoś powodu nie potrafiła w to
uwierzyć. Zresztą nawet jeśli tak było, kto jeśli nie ona miał do tego prawo?
– Dzisiaj
widziałem ją pierwszy raz od chwili zniknięcia – odezwał się ponownie Gabriel.
Natychmiast skupiła się na nim, próbując ignorować fakt, że wyglądał na
chorego. Był blady, co zwłaszcza przy jego ciemnych włosach dawało dość
niepokojący efekt. – Ja… Podróżuję w snach. Nessie dotarła do mnie w ten
sposób.
– Dalej nie
rozumiem, dlaczego przyszedłeś do Beatrycze – wtrącił spiętym głosem Lawrence.
Brzmiał na
rozdrażnionego, ale Beatrycze wiedziała, że to coś więcej. W zasadzie nie
musiała na wampira patrzeć, by wiedzieć, że się przejmował. Oczywiście, że tak. Zawsze się martwił,
stwierdziła z przekonaniem, ale nie powiedziała tego na głos. Jak znała
Lawrence’a, od razu by się wyparł, tym bardziej że jego relacje z Renesmee
od zawsze pozostawiały wiele do życzenia. Cóż, nie żeby była takim stanem
rzeczy zaskoczona.
– Ponieważ
moja żona mnie o to poprosiła – oznajmił natychmiast Gabriel. – Wybacz mi
bezpośredniość, ale… gdzie byłaś, zanim znalazłaś się tutaj?
Zawahała
się, mimo wszystko speszona tym pytaniem. Mogła się go spodziewać, prędzej czy
później, zwłaszcza że sama dopiero co wprost mówiła o tym Lawrence’owi,
Carlisle’owi i Esme. Nie traktowała tego jak sekret, chociaż wracanie
pamięcią do życia w zaświatach, jakkolwiek powinna określać tamto miejsce,
wcale nie było takie proste. To, że miała poczucie, iż z winy Ciemności
stopniowo zapominała co istotniejsze kwestie, również w niczym nie
pomagało.
Ruch przy
drzwiach na moment ją rozproszył. Już wcześniej zauważyła wyraźnie zmartwioną
Laylę, bo ta od samego początku towarzyszyła Gabrielowi. Zawahała się za to na
widok Rufusa, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że ten spoglądał na nią w przesadnie
wręcz przenikliwy, badawczy sposób. To wystarczyło, żeby poczuła się nieswojo,
nagle czując się bardziej niepewnie niż do tej pory. Zdecydowanie nie na co
dzień wracało się do życia po śmierci – i to ostatecznej, niezwiązanej z przemianą
w wampira albo inną istotę nadnaturalną.
Przez
dłuższą chwilę milczała, bezskutecznie próbując zebrać myśli. Dotychczas miała
wrażenie, że po przemianie umysł stał się bardziej pojemny i zdolny do
łączenia faktów, ale kiedy przyszło co do czego, Beatrycze poczuła się
zagubiona. Wciąż coś ją rozpraszało, zwłaszcza kiedy w grę wchodziły
emocje. W tamtej chwili odczuwała ich zdecydowanie zbyt wiele, przez co
nie była w stanie się skupić. Świadomość, że Gabriel czekał na odpowiedź, i że
ta miała być dla niego ważna, jedynie wszystko komplikowała, a jakby tego
było mało…
Tym
silniejszą poczuła ulgę, kiedy ciszę przerwał dźwięk otwieranych wejściowych
drzwi. Kamień spadł jej z serca na widok Cammy’ego, tym bardziej że
chłopak zdecydowanie nie wyglądał na kogoś, kogo rozszarpał zagniewany wilk. Co
prawda nie tryskał entuzjazmem, ale przynajmniej był cały, zresztą tak jak i towarzyszący
mu Carlisle i Esme.
– Leah
uciekła – wyjaśnił lakonicznie Cameron. Wzruszył ramionami. – Dość kiepsko mi
poszło i… Hm, stało się coś? – zapytał, wymownie zerkając na podenerwowane
towarzystwo.
–
Najwyraźniej. Rozmawialiśmy sobie właśnie o znikających duszach – mruknął Lawrence.
– Nessie… –
Carlisle natychmiast podszedł bliżej, wyraźnie poruszony. Jego spojrzenie
momentalnie skupiło się na Gabrielu. – Coś się stało? Edward albo Bella
dzwonili, czy może…?
– Widziałem
ją – przerwał mu natychmiast Gabriel i to wystarczyło, by w salonie
na powrót zapanowała nieprzenikniona wręcz cisza.
Beatrycze
zawahała się, czując się coraz bardziej nieswojo przez przeciągające się
milczenie. Napięcie również nie było jej na rękę, sprawiając, że miała ochotę
zacząć niespokojnie krążyć albo najlepiej ewakuować się z salonu na rzecz
długiego spaceru. Rzecz w tym, że i bez pytania wiedziała, że to nie
byłoby najlepszym pomysłem. Gabriel nie przyszedł do niej bez powodu, chociaż
wciąż nie widziała związku między staniem Renesmee a pytaniem, które jej
zadał.
– Między tu
a teraz… – Zamilkła, ledwo tylko uwaga na powrót skupiła się na niej. –
Miejsce, o które mnie pytałeś, Gabrielu. My nazywałyśmy je właśnie tak.
– Świat
stworzony przez Ciemność.
Skinęła
głową.
– Otóż to.
– Lekko zmrużyła oczy, niepewna jak powinna zinterpretować jego reakcję. Wyglądał
na podenerwowanego, co z jednej strony wydało się Beatrycze w pełni
uzasadnione, ale z drugiej… – Skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie było
tam pięknie. To miejsce… Ciemność o nas dbała. Ale to wciąż był zdradliwe
piękno. Czułam się jak ptak w złotej klatce.
– Jeśli
wierzyć Renesmee, to chyba widziała tę waszą złotą klatkę – oznajmił z powagą
Gabriel.
Spodziewała
się wielu rzeczy, ale zdecydowanie nie tego. Dreszcz wstrząsnął całym jej
ciałem, nagle przebiegając wzdłuż kręgosłupa. Beatrycze zawahała się,
spoglądając na swojego rozmówcę z niedowierzaniem. Ostatecznie energicznie
potrząsnęła głową, zupełnie jakby w ten sposób mogła odrzucić od siebie
myśl o czymś, co brzmiało niedorzecznie.
– To…
niemożliwe – powiedziała w końcu, a głos wyraźnie jej zadrżał.
Natychmiast spróbowała nad tym zapanować, ale szło jej to – najdelikatniej
rzecz ujmując – marnie. – On nigdy nie… Nigdy nie było tak kobiet innych, niż moje
krewne. Pochodziłyśmy z jednej rodziny.
– Nessie
powiedziała, że wszystkich zaskoczyła. Nie wiedziały, co z nią zrobić…
Ciemność najwyraźniej też nie.
– Widziała
Ciemność?
Nie
odpowiedział, ale wyraz jego twarzy wystarczył, by zorientowała się, jak
brzmiała odpowiedź. Objęła się ramionami, nie mając pojęcia, co powinna zrobić z rękami.
Konieczność ustania w miejscu również zaczęła jawić jej się jako coś niemożliwego.
Czego ty tak naprawdę chcesz?,
pomyślała w panice, ale odpowiedziała jej cisza, co zresztą mogła
przewidzieć. Nie czuła, by Ciemność po raz kolejny kręciła się gdzieś obok, chociaż
to wciąż o niczym nie świadczyło. Równie dobrze mógł stać tuż za nią,
korzystając z nieświadomości wszystkich wokół.
Chwilami
miała wrażenie, że Ciemność próbowała prowadzić z nimi wszystkimi grę. Z tym,
że jej zasady znał wyłącznie on.
– Co
jeszcze powiedziała ci Renesmee? – zapytała cicho Esme.
Beatrycze
drgnęła, momentalnie przenosząc wzrok na Gabriela. Być może sama powinna zadać
to pytanie, ale pochłonięta własnymi myślami, nie była w stanie wykrztusić
z siebie chociażby słowa.
– Niewiele.
Mieliśmy mało czasu… Ale spróbuję się z nią jeszcze zobaczyć. Nessie zna
świat snów równie dobrze, co i ja, więc powinna być tam bezpieczna, póki
czegoś nie wymyśli – wyjaśnił pośpiesznie Gabriel. – Tak czy inaczej prosiła,
żebym porozmawiał z Beatrycze… Chociaż widzę, że na tę chwilę wszyscy
wiemy równie niewiele. Ona nigdy nie powinna się tam znaleźć.
– Nie
powinna – przyznała Beatrycze.
W zasadzie wszystko
sprowadzało się do nic nieznaczącego ruchu warg. Po spojrzeniu, które rzucił
jej Gabriel, momentalnie zorientowała się, że w ten sposób ani trochę mu
nie pomagała. Co prawda nie powiedział tego wprost, ale Beatrycze czuła, że
liczył na odpowiedzi – na cokolwiek, co mogłoby mu pomóc.
Jestem bezużyteczna…
– Nessie
nie chciała mi powiedzieć zbyt wiele o Ciemności. Wspominała za to o innych
kobietach – podjął Gabriel. Trycze wyprostowała się niczym struna, coraz
bardziej podenerwowana. – Nie wiem, kim jest Ariadna, ale podobno zamknęła ją w pokoju.
To dlatego skontaktowała się ze mną dopiero teraz.
– Ariadna…
– zaczęła, jednak nie miała okazji dokończyć.
Pozbawiony
wesołości śmiech Lawrence’a skutecznie wytrącił ją z równowagi. Jedno
spojrzenie na wampira wystarczyło, by zorientowała się, że był rozdrażniony,
wręcz sprawiając wrażenie kogoś, kto z dziką przyjemnością by coś
rozwalił.
– Cóż za
zaskoczenie! Ona też tam jest, tak? – prychnął, bynajmniej nie czekając na
odpowiedź. – Najwyraźniej nic się nie zmieniła po śmierci.
– L… –
rzuciła ostrzegawczym tonem. A przynajmniej chciała, bo zabrzmiało to
nader żałośnie.
– Nie każ
mi się powstrzymywać, zwłaszcza teraz – obruszył się, wyraźnie rozdrażniony. – Z całą
moją miłością do ciebie, radości, oznajmiam, że twoja matka to najgorsze, na co
ta dziewczyna mogła trafić w zaświatach.
Przez
moment nie była pewna czy powinna się śmiać, czy może płakać. Zacisnęła usta,
próbując ukryć zdenerwowanie. Jej spojrzenie machinalne powędrowało w stronę
kominka, jednak tym razem nie doszukała się jakże kojącego płomienia. Ogień
zgasł już jakiś czas temu, pogrążając salon w ciemnościach. Wcześniej to
zignorowała, zwłaszcza w ramionach Lawrence’a będąc w stanie się
rozluźnić, ale teraz, na dodatek rozmawiając o Ciemności, poczuła się
dziwnie.
Ktoś cicho
westchnął, a chwilę później płomień sam z siebie pojawił się na
palenisku. Beatrycze wzdrygnęła się, po czym w roztargnieniu przeniosła
wzrok na Laylę. Wampirzyca jedynie uśmiechnęła się blado, jakby z wysiłkiem.
Ona też wyglądała blado, kobieta zaś kolejny raz uświadomiła sobie, że żadne z Licavolich
nie było zachwycone z powrotu do tego miejsca. Zwłaszcza Layla miała
powody, by chcieć trzymać się z daleka.
– Twoja…
matka? – usłyszała pełen wątpliwości głos Carlisle’a. Czuła, że ją obserwował,
niejako jedyny zresztą.
– To chyba
nic dziwnego, prawda? Ciemność zbierała nas wszystkie – wyjaśniła, siląc się na
spokój. – Moja matka zawsze była trudna.
– Ładnie
powiedziane – rzucił z przekąsem Lawrence. – Prawda była taka, że Ariadna
cały czas miała o wszystko pretensje. I do córek, i do mnie, bo
śmiałem zainteresować się Beatrycze.
– To nie
tak – zaoponowała machinalnie.
Wampir
uśmiechnął się w pozbawiony wesołości sposób.
– Jasne. Bo
chciała was chronić? – zapytał z powątpiewaniem. – Średnio jej to wyszło.
Jeśli wiedziała, co się dzieje, dlaczego nigdy was nie ostrzegła?
Na to
pytanie nie była w stanie odpowiedzieć. W milczeniu uciekła wzrokiem
gdzieś w bok, w duchu wdzięczna za to, że tym razem nie była w stanie
się zarumienić. Mimo wszystko miała wrażenie, że i tak zdradzała
zachowaniem więcej, niż mogłaby sobie tego życzyć – zaczynając od bezradności,
bo przede wszystkim ta jej towarzyszyła.
Właściwie
sama nie była pewna, dlaczego broniła Ariadny. Nigdy nie potrafiła się
porozumieć z matką, również po śmierci… A może zwłaszcza wtedy. Różniło
je dosłownie wszystko, zaczynając od poglądów na temat przeszłego życia, na
zachowaniu względem Ciemności kończąc.
– Ariadna
zawsze była… surowa – powiedziała w końcu, starannie dobierając słowa. –
Wolała trzymać się zasad.
– Tak. I właśnie
dlatego najchętniej pozamykałaby was wszystkie w piwnicy, bylebyście
przypadkiem nie znalazły adoratorów – mruknął Lawrence.
– Hm… –
Gabriel ni z tego, ni z owego spojrzał na Rufusa. Pierwszy raz od
chwili pojawienia się w salonie wyglądał na bliskiego, żeby się
uśmiechnąć. – Trzymanie w piwnicy brzmi znajomo. Zaborczość względem
dzieci też… Chyba w końcu znalazłeś bratnią duszę.
Gdyby wzrok
zabijał, Rufus jak nic miałby kogoś na sumieniu. Nie żeby Beatrycze wierzyła w to,
że tak czy siak nie zdarzyło mu się kogoś zabić.
– I akurat
teraz zebrało ci się na żarty? – obruszył się, wysuwając kły. – Zresztą
nieważne. Twoja żona, pamiętasz? Pomijając to, że możesz ją zobaczyć, to na
czym stoimy?
– Na niczym
– przyznał niechętnie Gabriel. – Gdyby mogła wrócić do ciała, zrobiłaby to,
zanim spotkała się ze mną.
– Mnie tam
zastanawia, jakim cudem ciocia uciekła z miejsca, o którym mówicie –
wtrącił z wahaniem Cammy. – Takie rzeczy raczej nie zdarzały się tam co
dzień, nie? – dodał, wymownie zerkając na Beatrycze.
– Nie. – W roztargnieniu
zaczęła bawić się końcówkami włosów. – On by na to nie pozwolił, ale…
– Więc może
jest zajęty – zasugerował Gabriel. – To też powiedziała mi Nessie. Pojawił się
tylko na chwilę.
Beatrycze
zadrżała, nawet nie próbując tego ukrywać. Zajęty? Oczywiście, że tak. Co
więcej, podejrzewała czym i to wystarczyło, by momentalnie poczuła się
nieswojo. Jasne, że Ciemność nie miała powodów, by skupiać się na przypadkowej
duszyczce, która z jakiegoś powodu zawędrowała między tu a teraz.
Nie, skoro ważniejsze były dla niego pełnowartościowe perły, którymi zamierzał
uzupełnić kolekcję.
– Co
jeszcze? – drążyła, coraz bardziej niespokojna. – Powiedziała ci, w jaki
sposób uciekła?
– Jezioro –
powiedział bez chwili zastanowienia Gabriel. Zesztywniała, przez moment czując
się, jakby ktoś zdzielił ją czymś ciężkim po głowie.
– Co
takiego?
– Jezioro –
powtórzył i tym razem do jego głosu wkradła się konsternacja. – Renesmee
twierdziła, że będziesz wiedziała. To podobno twój sposób, który zdradziła jej
Anabelle.
– Anabelle…
– wyszeptała, przyciskając dłoń do serca. Jakimś cudem udało jej się uśmiechnąć.
– Ją pamiętam. Moja kochana Ana…
Jeszcze
kiedy mówiła, poczuła nieprzyjemne pulsowanie w skroniach. Skrzywiła się, nerwowo
zaciskając powieki i bezskutecznie próbując nad sobą zapanować. Ból głowy
nie był niczym nowym, ale dawno nie doświadczyła czegoś tak intensywnego. Co
więcej, była wampirem, a te zdecydowanie nie miały w zwyczaju
cierpieć z powodu ludzkich dolegliwości.
–
Beatrycze?
Drgnęła,
kiedy tuż obok niej dosłownie zmaterializował się Lawrence. Mimo wszystko nie
zaprotestowała, kiedy ujął ją za ramię, w następnej sekundzie
bezceremonialnie odwracając w swoją stronę.
– Ja… To
nic takiego – rzuciła lakonicznie, uciekając wzrokiem w bok. Z jakiegoś
powodu nie była w stanie spojrzeć mu w oczy. – Mam wrażenie, że… jest
tak samo, jak z tymi symbolami, które mi pokazywaliście. Powinnam
pamiętać. Ale nie pamiętam.
Ostatnie
słowa wypowiedziała niemalże gniewnie, coraz bardziej sfrustrowana. Chciało jej
się płakać ze złości, chociaż oczywiście nie mogła. Zacisnęła powieki, już nie
tyle próbując bronić się przed bólem głowy, ale wrażeniem, że wszystko wokół z wolna
przysłania niepokojąca, czerwona mgiełka. Miała wrażenie, że niewiele brakuje,
by zrobiła coś naprawdę głupiego, a na to zdecydowanie nie mogła sobie
pozwolić.
– Ciekawe…
Ciemność i mieszanie w głowie? – zapytał jakby od niechcenia Rufus.
Zesztywniała,
momentalnie przenosząc wzrok na wampira. Nie miała pojęcia dlaczego, ale coś w jego
słowach wytrąciło ją z równowagi.
–
Sugerujesz mi coś? – niemalże warknęła.
– Ależ skąd
– obruszył się naukowiec. Rzucił jej bliżej nieokreślone spojrzenie, wyraźnie
zaintrygowany. – Tak się tylko zastanawiam…
– Nad czym?
Z trudem
zmusiła się do zachowania spokoju. Czuła, że jej reakcja była zbyt gwałtowna,
ale nic nie mogła na to poradzić. W głowie już i tak miała mętlik, ledwo
panując nad sobą i coraz bardziej dającymi jej się we znaki emocjami.
– Nieważne –
stwierdził w końcu wampir, jak gdyby nigdy nic się wycofując. – Chcę
wiedzieć, co robimy. Ona i tak nie pomoże nam bardziej niż możliwość
kontaktu z Renesmee – dodał, krzyżując ramiona. – Skoro Cameron był taki
dobry, żeby nie dać się zabić, to powiedzcie mi, co robimy. Pomijając
rozchwianą emocjonalnie młodą wampirzycę nic nas tutaj nie trzyma.
– Nie
zapędzasz się trochę? – warknął Lawrence, mocniej zaciskając palce na jej
ramionach.
Drgnęła,
więc ją puścił, ale nadal wyglądał na rozjuszonego. W zasadzie Beatrycze
nie po raz pierwszy miała wrażenie, że atmosfera była tak gęsta, że wręcz można
ją było kroić nożem. Co więcej, Rufus do pewnego stopnia miał rację, chociaż
wolała się nad tym nie zastanawiać. Była niestabilna i to ją martwiło,
zwłaszcza że przecież robiła wszystko, byleby nad sobą zapanować.
– Wystarczy
– upomniał ich Carlisle, chociaż nie zabrzmiało to szczególnie pewnie. Beatrycze
miała wrażenie, że myślami był gdzieś daleko. – Wciąż musimy znaleźć Leę. Nie możemy
jej tutaj zostawić.
– I co?
Zmusisz ją, żeby z nami pojechała, skoro uciekła? – zapytał z powątpiewaniem
Rufus, jakby od niechcenia patrząc na swojego rozmówcę.
Carlisle
westchnął.
– Teraz nie
myśli rozsądnie, więc jeśli będzie trzeba… – Zamilkł, wyraźnie zmartwiony taką
perspektywą. Krótko zerknął na Lawrence’a, ale ostatecznie nie powiedział
niczego, co zasugerowałoby, że liczył na umiejętności wampira. Beatrycze mimowolnie
pomyślała, że gdyby zaszła taka potrzeba, sama poprosiłaby L. o przysługę.
– Najważniejsze czy uda nam się bezpiecznie stąd wyjechać.
– Czyli o to,
żebym nikogo nie zabiła – mruknęła, nie mogąc się powstrzymać.
– Nie w tym
rzecz – uspokoił ją pośpiesznie Carlisle. – Mam na myśli…
Nie
pozwoliła mu dokończyć.
– Nazywajmy
rzeczy po imieniu – poprosiła, wysilając się na blady uśmiech. – Gabriel i Layla
nie są pewni, czy telepatia wystarczy, żebym się na kogoś nie rzuciła. Lawrence
już raz mnie powstrzymał, więc też mógłby pomóc. No i Cammy…
– W zasadzie
mogę więcej – wtrącił sam zainteresowany. Cameron wzruszył ramionami, gdy
spojrzała na niego z zaciekawieniem. – Znikam, pamiętacie? Ukrywanie się
to moja specjalność.
– Nie do
końca rozumem – przyznała.
Chłopak
posłał jej nieco nerwowy uśmiech.
– Jakby ci
tu… – zaczął i zawahał się na dłuższą chwilę. – Pewnie Aldero mógłby potwierdzić,
gdyby tutaj był. To nie tak, że po prostu przestaję być widoczny. Kiedy to
robię… Cóż, odcinam się od wszystkich wokół. Łącznie z bodźcami, a przynajmniej
tak mi się wydaje.
– Ma na myśli
to, że gdyby zniknęli razem, aż tak intensywnie nie czułaby krwi. Tak? –
zniecierpliwił się Rufus.
– W zasadzie…
– Świetnie.
Więc mamy jakiś plan. – Po tonie wampira trudno było stwierdzić, co tak
naprawdę o tym wszystkim myślał. – Znajdźcie tę wilczycę i zbierajmy
się stąd tak szybko, jak to możliwe. Wciąż mamy sporo do zrobienia… I wcale
nie mam na myśli tutaj tylko stanu Renesmee.
Beatrycze chcąc
nie chcąc przyznała mu rację. Nie miała pojęcia, dokąd to wszystko zmierzało,
ale nie podobało jej się to. Jej myśli raz po raz uciekały ku Ciemności i wątpliwości,
które miała. Jakby tego było mało, słowa Rufusa na temat tego, że ktokolwiek mógłby
mieszać jej w głowie, również ją dręczyły, chociaż z uporem próbowała
je od siebie odsunąć.
W cokolwiek
pogrywała Ciemność, najwyraźniej miała jakiś plan – i to najpewniej związany
z nimi.
To w tym
wszystkim przerażało Beatrycze najbardziej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz