19.06.2017

Dwieście dziewięć

Elena
Wciąż miała wątpliwości, kiedy w końcu dołączyła do Rosalie w garażu. Bez trudu odszukała siostrę przy odpowiednim samochodzie – czerwonym, rzucającym się w oczy kabriolecie, który osobiście uwielbiała właśnie za to, że był aż tak bardzo charakterystyczny. Uniosła brwi, ale nie skomentowała tego nawet słowem, bez pośpiechu ruszając ku wampirzycy. Nie miała pojęcia, co takiego chodziło Rose po głowie, a tym bardziej nie miała pewności, czy w ogóle chciała w tym uczestniczyć. W innym wypadku pewnie nawet by się nie zawahała, rozochocona perspektywą wspólnego wyjścia, ale tym razem sprawy miały się inaczej, a Elena czuła się ni mniej, ni więcej, ale po prostu przygnębiona.
– Cudownie… – mruknęła, nawet nie próbując sprawiać wrażenia szczególnie rozentuzjazmowanej. Rose i tak znała ją zbyt dobrze, by dać się nabrać. – Dokąd się wybieramy?
– Zobaczysz – stwierdziła lakonicznie wampirzyca, po czym westchnęła, podchwyciwszy sfrustrowany wyraz twarzy siostry. – Och… Widziałaś już małe szaleństwo Alice? – zapytała w końcu, tym samym skutecznie Elenę zaskakując.
– Ten jej klub?
Wiedziała, że Alice wpadła na dość nietypowy pomysł, w który na dodatek zaangażowała większość bliskich, ale do tej pory nie zastanawiała się, co tak naprawdę miało to oznaczać. Na swój sposób nie wyobrażała sobie żadnego większego przedsięwzięcia, a już zwłaszcza takiego, które miałoby jakikolwiek związek z ludźmi. I tak większość czasu spędzała poza domem, głównie w apartamentowcu, który tak bardzo lubił Rafael. Jeśli już coś brała pod uwagę, to raczej dostosowanie mieszkania, o ile to faktycznie miało przypaść jej i demonowi. Tak długo, jak wciąż dzielili je z Lawrence’m, Beatrycze i Sage’m i tak musieli czekać, z kolei teraz…
Nieznacznie potrząsnęła głową, chcąc odrzucić od siebie niechciane myśli. To i tak nie miało znaczenia, a przynajmniej próbowała do tego przekonać samą siebie. Cóż, przynajmniej tymczasowo nie chciała się nad tym zastanawiać, niezależnie od tego, jak skomplikowana wydawała się sytuacja.
– Dokładnie. – Rosalie uśmiechnęła się w nieco złośliwy sposób. – Dalej uważam, że zwariowała, ale trzeba przyznać, że idzie jej świetnie.
– Alice zawsze łapie się za wszystko, co może pomóc jej się wykazać. Nic dziwnego, że i tym razem sobie radzi – zauważyła mimochodem Elena.
W jakimś stopniu była zaintrygowana, mimowolnie zastanawiając nad tym, czego powinna się spodziewać. To sprawiło, że ostatecznie nie zaprotestowała, w zamian decydując się zająć miejsce pasażera. Rosalie wyraźnie satysfakcjonował taki stan rzeczy, zaraz też usiadła za kierownicą, bez większego wysiłku odpalając silnik i wymanewrowując pojazd na podjazd. Co jak co, ale jako kierowca radziła sobie znakomicie, zresztą tak jak i przy naprawie samochodów. Elena do tej pory nie była pewna, co akurat ta z jej sióstr widziała w tym, co kryło się pod maską pojazdu, zresztą chyba wolała tego nie rozumieć. To po prostu była Rose, z kolei świadomość, że pewne osoby i kwestie jednak pozostawały niezmiennie, poprawiała dziewczynie nastrój.
Odgarnęła włosy z twarzy, zagarniając je na ramię. Próbowała zająć czymś ręce, wciąż podenerwowana, chociaż tak naprawdę nie miała powodów. Tak przynajmniej sądziła, całą energię wkładając w to, żeby nie myśleć o Rafaelu. Chciała skupić się na Rosalie, by choć przez moment poczuć się dokładnie tak, jak dawniej, kiedy spędzała z wampirzycą równie wiele czasu, co z i Liz. Co prawda później wszystko się spieprzyło, a ona do tej pory odczuwała żal na wspomnienie tego, jak jej siostra zachowała się względem Elizabeth, to jednak nie było aż tak istotne. Wciąż mogły przynajmniej spróbować wszystko naprawić i właśnie na tym zamierzała się skupić.
– Tak swoją drogą… Mogłabyś dać mi poprowadzić – rzuciła mimochodem, a Rosalie parsknęła śmiechem.
– Nie wiem, czy już o tym mówiłam, ale chociaż bardzo cieszę się, że tutaj jesteś, kochanie – oznajmiła przesadnie wręcz poważnym tonem – to jeszcze nie upadłam na głowę.
– Jesteś wredna – obruszyła się, bez trudu udając naburmuszoną.
Rose jedynie wywróciła oczami.
– Tak jak zawsze – stwierdziła ze słodkim uśmiechem. – O ile mi wiadomo, za to mnie kochasz.
Nie odpowiedziała, bo to wydawało się zbędne. Wciąż czuła ulgę, mogąc prowadzić tę rozmowę i czując się tak, jakby pewne wydarzenia nigdy nie miały miejsca. Nie potrafiła zliczyć, jak wiele razy próbowała uprosić, żeby Rose nauczyła ją powadzić, ale za każdym razem kończyło się w ten sam sposób – pośpieszną odmową.
– L. mi pozwolił – mruknęła, nawet nie zastanawiając się nad doborem słów. To, że mogłaby wspominać o Lawrence’ie, już od jakiegoś czasu jawiło się Elenie w absolutnie naturalny sposób.
– Jaki kochany – rzuciła z przekąsem wampirzyca. – Próbował zdobyć twoje zaufanie, dając ci kluczyki? – dodała w pozornie rozbawiony sposób, Elena jednak bez trudu wyczuła w tonie wampirzycy wyraźną nutę napięcia.
– Nie musiał – obruszyła się. Czy naprawdę uważała, że którekolwiek z nich upadło aż tak nisko, by musieć budować relacje na prezentach? – Chociaż dał mi mieszkanie. Tak jakby.
Przez twarz Rosalie przemknął cień, przez co z miejsca zaczęła żałować, że pozwoliła rozmowie przybrać akurat taki kierunek. Czuła, że to nie powinno wyglądać w ten sposób, tym bardziej że dobrze wiedziała, jak Rosalie reagowała na jakiekolwiek wzmianki akurat o tym wampirze.
– Słyszałam. To znaczy Beatrycze coś wspominała, ale… – Rosalie zamilkła, po czym wydała z siebie przeciągłe, sfrustrowane westchnienie. – Okej, więc co planujecie?
– Nie rozumiem…
Samochód znacznie zwolnił, Rosalie zaś z wolna przeniosła wzrok na swoją towarzyszkę. Elena poczuła się dziwnie pod przenikliwym spojrzeniem lśniących, złocistych tęczówek.
– Pytam się o to, czy zamierzasz się wyprowadzić. Wiem, że większość czasu i tak spędzasz z… No, sama wiesz – rzuciła zniecierpliwionym tonem. Elena ledwo powstrzymała się przed wywróceniem oczami, słysząc jak wampirzyca nie po raz pierwszy unika wspominania bezpośrednio o Rafaelu. Och, zupełnie jakby wypowiedzenie jego imienia, mogło go do nas przywołać…, pomyślała mimochodem i coś nieprzyjemnie ścisnęło ją w gardle. Dlaczego to wydawało się tak bardzo prawdopodobne? – Po prostu się zastanawiam. Tym bardziej że tutaj naprawdę możecie…
– A ty nigdy nie chciałaś się wynieść, kiedy wyszłaś za Emmetta? – przerwała łagodnie, w gruncie rzeczy nie oczekując odpowiedzi. Przecież dobrze wiedziała, jak to wyglądało.
– No… tak – przyznała niechętnie Rose. – Ale to inna sytuacja, prawda? Mam na myśli… Może to źle zabrzmi, ale trudno. Bo to jednak demon, Elena. On…
– Wiem dobrze, kim jest Rafael – przypomniała pośpiesznie.
To zdecydowanie nie był temat, który chciała ciągnąć dalej, a jednak nie potrafiła zmusić się do tego, by ot tak się wycofać. W zasadzie była gotowa zrobić wszystko, byleby Rafę obronić, niezależnie od tego, jak potrafił się zachowywać. Z drugiej strony, być może chodziło przede wszystkim o to, że ostatnie wydarzenia dotyczyły tylko i wyłącznie nich – i w gruncie rzeczy niczego nie zmieniały w kwestii tego, co czuła. Nie była pewna czy to dobrze, czy może wręcz przeciwnie, zresztą nie chciała się nad tym zastanawiać. Nie, skoro najważniejsze pozostawało to, że najwyraźniej jednak potrafiła się zakochać.
– Nie to miałam na myśli – zreflektowała się pośpiesznie Rosalie. – Rany, Elena… Chcę po prostu wiedzieć, jakie macie plany.
– Właśnie takie, jak mi zasugerowałaś – stwierdziła z przekonaniem, którego wcale nie czuła. – To znaczy ja bym chciała, ale… Cóż, sama mi dopiero co przypomniałaś, że to demon. Zabawa w dom raczej nie wchodzi w grę… Nie tak po prostu – dodała po chwili zastanowienia.
– Zabawa w dom…
Elena jedynie wzruszyła ramionami.
– Poniekąd to robimy, prawda? Wiem, że lubi ten apartament… No, albo raczej to, że blisko stamtąd do nieba. – Mimowolnie uśmiechnęła się na samo wspomnienie. – W sumie mu się nie dziwię. Latanie to świetna sprawa.
– Dalej nie wierzę w to, że masz… skrzydła. – Rosalie z niedowierzaniem potrząsnęła głową.
– Mogę ci pokazać – zaoferowała natychmiast dziewczyna, wampirzyca zaś spojrzała na nią tak, jakby widziała ją po raz pierwszy.
Właściwie sama nie była pewna, czego oczekiwała po reakcji Rose. Propozycja przyszła sama, kiedy zaś zaczęła się nad tym zastanawiać, uświadomiła sobie, że gdyby tylko zaszła taka potrzeba, bez trudu przywołałaby skrzydła. Teraz, kiedy rozumiała na jakiej zasadzie działały – przynajmniej teoretycznie – to wydawało się aż nazbyt proste. Co więcej, naprawdę czuła ulgę ze świadomością, że pamiętała, co powinna zrobić. Chyba nie istniało bardziej nieprawdopodobne uczucie, niż moment, w którym się unosiła – i to nie z pomocą Rafaela, jak to bywało do tej pory.
– Ech… Nie w samochodzie, jasne? – Spanikowane spojrzenie Rose jasno dało jej do zrozumienia, że zdecydowanie nie była na taką trakcję gotowa. – Moja siostra potrafi latać…
– To naprawdę nie jest aż takie szokujące – zauważyła przytomnie.
Wampirzyca skinęła głową, tym razem nawet nie próbując odpowiadać. Wydawała się wręcz przesadnie skoncentrowana na drodze, chociaż obie wiedziały, że gdyby coś poszło nie tak, Rosalie bez trudu zapanowałaby nad pojazdem. Ze swoim refleksem spokojnie mogła poradzić sobie z każda kolizją, a przynajmniej Elena nie wyobrażała sobie, by cokolwiek mogło ujść uwadze nieśmiertelnej. Cóż, przynajmniej teoretycznie, zakładając, że kolejna szalona wampirzyca nie miała pojawić się na środku drogi, tak jak było w przypadku Camerona i pozostałych.
Przez dłuższą chwilę trwały w ciszy, ale to jej nie przeszkadzało. Obserwowała znajome ulice miasta, nawet nie próbując zapamiętywać trasy. Znała te rejony, wręcz podejrzewając, że gdyby zaszła taka potrzeba, trafiłaby do celu choćby i z zamkniętymi oczami. Co prawda nie była pewna, czy w ogóle chciała mieć jakikolwiek związek z planami Alice, ale podejrzewała, że siostra i tak nie dałaby jej wyboru. Jeśli faktycznie robiła coś, co sprawiało jej radość, nie pozostawało nic innego, jak na to pozwolić. W zasadzie nie wyobrażała sobie, że chochlica mogłaby ot tak odpuścić, niezależnie od tego, co o całym przedsięwzięciu myśleli inni.
– Elena?
Poderwała głowę, słysząc szept Rosalie. Wampirzyca nie musiała podnosić głosu, by zwrócić na siebie uwagę dziewczyny, nie wspominając o tym, że brzmiała na co najmniej podenerwowaną. Elena zawahała się, przez krótką chwilę mimowolnie zastanawiając nad tym, czego powinna się spodziewać. Rose zazwyczaj bywała bezpośrednia, przez co jakiekolwiek oznaki wątpliwości z jej strony wydawały się czymś nienaturalnym.
– Hm…? – Rzuciła siostrze naglące spojrzenie. Nie lubiła, kiedy ktokolwiek próbował z nią igrać, a jednak poniekąd tak się czuła, kiedy wampirzyca zaczęła zwlekać z odpowiedzią. – Coś jest nie tak?
– Nie… Nie sądzę – zapewniła pośpiesznie Rosalie, jednak ton jej wypowiedzi nie zabrzmiał ani trochę kojąco. – Po prostu zastanawiam się… Wiesz, mówiłaś o zabawie w dom.
Mimowolnie napięła mięśnie, niezadowolona kierunkiem, który na powrót przybrała rozmowa. Myślała, że kwestię Rafaela miały już omówioną, ale najwyraźniej się myliła. Co więcej, powaga w tonie Rose sugerowała, że w grę wchodziło coś o wiele poważniejszego, aniżeli kolejne złośliwości czy łatwe do ominięcia pytania. Cokolwiek chodziło wampirzycy po głowie, zdecydowanie nie było czymś, co Elena chciała usłyszeć, a przynajmniej takie miała wrażenie. Gdyby do tego wszystkiego okazało się, że Rosalie jednak podejrzewała, że ona i Rafa…
– Nie rozumiem – przyznała cicho.
Wampirzyca westchnęła, wciąż przesadnie skoncentrowana na drodze. Każda kolejna sekunda zwłoki sprawiała, że Elena czuła się coraz bardziej niepewna, wręcz mając ochotę komuś przyłożyć. Nie miała pojęcia, co powinna myśleć o sytuacji, ale nie podobało jej się to, nie wspominając o konieczności czekania.
– Zastanawiałaś się nad tym, co się stanie, kiedy ty… – Rosalie urwała, po czym jednak spojrzała na Elenę w wymowny, dość jednoznaczny sposób. – No wiesz.
– Nie, nie wiem – zniecierpliwiła się, nawet nie próbując ukrywać irytacji. – Rose, do cholery…
– Jesteście małżeństwem, tak? To wciąż do mnie nie dociera, ale… to chyba oczywiste, że musieliście robić pewne rzeczy – wyjaśniła, starannie dobierając słowa. – A może się mylę?
Prawie zakrztusiła się powietrzem, co najmniej wytrącona z równowagi. Brała pod uwagę naprawdę wiele scenariuszy, ale na pewno nie to, że Rose jak gdyby nigdy nic zacznie mówić o seksie!
– Cokolwiek planujesz, przestań – jęknęła, przez krótką chwilę mając ochotę porządnie komuś przyłożyć. – Mówię poważnie, Rose. Nie musisz mnie uświadamiać… Nie po raz kolejny.
Słodka bogini, przecież nie była głupia… A przynajmniej nie na tyle, by nie potrafić radzić sobie z facetami. Wiedziała wystarczająco dużo, by jakiekolwiek uwagi ze strony siostry okazały się zbędne, nie wspominając o ciągnięciu rozmowy akurat na taki temat. Ostatnim, czego potrzebowała, była pogadanka o tym, jak sprawy miały się między mężczyzną a kobietą, nie tylko dlatego, że miała męża. Od zawsze była świadoma, tym bardziej że od samego początku ciągnęło ją do płci przeciwnej – i to ze wzajemnością, co rozumiała zwłaszcza teraz, gdy Eleazar określił jej dar. Jakkolwiek by jednak nie było, zdecydowanie nie upadła tak nisko, by jak pierwsza naiwna poddawać się każdemu facetowi, który się do niej zbliżył. Rafael był pierwszy i tego zamierzała się trzymać.
Uciekła wzrokiem gdzieś w bok, świadoma przede wszystkim tego, że paliły ją policzki. Wiedziała, że Rosalie wciąż ją obserwuje, co bynajmniej nie przeszkadzało wampirzycy w swobodnym prowadzeniu samochodu. Cisza, która pomiędzy nimi zapadła, miała w sobie coś ostatecznego, stopniowo zaczynając doprowadzać Elenę do szału. Sama nie była pewna, co i dlaczego powinna zrobić, nie wspominając o tym, że nie miała żadnej drogi ucieczki.
– Elena… – Rosalie nie dawała za wygraną, najwyraźniej obojętna na to, że jej starania mogłyby być zbędne. – Nie zrozum mnie źle, ale… To jest ważne, tak? Nie wiem, jak to wygląda w przypadku demonów, ale…
– Ale ja wiem. I na tym zakończy – przerwała pośpiesznie.
Coś ścisnęło ją w gardle, kiedy uświadomiła sobie, o co tak naprawdę chodziło o Rosalie. Sama właściwie się nad tym nie zastanawiała, w przeciwieństwie do siostry nie znając tego jednego pragnienia aż tak dobrze, jak to było w przypadku jej siostry. Zdawała sobie sprawę z tego, co dręczyło Rose, przez co ciągnięcie tej rozmowy wydało jej się tym trudniejsze. Sama ze spokojem przyjęła to, co powiedział Rafael, ale w przypadku kogoś, kto najpewniej miał odebrać to jak jedną, wielką tragedię…
– Dlaczego tak dziwnie reagujesz? Elena, to jest normalne, że powinnaś się zastanawiać nad takimi rzeczami – stwierdziła z przekonaniem wampirzyca. Jej głos zabrzmiał łagodnie, niemalże troskliwie, co jedynie skomplikowało sytuację. – Może powinnam zostawić tę rozmowę Esme, ale…
– Więc to zrób – niemalże warknęła.
Tym razem Rosalie najzwyczajniej w świecie ją zignorowała.
– Masz męża. Nigdy nie myślałaś o byciu matką?
Aż się zapowietrzyła, coraz bardziej podenerwowana. Wcześniej nie brała tego pod uwagę, ale prawda była taka, że najbardziej obawiała się rozmowy właśnie z Rosalie. To była jedna z tych kwestii, w których się nie zgadzały, a przynajmniej Elena nie przypominała sobie, by kiedykolwiek marzyła o posiadaniu dzieci. Wiedziała, że jej siostra oddałaby wszystko za taką możliwość, nie wspominając o tym, jak długo musiała czekać Esme, by móc spełnić się w tej jednej roli, ale…
Och, możliwe, że to nie był ten moment. Do tej pory i tak nie musiała się niczego obawiać, a już zwłaszcza uciekającego czasu albo tego, że mogłoby wydarzyć się coś, przez co straciłaby pewne możliwości. Z kolei teraz, kiedy w istocie do tego doszło, wcale nie czuła się źle, być może dlatego, że wciąż to do niej nie docierało. Nie miała pojęcia, czy cokolwiek za jakiś czas mogło zmienić się w tej kwestii, ale przynajmniej tymczasowo nie chciała się nad tym zastanawiać.
– Nie – stwierdziła zgodnie z prawdą. – Zresztą demony się nie rozmnażają.
Poczuła się dziwnie, kiedy po raz kolejny zapadła cisza. Tym razem była inna, bardziej napięta i przenikliwa. Co więcej, to wystarczyło, żeby z miejsca zapragnęła zniknąć siostrze z oczu, byleby nie ta przestała patrzeć na nią w taki sposób – niemalże troskliwie i współczująco, poniekąd wciąż nie pojmując tego, co oznaczały wypowiedziane przez Elenę słowa. Właśnie tego się obawiała, przejmując się o wiele bardziej tym, jak musiała poczuć się Rose, niż tym, co faktycznie oznaczał brak możliwości prokreacji. Teraz było jej wszystko jedno, czy może zostać matką, ale być może kiedyś…
– Nie zrozum mnie źle, ale sama widzisz, że wasz związek… jest skomplikowano. – Rosalie nieznacznie potrząsnęła głową, jakby niedowierzając wydźwiękowi własnych słów. Cokolwiek faktycznie chciała powiedzieć, powstrzymała się, chociaż Elena i tak wiedziała, że wampirzyca miała do Rafaela żal silniejszy niż do tej pory. – Jesteś pewna, że…
– Rose, nie zrozumiałaś? – Zawahała się, przez krótką chwilę zastanawiając nad tym, czy oby na pewno powinna kontynuować. Może łatwiej byłoby, gdyby zostawiła Rosalie w przekonaniu, że problem leżał tylko po jednej stronie. – Rafa nie bez powodu ciągle powtarzał, że jesteśmy do siebie podobni. Odkąd wróciłam… Mam bardzo wiele z demona – przyznała niechętnie. – Nie tylko skrzydła.
Wampirzyca otworzyła i zaraz zamknęła usta, w końcu pojmując w czym tak naprawdę leżał problem. Jej oczy rozszerzyły się nieznacznie, poza tym jednak nie zareagowała w żaden inny sposób. Jakby tego było mało, uparcie milczała, jak gdyby nigdy nic koncentrując się na trasie przed sobą i zachowując tak, jakby nic wartego uwagi nie miało miejsca. Coś w tej reakcji wytrąciło Elenę z równowagi bardziej, niż gdyby Rose zaczęła przeklinać albo w jakikolwiek inny sposób okazała frustrację. Czuła, że wszystko jest nie tak, nie wspominając o tym że z jakiegoś powodu nagle poczuła się winna. To, że akurat jej odebrano możliwość posiadania dzieci, wydawało się znośne, przynajmniej na razie. Inaczej sprawy miały się z Rosalie, dla którego taka perspektywa musiała być straszna, tym bardziej że od zawsze pragnęła tylko jednego. To uświadomiło Elenie, że być może powinna odczuwać smutek, ale… nie potrafiła.
Nie teraz, chociaż zdawała sobie sprawę z tego, że prędzej czy później to mogło ulec zmianie. O ile oczywiście faktycznie istniało coś takiego, jak instynkt macierzyński, choć szczerze wątpiła, by go posiadała. Chyba wolała nigdy nie przekonać się, co tak naprawdę oznaczało pragnienie posiadania dzieci. Mogła tylko zgadywać, jak okropnym to było doświadczeniem, zwłaszcza słuchając tego, co czasem mówiła jej mama albo właśnie Rosalie.
– Rose? – rzuciła z wahaniem, nie będąc w stanie znieść przeciągającego się milczenia. Wampirzyca nawet na nią nie spojrzała, wciąż przesadnie skoncentrowana na tym, co działo się na drodze przed nią. – Wszystko w porządku? Jesteś… Jesteś na mnie zła? – dodała, chociaż taka możliwość wydawała się czymś co najmniej nieprawdopodobnym.
– Zła? – powtórzyła z powątpiewaniem wampirzyca. Jej głos zabrzmiał dziwnie, a przynajmniej Elena miała takie wrażenie. – Dlaczego miałabym? Ja po prostu… – Urwała, po czym wzruszyła ramionami. – Niedługo będziemy na miejscu.
Dziewczyna spojrzała na swoją towarzyszkę z powątpiewaniem, po czym chcąc nie chcąc skinęła głową. Na powrót skupiła się na obserwowaniu przemykających za oknem ulic, ale nie była w stanie się skoncentrować. W głowie miała pustkę, ale to wydawało się o wiele lepsze, niż gdyby wciąż zadręczała się tym, co w każdej chwili mogło się wydarzyć. Gdyby jednak się pokłóciły albo musiały ciągnąć temat…
Westchnęła, po czym zamknęła oczy, choć na chwilę pragnąc się wyłączyć. Chciała, żeby to było takie proste, ale wszystko wskazywało na to, że nie miała na co liczyć. Nie, skoro temat, który do tej pory był jej obojętny, nagle zaczął dręczyć ją bardziej niż kiedykolwiek wcześniej – i to na równi z Rafaelem, co zdecydowanie nie było dobrym połączeniem.
Świetnie. Idealne zwieńczenie beznadziejnego wieczoru, pomyślała mimochodem, coraz bardziej rozdrażniona.
Gdyby nie to, że nie była sama, a Rosalie już i tak wydawała się przygnębiona, w tamtej chwili najpewniej roześmiałaby się w histeryczny, pozbawiony wesołości sposób.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz




After We Fall
stories by Nessa