17.02.2017

Sto dwa

Rafael
W milczeniu wpatrywał się w dziewczynę, nie pierwszy raz próbując nadążyć za jej zdecydowanie zbyt nielogicznymi, zmieniającymi się emocjami. Cóż, jedno pozostawało pewne – czucie były skomplikowane i zdecydowanie zbyt trudne, by mógł ot tak się do niego przyzwyczaić. Zawsze, kiedy wydawało mu się, że zaczynał rozumieć emocje, tym bardziej, że teraz bez wątpienia mógł pochwalić się tym, że ich doświadczał, działo się coś, co niezmiennie wprawiało go w konsternację. Co więcej, znakomita większość tych skrajnych, niejasnych emocji tak czy inaczej miała związek właśnie z Eleną.
Tym razem dziewczyna stała tuż przed nim, sprawiając wrażenie dziwnie zagubionej i… spragnionej czegoś, czego tylko mógł się domyślać. Co więcej, nie po raz pierwszy rozbudzała w nim pragnienia, których wcześniej nie doświadczył, przez co tym trudniej było mu je nazwać. Z drugiej strony, niektóre z nich wydawały się dość jasne, przynajmniej teoretycznie – pożądanie, chociaż to niejednokrotnie jawiło mu się jako coś nie do końca właściwego. Nie chodziło o samą Elenę, ale zadziwiające wręcz podobieństwo tego uczucia do tego, co zdarzało mu się czuć, kiedy pozwalał sobie na poddanie się tym najbardziej skrajnym emocjom i… niesienie ze sobą zniszczenia. Och, tak – nawet nie chciał tych dwóch sytuacji porównywać, a tym bardziej wracać pamięcią do tego, co zrobił po śmierci Eleny w Volterze, ale mimo wszystko…
Zawahał się, wcześniej z uporem odrzucając od siebie niechciane myśli. Elena milczała, spoglądając na niego w niemalże błagalny, wyczekujący sposób, co tym bardziej dało demonowi do myślenia. Wydawała się spięta, chociaż to równie dobrze mogło być tylko wrażeniem, tym bardziej, że wciąż ledwo nadążał za jej nastrojami. Chwilę wcześniej piekliła się o coś, czego nawet nie potrafił określić, na jego pytania odpowiadając w najbardziej irytujący sposób, jaki tylko istniał. Kiedyś chyba naprawdę miał kogoś zabić za samo brzmienie słowa „nieważne”, zwłaszcza w sytuacji, w której to pozostawało ni mniej, ni więcej, ale przede wszystkim wierutnym kłamstwem. Oczywiście teraz rozumiał więcej, a może nawet ją rozumiał, będąc wstanie pojąć, dlaczego tak bardzo przejmowała się kwestią fizyczności, ale to nie tłumaczyło kierunku, który ich rozmowa przybrała w tamtej chwili.
– Co się dzieje? – zapytał, spoglądając na Elenę w co najmniej skonsternowany sposób. – Zachowujesz się… naprawdę dziwnie – przyznał, a ona westchnęła.
– Ponieważ coś mnie martwi – odpowiedziała z rozbrajającą wręcz szczerością. Przez jej twarz przemknął cień, grymas ten jednak zniknął równie nagle, co i się pojawił, nie dając Rafaelowi szansy na zrozumienie, co mogło być jego przyczyną. – Nie musimy o tym rozmawiać, jeśli nie chcesz, ale…
– Nie bądź niemądra, lilan – przerwał jej zniecierpliwionym tonem. – Co to jest? – dodał, ale i tym razem doczekał się wyłącznie przeciągłego westchnienia.
Wahała się, na dodatek w sposób, który wydał mu się co najmniej dziwny. Nawet na odległość był w stanie wyczuć jej zdenerwowanie, tym bardziej, że te skrajne, negatywne emocje jawiły się jako coś znajomego – rodzaj energii, którą w innym przypadku z wielką przyjemnością by wchłonął, gdyby akurat nie chodziło o Elenę. Z nią było inaczej i ta jedna kwestia za żadne skarby nie miała ulec zmianie, dzięki czemu nie musiał się nawet wysilać, by łatwiej zapanować nad żądzami, których w innym wypadku nie próbowałby kontrolować.
Zacisnął usta, siląc się na cierpliwość. Miał ochotę się odezwać albo spróbować ją ponaglić, nim jednak w ogóle zdecydował się odezwać, Elena – wraz z kolejnym, przeciągłym westchnieniem – z wolna zwiesiła ramiona, by móc zacisnąć dłonie na krawędzi bluzki, którą miała na sobie. Wcześniej zsunęła z ramion kurtkę, tym samym sprawiając, że wymownie uniósł brwi, zwłaszcza kiedy materiał miękko opadł na zamarzniętą ziemię. Spodziewał się bardzo wielu rzeczy, ale na pewno nie tego, tym bardziej, że do tej dziewczyny zdecydowanie nie pasowało traktowanie ubrań w taki sposób. Tak przynajmniej było kiedyś, a on mógł się założyć, że przynajmniej połowa garderoby Eleny należała do rzeczy z kategorii ulubionych i nietykalnych – i to pomimo tego, że miała ich wystarczająco dużo, żeby pokusić się o otwarcie sklepu.
Problem polegał na tym, że wcale nie zamierzała poprzestać na ściągnięciu kurtki, w następnej chwili zdecydowanym ruchem podwijając bluzkę. Obserwował ją w milczeniu i z nadzwyczajną wręcz uwagą, kiedy stanęła przed nim na wpół naga, w samym tylko staniku, próbując zrozumieć, co właśnie chodziło tej dziewczynie po głowie. Nawet w obliczu rozmowy, którą przeprowadzili chwilę wcześniej, takie zachowanie wydawało się co najmniej niedorzeczne, przynajmniej z jego perspektywy. Przynajmniej wydawało mu się, że znał Elenę, coraz częściej będąc w stanie przewidzieć, czego ta mogłaby oczekiwać. Co prawda wciąż z wielką wprawą potrafiła go skonfundować, zachowując się w co najmniej nielogiczny sposób, ale…
Och, czy to w ogóle miało jakiekolwiek znaczenie?
Bezwiednie przesunął się bliżej dziewczyny, stając tuż naprzeciwko niej. Drgnęła, ale nie próbowała się odsuwać, po prostu stojąc i niespokojnie wodząc wzrokiem na prawo i lewo. Wydało mu się, że dostrzega rumieńce na jej policzkach, ale to równie dobrze mogło być wyłącznie wrażeniem, które na dłuższą metę nie miało żadnego znaczenia. Z drugiej strony, równie dobrym wytłumaczeniem mógł być panujący na zewnątrz mróz, to jednak wydawało się pozbawione sensu, przynajmniej teraz, kiedy Elenie tak daleko było do człowieka. Byli do siebie podobni, oboje o wiele bardziej wytrzymali i obojętni na niską temperaturę.
Dziewczyna odrzuciła jasne włosy na plecy, nagle prostując się i jednak decydując się na niego spojrzeć. Miał wrażenie, że jej długie, lśniące loki jarzyły się łagodnie w ciemnościach, zresztą tak jak i ona sama, co zresztą wcale nie wydało się demonowi dziwne. Jej aura znacznie zmieniła się z chwilą, w której dziewczyna wróciła do żywych, teraz błyszcząc tak intensywnie, że nawet gdyby zechciał, nie byłby w stanie jej ignorować. Jakby tego było mało, to światło zaczynało dawać mu się we znaki bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej, jednocześnie niepokojąc i wabiąc, a to zdecydowanie nie było normalne. Nic, co działo się wokół nich, takie nie było, zresztą powoli zaczynał się do tego stanu rzeczy przyzwyczajać.
– Elena?
Nie odpowiedziała, w zamian tylko potrząsając głową. Podszedł bliżej, kiedy odwróciła się do niego plecami, kolejny raz unikając spoglądania mu w oczy. Igrasz ze mną, lilan?, pomyślał mimochodem, ale nie zadał tego pytania na głos, pewny, że i tak nie uzyskałby satysfakcjonującej odpowiedzi. W zamian zmaterializował się tuż przy niej, tak jak wcześniej decydując się położyć obie dłonie na jej ramionach – tylko delikatnie, ale to wystarczyło, żeby zadrżała, nagle wytrącona z równowagi.
– Ja… Chodzi mi o plecy – wyjaśniła, a on spojrzał na nią z niedowierzaniem. Niby jak miał to rozumieć? – Och, sam zobacz – dodała i w tamtej chwili nie miał już wątpliwości, że była zażenowana. To w przypadku Eleny zdecydowanie nie było normalnym stanem rzeczy.
W pierwszym odruchu spojrzał na nią w niemalże niedowierzający sposób, próbując stwierdzić, czego tak naprawdę powinien się po tej dziewczynie spodziewać. Raz jeszcze zlustrował wzrokiem jej postać, początkowo nie mając pojęcia, co takiego mu sugerowała. Otworzył usta, w pierwszym odruchu mając ochotę ją o to zapytać, jednak ostatecznie tego nie zrobił. W zamian jego uwagę przykuł pozornie nic nieznaczący, ale jednak istotny szczegół, który – był tego pewien – musiał sprowadzać się do tego, co martwiło Elenę. Wyczuł, że znowu zaczęła drżeć, kiedy przesunął dłonią po jej delikatniej skórze, żeby łatwiej skoncentrować się na znaczącym ją, ciemniejszym punkcie. W panującym na zewnątrz półmroku trudno było dostrzec odcinający się na jej cerze kształt, ale dzięki wyostrzonym zmysłom nie miał z tym większego problemu.
– To? – zapytał cicho, jakby od niechcenia, ale z jakiegoś powodu coś w tym widoku wzbudziło w nim jeszcze silniejsze wątpliwości. Jeśli miał być ze sobą szczery, to był wręcz niepokój, ale…
Odrzucił od siebie niechciane myśli, skoncentrowany przede wszystkim na bliskości Eleny. Zwłaszcza kiedy stała tuż obok, był w stanie wyczuć bijące od jej ciała ciepło, co zresztą sprawiało mu przyjemność. Wciąż muskał palcami jej skórę, ostatecznie decydując się dziewczynę objąć i jak gdyby nigdy nic przygarnąć do siebie. Wzdrygnęła się, po czym spróbowała odwrócić w jego stronę, ale nie dał jej po temu okazji. W zamian jak gdyby nigdy nic musnął wargami jej kark – tak po prostu, w najbardziej naturalny sposób, na jaki tylko było go stać. Nie pierwszy raz miał ochotę ot tak trzymać ją w ramionach, nie zastanawiając się nad niczym innym. Teraz na dodatek dziewczyna była na wpół naga, jeśli nie liczyć czarnego, koronkowego stanika, który miała na sobie. Tak swoją drogą, chwilami nie rozumiał, co kobiety – a przynajmniej ona – miały z tym noszeniem skąpej, zdobionej bielizny, ale z drugiej strony… na Elenie wydawała się naprawdę interesująca. A przy tym krucha i bardzo, ale to bardzo łatwa do ściągnięcia.
– Więc? – Jej głos zabrzmiał dziwnie, przynajmniej jego zdaniem. Wciąż drżała, na pierwszy rzut oka zdezorientowana i niepewna, chociaż starała się to ukryć. – Powiesz mi, co powinnam o tym sądzić?
– Hm… A co tak naprawdę cię martwi? – zapytał z powątpiewaniem.
Próbował zrozumieć, chociaż zarazem zebranie myśli zaczęło jawić mu się jako coś co najmniej skomplikowanego. Pamiętał, że o coś go pytała, ale kwestia znamienia, które dostrzegł na jej skórze, zeszła gdzieś na dalszy plan, przynajmniej na pierwszy rzut oka pozbawiona znaczenia. Czym miałby się przejmować, skoro wszystko wydawało się być w absolutnym porządku?
– Słuchasz mnie w ogóle? – zniecierpliwiła się Elena. – Przecież widzisz i… Och, na litość bogini, od zawsze to miałam, ale nigdy nie było aż tak wyraźne. Teraz wygląda jak róża i… Rafael! – wycedziła przez zaciśnięte zęby, kiedy w odpowiedzi znów jak gdyby nigdy nic zaczął ją całować.
Puścił jej słowa mimo uszu, zresztą sama Elena nie sprawiała wrażenia kogoś, kto ma coś przeciwko wzajemnej bliskości. Być może to była jedna z tych chwil, w których źle interpretował jej emocje, ale nie dbał o to, skupiony przede wszystkim na własnych przypuszczeniach oraz tym, że tak nagle znaleźli się wystarczająco blisko siebie. Obserwowanie jej bez bluzki również miało w sobie coś, co wydało mu się co najmniej… interesujące. Co więcej, nie pierwszy raz miał ochotę na coś więcej, zwłaszcza po rozmowie, którą dopiero co odbyli. Co prawda jakaś cząstka podpowiadała mu, że to niekoniecznie był najlepszy moment, ale z drugiej strony… jakie to właściwie miało znaczenie?
Nie był pewien, jak długo tkwili w milczeniu, ale i to wydało się demonowi mało istotne. Czuł bijące od ciała Eleny ciepło i to wystarczyło, tym bardziej, że nie miał poczucia, by działo się coś, co mogłoby nie przypaść dziewczynie do gustu. Obserwował, czekał i próbował stwierdzić, czego ta mogłaby od niego oczekiwać, tym bardziej, że wciąż z uporem się nie odzywała, być może zbytnio zdezorientowana, by zdobyć się na wypowiedzenie choćby słowa więcej. Do pewnego stopnia to nie miało dla niego sensu, bo Elena pozostawała jedną z ostatnich osób, którym mogłoby zabraknąć słów, ale mimo wszystko… Cóż, doświadczył dość, żeby dojść do wniosku, że wszystko jest równie prawdopodobne – i to zwłaszcza w sytuacji, w której miało się do czynienia z kimś takim jak ona.
– Nie wiem, co to tak naprawdę jest i dlaczego cię martwi – odezwał się niemalże pogodnym tonem, ostatecznie nawiązując do tematu ich rozmowy – ale podoba mi się. Tak przynajmniej sądzę… To jesteś po prostu ty – dodał po chwili zastanowienia, a ona prychnęła.
– Zastanawiająco ciekawe rzeczy dzisiaj mówisz – stwierdziła z nutką rezerwy.
Obejrzała się przez ramię, by moc spojrzeć na niego z zaciekawieniem. Nie miał pewności, w jakim była nastroju, ale coś w wyrazie jej twarzy i sposobie, w jaki na niego patrzyła, wydało się demonowi co najmniej zastanawiające. Oczy dziewczyny wręcz wydawały jarzyć się w ciemnościach, zresztą tak jak i ona sama, co przypomniało mu o tym, czego miał spróbować ją nauczyć. Problem polegał na tym, że już niekoniecznie był w stanie skoncentrować się na Elenie w taki sposób, by zdobyć się na przekazanie jej jakiejkolwiek wiedzy. Zabawne, bo jeszcze jakiś czas temu to wydawało się wręcz dziecinnie proste, ale teraz…
Dziewczyna uniosła brwi, wciąż z uporem się w niego wpatrując. Pozwolił, żeby z wolna odwróciła się w jego stronę, zamyślona i skoncentrowana na czymś, czego mógł co najwyżej się domyślać. Ramiona założyła na piersiach, częściowo się zasłaniając, po czym w milczeniu rozejrzała się dookoła, próbując wypatrzeć bluzkę. Chciała się po nią schylić, ale powstrzymał ją, w porę chwytając za ramię i zachęcając do tego, żeby na powrót skoncentrowała na nim wzrok.
– Co? – mruknęła z pozorną irytacją, ale wyczuł w jej głosie nutkę czegoś, co wydało mu się nie tyle niepokojem, co… swego rodzaju fascynacją albo wręcz nadzieją, jakkolwiek powinien to rozumieć.
– Chodź tutaj – wręcz zażądał, nie biorąc pod uwagę odmowy.
Nie usłyszał jej, chociaż miał wrażenie, że Elena byłaby do tego zdolna – i to zwłaszcza w sytuacji, w której pozwalał sobie na wydawanie rozkazów. Wyczuł wahanie w jej ruchach, przez co czuł się wręcz gotów przysiąc, że minęła cała wieczność, zanim wpadła mu w ramiona. Bez słowa przygarnął ją do siebie, mimowolnie uśmiechając się, kiedy znowu zaczęła drżeć – zdecydowanie nie z zimna, skoro byli tak blisko siebie. Spoglądał na nią z zaciekawieniem, trzymając w ramionach i raz po raz muskając palcami czy to jej odsłonięte ramiona, czy znów lśniące, wręcz srebrzyste włosy, o które tak bardzo dbała. Cóż, jeszcze jakiś czas temu prędzej dostałaby szału, niż pozwoliła, żeby tak po prostu się nimi bawił, niezależnie od tego, jak delikatny próbowałby przy tym być.
Och, teraz wszystko było inne, a Elena z jakiegoś powodu pozwalała mu dosłownie na wszystko. To wydawało się wręcz czymś nierzeczywistym – uległość z jej strony, bo inaczej nie był w stanie tego nazwać. Miał wrażenie, że trzyma w ramionach kruche, nieporadne dziecko, które potrzebuje kogoś, kto mógłby ją poprowadzić. To również wydawało się Rafaelowi pozbawione sensu, przynajmniej na pierwszy rzut oka, bo Elena od samego początku lubiła dominować. W zasadzie oboje mieli do tego słabość, dążąc do zapanowania nad sytuacją, niezależnie od możliwych konsekwencji i tego, czy w ogóle byli w stanie się w niej odnaleźć. Nie chciał tego przyznać, ale w tamtej chwili również nie czuł się szczególnie pewne, bardziej eksperymentując i chłonąc jej reakcje, niż kierując się jakimś konkretnym, wcześniej ustalonym planem. Nie przywykł do takiego działania, zazwyczaj woląc mieć pewność, dokąd tak naprawdę zmierzał, ale w tamtej chwili był gotów ot tak przystać na zupełnie nowy, bardziej skomplikowany stan rzeczy.
Elena wahała się jeszcze przez krótką chwilę, zanim zesztywniała i spróbowała oswobodzić się z jego uścisku. W pierwszym odruchu chciał ją zatrzymać, ale ostatecznie pozwolił, żeby odchyliła się w jego ramionach. Spojrzał na nią w niemalże pytający sposób, chcąc stwierdzić, co takiego chodziło jej w tamtej chwili po głowie, ale to okazało się o wiele trudniejsze, niż tego oczekiwał. Co więcej, dziewczyna nie wypowiedziała nawet słowa, w zamian bezceremonialnie zarzucając mu ramiona na szyję, żeby znaleźć się jeszcze bliżej. Wyczuł, co chciała zrobić, a przynajmniej zakładał, że tak jest i że właśnie pragnęła przejąć kontrolę nad sytuacją. Chociaż nie był pewien, dokąd tak naprawdę to zmierzał, nie zamierzał ot tak pozwolić, żeby postawiła na swoim. Nie pierwszy raz próbowali ze sobą rywalizować – nie do końca świadomie, już chyba z przyzwyczajenia tocząc nieformalny, niewerbalny pojedynek o coś, czego nawet nie był w stanie określić.
Wydała z siebie cichy, nieco zdławiony jęk, kiedy bezceremonialnie przemieścił się, w niemalże niecierpliwy sposób przyciskając ją do pnia najbliższego trzewa. Spróbowała go odepchnąć, ale nie zamierzał odpuścić, przez kilka sekund zmuszając dziewczynę do pozostania w bezruchu, zanim ostatecznie zdecydował się poluzować uścisk.
– Co ty robisz? – rzuciła z rozdrażnieniem, tym samym na swój sposób go bawiąc. Teoretycznie mógłby zadać to samo pytanie.
– A ty? – Wywrócił oczami, widząc malujące się na jej twarzy rozdrażnienie. – Nie igraj ze mną w ten sposób, lilan. Zwłaszcza, kiedy próbuję cię całować – dodał, a ona prychnęła.
– Próbowałam się odwzajemnić – obruszyła się, potrząsając z niedowierzaniem głową. – Zresztą… byłoby mi wygodniej, gdybyś najpierw pozwolił mi się ubrać. Jeśli będę miała przez ciebie siniaki, przysięgam, że cię zabiję.
Gdyby jej nie znał, pomyślałby, że jak najbardziej byłaby zdolna spróbować. Cóż, teoretycznie jak najbardziej była, co tym bardziej go bawiło. Chyba tylko ona mogłaby usiłować walczyć z kimś, kto wyraźnie miał nad nią przewagę. Musiała zdawać sobie sprawę z tego, że niezależnie od wszystkiego pozostawała na straconej pozycji, a jednak…
– Och… – usłyszał i to wystarczyło, żeby na powrót skoncentrował się tylko i wyłącznie na dziewczynie. Wpatrywała się w niego w niemalże wyzywający, przesadnie wręcz pewny siebie sposób. – Tobie się to podoba, prawda?
– Hm, nie narzekam – przyznał, chociaż nie miał pewności, czy myśleli o tym samym, zwłaszcza, że zrozumienie Eleny nie raz pozostawało wyzwaniem.
Trudno, by odczuwał coś innego, nie tylko mogąc cieszyć się przewagą, ale przede wszystkim nią. To było niczym impuls, którego tak długo unikał, a który ostatecznie przejął kontrolę – coś, czego mimo usilnych starań nie był w stanie dłużej ignorować. Jeśli miał być ze sobą szczery, nawet tego nie chciał. Zdecydowanie bardziej wolał trzymać ją w ramionach i postępować według własnego uznania. Była jego, a skoro tak, mógł równie dobrze to podkreślić – przynajmniej ten jeden raz.
Wciąż obserwowała go w przenikliwy, nieco oszołomiony sposób, kiedy chwycił ją za rękę. Na palcu wciąż miała obrączkę, którą jej podarował i która oznaczała dokładnie to, czego mógłby oczekiwać. To była jego lilan, tylko i wyłącznie, co zresztą sama kilkukrotnie powtórzyła. Odzyskał ją, więc tym bardziej chciał, żeby trwała u jego boku, niezależnie od tego, co jeszcze mogłoby się wydarzyć. Tylko na tym pragnął się skoncentrować, zwłaszcza teraz, kiedy nareszcie byli razem i nikt nie był w stanie zakłócić ich spokoju. Przebywanie w domu dziewczyny go męczyło, zresztą tak jak i absolutny brak prywatności, przez co coraz częściej tęsknił choćby za tą cholerną kapliczką, w której na początku spędzali tak wiele czasu. To nie było najszczęśliwsze miejsce spotkań, ale wydawało się lepsze niż tkwienie w miejscu, gdzie każdy wydawał się patrzeć im na ręce – a przynajmniej jemu. Jasne, mógł to zrozumieć, ale to jeszcze nie znaczyło, że zamierzał to znosić.
Teraz z kolei byli tutaj, a on jak najbardziej mógł cieszyć się Eleną. Co prawda nie w ten sposób wyobrażał sobie ten wieczór, w pierwszym odruchu mając ochotę nią potrząsnąć, żeby raz na zawsze zrozumiała, że nie powinna ryzykować, zwłaszcza teraz, kiedy tylko cudem zdołał ją odzyskać, ale… to równie dobrze mogło poczekać. Czemu nie, skoro oboje wydawali się oczekiwać czegoś zgoła innego?
Wciąż ściskając ją za rękę, ostrożnie uniósł dłoń dziewczyny do ust, by móc złożyć na jej wierzchy kolejny pocałunek. Pozwoliła mu na to, wciąż spoglądając na niego trochę tak, jakby spotkali się po raz pierwszy, to jednak nie miało znaczenia – nie tym razem, skoro bardziej niż kiedykolwiek wcześniej pozostawał świadom tego, czego mógłby chcieć. Co więcej, miał wrażenie, że równie wiele byłby w stanie zaoferować Elenie, a skoro tak…
Lilan…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz









After We Fall
stories by Nessa